Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»

01/06/2018 § Dodaj komentarz


Powroty

Kiedy miałem niespełna osiem lat przeczytałem mój pierwszy komiks o Supermanie. Była to piąta część Rządów Supermenów, fabuły stanowiącej ciąg dalszy Śmierci Supermana i na dziecku zrobiła ona duże wrażenie. Dlatego do tej historii pozostał mi nie tylko wielki sentyment, ale także ona sama stała się pewnego rodzaju wzorem, do którego porównuję inne komiksy o Człowieku ze Stali. Przez lata trudno było mi więc znaleźć takie opowieści, jakich oczekiwałem, to się zmieniło wraz z nastaniem DC Odrodzenie. Najpierw wciągnął mnie album Lois i Clark (klik! klik!), potem dałem się uwieść Ostatnim dniom Supermana (klik! klik!), a kiedy przeczytałem pierwszy tom Action Comics wiedziałem, że seria jest najlepszym, co obecnie DC ma do zaoferowania na polskim rynku i cieszyłem się, że w ogóle zacząłem przygodę z tymi komiksami. I cieszę nadal, bo drugi tom jest co najmniej równie dobry, co pierwszy (klik! klik!) i dostarcza znakomitej rozrywki.

Superman nie żyje. Jego miejsce zajął Superman z rzeczywiści sprzed Flashpointu, ale także Lex Luthor stał się nowym Człowiekiem ze Stali. Jakby tego było mało, w Metropolis pojawiła się druga Lois Lane, posiadająca supermoce i Clark Kent mocy nie posiadający. A gdzieś tam znajduje się tajemnicza postać, której celów nikt jeszcze nie poznał. A to tylko najważniejsze rzeczy, jakie na scenę wprowadził pierwszy tom Action Comics.

Drugi podejmuje akcję bezpośrednio w miejscu, w którym skończył się jego poprzednik. Metropolis otrząsa się po ataku Doomsdaya, jaki niemal tragicznie skończył się dla wielu mieszkańców, w tym także Clarka Kenta. Świat uważał go za Supermana, ale przecież stary Superman zginął, a reporter najwyraźniej nie posiada żadnych mocy. Do tego stara się dowieść, że nie jest i nie był Człowiekiem ze Stali. Kim zatem jest? I co to oznacza dla Lois, drugiego Clarka i ich syna? Do tego w Daily Planet pojawia się Lois Lane, pytanie tylko która z nich…

W Action Comics podoba mi się przede wszystkim fakt powrotu do dawnych fabuł, które Flashpoint wymazał, a które twórcy mogą opowiedzieć na nowo. Autorzy korzystając z okazji powrócili więc do chyba najsłynniejszej historii z Człowiekiem ze Stali, Śmierci Supermana z lat 90., oraz jej ciągu dalszego, po raz kolejny oferując nam tamte wydarzenia i emocje, ale w nowej formie. Co ważne bieżącym scenarzystą jest Dan Jurgens, ten sam, który przed laty stworzył m.in. wspomnianą Śmierć oraz Rządy Supermenów, z tym że w nowych fabułach wyzbył się błędów i infantylności dawnych zeszytów, wyciskając z nich co najlepsze i podając w sposób, który spodoba się zarówno nowym odbiorcom, jak i tym, którzy kiedyś zaczytywali się tamtymi dziełami.

Komiksy z tej serii są znakomicie narysowane. Kreska jest realistyczna, czysta i pełna detali. Kolor co prawda należy do rodzaju tych pełnych komputerowych fajerwerków, ale pasuje do tej opowieści. Całość czyta się znakomicie i pozostawia po sobie niedosyt i ochotę na więcej. Ja już z niecierpliwością czekam aż kolejne tomy (w szczególności kontynuacja Action Comics i zapowiadany na czerwca Superman: Wielokrotność) pojawią się wśród komiksowych nowości.

Dan Jurgens (sc.), Patrick Zircher & Stephen Segovia & Art Thiber & Tom Grummett & inni (rys.), „Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1282, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate

19/05/2018 § Dodaj komentarz


Przygoda w świecie Ultimate

Bendis należy do grupy autorów, którzy po 2000 roku zrewolucjonizowali komiksy Marvela. Pisana przez niego seria Ultimate Spider-Man stała się największym sukcesem linii wydawniczej, była m.in. podstawą dla pierwszych kinowych filmów z Pajęczakiem i po dziś dzień obecna jest na rynku. Jakby tego było mało, scenarzysta należał do ekipy, która przygotowała event Avengers kontra X-Men, kończący pewną epokę wydawnictwa i zapoczątkowujący linię Marvel Now! W ramach której Bendis przejął pisanie przygód X-Menów. W bieżącym tomie autor łączy ich przygody z przygodami bohaterów rzeczywistości Ultimate, tworząc jedną z najlepszych historii All-New X-Men (klik! klik!).

X-Meni niemal od zawsze traktowali czas i przestrzeń, jako własny plac zabaw. Co jest przyczyną wielu kłopotów: wśród ich członków pojawili się mutanci pochodzący z najróżniejszych linii czasowych, a nawet światów. Teraz kolejny raz wpadają w tarapaty z tego powodu, kiedy młoda Jean Grey i jej towarzysze trafiają do uniwersum Ultimate, gdzie będą musieli zmierzyć się z nowymi zagrożeniami i spotkają Ultimate Spider-Mana – Milesa Moralesa. Problemów jest kilka: 1) skoro nie potrafią wrócić do własnych czasów, to czy będą w stanie wrócić do swojej rzeczywistości? 2) czy ich obecność tu nie zachwieje równowagą światów, jak to już nieraz bywało?

Śmiało można powiedzieć, że Bendis czuje się w tej opowieści, jak ryba w wodzie. Oczywiście każdy z tomów All-New X-Men był znakomity, nawet te bardziej przestojowe czytało się świetnie, jednak w tym konkretnym, chyba najbardziej od samego początku cyklu. Czuć, że scenarzysta robi to, co chce. Zupełnie jakbym czytał komiks jednego fana opowieści obrazkowych stworzony dla innych, takich samych osób. Rzeczywiście może tak właśnie jest: taki zawód wybiera się przecież przede wszystkim z pasji.

To znakomite komiksy, świetnie napisane, oferujące konkretną akcję, porcję niewymuszonego humoru i całkiem solidną dawkę epickich scen. Po czymś takim apetyt na przerwanego u nas przed laty Ultimate Spider-Mana tylko narasta, szczególnie, że przygody Pajączka są o niebo lepsze, ale spokojnie, w maju Egmont wyda pierwszy zbiorczy tom tej serii, jest więc na co czekać.

Wracając do albumu Przygody w świcie Ultimate to jest to znakomity komiks rozrywkowy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Czyta się go szybko i przyjemnie, ogląda doskonale, bo szata graficzna jest udana i miła dla oka. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i uczucie niedosytu, co tylko należy zaliczyć in plus dla serii. Dobrze, że jednocześnie na rynku ukazują się kolejne tomy siostrzanego cyklu Uncanny X-Men, także pisanego przez Bendisa i nierozerwalnie spleciono z All-New…. Ze swej strony niezmiennie polecam gorąco, bo naprawdę warto.

Brian Michael Bendis (sc.), Mahmud Asrar (rys.), „All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1304, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wbrew naturze #1: Przebudzenie

13/05/2018 § Dodaj komentarz


Pora poświntuszyć

Autorska seria Mirki Andolfo, włoskiej scenarzystki, rysowniczki i kolorystki, która pracowała m.in. przy Ms Marvel czy Vampirella: Feary Tales, to mocno erotyzująca bajka science fantasy dla starszych czytelników. Łopatologiczna pod względem przesłania, mimo to jednak bardzo udana. Całość została uroczo zilustrowana.

Witajcie w świecie zamieszkanym przez antropomorficzne zwierzęta, które osiągnęły stopień rozwoju technologicznego równy z naszym. Jednak ze względu na fakt, iż obok siebie żyją najróżniejsze rasy, które z przyczyn biologicznych nie są w stanie rozmnożyć się między sobą, wprowadzono prawo zakazujące łączenie się w pary między nimi – a także w pary tej samej płci. Jakby tego było mało, każdy, kto ukończywszy 25 rok życia nie znajdzie życiowego partnera, za prawą Programu Rozrodczego, w którym przymusowo udział biorą wszyscy, otrzyma idealnego genetycznie małżonka.

W takiej rzeczywistości żyje sympatyczna świnka Leslie. Miłośniczka sushi i muzyki, pracująca w miejscu, którego nie znosi, zmuszona do noszenia obcisłych strojów i tolerowania erotycznych zaczepek szefa. Kobieta stara się wieść spokojną egzystencję, mieszkając z najlepszą przyjaciółką i przyjaźniąc się z kryjącym się przed otoczeniem ze swoim homoseksualizmem kolegą z pracy. Jest jednak coś, co burzy jej spokój – od miesiąca nękają ją erotyczne sny, w których uprawia namiętny seks z białym wilkiem. Sny nielegalne według prawa. Ale czy same sny mogą sprowadzić kłopoty? Wydaje się, że nie, jednak Leslie pewnego dnia zauważa, że jest przez kogo obserwowana. Przyjaciel radzi, aby odkryła, co kryje się za marzeniami sennymi. Jednak świnka nie zamierza ulegać ani presji znajomych, ani świata – chce żyć po swojemu. Niestety kończy 25-lat i ledwie kilka godzin potem dostaje informację, że znaleziono dla niej partnera w ramach Programu…

Pierwszy tom serii Wbrew naturze to stosunkowo prosta historia o wolności i tolerancji, ujęta w ramy motywów doskonale znanych z opowieści sci-fi. Świat będący typową orwellowską antyutopią, bohaterowie jakby wzięci z Folwarku zwierzęcego, ale uwspółcześnionego i nie skupionego na mechanizmach władzy, tylko losie jednostki i jej prostym życiu… Co ciekawe to nie elementy fantastyczne wypadają najciekawiej, a warstwa obyczajowo-emocjonalna. Uczucia bohaterki, jej nastroje i codzienne problemy są tym, co autentycznie wciąga, nawet jeśli jej marzenia senne wyglądają, jak wyrwane z Harlequinów. Jest w tym smutek, jest spora doza humoru, jest też szczerość i prawdziwość, którą docenia się nawet jeśli to wszystko już było. Mniej przekonuje samo przesłanie, proste, oczywiste i, jak wspominałem, łopatologicznie wyłożone – na tym polu przydałoby się więcej subtelności.

Znakomicie przedstawia się szata graficzna komiksu. Jest prosta, cartoonowa, ale pełna – i to nie tylko jeśli chodzi o obfite, i jakże często ukazywane bez okrycia, kształty bohaterki – i bardzo przyjemna dla oka. Czysta kreska, znakomicie oddana mimika bohaterów, świetnie ukazane tła i niezły kolor dobrze ilustrują treść. Komiks Mirki to taka quasi disneyowska (autorka w końcu pokochała historie obrazkowe dzięki Myszce Miki – zresztą pracowała także dla The Walt Disney Company Italy) bajka dla dorosłych, bajka erotyzująca, ale nie epatująca nagością, wyważona i naprawdę ciekawa. Miłośnicy podobnych tematów będą bardzo zadowoleni.

Mirka Andolfo (sc. & rys.), „Wbrew naturze #1: Przebudzenie”, tłum. Jacek Drewnowski, Non Stop Comics, Katowice 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

The Black Monday Murders #1: Chwała mamonie

29/04/2018 § 2 Komentarze


Chwała Hickmanowi i Cokerowi

Scenarzysta Jonathan Hickman kojarzony jest w naszym kraju głównie z prowadzenia dwóch serii o Avengers w ramach Morvel NOW!. Dla wielu czytelników pierwsza odsłona The Black Monday Murders może być sporym zaskoczeniem. Dlaczego? Bo tym razem pisarz zaserwował nam mroczny i brutalny okultystyczny thriller, który zachwyca klimatem i cudowną szatą graficzną.

Wydawca na okładce nie zamieścił żadnego streszczenia fabuły, żadnej polecanki, nie ma nawet jednego zdania jakiegoś uznanego twórcy. Samo takie podejście intryguje. Niemniej warto wspomnieć z czym mamy do czynienia. Rok 1929, czarny czwartek. Cały świat zapamiętał ten dzień z powodu krachu na giełdzie i licznych samobójstw dokonanych przez zrujnowanych finansowo maklerów. Nikt nie ma jednak pojęcia, co rzeczywiście się wówczas wydarzyło. Nikt też, poza wtajemniczonymi, nie wie o tym, co dzieje się w wewnętrznych strukturach banku inwestycyjnego Caina-Kankrin. O tym jak zarząd odniósł sukces, skąd zdobył tak wielkie fundusze i co kryje się za pozornie zwyczajną firmą. Bezduszne praktyki, wykańczanie konkurencji, dążenie po trupach do celu – to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Pieniądze żądzą światem, pieniądze krwawią, ale co znajduje się za kurtyną?

Coś paranormalnego – to oczywiste, skoro mamy do czynienia z komiksem okultystycznym. Ale co? Na to pytanie nie jest tak łatwo odpowiedzieć. Hickman zabiera czytelnika do świata o ustalonych zasadach. Bohaterowie (przynajmniej ci, których to dotyczy) wiedzą doskonale co się dzieje, tkwią w tym wszystkim od dawna i wypełniają swoją rolę tak, jak powinni. Bez zbędnego gadania, bez wyjaśniania – czytelnik obserwuje to wszystko, powoli starając się odnaleźć w sytuacji i zrozumieć z czym właściwie ma do czynienia. I takie podejście do tematu podoba mi się o wiele bardziej, niż tłumaczenie wydarzeń na bieżąco.

Zagadka wraz z postępem akcji się rozwija, przybywa bohaterów i wątków. Fascynujące okazują się kulisy finansowego świata, ten brud, to traktowanie człowieka jako niewolnika, ofiarę, którą można poświęcić dla zysku etc. Pierwszy milion można zarobić na wyrzeczeniach i niewyobrażalnie ciężkiej pracy, powielić go już się nie da działając zgodnie z prawem czy jakimikolwiek zasadami moralnymi. Ale czasem nawet to nie wystarcza. Całość podlano oczywiście zagadką kryminalną w klimatach noir i poprowadzono w naprawdę znakomity sposób.

I jakże genialnie zilustrowano. Fotorealistyczne rysunki, mroczne, brudne i rewelacyjne dobrane do całości robią wielkie wrażenie. Znakomicie budują klimat The Black Monday Murders. Wszystko to wymieszano z aktami spraw, informacjami, listami i wszelką dokumentacją mającą urealnić przedstawioną opowieść. I chociaż do tej serii podchodziłem ze sporymi obawami, Hickman bowiem wiele razy rozczarował mnie poważnie swoimi komiksami o Avengers, to po lekturze mogę powiedzieć, że jestem bardzo, bardzo zadowolony i polecam tytuł każdemu niezależnie od preferencji czytelniczych.

Jonathan Hickman (sc), Tomm Coker (rys.), „The Black Monday Murders #1: Chwała mamonie”, tłum. Paweł Cichawa, Non Stop Comics, Katowice 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

B.B.P.O.: 1946-1948

21/04/2018 § Dodaj komentarz


Pierwsza teka akt Biura Badań Paranormalnych i Obrony

Zupełnie niedawno na polskim rynku pojawiło się zbiorcze wydanie dwóch pierwszych tomów opus magnum Mike’a Mignoli, czyli Hellboy, a już w ręce czytelników trafia kolejne dzieło tego artysty. Cykl BBPO: 1946-1948 stawnowi spin-off przygód Piekielnego Chłopca. Rzecz opowiada o działalności Biura Badań Paranormalnych i Obrony (z angielskiego: B.P.R.D.), które zostało założone właśnie 1944 roku przez grupę naukowców pod kierunkiem profesora Trevora Bruttenholma. Wszyscy czytelnicy, którzy dali się zauroczyć głównej serii, także i tym razem będą zachwyceni, bo „jedynka” to rewelacyjny album, oferujący wszystko to, co w Hellboyu najlepsze.

Rok 1944. Niemcy prowadzą swoje chore eksperymenty na ludziach. Kobieta, którą się „zajmują” nie jest jednak człowiekiem. Udaje się ją poskromić, ale lekarzom pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wiedzą, co robią… Dwa lata później Trevor Bruttenholm przybywa do zrujnowanego wojną Berlina. Konflikt wprawdzie dobiegł końca, ale miasto jest w opłakanym stanie, ludzie głodują, wojska rosyjskie wprowadzają własny porządek i siłą odbierają „reparacje”. Co w takim miejscu robi amerykański profesor? Jako przedstawiciel nowo powstałego Biura zajmuje się tropieniem wszelkich okultystycznych działalności, a naziści byli w nich ekspertami. Nic więc dziwnego, że na ich terenie wciąż odkrywane są kolejne niezwykłe artefakty. On i towarzyszący mu żołnierze mają zebrać i uporządkować dane na ich temat. Nie wiedzą jeszcze z jakim zagrożeniem przyjdzie im się zmierzyć…

Oczywiście to nie jedyna przygoda Bruttenholma jaką znajdziecie w tym tomie. Poza nią (wydaną kiedyś w Polsce w samodzielnym albumie) czekają na Was także jeszcze dwie inne miniserie, shorty z początków kariery profesora i mnóstwo (blisko 60 stron) dodatków w postaci szkiców Mignoli z odautorskimi komentarzami. To wszystko nie miałoby jednak najmniejszego znaczenia, gdyby treść nie stała na wysokim poziomie. Choć muszę przyznać, że przed lekturą miałem pewne obawy, co może z tego wyniknąć.

Dlaczego? Po pierwsze dotychczas, poza drobnymi wyjątkami, Mike Mignola sam pisał scenariusze Hellboya. Tym razem w znacznym stopniu pomogli mu John Arcudi i Joshua Dysart. Poza tym graficznie także zaszła duża zmiana – większa nawet niż w przypadku późnych przygód Piekielnego Chłopca rysowanych przez innych artystów. A jednak całość jest równie dobra, co one. Zagadki są ciekawe, akcja znakomicie poprowadzona, niepokojąca atmosfera pierwowzoru także została zachowana. Komiksy wchodzące w skład tego tomu czyta się naprawdę znakomicie, ale i z wielką przyjemnością ogląda.

Jeśli lubicie Hellboya, to koniecznie sięgnijcie po omawiany cykl. Podobnie zresztą, jeśli do gustu przypadło Wam Z archiwum X, bo to bardzo zbliżona opowieść.

Mike Mignola & John Arcudi & Joshua Dysart (sc.), Paul Azaceta & Gabriel Bá & Fábio Moon & Max Fiumara & Patric Reynolds (rys.), „B.B.P.O.: 1946-1948”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1247, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman #2: Pierwsze próby Superboya

12/04/2018 § Dodaj komentarz


W imię ojców

W ramach linii wydawniczej Odrodzenie jest dostępny największy od lat wybór regularnych serii komiksowych z wydawnictwa DC Comics na naszym rynku. Wśród licznych tytułów, z których warto wymienić choćby trzy cykle z Batmanem, Flasha, Wonder Woman czy Aqumana, przygody jednego z bohaterów w szczególności wybijają się ponad inne. Mowa o Supermanie, który stanowi jednocześnie twór znakomity dla nowych czytelników, jak i wielki hołd oddany komiksom o tym herosie z lat 90. ubiegłego wieku, które w znacznym stopniu odmieniły oblicze zarówno jego samego, jak i tego medium w ogóle.

Umarł Superman, niech żyje Superman. I Superboy. Clark Kent jakiś czas temu opuścił Ziemię, a kiedy na nią powrócił, okazało się, że w wyniku wydarzeń z Flashpointu rzeczywistość odmieniła się nie do poznania. Wraz z Lois i ich synem ukrył się, wiedząc, że w tym świecie działa inny Superman, jednak teraz, po jego śmierci, sam musiał wdziać kostium i walczyć ze złem. Nie jest w tym jednak osamotniony – i nie chodzi tutaj wcale o obecność innych herosów. Także syn jego i Lois, Jonathan zaczął przejawiać supermoce, a teraz nadszedł czas by wkroczył do akcji jako Superboy!

Co czeka na niego na początku kariery? Więcej niż mógłby sądzić! Nawet rodzinne wyjście na jarmark kończy się starciem z bandytami. Codzienne życie, kiedy masz supermoce i musisz pilnować się by ich nie wykorzystywać także nie jest łatwe, ale to tylko część tego, z czym musi mierzyć się młody Jonathan. Wyprawa na wyspę dinozaurów, spotkanie z Batmanem i Robinem, a wreszcie starcie z Frankensteinem i jego narzeczoną… Oj będzie się działo!

Aktualnie w Polsce ukazują się dwie serie z Supermanem. Pierwsza z nich, zatytułowana po prostu Superman, skupia się przede wszystkim na rodzinie Clarka i jego synu, który musi nauczyć się żyć z mocami. Druga, Action Comics, koncentruje się wokół samodzielnych akcji Człowieka ze Stali, Lexie Luthorze, starającym się o miano herosa, pomnażaniu bohaterów z mocami i stawianiu kolejnych pytań, na które pewnie nieprędko otrzymamy odpowiedzi. Poza głównymi bohaterami łączy je coś jeszcze – obie sięgają do wydarzeń, które miały miejsce w seriach o Supermanie w latach 90., a które teraz powracają w nowej formie. Dzięki temu, nowi czytelnicy mogą odkryć najważniejsze historie z tamtego okresu (śmierć Supermana, Rządy Supermenów etc.), a starzy jeszcze raz przeżyć te emocje i zobaczyć jak wątki budowane są na nowo, a zarazem w zupełnie inny sposób.

Wracając do albumu Pierwsze próby Superboya, mamy do czynienia z solidną porcją dobrej opowieści. A właściwie dobrych, bo jest tu ich kilka, choć są oczywiście ze sobą powiązane. Sam opis brzmi może dziwnie, bo w końcu dinozaury czy Frankenstein jakoś do Supermana nie pasują, ale spokojnie, scenarzyści zadbali o to, by całość była spójna, a wszystkie te komiksy czytało się po prostu znakomicie. A tego typu, co wspomniane wyżej nowości, dają nam nieco świeżego powiewu w opowieści o postaci doskonale wszystkim znanej od ponad 80 lat.

A strona graficzna? Także nie zawodzi, choć jest dość różnorodna: zarówno realistyczne, choć ciążące ku mandze ilustracje Jimeneza czy typowo amerykańską kreskę Mahnke, mamy też cartoonowe, proste prace Gleasona, całość uzupełnia niezły kolor (choć nie zaszkodziłoby, gdyby było tu mniej fajerwerków) i znakomite wydanie. Zabawa z tym komiksem jest naprawdę bardzo dobra, Superman i Superman. Action Comics to najlepsze serie z Odrodzenia, dlatego wszystkim polecam gorąco, a sam z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Peter J. Tomasi & Patrick Gleason (sc.), Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Mick Gray & Jaime Mendoza & Patrick Gleason & inni (rys.), „Superman #2: Pierwsze próby Superboya”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1265, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hellboy. Tom 1

03/04/2018 § Dodaj komentarz


Piekielny chłopiec

Ledwie pół roku temu przygody Hellboya skończyły się wraz z drugim, finałowym tomem Hellboya w piekle (klik! klik!), a już na księgarskie półki trafiło zbiorcze wznowienie dwóch pierwszych pełnometrażowych albumów. Ci czytelnicy, którzy wcześniej nie mieli okazji przeczytać, mają wreszcie możliwość uzupełnienia swojej kolekcji. A warto to zrobić, bo opus magnum Mike’a Mignoli to zdecydowanie jedna z najlepszych serii, jakie powstały.

W pierwszej historii, Nasienie zniszczenia, przenosimy się do grudnia roku 1944. Naziści z pomocą tajemniczego człowieka przeprowadzają rytuał zwany Operacją Ragnarok. Jego celem jest przywołanie demona, mającego im zapewnić zwycięstwo w wojnie. Alianci wraz z grupą naukowców, do której należy Trevor Bryttenholm, jak się można spodziewać, mają ich powstrzymać. Rytuał się udaje, ale nie wszystko idzie tak, jak powinno. Przywołany zostaje demon-chłopiec, Hellboy, jak wkrótce wszyscy zaczną go nazywać, a na dodatek wpada nie w ręce hitlerowców, a Aliantów… Mija 50 lat. Hellboy pracuje dla Biura Badań Paranormalnych i Ochrony wyjaśniając wszelkie paranormalne zagadki i tajemnice. Nagle odwiedza go Trevor, który powrócił z dziwacznej wyprawy. Kiedy chwilę potem ginie, Hellboy postanawia dowiedzieć się dlaczego…

W drugiej historii, Obudzić diabła, Hellboy powraca z kolejną misją. Tym razem trafia do Rumunii, gdzie bada sprawę niejakiego Vladimira Giurescu, który od wieków raz na jakiś czas zmartwychwstaje. Czyżby był wampirem? Niestety, na drodze Piekielnego Chłopca staną wiecznie żywi naziści, a także sam Rasputin, który upomina się u niego o własne dziedzictwo…

Powiedzieć, że Hellboy to kultowa seria, to jak nic nie powiedzieć. Frazes. Ale czy da się inaczej? Pewnie da, tylko po co. To seria kultowa ze wszystkim, co hasło to ze sobą niesie i określenie to doskonale oddaje charakter tego z czym mamy tu do czynienia. Ale oczywiście nie najpełniej – do tego potrzeba jednak większej ilości słów, a i one nie opiszą wszystkiego. Dopiero lektura komiksu pokaże Wam z czym macie do czynienia, bo Hellboy to zdecydowanie więcej, niż poszczególne jego składowe. Niemniej spróbuję przybliżyć nieco z czym macie tutaj do czynienia.

Opis już znacie, ale i tak warto nadmienić, że całość to takie Z archiwum X w wersji weird fiction. Bardzo klasyczne, bo łączące w sobie legendy z różnych stron świata, z horrorem, olschoolową fantastyką i opowieścią akcji. Elementy superhero? Są, ale nienachalne, bohaterowie mają pewne moce, zresztą Hellboy nie jest tu wcale najdziwniejszą postacią, a jednak wszystko to pozostaje w zgodzie z tradycją gatunku, w jakim Mignola (wraz z pomocą Johna Byrne’a) się porusza.

A szata graficzna? Chociaż na początku jego kariery Mignola był doceniany bardziej przez kolegów po fachu, niż czytelników, Hellboy to komiks, który zachwyca rysunkami. Cartoonowa, dość kanciasta i prosta kreska urzeka. Czym? Przede wszystkim genialnym operowaniem cieniem, które (wraz z równie nieskomplikowanymi, ale wspaniałymi kolorami) dodaje ilustracjom niepokojącej nuty, ale też i to, jak wiele można za pomocą takiej prostoty ukazać w absolutnie doskonały sposób. I bez znaczenia pozostaje fakt, że w tych pierwszych opowieściach nie wszystko jeszcze wychodzi autorowi idealnie.

Nowe wydanie stoi na wysokim poziomie. Papier kredowy, twarda oprawa, przedruk oryginalnych przedmów (czego zabrakło mi w reedycji Kaznodziei), nowy wstęp i solidna, bo licząca ponad 30 stron galeria szkiców wraz z komentarzami – wszystko to prezentuje się naprawdę znakomicie. Tak samo jak opracowanie graficzne okładki. Jeśli więc jeszcze nie macie Hellboya w swojej kolekcji, to doskonała okazja by to zmienić. A, jak wspominałem na wstępie, naprawdę warto poznać opus magnum Mignoli, bo mimo upływu lat wciąż robi wielkie wrażenie i zachwyca, jak kiedyś.

Mike Mignola & John Byrne (sc.), Mike Mignola (rys.), „Hellboy. Tom 1”, tłum. Miłosz Brzeziński & Maciej Drewnowski & Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – 1222, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers i X-Men: Axis

01/04/2018 § Dodaj komentarz


Zły dobrym, a dobry złym

W lutym na polski rynek trafiły dwa Marvelowskie eventy. Pierwszym jest kontynuacja znakomitej AnihilacjiAnihilacja: Podbój, drugim niniejszy Axis. Crossover przygód Avengers i X-Menów, którzy muszą stawić czoła potężnemu wrogowi. Ze wszystkich wydanych w ramach Marvel Now! eventów ten jest najsłabszy, mimo to nadal oferuje solidną porcję bezpretensjonalnej zabawy, a lektura jest przyjemnością.

Red Skull, wróg z przeszłości Kapitana Ameryki, nazista i szaleniec, wpadł na chory plan eksterminacji mutantów. Przemiana Genoshy, niegdysiejszego ich raju, w jeden wielki obóz koncentracyjny to jednak dla niego za mało. Zdobywszy ciało Charlesa Xaviera i przejąwszy jego mózg, a co za tym idzie telepatyczne zdolności, zaczął siać nienawiść na całym świecie.

Jakby tego było mało stał się nowym wcieleniem Onslaughta, potężnego bytu zrodzonego z mroków umysłów Xaviera i Magneto, który przed laty niemal doprowadził do zagłady bohaterów Marvela. Do walki z nim stają dwie drużyny – X-Men i Avengers. Niedawno obie starły się w wojnie, w której życie stracił Xavier, teraz muszą działać ramię w ramię. Ale nie długo. Kiedy za sprawą Red Onslaughta wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, a dobrzy bohaterowie stają się źli, Mściciele i Mutanci znów występują przeciw sobie. Nadzieja na ocalenie świata gaśnie, ale czy nie pojawi się nowa szansa na odmienienie losów tego konfliktu? Każdy kij ma przecież dwa końce, a skoro dobrzy stali się źli, co stało się ze złymi?

Cały event Axis mocno nawiązuje do tego, co działo się w komiksach superhero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pamiętacie? Właśnie wtedy miało miejsce pierwsze starcie z Onslaughtem. Tutaj, podobnie jak w tamtym okresie, twórcy proponują nam pełną akcji opowieść, gdzie role się odwracają. Źli stają się dobrzy, dobrzy źli, równowaga zostaje zachwiana, a nad wszystkim unosi się cień potężnego wroga. Do tego Rick Remender, scenarzysta całej opowieści, postanowił sięgnąć do opowieści, która zapoczątkowała Marvel Now!, kończąc jednocześnie pewien etap w historii tego wydawnictwa.

Avengers i X-Men: Axis to taki komiksowy blockbuster, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Cała plejada gwiazd, zarówno tych dobrych, jak i złych, szybkie tempo i widowiskowe walki, szalone wydarzenia, akcja pędząca na złamanie karku, zero głębi, ale rozrywkę oferuje znakomitą. Szata graficzna doskonale pasuje, bo w większości mamy tu do czynienia z realistycznymi, szczegółowymi rysunkami takich gwiazd, jak Adam Kubert, Leinil Francis Yu i Jim Cheung. Gorzej wypada prostsza kreska Terry’ego Dodsona, ale to już kwestia gustu.

Jako całość Axis pozostawia po sobie całkiem przyjemne wrażenie i ochotę, aby sięgnąć po tie-iny, a tych na szczęście na naszym rynku nie brakuje. Jeśli chcecie dobrej, niezobowiązującej rozrywki w stylu kinowych hitów, na pewno się nie zawiedziecie. Szczególnie jeśli tak, jak ja jesteście miłośnikami nie tylko Marvela, ale przede wszystkim X-Menów oraz z sentymentem wspominacie koniec ubiegłego wieku i to, co działo się wówczas na amerykańskim rynku komiksowym.

Rick Remender (sc.), Adam Kubert & Leinil Francis Yu & Terry Dodson & Jim Cheung (rys.), „Avengers i X-Men: Axis”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1288, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Michał Lipka at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: