Testując Apokalipsę

30/09/2016 § Dodaj komentarz


 Testy trwają

beta-testing-the-apocalypseTom Kaczynski w swoim autorskim komiksie wychodzi z założenia, że apokalipsa nie tyle się nieuchronnie przybliża („…bo chwila jest bliska”, aby zacytować fragment Biblijnej księgi Objawienia), co jest już faktem. Według autora żyjemy w czasach galopującej hekatomby, a tytułowe „testowanie” polega na tym, że na co dzień musimy się z nią mierzyć, w niej żyć i jakoś – lepiej lub gorzej – sobie radzić. Apokalipsa, o której się opowiada, przebiegła znacznie spokojniej, nie było żadnych znaków, nie przybyli jeźdźcy, a kataklizmy miały zasięg lokalny. Wielki Babilon wcale nie upadł, a miasta pogan nie runęły. A wręcz przeciwnie: „z partyzanta” zostaliśmy wchłonięci przez ciało Wielkiej Nierządnicy, staliśmy się nic nie znaczącym elementem składowym, niczym ziarenko piasku na pustyni.

Tematem przewodnim właściwie wszystkich opowieści pomieszczonych w zbiorze, tom-kaczynskiłącznie dziesięciu, jest żywa tkanka Miasta-Molocha, który jest symbolem kapitulacji człowieka na rzecz urbanistycznego ładu i porządku. Doprecyzujmy od razu: ma on charakter pozorny. Architektoniczna struktura megalopolis rozwija się świadomie i samodzielnie, bez podmiotowego udziału człowieka. O czym świadczy choćby sytuacja przedstawiona w rozdziale 90 m², w którym luksusowy wieżowiec zdaje się „rosnąć” samoistnie – nie widzimy na budowie żadnych robotników. Zresztą temu zagadnieniu w całości poświęcona jest finałowa historia.

Oczywiście w komiksie podnoszone są i inne ważkie kwestie, takie jak: niezależność i wolność człowieka, apatia i alienacja jednostek, która przekłada się na homogenizację społeczeństwa, zanik centrum, bezwolne podporządkowanie się pracowników absurdalnym pomysłom korporacji, nadmierny i niekontrolowany konsumpcjonizm. Nabywanie jest dla występujących postaci synonimem aktywności. Homo sapiens, według Kaczynskiego, całkowicie stracił swoją podmiotowość, właściwie sam z niej zrezygnował. Autor stawia znak równości między nim apokalipsaa neandertalczykiem. W jego rozumieniu notoryczne zbieractwo jaskiniowców niewiele różni się od współczesnych zapętlonych aktywności: „Praca. Jazda. Sklep. Jazda”.

W albumie nie uświadczymy pogłębionych psychologicznie postaci. Wszystkie występujące osoby są do siebie bardzo podobne: przygnębione, pasywne i milczące. Nikt się nie śmieje, nikt się nie cieszy. Człowiek jest wyrobnikiem na usługach Miasta-Molocha, wątpliwej jakości ozdobnikiem, dodatkiem do architektonicznych kompozycji. Wydawać by się mogło, że czytelnik będzie współczuł panu Cayce, Lilli czy Adamowi Maxwellowi, ale tak nie jest. Z każdą kolejną przeczytaną historią czułem narastające przerażenie, wynikające pewnie z tego, że przedstawiona rzeczywistość tak niewiele różni się od tej, w której żyjmy.

W wypadku omawianej pozycji bliższe prawdy jest stwierdzenie, że mamy miastodo czynienia z wizualnymi esejami o globalnym społeczeństwie ponowoczesnym, a nie z opowiadaniem wielowątkowych fabuł. Testując Apokalipsę to swoiste urban fantasy. Rzecz trudna w odbiorze, głównie z powodu użycia komiksowego medium do prezentowania quasi-filozoficznych rozważań autora. Same treści nie wielce odkrywcze czy świeże, choć bez wątpienia są frapujące. Polecam przeczytać, ale należy znaleźć trochę czasu, aby na spokojnie „przetrawić” konkluzje Kaczynskiego.

Tom Kaczynski (sc. & rys.), „Testując Apokalipsę”, tłum. Grzegorz Ciecieląg, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5+]

megalopolissklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Men #1: Rewolucja

29/09/2016 § Dodaj komentarz


Rewolucjoniści czy terroryści?

Uncanny X-MenUncanny X-Men oraz All-New X-Men to dwie bliźniacze serie rozgrywające się w ramach Marvel Now!, ukazujące wydarzenia w uniwersum X-Men z dwóch różnych, ale zbieżnych perspektyw. Obie opowieści pisane są przez Briana Michaela Bendisa. W albumie Rewolucja rozwinięte i ukazane z innej perspektywy zostały zdarzenia z All-New X-Men: Zagubieni. Dlatego warto wpierwej sięgnąć po ten tom.

Pamiętajmy, że najważniejszym elementem fabuły jest fakt, że Cyclops wchłonął moc Phoenixa i pod jej wpływem zabił Charlesa Xaviera. Przez co status Scott Summersa się zmienił; pamiętamy go jako nieskazitelnego dowódcę X-Menów, wiernego i oddanego ucznia Xaviera. A tu nagle staje się mordercą, terrorystą i wyrzutkiem. Muszę przyznać, że ta (nawet jeśli jedynie chwilowa) redefinicja kultowego bohatera Marvela bardzo przypadała mi do gustu.

W szeregach X-Men następuje wyraźna polaryzacja na dwie grupy skupione wokół panów: Wolverina i Cyklopsa. cyklopsDodatkowo na Ziemi zaczęli się ujawniać nowi mutanci, do których ludzie czują wielką niechęć. Nosiciele genu X są ścigani, prześladowani, wyłapywani i mordowani. To dla nich brat Aleca postanawia odbudować drużynę X-Men i otworzyć nową (tajną) szkołę im. Charlesa Xaviera. W albumie poznajemy garść nowych rekrutów. W szerszej perspektywie Cyklops i jego drużyna z dnia na dzień stają się wielkim, międzynarodowym problem. Pojawiają się Sentiele; Magdneto próbuje odkryć, kto je wysłał, dlatego niby zdradza. S.H.I.E.L.D. wysyła Avengersów, aby utemperowali nosa ekipie zbuntowanych mutantów, wynik tego bezpośredniego starcia jest zgoła zaskakujący.

Bendis nieźle radzi sobie z rozplanowaniem akcji. Narracja prowadzona jest z perspektywy Summersa i członków jego drużyny (Magneto!), dzięki temu mamy możliwość poznać ich motywację i niejako spojrzeć na drugą stronę barykady. Banici nie do końca sobie ufają (świetna scena z udziałem Emmy Frost), a panujące w grupie relacje są raczej chłodne. X menNowi członkowie, którzy przyłączyli się do kręgu Sammersa próbują znaleźć swoje miejsce, scenarzysta dobrze ukazał ich lęk przez społecznym ostracyzmem i prześladowaniami.

Rewolucja to tytuł intrygujący. Nawet jeśli Bendis ogrzewa stare kotlety powtórnie zadając wciąż te same pytania o to, czy mutanci mają prawo walczyć o swój byt i samostanowienie wszelkimi możliwymi środkami. Czy Cyklops i jego zespół to rewolucjoniści, czy terroryści pozostaje kwestią nierozstrzygniętą. I to dość dobrze wróży kolejnej odsłonie. Album Uncanny X-Men #2: Złamani jest planach Egmontu na listopad tego roku.

Brian Michael Bendis (sc.), Chris Bachalo & Frazer Irving (rys.), „Uncanny X-Men #1: Rewolucja”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 980, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 4-, kolory/cienie: 3+]

Uncanny X-Mensklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać ::tu::

The Superior Spider-Man

28/09/2016 § Dodaj komentarz


Nowy gatunek pająka

Wiele lat minęło od czasu, kiedy przygody Spider-Mana ukazywały się regularnie na naszym kraju. Przez superior-spider-man-5ten czas był sporadycznie widywany tu i tam, ale dopiero Egmontowi udało się przywrócić seryjną publikację komiksów opowiadających losy Pajęczaka. Teraz, tuż po premierze piątego tomu Superior Spider-Mana, kiedy wielkimi krokami zbliżamy się do finału cyklu, nadszedł czas, aby spojrzeć na całość z pewnego dystansu – zarówno na to, co ukazało się dotychczas, jak i czekające nas opowieści.

W roku 2012 regularny scenarzysta linii The Amazing Spider-Man postanowił raz na zawsze (i nieodwołalnie!) zakończyć życie kryjącego się za pajęczą maską Petera Parkera, zastępując go jego największym wrogiem, doktorem Octopusem. Wspomniana historia rozegrała się na przestrzeni trzech zeszytów serii (698-700; polskie wydanie Superior Spider-Man #1: Ostatnie życzenie) i stanowiła koniec losów Petera Parkera, ale jednocześnie była wstępem do rozdziału poświęconego jego następcy. Doc Ock, umierając, zamienił się na ciała z Peterem, superior-spider-man-4który skonał w jego wyniszczonej powłoce cielesnej, a on, opętany przez jego wspomnienia, poprzysiągł zostać nowym, lepszym Spider-Manem. I na tym nowym gatunku Pająka skupia się niniejsza seria.

Aktualny Spider-Man różni się znacznie od swego poprzednika. Wykorzystując nowoczesną technologię, do której ma dostęp usprawnia walkę z przestępczością, a w sferze rodzinnej znajduje czas dla bliskich, z czym – jak pamiętamy – miał problem pan Parker. Jest jednak bardziej brutalny i bezkompromisowy. Nie waha się szantażować burmistrza J. J. Jamesona, trwale okalecza przeciwników, a nawet ich zabija. Raz po raz przekracza granicę, do której poprzednik nawet się nie zbliżał, a kiedy odkrywa, że pozostawione w nim wspomnienia Petera, jego dusza tkwiąca wciąż w zakamarkach umysłu, stara się łagodzić jego czyny, wymazuje go zupełnie. W tym momencie wydaje się, że Slott definitywnie kończy z dawnych herosem, ale – jak pokaże przyszłość – nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

Scenarzysta miał świetny pomysł na odświeżenie serii. Wprawdzie znalazły się w niej elementy nieprzekonujące (zamiana ciał, niezamierzone śmieszne sceny, etc.). superior-spider-man-3Na szczęście większość skryptu jest jak najbardziej udana. Slott konfrontuje Superior Spider-Mana nie tylko z całą rzeszą przeciwników (mieliśmy już nową Złowieszczą Szóstkę, Goblina, Spider-Zabójcę, Sępa, Masacre, Spider-Man 2099 oraz Shadowland Kingpina, a czeka na nas jeszcze m.in. Venom a także Plemię Goblinów), ale także z ustalonymi dotychczas regułami. Oczywiście schemat serii nie zostaje złamany, jednak dla fanów przygód Spider-Mana to porcja naprawdę bardzo dobrej rozrywki, która miesza w życiu Petera do tego stopnia, że zastanawiamy się, jak wybrnie z problemów, kiedy wróci do swego ciała.

Przecież żaden z czytelników serii nie wątpi, że Parker prędzej czy później znów przejmie stery i zacznie sypać typowymi dla siebie żarcikami! Ten moment nastąpi, zapewniam, ale Otto, choć wyparty z ciała, nie zniknie z tego świata i przez chwilę zachowa swoją serię, nawet wtedy, gdy powróci klasyczny superior-spider-man-2Amazing Spider-Man. Sprawa będzie miała związek z rewelacyjną opowieścią Spider-Verse i tylko pozostaje mieć nadzieję, że Egmont pójdzie za ciosem i na bieżąco będzie publikował jego przygody.

Podsumowując, komiksowy serial Superior Spider-Man nie jest może pozycją z najwyższej półki, nie mniej jednak doskonale sprawdza się jako rozrywka dla fanów Pajęczaka. Wprowadza odrobinę świeżości, zapoczątkowuje pewne zmiany i dzięki temu zdobywa sympatię czytelników. Warto sięgnąć i przekonać się, co potrafi ośmiornica w skórze pająka.

Dan Slott (sc.), Ryan Stegman & Giuseppe Camuncoli & Humberto Ramos & Richard Elson (rys.), „Superior Spider-Man #1: Ostatnie życzenie”, tłum. Piotr Cholewa, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Dan Slott (sc.), Ryan Stegman & Giuseppe Camuncoli (rys.), superior-spider-man-1„Superior Spider-Man #2: Mój własny najgorszy wróg”, tłum. Oskar Rogowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Dan Slott (sc.), Ryan Stegman & Humberto Ramos (rys.), „Superior Spider-Man #3: Kłopoty z głową”, tłum. Piotr Cholewa, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.
Dan Slott & Christos Gage (sc.), Giuseppe Camuncoli & Humberto Ramos (rys.), „Superior Spider-Man #4: Nie ma ucieczki”, tłum. Oskar Rogowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.
Dan Slott (sc.), Ryan Stegman & Giuseppe Camuncoli (rys.), „Superior Spider-Man #5: Zło konieczne”, tłum. Piotr Cholewa, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[autor: Michał Lipka]

sklep {całą serię można kupić tu: klik! klik!}

Kosmiczne rupiecie

27/09/2016 § Dodaj komentarz


Fiolet i międzyplanetarne wieloryby

kosmiczne_rupiecieCraig Thompson umieścił akcję swojego najnowszego komiksu w przestrzeni kosmicznej i przeniósł ją w daleką przyszłość. Główną bohaterką uczynił kilkuletnią dziewczynkę – Fiolet Marlocke, która mieszka z rodzicami w kosmicznej przyczepie. Matka jest projektantką mody, która pracuje dla wielkiej korporacji. A ojciec drwalem pozyskującym odpady, które następnie przetwarzane są tartakach na paliwo. W kosmosie żyją ogromne i drapieżne wieloryby, które terroryzują całe galaktyki pożerając planety, stacje kosmiczne i wszystko inne, co tylko stanie im na drodze. Tak się składa, że jeden z nich zjadł szkołę Fiolet, ku jej wielkiej uciesze. Jednak ku utrapieniu rodziców, którzy teraz muszą dla niej znaleźć nową szkołę. Co wcale nie jest takie łatwe, bo jedne są za drogie, a inne ze względu na zbyt luźną i beztroską atmosferę nie spełniają rodzicielskich oczekiwań.

Dlatego by zasilić domowy budżet ojciec decyduje się przyjąć intratne, aczkolwiek niebezpieczne, craig-thompsonzlecenie. I w tym momencie zaczyna się wielka, życiowa przygoda Fiolet, która wyrusza z parą bliskich przyjaciół, aby ocalić ukochanego tatę. Jestem rozdarty. Ponieważ z jednej strony chciałbym napisać jeszcze kilka słów na temat fabuły, bo w komiksie wiele się dzieje, a z drugiej nie chciałbym odbierać Wam frajdy obcowania z nietuzinkową opowieścią. Thompson cały czas dba o to, aby narracja była wciągająca i zaskakująca. Finał jest, oczywiście, do przewidzenia, ale to, którymi ścieżkami scenarzysta doprowadzi do szczęśliwego rozwiązania jest zaskakujące i nigdy nie nudne.

Kosmiczne rupiecie fascynują rozmachem, rzecz jest imponująca nie tylko poprzez wielowątkową i thompsonekscytującą fabułę, ale także oprawa graficzna (rysunek + kadrowanie + kolor) zapiera dech w piesiach. Gdy tylko album wpadł w moje ręce, to przez pierwszą godzinę kartkowałem i podziwiałem go z otwartymi ustami, nie próbowałem czytać, bo nie miałem tyle wolnego czasu, aby łyknąć całość od deski do deski. Przyznaję, że gdy zacząłem czytać, to nie mogłem się oderwać i zarwałem nockę… Następnego dnia, już na spokojne, przeczytałem całość raz jeszcze, a wczoraj znowu. I nadal jestem pod silnym wrażeniem.

Craig Thompson zadbał o to, aby zbudować rzeczywistość spójną i niekonwencjonalną. Wszystkie szczegóły do siebie pasują i wspaniale ze sobą współgrają. „Dziecięca” wyobraźnia artysty craig-thompson-comicspomogła zbudować wielkie i złożone stacje kosmiczne, pojazdy, skutery, gatunki obcych i równej maści potworów, stroje oraz sprzęty codziennego użytku. Drobiazgowość rysunków przyprawia o zawrót głowy. Kunszt artystyczny widać także w budowie planszy, układ kadrów został wyraźnie podporządkowywany temu, aby narracja była czytelna i przejrzysta, by obcujący z komiksem nie miał wątpliwości jaki panel wybrać. Na uwagę zasługują także dynamiczne kadry, niektóre z nich są ogromnymi rozkładówkami, gdzie od lewej do prawej rozgrywa się kilka zdarzeń, a inne są kameralnymi rozmowami, gdzie na przestrzeni jednego panelu przemieszczające się postaci potrafią wymienić ze sobą trzy kolejne kwestie.

Dla czytelników, którzy mieli okazję obcować z Blankets (klik! klik!) czy Habibi (klik! klik!) wizualny majstersztyk Thompsona nie będzie specjalnym zaskoczeniem. Choć artysta dostosował swoją, i tak miękką a delikatną, kreskę do docelowego odbiorcy. Odnośnie recenzowanego albumu niespodziankę stanowi kolor, który został nałożony przez uznanego kolorystę – space-dumplinsDave’a Stewarta. To on tchnął prawdziwe życie w ilustracje. Zrezygnowano z ostrego cieniowania czy dużej ilości tuszu. Dominują ciepłe i pozytywne barwy.

Komiks zasadniczo przeznaczony jest dla młodszego czytelnika, dla którego jest to wielce atrakcyjna, bo przygodowa opowieść o poświęceniu, przyjaźni i sile uczuć. Jednakże całość jest silnie uniwersalna. Autor pod futurystycznym płaszczykiem porusza kilka ważnych współczesnych treści: społecznie uprzywilejowane klasy, sprawiedliwą dystrybucję dóbr, powszechny dostęp do szkolnictwa, praca za bezcen, wyczerpanie źródeł energii i wpływ ekspansywnej gospodarki na naturalne środowisko. Każdy, niezależnie od wieku, znajdzie w tym komiksie coś dla siebie.

Craig Thompson (sc. & rys.), „Kosmiczne rupiecie”, tłum. Bartosz Czartoryski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.

[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 6]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Niedźwiedzi kieł #1: Max

26/09/2016 § 1 komentarz


 Pieprzony Polak w kokpicie Corsaira

dent-doursGdy oficyna Scream Comics wkroczyła (z hukiem!) na rodzimy rynek komiksowy, wydawać się mogło, że redakcja wyznaczyła sobie za cel przybliżenie polskiemu czytelnikowi komiksów ze stajni Les Humanoïdes Associés. Dziś, po ponad roku działalności, wiadomo, że jak na razie stawia głównie na albumy europejskie, ze szczególnym uwzględnieniem komiksu frankofońskiego. Zarówno w zakresie często nigdy nie opublikowanej u nas klasyki, jak i nowości. Serial Niedźwiedzi kieł jest rzeczą stosunkowo świeżą, oryginalnie debiutował w maju 2013 roku i na chwilę obecną ukazały się cztery albumy.

Akcja pierwszego tomu, który nosi tytuł Max, rozpoczyna się w 1944 roku. Pierwszy kadr ukazuje lotniskowiec USS Saratoga, który gdzieś na Oceanie Spokojnym zostaje zaatakowany przez japońskich pilotów kamikadze. W starciu Amerykanie doznają wielu strat, tytułowemu bohaterowi udaje się cało wyjść z opresji. Koledzy z eskadry żartują: „Pieprzony Polaku! Twój cholerny talizman znów uratował ci tyłek. lotniskowiecNieźle, przybłędo!”. I w tym momencie ciekawość i czujność czytelnika się wzmaga. Skąd Polak na amerykańskim lotniskowcu? I skąd takie niepolskie imię bohatera?

Wystarczy jednak, że przewrócimy kartkę i mamy okazję poznać odpowiedzi na zadane powyżej pytania. Następuje cięcie, wchodzimy we wspomnienie Maxa. Opowiadanie przenosi się w lata 30. XX wieku na Dolnym Śląsku, w okolice Jeleniej Góry (wówczas Hirschberg). Poznajemy trójkę młodych przyjaciół: Maxa, Wernera i Hannę. Wszyscy troje marzą o lataniu, chcą zapisać się do szkoły szybowcowej. Jednak nie wszyscy mogą. Pierwszy, chociaż jest równie zdolny jak pozostali przyjaciele, nie zostanie przyjęty. Ponieważ nie dość, że jest Polakiem, to jeszcze ma żydowskie pochodzenie. Ot, kłania się nasza skomplikowana historia, którą scenarzysta próbuje rozgryźć.

Werner wstępuje do Hitlerjugend, a Hanna do Jungmädelbund, co umożliwia alain-henrietspełnienie dziecięcego marzenia o lataniu i ułatwia późniejszą karierę. W międzyczasie nasilają się antysemickie wystąpienia. Para przyjaciół stara się chronić Maxa przed represjami, ale czy przyjaźń jest w stanie przetrwać? Nie jest nam dane poznać ostatecznej odpowiedzi na to pytanie, gdyż chłopiec wyjeżdża do wujka do USA.

Za scenariusz komiksu odpowiada Yann Le Pennetier, który znany jest w naszym kraju gównie za sprawą serii Thorgal: Louve (klik! klik!). Tym razem mamy okazję poznać zupełnie inną twarz autora. Okazuje się, że Yann świetnie czuje się w narracjach na poły historycznych. Wykonał on kawał dobrej roboty próbując oddać wojenne (i przedwojenne) realia. Miesza wydarzenia i postaci fikcyjne z autentycznymi. Przyjaciółka Maxa to Hanna Reitsch, najbardziej znana pilotka niemiecka XX wieku, odznaczona Krzyżem Żelaznym Pierwszego Stopnia. Jak możemy przeczytać w krótkiej notce na końcu tomu: „(…) została pierwszą w świecie kobietą w stopniu kapitana lotnictwa (niem. Flugkapitän). Od września 1937 służyła w jednostce testowej Luftwaffe w Rechlinie jako pilot testowy i oblatywacz”. Zresztą nie tylko Hanna jest autentyczną postacią występującą w komiksie, spotykamy także Adolfa Gallanda czy Williama Josepha Donovana.

Za oprawę graficzną odpowiada belgijski rysownik Alain Henriet. Rysownik posługuje się bombardowanierealistyczną, przejrzystą i sympatyczną kreską. Kadrowanie i budowa plansz jest bardzo klasyczna, nie uświadczymy żadnych eksperymentów, nawet w scenach walk podniebnych. Najlepiej wypadają sceny, w których mamy okazję zobaczyć jakieś maszyny latające (czy to samoloty, czy szybowce), widać, że artysta bardzo się przyłożył i wiernie je odwzorował. Aż miło się patrzy na amerykańskie Corsairy, Mustangi czy niemieckiego Kometa.

Pierwszy tom serii to dopiero rozstawienie figur na szachownicy. Trzeba przyznać, iż tymczasem jest na tyle interesująco, że jestem ciekaw jak dalej potoczy się akcja. Mam nadzieję, że łódzka oficyna wypuści dwójkę jeszcze w tym roku. Polecam i to nie tylko fanom lotnictwa wojskowego II wojny światowej.

Yann {właśc. Yann le Pennetier} (sc.), Alain Henriet (rys.), „Niedźwiedzi kieł #1: Max”, tłum. Marcin Kaliński, Scream Comics, Łódź 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4+]

wojennysklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildia
Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Sisters #4: Wszystko gra

23/09/2016 § Dodaj komentarz


 Wszystko gra? Tak, jak najbardziej

sisters4Komiksowy serial Sisters to bardzo udana propozycja dla najmłodszych i ździebko starszych czytelników. Nie da się jednak ukryć, że zasadniczo zainteresowane będą czytelniczki, gdyż głównymi bohaterkami są dwie dziewczyny, siostry, które dzieli wiekowa przepaść. Albumy można śmiało polecać czytelniczkom owych dwóch grup wiekowych. Pisząc o poprzednich odsłonach, postulowałem, aby nie ograniczać potencjalnych odbiorców tylko do żeńskiej grupy. Niezależnie od występujących postaci, to rodzinne kłopoty dotyczą wszystkich tych, który mają rodzeństwo.

Nastoletnia Wendy i wyraźnie od niej młodsza Marine są siostrami, które bardzo się kochają. Tak globalnie, william-mauryw całej rozciągłości, ale na co dzień bywa różnie. Głównie starsza ma problemy, gdy na horyzoncie pojawia się młodsza. Standardem są wrzaski, kłótnie, spory, tarmoszenie i ciągnięcie za włosy, podkładanie świń – pewnie posiadać taką siostrę to koszmar, ale czytać o powszednich starciach rodzeństwa, jest zabawnie. Wendy bardzo lubi puzzle, więc Marine daje jej na urodziny pocięte ubrania. Albo gdy młodsza próbuje pożyczyć od starszej którąś z przyjaciółek, albo gdy starsza gubi kluczyk od pamiętniczka i nie wie, jak go otworzyć. Humorystycznych opowiadań jest sporo i ubawią nawet dorosłego czytelnika.

Dziewczyny mają niespożyte pokłady energii, bardzo ciężko dotrzymać im kroku. Nawet psiak, którego na kilka dni wzięły w opiekę, biega z wywieszonym jęzorem i wyraźnie widać, że ma już dość. Siła serialu tworzonego przez francuskich autorów christophe-cazenove-william-mauryChristophe’a Cazenove i Williama Maury polega na tym, że panowie nie wznoszą przed swoimi bohaterkami wybujałych czy odrealnionych problemów, a stawiają na zdarzenia z codzienności, które pewnie podpatrują u swoich pociech.

Należy chwalić scenariusz za lekkość i swobodę, a kreację bohaterek za trafność odwzorowania. Wspominana w poprzednim akapicie naturalność i autentyczność sprawia, że lektura komiksu sprawia frajdę. Proszę pamiętać, że bieżącą odsłonę można czytać bez znajomości poprzednich tomów.

Christophe Cazenove & William Maury (sc.), William Maury (rys.), „Sisters #4: Wszystko gra”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4-]

sisterssklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
alejakomiksu
 Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Hej, Jędrek! Masz cykora?

22/09/2016 § Dodaj komentarz


 Na kłopoty najlepszy jest Jędrek!

hej-jedrekJędrek powrócił (czwarty raz!), żeby swoją wybitną osobistością zaszczyć wszystkich, którzy chcą z nim obcować. Jestem pewien, że osoby, które przeczytały choć jeden tom jego przygód, sięgają po każdy kolejny. Jak wiadomo tam gdzie jest Jędrek, tam także są kłopot. A na kłopoty najlepszy jest Jędrek! Dlatego nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, prawda? Szczególnie, że w przypadku tego tomu wszystko wyszło naprawdę znakomicie!

Kiedy ma się dziesięć lat, życie nie jest wcale łatwe, oj nie. Szczególnie, kiedy jest się takim rezolutnym Jędrkiem. Ideałem, odważnym, mądrym, atrakcyjnym i elokwentnym dzieckiem… jedrek4_p4Osobistością tak wybitną, że cała mniej wartościowa reszta, z nauczycielami i rodzicami włącznie (a w szczególności koszmarną siostrą), nie potrafi tego docenić. Dlatego w ich oczach Jędrek jest nad wyraz psotny i kłopotliwy. Kiedy kolejny raz wpada w tarapaty, i to na dodatek tuż przed wyjazdem na Zieloną Szkołę, tylko łut szczęścia (plus podpisana przez mamę deklaracja poniesienia odpowiedzialności za wszystkie wyrządzone przez niego szkody) sprawiają, że Jędrek wyruszy wraz z innymi na upragnioną tygodniową wycieczkę.

Niestety szybko okazuje się, że nie wszystko jest takie, jak to sobie wymarzył i oczekiwał. Po pierwsze razem z uczniami jedzie sam dyrektor szkoły. Po drugie na miejscu dołącza do nich grupa znienawidzonych łobuzów z szóstej klasy. A wreszcie, po trzecie, tereny otoczonego lasami zamku nie należą do najbezpieczniejszych, jeśli chce się zboczyć z jasno wytyczonych ścieżek. Ale jak ktoś taki jak Jędrek mógłby nie chcieć z nich zbaczać? Szczególnie, że znalezienie wejścia do lochów tak bardzo kusi…

Rafał Skarżycki i Tomasz Leśniak, duet, który stworzył takie świetne komiksy, jedrek4_p3jak Jeż Jerzy czy Tymek i Mistrz (klik! klik!), powraca z czwartym tomem opowieści, w której proza i graficzna forma komiksowa splatają się w nierozerwalną całość. I to jak udaną! Fabuła jest ciekawa, pełna przygód, akcji i intrygujących postaci, a humor aż wylewa się ze stron. Sam Jędrek natomiast rozbraja – podejściem do siebie i świata, problemów, ludzi i siostry, która w jego oczach z człowiekiem niewiele ma wspólnego.

Świetną treść uzupełniają znakomite ilustracje. Leśniak udowadnia, że jest jednym z najlepszych polskich autorów rysujących w stylistyce odpowiedniej dla dzieci. Obła kreska, rewelacyjna mimika i skuteczna prostota unikająca czerni hej-jedrek-lesniak– całość wpada w oko; po prostu: podoba się. Grafika jest minimalistyczna, ale bardzo skuteczna i przyjemna, idealnie pasuje do treści. Nie ma się jednak co dziwić – Skarżycki i Leśniak współpracują ze sobą od blisko dwudziestu lat, więc artystycznie rozumieją się, jak mało kto.

I z tej właśnie współpracy zrodziła się znakomita seria dla dzieci. Jedna z najlepszych rodzimych powieści. Lekka, wciągająca, skutecznie poprawiająca humor i pozostawiająca uczucie niedosytu. Na szczęście wydawca zapowiada już kolejny tom pt. Szukasz guza?, póki co zabawa trwa w najlepsze.

Rafał Skarżycki (tekst), Tomasz Leśniak (rys.), „Hej, Jędrek! Masz cykora?”, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

 [autor: Michał Lipka]

tomasz-lesniak[przeczytaj wywiad z autorami: klik! zapoznaj się z pierwszym tomem serii: klik! przeczytaj recenzję trzeciego tomu: klik! zobacz okładkę zapowiadanej kolejnej części: klik!]

sklep {książkę można kupić tu: klik! klik!}

%d bloggers like this: