Kaznodzieja. Tom 1

17/08/2017 § Dodaj komentarz


  Powrót Kaznodziei

Spośród tego, co u nas niegdyś wydano, to na reedycję serii Kaznodzieja chyba najbardziej czekałem. Co ciekawe – nie jestem szczególnym fanem całego cyklu. Uważam, że jest przereklamowany (choć nie aż tak mocno, jak Sandman), bo Ennis jedzie głównie na tanim szokowaniu. Wali nam na dzień dobry solidnie z bani eksplozją flaków, rozwalonych łbów i soczystych bluzgów, a zanim się czytelnik połapie, to poprawia z kolana w jaja. Problem serii jest taki, że Ennis zaczyna z kopyta, ale nie jest w stanie cały czas podbijać intensywności kolejnych zdarzeń, dlatego kolejne rozwalone łby przestają robić wrażenie. Zostaje fabuła, na siłę rozdmuchana do 66 zeszytów. I bohaterowie, za którymi akurat autentycznie tęskniłem.

Pierwszy tom nowego wydania Kaznodziei, to dla mnie powrót starych kumpli, którzy poszli lata temu w świat, a teraz wrócili. Dzięki czemu na nowo możemy snuć dobrze znane nam wszystkim historie, o tym jak to Jesse Custer, klecha z amerykańskiego zadupia, został nawiedzony niemal boską mocą, po czym ruszył w trasę po USA szukając Boga (tego jednego jedynego), a jego trasę znaczył kolejne akty przemocy, krew i trupy (nie tylko ludzi). Kumple wracają dubeltowo, bo i tomik nieco grubszy niż wcześniej, historia będzie dawkowana zgodnie z amerykańskimi wydaniami w twardej oprawie. I dobrze. Jeszcze więcej szczęścia na raz.

Kolega ostatnio na fejsie spytał, czy Kaznodzieja po latach, aby nie zmiękł. No więc, historia Ennisa robiła na mnie – swoją przewrotnością i dość zwyrolskim poczuciem humoru – duże wrażenie w czasach, gdy byłem studenciakiem. Teraz z dwóch powodów (i żadnym z nich nie jest zmięknięcie Preachera) odbieram go dużo lżej. Jestem starszy, inaczej wszystko odbieram, naczytałem się sporej ilości innego zwyrolskiego towaru, mam inny próg szoku i tolerancji. To raz. A dwa: czas też nie stał w miejscu, a komiks przez lata także ewoluował.

Trzeba pamiętać, że w momencie premiery Preachera w połowie lat 90-tych nie było za tak dużo takich historii. Owszem, były komiksy alternatywne, undeground pełen bluzgów i przemocy, także seksu, były artystowskie eksperymenty z superhero, ale to odpalenie przez DC wydawnictwa Vertigo (a Kaznodzieja był jednym z jego pierwszych flagowców) jakoś tam na amerykańskim rynku umocowało komiks przegięty i brutalny, dla dorosłych, ale jednak mieszczący się w kategoriach sensacyjnego (i mimo wszystko komercyjnego) mainstreamu.

O czym jest ta seria? Nieco o poszukiwaniu Boga. Bardziej o przyjaźni, miłości, lojalności i ich braku. Troszkę o rodzinie. Na pewno też o tym, że przemoc rodzi przemoc, w końcu to współczesny western. Jesse Custer ma tu swoją misję poszukania Najwyższego i porozmawiania sobie z nim szorstko, po męsku, ale by to zrobić, to najpierw musi poukładać swoje życie – relacje z byłą dziewczyną, którą zostawił parę lat wcześniej, relacje z przygodnie poznanym irlandzkim ochlapusem, ale co najważniejsze – zamknąć młodzieńczy etap swojego życia, związany z tyranizującą rodzinę zaborczą babcią-psychopatką i jej przybocznymi redneckami, którzy na jej zawołanie równie łatwo obijają ryje, co pociągają za cyngiel.

Fabuła nie ma już dla mnie tego uderzenia, co kiedyś, ale nawet dziś muszę przyznać Ennisowi kilka rzeczy, jak choćby to: facet potrafi zajebiście opowiadać, nawet o niczym. Irlandczyk do dziś wydaje mi się być komiksowym Tarantino, z jednej strony mając to samo zamiłowanie do makabry i czarnego humoru, z drugiej strony popisując się co jakiś czas świetnym uchem i ręką do dialogów. Ennis bawi się tu chronologią, stopniuje napięcie odwlekając zdradzenie pewnych retrospektywnych aspektów historii, skacze pomiędzy wsiokami z Teksasu a aniołami w Niebiosach, a wszystko to, choć przerysowane, wchłania się naprawdę znakomicie, nawet jeśli się już to czytało – a może właśnie przez to tym bardziej docenia się talent autora.

Oddzielną sprawą pozostają rysunki Dillona. Do dziś wybijające się ponad „vertigową” średnią (ale nie dochodząc do rejestrów górnych) i znakomite okładki Glenna Fabry’ego, z których każda jedna to mistrzostwo. Dużo słabiej niestety wypadają kolory – mało dziś wyrafinowane, walące po oczach kolorową drukarską kaszą. Nie wiem jak to nazwać – bo raczej nie rastrem – w każdym razie szału nie ma, offsetowy papier może to lepiej wchłonął i rozmył, na lakierowanym niestety kłuje w oczy. A może to wychodzą niedoskonałości pierwszych, cyfrowych gradientów, bazujących na ograniczonej palecie barw.

Reasumując – Kaznodzieja to zupełnie zasłużenie kawałek historii amerykańskiego komiksu i dobrze go mieć z powrotem. Dobrze też móc go nabyć za sumę, nie graniczącą z rozbojem w biały dzień. Bardzo prawdopodobne, że mit Preachera nieco go przerósł, ale to dalej świetnie napisana historia drogi, gdzie mężczyźni są twardzi, dumni i konsekwentni, a kobiety kochające i ofiarne, a największymi świniami są przedstawiciele wymiaru ścigania. Jak mogło być inaczej? W końcu to Teksas.

Dwa kciuki w górę, bo bez tej serii nie było by Vertigo takiego, jakim je dzisiaj znamy, pewnie nie było by też Skalpu (klik! klik!) i wielu innych tytułów. Trzeba sięgnąć, nawet jak się komiksów za dużo nie czyta, wtedy tym bardziej, choćby po to, by się przekonać, czym komiks może być.

PS. Nie, nie oglądałem serialu i nie zamierzam.
PS 2. Przy czytaniu zapuśćcie sobie Lynyrd Skynyrd. Serio radzę.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 1”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album1150 , Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Universal War Two. Tom 1

11/06/2017 § Dodaj komentarz


I nie ma nadziei?

Mimo że do ukończenia cyklu Universal War jest jeszcze daleko, to śmiało możemy powiedzieć, że jest to opus magnum Denisa Bajrama. Z odautorskiego posłowia do albumu UW2: Czas pustyni możemy dowiedzieć się, że zamysł całości i zarys fabuły trzech cykli powstał w 1997 roku. „Od najwcześniejszego dzieciństwa zawsze pociągała mnie fantastyka naukowa. (…)Właściwie narzucały mi się trzy główne pomysły. Trzy rodzaje konfliktu. Wojna między ludźmi o panowanie w Układzie Słonecznym. Wojna o panowanie w Galaktyce. Wojna o panowanie nad samą czasoprzestrzenią. (…)Do pierwszego cyklu przypisałem pomysł karnej eskadry oficerów zagrożonych sądem wojskowym. Do drugiego – pomysł grupki młodych rekrutów…”.

Jak pamiętamy, pierwszy cykl zakończył się zniszczeniem Ziemi, ale dzięki odkryciu przez Kalisha możliwości podróży w czasie oraz teleportacji pojawia się nikły promyczek nadziei na ocalenie ludzkości. Gdyż zjawiają się, pochodzący z przyszłości, przedstawiciele nowej, doskonalszej, technologicznie rozwiniętej rasy ludzkiej, którzy otaczają opieką niedobitków z Układu Słonecznego. Wydarzenia przedstawione w omawianym albumie rozgrywają się trzynaście lat po pierwszej wojnie wszechświatowej i trzy wieki od chwili założenia Kanaanu (temporalny rozdźwięk jest oczywiście skutkiem podróży w czasie).

Jednak sytuacja socjalno-ekonomiczna społeczeństwa na Ziemi-3 (czyli na Marsie) jest daleka od ideału. Z jakiegoś powodu przybysze z przyszłości nie zdecydowali się przenieść ocalonych na swoją planetę. Dodatkowo Słońce umiera, co jest skutkiem otwarcia przez CIC warmhole’a. Podobno za pięć lat gwiazda przemieni się w czerwonego olbrzyma i przy tej okazji wszystko zniszczy. Dlatego Kananejczycy rozpoczynają projekt Feniks. W stronę Słońca wysłana zostaje sonda, zostaje ona zniszczona przez tajemnicze i złowrogie trójkąty, które najprawdopodobniej nie mają pokojowych zamiarów, ponieważ zagarniają wszystko, co stanie im na drodze, a rozprzestrzeniają się w postępie geometrycznym. I tak rozpoczyna się druga wojna wszechświatowa.

Tyle tytułem wprowadzenia do fabuły. Śledzenie rozwoju wypadków wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia uwagi. Dla pełnego zrozumienia wydarzeń przedstawionych w komiksie jednokrotna lektura nie wystarczy. Całość jest kapitalnie zbudowana, wszystkie elementy idealnie do siebie pasują. Wiele wątków się przeplata i zaplata, wespół z bohaterami podróżujemy po linii czasu w te i nazad. Od autora otrzymujemy przewodnika, w właściwie przewodniczkę, gdyż główną aktorką jest rezolutna, butna i niezależna Thea, wypisz wymaluj prawdziwa potomkini Kalisha. Zresztą tego ostatniego pana także będziemy mieli okazję spotkać, gdyż jest „profesorem” i wykłada w Uniwersytecie Temporalnym. W chwili, gdy spłonie nadzieja na wygranie walki z „trójkątami”, dziewczyna zwróci się do praprzodka z prośbą o pomoc.

Porównując omawiany tom z poprzednim widać wyraźną zmianę w opracowaniu warstwy graficznej. Pewnie dlatego, aby przyspieszyć prace nad kolejnymi albumami Denis Bajram zdecydował się na skorzystanie z pomocy komputera. Jak sam przyznaje plansze obrobione zostały photoshopie. Dotyczy to nałożenia kolorów i dodania efektów specjalnych. Całość utrzymana jest w ciemnych, nasyconych i zimnych barwach. Rysunek sam w sobie jest dokładny i realnie przedstawiający występujące postaci i zdobycze cywilizacyjne.

Cykl Universal War to zakrojona na ogromną skalę epopeja science fiction, która obok typowych dla tego gatunku elementów narracyjnych, konstrukcyjnych i technologicznych, zawiera także (jeśli nie głównie) charakterystykę umysłowej i emocjonalnej natury człowieka. Francuski pisarz jest fatalistą i nie ma najlepszego zdania o ludzkości. Sam przyznaje: „Universal War jest opowieścią traktującą o kruchości naszej cywilizacji”.

Denis Bajram (sc. & rys.), „Universal War Two. Tom 1”, Wojciech Birek, Wydawnictwo Elemental, Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Blueberry. Tom 8

17/03/2017 § 1 komentarz


 Człowiek z Żelaza

Przychodzi nam się żegnać z eksporucznikiem Mike’iem Blueberry’m. Może nie definitywnie, bo przed wiernymi czytelnikami bonus w postaci tomu oznaczonego na grzbiecie cyfrą zero. Wspomniana odsłona zbiera pierwsze pięć albumów serii, które dawno temu ukazały się w Polsce, a teraz wydawnictwo Egmont Polska zdecydowało się na reedycję, ale o tym tomie przyjdzie mi pisać później. Teraz czas zająć się zbiorczym tomem numer osiem, który zawiera ostatnie trzy oryginalne albumy serii: Apacz Geronimo, OK Corral oraz Dust.

Michael Steven Donovan, który ostatnimi czasy zyskał sobie przydomek gambler, przebywa w słynnym miasteczku Tombstone, gdzie – jak pamiętamy z siódemki – został podstępnie postrzelony. Rana wydawała się śmiertelna, jednak jakimś cudem nasz bohater wraca do zdrowia. Duża w tym zasługa Miss Malone, która czule opiekuje się rekonwalescentem. Pozytywnie działa także możliwość opowiadania dawnych przygód pisarzowi Johnowi Campbellowi, który skrzętnie notuje historię spotkania podówczas porucznika kawalerii z indiańskim wodzem Geronimo.

Fabuła całości prowadzona jest dwutorowo. Pierwszy wątek narracyjny dotyczy przeszłości i prowadzony jest przez samego bohatera. Drugi ukazuje zawiłości intrygi związanej z historyczną strzelaniną z 26 października 1881 roku, która miała w Tombstone. Uczestniczyli w niej bracia Earp (Wyatt, Virgil, Morgan) oraz Henry „Doc” Holliday, a po przeciwnej stronie barykady bracia Clanton (Ike i Billy) i McLaury (Tom i Frank). Popkultura wielokrotnie przerabiała to znane skądinąd wydarzenie. Wersja, jaką podaje nam Jean Giraud, jest znacznie rozbudowana, a także ciekawie poprowadzona. Scenarzysta zaangażował sporą grupę dodatkowych postaci (m.in. Blueberry’ego, młodego Billy’ego, płatnego zabójcę czy „panienkę” Gertrudę) i zadbał o ich psychologiczną wiarygodność, co wyraźnie uatrakcyjnia opowieść.

W porównaniu z innymi historiami serii opowieści brakuje rozmachu. Główny wątek ma kameralny charakter. Dodatkowo miejsce akcji zostało ograniczone do kilku zakurzonych ulic miasteczka w Arizonie. Nie jestem pewien, czy ową zmianę powinniśmy zapisywać na niekorzyść Gira. To nie jest już komiks awanturniczo-przygodowy, jak to miało miejsce, gdy scenariusze pisał Jean-Michel Charlier. Akcenty się przesunęły, nastąpiło większe skupienie na występujących postaciach. Ważne stały się emocje i motywacje. W tym kontekście trochę niewiarygodnie wypada główny protagonista, który mimo krwawiących ran, nagłych słabości, zawrotów głowy czy omdleń jawi się niczym niezniszczalny Człowiek z Żelaza.

Rysownik wyraźnie ograniczył ilość barokowych detali. Nadal jest szczegółowo i precyzyjnie, nadal dokładnie oddaje się realia epoki, choć z drugiej strony czasem postaci mają karykaturalne lub „płaskie” rysy twarzy, a tła redukuje się do barwnych plam. Całość wygląda dość surowo, co może być zasługą monochromatycznych kolorów.

Michael Steven Donovan przeszedł właśnie na zasłużoną emeryturę. Wydaje się nieprawdopodobne, że pomiędzy pierwszym a ostatnim albumem minęło 40 lat. Seria Blueberry mimo to się nie zestarzała. Wciąż pozostaje najlepszym komiksowym westernem wyprodukowanym w Europie.

Jean Giraud (sc. &rys.), „Blueberry. Tom 8”, przeł. Wojciech Bierk, Klub Świata Komiksu – album 1043, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 5+, kolory/cienie: 5] 

{komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Jam jest Legion

19/02/2017 § Dodaj komentarz


 Naziści sprzymierzają się z wampirem

jam-jest-legionEzoteryczne źródła nazizmu oraz połączenie ideologii narodowosocjalistycznej z okultyzmem to modne tematy wśród ludzi zainteresowanych historią i trwaniem III Rzeszy. Dlatego nie dziwi, że popkultura sięga po ten nośny konglomerat dość często. Wystarczy wymienić filmy Indiana Jones i ostatnia krucjata czy Poszukiwacze zaginionej Arki, ale także komiksy Obergeist. Droga do Ragnarok, Świetlista brygada (klik! klik!) czy serię Hellboy (klik! klik!) autorstwa Mike’a Mignoli. Do tego stosu możemy dorzucić komiks Jam jest Legion, który niedawno trafił na półki księgarskie za sprawą oficyny OMG! Wytwórnia Słowobrazu.

Produkcja Fabiena Nury’ego (scenariusz) i Johna Cassadaya (rysunki) była w Polsce kiedyś prezentowana. W 2008 roku nieodżałowane wrocławskie wydawnictwo Sutoris zaprezentowało pierwszy album serii. Tym razem jednak otrzymujemy wydanie zbiorcze, które zawiera wszystkie trzy albumy serii. Całość od strony edytorskiej i redakcyjnej prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Tyle tytułem trochę przydługiego wstępu.

Akcja komiksu rozpoczyna się w 20 grudnia 1942 roku. Pierwsze sceny rozgrywają się w Londynie, gdzie w tajemniczych fabien-nuryokolicznościach dochodzi do śmierci Victora Thorpe’a. W celu rozwikłania zagadki jego zgonu zostaje powołana specjalna komórka policji, która ma znaleźć odpowiedzi na pytania czy było to samobójstwo, czy może morderstwo. Rozwiązanie zagadki utrudnia fakt, że posiadłość milionera doszczętnie się spaliła. Czyżby komuś zależało na zatarciu śladów zbrodni? Powyższe pytania spędzają sen z powiek Stanleyowi Pilgrimowi, który przewodzi grupie. W tym samym czasie w innej części Europy rumuński ruch oporu stara się wykraść plany pewnej tajnej operacji niemieckiej, w której główne skrzypce gra małoletnia Ana. Dziewczynka posiada niesamowite mentalne zdolności: potrafi kontrolować zwierzęta i ludzi. Wystarczy, że zostanie im podana jedna kropla jej krwi.

Zarażone osobniki zamieniają się w sterowane na odległość, bezwolne zombie. I o to chodzi w eksperymencie Niemców, który mają plan utworzenia prawie nieśmiertelnych szwadronów śmierci. Marzenie nazistów o karnym megażołnierzu, który nie bacząc na nic, będzie zawsze parł do przodu. Wątpliwości wzbudza jedynie drobny szczegół: czy projekt „Legion”, który nadzorowany jest w Rumunii przez obergruppenführera SS Rudolfa Heyziga, nie obrażają czasem aryjskiej nauki. Właśnie ten aspekt sprawy ma na miejscu ma zbadać Hermann von Kleist, specjalny wysłannik Abwehry, a przy okazji prawa ręka admirała Wilhelma Canarisa, który z resztą występuje w komiksie.

Wątki londyński i rumuński dość długi czas prowadzone są osobno, a gdy w końcu john-cassadaysię spotykają ich połączenie nie jest wcale takie oczywiste. Czytelnik gubi się we własnych podejrzeniach, co i dlaczego łączy odległe geograficznie wydarzenia. A scenarzysta długo nie podaje „pomocnej dłoni”. Gdy w końcu mgła opada, okazuje się, że zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy stanowią jedynie mało znaczące piony w rozgrywce dwóch ponadczasowych mrocznych sił. Radu i Vlad to „dzieci nocy”, które od wieków pomieszkują wśród ludzi. Nury zupełnie inaczej interpretuje mit o wampirach… Jak? Tego już dowiedzą się ci, którzy sięgną po album Jam jest Legion.

Za oprawę graficzną komiksu odpowiada John Cassaday, amerykański rysownik, który regularnie współpracuje z Marvelem. Polscy czytelnicy mogą go kojarzyć z takich superbohaterskich produkcji, choćby z Astonishing X-Men, Kapitan Ameryka czy Planetary. Cassaday posługuje się wyraźną, zimną kreską, precyzyjną i realistyczną. Nie jest to może hiperrealizm Alexa Rossa, gdyż pewne karykaturalne przerysowania także uświadczymy. Dobrze wypadają sceny akcji, wszelkie strzelaniny, bijatyki i przepychanki. cassadayArtysta nie poświęca za dużo uwagi scenografii tła, sceny często rozgrywają się na tle ścian pokoi, budynków, pustego krajobrazu lub nieba. Rysunki oraz kolorystyka mocno podkreślają mroczny wymiar opowieści.

Główną zaletą omawianego komiksu niezmiennie pozostaje nieoczywisty scenariusz oraz sposób prezentacji wątków fabularnych. Fabien Nury zbudował opowieść w taki sposób, że kolejne detale bardzo skomplikowanej intrygi odsłaniają się przed czytelnikiem stopniowo. Zawiłościom fabularnym wtóruje złożona motywacja i intencje występujących postaci. Całość mimo to nie traci na spójności, jednak udana i satysfakcjonująca lektura „wymaga całkowitego zaangażowania ze strony czytelnika” (cytując słowa Philippe’a Petera z posłowia). Oficyna OMG! Wytwórnia Słowobrazu debiutuje na rodzimym rynku dobrą pozycją. Ciekawe, jakie są dalsze plany edytora?

 Fabien Nury (sc.), John Cassaday (rys.), „Jam jest Legion”, tłum. Jakub Syty, OMG! Wytwórnia Słowobrazu, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-] 

nurysklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

 wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw

13/02/2017 § Dodaj komentarz


 Przystojny młodzieniec, dwie kobiety i rewolucja francuska

Ddampierreurango, flagowy serial autorstwa scenarzysty i rysownika Yvesa Swolfsa, dobrze sobie w naszym kraju radzi. Elemental powoli zbliża się do ukończenia edycji. W grudniu premierę miał album numer dwanaście, czyli przed czytelnikami jeszcze tylko pięć odsłon. Wielbiciele twórczości belgijskiego artysty nie mają jednak powodów do narzekania – mogą sięgnąć teraz po serię Dampierre, która jesienią wystartowała w wydawnictwie Scream Comics. Łódzka oficyna zdecydowała się na publikację dwóch oryginalnych albumów w jednym tomie. Na takiej samej zasadzie ukazują się i inne serie u tego edytora: Dekalog (klik! klik!) czy Dżinn (klik! klik!). W edycji Scream cały cykl Dampierre zamknie się w pięciu zbiorczych tomach.

Pierwsza odsłona zawiera albumy: Czarny świt oraz Czas zwycięstw. Oba są napisane i narysowane przez Swolfsa, dalej, od trzeciego do dziewiątego zeszytu, artysta odpowiada jedynie za scenariusz, wspierają go rysownicy: najpierw Frédéric Delzant (pseud. Éric), następnie Pierre Legein, który napisał także skrypt ostatniej części. Seria ukazywała się w latach 1988 – 2002. Tyle tytułem wstępu. Zajmijmy się w końcu komiksem!

Jest październik 1792 roku. Tytułowy bohater, noszący imię Julian, to ubogi młodzieniec, yves-swolfsktórego poznajemy, gdy wkracza do małego miasteczka w departamencie Wandea. Chłopak udaje się prosto do domu mistrza Forestiera, gdzie chce się nająć do pracy jako stajenny. Robotę dostaje. Wynagrodzenie stanowi nocleg, wikt, opierunek i osiem franków tygodniowo. Młodzieniec najchętniej zrezygnowałby z finansowego uposażenia w zamian za lekcje strzelania i fechtunku. Tak się składa, że jego nowy pan nieprzypadkowo nosi przydomek „mistrz” – jest emerytowanym nauczycielem szermierki, aktualnie zajmującym się wychowaniem dorastającej córki.

Jak można się spodziewać, dziewczyna wpada w oko nowemu stajennemu, który okazuje się być całkiem rozgarniętym typkiem z ambicjami. Umie czytać i pisać, ale także dość dobrze orientuje się w sytuacji politycznej regionu. To ważne, ponieważ scenarzysta umieścił akcję komiksu w bardzo konkretnym miejscu i czasie. We Francji trwa rewolucja, monarchia została obalona, szlachta i duchowieństwo tracą swoje przywileje. W departamencie Wandea wybucha powstanie rojalistyczne. Bezpośrednią przyczyną rewolty był dekret Zgromadzenia Narodowego powołujący pod broń tysiące mężczyzn (czytaj: chłopów). „Inną przyczyną było sukcesywne zastępowanie księży odmawiających ślubowania na Konstytucję cywilną kleru księżmi konstytucyjnymi, co w lokalnym społeczeństwie spotkało się ze złym przyjęciem” (cytat za: Wikipedia: Wojny wandejskie). Buntownikami wywodzącymi się głównie z plebsu dowodziła szlachta, nierzadko zmuszona postawą chłopów (co zostało ukazane w komiksie). Starcia powstańców z armią republikańską były bardzo krwawe.

Wszystkie wspomniane wyżej zdarzenia (i wiele innych) przewijają się na kartach albumu. swolfsPisarz odwołuje się do nich całkowicie bezpośrednio, umieszczając swojego bohatera w centrum historycznych wydarzeń. Chłopak szybko wspina się po szczeblach wojskowej kariery, a udaje mu się to głównie dzięki intymnemu związkowi z pewną markizą. Kobieta dobiła z nim targu. W zamian za protekcję uczyniła go zbrojnym ramieniem i „ostatecznym” narzędziem wendetty wymierzonej w grupę pięciu arystokratów, z którymi spiskował jej mąż.

Gdy zaczęło się robić gorąco, chcąc ratować własną skórę (i majątki), „grupa pięciu” zdradziła markiza de la Roche Saint-Sidier. Niewierność przyjaciół zaprowadziła go na szafot. Przystojny Dampierre jest rozdarty. Nie potrafi się zdecydować czy pozostać wierny swej młodzieńczej miłości, czy nadal korzystać z łoża i opieki markizy.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji i zawiera wiele innych wątków, które nie zawsze łączą się bezpośrednio z protagonistą. Scenariusz omawianej pozycji jest precyzyjnie zbudowany. Jak na opowieść, która liczy sobie prawie sto stron, całość jawi się interesująco i zajmująco. Akcja prowadzona jest burzliwie. Zmieniają się lokacje: a to alkowa i łóżko markizy, a to rynek w miasteczku, a to stajnia, a to las. Całość obfituje w sceny walki (klasyczne pojedynki na szpady) i krwawe bitwy. Sporo jest także wstawek obyczajowych i stricte historycznych. Szkoda, że rodzimy wydawca nie pokusił się o krótkie posłowie, w którym zostałoby przybliżone tło historyczne i społeczne wydarzeń.

Za oprawę graficzną pierwszego zbiorczego tomu odpowiada Swolfs. Całość narysowana jest realistyczną, dampierre-swolfscienką kreską. Artysta dołożył wszelkich starań, aby bardzo precyzyjnie odwzorować historyczną scenografię: od mundurów, nakryć głowy i krynolin, poprzez narzędzia chłopów oraz broń żołnierzy, a skończywszy na budynkach i rozległych plenerach. W drugiej opowieści (Czas zwycięstw) sporo zdarzeń rozgrywa się na łonie natury. Muszę przyznać, że przedstawienie przyrody mnie urzekło. Plansze są po prostu klasycznie piękne.

Lektura dała mi sporo satysfakcji. Szkoda, że w Polsce nie produkuje się tego typu opowieści: historycznych i zarazem rozrywkowych. Mam wrażenie, że recenzowany komiks przeszedł w naszym kraju bez echa. Aż żal, bo to ciekawa i żywiołowo opowiedziana historia. A na dokładkę wizualnie atrakcyjna. Wielbiciele komiksów przygodowych spod znaku płaszcza i szpady koniecznie powinni się z omawianą pozycją zaznajomić.

Yves Swolfs (sc. & rys.), „Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw”, tłum. Jakub Syty, Scream Comics, Łódź 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+] 

dampierre-swolfssklep {komiks można kupić tu: klik! klik!gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Largo Winch. Tom 4

10/01/2017 § Dodaj komentarz


  Largo Winch w Ameryce

hamme-largoLargo Winch, obok Thorgala, jest najpopularniejszą i najbardziej rozpoznawalną postacią wykreowaną przez Jean’a Van Hamme. W czwartym zbiorczym tomie, obejmującym dwa oryginalne albumy Golden Gate i Shadow, scenarzysta kolejny raz udowadnia, że świetnie zna się na swoim fachu (recenzja trójki tu: klik! klik!) . Tym razem pisarz wysyła ekscentrycznego miliardera do Stanów Zjednoczonych, gdzie stacja telewizyjna W9, należąca do międzynarodowego Koncernu W, kręci serial telewizyjny. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa podejrzane fakty: 1) niezwykle wysoki, jak na tego typu produkcję, budżet; 2) w głównej roli obsadzono Simona O’Vronnaza, przyjaciela Largo, którego zdolności aktorskie są równe zeru.

Finansowanie serialu wzbudziło podejrzenia Dwighta Cochrane’a (kontrolera finansowego Koncernu W), który zlecił swojej współpracownicy zbadanie sprawy. Sara Washington jean-van-hammepoleciała do Stanów i w niewyjaśnionych okolicznościach nagle zaginęła. Zaniepokojony całą sytuacją pan Winch wskakuje do swego prywatnego samolotu i udaje się do San Francisco, aby wszystkiemu przyjrzeć się z bliska. Oczywiście na miejscu okazuje się, że sprawa ma drugie i trzeci dno. Ponieważ obok precyzyjnie zaplanowanego wrogiego przejęcia stacji W9 wychodzą na jaw inne brudne interesy prowadzone przez konkurencję: wymuszenia, handel kobietami i stręczycielstwo, kręcenie porno oraz zakazanych filmów (tzw. „snuff movies”). Szef Koncernu W odkrywa kłopotliwą prawdę, przez co stawia się na celowniku. Jego życie jest zagrożone. W ślad za nim wyrusza banda oprychów.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji. Narracja prowadzona jest niezwykle dynamicznie. Co prawda largo-winchpoczątkowo czytelnik musi mocno się skupić i poświęcić sporo uwagi na rozwikłanie wszystkich zawiłości dotyczących finansowania telewizyjnego serialu. Niełatwym zadaniem jest także zrozumienie kwestii prawnych i zależności między stacjami, spółkami oraz firmami. Trud podjąć należy. Nawet jeśli wiąże się on z koniecznością powtórnego czytania dymków. Van Hamme buduje opowieść głównie z wypowiedzi występujących postaci. Częste i słownie rozbudowane interakcje wzmagają odczucie „dziania się”. W komiksie nie brakuje także pościgów, podchodów, ukrywania się i spektakularnych ucieczek. To powoduje, że lektura nie nudzi, a całość tomu pochłania się za jednym podejściem.

Niezmiennie silne wrażenie wywiera warstwa graficzna komiksu. Philippe Francq mocno dba o realizm przedstawienia. Każdy najmniejszy detal (choćby popielniczka czy poszetka) narysowana została z taką samą dokładnością co budynki i pojazdy (samochody, autobusy czy śmigłowce). Układ kadrów na philippe-francqplanszy jest bardzo klasyczny, artysta nie stosuje żadnych eksperymentów formalnych. Takie „europejskie” podejście do konstrukcji strony sprawdza się wyśmienicie.

Scenarzysta dba o to, aby jego opowieści były maksymalnie prawdopodobne. Całość trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy. Uprzednie tomy znakomicie przestawiały świat wielkiej polityki i finansjery. W bieżącym czytelnik może spojrzeć zza kulisy przemysłu filmowego. Lubię i cenię sobie ten przygodowo-sensacyjny serial. Dlatego liczę, że już niedługo będę miał okazję przeczytać kolejny tom.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Francq (rys.), „Largo Winch. Tom 4”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo KURC, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4] 

largo-winch-francqsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Tymek i Mistrz. Tom 1

06/01/2017 § 1 komentarz


 Mistrzowski komiks

tymek-i-mistrzTymek i Mistrz zostali powołani do życia przez panów Rafała Skarżyckiego oraz Tomasza Leśniaka. Miało to miejsce jakieś piętnaście lat temu. Opowieści z udziałem tych bohaterów ukazywały się od marca 2001 r. do końca czerwca 2004 w „Komiksowie” – kolorowym dodatku dla dzieci do piątkowej „Gazety Wyborczej”. W latach 2003 – 2005 w oficynie Egmont Polska ukazało się sześć albumów z przygodami Tymka i jego nauczyciela. W związku z tymi faktami, niektórzy mogą się zastanawiać, dlaczego wydawnictwo Kultura Gniewu zdecydowało się na reedycję?

Już odpowiadam. Po pierwsze: Egmont nie zebrał wszystkich historyjek z „Komiksowa”. Po wtóre: po zwieszeniu magazynu Skarżycki i Leśniak przez kilka dobrych miesięcy tworzyli dalsze historie do szuflady. Jak udało mi się dowiedzieć, to co do tej pory ukazało się w albumach, to jedynie 40% całego materiału. Aktualny wydawca ma w planach opublikować trzy zbiorcze tomy, w których zaprezentowane zostaną WSZYSTKIE przygody małoletniego maga i jego mentora.

Głównymi bohaterami komiksu są: stary, bezimienny mag – Mistrz, który ma ponad 400 lat oraz jego młody uczeń. Opowieści toczą się w bliżej nieokreślonym miejscu. Prawdopodobnie w komiks-dla-dzieciŚredniowieczu. Pozornie wszystko jest na swoim miejscu. Czarodziej jest bardzo stary i bardzo mądry; szczupły, długobrody oraz łysy. Nosi długą, ozdobioną gwiazdami, szatę. Jednakże z racji swej długowieczności częstokroć zapomina najprostszych zaklęć. Bywa rozkojarzony, twardo po ziemi stąpa jego uczeń. Tymoteusz, mały urwis i spryciarz w okularach o grubych oprawkach, zjawia się pewnego razu w domu Mistrza i przekonuje go, że chciałby się uczyć magii. Terminowanie nie jest wcale. Lekcje sztuki czarnoksięskiej odbywają się rzadko i często przed nauką musi albo posprzątać, albo poukładać jakieś przedmioty. Ponieważ Mistrz jest potwornym bałaganiarzem i zbieraczem mało przydatnych przedmiotów, których przeznaczenia nawet on sam nie zna.

Antagonistami,rafal-skarzycki z którymi bohaterzy często muszą się skonfrontować są: ponury czarodziej Psuj, jego mało rozgarnięty i sepleniący uczeń o imieniu Popsuj. Zwykle Tymek i Mistrz muszą się bronić przed podstępnymi atakami ich strony. Psuj wciąż próbuje udowodnić, że najlepszym czarodziejem na świecie, chce raz na zawsze pozbyć się Mistrza. Para dobrych bohaterów nie daje się wciągnąć w rozgrywki złego maga lub staje w szranki na swoich zasadach i zawsze wygrywa, bo dobro zawsze…

Menażeria postaci pojawiających się na kartach albumów jest rozległa: smoki i smoczki, trolle, olbrzymy, cyklopy, jednorożce, krasnoludki i gnomy. Klasyczne fabuły z udziałem wyżej wspomnianych bohaterów zostają wykrzywione, autorzy dopisują do archetypicznych opowieści zaskakujące pointy. Siłą omawianego serialu jest przewrotne poczucie humoru, które docenią także dorośli czytelnicy.

Wymyśleni przez tomasz-lesniakLeśniaka i Skarżyckiego główni bohaterzy wzbudzają sympatię. Brak przemocy, jak i pozytywny przekaz: Mistrz lub Tymek zawsze znajdują rozwiązanie, które wszystkich zadowala. Dodatkowo autorzy cichaczem przemycają także wątki edukacyjne, z których małoletni czytelnicy dowiedzieć się mogą wielu przydatnych rzeczy. Komiks jest pozycją godną polecenia dla wszystkich czytelników niezależnie od wieku.

Rafał Skarżycki (sc.), Tomasz Leśniak (rys.), „Tymek i Mistrz. Tom 1”, Kultura Gniewu, wyd. II (kompletne), Warszawa 2016.

[scenariusz: 5+, rysunki: 6, kolory/cienie: 4+]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}12920279_861021164024108_122616306522720486_n
Powyższy artykuł pierwotnie ukazał się na łamach 16. numeru magazynu „Fika”; czasopismo można zamówić na stronie Tashki: klik! klik!

fika-numer-16

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with integral at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: