Ariol #3: Jak ostatnie prosię

22/05/2017 § Dodaj komentarz


Poezja faktycznie jest piękna

Dobrze, że Wydawnictwo Adamada nie zwalnia tempa produkcyjnego. Cieszy, że już trzecia odsłona komiksowej serii Ariol jest dostępna w księgarniach. Zbiór nosi podtytuł Jak ostatnie prosię i przedstawia dalsze perypetie tytułowego bohatera oraz kilku jego koleżanek i kolegów ze szkoły. W sposobie budowy komiksu nie ma żadnych zmian. Wewnątrz znajdujemy kilka nadzwyczaj zabawnych historii, które nie układają się w regularną fabułę, choć pewna logika czasu i miejsca zostaje zachowana.

Ariol to bardzo sympatyczny i towarzyski koleżka, którego po prostu nie da się nie lubić. W bieżącym tomie sporo uwagi poświęcono miłosnym perypetiom chłopaka. Dla przypomnienia nasz bohater podkochuje się w pięknej krówce Petuli, która zupełnie nie odwzajemnia jego uczucia. Za to w nim zakochana do szaleństwa jest muszka Scysja. Ariol odkrywa, że poezja wcale nie jest nudna, a nawet spełnia pewne utylitarne cele – można się nią posłużyć, aby wyznać uczucia („Twój głos jest tak piękny, że kiedy będziesz duża, na pewno będziesz czytać ogłoszenia na lodniskach i w supermarketach”) . Dodatkowo sam dostaje napisany wierszem miłosny list od Scysji i awansuje na prywatnego ochroniarza Petuli. Emocjonalny trójkąt to niewyczerpane źródło zabawnych epizodów i zdarzeń. Scenarzysta trafnie rozpisuje wspomniany wątek, możliwość wystąpienia w realnym świcie jest wielce prawdopodobna.

Obok tych miłosnych opowiadań w tomie znalazło się miejsce na kolejne wspólne zabawy Ariola i Ramono. Tym razem koledzy realizują niebezpieczną misję wysadzenia w powietrze bazy łodzi podwodnych, która mieści się w podziemnym parkingu. W domu u Ramono Ariol zostaje przygnieciony do podłogi piersiami siostry przyjaciela. Nasz bohater jest bardzo pomysłowy, świetnie radzi sobie z dorosłymi i ostatecznie w ten czy w inny sposób dostaje to, co chce: fenomenalny plakat z Superkoniem czy ulubiony komiks z autografem autora.

Właściwie każde z dwunastu opowiadań jest mocno osadzone w rzeczywistości chłopców chodzących do szkoły, którzy muszą mierzyć się z różnymi codziennymi problemami. Scenarzysta zwykle wychodzi od czegoś zwykłego czy naturalnego, a następnie dokłada jakąś zabawną scenkę czy gag słowny. Całość ma wyraźnie rozrywkowy charakter, ale w komiksie ukryte są i nieco poważniejsze tematy, które zwykle objawiają się za pomocą trafnej pointy. Od pierwszego tomu seria niezmiennie mnie bawi!

Emmanuel Guibert (sc.), Marc Boutavant (rys.), „Ariol #3: Jak ostatnie prosię”, tłum. Tomasz Swoboda, Wydawnictwo Adamada, Gdańsk 2017.

[scenariusz: 6, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

Avengers #5: Dostosuj się lub zgiń

10/05/2017 § Dodaj komentarz


 Avengers kontra Avengers

Ziemscy Mściciele to grupa, której skład zmienia się w zależności od aktualnych potrzeb i okoliczności. Oczywiście istnieje pewien stały i nienaruszalny człon. Jedna z pierwszych scen albumu Dostosuj się lub zgiń rozgrywa się w wieży Avengersów, gdzie Kapitan Ameryka i Iron Man dyskutują nad tym, że ostatnie wydarzenia (starcie z Budowniczymi i próba podbicia Ziemi przez Thanosa) wymuszają rozbudowanie ekipy o nowych członków.

W omawianej „piątce” mamy dwie główne opowieści. W pierwszej chodzi o to, aby kolejny raz uratować Ziemię i wszystkich jej mieszkańców. Tym razem realne zagrożenie stanowi inna planeta, która pędzi w kierunku naszego globu. O zagrożeniu informuje Avengersów przybyły z roku 3030 Iron Man. Gość z przyszłości zjawia się z gotowym rozwiązaniem – należy zbudować pewną machinę, która… No, przyznaję, nie bardzo zrozumiałem, jak działa. Zresztą „mądre głowy” z zespołu superbohaterów maja podobny problem.

Druga historia jest znacznie bardziej rozbudowana i wiąże się z działaniami naukowców z AIM (Advanced Idea Mechanics). Prowadzone przez nich zaawansowane eksperymenty doprowadzają do zaistnienia luki w czasoprzestrzeni, z której wychodzą Mściciele z innego świata. Jakby tego było mało, to pojawia się jeszcze jedna ekipa Mścicieli – wersja zmodyfikowana przez AIM. W dalszej części wątku akcja sprowadza się do ogólnego mordobicia, które niewiele wnosi do fabuły. A, zapomniałbym. Pojawiają się jeszcze pewne zawiłości związane z osobą Hulk, a właściwie Bruce’a Bannera, który w epilogu zostanie dołącza do Illuminatów.

Nad oprawą graficzną albumu pracowało kilku rysowników. Świetna okładka, za którą odpowiada Esad Ribić. Artysta narysował także pewną ilość plansz, ale niezbyt wiele. Od tego albumu jest zmiana na fotelu głównego rysownika serii – aktualnie zasiada na nim Salvador Larroca. Prace pochodzącego z Hiszpanii twórcy charakteryzują się użyciem bardzo wyraźnej linii konturu, którym obrysowuje się występujące postaci. Co miejscami nie wygląda najlepiej. Proszę zwrócić uwagę na usta bohaterów, są niejako wycięte z papieru i „położone” na twarzy, co sprawia wrażenie sztuczności, nienaturalności.

Przyznaję, że powoli zaczynam się gubić w „wielkiej opowieści”, którą kreuje Jonathan Hickman. Jakoś zdzierżyłem Budowniczych, ale zbliża się czas konfrontacji z Kartografami. Do tego knowania Starka w ramach Illuminatów i nie zapominajmy o rozdarciu Multiversum.

Jonathan Hickman (sc.), Salvador Larroca & Esad Ribic & Mike Deodato & Butch Guice (rys.), „Avengers #5: Dostosuj się lub zgiń”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1106, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3-, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Barakuda #1: Niewolnicy

04/05/2017 § Dodaj komentarz


Prawdziwi piraci z Karaibów

Jean Dufaux to artysta znany i uznany, mogący poszczycić się długą listą komiksów, które powstały do jego scenariuszy. Nawet w naszym kraju jest reprezentowany przez sporą ilość dzieł, wystarczy wymienić choćby: Skargę Utraconych Ziem, Krucjatę, Konkwistadora czy Murenę. Niedawno, za sprawą oficyny Taurus Media, do powyższego zbioru doszedł pierwszy tom z serii Barakuda. Wspomniany komiks należy do nurtu opowieści przygodowych, które toczy się w scenerii mórz i oceanów, portów i pirackich okrętów.

Akcja albumu, noszącego tytuł Niewolnicy, rozgrywa się na Karaibach. Pierwsze plansze przedstawiają scenę krwawego abordażu. Tuż przed wejściem na pokład hiszpańskiego okrętu kapitan Blackdog tak mówi to swoich podwładnych: „Żadnych jeńców! Za wyjątkiem kobiet, jeśli tam jakieś są”. Okrutni piraci w pień wycinają całą załogę. Z życiem uchodzi jedynie pan de la Loya, który wygrał pojedynek z młodym synem dowódcy. Z pogromu ocalała jeszcze czwórka innych podróżnych: doña Emilie Sanchez del Scuebo, jej spowiednik oraz dwie młode dziewczyny (jedna z nich to chłopiec przebrany w damskie ciuszki).

Los jednak nie jest dla nich łaskawy, gdyż, po przetransportowaniu do portu Puerto Blanco, kobiety zostają wystawione na sprzedaż. Jeszcze na pokładzie Barakudy, bo taką nazwę nosi korsarski okręt, doña del Scuebo próbuje negocjować z Blackdogiem: liczy, że jak poda informację o miejscu ukrycia bezcennego diamentu, to ona i jej podopieczni odzyskają wolność. No i przeliczyła się…

Charakter komiksu jest bardzo naturalistyczny. Piraci odarci zostali z całej romantycznej otoczki. Belgijski twórca ukazuje ich bestialstwo, krwiożerczość i wiarołomstwo. Nie ma mowy o żadnym kodeksie honorowym, po trupach do celu, bo liczy się tylko możliwość wzbogacenia (tj. odnalezienie skarbu). Bieżący album przedstawia głównych bohaterów dramatu, nakreśla relacje panujące między nimi. Po pierwszych scenach, gdy czytelnik załapie istotę i przekaz komiksu, można snuć trafne przypuszczenia w jakim kierunku potoczy się akcja.

Za oprawę graficzną albumu odpowiada Jérémy Petiqueux. Powiem wprost: nie podobają mi się jego rysunki. Drażni mnie karykaturalna maniera z jaką ukazano część występujących postaci. Artysta miesza sposoby przedstawiania, na niektórych kadrach ludzie ukazani się realistycznie i szczegółowo, by po chwili powrócić do „swego” stylu. Kiepsko także wypadają sceny zbiorowe, panuje na nich niejaki chaos. Jakoś nie pasują mi do tej opowieści pastelowe kolory, nałożone przez Petiqueux.

Mimo wszystko nie skreślałbym cyklu, gdyż przed nami pięć kolejnych odsłon, w których wiele się może jeszcze wydarzyć. Dufaux zawiązał kilka ciekawych wątków, które mogą pchnąć całość w mniej przewidywalnym kierunku.

 Jean Dufaux (sc.), Jérémy Petiqueux (rys.), „Barakuda #1: Niewolnicy”, tłum. Jakub Syty, Taurus Media, Piaseczno 2017.

 [scenariusz: 4-, rysunki: 2+, kolory/cienie: 3]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie

08/04/2017 § Dodaj komentarz


 Batman wrogiem policji z Gotham

Trzeci tom serii Gotham Central przynosi ze sobą ewidentne zmiany, które mają znaczący wpływ na codzienną pracę detektywów Wydziału Poważnych Przestępstw. W związku z zawirowaniami związanymi z krwawą wojną gangów, jaka od jakiegoś czasu ma miejsce w Gotham, doszło do dramatycznych wydarzeń. Podobno w wyniku działań Batmana grupa funkcjonariuszy obniosła poważne obrażenia, a jeden z nich został zabity. Komisarz Michael Akins wini Mściciela, dlatego wydaje rozkaz zdemontowania Bat-Sygnału oraz zakazuje Policji jakiejkolwiek z nim współpracy. Wspomniane zdarzenia szczegółowo przedstawiono w cyklu Batman: War Games, który do tej pory nie ukazał się w Polsce.

Dlatego, czytając „trójkę”, możemy czuć się trochę zagubieni, jednak nie na tyle, aby bieżącą odsłonę uznać za mniej ciekawą. Właściwie czytelnicza niewiedza działa odwrotnie, dodaje specyficznego smaczku albumowi. Komiks zawiera cztery niezależne historie. Corrigan, to niewielkiej objętości fabuła, w której detektyw Crispus Allen ratuje życie Renee Montoyi. Post factum pewien nieuczciwi technik policyjny kradnie nabój i wystawia na internetową aukcję. Brak kluczowego dowodu naraża Allena na relegowanie ze służby, a nawet więzienie. W fabule Światło zgasło poznajemy niewielki fragment układanki związanej z crossoverem War Games, o którym wspominałem powyżej. Ostatnia z pomieszczonych w tomie historii nosi tytuł Gliny z Keystone i opowiada o policjancie, który podczas interwencji został wystawiony na działanie niezwykłej substancji. W skutek działania mikstury jego ciało mutuje, aby pomóc Allen i Montoya muszą udać się do miasta Flasha i pertraktować, ze złoczyńcą należącym do Łotrów.

Najciekawiej wypada tytułowe opowiadanie, które napisał Ed Brubaker. Rzecz traktuje o skomplikowanym śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci kaznodziei-celebryty. Poszlaki wskazują, że sprawczynią może być Catwoman i to ona jest główną podejrzaną. Sprawę prowadzi Josephine MacDonald, która ma silne i nieodparte przeczucie, że dowody kierują dochodzenie na niewłaściwe tory. Sama Catwoman trochę „pomaga” pani detektyw.

Scenarzyści (przypomnijmy – serial pisany jest przez Grega Ruckę i Eda Brubakera) kolejny raz zapewniają czytelnikowi dawkę ciekawych spraw kryminalnych, których rozwiązanie śledzimy krok po kroku, bez cudownych interwencji ze strony superbohaterów. Niby przy okazji pogłębione zostałby portrety psychologiczne kilku występujących postaci, szczególnie Renee Montoyi i Josephin MacDonald. Wątki obyczajowe, które od pierwszej odsłony stanowią duży atut serii, wciąż są obecne. W bieżącym tomie na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie relacji Montoyi z życiową partnerką oraz ojcem.

Za warstwę graficzną odpowiedzialni są trzej różni rysownicy: Jason Shawn Alexander, Michael Lark i Stefano Gaudiano. Mimo to całość tomu wygląda spójnie i jednolicie. Dopiero przyglądając się gruntownie planszom dostrzeżemy różnice między poszczególnymi artystami. Najbardziej utytułowany i znany jest oczywiście Michael Lark, ale mi osobiście szczególnie przypadła do gustu rozedrgana i ekspresywna kreska Alexandera. Pewnie dlatego, że jego prace trochę przypominają mi rzeczy Wojciecha Stefańca. Obaj panowie unikają ukazywania postaci z perspektywy zbieżnej, decydując się ujęcia lekko z góry lub z dołu. Obaj chętnie stosują częściowe „ukrywanie” rysów twarzy w obficie nałożonym tuszu. Podobnie „przyszpilają” mimikę w sytuacjach dramatycznych i z bliska pokazują czytelnikowi. Jednak amerykański rysownik słabo sobie radzi w dynamicznych scenach, co widać choćby w pojedynku między MacDonald z Catwoman.

Trzeci raz piszę o serii Gotham Central i trzeci raz jedynie chwalę. Gdyż nadal jest za co: świetnie poprowadzone postaci, pogłębione i wiarygodne psychologicznie, trzymająca w napięciu akcja, życiowe wątki obyczajowe, dobre dialogi, poszczególne historie spajają się w logiczną całość, oprawa graficzna (rysunki, kadrowanie i kolory) podkreśla „brudny” i mroczny klimat opowieści. Dla osób, którym podoba się cykl Skalp, a przy okazji są fanami serialu telewizyjnego The Wire, recenzowany komiks stanowi lekturę obowiązkową.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Jason Shawn Alexander & Michael Lark & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1020, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Lady S #5: Kret w Waszyngtonie

07/04/2017 § Dodaj komentarz


Nowe otwarcie

Piąty tom serii Lady S, w której główną rolę gra atrakcyjna Suzan Fitzroy vel. Szania Rivkas, przynosi zasadniczą zmianę w sposobie prowadzenia fabuły. Jean Van Hamme zdecydował się wystąpić z utartych torów, które wypracował w uprzednich czterech częściach. Scenariusze oparte był na nośnym, acz prostym schemacie: protagonista przebywa z ojcem w delegacji lub na placówce dyplomatycznej gdzieś poza USA, tam odnajduje ją Orion, który zleca dziewczynie jakąś szpiegowską misję. Tymczasem w albumie Kret w Waszyngtonie całość rozegrana została zupełnie inaczej.

Początkowe sceny nie zapowiadają wolty. Akcja albumu rozpoczyna się pewnego słonecznego poranka w sypialni pani prezydent Stanów Zjednoczonych, gdzie gości dobrze nam znany James Fitzroy – przybrany rodzic Szani. Przy śniadaniu kochankowie rozmawiają o tym, że w Białym Domu ich związek nie jest żadną tajemnicą, ale mimo to muszą zachowywać pozory, czyli żadnych oficjalnych wspólnych wystąpień. Jednakże nie ich wzajemna relacja jest tym, co napędza fabułę bieżącego zeszytu. Co prawda znaczenie ma fakt, że pani prezydent walczy o nominację swojej partii, aby móc wystartować w kolejnych wyborach. Dołki pod nią kopie ambitny senator Harry Gover, który ma chrapkę na prezydencki fotel. Mężczyzna ma plan, jak pozbyć się konkurentki.

W dyplomatyczną intrygę na najwyższym stopniu uwikłana zostaje nasza bohaterka. Kolejny raz ktoś wykorzystuje przeszłość dziewczyny, aby wywrzeć nacisk, zdobyć kontrolę i skłonić do odpowiedniego zachowania. Jednak tym razem „ostrze” szantażu nie jest skierowane bezpośrednio w Suzan. Myślę, że nie zdradzę za dużo, jeśli napiszę, że senator Gover poprzez zdyskredytowanie Jamesa Fitzroy’a próbuje ugodzić panią prezydent Donnę Freeman. Sytuacja z planszy na plansze robi coraz bardziej dramatyczna, pętla powoli się zaciska. Protagonistka, chcąc ratować dobre imię ojczyma, decyduje się zerwać więzi łączące ją z Ameryką.

W bieżącym tomie Van Hamme mniej uwagi poświęca protagonistce całego cyklu, a skupia się na postaciach pobocznych. Wiarygodnie zostaje poprowadzona osoba pani prezydent, uzyskujemy więcej informacji o byłym ambasadorze oraz o charakterze relacji, która łączy tych dwoje. Trochę blado wypada płatny zabójca wynajęty przez senatora, rozumiem, że Suzan musiała go pokonać, ale dać się zaskoczyć nieszkolonej w sztukach walki dziewczynie…

Warstwa graficzna jest dziełem tego samego rysownika, co poprzednio. W tej materii nie uświadczymy żadnych zmian. Philippe Aymond nadal bardzo szczegółowo i dokładnie ukazuje rzeczywistość, w której ma miejsce akcja. Waszyngton i Biały Dom odwzorowano precyzyjnie. Prace Aymonda niezmiennie podobać się będą czytelnikom, którzy wysoko sobie cenią realistyczny rysunek. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dynamikę występujących postaci, które często ukazane są w ruchu i to również wypada dobrze.

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że zmiana sposobu prowadzenia jest miłym zaskoczeniem. Delikatnie zmienia się także charakter opowieści, scenarzysta delikatnie przesuwa akcenty: z thrillera szpiegowskiego w stronę political fiction. A zaskakujące zakończenie bieżącej odsłony otwiera zupełnie nowy rozdział w życiu Lady S.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Aymond (rys.), „Lady S #5: Kret w Waszyngtonie”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Sisters #6: Zakochana sister

04/04/2017 § Dodaj komentarz


 Wendy ma zakochanka

Chyba z żadną inna serią Egmont nie leci tak szybko do przodu, jak z produkcją panów Christophe’a Cazenove’a i Williama Maurya. Mam wrażenie, że dosłownie przed chwilą recenzowałem „piątkę”, a już „szóstka” leży przede mną. Bieżący album nosi podtytuł Zakochana sister i zgodnie z nim większość fabuł poświęcona została relacjonowaniu związku Wendy i Maksencjusza.

Maksencjusz epizodycznie pojawiał się już w poprzednich odsłonach, ale dopiero teraz nadszedł właściwy moment, aby porządnie namieszał w życiu rodzeństwa. Marine nie mówi, że Wendy ma chłopaka, ale ukuła na tę okoliczność zabawne określenie: „Masz zakochanka”. Para nie ma ani chwili spokoju, młodsza siostra chce być na bieżąco, dlatego wciąż przeszkadza, zagląda, szpieguje i podpatruje. Wynikają z tego zabawne sytuacje. Choćby taka: chłopak jest po to, aby odprowadzał po szkole do domu i jeszcze niósł tornister, więc Wendy przymusza kolegę z klasy, który dzielnie się sprawuje, ale do czasu, gdy uderza w płacz, bo kto ma jego odprowadzić…

Scenarzyści nie pozwalają się czytelnikowi nudzić. Wiele jest w „szóstce” zabawnych momentów, opartych głównie na humorze sytuacyjnym. Mam wrażenie, że ukazano więcej niż uprzednio epizodów o charakterze konfliktowym. Wynika to faktu, że starsza z sióstr liczy na chwile, w których będzie mogła pobyć z chłopakiem sam na sam. Spięcia biorą się także z tego, że Wendy chce pewne zdarzenia utrzymać w tajemnicy przed rodzicami. A o to trudno, gdy ma się w domu małą i wścibską siostrunię, która najpierw kłapie dziobem, a potem myśli.

Omawiany album został zbudowany tak samo, jak wszystkie poprzednie, czyli każda strona to samodzielny epizod, który łączy się z pozostałymi jedynie poprzez występowanie tych samych postaci oraz poprzez dzianie się w mniej więcej w tym samym okresie czasu. Plansze skonstruowane zostały bardzo poprawnie, oko intuicyjnie śmiga od kadru do kadru. Rysownik, William Maury, nie bawi się ani perspektywą, ani kadrowaniem. Pod tym względem jest bardzo klasycznie i przejrzyście. Rzuca się w dynamika postaci oraz rozbudowana mimika twarzy, która miejscami została karykaturalnie przerysowana. Co podkreśla humorystyczny wymiar komiksu.

Poprzednie propozycje skierowane były dla odbiorców z młodszej grupy wiekowej. Natomiast Zakochana sister jest odsłoną w dużym stopniu o nastolatkach dla nastolatków. Scenarzystom trafnie udało się oddać cały ambaras i perypetie, jakie wiążą się z posiadaniem chłopaka i młodszej siostry. Staram się oceniać komiks z perspektywy właściwego odbiorcy i dlatego dostał tak wysoką notę.

Christophe Cazenove & William Maury (sc.), William Maury (rys.), „Sisters #6: Zakochana sister”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1086, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Epoxy

22/03/2017 § Dodaj komentarz


  Takie były początki wielkiego Jeana Van Hamme’a

Belgijski scenarzysta Jean Van Hamme znany jest w naszym kraju głównie dzięki seriom komiksowym Thorgal, Szninkiel, XIII czy Largo Winch (klik! klik!). Ten urodzony w 1939 roku autor ma na swoim koncie jeszcze wiele innych opowieści graficznych. Za sprawą oficyny Kubusse mamy okazję zapoznać się z mało znanym, pierwszym dziełem Van Hamme’a – Epoxy, które pierwotnie ukazało się w 1968 roku.

Tytułową bohaterkę poznajemy podczas samotnego rejsu po jednym z greckich mórz, gdy nagle jej łódź zostaje staranowana przez luksusowy jacht. Piękne (ale niezbyt mądre) dziewczę zostaje wyłowione rybacką siecią i przetransportowane na pokład pływającego „ogrodu rozkoszy ziemskich”. Na zaproszenie odrażającego właściciela ma uczestniczyć w „zabawie”, a następnie zostać złożona w ofierze. Jednakże w wyniku interwencji nadprzyrodzonych sił (czyżby sam Zeus się wtrącił?), jacht się rozbija, a Epoxy ląduje na piaskach plaży ziem należących do Amazonek. Jej przypadkowa towarzyszka zostaje zabita, a ona sama zostaje oskarżona o szpiegostwo na rzecz mężczyzn. Epoxy staje twarzą twarz z królową wojowniczych kobiet – Hipolitą i wkrótce zawiera z nią bardzo bliską znajomość.

Tak rozpoczyna się wielka podróż protagonistki mitologicznym szlakiem – od rezydencji Dionizosa aż do samego Hadesu – po drodze spotyka Heraklesa, Tezeusza, Hermesa centaurów, Chirona, Afrodytę, Zeusa. Czytając mamy wrażenie, jakbyśmy wertowali Mitologię Parandowskiego, ale taką specjalną edycję, bo przefiltrowaną przez erotyczne zabiegi bohaterów. Epoxy nie stroni od oddawania się przedstawicielom płci męskiej czy żeńskiej, a nawet interesują ją większe grupy. Bardzo chętnie się obnaża, paraduje nago bez skrępowania i wstydu, zresztą nie tylko ona, wielu innych bohaterów również pokazuje się bez ubrania.

Niestety jest to obnażanie się dla samego obnażania. Za golizną nie idzie żadna ciekawa historia. Schemat fabularny jest prosty jak strzał z bicza: bohaterka pakuje się w kłopoty, uwodzi lub jest uwodzona, a następnie przenosi się do nowego miejsca, gdzie sytuacja się powtarza.

Epoxy to komiks, który zasadniczo ma wartość historyczną, na poły archeologiczną – w końcu powstał prawie 50 lat temu. Jeśli ktoś chce sprawdzić, jakie były początki wielkiego Jeana Van Hamme’a, powinien po niego sięgnąć. Dodatkowo warto poświęcić trochę czasu, aby zaznajomić się z „oldschoolowym” stylem i podejściem do kadrowania, budowy planszy. To pouczająca lekcja.

 Jean Van Hemme (sc.), Paul Cuvelier (rys.), „Epoxy”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2015.

[scenariusz: 3, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

  Recenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl; klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with recenzja at Kopiec Kreta.

%d bloggers like this: