Star Wars Komiks: Luke, Leia, Han, Chewbacca

19/08/2016 § Dodaj komentarz


 Han Solo i jego kobiety

star-wars-komiksNiedawno na polski rynek trafił czwarty w tym roku numer magazynu „Star Wars Komiks” (Darth Vader: Cienie i tajemnice), jednak tymczasem pochylmy się nad trójką, w której znaleźć możemy bezpośrednią kontynuację historii Skywalker atakuje. Wprawdzie z ekipy tworzącej główną gwiezdnowojenną serię Marvela odszedł rysownik John Cassaday, ale i tak na fanów SW oraz komiksów czeka mnóstwo dobrej, wizualnie atrakcyjnej zabawy.

Podczas gdy Luke wraz z Artoo lecą w poszukiwaniu celu, zaczytując się we wspomnieniach Obi Wana przybliżających jego życie na Tatooine, Han i Leia mierzą się z całą masą kłopotów. Nie dość, że siły imperialne są w pobliżu, to jeszcze Sana, która twierdzi, że jest żoną Hana, zamierza oddać w ręce wrogów księżniczkę. Jakie relacje naprawdę łączę ją i Solo? Gdy niebezpieczeństwo jest coraz bliżej i wydaje się coraz większe, a sojuszników i star wars marvelprzeciwników dzieli zbyt cienka linia, bohaterowie starają się znaleźć wyjście z sytuacji, która może przerosnąć nawet ich…

Jason Aaron (scenarzysta takich pozycji jak: Skalp, Bękarty z Południa, Ludzie gniewu, Thor Gromowładny czy Wolverine i X-Men) to jeden z nielicznych scenarzystów, który w ramach serii o dość jasno sprecyzowanych ramach, nie tylko zdołał pozostać wierny samemu sobie, ale także i klimatowi starych gwiezdnowojennych filmów, które tak podbiły serca widzów i krytyków. Jego scenariusze, pomimo ograniczeń nałożonych z każdej strony – w końcu wszyscy wiedzą, co było i co będzie się dziać potem – potrafią wprowadzić niejeden zaskakujący zwrot akcji czy przełomowy moment. Pozawala mu to zabrać czytelnika w inne nieco rejony – skoro nie może uśmiercić nikogo znaczącego ani przełamać konwencji, robi wszystko, by odbiorca nie przestał zadawać sobie pytania „ciekawe jak ten gość z tego teraz wybrnie bez popadania w konflikt z wizją kinową”. Han SoloA ten gość, Aaron, udowadnia, że dobrze wie, jak tego dokonać. W efekcie rodzi się opowieść, którą czyta się z ciekawością i zaangażowaniem, nawet jeśli nie jest się fanem Star Wars.

Strona graficzna po odejściu Cassadaya na szczęście nie straciła na jakości. Może początkowe dwadzieścia stron w wykonaniu Simone’a Bianchiego nie powaliło mnie na kolana (wolę jego pracę z Amazing Spider-Mana czy komiksu Thanos: Powstaje, który na dniach ukazał się w Polsce), ale nie mogę także powiedzieć, by stanowiły rozczarowanie. Za to kreska Stuarta Immonena, który zabrał się za kolejne sto stron (autora ilustracji do znanego w Polsce cyklu All New X-Men) jak najbardziej trafiła w mój gust – realizmem, szczegółowością, lekkością i znakomitą zabawą światłocieniem.

Słowem podsumowania – wciąż warto czytać komiksy napisane przez Aarona w ramach Star Wars. Szczególnie, że Polska edycja wydana została dobrze i tanio (niespełna 20 zł za 132 strony), na niezłym papierze i nawet z porcją dodatków w postaci galerii okładek.

Jason Aaron (sc.), Simone Bianchi & Stuart Immonen (rys.), „Star Wars Komiks: Luke, Leia, Han, Chewbacca”, tłum. Jacek Drewnowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

 [autor: Michał Lipka] C-3PO

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Armada #18: Epidemia

18/08/2016 § Dodaj komentarz


 Armadzie grozi hekatomba

ArmadaNiedawno, z prawie rocznym poślizgiem względem oryginału, ukazał się w Polsce kolejny album bestsellerowej serii s-f, która od lat tworzona jest przez scenarzystę Jeana Davida Morvana i rysownika Philippe’a Bucheta. Serial Armada, bo o nim mowa, to atrakcyjna space opera, która wystartowała we Francji w 1998 roku. Po premierze czternastej odsłony doszły mnie słuchy (klik! klik!), że artyści mają w planach zamknięcie produkcji. Na szczęście były to tylko niepotwierdzone plotki. Rzecz ma się nieźle, wciąż ma status „ongoing” – wydawnictwo Delcourt premierę dziewiętnastki planuje na koniec września.

Fabuła Epidemii jest mocno zakorzeniona w uprzednim obrazie, który w Polsce ukazał się w maju ubiegłego roku. Dlatego nim zapoznacie się z premierą, polecam sięgnąć po Chłód, bo warto przypomnieć sobie co ważniejsze wydarzenia, gdyż ich reperkusje mają wpływ na akcję bieżącego albumu. Chodzi o tajemniczą Ornosferę – śmiercionośną broń, która może unicestwić przedstawicieli prawie wszystkich ras należących do Armady.

Mimo zastosowania przez Wielką Radę różnych środków zaradczych zaraza szybko się Sillage Philippe Buchetrozprzestrzenia. Hekatomba wydaje się nieunikniona. Zimną krew zachowuje jedynie Navis, która ma u swego boku małoletniego pomocnika, a właściwe: pomocniczkę. Julia, dzięki zamiłowaniu do lektury i niezdrowemu nabywaniu wiedzy, wie o epidemii więcej niż ktokolwiek inny. Nie będę zdradzał kto i dlaczego skonstruował tę straszliwą broń… Finał opowieści jest do przewidzenia, ale nie da się ukryć, miejscami jest strasznie i zatrważająco. Długo nie wiadomo, czy zarażony chorobą Bobo przeżyje i czy Julia nie myli się w swoich przypuszczeniach odnośnie antidotum. Akcja prowadzona jest wartko, a sposób opowiadania odpowiada galopującym postępom choroby. Chociaż ciężko o klimat grozy, gdy Navis działa z taką pewnością siebie.

Widać, że socjalizacja Navis postępuje, dziewczyna (sic!), już kobieta uczy się żyć według reguł, które rządzą w Armadzie, ale nadal jest tą samą rezolutną i trochę krnąbrną wojowniczką, którą tak lubimy.

Realistyczne rysunki Philippa Bucheta były (i wciąż są) Armada Buchetmocną stroną całej serii. Zawsze mi się podobały. Postaci, sprzęty, statki i całe światy stworzone na kartach Armady są efektownie i szczegółowo narysowane. Dzięki temu zwiększa się atrakcyjność opowieści. Rysunek tła często sprowadza się do kolorowej plamy, a szkoda. W recenzowanym tomie pojawia się pewne novum – w sytuacjach dramatycznych (np. ataku zarażonych chorobą) rysownik rezygnuje z klasycznego kadrowania na rzecz kadrów o nieforemnych kształtach, chcąc w ten sposób podkreślić wstrząsający charakter scen.

Epidemia to historia przyzwoita, ale nie porywająca. Opowiedziana została w dobrym rytmie. Philippe BuchetRodzina Navis się powiększa, chociaż nadal jest jedyną przedstawicielką rasy ludzkiej w szeregach Armady. Wprowadzono nową postać, Julię, która pewnie w kolejnych tomach odegra znaczącą rolę. Być może już w dziewiętnastej odsłonie, na którą przyjedzie nam czekać do przyszłego roku. Tymczasem cieszmy się z tego, co mamy. Dlatego kolejny raz sięgam po osiemnastkę, aby jeszcze przez chwilę poprzebywać z ulubioną bohaterką.

Jean David Morvan (sc.), Philippe Buchet (rys.), „Armada #18: Epidemia”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 986, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+] 

Sillagesklep {komiks można kupić tu: klik! klik!aleja komiksuRecenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

NOVA – wielkie otwarcie Poznańskiej Czytelni Komiksów!

17/08/2016 § 1 komentarz


czytelnia komiksów

17 września na ul. Franciszka Ratajczaka 38/40 w Dzień Batmana (klik! klik!) zostanie otwarta dla użytkowników pierwsza w Polsce uniwersytecka czytelnia komiksów. Będzie to stały, stacjonarny punkt, który narodził się pod postacią dobrze znanej konwentowym bywalcom „Obwoźnej Czytelni Komiksu”. Właśnie tam będziecie mieli możliwość rozsiąść się na wygodnych pufach i w otoczeniu superbohaterów zagłębić w najróżniejszych, komiksowych światach.

dzien batmanaDo dyspozycji odwiedzających Novę będzie licząca 9660 sztuk kolekcja komiksów należąca Biblioteki UAM, a w niej: zeszyty, tomy, książki o komiksie i czasopisma. Znajduje się w niej także olbrzymią część komiksów, które zaczęły ukazywać się w Polsce od lat 50. XX wieku, a także mnóstwo unikatowych zinów. Jest to drugi (po Pracowni Komiksowej przy WiMBP w Gdańsku) systematycznie prowadzony tego typu zbiór w Polsce.

Publikacje występują przeważnie w języku polskim, ale są wśród nich także poznanwydawnictwa włoskie, francuskie, czeskie, niemieckie oraz sporo amerykańskich oryginałów. Rarytasami kolekcji są m.in. kolosalne wydania Gallery Edition, wśród których występują: Sandman, Kelly Jones czy The Dark Knight Returns. Na miejscu będzie można obejrzeć także słynną: DC Super Heroes: The Ultimate Pop-Up Book, czyli jedyną na świecie książkę, z której na tle świecącego reflektora wylatuje trójwymiarowy Batman. Nie zawiodą się również miłośnicy Marvela; do wglądu m.in. ponad 40 cm Marvels: The Platinum Edition czy ogromny Adamantium Collection!

Biblioteka będzie wspaniałym miejscem, by zapoznać się z niedostępnymi komiksami i sprawdzić czy warte są zawrotnych cen, jakie osiągają w drugim obiegu. Na miejscu będzie przeczytać m.in. Chopin New Romantic, Niegrzeczne dziewczęta, Bouncera, Kingdom Come, Blacksad tom 2 i 3 czy Long John Silver. I wiele, wiele innych niedostępnych już w sprzedaży pozycji.

W poznańskich zbiorach znajdują się również mangi, więc jeśli ktoś komiksy poznanchciałby przeczytać takie tytuły, jak trudnodostępny Eden, Priest, Samotny Wilk i Szczenię, czy też wygodnie przeczytać którąś z długaśnych serii (bez wydawania majątku) może zaszyć się na długie godziny i wertować Naruto, Dragon Balla, Bleacha i inne japońskie hity.

Biblioteka posiada prawo do egzemplarza obowiązkowego, co oznacza, że otrzymuje każdy komiks wydany w Polsce w nakładzie przekraczającym 100 egz., a także posiada ambicję zebrania wszystkich wydanych w kraju komiksów, jeśli więc poszukujesz jakiegoś komiksu, warto napisać w tej sprawie do biblioteki, która kupi go, abyś mógł go przeczytać.

Oczywiście, wiele osób zdaje sobie sprawę, że korzystanie z komiksowych zasobów Biblioteki UAM było możliwe już wcześniej. Teraz jednak będzie to znacznie prostsze i przyjemniejsze, ponieważ komiksy otrzymują ogromną, własną przestrzeń, która zostanie odpowiednio przystosowana tak pod względem wygody, jak i wizerunku. Ważną zmianą jest także rozszerzenie godzin dostępu zbiorów.

Nova będzie otwarta dla każdego. Wystarczy okazać dowód tożsamości. Pierwsze odwiedziny są bezpłatne, a przy następnych należy wyrobić karnet na rok akademicki w cenie 12 zł.

Godziny otwarcia:
poniedziałek – piątek 10:00 – 21:00
sobota 10:00 – 17:00
niedziela 10:00 – 13:00

{autor wpisu: Józek Śliwiński}

czytelnia poznań

Zapisz

Zapisz

Flashpoint. Punkt krytyczny

17/08/2016 § Dodaj komentarz


 W końcu się doczekaliśmy!

FlashpointStosunkowo długo musieliśmy czekać, ale w końcu i Polsce dostępny jest komiks Flashpoint. Punkt krytyczny. Rzecz jest o tyle ważna, że po jej publikacji uniwersum DC nie było już takie samo. O dziwo, szumne zapowiedzi włodarzy wydawnictwa zostały zrealizowane. Album, w którym główną rolę gra najszybszy człowiek na Ziemi – Barry Allen, dał początek nowej rzeczywistości, która za oceanem zwana jest New 52, a u nas jako Nowe DC Comics.

Pewnego pięknego dnia Flash budzi się w świecie, którego zupełnie nie rozumie i nie rozpoznaje. To nie jest znana mu rzeczywistość. Nie jest to także rzeczywistość, którą mogliby rozpoznać czytelnicy i wierni fani DC. Bohater pozbawiony został swoich nadludzkich mocy. Co prawda dalej pracuje na posterunku, ale jego matka żyje, a Iris West nie jest jego żoną. Zresztą zmiany nie dotyczą tylko samej postaci. Wszystko wokół zostało przebudowane. Atlantydzi pod dowództwem Aquamana toczą krwawą wojnę z Wonder Woman i jej Amazonkami. Flashpoint Andy KubertSkala konfliktu ma charakter globalny – może sprowadzić zagładę na całą Ziemię. Królowa Amazonek zaanektowała Wielką Brytanię na Nową Themyscirę (pozostała część Europy zniknęła pod wodą). Na domiar złego nie istnieje Liga Sprawiedliwości. Captain Cold jest ulubieńcem ludzkości. Batman nie jest detektywem, a zabójcą, co prawda nadal nosi nazwisko Wayne, ale na imię wcale nie jest mu Bruce. A Superman? Hm… podobno rząd gdzieś ukrywa jakiegoś kosmitę z Kryptona.

Jednak Barry Allen pamięta, że kiedyś świat wyglądał inaczej, a ten, w którym się aktualnie znajduje, jest fałszywy. Protagonista próbuje dojść do tego, dlaczego tak jest i kto stoi za uszkodzeniem rzeczywistości. W swoim continuum z prośbą o pomoc w rozwikłaniu zagadki zwróciłby się do Batmana. I teraz nie postępuję inaczej. Jednak Batman to nie jest ten sam Zamaskowany Krzyżowiec, którego znamy i którego zna Flash. Scenarzysta, Geoff Johns, zasługuje na pochwałę za kreację tej postaci w swojej historii. Ostatecznie Gacek zgadza się na współpracę z Barrym; dla czytelnika sporym zaskoczeniem będzie motywacja podjęcia się przez niego zadania.Andy Kubert W komiksie spotykamy jeszcze m. in. Cyborga, wypadającego dość blado i Element Woman, która jest nadzwyczaj irytująca. Za to podobała mi się grupa dzieciaków, posiadająca moc S.H.A.Z.A.M.

Za rysunki odpowiada Andy Kubert, który realistycznie przedstawia twarze bohaterów, pamiętając o mimice i odzwierciedleniu stanów emocjonalnych. Trochę gorzej wychodzą mu inne części ciała, szczególnie nogi. Miejscami widać, że Kubert (syn) ma problemy z użyciem dobrych skrótów perspektywicznych w rysunkach anatomicznych. Mało efektownie wypadają całostronicowe splashe i rozkładówki z udziałem wielu postaci. Mam wrażenie, że panuje na nich niejaki chaos, jakby artysta nie umiał się zdecydować, jak postawiać postaci. Nie odpowiada mi paleta barw zastosowana przez Alexa Sinclaira – jest za ciemno, nawet sceny dziejące się w dzień mają narzucony „sztuczny”, nienaturalny mrok.

Album wydany został przez Egmont w ramach DC Deluxe, dlatego nie dziwi powiększony format, twarda płócienna oprawa, tłoczenie tytułu oraz kredowa obwoluta. Dodatków zamieszczonych na końcu książki jest tym razem dość mało. Jest posłowie Kamila Śmiałkowskiego, Flashpoint Kuberttrochę alternatywnych okładek, kilka szkiców koncepcyjnych Kuberta, z których najbardziej podobają mi się te przedstawiające Supermana, Batmana i Wonder Woman.

Flashpoint wypada oryginalnie i, o dziwo, logicznie. Dla wszystkich czytelników Nowego DC Comics jest to lektura obowiązkowa. Tym bardziej, że wydarzenie jest dobrze zaprojektowane, a sama lektura stanowi miłą rozrywką, pełną niespodzianek oraz zaskakujących wariacji na temat znanych supebohaterów.

Geoff Johns (sc.), Andy Kubert (rys.), „Flashpoint. Punkt krytyczny”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 991, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

 [scenariusz: 4+, rysunki: 3+, kolory/cienie: 3-] 

FlashPoint_Logosklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Blueberry #7

16/08/2016 § Dodaj komentarz


„Mówią na mieście, że utył, spuchł, posiwiał”

Blueberry7Egmontowski siódmy zbiorczy tom o przygodach eksporucznika Michaela Stevena Donovana, lepiej znanego jako Mike Blueberry, zawiera dwie fabuły – Mister Blueberry oraz Cienie nad Tombstone. Skrypt obu części wyszedł spod ręki Jeana Girauda, który po śmierci Jean-Michela Charliera przejął obowiązki scenarzysty. Dlatego śmiało możemy powiedzieć, że od tego momentu serial Blueberry stał się w pełni autorską produkcją Mœbiusa.

Według oficjalnej chronologii wydarzeń akcja, zapoczątkowana w albumie Mister Blueberry, rozgrywa się w roku 1881 roku. A to znaczy, że minęła prawie dekada od zdarzeń przedstawionych w Arizona Love. Mike został zrehabilitowany, oczyszczono go ze wszystkich zarzutów i zdrady, i próby zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych, i kradzieży złota Konfederacji. Jean GiraudZ lektury poprzedniego tomu warto przypomnieć, że podjął próbę, nieudaną, ustatkowania się – wybranka zrezygnowała. W pierwszym albumie siódemki widzimy spokojnego, pewnego siebie, ale i rozleniwionego, dojrzałego mężczyznę. Bohater się zmienił, także wizualnie – jest szpakowaty, ma trochę nalaną twarz i nadzwyczaj dobrze się ubiera. Od pewnego czasu zarabia na chleb (choć wcale nie musi), grywając w pokera w różnych miasteczkach rozsianych na pograniczu meksykańsko-amerykańskim. Akcja zastaje go przy nakrytym zielonym suknem stoliku w Tombstone w stanie Arizona.

W ślad za Mike’em podąża jednak jego niechlubna i chlubna przeszłość. Zamierzchła i ta zupełnie niedawna. Z Denver przyjeżdża John Campbell – dziennikarz i pisarz, autor bardzo poczytnej pozycji Królowa Sierry, który umyślił sobie napisać książkę (bestseller!) o przygodach i wyczynach dzielnego eksporucznika. Natomiast z niedawnej przeszłości wyłania się ojciec z synem, którzy aktywnie polują na Blueberry’ego. Wypada nadmienić, że polowanie kończy się połowicznym sukcesem. GiRW fabułę zamieszani są jeszcze: szeryfowie Virgil Earp, Morgan Earp i Wyatt Earp, rewolwerowiec Doc Holliday oraz nieludzki i krwiożerczy Indianin Geronimo.

Mimo nagromadzenia wielu osobliwych postaci fabuła jest mało wciągająca, całość historii jest grubymi nićmi szyta i raczej płaska. Nawet realne zagrożenie ze strony głowy rodziny Boone nie wytwarza odpowiedniej dozy napięcia. Postaciom przeważnie brakuje charyzmy i osobowości. Na tym tle panna Dorée Malone, grająca rolę „pielęgniarki”, wypada dość intrygująco. Retrospektywna historia, którą Blueberry opowiada Campbellowi w Cienie nad Tombstone, jest mało ekscytująca i odklejona od znanej nam rzeczywistości serialu.

W poprzednim zbiorczym tomie widać było powolną ewolucję estetyki rysunku. W siódemce jest ona widoczna, że tak powiem, gołym okiem. Gir decyduje się na zmianę stylistyki, kreska staje się bardziej miękka i okrągła. Wizualnie oba albumy przywodzą na myśl prace realizowane przez artystę pod pseudonimem Mœbius. Wierni czytelnicy zauważą Mœbiustakże zmianę kolorystyki, barwy nałożone przez Florence Breton są mocniej nasycone, całość sprawia wrażenie ciemniejszej i bardziej depresyjnej. Osobiście zmiana przypadła mi do gustu, gdyby tylko scenariusz poszedł w podobnym kierunku…

Niezależnie od moich uwag i narzekań wielbiciele serialu i tak sięgną po najnowszą odsłonę. Nieśmiało liczę, że wierni fani się ze mną nie zgodzą i odnajdą w komiksie elementy, które przeoczyłem. Czekam już tylko na październik i finałowy tom, w którym okaże się, czy Gir tchnął „nowe życie” w Mike’a Bluubereego.

Jean Giraud (sc. & rys.), „Blueberry #7”, przeł. Wojciech Bierk, Klub Świata Komiksu – album 985, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 3, rysunki: 4, kolory/cienie: 5-]

Blueberrysklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Arab przyszłości. Dzieciństwo na Bliskim Wchodzie (1978-1984)

15/08/2016 § Dodaj komentarz


 Dorastanie w cieniu ojca

arabZacznijmy od kilku podstawowych informacji odnośnie komiksu i jego autora. Riad Sattouf urodził się w 1978 roku w Paryżu, jest synem Francuzki i Syryjczyka. Pierwsze rysownicze sznyty zdobył u boku Érica Corbeyrana – odpowiadał za plansze do trzy części serii Petit Verglas (2000-2003); samodzielny komiks opublikował w 2003 roku (Manuel du puceau), przez wiele lat współpracował z magazynem „Charlie Hebdo” (tak tym!). Arab przyszłości (w oryginale L’Arabe du futur) pomyślany jest jako zestaw trzech komiksów. Pierwszy tom – noszący podtytuł Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1978–1984) – ukazał się we Francji w 2014 roku nakładem wydawnictwa Allary Éditions, polskim edytorem jest Kultura Gniewu, która wypuściła album w lutym bieżącego roku. Jedynka zgarnęła kilka znaczących i międzynarodowych nagród, m.in. za najlepszy komiks na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Angoulême w 2015 roku. Nad Sekwaną była już premiera dwójki – Dzieciństwo na Bliskim Wschodzie (1984–1985).

Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do publikacji. Całość rozpoczyna się w roku 1980 we Riad SattoufFrancji, autor-narrator ma dwa lata, a kończy też nad Sekwaną, gdy ma lat sześć. Fabuła ma wyraźnie charakter autobiograficzny. Komiks podzielony został na cztery rozdziały, każdy kolejny związany jest z przeprowadzką rodziny narratora do innego kraju. Każdemu z państw przypisany został odrębny, dominujący kolor – Francji przynależy niebieski, Libii żółty, Syrii różowy, a kilkugodzinna wizyta w Saint Helier na wyspie Jersey odmalowana została na zielono.

Riad razem ze swymi rodzicami wyjeżdża do Libii, bo ojciec – Abdel-Razak – dostał pracę wykładowcy na uniwersytecie w Trypolisie. W kraju od 9 lat dzierży władzę Mu’ammar al-Kaddafi. Libia widziana oczami małoletniego narratora to dziwny kraj, pełen sprzeczności i absurdów, w którym nie istnieje własność prywatna, żywność jest reglamentowana, drzwi mieszkań pozbawione są zamków, ponieważ domy należą do wszystkich i mogą być zajmowane przez pierwszą lepszą rodzinę. W TV przez cały dzień transmitowane są przemówienia Wielkiego Przywódcy.

Libijska przygoda nie trwa zbyt długo, rodzina wraca do Francji, syriaby po niedługim czasie znów udać się w podróż. Tym razem do Syrii Hafiza al-Asada, gdzie ojciec narratora otrzymał pracę asystenta na uniwersytecie w Hims. Pobytu w Libii był śmieszno-straszny, natomiast Syria jawi się juz jako miejsce potworne i okrutne (scena, w której dzieci znęcają się nad psem). Radykalizują się poglądy ojca, który z pogardą i nienawiścią wyraża się o Żydach, Amerykanach, Francuzach i murzynach. Staje się przesądny, akceptuje i usprawiedliwia „zamordyzm” dyktatora, zapomina o równości, coraz mocniej folguje mizoginizmowi.

Wbrew pozorom głównymi bohaterami komiksu są rodzice Riada: milcząca matka i niespokojny ojciec. Podczas lektury, milczenie matki niezwykle mnie szokowało i nie potrafiłem się na nie zgodzić. Ciężko mi było zaakceptować fakt, że wykształcona kobieta, francuska ateistka, która kiedyś umawiała się na tak mocno usuwa się w cień, nie wygłasza żadnych opinii i prawie nigdy nie zajmuje stanowiska.

Rzecz nie ma charakteru kultowej autobiografii Marjane Satrapi czy przenikliwego reportażu Sacco. Wszystko, co czytamy i oglądamy zostało „przerobione”/„przetrawione” Sattoufprzez dorosłego autora w taki sposób, aby podkreślić absurdalność i straszność arabskich totalitaryzmów, które miały wpływ na codzienne życie swoich obywateli. Album Arab przyszłości nie jest komiksem o współczesnym świecie islamskim, opowiada się o tym, co było – konflikty wojenne oraz Arabska Wiosna Ludów przebudowały polityczną, społeczną i ekonomiczną rzeczywistość Bliskiego Wchodu. Obraz, jaki wyłania się z tej opowieści ma wydźwięk tragikomiczny i przygnębiający, choć całość okraszona została sporą ilością zabawnych anegdot. Jestem bardzo ciekaw w jakim kierunku poprowadzi opowieść Sattouf w kolejnych częściach. Kulturo, kiedy dwójka?

Riad Sattouf (sc. & rys.), „Arab przyszłości. Dzieciństwo na Bliskim Wchodzie (1978-1984)”, tłum. Olga Mysłowska, Kultura Gniewu, Warszawa 2016.

[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 5]

Riad Sattoufsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Smerfy #25: Dzieciak u Smerfów

06/08/2016 § Dodaj komentarz


Papa Smerf i sekciarskie zabiegi socjotechniczne

Papa SmerfNiezmiennie cieszy mnie fakt, że oficyna Egmont Polska regularnie publikuje kolejne komiksowe albumy z udziałem niebieskich skrzatów. Na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy tom Dzieciak u Smerfów jest piątą odsłoną tej klasycznej opowieści dla dzieci. Trochę dziwne, że edytor postanowił „skakać” po liczącym ponad 30 odcinków serialu. Omawiany zeszyt oryginalnie ma numer 25, a Nie igra się z postępem (klik! klik!) poprzedni, jaki się w Polsce ukazał, nosi numer 21. Na szczęście niechronologiczna prezentacja nie ma większego znaczenia i nie odbiera czytelnikowi ani grama uciechy, gdyż każdy odcinek opowiada odrębną historię.

Podopieczni Papy Smerfa żyją sobie spokojnie w swojej małej wiosce, która ukryta jest gdzieś głęboko w środku lasu. Czasem coś wybuchnie, bo Zgrywus zrobił komuś niespodziankę. smerfyCzasem Ważniakowi doniczka spadnie na głowę, bo gość za dużo gada. Czasem Kucharz wybierze się daleko do lasu w poszukiwaniu super-, hiper-, megasmacznych smerfojagód. Idylla smerfnego życia załamuje się, gdy podczas zbierania jagód spotyka niesfornego dzieciaka imieniem Miłuś. Chłopiec jest złem wcielonym, który tylko kombinuje, co by tu spsocić i komu zrobić krzywdę.

W wyniku pewnego zbiegu okoliczności ten żywy kataklizm trafia do wioski Smerfów. I na miejscu rozpętuje prawdziwe piekło. Urwis niszczy wszystko, co tylko znajdzie się na jego drodze. I widać, że sprawia mu to radość. Niebieskie stforki są przerażone skalą zniszczeń. Na dokładkę chłopiec jest krnąbrny, nikogo nie słucha. Nie szanuje nawet Papy Smerfa, któremu włącza się nutka edukacyjna – chce wyprowadzić dzieciaka na ludzi. Tylko jak pokazać i przekonać, że dobro jest warte zachodu, że jest atrakcyjniejsze od zła? Thierry CullifordIma się różnych metod: prośbą, groźbą i przykładem. Stosuje iście sekciarskie socjotechniki, choćby bombardowanie miłością czy wspólna praca. Polecam sprawdzić, czy Smerfom uda się przekonać Miłusia do tego, aby był miły.

Graficznie album utrzymany jest w charakterystycznym dla tej serii stylu, rozpoznawalnym na pierwszy rzut oka: wyraźna, czyta i lekka kreska, którą naszkicowane są sygmatyczne postaci, a do tego ciepłe kolory i klasyczny układ kadrów na planszy. I choć to nie Peyo rysował (a Jeroen De Coninck), to i tak komiks przedstawia się atrakcyjnie.

Recenzowana pozycja ma wyraźne walory pedagogiczne. Papa mądrze prawi, choć czasem trochę konwencjonalnie. Na szczęście wartka akcja i nagromadzenie śmiesznych (i strasznych) sytuacji spowodują, że bieżące przygody spodobają się i dzieciom, i dorosłym.

Miguel Diaz Vizoso & Thierry Culliford (scen.), Jeroen De Coninck (rys.), „Smerfy #25: Dzieciak u Smerfów”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 987, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4]  gargamel

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

aleja komiksu

 Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 278 obserwujących.

%d bloggers like this: