Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Kaznodzieja. Tom 3

01/05/2018 § Dodaj komentarz


Półmetek, czyli rachunek sumienia

Kaznodzieja dojechał do połowy swojej podróży przez USA. Trzeci tom popycha naprzód relacje pomiędzy bohaterami, sporo mówi o postaci Świętego od Morderców. Tak jak poprzednio mamy do czynienia z porządnie napisaną opowieścią drogi, mówiącą o przyjaźni, przemocy i poszukiwaniu Boga – bynajmniej nie po to, aby mu się pokłonić. Jednocześnie zaczynam czuć znużenie, lekkie dreptanie historii w miejscu. Powoli przypomniałem sobie dlaczego seria Kaznodzieja, którą jako całość bardzo lubię, jest jednak na moim szczycie serii przereklamowanych.

Pierwsza część tomu to wspomniana historia Świętego. Dowiadujemy się kim był, co go ukształtowało, a także co go potem zmieniło w ucieleśnienie zła, jeszcze zanim stał się nadnaturalnym bytem. Ennis skrzyżował western z horrorem, tworząc opowieść o wściekłości i dążeniu do zemsty silniejszym niż śmierć. Są tu strzelaniny, ale też smutek i dramat, nadające postaci nieśmiertelnego kowboja pewnego tragizmu. Dzięki tej opowieści jest on czymś więcej niż papierową postacią, która pojawia się znikąd, po czym wszystkich zabija. Nabiera tu głębi.

Ciąg dalszy to w dużej mierze kręcenie się po Luizjanie i ‘ennisowska’ polewka z gotów, którzy wyglądają tu jak parodia fanklubu naszego nieszczęsnego Tomasza Beksińskiego. A może wcale nie parodia? Wygadują w końcu podobne brednie. Skonfrontowanie ich z prawdziwym wampirem wprowadza sporo czarnego humoru i przemocy – dobry fragment opowieści.

Problem polega jednak na tym, że druga część tomu, stanowiąca większość, zwalnia w stosunku do poprzednich albumów. Sceny drastycznej przemocy nie robią już wrażenia. Gębodupa wyczerpał swój potencjał, a zlewka z samozwańczych Dzieci Nocy wystarczyła by jako samodzielny zeszyt, a nie na cały wątek. Jednocześnie w tych wszystkich obyczajowych wtrętach Ennis wprowadza widmo klątwy oraz wyraźne sygnały, że Cassidy pomimo swojego uroku irlandzkiego wampira jest po prostu mendą.

Wszystko to zwiastuje oczywiście problemy w bliskiej przyszłości, trzeci tom Kadznodziei pozostaje chyba jednak dla czytelnika testem. Przebrnąłeś, chcesz wiedzieć co dalej z Custerem, Bogiem i całą ekipą? Sięgniesz po kolejne albumy. Zmęczyłeś się? Możesz w tym miejscu spacować. Odpowiedzi na to, czy być wiernym serii, nie dam. Sięgnijcie po „trójkę”, bo to dobry barometr dla czytelnika.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 3”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1268, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarny Młot #2: Wydarzenie

25/04/2018 § Dodaj komentarz


Dobre, dobre, nadal dobre

Czarny Młot to świetna seria. Po mocnym otwarciu w pierwszym tomie otrzymujemy dalszy ciąg, rzecz nie obniża lotu. Owszem, brak tu efektu zaskoczenia i świeżości (bo w końcu zostaliśmy już w konwencję wprowadzeni), ale dalej jest to świetna historia. I dla fanów komiksu, i dla nie fanów komiksu.

W „jedynce” poznaliśmy nietypową drużynę podstarzałych i zgorzkniałych herosów, którzy przymusowo zostali wysłani na emeryturę, czy też raczej na zesłanie. Siedzą na sypiącej się farmie, odwiedzają pobliskie miasteczko, ale nie zapuszczają się dalej, bo nieokreślona bariera trzyma ich w miejscu. Chwile „zwyczajnego życia” przerywa im wspominanie dawnej chwały, a kolejne plansze wypełniają wtedy kadry pełne odwołań do Złotej Ery superbohaterszczyzny, pulpy czy Lovecrafta.

Tom drugi przynosi pewną zmianę. Spokój pogodzonych z losem bohaterów przerywa nagłe pojawienie się córki tytułowego Czarnego Młota – dawnego członka drużyny. To nieodrodna córka ojca, dziennikarka z charakterem, której nie daje spokoju sytuacja, w której się znalazła, zaczyna więc drążyć temat. Oczywiście powolnym postępom fabuły towarzyszą liczne retrospekcje, pogłębiające portrety postaci i istniejące między nimi zależności.

Bieżący album to świetna pozycja dla tych, którzy dali już się złapać na haczyk – nie będzie zawodu. Jeff Lemire umiejętnie wykorzystuje naszą ciekawość, oszczędnie dozując informacje, ale też podkręcając napięcie. Przy kreowaniu tego nastroju świetnie sprawdzają się współpracujący artyści, zwłaszcza duet Rubin + Stewart, którzy w 9 zeszycie wykreowali klasyczne retro SF, ale w psychodelicznym wydaniu.

Czarny Młot to intrygujący pomysł, granie tropami z dziesiątek lat amerykańskiego komiksu, ale też wybitny popis rzemiosła. Lemire sprawnie i z wyczuciem przeplata „współczesność” z „przeszłością”, w fabułę wkomponowując co i rusz retrospekcje. Cykl potwierdza wysoką klasę pisarza, który jest zdolnym „opowiadaczem”. Scenarzysta unika słów, gra postaciami i ich wspomnieniami za pomocą komiksowych zabiegów. Graficy jako kolektyw świetnie operują kadrami, odważnie i bardzo interesująco komponują plansze. Zdarza im się nieco przekombinować, ale nawet jeśli jest tu lekki przerost formy, to zawsze jest on podporządkowany treści, nigdy nie cierpi na tym czytelność narracji.

Jeśli czytaliście Tajną genezę (klik! klik!), to po Wydarzenie sięgnijcie koniecznie. Jeśli jeszcze nie znacie Czarnego Młota – to sięgajcie po pierwszy tom, a „dwójki” będziecie szukać sami. To zabawa minionymi epokami popkultury, ale podana w jak najbardziej nowoczesny sposób.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston & Dave Stewart (rys.), „Czarny Młot #2: Wydarzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

B.B.P.O.: 1946-1948

21/04/2018 § Dodaj komentarz


Pierwsza teka akt Biura Badań Paranormalnych i Obrony

Zupełnie niedawno na polskim rynku pojawiło się zbiorcze wydanie dwóch pierwszych tomów opus magnum Mike’a Mignoli, czyli Hellboy, a już w ręce czytelników trafia kolejne dzieło tego artysty. Cykl BBPO: 1946-1948 stawnowi spin-off przygód Piekielnego Chłopca. Rzecz opowiada o działalności Biura Badań Paranormalnych i Obrony (z angielskiego: B.P.R.D.), które zostało założone właśnie 1944 roku przez grupę naukowców pod kierunkiem profesora Trevora Bruttenholma. Wszyscy czytelnicy, którzy dali się zauroczyć głównej serii, także i tym razem będą zachwyceni, bo „jedynka” to rewelacyjny album, oferujący wszystko to, co w Hellboyu najlepsze.

Rok 1944. Niemcy prowadzą swoje chore eksperymenty na ludziach. Kobieta, którą się „zajmują” nie jest jednak człowiekiem. Udaje się ją poskromić, ale lekarzom pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wiedzą, co robią… Dwa lata później Trevor Bruttenholm przybywa do zrujnowanego wojną Berlina. Konflikt wprawdzie dobiegł końca, ale miasto jest w opłakanym stanie, ludzie głodują, wojska rosyjskie wprowadzają własny porządek i siłą odbierają „reparacje”. Co w takim miejscu robi amerykański profesor? Jako przedstawiciel nowo powstałego Biura zajmuje się tropieniem wszelkich okultystycznych działalności, a naziści byli w nich ekspertami. Nic więc dziwnego, że na ich terenie wciąż odkrywane są kolejne niezwykłe artefakty. On i towarzyszący mu żołnierze mają zebrać i uporządkować dane na ich temat. Nie wiedzą jeszcze z jakim zagrożeniem przyjdzie im się zmierzyć…

Oczywiście to nie jedyna przygoda Bruttenholma jaką znajdziecie w tym tomie. Poza nią (wydaną kiedyś w Polsce w samodzielnym albumie) czekają na Was także jeszcze dwie inne miniserie, shorty z początków kariery profesora i mnóstwo (blisko 60 stron) dodatków w postaci szkiców Mignoli z odautorskimi komentarzami. To wszystko nie miałoby jednak najmniejszego znaczenia, gdyby treść nie stała na wysokim poziomie. Choć muszę przyznać, że przed lekturą miałem pewne obawy, co może z tego wyniknąć.

Dlaczego? Po pierwsze dotychczas, poza drobnymi wyjątkami, Mike Mignola sam pisał scenariusze Hellboya. Tym razem w znacznym stopniu pomogli mu John Arcudi i Joshua Dysart. Poza tym graficznie także zaszła duża zmiana – większa nawet niż w przypadku późnych przygód Piekielnego Chłopca rysowanych przez innych artystów. A jednak całość jest równie dobra, co one. Zagadki są ciekawe, akcja znakomicie poprowadzona, niepokojąca atmosfera pierwowzoru także została zachowana. Komiksy wchodzące w skład tego tomu czyta się naprawdę znakomicie, ale i z wielką przyjemnością ogląda.

Jeśli lubicie Hellboya, to koniecznie sięgnijcie po omawiany cykl. Podobnie zresztą, jeśli do gustu przypadło Wam Z archiwum X, bo to bardzo zbliżona opowieść.

Mike Mignola & John Arcudi & Joshua Dysart (sc.), Paul Azaceta & Gabriel Bá & Fábio Moon & Max Fiumara & Patric Reynolds (rys.), „B.B.P.O.: 1946-1948”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1247, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman #2: Pierwsze próby Superboya

12/04/2018 § Dodaj komentarz


W imię ojców

W ramach linii wydawniczej Odrodzenie jest dostępny największy od lat wybór regularnych serii komiksowych z wydawnictwa DC Comics na naszym rynku. Wśród licznych tytułów, z których warto wymienić choćby trzy cykle z Batmanem, Flasha, Wonder Woman czy Aqumana, przygody jednego z bohaterów w szczególności wybijają się ponad inne. Mowa o Supermanie, który stanowi jednocześnie twór znakomity dla nowych czytelników, jak i wielki hołd oddany komiksom o tym herosie z lat 90. ubiegłego wieku, które w znacznym stopniu odmieniły oblicze zarówno jego samego, jak i tego medium w ogóle.

Umarł Superman, niech żyje Superman. I Superboy. Clark Kent jakiś czas temu opuścił Ziemię, a kiedy na nią powrócił, okazało się, że w wyniku wydarzeń z Flashpointu rzeczywistość odmieniła się nie do poznania. Wraz z Lois i ich synem ukrył się, wiedząc, że w tym świecie działa inny Superman, jednak teraz, po jego śmierci, sam musiał wdziać kostium i walczyć ze złem. Nie jest w tym jednak osamotniony – i nie chodzi tutaj wcale o obecność innych herosów. Także syn jego i Lois, Jonathan zaczął przejawiać supermoce, a teraz nadszedł czas by wkroczył do akcji jako Superboy!

Co czeka na niego na początku kariery? Więcej niż mógłby sądzić! Nawet rodzinne wyjście na jarmark kończy się starciem z bandytami. Codzienne życie, kiedy masz supermoce i musisz pilnować się by ich nie wykorzystywać także nie jest łatwe, ale to tylko część tego, z czym musi mierzyć się młody Jonathan. Wyprawa na wyspę dinozaurów, spotkanie z Batmanem i Robinem, a wreszcie starcie z Frankensteinem i jego narzeczoną… Oj będzie się działo!

Aktualnie w Polsce ukazują się dwie serie z Supermanem. Pierwsza z nich, zatytułowana po prostu Superman, skupia się przede wszystkim na rodzinie Clarka i jego synu, który musi nauczyć się żyć z mocami. Druga, Action Comics, koncentruje się wokół samodzielnych akcji Człowieka ze Stali, Lexie Luthorze, starającym się o miano herosa, pomnażaniu bohaterów z mocami i stawianiu kolejnych pytań, na które pewnie nieprędko otrzymamy odpowiedzi. Poza głównymi bohaterami łączy je coś jeszcze – obie sięgają do wydarzeń, które miały miejsce w seriach o Supermanie w latach 90., a które teraz powracają w nowej formie. Dzięki temu, nowi czytelnicy mogą odkryć najważniejsze historie z tamtego okresu (śmierć Supermana, Rządy Supermenów etc.), a starzy jeszcze raz przeżyć te emocje i zobaczyć jak wątki budowane są na nowo, a zarazem w zupełnie inny sposób.

Wracając do albumu Pierwsze próby Superboya, mamy do czynienia z solidną porcją dobrej opowieści. A właściwie dobrych, bo jest tu ich kilka, choć są oczywiście ze sobą powiązane. Sam opis brzmi może dziwnie, bo w końcu dinozaury czy Frankenstein jakoś do Supermana nie pasują, ale spokojnie, scenarzyści zadbali o to, by całość była spójna, a wszystkie te komiksy czytało się po prostu znakomicie. A tego typu, co wspomniane wyżej nowości, dają nam nieco świeżego powiewu w opowieści o postaci doskonale wszystkim znanej od ponad 80 lat.

A strona graficzna? Także nie zawodzi, choć jest dość różnorodna: zarówno realistyczne, choć ciążące ku mandze ilustracje Jimeneza czy typowo amerykańską kreskę Mahnke, mamy też cartoonowe, proste prace Gleasona, całość uzupełnia niezły kolor (choć nie zaszkodziłoby, gdyby było tu mniej fajerwerków) i znakomite wydanie. Zabawa z tym komiksem jest naprawdę bardzo dobra, Superman i Superman. Action Comics to najlepsze serie z Odrodzenia, dlatego wszystkim polecam gorąco, a sam z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Peter J. Tomasi & Patrick Gleason (sc.), Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Mick Gray & Jaime Mendoza & Patrick Gleason & inni (rys.), „Superman #2: Pierwsze próby Superboya”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1265, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Briggs Land #1: Kobieca ręka

10/04/2018 § Dodaj komentarz


Ameryka Trumpa w komiksie

Od czasu amerykańskiej kampanii wyborczej regularnie mówi się o „Ameryce Trumpa”, alt-prawicy, amerykańskich fundamentalistach i białej hołocie, która miała swoimi głosami wybrać obecnego prezydenta USA (jak było – nie będę drążył). Briggs Land trafia na nasz rynek w dobrym momencie . Relacje USA z resztą świata są coraz bardziej napięte…

Brian Wood zaprasza czytelnika na wycieczkę na północ stanu Nowy York, gdzie lokalna społeczność żyje na własnych warunkach. Od czasu nieudanej próby zamachu na prezydenta głowa rodu Briggsów (rasista, seksista, tyran, można wymieniać długo) siedzi w pace. Rodzinnego „interesu” doglądała jego usłużna żona, ale jej cierpliwość właśnie się skończyła. Grace Briggs postanawia przejąć kontrolę nad państwem w państwie, odciąć się od swojego osadzonego w pierdlu męża i zatroszczyć się o swojaków. Nie będzie prosto ani lekko, bo w tym środowisku kobieta z zasady nie ma silnej pozycji. Jej rolą jest słuchać męża. Grace ma jednak twardy charakter, bo minione lata ją zahartowały. Czeka ją trudna rozgrywka o utrzymanie się przy sterze, której na pewno nie ułatwią kręcący się w okolicy agenci FBI.

Komiks Wooda ma w sobie sporo ze Skalpu (klik! klik!), choć na pewno brak tu finezji Aarona. To lokalny, współczesny western, ale dziejący się nie wśród Indian, a wśród tych „prawdziwych Amerykanów”. Ci ludzie to sól tej ziemi, obwieszeni bronią i walczący o swoje prawo do samostanowienia, w prostej linii są kontynuatorami postaw pierwszych amerykańskich osadników sprzed czasu uformowania się współczesnej amerykańskiej państwowości. Jednocześnie specyficzne realia rodzinne powodują, że mamy do czynienia niemal z szekspirowskim dramatem o wyrzeczeniach i wyzwaniach związanych z rodzinnym przewrotem i przejęciem władzy.

Strona wizualna sprawdza się głównie jako nośnik historii, bo nie ma tu za bardzo na czym oka zawiesić. Ot, sprawny i realistyczny rysunek. Zwykle – choć nie zawsze – się broni. Kolory też spełniają swoją rolę, choć niczym szczególnym się nie wyróżniają. Kadrowanie zapewnia właściwy rytm historii, ale wątpliwości budzi u mnie kompozycja plansz.

Pisarz odnosi się w Briggs Land nie tyle do dzisiejszych amerykańskich kontekstów, co raczej do kontekstów, o których sporo się mówi w kontekście zmian, jakim ulega od jakiegoś czasu Ameryka. To aktualna i budząca ciekawość historia, choć nie jest ona jakoś szczególnie elektryzująca. Lubicie współczesne westerny? Ciekawi was zacięcie społeczne? Tak? Dlatego to może być komiks dla Was, choć (jak to zwykle bywa) po pierwszym tomie trudno określić, czy historia utrzyma poziom i nie roztopi się w banale. Na razie jestem umiarkowanie, ale jednak zaciekawiony.

Brian Wood (sc.), Mack Chater (rys.), „Briggs Land #1: Kobieca ręka”, przeł. Maria Jaszczurowska, Klub Świata Komiksu – 1301, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with klub świata komiksu at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: