New Avengers #4: Doskonały świat

11/08/2017 § Dodaj komentarz


  Jak ocalić świat od zagłady?

„Wszystko umiera. Wy. Ja. Każdy na tej planecie” – tak brzmi mantra powtarzana przez Mister Fantastica. Ponieważ podczas induksji, gdy dochodzi do kolizji dwóch Ziem z różnych wymiarów, albo obie zostaną zniszczone, albo jedna zostanie ocalona (kosztem drugiej). Ziemscy herosi, skupieni w grupie Illuminatów, są tego świadomi, od dłuższego czasu przegotowywali się do uratowania własnej planety. Tylko jest jedno małe „ale”. Jak poradzić sobie, jak unieść świadomość, że właśnie zgładziło się miliardy istnień?

Ciężar odpowiedzialności jaki spoczywa na barkach bohaterów jest ogromny. Na jednej szali jest ocalenie świata jakiego znają, na drugiej etyczna odpowiedzialność i wszystko, co się kryje pod hasłem: „człowieczeństwo”. W teorii decyzja wydaje się prosta i początkowo akcja rozwija się właśnie w tym kierunku. Jakby Hickmana przerobił najbardziej znaczących Avengersów w potwory bez sumień. Na szczęście w pewnym momencie przychodzi opamiętanie. Mogą razić pompatyczne przemowy herosów, którzy używają wielkich słów, aby rozstrzygnąć moralny dylemat.

Innym ciekawym wątkiem, który rozgrywa się na łamach Doskonałego świata, jest spór między T’Challą i Namorem. Czarna Pantera zostaje podstawiony pod ścianą – przodkowie żądają od niego unicestwienia władcy Atlantydy. Jaką ostatecznie decyzję podejmie król Wakandy dowiedzą się ci, którzy sięgną po czwartą część New Avengers.

Niestety w parze z wciągającą narracją fabularną nie idzie oprawa graficzna. Epizod z udziałem Czarnej Pantery, który zilustrował Valerio Schiti, może się miejscami podobać. Znacznie słabiej prezentują się plansze, które wyszły spod ręki Keva Walkera. Przerysowany, cartoonowy styl, jakim posługuje się artysta, nie współgra z powagą scen.

Bieżącą odsłonę czyta się całkiem dobrze. Fabuła jest spójna i konsekwentnie poprowadzona. A fatalistyczna mantra, którą Reed Richards mruczy od dłuższego czasu, w końcu przerodziła się w realne zagrożenie. Muszę przyznać, że pierwszy raz jest realnie zainteresowany tym, co w dalszej perspektywie Jonathan Hickman przygotował dla Illuminatów.

Jonathan Hickman (sc.), Valerio Schiti & Salvador Larroca & Kev Walker (rys.), „New Avengers #4: Doskonały świat”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1151, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3-, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Flash #4: Cofnać czas

08/08/2017 § Dodaj komentarz


 Flash versus Reverse Flash

Życie osobiste Barry’ego Allena wkracza na nowe, lepsze tory. Zostaje przywrócony do pracy w policji Central City, co prawda nie na stanowisko technika laboratoryjnego, a na archiwisty. Dodatkowo we właściwym kierunku rozwija się związek z Patty Spivot: para decydują się zamieszkać razem. Na organizowanym wspólnie przyjęciu dla rodziców dziewczyny, z okazji ich 30. rocznicy ślubu, Barry będzie miał okazję pierwszy raz spotkać przyszłych teściów. Wydarzenia związane z inwazją goryli króla Grodda odchodzą w niepamięć, a grupa Łotrów się nie wychyla. Niestety, idylla trwa jedynie kilka chwil.

Dokładnie do czasu, gdy ktoś zaczyna mordować znajomych Allena, którzy dotknięci zostali Mocą Prędkości. Analizując zapis z kamer mężczyzna odkrywa, że zabójcą jest ktoś, kto posługuje się odwróconym znakiem Błyskawicy. Pierwsze podejrzenie pada na Kid Flasha, który należy do grupy Teen Titans. Podczas bezpośredniej konfrontacji okazuje się, że nastolatek jest niewinny, gdyż czerpie swoją moc z zupełnie innego miejsca i czasu. Flash zdaje sobie sprawę, że musi się spieszyć, gdyż zginęły już trzy, blisko z nim związane osoby. Kim jest antagonista Flasha? Dlaczego morduje osoby dotknięte Mocą Prędkości? Czy Szkarłatny Sprinter znajdzie przestępcę, nim coś złego spotka również Iris West? I dlaczego nie warto posługiwać się Mocą do podróży w czasie? Odpowiedzi na te, ale i na kilka innych pytań, poznajemy podczas lektury.

Historia związana z Odwróconym Flashem zajmuje większą część omawianego tomu. Druga fabuła rozgrywa się w Gotham City podczas tzw. Roku Zerowego. Allen, świeżo upieczony funkcjonariusz, przyjechał wspomóc policję z GCPD w czasie, gdy miasto pogrążone było w całkowitej ciemności, z powodu braku elektryczności. Dodatkowo swoje żniwo zbierał nowy, śmiercionośny narkotyk – Ikar. Przy okazji to właśnie w Gotham bohater pierwszy raz spotyka Iris West; dzięki tej retrospekcji czytelnik lepiej rozumie dlaczego czują do siebie miętę. Podoba mi się zestawienie idealistycznych poglądów przyszłego superbohatera z mrokiem i „prawem ulicy” miasta Batmana.

Niezmiennie zachwyca oprawa graficzna serii i „czwórka” nie jest pod tym względem wyjątkiem. Wciąż jestem pod silnym wrażeniem pomysłowości z jaką rysownik konstruuje plansze, dynamiką scen akcji, wszelkimi wizualnymi elementami i efektami specjalnymi, które oddają prędkość z jaką porusza się Flash. Na ironię zakrawa fakt, że najsłabiej prezentują się statyczne sceny i klasyczne kadrowanie.

Album Cofnąć czas może się podobać, gdyż główna historia jest spójna i bardziej przemyślana w porównaniu z „dwójką” czy „trójką”. Jednym ze słabych elementów jest motywacja antagonisty oraz finalna rozgrywka, która ma właściwie charakter „deus ex machina”. Przyznam szczerze: jestem trochę zmęczony serią i cieszę się, że album Lekcje historii, który ukazał się w czerwcu, stanowi ostatnią odsłonę przed Odrodzeniem (tj. DC Rebirth).

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Scott Hepburn & Chris Sprouse & Karl Story & Keith Champagne (rys.), „Flash #4: Cofnać czas”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1114, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wonder Woman. Tom 1

05/08/2017 § 2 komentarze


Księżniczka Diana

To, że run Wonder Woman pisany przez Grega Ruckę należy do jednych z najlepszych w ponad 75-letniej historii serii, wie chyba każdy, kto lubi amerykańskie komiksy głównego nurtu. Do zebranych w tomie opowieść podchodziłem z duża dozą niepewności, ale, jak się szybko okazało, niepotrzebnie. Gdyż to naprawdę znakomity komiks, dodatkowo potwierdzający klasę scenarzysty.

Hiketeja to prawo. Hiketeja to rytuał. W starożytnej Grecji każdy mógł błagać osobę o wyższym od siebie statusie o pomoc, a ta nie mogła mu odmówić. Błagany musiał zatroszczyć się o błagającego, który odrzucał swój honor, dopóki ten nie zwolnił go z przysięgi. Obie strony miały swoje obowiązki, żadna nie mogła nadużywać sytuacji, a złamanie hiketei niosło ze sobą poważne konsekwencje. Ale w dzisiejszych czasach nikt już nie błaga. Nikt? Pewnego dnia do stóp Diany pada młoda dziewczyna poszukiwana przez Batmana. Rytuał hiketei się dopełnia, a chociaż błagająca ścigana jest za serię morderstw, Wonder Woman, musi od teraz jej bronić, nawet jeśli będzie to oznaczało walkę na śmierć i życie z przyjacielem…

Tak w skrócie przedstawia się fabuła otwierającej ten tom powieści graficznej Wonder Woman: Hiketeja, która stała się nie tylko pierwszą historią Rucki traktującą o tej bohaterce, ale też i początkiem trwającej trzy lata pracy nad główną serią. Reszta tego pokaźnego, bo liczącego blisko 400 stron albumu, to pierwsze 11 zeszytów z tej właśnie serii, przedstawiająca różne epizody z życia bohaterki z lassem. I chociaż to Hiketeja właśnie (swoją drogą Rucka dostał za scenariusz do niej Eisner Award) jest tu najlepsza, bo scenarzysta za wzorzec obrał sobie tragedie greckie, w których każdy wybór prowadził do tragedii, pozostałym fabułom także niczego nie brakuje. Pomysły Rucki są znakomite, odświeżają postać Wonder Woman i wikłają ją w wiele problemów zarówno politycznych (jest w końcu ambasadorką swojej ojczyzny), jak i superbohaterskich. Czytelnicy spragnieni rozrywki oraz nieco poważniejszych treści będą więc zadowoleni.

Strona graficzna albumu jest jednak bardziej zróżnicowana, niż treść. Najlepiej wypadają rysunki Jonesa do Hiketei, potem kreska staje się prostsza, bardziej cartoonowa i lżejsza, ale nadal wygląda nieźle. Podobnie zresztą jak kolory. Do tego, jak na wydanie DC Deluxe przystało, edytorsko tom ten prezentuje się naprawdę wspaniale. Powiększony format, twarda oprawa, dodatkowa obwoluta, kredowy papier, a także solidna porcja dodatków, wśród których znalazły się bonusowe ilustracje, szkice i przedruki artykułów z fikcyjnego pisma.

I chociaż album, wśród majowych nowości znalazł się z powodu premiery filmu kinowego o Wonder Woman, to jest pozycją, która doskonale broni się sama i dostarcza solidnej porcji komiksowej rozrywki. Nawet tym, którzy nie wiedzą nic o tytułowej bohaterce. Dlatego też polecam go gorąco Waszej uwadze.

Greg Rucka (sc.), Jeffrey G. Jones & Stephen Sadowski & Drew Johnson & Shane Davis (rys.), „Wonder Woman. Tom 1”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1135, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Flash #3: Inwazja goryli

03/08/2017 § Dodaj komentarz


 Z nieba spadały zastępy goryli

Na bliźniacze miasta Central City i Keystone City, w których działa Szkarłatny Sprinter, spada wielka i groźna bomba. „Bomba” w sensie metaforycznym, bo chodzi o spadające z nieba zastępy inteligentnych goryli pod wodzą króla Grodda. Władca umyślił sobie, że tylko on jest godzien posiadać energię płynącą z Mocy Prędkości. Dlatego przypuścił atak, aby czym prędzej ją przejąć.

Album Inwazja goryli stanowi bezpośrednią kontynuację poprzedniej odsłony cyklu. Jak może pamiętamy, w Rebelii Łotrów protagonista najpierw ucieka z miasta goryli, a potem musi stanąć do walki z „upgrejdowanymi” Łotrami. Oba wątki zaprezentowane były osobno, co sprawiało wrażenie chaosu, a cały tom był po prostu niespójny. Na szczęście po lekturze trójki okazuje się, że ze strony scenarzystów był to celowy zabieg, gdyż oto następuje konsolidacja. Superbohater, aby odeprzeć atak armii goryli, sprzymierza się z Łotrami, z którymi jeszcze kilka chwil wcześniej toczył walkę.

Zjednoczenie jest celowe, nie ma mowy o przyjaźni, raczej o zawieszeniu broni w calu wypełnienia wspólnej misji. Wypracowanie wspólnego frontu przeciwko gorylom przebiega nadzwyczaj gładko i bezboleśnie, co odbiera zdarzeniu znamiona autentyczności. Zwyczajnie, wierzyć się nie chce w taki obrót spraw, ale w końcu przebywamy w rzeczywistości fikcyjnej… Małpy wyglądają na armię, którą ciężko będzie pokonać: silną i inteligentną. Wydawać by się mogło, że koalicja z Central City jest z góry skazana na porażkę. I przez moment czytelnik wierzy, że Flash faktycznie podda się Groddowi i odda mu Moc Prędkości.

Potem niestety następują wydarzenia, których: a) nie w pełni rozumiem, bo mają miejsce wewnątrz Mocy, b) zaprzeczają inteligencji Grodda.

Fabuła nagle się całkowicie rozpada i traci na atrakcyjności. Ostateczna konfrontacja tymczasowej, miejskiej unii z gorylami wypada blado, bez polotu i energii. Jakby scenarzyści mruczeli pod nosem: „Szybciej, szybciej. Kończmy już. Przecież i tak wszyscy wiedzą, kto wygra”. Widać pośpiech oraz brak jakiegokolwiek pomysłu na zakończenie. Najeźdźcy, pozbawieni przywódcy się mityngują i rezygnują z podboju – dziwne, wręcz bardzo dziwne. Choć oczywiście całość zgodna z konwencją superhero.

Warstwa fabularna komiksu nie dorasta do pięt warstwie graficznej. Pisząc o jedynce (klik! klik!), zwracałem uwagę na artystyczne zacięcie Francisa Manapula: „Miejscami komiks bardziej przypomina produkcję niezależną niż produkt mainstreamow”. Co prawda przy omawianym tomie pracowało kilku rysowników, ale główna część wyszła spod ołówka Manapula. Artysta nadal zaskakuje budowaniem złożonych i zwielokrotnionych planów, przenikających i nakładających się na siebie paneli o różnorodnych kształtach, które fenomenalnie układają się w plansze. Widać w komiksie prawdziwą maestrię konstrukcji kadrów i całych złożonych sekwencji. Szkoda, że genialny układ stron nie jest widoczny podczas zwykłego kartkowania, dopiero w dodatkach możemy zobaczyć cały zestaw rozłożony na podłodze. Robi ogromne wrażenie!

Fabularnie Inwazja goryli wypada równie słabo, co wcześniejsza odsłona. Sam król Grodd, który z założenia powinien być znaczącym antagonistą dla Szkarłatnego Sprintera, ukazany został bez polotu i jednostronnie, jakby nie starczało mu inteligencji. Na pocieszenie dostajemy zestaw żywych i dynamicznych plansz przygotowanych przez Manapula.

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Marcus To & Ryan Winn & Maricio Takara (rys.), „Flash #3: Inwazja goryli”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1052, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 3, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Czarna Wdowa: Powrót do domu

30/07/2017 § 1 komentarz


Krucjata Wdowy

Nieczęsto, ale się zdarza, że za tworzenie scenariuszy komiksowych serii z głównego nurtu biorą się autorzy poczytnych powieści. Wystarczy tutaj wspomnieć choćby o Wonder Woman pisanej przez Jodi Picoult, rewelacyjnym Kryzysie tożsamości Brada Meltzera czy Lokim Roda Robiego. Do tego grona dołączyła także Czarna Wdowa, której przygody poprowadził Richard K. Morgan, autor Modyfikowanego węgla czy nagrodzonej Trzynastki. Spod jego ręki wyszła krwawa, szpiegowska opowieść dla dojrzałych czytelników, oderwana od konwencji superhero.

Ktoś morduje kobiety. W Londynie w wybuchu limuzyny ginie niejaka Anna. W Alabamie zastrzelona zostaje działaczka proaborcyjna. Kolejne ofiary tracą życie w Osace, Sydney i Szanghaju. Tymczasem w Arizonie Czarna Wdowa wiedzie spokojne życie, jednak i ona staje się celem wyszkolonego mordercy. Od teraz zacznie się jej walka o przetrwanie i wyjaśnienie tego, co się dzieje. Wędrując tropem zabitej działaczki, która w rzeczywistości była dawną agentką KGB, Wdowa wraz z pomocą Phila Dextera, wyrusza w podróż, w trakcie której przyjdzie im stawić czoła uzbrojonym po zęby oddziałom i szpiegowskim intrygom. Ilość trupów rośnie, przeciwników nie ubywa, a sytuacja z każdą chwilą staje się coraz bardziej skomplikowana. Czy tym razem Czarna Wdowa zdoła odwrócić ją na swoją korzyść? Przeszłość w końcu nie śpi i upomina się o swoje…

Omawiany komiks rzeczywiście jest jak książki czy filmy o Jasonie Bourne’ie. Solidna, realistyczna i szpiegowska opowieść, nie stroniąca od brutalności i serwująca całe mnóstwo pościgów, walk i strzelanin. Ale to nie kolejna sensacyjna opowiastka, jakich wiele. To naprawdę wciągający, treściwy album posiadający gęstą, mroczną atmosferę, ciekawych bohaterów i historię z feministycznymi akcentami. Tych ostatnich nie mogło jednak zabraknąć, Wdowa jest w końcu najstarszą marvelowską heroiną (debiutowała w 1964 roku) o ugruntowanej pozycji w uniwersum. Stworzenie jej przygód w ramach linii Marvel Knights, która z założenia miała być oderwana od długiej historii stojącej za superbohaterami i skierowana do dojrzałego czytelnika, pozwoliło scenarzyście rozwinąć skrzydła i nie ograniczać się docelowym wiekiem odbiorcy.

Tak czy inaczej jednak, choć fabuła naprawdę jest znakomita, po album ten sięgnąłem przede wszystkim dla rysunków Billa Sienkiewicza (prawnuka „naszego” Henryka Sienkiewicza). Z jednej strony mam wielki sentyment do jego twórczości, głównie za sprawą serii Amazing Spider-Manów wydawanej w Polsce w drugiej połowie lat 90. XX wieku, z drugiej – to jeden z najlepszych i najoryginalniejszych ilustratorów, jakich widziałem. Jego kreski nie da się pomylić z żadną inną, jest brudna, ale realistyczna, absolutnie niemainstremowa i z artystycznym zacięciem. I chociaż w tym albumie jego udział ograniczył się niemalże tylko do zilustrowania pierwszego zeszytu i nakładania tuszu na szkice w pozostałych, jego styl wyraźnie odbija się w całym albumie. Najlepiej oczywiście wypadają rysunki, które sam stworzył, niemal równie dobrze prezentują się grafiki Gorana Parlova. Słabiej przedstawia się uproszczona kreska Seana Phillipsa, ale i z niej Sienkiewicz wycisnął wiele dobrego.

Duże wrażenie robi też samo zbiorcze wydanie, gdyż poza tytułową historią otrzymujemy sześć zeszytów Czego to o niej nie mówią, czyli dokładnie komplet opowieści z Czarną Wdową napisanych przez Morgana. Jeśli lubicie dobre, szpiegowskie komiksy dla dorosłych, sięgnijcie po album Powrót do domu.

Richard K. Morgan (sc.), Bill Sienkiewicz & Goran Parlov & Sean Phillips (rys.), „Czarna Wdowa: Powrót do domu”, tłum. Piotr Krasnowolski, Klub Świata Komiksu – album 1147, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman: Lois i Clark

27/07/2017 § Dodaj komentarz


 Rodzina ze stali

Może i historia DC Comics nie zaczęła się od Supermana, ale to jego przygody, opublikowane w 1938 roku na łamach „Action Comics”, dały początek opowieściom o superbohaterach. Nic więc dziwnego, że to właśnie ów heros otwiera Drogę do Odrodzenia, eventu, który po raz kolejny odmieni oblicze DC. Z założenia ma przywrócić właściwy bieg wydarzeniom.

Kiedy Superman i Lois zostali uwięzieni na Telosie, nie wiedzieli, że ich Ziemia, a właściwie cały wszechświat, który znali, uległ zmianie. Gdy powrócili do swojego świata, ten był już zupełnie innym miejscem, nieufnym wobec Supermana, żyjący tu bohaterowie nie byli już tymi samymi, których doskonale znali. Clark i Lois zaczęli więc życie w ukryciu, pod przybranym nazwiskiem wychowując swojego syna Jonathana. Jak przystało na herosa, Clark przez lata działał w sekrecie ratując ludzi, tymczasem Lois publikowała, pod pseudonimem Autor X, kolejne książki obnażające przestępców. Niestety pewnego dnia wrogowie dowiadują się kim jest X, kobieta, jak i jej syn stają się celem.

Jakby tego było mało po trwającej dekadę misji na Jowiszu na Ziemię wraca prom Excalibur. Ponieważ od długiego czasu nie było z nim kontaktu, wydarzenie to budzi wiele emocji. Superman obawia się jednak, co może z tego wyniknąć, pamięta bowiem, że w jego rzeczywistości komandor Henshaw, który pilotuje wahadłowiec, zyskał moce, stając się jednym z jego największych wrogów, Cyborgiem Supermanem. Czy i tym razem będzie stanowił zagrożenie? A to dopiero początek kłopotów…

Scenarzysta Dan Jurgens to prawdziwa legenda komiksów o Supermanie. Pisał je przez wiele długich lat, spod jego ręki wyszła m.in. rewolucyjna wówczas fabuła Śmierć Supermana i jej znakomity ciąg dalszy, a on sam wymyślił choćby postacie Doomsdaya i Cyborga Supermana. Lois i Clark to nie tylko dowód na to, że autor ma się całkiem dobrze, ale też znakomity przykład sentymentalnego komiksu, który z jednej strony mocno osadzony jest w wydarzeniach z przeszłości (Rządy Supermenów) i teraźniejszości (Flashpoint oraz Convergence). Opowieść wprowadza czytelników w nową/starą erę, a z drugiej strony stanowi udaną, samoistną całość. Treść wyjaśnia bowiem wszystkie niezbędne zawiłości fabularne. Rzecz ma intrygujący klimat i w sam raz nadaje się dla fanów postaci, jak i nowych czytelników, którzy chcieliby w tym miejscu zacząć swoją przygodę z Człowiekiem ze Stali i jego rodziną.

Co ciekawe, scenariusz Jurgensa jest o wiele dojrzalszy, niż jego prace z lat 90. XX wieku i pozbawiony wpadek, jakich wówczas nie brakowało w jego twórczości. Do tego na stronach albumu panuje nostalgiczny, ale też i w pewien sposób ponury nastrój. Całość natomiast została znakomicie zilustrowana przez Lee Weeksa. Kreska jest realistyczna, szczegółowa, ale też i typowo amerykańska, co pasuje do tej opowieści. Jeśli więc szukacie dobrego komiksu superhero, znajdującego się na skrzyżowaniu starego z nowym, Lois i Clark to bardzo dobry, warty poznania album i przy okazji udany wstęp do Odrodzenia.

Dan Jurgens (sc.), Lee Weeks & Neil Edwards & Marco Santucci & Stephen Segovia (rys.), „Superman: Lois i Clark”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1149, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Thor Gromowładny #3: Przeklęty

20/07/2017 § Dodaj komentarz


Grafomania Aarona

„Bardzo możliwe, że Jason Aaron urodził się, by tworzyć przygody Thora” – informuje blurb na okładce albumu. Owszem, możliwe. Równie możliwe jest, że to dziecię Godzilli z nieprawego łoża, zakamuflowany Elvis Presley albo ambasador kosmicznej rasy Nilvahani. Cykl Thor ładnie się zaczął (klik! klik!), by zamulić w tomie drugim (klik! klik!), bawić i osłabiać mnie w tomie trzecim. Niestety wszelkie pozytywy, to jedynie krótkie przebłyski.

Bieżący album uderza w ton high fantasy. Sprzymierzone, ale i wrogie rasy wszystkich nordyckich światów muszą współpracować, aby poradzić sobie z tytułowym Malekithem Przeklętym – byłym władcą mrocznych elfów, który po ucieczce z więzienia gromadzi siły, bo planuje przeprowadzić krwawą konkwistę. Czy też jihad. Chce zniszczyć zastany porządek, by zbudować nowy, i nie ważne czy będzie zabijał wrogie rasy i nacje, czy swoich. Przeciw niemu staje Liga Światów – taka marvelowska Drużyna Pierścienia z Thorem na czele. Kolejne zeszyty to wzajemne podchody, które prowadzą oczywiście do kulminacji, gdzie każdy z każdym.

Aaron miesza tu pójście w nudną sztampę z wyśmianiem konwencji, z którą wszedł. Natchnione przemowy, to farmazony na granicy parodii. Kraina elfów jest przesłodzona aż do mdłości. Dodatkowo w drużynie mamy elfa rewolwerowca(!), który jeździ na jednorożcu(!). Niestety to za bardzo nie pomaga, biorąc pod uwagę że historia jest nudna, ciągnie się, a dialogi ledwo da się czytać.

Sama opowieść ma też drugie dno. Wojna domowa pośród mrocznych elfów przypomina to, co działo się ostatnio i dzieje dalej w państwach arabskich (choćby w Syrii). Bezradność Kongresu Światów, który nie chce ingerować, by nie uznano to za bezprawne wtargnięcie, to działania w stylu ONZ czy NATO. Quest Ligi Światów to praktycznie rzecz biorąc koalicja państw, które wysłały kontynenty do walki z tzw. Państwem Islamskim. Do tego Thor, naiwny niczym Stany Zjednoczone, bredzący coś o tym, że skłócone plemiona mrocznych elfów powinny zakończyć walki plemienne i demokratycznie wybrać przywódcę. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, o co Aaronowi chodzi, to dostaje motyw uchodźców. Na dobitkę otrzymujemy gorzki owoc działań Ligi, która niby osiągnęła cel, ale nie ma tu mowy o zwycięstwie, czy też rozwiązaniu problemu.

Aaron męczy bułę, bawi się konwencją, idzie w parabole… Niestety nie ma hamulców, by powstrzymać się w swojej pisaninie czy dokonać jakiejś selekcji. Zresztą jak zwykle, gdy robi coś mainstreamowego (zapewne dla kasy). Fabuła jest banalna. Dialogi czyta się źle. Za rysunki niestety nie odpowiada tym razem Esad Ribic, ograniczający się do samych okładek.

Z plusów wymienić mogę tylko alternatywną okładkę do czternastego zeszytu, autorstwa Dave’a Johnsona, utrzymaną w stylistyce Kirby’ego, i ostatni zeszyt zbiorku – samodzielną historię z rysunkami Dasa Pastorasa. Niestety nawet ta historia, zaczynająca się od składania przez Thora faktów z pijatyki ze smokiem z poprzedniej nocy nie ratuje tego tomu. Niestety. Może Aaron bywa mistrzem, ale i jemu zdarza się grafomania.

Nie ma co, nie ma po co, tej serii już dziękuję.

Jason Aaron (sc.), Ron Garney & Nic Klein & Das Pastoras & Emanuela Lupacchino (rys.), „Thor Gromowładny #3: Przeklęty”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1153, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with superhero at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: