Wbrew naturze #1: Przebudzenie

13/05/2018 § Dodaj komentarz


Pora poświntuszyć

Autorska seria Mirki Andolfo, włoskiej scenarzystki, rysowniczki i kolorystki, która pracowała m.in. przy Ms Marvel czy Vampirella: Feary Tales, to mocno erotyzująca bajka science fantasy dla starszych czytelników. Łopatologiczna pod względem przesłania, mimo to jednak bardzo udana. Całość została uroczo zilustrowana.

Witajcie w świecie zamieszkanym przez antropomorficzne zwierzęta, które osiągnęły stopień rozwoju technologicznego równy z naszym. Jednak ze względu na fakt, iż obok siebie żyją najróżniejsze rasy, które z przyczyn biologicznych nie są w stanie rozmnożyć się między sobą, wprowadzono prawo zakazujące łączenie się w pary między nimi – a także w pary tej samej płci. Jakby tego było mało, każdy, kto ukończywszy 25 rok życia nie znajdzie życiowego partnera, za prawą Programu Rozrodczego, w którym przymusowo udział biorą wszyscy, otrzyma idealnego genetycznie małżonka.

W takiej rzeczywistości żyje sympatyczna świnka Leslie. Miłośniczka sushi i muzyki, pracująca w miejscu, którego nie znosi, zmuszona do noszenia obcisłych strojów i tolerowania erotycznych zaczepek szefa. Kobieta stara się wieść spokojną egzystencję, mieszkając z najlepszą przyjaciółką i przyjaźniąc się z kryjącym się przed otoczeniem ze swoim homoseksualizmem kolegą z pracy. Jest jednak coś, co burzy jej spokój – od miesiąca nękają ją erotyczne sny, w których uprawia namiętny seks z białym wilkiem. Sny nielegalne według prawa. Ale czy same sny mogą sprowadzić kłopoty? Wydaje się, że nie, jednak Leslie pewnego dnia zauważa, że jest przez kogo obserwowana. Przyjaciel radzi, aby odkryła, co kryje się za marzeniami sennymi. Jednak świnka nie zamierza ulegać ani presji znajomych, ani świata – chce żyć po swojemu. Niestety kończy 25-lat i ledwie kilka godzin potem dostaje informację, że znaleziono dla niej partnera w ramach Programu…

Pierwszy tom serii Wbrew naturze to stosunkowo prosta historia o wolności i tolerancji, ujęta w ramy motywów doskonale znanych z opowieści sci-fi. Świat będący typową orwellowską antyutopią, bohaterowie jakby wzięci z Folwarku zwierzęcego, ale uwspółcześnionego i nie skupionego na mechanizmach władzy, tylko losie jednostki i jej prostym życiu… Co ciekawe to nie elementy fantastyczne wypadają najciekawiej, a warstwa obyczajowo-emocjonalna. Uczucia bohaterki, jej nastroje i codzienne problemy są tym, co autentycznie wciąga, nawet jeśli jej marzenia senne wyglądają, jak wyrwane z Harlequinów. Jest w tym smutek, jest spora doza humoru, jest też szczerość i prawdziwość, którą docenia się nawet jeśli to wszystko już było. Mniej przekonuje samo przesłanie, proste, oczywiste i, jak wspominałem, łopatologicznie wyłożone – na tym polu przydałoby się więcej subtelności.

Znakomicie przedstawia się szata graficzna komiksu. Jest prosta, cartoonowa, ale pełna – i to nie tylko jeśli chodzi o obfite, i jakże często ukazywane bez okrycia, kształty bohaterki – i bardzo przyjemna dla oka. Czysta kreska, znakomicie oddana mimika bohaterów, świetnie ukazane tła i niezły kolor dobrze ilustrują treść. Komiks Mirki to taka quasi disneyowska (autorka w końcu pokochała historie obrazkowe dzięki Myszce Miki – zresztą pracowała także dla The Walt Disney Company Italy) bajka dla dorosłych, bajka erotyzująca, ale nie epatująca nagością, wyważona i naprawdę ciekawa. Miłośnicy podobnych tematów będą bardzo zadowoleni.

Mirka Andolfo (sc. & rys.), „Wbrew naturze #1: Przebudzenie”, tłum. Jacek Drewnowski, Non Stop Comics, Katowice 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Kaznodzieja. Tom 3

01/05/2018 § Dodaj komentarz


Półmetek, czyli rachunek sumienia

Kaznodzieja dojechał do połowy swojej podróży przez USA. Trzeci tom popycha naprzód relacje pomiędzy bohaterami, sporo mówi o postaci Świętego od Morderców. Tak jak poprzednio mamy do czynienia z porządnie napisaną opowieścią drogi, mówiącą o przyjaźni, przemocy i poszukiwaniu Boga – bynajmniej nie po to, aby mu się pokłonić. Jednocześnie zaczynam czuć znużenie, lekkie dreptanie historii w miejscu. Powoli przypomniałem sobie dlaczego seria Kaznodzieja, którą jako całość bardzo lubię, jest jednak na moim szczycie serii przereklamowanych.

Pierwsza część tomu to wspomniana historia Świętego. Dowiadujemy się kim był, co go ukształtowało, a także co go potem zmieniło w ucieleśnienie zła, jeszcze zanim stał się nadnaturalnym bytem. Ennis skrzyżował western z horrorem, tworząc opowieść o wściekłości i dążeniu do zemsty silniejszym niż śmierć. Są tu strzelaniny, ale też smutek i dramat, nadające postaci nieśmiertelnego kowboja pewnego tragizmu. Dzięki tej opowieści jest on czymś więcej niż papierową postacią, która pojawia się znikąd, po czym wszystkich zabija. Nabiera tu głębi.

Ciąg dalszy to w dużej mierze kręcenie się po Luizjanie i ‘ennisowska’ polewka z gotów, którzy wyglądają tu jak parodia fanklubu naszego nieszczęsnego Tomasza Beksińskiego. A może wcale nie parodia? Wygadują w końcu podobne brednie. Skonfrontowanie ich z prawdziwym wampirem wprowadza sporo czarnego humoru i przemocy – dobry fragment opowieści.

Problem polega jednak na tym, że druga część tomu, stanowiąca większość, zwalnia w stosunku do poprzednich albumów. Sceny drastycznej przemocy nie robią już wrażenia. Gębodupa wyczerpał swój potencjał, a zlewka z samozwańczych Dzieci Nocy wystarczyła by jako samodzielny zeszyt, a nie na cały wątek. Jednocześnie w tych wszystkich obyczajowych wtrętach Ennis wprowadza widmo klątwy oraz wyraźne sygnały, że Cassidy pomimo swojego uroku irlandzkiego wampira jest po prostu mendą.

Wszystko to zwiastuje oczywiście problemy w bliskiej przyszłości, trzeci tom Kadznodziei pozostaje chyba jednak dla czytelnika testem. Przebrnąłeś, chcesz wiedzieć co dalej z Custerem, Bogiem i całą ekipą? Sięgniesz po kolejne albumy. Zmęczyłeś się? Możesz w tym miejscu spacować. Odpowiedzi na to, czy być wiernym serii, nie dam. Sięgnijcie po „trójkę”, bo to dobry barometr dla czytelnika.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 3”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1268, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 3

11/01/2018 § Dodaj komentarz


 Punisher: seks i przemoc

Pierwszy komiks z Punisherem przeczytałem, kiedy miałem osiem czy dziewięć lat. Nie pamiętam o czym był, ale jedna rzecz została mi w pamięci na zawsze: scena, w której Frank Castle walczył z rekinem. Dlatego też niniejszy tom obudził we mnie sentymentalne uczucia – tu także Mściciel znajduje się w podobnej sytuacji. Trzecia część cyklu Punihser Max pisanego przez Ennisa, to kawał rewelacyjnego komiksu. Pełnego seksu, przemocy, okrucieństwa i brudu, ale też i emocji oraz akcji. Całość podana wprawdzie w wulgarny, ale znakomity sposób.

Co tym razem czeka na Franka? W trakcie rutynowego polowania na przestępców, Mściciel staje się świadkiem walki pewnej kobiety z napastnikami. Oczywiście wkracza do akcji, ratuje, wykańcza wrogów i jednocześnie angażuje się w sprawę, z jaką nie miał zbyt wiele do czynienia w swojej karierze. Punisher słynnie w końcu z walki z mafią, handlarzami narkotyków etc., teraz przyjdzie mu jednak stawić czoła handlarzom ludzi pochodzącym ze Wschodniej Europy, którzy do łatwych przeciwników nie należą. Weterani czystek etnicznych, gotowi są na prawdziwą wojnę byle pilnować swoich interesów, a na dodatek nie istnieje chyba zbrodnia, której by się nie dopuścili. Jakby tego było mało, w sprawę angażuje się także policja…

W Barakudzie, czyli w drugiej opowieści, Frank zajmuje się tropieniem handlarzy narkotyków. Media i policja interesują się nim bardziej, niż dotychczas. Wszystko to sprawia, że nasz mściciel trafia do Miami, gdzie przyjdzie mu rozliczyć się z pewną korporacją i stawić czoła Barakudzie, kolejnemu choremu szaleńcowi, z jakim zetknął go los.

Martwe dzieci, zmuszone do prostytucji kobiety, rozczłonkowane ciała, płonący żywcem ludzie, ofiary pożerane przez rekiny… Garth Ennis, twórca Kaznodziei (klik! klik!), nie zwalnia tempa, a pisane przez niego opowieści cały czas utrzymują wysoki poziom. Całość jest brutalna, przepełniona chorą przemocą i ostrym seksem, ale jednocześnie wciąga, emocjonuje i potrafi zachwycić. Zresztą drastyczność także należy do zalet cyklu – ekstremalne wrażenia mają w końcu swoją wartość. Ennis często przekracza wprawdzie granice absurdu, ale robi to z takim wdziękiem, że możemy przymknąć na to oko.

Znakomicie wypadają też szata graficzna i wydanie. Pierwsza, choć za poszczególne historie odpowiadają różni artyści, zawsze jest brudna, krwawa, mroczna i mocno skupiona na makabrycznych detalach. I zawsze jest też udana, bo rysownicy wybrani do przeniesienia na papier wizji Ennisa są znakomici w swoim fachu. Co się zaś tyczy wydania, mamy tu papier kredowy, twardą oprawę, bardzo dobrą jakość całości i całkiem sporą galerię szkiców.

Jeśli szukacie mocnego komiksowego dreszczowca dla dorosłych, to Punisher Max będzie strzałem w dziesiątkę. Nie jest to oczywiście seria dla wszystkich, ale miłośnicy brutalnych sensacji w stylu filmów Tarantino czy Rodrigueza będą zachwyceni. Tytuł wart polecenia, jak rzadko który od Marvela.

Garth Ennis (sc.), Leandro Fernández & Goran Parlov (rys.), „Punisher Max. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1258, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Esmera

12/12/2017 § 1 komentarz


Esmera i Eco

Na okładce komiksu Esmera sprytnie ukryto informacje z jakiego typu produkcją mamy do czynienia. W pierwszej chwili naszą uwagę przykuwa kolor tła, od którego odcina się – niczym w wycinance miejskiego sylwetkarza – ciemny kobiecy profil: krótkie włosy, mały nos i wydatne usta. Po chwili zauważamy, że wewnątrz zarysu ukryto dodatkową ilustrację. Chcąc dokładnie stwierdzić, co przedstawia, musimy podsunąć album prawie pod nos. Dopiero wówczas zobaczymy zbiorową scenę, na której dwie nagie kobiety i dwóch nagich mężczyzn.

Kobieta, którą mamy okazję oglądać w centrum zbiorowej sceny na okładce, to tytułowa Esmera. Dziewczynę poznajemy jako nastolatkę, która w roku 1965 uczęszcza do gimnazjum Sacro Cuore i mieszka w internacie prowadzonym przez siostry zakonne. Za współlokatorkę ma namiętną Rachel, która nocami sprowadza do pokoju swego kochanka. Esmera nie śpi, podsłuchuje, uważnie przygląda się ognistym wygibasom i zapamiętuje. Dodatkowych, wyuzdanych lekcji koleżanka udziela jej osobiście.

Odkrycie przez protagonistkę radości płynących z uprawiania seksu niesie ze sobą dodatkową, nieoczekiwaną niespodziankę, która finalnie okazuje się problematycznym przekleństwem. Nie będę zdradzał na czym polega haczyk, bo to clou opowieści wymyślonej przez Zepa (właśc. Philippe Chappuis, tak, to ten sam pan od serii Titeuf). W każdym razie dzięki swojej „przypadłości” Esmera może korzystać z uroków seksu mocniej i pełniej, a także cieszyć się dwa razy dłuższym życiem. Wszystko ma swoją cenę…

Lektura komiksu przypomniała mi felieton Jak rozpoznać film porno autorstwa Umberto Eco, w którym stoi: „(…) film pornograficzny, jeśli ma być warty ceny biletu lub wideokasety, powiada nam, że pewne osoby kopulują ze sobą, mężczyźni z kobietami, mężczyźni z mężczyznami, kobiety z kobietami (…). I to byłoby jeszcze w porządku, ale pełno tutaj przerw w akcji (…). W filmach pornograficznych roi się od postaci, które wsiadają do samochodu i przemierzają całe kilometry, od par, które tracą niewiarygodnie dużo czasu na zameldowanie się w hotelu (…) Mówiąc prosto z mostu, choć nieco ordynarnie, nim dojdzie do zdrowego spółkowania, trzeba zapoznać się kapkę z problemami komunikacji”. Jeśli słowa słynnego semiologa potraktujemy dosłownie i przyłożymy do omawianej pozycji, to tak, Esmera jest komiksem wartym swojej ceny.

Zep {właśc. Philippe Chappuis} (sc.), Vince {pseud.} (rys.), „Esmera”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 2

05/12/2017 § Dodaj komentarz


  Zimna wojna Punishera

Punisher Max Gartha Ennisa (scenarzysty takich serii, jak: Kaznodzieja, Hellblazer czy Chłopaki) to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów, jakie ma do zaoferowania seria Marvel Classic. Mroczna, brutalna, zniesmaczająca, ale poruszająca, intrygująca i dojrzała. Oferuje ekstremalną rozrywkę w stylu filmów Quentina Tarantino, podaną w znakomitym stylu. Pierwszy tom wysoko postawił poprzeczkę (klik! klik!), drugi na szczęście trzyma poziom, oferując nawet jeszcze więcej brudu i akcji niż dotychczas.

Nikt tak „dobrze” jak Punisher nie radzi sobie z przestępcami. Wiedzą o tym wszyscy, którzy zaliczają się do półświatka, wiedzą też władze i stróże prawa, dlaczego więc rząd miałby pozostać na to ślepy? Całkiem niedawno temu nasz bohater dostał propozycję działania dla rządu właśnie – odmówił (i to w typowy dla siebie sposób), teraz jednak na prośbę Nicka Fury’ego podejmuje się zadania, któremu chyba nikt inny by nie podołał.

Otóż istnieje niezwykle morderczy wirus nazywany Barbarossa, jednak przepadły wszelkie jego próbki poza jedną znajdującą się w ciele małej dziewczynki. Tę złapali Rosjanie i chcą wyizolować wirus, ale bez posiadanych przez Amerykan informacji nie są w stanie tego zrobić. Jakby tego było mało, dziecko dostało antidotum i wirus przepadnie w ciągu 48 godzin, dlatego Punisher ma niewiele czasu by uratować małą i jednocześnie nie dać się złapać rosyjskim oddziałom. Kiedy wraz z partnerem zostaje uwięziony w nuklearnej bazie, zaczyna się rzeź, która może wywołać trzecią wojnę światową i zrównać z ziemia całą Rosję, dlatego też amerykańscy wojskowi dają zielone światło bestialskiej operacji mającej na celu odsunięcie od siebie wszelkich podejrzeń.

W drugiej opowieści gangster Nicky Cavella, szaleniec, jakich nie spotyka się co dzień, wpada na pomysł zniszczenia Punishera. Na dobry początek odkopuje i bezcześci zwłoki rodziny mściciela, co nagrywa i podsyła wszystkim stacjom telewizyjnym. Zaraz po tym rozpoczyna kolejne działania, które pogrążają Nowy Jork w brutalnym chaosie, a to zaledwie wstęp…

W bieżącej odsłonie Ennis, o wiele mocniej niż poprzednio, sięga po uwielbiane przez siebie tematy. Wprawdzie kwestie religijne nie są tu prawie wcale poruszane, ale mamy dużo seksu, przemocy, wojennych klimatów i bestialstwa wszelkiej maści. Od kazirodztwa i kanibalizmu, przez więzienną rzeczywistość i bezlitosną politykę ukazującą wojskowych jako gorszych od terrorystów, na wnikaniu w gangsterskie realia i mordowaniu członków rodziny skończywszy, Ennis z typowym dla siebie uwielbianiem zanurza się w brudzie, czerpiąc wręcz chorą satysfakcję z wrażenia, jakie wywołuje efekt finalny. Ale nie jest to tylko i wyłącznie epatowanie kontrowersjami dla samych kontrowersji, wiąże się z tym bowiem całkiem sporo głębi, która zmusza do refleksji.

Oczywiście autor nie zapomina o solidnej dawce akcji. Zaczyna się szpiegowsko-wojenną historią, w stylu Johna Rambo, gdzie Punisher masakruje rosyjskie oddziały strzelając do żołnierzy z działka przeciwlotniczego. Potem mamy typowe dla serii gangsterskie klimaty, gdzie brutalność przekracza granice dobrego smaku. A wszystko to podane w realistyczny, poważny, dojrzały i wulgarny sposób, bez mieszania do wydarzeń jakichkolwiek marvelowskich herosów (Fury się nie liczy, jako że przede wszystkim jest agentem i nie posiada żadnych mocy). Do tego mamy też znakomitą szatę graficzną – choć przyznam szczerze, że drugą z zawartych tu opowieści chciałbym zobaczyć w wykonaniu Johna Romity Jr., który udowodnił Kick Assem jak doskonale czuje podobne klimaty (i ze zmienionym kolorem, choć ten też jest całkiem niezły) – i świetne wydanie.

Nic tylko polecać lekturę. To w końcu, jak już wspominałem, jedna z najlepszych opowieści Marvela wydawanych na naszym rynku i warto ją poznać, choć zdaję sobie sprawę, że nagromadzenie brutalności nie każdemu się spodoba.

Garth Ennis (sc.), Doug Braithwaite & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1172, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Rat Queens #1: Magią i maskarą

29/11/2017 § Dodaj komentarz


 Misja ostatniej szansy, czyli fantasy na wesoło

Rat Queens, czyli Królowe Szczurów, to ekscentryczny kwartet młodych, skłonnych do bitki i popitki, łowczyń do wynajęcia. Pierwsza odsłona komiksowej serii o ich przygodach, która nosi znaczący podtytuł Magią i maskarą, wprowadza czytelnika w brutalny i krwawy świat fantasy, który pełen jest potworów, obcych ras i magii. Dziewczęta, które scenarzysta – Kurtis J. Wiebe – obsadził w głównych rolach, nie są ani miłe, ani uczynne. Ekipa, którą tworzą, daleko odbiega od standardowych wyobrażeń, jakie możemy mieć o Drużynie Pierścienia.

Dziewczyny nadzwyczaj chętnie piją i ćpają, a potem wdają się w awantury, co nie wszystkim mieszkańcom Palisady się podoba. Po kolejnej burdzie cierpliwość władz miasta wystawiona zostaje na próbę. W ramach kary dziewczęta zostają wysłane za miasto z misją zabicia zgrai goblinów, które ukrywają się po jaskiniach. Zadanie miało być proste – kaszką z mlekiem, ale na miejscu okazuje się, że ktoś Królowe wpuścił w maliny…

Za oprawę graficzną „jedynki” odpowiada Roc Upchurch, który zupełnie się nie przyłożył do stworzenia drugiego planu czy tła, ale na szczęście projekty występujących postaci zostały opracowane dokładnie. Każda z Królowych posiada osobiste rysy, zestaw min i gestów, a także strojów. Może się nie podobać, że wszystkie mają spiczaste podbródki. Z drugiej strony warto podkreślić, że dziewczęta przedstawiono realistycznie, bez specjalnego idealizowania i dodawania uroku, co idzie w parze z charakterologiczną kreacją. Kadry mają właściwą dynamikę, co szczególnie widać w scenach walki.

Rat Queens to kolejny komiks w ofercie oficyny Non Stop Comics, w którym główne skrzypce grają kobiety. Widać, że redaktorzy śląskiego wydawnictwa bardzo dbają o zróżnicowanie portfolio. Rzeczywistym plusem komiksu, obok intrygujących i zindywidualizowanych postaci, jest szybko prowadzona akcja, duża dawka humoru, zabawne i niewymuszone dialogi oraz potraktowanie klasycznego heroic fantasy z przymrużeniem oka. Nigdy nie grałem w żadne RPG ani w Dungeons & Dragons, a mimo to lektura sprawiła mi frajdę.

Kurtis J. Wiebe (sc.), Roc Upchurch (rys.), „Rat Queens #1: Magią i maskarą”, tłum. Maja i Kamil Śmiałkowscy, Non Stop Comics, Katowice 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Kaznodzieja. Tom 2

28/11/2017 § 2 Komentarze


Klasyka komiksu nie dla każdego

Jestem stary, zblazowany i zdarza mi się prowokacyjnie wygadywać różne brednie, czasem nawet sam nie ogarniam, gdzie u mnie leży granica trollingu. Zżymam się na przykład, że Kaznodzieja to strasznie przereklamowana seria. Tego się będę trzymał, bo poziom ochów i achów przewyższa legendę Ennisa, ale mimo wszystko. Cholera. Jak to dobrze jest napisane.

Drugi tom nowego wydania serii nie wyjeżdża z buta w twarz, bo Irlandas od tego zaczął. Za to mamy ciąg dalszy wiercenia dziury w brzuchu. Poprzednia odsłona (klik! klik!) była niemal wzorcową ekspozycją: przedstawiającą bohaterów i ich tło oraz zarysowującą cel. Kontynuacja to sprawne rozwinięcie. Jest więc kaznodzieja z Texasu, który uwolniony od bolesnych więzi rodzinnych wchodzi na ścieżkę przemocy, by wytropić Boga. Jest jego kobieta. Jest też zaprzyjaźniony irlandzki wampir. To historia drogi – współczesny western z demonami, aniołami, ich potomstwem z nieprawego łoża, Słowem Bożym, oraz szorstką, męską przyjaźnią. Jest też coś jeszcze.

Ennis dopiero teraz zanurza nas w spiskowej intrydze. Jest Jesse Custer, Tulip i Cassidy, ale jest też Graal – tajna religijna organizacja, która stoi nie tylko za Watykanem, ale i za współczesnymi demokratycznymi państwami. Jest więc religia, przepowiednie, więzy krwi, a wspólnym mianownikiem wszystkich wątków pozostaje Bóg. I to wszystko naprawdę cholernie dobrze się wiąże.

Pisarz jedzie prowokacyjnie, poza granicą sztubackiej zgrywy, wulgarnie i z przemocą, ale – paradoksalnie – wrażliwie wobec własnych bohaterów i ich wzajemnych relacji. Większa historia herr Starra i jego knowań przeplatana jest wspomnieniami Cassidyego z czasów, gdy jeszcze nie chłeptał krwi i żył na zielonej wyspie. Wobec irlandzkich niepodległościowców Ennis jest oczywiście równie krytyczny, co wobec organizacji religijnych. Więzi przyjaźni i rzeczy, które mężczyzna musi zrobić, gdy są rzeczy, które mężczyzna musi zrobić, nie upraszczają oczywiście relacje damsko męskie. Wiadomo. Życie.

Drugi tom to znowu wybuchające czaszki, odstrzelone kończyny, flaki i rzucanie kurwami. Brutalizm przeplatany jest z gwałtami, czarnym humorem i orgiami, których jednym z uczestników jest Bogu ducha winny pancernik. Jednocześnie – tak jak na wstępie zaznaczyłem – jest to cholernie dobrze napisane, a wątki świetnie się przeplatają, nie męcząc, pozostawiając przynajmniej mnie z niedosytem na moment, by historia skręciła w inną stronę. Świetnie sprawdza się wtórujący Ennisowi Dillon, który być może podobnie rysuje wszystkie gęby, ale idealnie odnajduje się w tej historii zakrapianej Jackiem Danielsem i przysypanej papierosowym popiołem.

Kaznodzieja nieprzypadkowo jest współczesną klasyką komiksu dla starszego czytelnika. Kolory się zestarzały, kadrowanie jest niedzisiejsze, ale to dalej świetnie opowiedziana historia, gdzie większa opowieść o konfrontacji człowieka z Bogiem w istocie jest przypowieścią o przyjaźni i miłości, w dodatku mistrzowsko przeplecioną świetnymi miniaturkami, które pozostają częścią większej całości. Jak bym napisał że polecam, to bym się niedostatecznie precyzyjnie wyraził. Trzeba. Choć to lektura niekoniecznie dla każdego.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 2”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1192 , Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with dla dorosłych at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: