Szósty rewolwer #3: Więzy

29/05/2018 § Dodaj komentarz


Zombie & western

Z drugiego tomu serii Cullena Bunna (scenariusz) i Briana Hurtta (rysunki) dowiedzieliśmy się (klik! klik!), że Sześć są bardzo potężnym artefaktem magicznym, który od wieków towarzyszy ludzkości. Broń obdarzona jest własną wolą i świadomością, co mocno komplikuje życie właścicieli. Na własnej skórze mogą się o tym przekonać Becky Montcrief (posiadająca jeden z Sześciu) oraz Drake Sinclair (posiadający cztery z Sześciu). Prawdziwą naturę broni znają przedstawiciele zakonu Miecz Abrahama oraz ich przeciwnicy – Rycerze Salomona.

Akcja trzeciego albumu cyklu zatytułowanego Więzy rozpoczyna się w pociągu, w którym przewożona jest trumna z ciałem straszliwego generała Oliandera Bedforda Hume’a. Podróż nie ma charakteru krajoznawczego, gdyż wdowa po generale umyśliła sobie, że odzyska truchło męża, zgładzi pannę Montcrief oraz pana Sinclaira i przy okazji przejmie pięć rewolwerów. Plan iście diabelski. Za sprawną realizację odpowiada Ellie Barlow, który posiada zdolność kontrolowania monstrualnej mumii oraz watahy zombie. Grupa ożywieńców atakuje pociąg. Z jakim skutkiem? Tego nie będę zdradzał. Wściekły napad na skład, to zaledwie początek całego ciągu dramatycznych wydarzeń.

Ważnym elementem składowym fabuły jest rozgrywający się równolegle wątek z udziałem Gorda Cantrella, który poszukuje odpowiedzi na pytanie, jak zniszczyć Sześć. W tym celu udaje się do Tennessee na zniszczoną plantację Braxtona Bella Hooda, gdzie przez wiele lat był niewolnikiem. Na miejscu mężczyzna będzie musiał stanąć twarzą w twarz z bolesną przeszłością. Widma i duchy, które spotyka są nadzwyczaj realne, proponują bohaterowi uwolnienie od trosk, mistyczną wiedzę i powrót na łono rodziny. Wartościowym zabiegiem jest wprowadzenie do skądinąd rozrywkowej i przygodowej opowieści poruszających przeżyć. Fragmenty poświęcone Cantrellowi wypadają przekonująco i nie pozostawiają czytelnika obojętnym.

Całość utrzymana jest w cartoonowej stylistyce. Autor oprawy graficznej – Brian Hurtt – główny nacisk kładzie na przedstawienie postaci, sprawne oddanie dynamiki wydarzeń i scen akcji. I to mu się udaje. Artysta nie zapomina o scenografii, gdy zmieniają się lokacje. W produkcję trójki zaangażowany został dodatkowy rysownik. Tyler Crook narysował rozdział poświęcony przeszłości mumii. W porównaniu z Hurttem Crook posługuje się delikatniejszą kreską, a w kilku partiach zastosował malarską technikę. Kolejny raz dobrze się spisał kolorysta, Brian Crabtree, którego konsekwencja w doborze barw spaja w całość poszczególne rozdziały.

Scenarzysta czerpie całymi garściami z ogranych motywów i trików, budując własny western & horror. Podoba mi się pomieszanie porządków, to współwystępowanie mistycznych i przygodowych elementów. Tak, lubię serię Szósty rewolwer i czytam chętnie.

Cullen Bunn (sc.), Brian Hurtt & Tyler Crook (rys.), „Szósty rewolwer #3: Więzy”, tłum. Maciej Drewnowski, Timof Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

W poszukiwaniu Ptaka Czasu #9: Złodziej woli

21/05/2018 § Dodaj komentarz


Zombie Bragon

O uprzednich ośmiu tomach W poszukiwaniu Ptaka Czasu wypowiadałem się w samych superlatywach. Pisałem m.in.: „cała seria jest jedną z najciekawszych opowieści fantasy, jakie ostatnimi czasy gościły na polskim rynku”, „to wspaniała opowieść o szaleństwie, samotności i miłości” oraz „to jest arcydzieło wyklute z mroku”. Byłem przekonany, że album Rycerz Bragon kończy przygody dzielnego ukochanego księżniczki i czarodziejki Mary. Aż tu nagle, w listopadzie ubiegłego roku, Egmont wypuszcza na rynek kolejną odsłonę, którą napisali Serge Le Tendre i Regis Loisel. Czy Złodziej woli to tylko odcinanie kuponów, czy może godna i wartościowa kontynuacja?

Dla przypomnienia tom Rycerz Bragon (klik! klik!) kończy się dramatycznym zawieszeniem akcji. Bragon i Burlog, uciekając przed Szczeciną i członkami Zakonu Znaku, staczają z wysokiego, porośniętego chaszczami zbocza do rwącej rzeki. Czy przeżyli? Wierni czytelnicy wiedzą, że tak. W końcu obaj występują w komiksach należących do cyklu Pelissa, ale ten rozgrywa się jednak kilkadziesiąt lat później. W bieżącym albumie poznajemy wydarzenia, które rozgrywały się tuż po samobójczym skoku. Oprawcy są przekonani, że rycerz i jego uczeń zostali pochłonięci przez zimne wody. Z taką informacją zdrajca Szczecina wraca do stolicy Marchii Pienistych Zasłon. Książę Humon jest niepocieszony, a księżniczka Mara wpada w czarną rozpacz.

Wyznawcy Zakonu Znaku przedwcześnie złożyli Bragona do grobu. Dzielny wojownik żyje i ma się… niezbyt dobrze. Znaczy fizycznie jest w wyśmienitej formie. Wygrywa wszystkie pojedynki, ale coś mu się stało w głowę. Stracił pamięć, ale i motywację do działania. Młodociany Burlog się nim opiekuje i o niego troszczy. Niestety, mimo podjętych przez chłopaka środków, nie udaje się utrzymać w tajemnicy, że Bragon żyje. Informacja dociera do zdeterminowanych wyznawców Ramora, którzy, zamiast obmyślać kolejny zamach na życie rycerza, wykorzystują moce pewnego starca. Nasz bohater zostaje marionetką, bezwolnym narzędziem w rękach zaprzysiężonych wrogów. Ironia losu… Czy zostanie zbrojnym ramieniem Zakonu? A może w porę się opamięta? Tego dowiedzą się czytelnicy, którzy po album sięgną.

Za oprawę graficzną odpowiada David Etien i jest to piąty rysownik, który został zaangażowany w produkcję serialu. Prace artysty nie odbiegają od wcześniej wypracowanych standardów przedstawienia występujących postaci, świata fauny i flory czy budowli. Oczywiście widać drobne różnice i próbę nadania ilustracjom indywidualnego charakteru. Można to zauważyć szczególnie podczas przyglądania się twarzom bohaterów. Koherentność wszystkich odsłon podkreśla także jednolita oprawa kolorystyczna.

Przed lekturą obawiałem się, czy uniwersum Akbaru nie straci spójności, czy historia nie rozmieni się na drobne, czy autorzy nie będą przynudzać. Uff, na szczęście okazało się, że zupełnie niepotrzebnie się zamartwiałem. Wprowadzono kilka nowych postaci, dorzucono kilka cegiełek do skomplikowanej relacji Mary i Bragona, „pogłębiono” postać młodego Burloga, rozprawiono się z podłym zdrajcą oraz rozbudowano mitologię i wierzenia czcicieli boga Ramora. Bez dwóch zdań scenarzyści poradzili sobie z materiałem, dobrze wykorzystali lukę czasową jaka jest między oboma cyklami. No i najważniejsze – opowieść wciąż ma charakter otwarty. Dlatego wypada cierpliwie czekać na kolejne albumy.

Serge Le Tendre & Régis Loisel (sc.), David Etien (rys.), „W poszukiwaniu Ptaka Czasu #9: Złodziej woli”, przeł. Wojciech Birek, Klub Świata Komiksu – album 1212, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 5-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate

19/05/2018 § Dodaj komentarz


Przygoda w świecie Ultimate

Bendis należy do grupy autorów, którzy po 2000 roku zrewolucjonizowali komiksy Marvela. Pisana przez niego seria Ultimate Spider-Man stała się największym sukcesem linii wydawniczej, była m.in. podstawą dla pierwszych kinowych filmów z Pajęczakiem i po dziś dzień obecna jest na rynku. Jakby tego było mało, scenarzysta należał do ekipy, która przygotowała event Avengers kontra X-Men, kończący pewną epokę wydawnictwa i zapoczątkowujący linię Marvel Now! W ramach której Bendis przejął pisanie przygód X-Menów. W bieżącym tomie autor łączy ich przygody z przygodami bohaterów rzeczywistości Ultimate, tworząc jedną z najlepszych historii All-New X-Men (klik! klik!).

X-Meni niemal od zawsze traktowali czas i przestrzeń, jako własny plac zabaw. Co jest przyczyną wielu kłopotów: wśród ich członków pojawili się mutanci pochodzący z najróżniejszych linii czasowych, a nawet światów. Teraz kolejny raz wpadają w tarapaty z tego powodu, kiedy młoda Jean Grey i jej towarzysze trafiają do uniwersum Ultimate, gdzie będą musieli zmierzyć się z nowymi zagrożeniami i spotkają Ultimate Spider-Mana – Milesa Moralesa. Problemów jest kilka: 1) skoro nie potrafią wrócić do własnych czasów, to czy będą w stanie wrócić do swojej rzeczywistości? 2) czy ich obecność tu nie zachwieje równowagą światów, jak to już nieraz bywało?

Śmiało można powiedzieć, że Bendis czuje się w tej opowieści, jak ryba w wodzie. Oczywiście każdy z tomów All-New X-Men był znakomity, nawet te bardziej przestojowe czytało się świetnie, jednak w tym konkretnym, chyba najbardziej od samego początku cyklu. Czuć, że scenarzysta robi to, co chce. Zupełnie jakbym czytał komiks jednego fana opowieści obrazkowych stworzony dla innych, takich samych osób. Rzeczywiście może tak właśnie jest: taki zawód wybiera się przecież przede wszystkim z pasji.

To znakomite komiksy, świetnie napisane, oferujące konkretną akcję, porcję niewymuszonego humoru i całkiem solidną dawkę epickich scen. Po czymś takim apetyt na przerwanego u nas przed laty Ultimate Spider-Mana tylko narasta, szczególnie, że przygody Pajączka są o niebo lepsze, ale spokojnie, w maju Egmont wyda pierwszy zbiorczy tom tej serii, jest więc na co czekać.

Wracając do albumu Przygody w świcie Ultimate to jest to znakomity komiks rozrywkowy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Czyta się go szybko i przyjemnie, ogląda doskonale, bo szata graficzna jest udana i miła dla oka. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i uczucie niedosytu, co tylko należy zaliczyć in plus dla serii. Dobrze, że jednocześnie na rynku ukazują się kolejne tomy siostrzanego cyklu Uncanny X-Men, także pisanego przez Bendisa i nierozerwalnie spleciono z All-New…. Ze swej strony niezmiennie polecam gorąco, bo naprawdę warto.

Brian Michael Bendis (sc.), Mahmud Asrar (rys.), „All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1304, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

Lady S #6: Portugalski galimatias

21/01/2018 § Dodaj komentarz


W tym szaleństwie jest metoda

Zupełnie niedawno przeczytałem kryminał Gdy morze cichnie, którą napisał norweski pisarz Jørn Lier Horst. Końcówka powieści (tj. finalne rozwiązanie) skojarzyła mi się z fabułą komiksu Portugalski galimatias. Obie pozycje dotykają tematu terrorystycznego zagrożenia, na jakie narażone są właściwie wszystkie państwa europejskie ze strony ekstremistycznych bojówek islamskich. W wypadku powieści potencjalny zamach miał mieć miejsce w Norwegii, a w wypadku komiksu – w Francji.

Po wydarzeniach przedstawionych w albumie Kret w Waszyngtonie (klik! klik!) Suzan Fitzroy została pozbawiona amerykańskiego obywatelstwa i wydalona ze Stanów. W bieżącej odsłonie spotykamy kobietę w Strasburgu, gdzie od trzech miesięcy pracuje jako tłumaczka w Parlamencie Europejskim. Szania próbuje na nowo się odnaleźć, zdefiniować. Mieszka w wynajętym mieszkaniu, które dzieli z pochodzącą z jakiegoś kraju arabskiego Kadiją. Obie panie nie stronią od uciech życia, chodzą nawet na podwójne randki. Podczas jednego z takich wieczorów nasza bohaterka poznaje Farika Hassine’a, który wywiera na niej dobre wrażenie: stateczny, mądry, oczytany i mający swoje zdanie. Parę połączy romantyczne uczucie czy fizyczne doznania?

No, nic z tych rzeczy. Wielki Jean Van Hamme ma wobec bohaterki zupełnie inne plany. Stabilizacja, nawet mała, nie jest kobiecie pisana. Kłopoty, szpiegowskie rozgrywki i afery na stałe są wpisane w jej życie. Tym razem pretekstem do nawiązania ponownej współpracy z Orionem jest płyta z pewnymi wrażliwymi danymi, którą Farik podrzucił do torebki Szani. Pewnie zastanawiacie się, jak to się wiąże z Portugalią? Mógłbym podzielić się tą informacją, ale jeśli tak zrobię, to odbiorę Wam frajdę samodzielnego zapoznania się z albumem. Należy oddać scenarzyście sprawiedliwość – fachowo buduje opowieść. Trochę razi, ale nie zraża, że wciąż używa tych samych lub bardzo podobnych elementów składowych.

Ponownie nie zawodzi Philippe Aymond, który wiernie przedstawia miejsca akcji oraz występujące postaci. Zmiana lokacji pozwala na ukazanie kolejnych realnych plenerów i miast (piękna Lizbona!). Właściwie do konstrukcji skądinąd rozrywkowej fabuły nie można się przyczepić, akcja prze do przodu, a całość czyta się z zainteresowaniem i uwagą. Wpleciono postaci, które już wcześniej występowały w serii. Na pochwałę zasługuje także rozwiązanie wątku ojców protagonistki (rodzonego i przybranego). Ciekawe, jak dalej potoczą się losy Estonki? Liczę, że w marcu lub w kwietniu oficyna Kubusse wypuści na rynek „siódemkę”. Czekam!

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Aymond (rys.), „Lady S #6: Portugalski galimatias”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2017.

[scenariusz: 5-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Amulet #3: Zaginione miasto

12/01/2018 § Dodaj komentarz


Miasto w chmurach

Trzeci album serii Amulet rozpoczyna się od dwóch wydarzeń, w których nie występuje para głównych bohaterów. Początkowa nieobecność Emily i Navina może budzić niepokój. W zamian spotykamy młodego księcia elfów, który – jak pamiętamy z uprzedniej części – nie zrealizował zleconej misji, przez co ściąga na swoją głowę gniew bezdusznego ojca. W kolejnym epizodzie poznajemy Gabilana, płatnego zabójcę, któremu król elfów zleca zabójstwo młodej strażniczki kamienia oraz przykładne ukaranie księcia Trellisa. Przybliżone zdarzenia, to mroczny przedsmak tego, co czeka czytelników w tomie Zaginione miasto.

Dalej opowieść obfituje w niemniej zaskakujące wypadki. Kazu Kibuishi wysyła swoich bohaterów na poszukiwanie tytułowego zaginionego miasta, ukrytego gdzieś w chmurach, gdzie podobno rezyduje Rada Strażników. Mieszkańcy Alledii uważają, że Cielis nie istnieje i nigdy nie istniało, a informacje o Radzie, która troszczy się o równowagę i pokój w krainie, to jedynie miejska legenda. Czy znajdzie się jakiś śmiałek, który pomoże rodzeństwu i przyjaciołom w poszukiwaniu mitycznego miejsca? Czy najemny mściciel dopadnie rodzeństwo i księcia? Czy dziewczyna powinna ufać księciu z rodu elfów? Dlaczego on nienawidzi swojego ojca? Kim jest mężczyzna, którego Trellis odnajduje w jaskiniach i zabiera ze sobą na eskapadę? Na niektóre z tych pytań poznajemy odpowiedź, ale podczas lektury pojawiają się i inne.

Pisarz obdarowuje Emily i Navina kolejnymi ekscytującymi i niebezpiecznymi przygodami, które, oczywiście, kończą się pozytywnie. Czytelnik momentalnie wsiąka w przygodową fabułę i bez problemu wchodzi w wykreowaną rzeczywistość. Akcja całości prowadzona jest wartko, bez przynudzania i dłużyzn. Od pierwszych stron nie może się oderwać od czytania, a gdy pojawia się napis „Koniec części trzeciej” ciężko uwierzyć, że to już, że znów będzie musiał czekać pół roku nim Planeta Komiksów opublikuje kolejny tom.

W Zaginionym mieście mocniej eksponowany jest steampunkowy charakter scenografii i technologii. Samobieżne domy oraz gadające roboty pojawiły się już w uprzednich odcinkach. Nowością są niezbyt zwrotne sterowce, stacja paliw zbudowana na pionowej skale czy ukrywające się w chmurach latające miasto. Nadal ważnym i fundamentalnym elementem konstrukcyjnym fabuły jest magia, niezwykłe artefakty, fantastyczne stwory i obce rasy. Polecam serię Kibuishiego młodocianym czytelnikom od pierwszej odsłony. Przyznaję się również do tego, że sam podczas lektury mam sporo frajdy.

Kazu Kibuishi (sc. & rys.), „Amulet #3: Zaginione miasto”, tłum. Maria Lengren, Planeta Komiksów, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4-]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Gotham Central #4: Corrigan

03/01/2018 § Dodaj komentarz


  Pożegnanie w wielkim stylu

Jedna z najlepszych serii komiksowych, której akcja rozgrywa się w mieście Batmana, właśnie dobiegła do finału. Całość Gotham Central liczy sobie jedynie czterdzieści zeszytów, które zebrano w cztery zbiorcze tomy, ale za to jakie! Chwaliłem poprzednie części (klik! klik!), a finalna odsłona – o podtytule Corrigan – tylko potwierdza wysoki poziom całości. Wielka szkoda, że żegnamy się z detektywami pracującymi w Wydziale Poważnych Przestępstw.

Ostatni tom zawiera cztery fabuły. Opowieść Natura wprowadza nas w ciemne i brudne sprawki zwykłych policjantów z Gotham, którzy nie cofaną się przed niczym, aby napełnić sobie kieszenie lewą gotówką. W historii swoją niecną rolę, kolejny zresztą raz, odrywa technik śledczy Jim Corrigan, co jest ważne w kontekście tytułowej narracji.

Martwy Robin rozpoczyna się znalezieniem przez policję zwłok Robina. Detektywi starają się ustalić czy ofiara rzeczywiście była pomocnikiem Batmana, czy może młodocianym przebierańcem. Gdyby potwierdziła się pierwsza wersja, to naturalną koleją rzeczy Mroczny Rycerz stałby się głównym podejrzanym. Policjanci z WPP nie chcą wyciągać pochopnych wniosków. Dlatego na przesłuchanie zostają wezwani przedstawiciele Nastoletnich Tytanów, którzy zeznają, że Robin żyje i ma się dobrze. Tymczasem w porcie zostaje znalezione kolejne ciało młodzieńca w stroju Cudownego Chłopca. Rozwiązanie zagadki jest poniekąd typowe dla miasta Gotham, gdzie świry mnożą się na potęgę.

Krwawa niedziela to moim zdaniem najmniej interesująca opowieść w tomie. Mimo wszystko jest ważna, gdyż w dużym stopniu poświęcona została prywatnemu (tj. pozazawodowemu) życiu detektywa Crispusa Allena. Z tego też powodu Krwawą… możemy potratować jako swoiste intro do tytułowej narracji, która przebija właściwie wszystkie opowiadania, jakie w ramach cyklu można przeczytać. Odpowiedzialny za scenariusz Greg Rucka wykorzystuje wcześniejsze epizody i wątki poświęcone Corriganowi. Widać, że postać szefa techników budowana była konsekwentnie i świadomie. Mężczyzna całym sobą oraz wszystkim, co sobą reprezentuje, stoi w opozycji wobec detektywów Renee Montoya i Crispus Allen. To bezwzględny drań, skorumpowany i zły do szpiku kości. Prawdziwy potwór, który mógłby stanąć w jednym szeregu z Jokerem, Pingwinem czy Dwie Twarze.

Szkoda, że Michael Lark zrezygnował z rysowania serii. Został godnie zastąpiony przez duet Kano (właśc. Jose Ángel Cano López) i Stefano Gaudiano. Panowie konsekwentnie kontynuują ukazywanie Gotham jako paskudnego i brudnego miasta. Podobny sposób kadrowania, szkicowania i nakładania tuszu. Gołym okiem nie widać jakiejś specjalnej różnicy między ich planszami, a wcześniejszymi, które wyszły spod ręki Larka. I właściwie dobrze, bo utrzymywany jest pierwotny klimat.

W brutalnym i nienawistnym świecie, w jakim na co dzień obracają się detektywi z Wydziału Poważnych Przestępstw, nie może być mowy o happy endzie. Konstrukcyjnie Gotham Central zatacza koło. W pierwszej opowieści z ręki „świra w przebraniu” (Mr. Freeze’a) ginie jeden z policjantów, jego partner – po rekonwalescencji – wraca do służby. W finale jest „troszeczkę” inaczej… Aby się dowiedzieć, jaką niespodziankę zmalował Rucka, musicie przeczytać. Musicie przeczytać!

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Kano {właśc. Jose Ángel Cano López} & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #4: Corrigan”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1215, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 6-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with recenzja at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: