Gwiezdny zamek #1: 1869 Podbój kosmosu

10/06/2018 § 1 komentarz


W duchu Verne’a

Eter to potoczna nazwa związku chemicznego Słowo to miało od czasów antycznych dużo szersze, jednocześnie dużo mniej konkretne, znaczenie. Eter miał być piątym pierwiastkiem, hipotetyczną substancją wypełniającą cały wszechświat, nośnikiem energii. Bohaterowie Gwiezdnego zamku poszukują tej substancji, by wykorzystać drzemiącą w niej moc. W wyniku eksperymentu ginie matka młodego Serafina – głównego bohatera tej historii. Tajemnicza substancja ma jednak na tyle duży potencjał, że interesują się nią europejscy możni XIX wieku, przez co Serafin i jego ojciec wynalazca zostają wciągnięci w intrygę z udziałem wywiadów różnych państw.

Alex Alice to autor, po którym nie spodziewałem się zbyt wiele – nie czytałem wcześniej żadnej jego historii, zetknąłem się tylko z ilustrowanym przez niego, a kojarzącym mi się dziś dość klasycznie Trzecim testamentem. Pierwszy kontakt z jego samodzielnym dziełem wypada bardzo dobrze. Historia, nawiązująca do Verne’a i epoki dynamicznego rozwoju przemysłu, w której dziecięcy bohaterowie przeżywają kolejne przygody, przekona do siebie raczej młodszych czytelników, ale stanowi jednocześnie idealną bazę dla strony wizualnej.

Alice wyraźnie lubi rysować dziwne urządzenia, mechanizmy, pojazdy, rozrysowywać architekturę i fantazji mu nie brakuje. Posługuje się przy tym ciekawą kreską, budzącą przynajmniej u mnie subtelne skojarzenia z mangą i anime, zwłaszcza spod znaku Studia Ghibli. Artysta nie boi się mieszać inspiracji, bo tuż obok pojawiają się patenty rodem z europejskich secesyjnych rysunków. Największą siłę jego grafikom zapewniają jednak świetne, sugestywne, akwarelowe kolory, napełniające kolejne plansze niemal bajkowym klimatem.

Pierwszy tom serii wziął mnie niemal z zaskoczenia. Widziałem wcześniej ładną okładkę i parę plansz, spodziewałem się historii pełnej przygód i dziwnych urządzeń, ale nie nastawiałem się na nic, tymczasem dostałem pięknie zilustrowaną opowieść dla młodszego czytelnika. Nie jestem może docelowym odbiorcą, ale ujęła mnie strona plastyczna, spodobało też historyczne tło opowieści. To, czego mi zabrakło, to większej dynamiki, ale tego spodziewam się po kolejnych tomach.

Album Podbój kosmosu jest tu zaledwie wstępem, zaproszeniem do podróży, która ponieść ma nas prosto w kosmos. Gdybym był pacholęciem, to pewnie nie mógłbym się doczekać kontynuacji. Jestem starym koniem i przyjmuję ten komiks na spokojnie, ale i tak doceniam fantazję i stronę wizualną, bo jest tu na co patrzeć, zwłaszcza że wydaniu Egmontu nie można absolutnie nic zarzucić.

Alex Alice (sc. & rys.), „Gwiezdny zamek #1: 1869 Podbój kosmosu”, tłum. Elżbieta Żbik, Klub Świata Komiksu – album 1295, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Clifton. Tom 1

04/06/2018 § Dodaj komentarz


Angielski pułkownik na emeryturze

Harold Wilberforce Clifton to detektyw-amator i dowódca, jako Bocian Meloman, zastępu skautów. Kiedyś był pułkownikiem brytyjskiej Służby Bezpieczeństwa (MI5), czyli działał w kontrwywiadzie, latał na myśliwcach w RAF-ie, szpiegował i tropił wrogów Jej Królewskiej Mości. Teraz, na emeryturze, chciałby wieść spokojny żywot w pięknym domku na wsi z nadopiekuńczą gosposią (miss Partridge) i na co dzień zajmować się ulubionym hobby: kolekcjonowaniem banderoli od cygar. Jednak nie jest mu dane korzystać z uroków wiejskiego życia, gdyż co rusz pakuje się w jakąś skomplikowaną i niebezpieczną kabałę.

„Ojcem” bohatera jest belgijski scenarzysta i rysownik Raymond Macherot. Pierwszy pojaw był 1959 roku w magazynie „Le Journal de Tintin”. Ex-pułkownik natychmiast zaskarbił sobie sympatię młodocianych czytelników, bo nieprzerwanie od 1961 roku jego przygody regularnie ukazują się w formie zeszytowej. W ubiegłym roku pojawił się album oznaczony na grzbiecie cyfrą 23. W zeszłym miesiącu w Polsce wydano pierwszy integral, który zawiera cztery fabuły, oryginalne zeszyty od 9 do 12, które napisał Bob de Groot, a zilustrowali Turk (właśc. Philippe Liégeois) oraz – dobrze znany w naszym kraju z serii Hugo – Bédu (właśc. Bernard Dumont).

Poszczególne historie stanowią odrębne całości, gdyż nie są ze sobą powiązane ani chronologicznie, ani fabularnie. Elementem spajającym jest postać głównego bohatera oraz jego kolejne (lub wcześniejsze – w wypadku retrospekcji) przygody. Pierwsza fabuła, Kindping, opowiada o dramatycznym porwaniu jednego z podopiecznych Bociana Meloman podczas obozu skautów. W Czas przeszły złożony Clifton opowiada dziennikarzowi o swojej przeszłości. Trzecia opowieść skupia się na zabawnych zdarzeniach, które są wynikiem utraty pamięci przez pewnego jegomościa, winien temu jest nasz bohater, bo przypadkowo go potrącił. Ostatni film to najsłabszy epizod w zbiorze. Mam wrażenie, że scenarzyście zależało na napisaniu pastiszu przygód Jamesa Bonda, ale zamysł się nie udał.

Pan Harold to przejmująco przemiły i sympatyczny gość, zdeczko naiwny i prostolinijny, ale dzięki temu zdarzenia z jego udziałem wypadają zabawnie. Seria ma głównie charakter przygodowy, ale jest dużo humoru sytuacyjnego i słownego, który wynika z nieporozumień językowych. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że bohater jest Anglikiem oraz byłym wojskowym – pole do użytkowania możliwych klisz i schematów jest bardzo rozległe. W tym wypadku nie należy tego oceniać negatywnie, bo bez ograniczeń można się pośmiać z narodowych przywar i przyzwyczajeń.

Tylko czy w drugiej dekadzie XXI wieku na tego typu humor dadzą się złapać młodociani czytelnicy? Mam pewne wątpliwości… Bédu w wywiadzie z Rafałem Pośnikiem mówi: „(…)komiks przeznaczony jest dla odbiorcy od 12. roku życia. Tak się zwyczajowo przyjmuje, ale oczywiście jest też wielu starszych czytelników. Ta postać powstała wiele lat temu, więc czytelnicy zestarzeli się razem z serią”, ale w dalszej części rozmowy przyznaje: „Średnia wieku czytelnika komiksów francuskich i belgijskich to czterdzieści pięć lat”. Biorąc pod uwagę jakość polskiej edycji (integral z przedmową, twarda okładka, dobry papier) oficyna Egmont od razu kieruje produkt właśnie do nieco starszej publiczności. Choć rzecz można śmiało polecać już dziesięciolatkom, jest szansa, że im się spodoba.

Bob de Groot (sc.), Turk {właśc. Philippe Liégeois} & Bédu {właśc. Bernard Dumont} (rys.), „Clifton. Tom 1”, tłum. Marek Puszczewicz, Klub Świata Komiksu – album 1330, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»

01/06/2018 § Dodaj komentarz


Powroty

Kiedy miałem niespełna osiem lat przeczytałem mój pierwszy komiks o Supermanie. Była to piąta część Rządów Supermenów, fabuły stanowiącej ciąg dalszy Śmierci Supermana i na dziecku zrobiła ona duże wrażenie. Dlatego do tej historii pozostał mi nie tylko wielki sentyment, ale także ona sama stała się pewnego rodzaju wzorem, do którego porównuję inne komiksy o Człowieku ze Stali. Przez lata trudno było mi więc znaleźć takie opowieści, jakich oczekiwałem, to się zmieniło wraz z nastaniem DC Odrodzenie. Najpierw wciągnął mnie album Lois i Clark (klik! klik!), potem dałem się uwieść Ostatnim dniom Supermana (klik! klik!), a kiedy przeczytałem pierwszy tom Action Comics wiedziałem, że seria jest najlepszym, co obecnie DC ma do zaoferowania na polskim rynku i cieszyłem się, że w ogóle zacząłem przygodę z tymi komiksami. I cieszę nadal, bo drugi tom jest co najmniej równie dobry, co pierwszy (klik! klik!) i dostarcza znakomitej rozrywki.

Superman nie żyje. Jego miejsce zajął Superman z rzeczywiści sprzed Flashpointu, ale także Lex Luthor stał się nowym Człowiekiem ze Stali. Jakby tego było mało, w Metropolis pojawiła się druga Lois Lane, posiadająca supermoce i Clark Kent mocy nie posiadający. A gdzieś tam znajduje się tajemnicza postać, której celów nikt jeszcze nie poznał. A to tylko najważniejsze rzeczy, jakie na scenę wprowadził pierwszy tom Action Comics.

Drugi podejmuje akcję bezpośrednio w miejscu, w którym skończył się jego poprzednik. Metropolis otrząsa się po ataku Doomsdaya, jaki niemal tragicznie skończył się dla wielu mieszkańców, w tym także Clarka Kenta. Świat uważał go za Supermana, ale przecież stary Superman zginął, a reporter najwyraźniej nie posiada żadnych mocy. Do tego stara się dowieść, że nie jest i nie był Człowiekiem ze Stali. Kim zatem jest? I co to oznacza dla Lois, drugiego Clarka i ich syna? Do tego w Daily Planet pojawia się Lois Lane, pytanie tylko która z nich…

W Action Comics podoba mi się przede wszystkim fakt powrotu do dawnych fabuł, które Flashpoint wymazał, a które twórcy mogą opowiedzieć na nowo. Autorzy korzystając z okazji powrócili więc do chyba najsłynniejszej historii z Człowiekiem ze Stali, Śmierci Supermana z lat 90., oraz jej ciągu dalszego, po raz kolejny oferując nam tamte wydarzenia i emocje, ale w nowej formie. Co ważne bieżącym scenarzystą jest Dan Jurgens, ten sam, który przed laty stworzył m.in. wspomnianą Śmierć oraz Rządy Supermenów, z tym że w nowych fabułach wyzbył się błędów i infantylności dawnych zeszytów, wyciskając z nich co najlepsze i podając w sposób, który spodoba się zarówno nowym odbiorcom, jak i tym, którzy kiedyś zaczytywali się tamtymi dziełami.

Komiksy z tej serii są znakomicie narysowane. Kreska jest realistyczna, czysta i pełna detali. Kolor co prawda należy do rodzaju tych pełnych komputerowych fajerwerków, ale pasuje do tej opowieści. Całość czyta się znakomicie i pozostawia po sobie niedosyt i ochotę na więcej. Ja już z niecierpliwością czekam aż kolejne tomy (w szczególności kontynuacja Action Comics i zapowiadany na czerwca Superman: Wielokrotność) pojawią się wśród komiksowych nowości.

Dan Jurgens (sc.), Patrick Zircher & Stephen Segovia & Art Thiber & Tom Grummett & inni (rys.), „Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1282, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

30/05/2018 § Dodaj komentarz


Najlepszy komiks Bendisa

Trzeci tom serii Daredevil: Nieustraszony to godne i trafne zamknięcie cyklu pisanego przez Briana Michaela Bendisa. Kropka. I na tym mógłbym poprzestać, ale chcę się jednak podzielić kilkoma refleksjami: co mi gra w tym tomie i w całym ‘runie’.

Bendis postawił na szorstki realizm, który potęgują zwykle i ‘brudne’ rysunki Alexa Maleeva, rozterki oraz osobiste dramaty. Tu nie chodzi o cykliczne naparzanki i powrót do status quo od nowego zeszytu. To budowana stopniowo saga powolnego opadania maski ukrywającej personalia Daredevila oraz pogrążania się Matta Murdocka w lekkim obłędzie, który podsycany jest agresją. Bendis robi to sprawnie, w odpowiednim rytmie, ze świetnie napisanymi dialogami, kapitalnymi zabawami narracją oraz komiksową formą. Pisarz czuje medium jak mało kto i – niestety – jak mało gdzie w późniejszych rzeczach.

Dla przykładu trzeci tomik otwiera historia zemsty, która dojrzewała przez dekady. Fabuła ciągnie się w trzech równoległych planach czasowych, aby pokazać kolejne etapy życia gangstera, przedstawić jak jego biografia przenikała się z działaniami Daredevila. W tym wszystkim zakorzeniono jeszcze początek drogi Kingpina ku późniejszej potędze. Dodatkowo każda z tych historii – by je odróżnić – wygląda zupełnie inaczej i brane też są tu pod uwagę komiksowe epoki, które trwały w trakcie opisywanych zdarzeń.

Fabuła Dekalogu trąca nieco Kieślowskim, nieco bardziej nawiązaniami do Franka Millera, a najbardziej do drugiego tomu Odmieńca, do którego napisałem scenariusz, a który nigdy nie powstał. Spotkały się tam w jednym miejscu różne postaci, każda miała do sprzedania historię o tytułowym bohaterze. Każda widziała go w inny sposób, przedstawiała inny jego aspekt, a jednocześnie każda nowelka miała być inaczej rysowana. I tu jest w zasadzie ta sama konstrukcja, łącznie z finałową konfrontacją, a Bendis zwyczajnie zajumał mój nieopublikowany scenariusz. Tylko oczywiście zrobił to lepiej…

Ostatni rozdział sagi Bendisa to pokerowa zagrywka Kingpina, niemal wszystkie kobiety życia Matta na raz w jednym miejscu, dramatyzm, FBI, S.H.I.E.L.D., kulminacja i konkretne zakończenie, które daje Brubakerowi (czyli kolejnemu scenarzyście cyklu) solidny punkt wyjścia. Jako bonus alternatywna historia z Karen Page, parę crossoverów i wyimki ze scenariusza.

Tak jak napisałem przed chwilą – bieżący tom, czyli pożegnanie Bendisa, jest tym czym miał być – kulminacją. Scenarzysta jechał konkretnie, bez rozmieniania się na drobne, utrzymał poziom, przywrócił Daredevilowi blask oraz zapisał się w historii komiksu. To klasyk, który się nie zestarzeje, a po który sięgać mogą i fani trykotów, i ci, co za ‘kalesoniarzami’ nie przepadają. Dobra saga, mieszająca dramat, akcję, spektakularność. Perła w swoim gatunku. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy, ciąg dalszy od Brubakera już za chwilę.

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Lark & Bill Sienkiewicz (rys.), „Daredevil: Nieustraszony. Tom 3”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1307, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate

19/05/2018 § Dodaj komentarz


Przygoda w świecie Ultimate

Bendis należy do grupy autorów, którzy po 2000 roku zrewolucjonizowali komiksy Marvela. Pisana przez niego seria Ultimate Spider-Man stała się największym sukcesem linii wydawniczej, była m.in. podstawą dla pierwszych kinowych filmów z Pajęczakiem i po dziś dzień obecna jest na rynku. Jakby tego było mało, scenarzysta należał do ekipy, która przygotowała event Avengers kontra X-Men, kończący pewną epokę wydawnictwa i zapoczątkowujący linię Marvel Now! W ramach której Bendis przejął pisanie przygód X-Menów. W bieżącym tomie autor łączy ich przygody z przygodami bohaterów rzeczywistości Ultimate, tworząc jedną z najlepszych historii All-New X-Men (klik! klik!).

X-Meni niemal od zawsze traktowali czas i przestrzeń, jako własny plac zabaw. Co jest przyczyną wielu kłopotów: wśród ich członków pojawili się mutanci pochodzący z najróżniejszych linii czasowych, a nawet światów. Teraz kolejny raz wpadają w tarapaty z tego powodu, kiedy młoda Jean Grey i jej towarzysze trafiają do uniwersum Ultimate, gdzie będą musieli zmierzyć się z nowymi zagrożeniami i spotkają Ultimate Spider-Mana – Milesa Moralesa. Problemów jest kilka: 1) skoro nie potrafią wrócić do własnych czasów, to czy będą w stanie wrócić do swojej rzeczywistości? 2) czy ich obecność tu nie zachwieje równowagą światów, jak to już nieraz bywało?

Śmiało można powiedzieć, że Bendis czuje się w tej opowieści, jak ryba w wodzie. Oczywiście każdy z tomów All-New X-Men był znakomity, nawet te bardziej przestojowe czytało się świetnie, jednak w tym konkretnym, chyba najbardziej od samego początku cyklu. Czuć, że scenarzysta robi to, co chce. Zupełnie jakbym czytał komiks jednego fana opowieści obrazkowych stworzony dla innych, takich samych osób. Rzeczywiście może tak właśnie jest: taki zawód wybiera się przecież przede wszystkim z pasji.

To znakomite komiksy, świetnie napisane, oferujące konkretną akcję, porcję niewymuszonego humoru i całkiem solidną dawkę epickich scen. Po czymś takim apetyt na przerwanego u nas przed laty Ultimate Spider-Mana tylko narasta, szczególnie, że przygody Pajączka są o niebo lepsze, ale spokojnie, w maju Egmont wyda pierwszy zbiorczy tom tej serii, jest więc na co czekać.

Wracając do albumu Przygody w świcie Ultimate to jest to znakomity komiks rozrywkowy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Czyta się go szybko i przyjemnie, ogląda doskonale, bo szata graficzna jest udana i miła dla oka. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i uczucie niedosytu, co tylko należy zaliczyć in plus dla serii. Dobrze, że jednocześnie na rynku ukazują się kolejne tomy siostrzanego cyklu Uncanny X-Men, także pisanego przez Bendisa i nierozerwalnie spleciono z All-New…. Ze swej strony niezmiennie polecam gorąco, bo naprawdę warto.

Brian Michael Bendis (sc.), Mahmud Asrar (rys.), „All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1304, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Kaznodzieja. Tom 3

01/05/2018 § Dodaj komentarz


Półmetek, czyli rachunek sumienia

Kaznodzieja dojechał do połowy swojej podróży przez USA. Trzeci tom popycha naprzód relacje pomiędzy bohaterami, sporo mówi o postaci Świętego od Morderców. Tak jak poprzednio mamy do czynienia z porządnie napisaną opowieścią drogi, mówiącą o przyjaźni, przemocy i poszukiwaniu Boga – bynajmniej nie po to, aby mu się pokłonić. Jednocześnie zaczynam czuć znużenie, lekkie dreptanie historii w miejscu. Powoli przypomniałem sobie dlaczego seria Kaznodzieja, którą jako całość bardzo lubię, jest jednak na moim szczycie serii przereklamowanych.

Pierwsza część tomu to wspomniana historia Świętego. Dowiadujemy się kim był, co go ukształtowało, a także co go potem zmieniło w ucieleśnienie zła, jeszcze zanim stał się nadnaturalnym bytem. Ennis skrzyżował western z horrorem, tworząc opowieść o wściekłości i dążeniu do zemsty silniejszym niż śmierć. Są tu strzelaniny, ale też smutek i dramat, nadające postaci nieśmiertelnego kowboja pewnego tragizmu. Dzięki tej opowieści jest on czymś więcej niż papierową postacią, która pojawia się znikąd, po czym wszystkich zabija. Nabiera tu głębi.

Ciąg dalszy to w dużej mierze kręcenie się po Luizjanie i ‘ennisowska’ polewka z gotów, którzy wyglądają tu jak parodia fanklubu naszego nieszczęsnego Tomasza Beksińskiego. A może wcale nie parodia? Wygadują w końcu podobne brednie. Skonfrontowanie ich z prawdziwym wampirem wprowadza sporo czarnego humoru i przemocy – dobry fragment opowieści.

Problem polega jednak na tym, że druga część tomu, stanowiąca większość, zwalnia w stosunku do poprzednich albumów. Sceny drastycznej przemocy nie robią już wrażenia. Gębodupa wyczerpał swój potencjał, a zlewka z samozwańczych Dzieci Nocy wystarczyła by jako samodzielny zeszyt, a nie na cały wątek. Jednocześnie w tych wszystkich obyczajowych wtrętach Ennis wprowadza widmo klątwy oraz wyraźne sygnały, że Cassidy pomimo swojego uroku irlandzkiego wampira jest po prostu mendą.

Wszystko to zwiastuje oczywiście problemy w bliskiej przyszłości, trzeci tom Kadznodziei pozostaje chyba jednak dla czytelnika testem. Przebrnąłeś, chcesz wiedzieć co dalej z Custerem, Bogiem i całą ekipą? Sięgniesz po kolejne albumy. Zmęczyłeś się? Możesz w tym miejscu spacować. Odpowiedzi na to, czy być wiernym serii, nie dam. Sięgnijcie po „trójkę”, bo to dobry barometr dla czytelnika.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 3”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1268, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarny Młot #2: Wydarzenie

25/04/2018 § Dodaj komentarz


Dobre, dobre, nadal dobre

Czarny Młot to świetna seria. Po mocnym otwarciu w pierwszym tomie otrzymujemy dalszy ciąg, rzecz nie obniża lotu. Owszem, brak tu efektu zaskoczenia i świeżości (bo w końcu zostaliśmy już w konwencję wprowadzeni), ale dalej jest to świetna historia. I dla fanów komiksu, i dla nie fanów komiksu.

W „jedynce” poznaliśmy nietypową drużynę podstarzałych i zgorzkniałych herosów, którzy przymusowo zostali wysłani na emeryturę, czy też raczej na zesłanie. Siedzą na sypiącej się farmie, odwiedzają pobliskie miasteczko, ale nie zapuszczają się dalej, bo nieokreślona bariera trzyma ich w miejscu. Chwile „zwyczajnego życia” przerywa im wspominanie dawnej chwały, a kolejne plansze wypełniają wtedy kadry pełne odwołań do Złotej Ery superbohaterszczyzny, pulpy czy Lovecrafta.

Tom drugi przynosi pewną zmianę. Spokój pogodzonych z losem bohaterów przerywa nagłe pojawienie się córki tytułowego Czarnego Młota – dawnego członka drużyny. To nieodrodna córka ojca, dziennikarka z charakterem, której nie daje spokoju sytuacja, w której się znalazła, zaczyna więc drążyć temat. Oczywiście powolnym postępom fabuły towarzyszą liczne retrospekcje, pogłębiające portrety postaci i istniejące między nimi zależności.

Bieżący album to świetna pozycja dla tych, którzy dali już się złapać na haczyk – nie będzie zawodu. Jeff Lemire umiejętnie wykorzystuje naszą ciekawość, oszczędnie dozując informacje, ale też podkręcając napięcie. Przy kreowaniu tego nastroju świetnie sprawdzają się współpracujący artyści, zwłaszcza duet Rubin + Stewart, którzy w 9 zeszycie wykreowali klasyczne retro SF, ale w psychodelicznym wydaniu.

Czarny Młot to intrygujący pomysł, granie tropami z dziesiątek lat amerykańskiego komiksu, ale też wybitny popis rzemiosła. Lemire sprawnie i z wyczuciem przeplata „współczesność” z „przeszłością”, w fabułę wkomponowując co i rusz retrospekcje. Cykl potwierdza wysoką klasę pisarza, który jest zdolnym „opowiadaczem”. Scenarzysta unika słów, gra postaciami i ich wspomnieniami za pomocą komiksowych zabiegów. Graficy jako kolektyw świetnie operują kadrami, odważnie i bardzo interesująco komponują plansze. Zdarza im się nieco przekombinować, ale nawet jeśli jest tu lekki przerost formy, to zawsze jest on podporządkowany treści, nigdy nie cierpi na tym czytelność narracji.

Jeśli czytaliście Tajną genezę (klik! klik!), to po Wydarzenie sięgnijcie koniecznie. Jeśli jeszcze nie znacie Czarnego Młota – to sięgajcie po pierwszy tom, a „dwójki” będziecie szukać sami. To zabawa minionymi epokami popkultury, ale podana w jak najbardziej nowoczesny sposób.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston & Dave Stewart (rys.), „Czarny Młot #2: Wydarzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with klub świata komiksu at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: