All-Star Batman #1: Mój największy wróg

07/06/2018 § Dodaj komentarz


Batman i Two-Face na wycieczce

Dla The New 52 Scott Snyder napisał sporą ilość fabuł z udziałem Batmana, które w większości wypadków zostały dobrze przyjęte przez czytelników. Pewnie dlatego włodarze DC Comisc w ramach Odrodzenia dali pisarzowi wolną rękę w prowadzeniu cyklu All-Star Batman. Jego run liczy sobie czternaście zeszytów, które tworzą trzy zbiorcze tomy. Pierwszy, o podtytule Mój największy wróg, jest dostępny w Polsce.

Punktem wyjścia opowieści jest następująca sytuacja: Batman wyjeżdża z Gotham i zabiera ze sobą przyjaciela z dzieciństwa – Harveya Denta, który właśnie teraz jest Two-Face. Wycieczka nie ma charakteru krajoznawczego. Punktem docelowym jest ośrodek dla trudnej młodzieży, gdzie podobno Dent ukrył szczepionkę na swoją chorobę. Panowie mają do przebycia tylko 800 km, ale nie będzie im łatwo. W ślad za nimi rusza cała ekipa płatnych morderców, szubrawców i kryminalistów. Do polowania przyłączają się również zwykli ludzie, których motywuje wysoka nagroda za głowę Batmana. Dotrą na czas do celu? Zginą? Szczepionka okaże się skutecznym lekiem na rozdwojoną osobowość Denta?

Czytając komiks, nie można z pewnością narzekać na nudę czy ślamazarne tempo akcji. Sporo się dzieje, są brutalne sceny walki, dużo krwi i agresji. Jest w końcu Batman, który prze do przodu niczym czołg, nie zważając na kolejne połamane kości i krwawiące rany. Dwie sprawy się Snyderowi udały: ukazać Mrocznego Rycerza upartego jak osioł i naiwnego jak baranek prowadzony na rzeź. Scenarzyście, oczywiście, zależy na dołożeniu swojej cegiełki do ponadczasowej mitologii Mrocznego Rycerze. Dlatego za pomocą licznych retrospekcji ukazuje dawną, młodzieńczą relację jaka łączyła Harveya i Bruce’a.

Większość plansz w tomie wyszła spod ręki Johna Romity Juniora, który od niedawna współpracuje z DC Comics. To doświadczony i obsypany nagrodami branżowymi rysownik. Dlatego powinniśmy się spodziewać produkcji co najmniej dobrych. Jednak ilustracje sprawiają wrażenie wykonanych niestarannie i w pośpiechu. Co jeszcze szczególnie widoczne w wypadku twarzy występujących postaci oraz redukcji drugiego planu. Stosunkowo dobrze ukazane zostały dynamiczne sceny walki. Mimo wszystko – całość rozczarowuje.

Pierwsza odsłona serii All-Star Batman pozostawia czytelnika z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony dowiadujemy się czegoś nowego o przeszłości Batmana i Two-Face. Z drugiej irytuje absurdalność i miałkie uzasadnienie „wycieczki” obu panów. Mimo wszystko jestem ciekaw, jak Snyder wykorzysta pozyskany materiał.

Scott Snyder (sc.), John Romita Jr. & Declan Shalvey (rys.), „All-Star Batman #1: Mój największy wróg”, przeł. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1225, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3, rysunki: 3-, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»

01/06/2018 § Dodaj komentarz


Powroty

Kiedy miałem niespełna osiem lat przeczytałem mój pierwszy komiks o Supermanie. Była to piąta część Rządów Supermenów, fabuły stanowiącej ciąg dalszy Śmierci Supermana i na dziecku zrobiła ona duże wrażenie. Dlatego do tej historii pozostał mi nie tylko wielki sentyment, ale także ona sama stała się pewnego rodzaju wzorem, do którego porównuję inne komiksy o Człowieku ze Stali. Przez lata trudno było mi więc znaleźć takie opowieści, jakich oczekiwałem, to się zmieniło wraz z nastaniem DC Odrodzenie. Najpierw wciągnął mnie album Lois i Clark (klik! klik!), potem dałem się uwieść Ostatnim dniom Supermana (klik! klik!), a kiedy przeczytałem pierwszy tom Action Comics wiedziałem, że seria jest najlepszym, co obecnie DC ma do zaoferowania na polskim rynku i cieszyłem się, że w ogóle zacząłem przygodę z tymi komiksami. I cieszę nadal, bo drugi tom jest co najmniej równie dobry, co pierwszy (klik! klik!) i dostarcza znakomitej rozrywki.

Superman nie żyje. Jego miejsce zajął Superman z rzeczywiści sprzed Flashpointu, ale także Lex Luthor stał się nowym Człowiekiem ze Stali. Jakby tego było mało, w Metropolis pojawiła się druga Lois Lane, posiadająca supermoce i Clark Kent mocy nie posiadający. A gdzieś tam znajduje się tajemnicza postać, której celów nikt jeszcze nie poznał. A to tylko najważniejsze rzeczy, jakie na scenę wprowadził pierwszy tom Action Comics.

Drugi podejmuje akcję bezpośrednio w miejscu, w którym skończył się jego poprzednik. Metropolis otrząsa się po ataku Doomsdaya, jaki niemal tragicznie skończył się dla wielu mieszkańców, w tym także Clarka Kenta. Świat uważał go za Supermana, ale przecież stary Superman zginął, a reporter najwyraźniej nie posiada żadnych mocy. Do tego stara się dowieść, że nie jest i nie był Człowiekiem ze Stali. Kim zatem jest? I co to oznacza dla Lois, drugiego Clarka i ich syna? Do tego w Daily Planet pojawia się Lois Lane, pytanie tylko która z nich…

W Action Comics podoba mi się przede wszystkim fakt powrotu do dawnych fabuł, które Flashpoint wymazał, a które twórcy mogą opowiedzieć na nowo. Autorzy korzystając z okazji powrócili więc do chyba najsłynniejszej historii z Człowiekiem ze Stali, Śmierci Supermana z lat 90., oraz jej ciągu dalszego, po raz kolejny oferując nam tamte wydarzenia i emocje, ale w nowej formie. Co ważne bieżącym scenarzystą jest Dan Jurgens, ten sam, który przed laty stworzył m.in. wspomnianą Śmierć oraz Rządy Supermenów, z tym że w nowych fabułach wyzbył się błędów i infantylności dawnych zeszytów, wyciskając z nich co najlepsze i podając w sposób, który spodoba się zarówno nowym odbiorcom, jak i tym, którzy kiedyś zaczytywali się tamtymi dziełami.

Komiksy z tej serii są znakomicie narysowane. Kreska jest realistyczna, czysta i pełna detali. Kolor co prawda należy do rodzaju tych pełnych komputerowych fajerwerków, ale pasuje do tej opowieści. Całość czyta się znakomicie i pozostawia po sobie niedosyt i ochotę na więcej. Ja już z niecierpliwością czekam aż kolejne tomy (w szczególności kontynuacja Action Comics i zapowiadany na czerwca Superman: Wielokrotność) pojawią się wśród komiksowych nowości.

Dan Jurgens (sc.), Patrick Zircher & Stephen Segovia & Art Thiber & Tom Grummett & inni (rys.), „Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1282, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

30/05/2018 § Dodaj komentarz


Najlepszy komiks Bendisa

Trzeci tom serii Daredevil: Nieustraszony to godne i trafne zamknięcie cyklu pisanego przez Briana Michaela Bendisa. Kropka. I na tym mógłbym poprzestać, ale chcę się jednak podzielić kilkoma refleksjami: co mi gra w tym tomie i w całym ‘runie’.

Bendis postawił na szorstki realizm, który potęgują zwykle i ‘brudne’ rysunki Alexa Maleeva, rozterki oraz osobiste dramaty. Tu nie chodzi o cykliczne naparzanki i powrót do status quo od nowego zeszytu. To budowana stopniowo saga powolnego opadania maski ukrywającej personalia Daredevila oraz pogrążania się Matta Murdocka w lekkim obłędzie, który podsycany jest agresją. Bendis robi to sprawnie, w odpowiednim rytmie, ze świetnie napisanymi dialogami, kapitalnymi zabawami narracją oraz komiksową formą. Pisarz czuje medium jak mało kto i – niestety – jak mało gdzie w późniejszych rzeczach.

Dla przykładu trzeci tomik otwiera historia zemsty, która dojrzewała przez dekady. Fabuła ciągnie się w trzech równoległych planach czasowych, aby pokazać kolejne etapy życia gangstera, przedstawić jak jego biografia przenikała się z działaniami Daredevila. W tym wszystkim zakorzeniono jeszcze początek drogi Kingpina ku późniejszej potędze. Dodatkowo każda z tych historii – by je odróżnić – wygląda zupełnie inaczej i brane też są tu pod uwagę komiksowe epoki, które trwały w trakcie opisywanych zdarzeń.

Fabuła Dekalogu trąca nieco Kieślowskim, nieco bardziej nawiązaniami do Franka Millera, a najbardziej do drugiego tomu Odmieńca, do którego napisałem scenariusz, a który nigdy nie powstał. Spotkały się tam w jednym miejscu różne postaci, każda miała do sprzedania historię o tytułowym bohaterze. Każda widziała go w inny sposób, przedstawiała inny jego aspekt, a jednocześnie każda nowelka miała być inaczej rysowana. I tu jest w zasadzie ta sama konstrukcja, łącznie z finałową konfrontacją, a Bendis zwyczajnie zajumał mój nieopublikowany scenariusz. Tylko oczywiście zrobił to lepiej…

Ostatni rozdział sagi Bendisa to pokerowa zagrywka Kingpina, niemal wszystkie kobiety życia Matta na raz w jednym miejscu, dramatyzm, FBI, S.H.I.E.L.D., kulminacja i konkretne zakończenie, które daje Brubakerowi (czyli kolejnemu scenarzyście cyklu) solidny punkt wyjścia. Jako bonus alternatywna historia z Karen Page, parę crossoverów i wyimki ze scenariusza.

Tak jak napisałem przed chwilą – bieżący tom, czyli pożegnanie Bendisa, jest tym czym miał być – kulminacją. Scenarzysta jechał konkretnie, bez rozmieniania się na drobne, utrzymał poziom, przywrócił Daredevilowi blask oraz zapisał się w historii komiksu. To klasyk, który się nie zestarzeje, a po który sięgać mogą i fani trykotów, i ci, co za ‘kalesoniarzami’ nie przepadają. Dobra saga, mieszająca dramat, akcję, spektakularność. Perła w swoim gatunku. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy, ciąg dalszy od Brubakera już za chwilę.

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Lark & Bill Sienkiewicz (rys.), „Daredevil: Nieustraszony. Tom 3”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1307, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hawkeye #2: Lekkie trafienia

15/05/2018 § Dodaj komentarz


Clint Barton i kobiety

Choć Clint Barton (pseudonim Hawkeye) nie posiada żadnych supermocy jest stałym członkiem Avengers. Jednak seria Matta Fractiona (scenariusz) i Davida Aji (rysunki) nie opowiada o wyczynach herosa, a o zupełnie prywatnych i osobistych sprawach mężczyzny, który na co dzień mieszka w jednej z kamienic w Nowym Jorku. Warto wspomnieć, że jest właścicielem budynku i stąd biorą się niektóre z jego problemów. Z drugiej strony, czy w przypadku gdy Sokole Oko zdejmuje kostium, przestaje być prawym bohaterem?

W albumie Lekkie trafienia sporo się dzieje. Całość zaczyna się od potężnego huraganu, podczas którego Clint pomaga jednemu z sąsiadów ewakuować mieszkającego w Queens ojca. Potem będzie miał zatarg z członkami rosyjskiej mafii oraz pewnym płatnym mordercą, który pochodzi z Polski. W międzyczasie Tony Stark pomoże rozwiązać problem z telewizją kablową. Najciekawsze fragmenty opowieści wiążą się z sytuacjami, gdy mężczyzna spotyka swoje byłe kobiety – Nataszę Romanową, Bobbi Morse i Jessicę Drew (czyli Czarną Wdowę, Mockingbird i Spider-Woman). Na horyzoncie pojawia się też tajemnicza Penny, przez którą protagonista ładuje się w kolejną kabałę. W tle przewija się również Kate Bishop. Tak, życie uczuciowe Bartona jest – delikatnie mówiąc – skomplikowane.

Na osobne omówienie zasługuje ostatni zeszyt tomu, za który w 2014 roku artyści zgarnęli nagrody Eisnera i Harveya w kategorii najlepszy pojedynczy zeszyt. Fabularnie nic specjalnego. Śledzimy przebieg dochodzenia w sprawie zabójstwa jednego z sąsiadów protagonisty. Jednakże detektywem jest pies Bartona, Fuks. Rzeczy w tym, że wydarzenia przedstawiane są z psiej perspektywy. Kompozycja paneli, kadrowanie, symboliczne ideogramy i emotikony, fragmentaryczność dialogów, znaki zależności i wynikania – dosłownie cała warstwa ilustracyjna została podporządkowana konceptowi. Wspaniale poprowadzona i zrealizowana opowieść! Wszystko tu jest na swoim miejscu. Nie mam pojęcia, czy większe brawa należą się scenarzyście, czy rysownikowi.

Narracyjnie „dwójka” nie różni się od „jedynki” (klik! klik!). Jeśli komuś podobał się tom Moje życie to walka, to i Lekkie trafienia przypadną mu do gustu. Doceniam zamysł scenarzysty, który podejmuje próbę dekonstrukcji wyświechtanych schematów komiksu superhero. Fraction stawia na obyczajowe akcenty i zabawną komedię pomyłek. Porównując serię Hawkeye z pozycjami Daredevil: Nieustraszony (klik! klik!) czy Jessica Jones: Alias (klik! klik!) Briana Michaela Bendisa, to mimo wszystko całość wypada mało przekonująco i dość powierzchownie. Osobiście, gdyby nie niebywała oprawa graficzna Aji, która świetnie współgra z kolorami Matta Hollingswortha, nie miałbym czym się zachwycać.

Matt Fraction (sc.), David Aja & Francesco Francavilla & Steve Lieber & Jesse Hamm (rys.), „Hawkeye #2: Lekkie trafienia”, tłum. Marceli Szpak, Klub Świata Komiksu – album 1219, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarny Młot #2: Wydarzenie

25/04/2018 § Dodaj komentarz


Dobre, dobre, nadal dobre

Czarny Młot to świetna seria. Po mocnym otwarciu w pierwszym tomie otrzymujemy dalszy ciąg, rzecz nie obniża lotu. Owszem, brak tu efektu zaskoczenia i świeżości (bo w końcu zostaliśmy już w konwencję wprowadzeni), ale dalej jest to świetna historia. I dla fanów komiksu, i dla nie fanów komiksu.

W „jedynce” poznaliśmy nietypową drużynę podstarzałych i zgorzkniałych herosów, którzy przymusowo zostali wysłani na emeryturę, czy też raczej na zesłanie. Siedzą na sypiącej się farmie, odwiedzają pobliskie miasteczko, ale nie zapuszczają się dalej, bo nieokreślona bariera trzyma ich w miejscu. Chwile „zwyczajnego życia” przerywa im wspominanie dawnej chwały, a kolejne plansze wypełniają wtedy kadry pełne odwołań do Złotej Ery superbohaterszczyzny, pulpy czy Lovecrafta.

Tom drugi przynosi pewną zmianę. Spokój pogodzonych z losem bohaterów przerywa nagłe pojawienie się córki tytułowego Czarnego Młota – dawnego członka drużyny. To nieodrodna córka ojca, dziennikarka z charakterem, której nie daje spokoju sytuacja, w której się znalazła, zaczyna więc drążyć temat. Oczywiście powolnym postępom fabuły towarzyszą liczne retrospekcje, pogłębiające portrety postaci i istniejące między nimi zależności.

Bieżący album to świetna pozycja dla tych, którzy dali już się złapać na haczyk – nie będzie zawodu. Jeff Lemire umiejętnie wykorzystuje naszą ciekawość, oszczędnie dozując informacje, ale też podkręcając napięcie. Przy kreowaniu tego nastroju świetnie sprawdzają się współpracujący artyści, zwłaszcza duet Rubin + Stewart, którzy w 9 zeszycie wykreowali klasyczne retro SF, ale w psychodelicznym wydaniu.

Czarny Młot to intrygujący pomysł, granie tropami z dziesiątek lat amerykańskiego komiksu, ale też wybitny popis rzemiosła. Lemire sprawnie i z wyczuciem przeplata „współczesność” z „przeszłością”, w fabułę wkomponowując co i rusz retrospekcje. Cykl potwierdza wysoką klasę pisarza, który jest zdolnym „opowiadaczem”. Scenarzysta unika słów, gra postaciami i ich wspomnieniami za pomocą komiksowych zabiegów. Graficy jako kolektyw świetnie operują kadrami, odważnie i bardzo interesująco komponują plansze. Zdarza im się nieco przekombinować, ale nawet jeśli jest tu lekki przerost formy, to zawsze jest on podporządkowany treści, nigdy nie cierpi na tym czytelność narracji.

Jeśli czytaliście Tajną genezę (klik! klik!), to po Wydarzenie sięgnijcie koniecznie. Jeśli jeszcze nie znacie Czarnego Młota – to sięgajcie po pierwszy tom, a „dwójki” będziecie szukać sami. To zabawa minionymi epokami popkultury, ale podana w jak najbardziej nowoczesny sposób.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston & Dave Stewart (rys.), „Czarny Młot #2: Wydarzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with superhero at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: