Jirō Taniguchi: Idący człowiek, Zoo zimą i Samotny smakosz

19/02/2018 § 4 Komentarze

Rozumiejąc świat lepiej rozumiemy siebie

Przez ostatnie lata skrupulatnie zapisywałem wszystkie przeczytane publikacje (powieści & komiksy & picturebooki) w danym roku. W uprzednim odpuściłem sobie notowanie gdzieś w połowie października, gdy liczba przeczytanych pozycji przekroczyła 300 sztuk. Dlatego właściwie nie wiem, ile (i jakie konkretnie tytuły) w ubiegłym roku przeczytałem. Znam jednak odpowiedź na pytanie o tytuł najlepszego komiksu przeczytanego w 2017 roku: Idący człowiek Jirō Taniguchiego.

Idący człowiek to niezwykły komiks o zwykłym życiu przeciętnego, żonatego mężczyzny w średnim wieku i z lekką nadwagą. Wiem, mało zachęcający opis. Wielu potencjalnych czytelników w powyższym zdaniu znajdzie ostrzeżenie, aby za żadne skarby nie sięgać po wzmiankowaną pozycję. Dlatego powinienem napisać inaczej. Idący człowiek to komiksowe arcydzieło, w którym prawda i piękno ukryte są pod powłoką codziennych wydarzeń, wystarczy zwolnić kroku lub na chwilę przystanąć, aby mieć do nich dostęp, aby zrozumieć, jak cieszyć się życiem.

W głównej mierze życie składa się z epizodycznych zdarzeń, które w większości wypadków i w dłuższej perspektywie nie mają żadnego znaczenia. Codzienność bohatera Taniguchiego ukazuje, że między jednym a drugim trzęsieniem ziemi, można odnaleźć ulotne chwile szczęścia. Wystarczy postawić na spontaniczność, na uwagę i świadome bycie w świecie. Niespieszny przechodzień, z którym obcujemy, odczuwa radość ze spaceru z psem, z faktu, że chłopcy zbili mu okulary, że złapał go deszcz, że dotyka chropowatej kory drzewa, że może z żoną oglądać rozgwieżdżone niebo. Świeckie epifanie, żaden mistycyzm, a bogactwo sensualnych wrażeń, ekstaza rzeczywistości. Scenarzysta postawił na minimalizm w akcji i słowach, dzięki czemu czytelnik nie czuje żadnej presji. Nie ma dydaktyzmu. Autor nie narzuca podobnego oglądu świata, to raczej propozycja.

Bohaterem mangi Zoo zimą jest nastoletni Mitsuo Hamaguchi, który pewnego dnia rzuca stałą, ale nudną pracę w tekstyliach i wyjeżdża do Tokio, aby zrealizować dziecięce marzenie zostania artystą komiksowym. Należy podkreślić przypadkowość okoliczności wyjazdu, to nie było przemyślane działanie. Mitsuo nie szukał nowej pracy, a wykorzystał okoliczność i sposobność, jaką dostał od losu. Taniguchi w swej opowieści idzie krok dalej, wydaje się, że jego bohater jest trochę bezwolny, jakby pozwalał sobą kierować. To jednak błędne rozpoznanie. Chodzi o pewien rodzaj zaufania – sobie – i przyjmowania tego, co dostajemy.

To rzecz także o tym, że nie można całościowo wytłumaczyć ani opowiedzieć rzeczywistości. Podobnie jest z uczuciami, nie da się ich w pełni zracjonalizować czy oswoić. Czujemy się zagubieni, nie rozumiemy, a gdy w końcu pojmujemy własne uczucia, to przychodzi gorzkie rozstanie. Życie nas doświadcza, jest ból i cierpienie, które wypada zaakceptować. Energię inercyjną można twórczo ukierunkować.

Głównym (i jedynym) bohaterem Samotnego smakosza jest niejaki Inagashira Goro, to mężczyzna w średnim wieku, który jest właścicielem firmy zajmującej się importem towarów z Europy. Na przestrzeni całego albumu nie ma żadnej sceny, w której rozmawiałby z jakimkolwiek znajomym, przyjacielem lub towarzyszem(-ką) życia. Jeśli pojawiają się jakieś elementy fabuły, które mogą sugerować, że kiedyś miał bardziej rozbudowane życie towarzyskie, to jedynie we wspomnieniach. Mam wrażenie, że bohater jedzeniem kompensuje pustkę samotności, stara się zapełnić „czarną dziurę” poprzez przebywanie wśród obcych ludzi i pełen talerz.

W Samotnym smakoszu nie chodzi o emocjonalne relacje między bohaterami czy autobiograficzne opowieści z cyklu „z życia wzięte”. To jest opowieść o jedzeniu, ale nie o akcie jedzenia, a o serwowanych potrawach. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że obcujemy z kuchnią Japonii. Jak się ukazuje niezwykle bogatą i różnorodną. Z drugiej strony jest to opowieść o tym, że można żyć samemu i wcale nie jest to powód do rozpaczy.

Po komiksy Jirō Taniguchiego sięgam, gdy napada mnie zniechęcenie i marazm, gdy czuję się zagubiony, gdy mam problemy z akceptacją siebie i zastanej rzeczywistości. Dzięki tym kilku pozycjom lepiej rozumiem swoje życie i to, gdzie się aktualnie znajduję. Tak, czytam Taniguchiego, gdy szukam pocieszenia.

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

§ 4 Responses to Jirō Taniguchi: Idący człowiek, Zoo zimą i Samotny smakosz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Jirō Taniguchi: Idący człowiek, Zoo zimą i Samotny smakosz at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: