Rekomendacje: Komiksy zebrane Tove Jansson. Tom 2

05/01/2017 § 7 Komentarzy


 Komiks znakomity

Wydawnictwo EneDueRabe zapowiedziało, moomin-the-complete-comic-stripże już niedługo dodruk pierwszego tomu muminkowych pasków oraz (w końcu!) drugi tom. Jaram się, bo to mistrzowskie komiksy autorstwa samej Tove Jansson (o czym niektórzy nie wiedzą). Bardziej hardkorowe, niż książki. Jaranie, pijaństwo, kradzieże, zabicie dzikiego świniaka, znajdowanie trupa pod kanapą, zaszywanie cioci w namiocie i żeglowanie w trakcie sztormu, to dla Muminków, Ryjka, Małej Mi i Włóczykija chleb powszedni. A w jednej historii Bobek dosłownie zjada dom Muminka. Takie ciężkie klimaty. Całkiem sporo odcinków znanego anime było wzorowanych właśnie na tych komiksach (np. jedna z moich ulubionych opowieści: trzyodcinkowa historia o dżungli w Dolinie Muminków).

Pierwszy komiks Tove Jansson, zatytułowany Mumintrollet och Jordens undergång (Muminki i koniec świata), był krótko trwającym projektem, przygotowanym przez autorkę dla lewicowej gazety „Ny Tid”. Redaktor Atos Wirtanen (prywatnie przyjaciel Tove) namówił pisarkę na tworzenie dwóch pasków tygodniowo. Wiadomo: Tove, prócz świetnego pióra, miała także talenty plastyczne, dlatego w latach 1947 i 1948 bez problemu tworzyła wspomniany komiks. Paski z kolejnymi przygodami Muminków, drukowano w dodatku dla dzieci w Finlandii i Szwecji. Seria została przedrukowana w formie książkowej pod nazwą Jorden går under! (Świat się kończy!) przez gazetę. To komiks Tove numer zero (niewydany u nas).

muminek

Później była przerwa. Aż do roku 1954, gdy Tove zaczęła tworzyć paski dla londyńskiego „The Evening News”. Czasem pomagał jej brat Lars. Tove sama (lub wspólnie z bratem) stworzyła 21 historii (1954-1959), a potem Lars sam ciągnął rysowanie pasków i ostro cisnął aż do 73 historii (1975 rok).

Niżej wklejam listę komiksów wydanych kiedyś przez Egmont w ośmiu małych albumikach, którą stworzyłem kiedyś na własne potrzeby, bo mnie wkurzał ten brak kolejności. Na początku historie czasem się łączyły, no i kreska ładnie się rozwijała, a fajnie jest patrzeć, jak dojrzewał styl twórcy. W nawiasie wpisałem numer egmontowego albumiku. Jeśli komuś nie chce się czekać aż EneDueRabe wyda całość (a w ich tempie to może poootrwaaaać milion lat…), to może ogarnąć egmontowskie albumiki na allegro (sam mam wszystkie). Jeśli nie ma polskiego tytułu, to znaczy, że u nas jeszcze danej historii nie wydano:
1. Rabusie, Mumintrollet (4)
2. Życie rodzinne, Muminfamiljen (3)
3. Muminki na riwierze, Mumin på Rivieran (6)
4. Wyspa Muminków, Den ensliga ön (3)
5. Niebezpieczna zima, Den farliga vintern (1)
6. Zabawa w udawanie, Låtsaslek (7)
7. Nowy dom Muminka, Mumin bygger ett hus (1)
8. Nowe życie Muminków, Mumin börjar ett nytt liv (1)
9. Zakochany Muminek, Mumin blir kär, (3)
10. Dżungla w Dolinie Muminków, Mumindalen blir djungel (2)
11. Muminki i marsjanie, Mumin och marsmänniskorna, (4)
12. Muminki i morze, Mumin och havet (2)
13. Związkowcy w Dolinie Muminków, Föreningsliv i Mumindalen (8)
14. Mumintrollet i vilda västern
15. Panna Migotka w dobie rokoko, Snorkfröken i rokoko (8)
16. Mumin och medborgarkänslan
17. Mumin och kometen
18. Złoty ogon Muminka, Mumin och den gyllene svansen (5)
19. Muminvinter
20. Muminki zostają marynarzami, Mumin till sjöss (6)
21. Zaloty nieboraka, Klåttdjurets frieri (7)
————Od tego momentu już tylko komiksy Larsa————
22. Lampa Muminka, Mumins lampa (8)
24. Tatuś Muminka i szpiedzy, Muminpappa och spionerna (5)

muminki-komiks

Komiksy Tove mają to wszystko, co jej książki, czyli magię natury, mądrość, depresyjny klimat (generalnie to są książki o samotności), świetne historie, znakomite postacie, wzruszające momenty… Plus dodatkowo posiadają coś, czego książki nie mają, lub co jest tam w mniejszych ilościach, czyli totalnie odjechany humor, a występujące postaci mają wyjątkowo dziwne przygody.

Np. na morzu jest sztorm, więc co robi Mama Muminka? Mówi do męża, że tu macie kanapki i weź dzieciaki na łódkę, bo to fajna przygoda popływać w czasie sztormu. Albo Muminki są na wyspie, nie mają co jeść, więc upolowały i zarżnęły dzikiego wieprza. Zjadły go, a za chwilę wpada inna świnia i mówi do Muminków, że zjadły jej męża. I dodatkowo mówi, że ją też mogą zjeść, ale najpierw chciałaby zakopać kości męża. Albo Muminek znalazł zwłoki, więc Mama każe mu je zakopać w ogrodzie. Pełen odjazd. Ale oczywiście smutno też czasem jest.

tove-komiks

Dodatkowo to są przecież komiksy, a Tove Jansson jest znakomitą rysowniczką, więc im więcej jej rysunków tym lepiej. Oczywiście jest też zabawa typowo komiksowa. Tove robi rzeczy, które można zrobić tylko w tym medium. A to poukrywa jakieś smaczki w rysunkach, a to bawi się w jakieś ozdabianie kadrów, np. zamiast jednej z 4 kresek, które tworzą kadr, jest łańcuch, jakaś łodyga lub szczotka (w zależności od tego, co aktualnie dzieje się w historii). Albo np. przez całą historię Rabusie razem z Muminkiem i Ryjkiem przygody przeżywa jakieś małe zwierzątko napotkane po drodze, którego oni zupełnie nie widzą (po przeczytaniu można sobie jeszcze raz przejrzeć komiks i zobaczyć, że zwierzątko cały czas tam było i robiło to samo, co znacznie więksi Muminek i Ryjek). Tak samo było z Idefiksem w Wyprawie dookoła Galii, tylko że Jansson zrobiła swój komiks 11 lat wcześniej. Nie wiem, czy to ona wpadła jako pierwsza na ten pomysł, ale bardzo możliwe.

tove-jansson-comics

Postacie w komiksach są też mniej grzeczne. Włóczykij swoim zachowaniem bardziej przypomina Tomka Sawyera czy Hucka Finna. Nie jest taki ułożony jak w książkach, a tym bardziej w anime, gdzie jest praktycznie bez skazy. Chodzi tylko z tą swoją fają i kombinuje, co by tu nabroić. Tatuś Muminka pije rum, pali cygara. Muminek daje komuś w mordę. Ryjek jest 10 razy większym materialistą, niż w książkach i takie tam.

Paski o Muminkach to połączenie książek o Muminkach, Fistaszków Charlesa Schulza i surrealistycznego humoru. W mojej opinii komiks znakomity.

Zapowiedź pozycji: Tove Jansson (sc. & rys.), „Muminki. Komiksy #2”, przekł. Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo EneDueRabe, Gdańsk 2017.

[autor: Krzysztof Cuber]muminki-pasek-komiksowy

O komiksowych Muminkach Tove Jansson pisałem na blogu dwa razy: klik! klik! & klik! klik!

moomin-family

Tata z córką czyta komiksy: Detektyw Miś Zbyś na tropie – Złoty Sokół Teksański

27/11/2016 § 1 komentarz


Tata z córką czyta komiksy. Pierwsza odsłona cyklu

Postanowiłem kupić dla swojej, wtedy dwu i pół letniej, córeczki jej pierwszy komiks. mis zbysPo krótkim rozeznaniu wybór padł na Misia Zbysia Jasińskiego i Nowackiego. Ponieważ pierwszy tom był już niedostępny, przygodę zaczęliśmy od tomu drugiego. Początkowo komiks córki nie zainteresował – nie chciała, żebym go jej czytał. Wolała znane i lubiane książeczki z obrazkami. Jednak, gdy tylko (przyznaję: nieco wymuszona) lektura się zakończyła, uśmiech pojawił się na twarzyczce latorośli. Została „kupiona”.

W tym momencie, niestety, pojawiła się nowa przeszkoda – rodzice. Wspólnie z żoną nie mieliśmy pojęcia, że czytanie komuś komiksów jest aż tak absorbujące. Żona wcale nie czyta komiksów; a sam zaczynałem w czasach TM-Semica i niedawno, po dwunastoletniej przerwie, wróciłem do dawnego hobby – czyli powinienem przewidzieć ewentualne trudności. Czytając komiksy pewne rzeczy robi się automatycznie, nie specjalnie się nad nimi zastanawiając. Ogląda się obrazki, nowackiczyta tekst i stara się zauważyć smaczki jakie rysownik czy scenarzysta przygotowali dla odbiorcy. Nie sądziłem, że tak trudno jest opisać komuś, co się dzieje na planszy.

A dzieje się! W albumie znajduje się aż pięć dwustronicowych rozkładówek (sam komiks liczy 48 stron). Rysunki wypełnione są po brzegi postaciami. Tutaj mała uwaga – czasem miałem problem z odgadnięciem jakie zwierzę jest na obrazku: ,,To niebieskie to chyba zając córeczko, tu jest pies, tu kotki, tu hipopotam, a tu… nie wiem”. Na pewien czas odstawiliśmy więc Misia Zbysia na półkę książek przeczytanych.

Po przełamaniu pierwszych lodów polubiliśmy przygody zwierzęcych detektywów. Rysunki są dostosowane do odbiorcy, standardem jest umieszczenie tylko dwóch kadrów na stronie (czyli duże rysunki), zdarzają się również rysunki całostronicowe. Fabuła jest ciekawa, postacie mają swój charakter. Córeczce spodobał się Borsuk Mruk. Na kadrach innego komiksu – Ryjówki Przeznaczenia – widząc rysunek borsuka wołała „Borsuk Mruk!”. Często też powtarzała kwestie z komiksu (np. sprzeczkę Misia i Borsuka przed kopalnią).

Twarda oprawa jest dodatkowym plusem. Chociaż rodzice nie powinni się łudzić, pociechy są bardzo twórcze w zakresie niszczenia wszelakich pozycji czytanych. mis-nowackiNasz egzemplarz został obklejony przez córkę na dwóch stronach, na szczęście początkowych, naklejkami.

Czy zatem polecam lekturę Misia Zbysia dzieciom (i rodzicom)? Jak najbardziej. Jest to wspaniały początek przygody dla nieletnich i miły powrót do czasów dzieciństwa dla dorosłych. Czytając Julitce przygody dzielnego detektywa w myślach widziałem biblioteczkę zapełnioną setkami komiksów i moją córkę zaczytującą się w pozycjach Moore’a, Gaimana, Eisnera czy Satrapi (chociaż mam nadzieję, że doceni też zebraną przeze mnie klasykę Chrisy i będzie wspierać młodszych twórców polskiego pochodzenia). Trudno powiedzieć, jak się ta historia zakończy, ale pierwszy krok został postawiony. Teraz muszę tylko wprowadzać nowe pozycje, z bardziej skomplikowaną fabułą, i obserwować reakcję dziecka.

Maciej Jasiński (sc.), Piotr Nowacki (rys.), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański”, Kultura Gniewu, Warszawa 2014.

[autor: Paweł Panicz]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Bajki

31/03/2015 § 2 Komentarze


Bajki bez pięknej księżniczki

rosensteinWydawnictwo Warstwy przebojem, a właściwie dwoma, wdarło się do grupy małych a intrygujących oficyn, które obserwuję i którym kibicuję. Dwie pierwsze moje przygody czytelnicze z książkami wrocławskiego edytora to: Oczy Iwony Chmielewskiej (szkic w późniejszym terminie) oraz Bizary Ewy Szumańskiej. (Po lekturze zanotowałem: Książka jest elegancko wykonanym i świetnie zaprojektowanym, przez Ryszarda Bienerta, przedmiotem: okładki spięte banderolą z logotypem wydawnictwa, na pierwszy rzut oka bardzo Biblię przypomina, ale już świńsko-różowa wklejka to wrażenie łamie, spis treści złożony z dużą ilością światła, i t d. Rzecz, którą trzeba wziąć do ręki i przekartkować, by w pełni docenić.)

Na niedawnych Targach Książki dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu Warstwy się wystawiały. Dzięki niespodziewanemu spotkaniu (kokieteria z mojej strony, dobrze wiedziałem, że stoisko będzie i że je odwiedzę) mam okazję zapoznać się z Bajkami Erny Rosenstein. Ta niewielka objętościowo, bo nie formatowo, książka zawiera łącznie osiem tekstów zmarłej w 2004 roku malarki surrealistycznej i poetki (warto wspomnieć, że premiera odbyła się dniu dziesiątej rocznicy śmierci autorki). Z posłowia możemy się dowiedzieć, że część tekstów publikowana była w latach 40. ubiegłego wieku na łamach pracy dziecięcej (m.in. „Świerszczyka”), a niektóre drukowane są pierwszy.

babcia

Stylistyka zaprezentowanych tekstów jest różnoraka. Całość otwiera udany wiersz pt.: Nieudana podróż o dwóch małych chłopcach, którzy w podróż chcą się wybrać, są gotowi, spakowani, już na dworzec się udają, a tam czeka na nich niemiła niespodzianka. Podoba mi, żwawo poprowadzony, ładnie zrymowany. Do moich ulubionych bajek, już prozą, należą: Babcia, Chłopczyk, Księżyc. Pisarka posługuje się pewnymi stałymi elementami scenografii, które regularnie się pojawiają. Niczym echo powracają: puste ulice, gruzy kamienic, wysokie kominy, pusty dom lub pokój, cienie i ciemność. Niewiele w nich światła, pewności, świetlistości. Nadzieja pojawia się na kształt nagłego promyka księżycowego światła, niczym chybotliwy płomień świecy, na który trzeba uważać, aby go przypadkowo nie zgasić.

Autorka koncentruje się na emocjach i uczuciach swoich bohaterów, nie boi się o tym pisać, nawet jeśli jest to głownie samotność, cierpienie, odrzucenie. Świat jawi się jako miejsce mroczne, fantasmagoryczne, niebezpieczne, miejscami nawet koszmarne. Główną motywacją działania bohaterów, to odnajdywanie spokoju i radości, a nie wielkich skarbów. Bajki są bajkami, w których nie spotkamy biednej, ale pięknej i szlachetnej księżniczki, raczej starą kobietę (babcię), która szanuje i przejmuje się innymi, a o siebie się nie troszczy.

karol banach

Ilustracje przygotował Karol Banach, który świetnie wczuł się w oniryczny i mroczny klimat opowieści. Jego prace są wyraźnie surrealistyczne, osiągnął to za sprawą geometryzacji przedstawienia postaci i wprowadzeniu „latających” brył, a także poprzez zaburzenie proporcji i puszczenie wodzy fantazji (m.in. kot w białe grochy, pan ropuch woźnica dorożki). Uboga paleta barw, dominacja szarości i różnych odcieni granatu powoduje, że coś melancholijnego wyziera z całości. Jedyną ciepłą barwą jaka pojawia się na planszach, to pomarańcz, ale szafuje nim ostrożnie na zasadzie kontrapunktu. Ilustracje Banacha pasują idealnie. Przyznam szczerze, że po przeczytaniu i obejrzeniu nie wyobrażam sobie, aby mogły być inne.

Książka jest piekielnie pięknie zaprojektowana, kolejny raz w tym tekście moje słowa uznania dla Ryszarda Bienerta. Font tekstu bajek ma odpowiednią wielkość, jest prosty, bez zbędnych ozdobników. Osobiście zrezygnowałbym z wyjustowania. Margines dolny i górny jest szeroki, więc strona ma dużo światła. Zastosowano także żywą paginę, dzięki czemu wiemy, jaką dokładnie bajkę czytamy. Twarda okładka, papier tłoczony poliwrap, wklejki z przodu i z tyłu.

charlie chaplin

Myślę, że wspólne (z dziećmi) czytanie tej książki będzie od wielu rodziców wymagało odwagi. Większość publikacji dla dzieci pokazuje cukierkową rzeczywistość, nieprawdziwą; odwykliśmy od myślenia, że świat to jednak wrogie miejsce. Bajki Erny Rosenstein to rzecz mądra i przejmująca. Unaoczniająca, że szczęście można odnaleźć w drobnostkach, mało znaczących detalach. Jeśli nadamy im sens, to one uzyskają wartość i znaczenie.

Erna Rosenstein (tekst), Karol Banach (ilustracje), „Bajki”, Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2014.

[tekst: 4+, rysunki: 6, kolory/cienie: 5+]

logo-sklep{książkę można kupić tu: klik! klik!}

Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański

17/02/2015 § Dodaj komentarz


W pogoni za skarbem Indian

mis zbysJak zapewne wszyscy wierni czytelnicy pamiętają (a jak nie, to tu dla przypomnienia moja recenzja: klik! klik!), w pierwszej części komiksu, detektyw Zbyś i jego dzielny pomocnik – Mruk, rozwiązali sprawę znikającego z pszczelego ula miodu. Śledztwo wymagało od naszych bohaterów sprawnego łączenia faktów, bezwzględnej dedukcji, co skutkowało szeregiem dynamicznych pościgów za złoczyńcą.

Mówiąc w skrócie: było dla naszych bohaterów wyczerpujące. Dlatego nie dziwi, że panowie postanawiają odpocząć i udają się na weekendową wycieczkę pociągiem po Dzikim Zachodzie. Mruk niezwykle emocjonuje się wyjazdem, wyraźnie widać jego fascynację niezwykłą rzeczywistością – w jeden z początkowych scen widzimy jak przebiera się za rasowego kowboja i paraduje w nowym stroju do końca albumu; ma nawet ostrogi i prawdziwe (na wodę!) rewolwery.

Akcja się zagęszcza, gdy pociąg staje, a do podróżnych dociera informacja, że z przedziału bagażowego skradziono cenny artefakt – figurkę Złotego Sokoła Teksańskiego. Posążek dawno temu zrobili Indianie, potem na kilka wieków zaginął, a niedawno cudem został odnaleziony. Miała trafić na honorowe miejsce do muzeum.

zbysChcąc nie chcąc Zbyś przejmuje inicjatywę – musi znaleźć „ciepły” trop i ruszyć za bandą porywaczy, aby odzyskać artefakt. Czytelnik towarzyszy mu aż do szczęśliwego finału. Schemat narracyjny jedynie w nieznacznym stopniu odbiega od tej znanej z poprzedniego tomu. Zmieniła się sceneria, która jest znacznie ciekawsza i bardziej wciągająca. Plansze narysowane przez Piotra Nowackiego wciągają, powraca się do nich po wielokroć, ponieważ zaopatrzone zostały w wielką ilość szczegółów. Oglądanie dwuplanszowych rozkładówek jest zadaniem czasochłonnym i pasjonującym, gdyż dzieje się na nich całkiem sporo, trochę przypomina to zabawę w Gdzie jest Wally?. Pojawiają się nowi bohaterzy, którzy mimo że odgrywają role epizodyczne są staranie narysowani i urzekający. Oraz zabawni: polecam prześledzić na każdym double splash poczynania myszy.

mrukOmawiany tom przykuł moją uwagę w większym stopniu niż poprzedni. Pewnie dlatego, że w scenariuszu pojawiły się sygnały wysyłane dla dorosłego czytelnika – sęp monopolista, prowadzący pustynne linie lotnicze czy darmowe gałązki w ognisku, które służą do wysyłania sygnałów dymnych (niczym darmowe minuty).

Maciej Jasiński w wywiadzie mówił, że jego komiksy „mają morał, jak to historie dla dzieci: na koniec trzeba wszystko wyjaśnić, a złoczyńcę musi spotkać kara. Ale nie o naukę tu chodzi, nie przede wszystkim. Lektura komiksu to ma być zabawa…”. I faktycznie, lektura Złotego Sokoła Teksańskiego to niezła zabawa. Morał także jest – podoba mi się przesłanie, gorzej z karą dla złoczyńców, tego wyraźnie brakuje. Anty-bohaterki miały szczytny cel, ale osiągnęły go w niezbyt praworządny sposób (cel nie uświęca środków!). I jeszcze jedna mała uwaga: całość kończy się za szybko, brakuje zakończenia. Znaczy się koniec jest, jednakże rozwiązanie intrygi następuje zbyt nagle, z zaskoczenia. Przydałoby się jeszcze z cztery plansze łagodnego dojścia do finału.

darmowe minutyKomiksy z serii Detektyw Miś Zbyś na tropie to publikacje przeznaczone dla najmłodszych czytelników. Niewielka ilość dymów, prosty tekst, drukowane litery zapraszają do pierwszych samodzielnych prób czytelniczych. A warstwa graficzna i kolory skutecznie wciągną w świat opowieści jeszcze młodszych odbiorców. Opowieść „nie dorasta” z czytelnikiem, jak to miejsce w serii z udziałem Hildy Folk, gdzie każda kolejna część przeznaczona jest dla trochę starszego odbiorcy. W wypadku Misia Zbysia i jedynka, i dwójka to historie samoistne, zamknięte w przestrzeni albumu. Nie ma potrzeby znać poprzednich części, co jest oczywistym plusem, ponieważ wprowadzają kolejne „pokolenia” w świat komiksu.

Maciej Jasiński (scenariusz), Piotr Nowacki (rysunki), Norbert Rybarczyk (kolory), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański”, Kultura Gniewu, seria: Krótkie Gatki, Warszawa 2014.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 6]

zloczynca  krowa  szeryf  sęp

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Rekomendacje: Muminki. Komiksy zebrane Tove Jansson, tom 1

17/11/2014 § 11 Komentarzy


Właściwie to było do przewidzenia. Właściwie to musiało się tak skończyć. komiksy tove janssonZasadniczo to był kolejny krok jaki mogła wykonać gdańska oficyna EneDueRabe. Krok logiczny i uzasadniony. Skoro wydawca zrobił pierwszy krok: w 2011 roku opublikował Co było potem? Książkę o Mimbli, Muminku i Małej Mi. Następnie w ubiegłym roku zrobił drugi krok: opublikował książkę Kto pocieszy Maciupka?. Trzecim krokiem jest publikacja Niebezpiecznej podróży, która swoją premierę podczas Targów Książki dla Dzieci i Młodzieży, które odbywały się w Poznaniu do 28 lutego do 2 marca 2014 r. A dodatkowo na rok 2014 przypada okrągła rocznica setnych urodzin Tove Jansson i dlatego tym bardziej pięknie się składa, i dlatego tym bardziej jest to elektryzująca nowina.

Wydawnictwo EneDueRabe zdecydowało się opublikować kompletne wydanie prasowych pasków komiksowych, które Tove Jansson rysowała od 1954 roku do 1959 roku dla londyńskiego dziennika „Evening News”.
muminki_plansza

Podstawą polskiej edycji będzie reprint przygotowany przez kanadyjskie wydawnictwo Drawn and Quarterly, które w 2006 opublikowało Moomin: The Complete Tove Jansson Comic Strip. Book One. Księga zawiera pierwsze cztery gazetowe opowieści napisane i narysowane przez Tove Jansson: Moomin and the Brigands, Moomin and Family Life, Moomin on the Riviera i Moomin’s Desert Island.

Prasowe paski komiksowe z udziałem Muminków publikowane były w „Evening News” aż do 1975 roku. Od 1957 roku przy produkcji stripów, pomagał Tove jej brat – Lars Jansson, który od 1960 roku przejął od siostry serię w londyńskim dzienniku. Łącznie ukazało się 73 różnych opowieści. D&Q zebrała i wydała paski Tove Jansson w pięciu tomach, ostatni z nich ukazał się w 2010 roku. Kanadyjski wydawca nie poprzestał na tym, wydaje Muminki dalej, do ubiegłego roku ukazały się kolejne trzy tomy, już jako: Moomin: The Complete Lars Jansson Comic Strip.
muminki_plansza_

Udało mi się dowiedzieć, że polska oficyna planuje wydać pierwsze pięć tomów z tej serii, te przy produkcji których pracowała Tove Jansson. W ciągu tych kilku lat rysowania komiksowych Muminków powstało łącznie 1645 pasków.

EneDueRabe zapowiada, że premiera serii będzie miała miejsce w Krakowie podczas Targów Książki, czyli 23-26 października bieżącego roku {Niestety wydawcy nie udało się dotrzymać tego terminu, aktualna data – połowa grudnia b.r.}. Pan Tomasz Kuźmicki, redaktor w gdańskiego wydawnictwa pisał mi, że zostaną utrzymane standardy kanadyjskiego wydania: pionowy format, twarda okładka, odręczny font.

Nie ma jeszcze polskiej okładki, ani przykładowych plansz. Dlatego we wpisie użyłem okładki z kanadyjskiego wydania, a plansze pochodzą z niemieckiego wydania oficyny Reprodukt, które również jest oparte na edycji przygotowanej przez Drawn and Quarterly.

[Można kliknąć na planszę, wówczas otworzy się w większej rozdzielczości, dodatkowo kilka stron z D&Q można pooglądać na issuu tu: klik! klik!]
Jestem przekonany, że książka będzie hitem!

muminek na glowie

_muminki_planszaTak na marginesie, chciałbym przypomnieć, że już kiedyś w naszym kraju ukazało się kilka komiksów Tove Jansson. W latach 2005-2007 Egmont Polska wydało łącznie 8 zeszytów z przygodami Muminków: miękka okładka, układ poziomy. Żadnego z tych ośmiu zeszytów nigdzie nie można już kupić. Nawet na allegro pojawiają się rzadko i w „dziwnych” cenach. Dlatego tym bardziej się cieszę, że znów będą dostępne komiksy z udziałem Muminków.

Przekazuję najświeższe informacje:

moomin1. 16 listopada wydawnictwo pochwaliło się na swoim profilu polską wersją okładki, która została zaprojektowana przez Ewę i Pawła Pawlaków.

2. Książka ostatecznie ukazała się dnia 5 lutego 2015. Cena okładkowa 49,90 zło. Kupić można choćby tu: klik! klik! lub tu: klik! klik!

Hilda i Ptasia Parada

19/05/2014 § Dodaj komentarz


hilda i ptasiaHilda i Ptasia Parada, autorstwa brytyjskiego artysty Luke’a Pearsona, to trzeci (ostatni wydany w Polsce) tom z udziałem sympatycznej i rezolutnej Hildy Folk. Poprzednie dwa albumy zostały bardzo dobrze przyjęte zarówno przez krytykę, jak i przez czytelników (nie tylko dorosłych). Myślę, że wysoki popyt na komiksy z przygodami Hildy wiąże się z tym, jaka jest główna bohaterka Pearsona.
Wymyślona przez niego postać to nieustraszona, pewna siebie dziewczynka, która w wyniku zdarzeń przedstawionych w albumie Hilda i Nocny Olbrzym, wraz z mamą przeprowadza się z górskiej wioski do miejscowości o nazwie Trolberg. Bohaterce trudno się odnaleźć w nowej rzeczywistości, bo wszystkie budynki wyglądają tak samo, a dni są szare i podobne do siebie. Pierwsze plansze omawianego albumu pokazują, na zasadzie przeciwieństw, różnicę jakościową między mieszkaniem w górach, a mieszkaniem w mieście – bardzo prosty zabieg, ale dobitny. Dodatkowo od przeprowadzki matka niechętnie pozwala córce biegać i odkrywać nowy świat, gdyż miasto jest potencjalnie bardziej niebezpieczne, do tego większe. Dlatego umawiają się, że wieczorem wspólnie udadzą się na Ptasią Paradę.
planszaA tymczasem, dzięki wsparciu kolegów ze szkoły, Hildzie udaje się w końcu przekonać rodzicielkę, aby pozwoliła jej wyjść z nimi, poznać miejskie rozrywki i trochę pobiegać po okolicy. Niebieskowłosa dziewczynka wyraźnie różni się od pozostałych dzieci. Nie widzi nic zabawnego w straszeniu i dręczeniu zwierząt czy w wydzwanianiu bez powodu do drzwi sąsiadów. Nie chce brać udziału w konkursie na celność rzucania kamieniami w ptaki. W tym aspekcie komiks brytyjskiego twórcy uczy młodych czytelników empatii i zrozumienia dla cierpienia innych. W trakcie „zabawy” jeden z ptaków zostaje trafiony w skrzydło i spada na ziemię. Nasza bohaterka pospiesznie ofiarowuje mu pomoc, co nie jest mile widziane przez jej współtowarzyszy.
babciaUratowany ptak okazuje się być kurkiem i to niezwykłym, ponieważ potrafi mówić. A dodatkowo zapomniał kim jest, jak się lata oraz jaką misję ma do wypełnienia. Nie chcę zdradzać suspensu. Tym bardziej, że autor wymyślił niezwykłe rozwinięcie tej prostej sytuacji. Warto samemu się przekonać, czy Hilda uratuje kruka i jakie znaczenie dla miasteczka Trolberg ma ów ptak.
Fabuła nie jest skomplikowana, ale za to wystarczająco dziwna, magiczna i prawdziwie baśniowa. Jest to opowieść dla dzieci, choć dorośli również bardzo dobrze się będą przy jej lekturze bawić. Komiks namawia dzieci do rozwijania w sobie odkrywcy. Autorowi udaje się oddać przeświadczenie o niesamowitości świata, które wszyscy pamiętamy z dzieciństwa, gdy każdy kolejny dzień był szansą na nową przygodę. portDodatkowo, w końcowym fragmencie książki, podkreślona zostaje emocjonalna więź, łącząca rodzica z dzieckiem i to bez zbędnego moralizatorstwa. Uproszczony rysunek Pearsona wyśmienicie oddaje zjawiskowość snutej przez niego opowieści. Atrakcyjna, ciepła kolorystyka. Duże plansze i kadry ze sporą ilością szczegółów, które uczą spostrzegawczości, to także plusy publikacji.
Jestem wielkim fanem serii Luke’a Pearsona, który jest niezwykle utalentowanym i utytułowanym twórcą. Z niecierpliwością oczekuję informacji, czy i kiedy zostanie wydany w Polsce czwarty tom Hilda and the Black Hound, który można już kupić w Wielkiej Brytanii.

Luke Pearson (scen. & rys.), „Hilda i Ptasia Parada”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2014.

[scenariusz: 5+, rysunki: 6, kolory/cienie: 5+]


recenzje poprzednich tomów czytaj tu:
Hilda i Troll: klik! klik!
Hilda i Nocny Olbrzym: klik! klik!


picturebook{komiks można kupić tu: klik! klik!}wpRecenzja napisana dla serwisu komiks.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć :tu: tak! :tu:

Hilda i Nocny Olbrzym

08/03/2014 § Dodaj komentarz


hilda Wydany w zeszłym roku album Hilda i Troll okazał się jednym z najciekawszych komiksów skierowanych do młodego czytelnika. Główna bohaterka z miejsca zdobyła moje serce i z niecierpliwością oczekiwałem kolejnego tomu jej przygód. Hildą i Nocnym Olbrzymem Luke Pearson w pełni sprostał moim rozbudzonym oczekiwaniom, bo kontynuacja serii okazała się znakomita. Lepsza, niż się spodziewałem i lepsza od poprzedniego tomu, który dla Pearsona okazał się zaledwie rozgrzewką.
Historia o problemach ze skalnym trollem, choć niewątpliwie urokliwa, była dość prostą opowiastką o tym, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Z perspektywy drugiego albumu była to jedynie smakowita przystawka przed tym, co komiksowy ojciec Hildy przygotował w drugim tomie. Hilda i Nocny Olbrzym jest opowieścią znacznie bardziej skomplikowaną, z większą ilością niuansów i przez to bardziej interesującą. Ale zaczyna się podobnie, jak w poprzednim tomie – punktem wyjścia są kłopoty z fantastycznymi stworzeniami. hildaTym razem w roli problemowych stworzeń występują elfy, które uprzykrzają życie Hildzie i jej mamie. Elfy są malutkie, niewidzialne i domagają się eksmisji swoich znacznie większych sąsiadów. Przed główną bohaterką pojawia się realna wizja przeprowadzki do miasta. Jeśli tego jeszcze nie wiecie, przeprowadzka jest największym koszmarem każdego dziecka, który musi zostawić cały swój świat i rozpoczynać wszystko od nowa. Wiem, co mówię, bo sam przeżyłem coś podobnego, gdy miałem sześć lat. Hilda jest gotowa zrobić wszystko, aby tylko uniknąć wyjazdu do „jakiegoś zapyziałego miasta”. Ale jak tu pertraktować ze stworzeniami, które nie dość, że są wrogo usposobione, to jeszcze ich nie widać?
hilda komiksPomimo, że akcja komiksu rozgrywa się w fantastycznym świecie zamieszkałym przez różne, dziwaczne stworzenia, problemy z jakimi musi zmagać się Hilda, jako żywo przypominają te, które spotykamy w naszej, całkiem zwyczajnej, rzeczywistości. Odwołując się do baśniowej metaforyki Pearson ilustruje biurokratyczne bezsensy, głupotę i krótkowzroczność rządzących nami polityków i nieporadność (tak, tak!) rodziców. Pokazuje, że świat jest nie tylko tym, co sami widzimy, ale też tym, co widzą inni. Bardzo podoba mi się, że autor nie traktuje swojego młodego czytelnika, jak idioty. W Hildzie… nie ma tej infantylizującej maniery (w narracji czy w fabule albo treści), która tak drażni mnie w niektórych utworach przeznaczonych dla dzieci. Pearson zwraca się do dziecka nie tylko w języku dla niego zrozumiałym, ale również, jak do partnera, a nie od uczniaka, któremu należy się lekcja. Jasne, jego komiks posiada walory wychowawcze, ale daleko mu od protekcjonalnego tonu topornego dydaktyzmu, który jest kolejną ze zmor „literatury dziecięcej”.
s (5)Najmocniejszym atutem Hildy… jest sama Hilda. Główna bohatera serii to postać z gatunku tych, z którą nie sposób się nie zaprzyjaźnić. I trudno się dziwić. Jak tu nie lubić rezolutnej dziewuchy, która potrafi wziąć sprawy w swoje ręce i nie straszne jej żadne wyzwanie?
Czytając komiksy z serii trudno uwierzyć, że jej autor ma zaledwie 27 lat. Jak na komiksowego artystę to mało i wciąż powinien mieć jeszcze mleko pod wąsem, ale jego w pracach już widać warsztat twórcy nie tylko dojrzałego, ale również piekielnie utalentowanego. Świetnie czuje opowiadanie obrazem – zwróćcie uwagę jak dobiera kadry na każdej planszy, jakie ma wyczucie w montowaniu kolejnych scen. Wie kiedy akcję zagęścić, a kiedy ją przyspieszyć. Z wielką wprawą żongluje wątkiem tytułowym i konfliktem z elfami, które w niespodziewanym finale efektownie się splatają, podkreślając wymowę tekstu.
Luke PearsonA sam rysunek? Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek nie docenił rasowej, cartoonowej kreski Pearsona, jego umiejętności oddawania emocji i budowaniu atmosfery za pomocą kolorów. Po prostu – komiksowy full package. Tylko patrzeć, aż wpadnie w oko L`Association i zacznie robić furorę na rynku frankofońskim (o ile już jej nie robi).
Komiks wydany został na poziomie, do którego Centralka przyzwyczaiła nas przy okazji pierwszego albumu. Cena nie należy do najniższych, ale cóż zrobić – rynek jaki jest, każdy widzi. Poprawiłbym również czcionkę, bo wydaje mi się, że młody czytelnik może mieć problemy z rozczytaniem niektórych liter. Ale niech to posłuży za pretekst do wspólnej lektury…

Luke Pearson (scenariusz & rysunki), „Hilda i Nocny Olbrzym”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.

[autor: Jakub Oleksak]

okladka hilda i nocny
{recenzję z pierwszego albumu, Hilda i Troll, czytaj tu: klik! klik!}

picturebook{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Tymek nadal jest dzieckiem… – wywiad z Tomaszem Leśniakiem

23/01/2014 § 1 komentarz


tlo2
Tymek nadal jest dzieckiem…
– z Tomaszem Leśniakiem rysownikiem serii Tymek i Mistrz rozmawia Maciej Gierszewski

Skąd się wziął pomysł na serię Tymek i Mistrz?
tomasz lesniakTomasz Leśniak: Dostaliśmy zamówienie z Gazety Wyborczej na komiks dla dzieci. Gazeta uruchamiała właśnie dodatek „Komiksowo”, w którym miały się ukazywać głównie przedruki komiksów Disneya. Dla równowagi chcieli mieć też polski komiks. Mieliśmy kilka pomysłów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się zrobić komiks o uczniu czarnoksiężnika, bogaty w formalne zabawy i nawiązania do współczesności.

Właściwie jaka powinna być pisownia z „i” czy z „&”?
Oficjalna, używana w logo serii jest ta z „&”, ale „i” jest równie dobre.

Kto był najpierw Tymek czy Mistrz?
Mistrz! Ma w końcu kilkaset lat. Tymek jest jeszcze dzieckiem.

11.01Rysując tę serię wzorowałeś się na jakiś komiksach?
Często spotykaliśmy się z opinią, że Tymek i Mistrz jest inspirowany Harrym Potterem, co nie jest prawdą, ponieważ, kiedy wymyślaliśmy ten komiks, Harrego Pottera jeszcze nie było. Polskie wydania Pottera ukazały się już po starcie Tymka. A jeśli chodzi o inspiracje komiksowe, to prawdopodobnie wpływ na moje rysowanie miał Asterix, którego pochłaniałem jako dziecko i uwielbiałem kreskę Uderzo. Przy pracy nad Tymkiem wracały do mnie te obrazki z Asterixa. Mocno wracały, w jednej opowieści Mistrz ma nawet magiczny napój dający nadludzką siłę i jest wyraźna sugestia, że został on przygotowany przez celtyckiego druida, czyli Panoramiksa.

Seria ukazywała się pierwotnie w dodatku do „Gazety Wyborczej”, a następnie zostały zebrane odcinki do egmontowego wydania? Czy też powstały jakieś odcinki ‘extra’?
Do każdego albumu robiliśmy nową 3-5 stronicową historyjkę oraz jednoplanszową instrukcję jak zrobić jakąś magiczną sztuczkę. Oprócz tego kilka pierwszych odcinków przerysowałem na nowo na potrzeby publikacji w belgijskim magazynie „Spirou”. Zrobiliśmy też trochę łamigłówek z Tymkiem, które ukazały się w komiksowie.

Egmont opublikował 6 albumów, ostatni w 2005 roku, czy nie myśleliście o kontynuacji?
Nie mieliśmy takich planów. Teraz, kiedy ruszyła produkcja serialu telewizyjnego rozważamy różne pomysły na powrót bohaterów również na innych polach. Być może będą to nowe komiksy, albo książeczki dla dzieci.

11.02Na profilu fejsbukowym znalazłem dwa odcinki, które opublikowane były w „Komiksowie”, a nie znalazły się w żadnym z albumów. Wiesz może ile jeszcze jest takich odcinków? Zebrałby się z nich 7 album?
Byłby z nich jeszcze niejeden album. w „Komiksowie” ukazało się około 200 odcinków. Szybko licząc zebrałoby się jeszcze drugie tyle albumów. Planowana reedycja będzie zbierała wszystkie historie z Tymkiem i Mistrzem.

Dlaczego seria zniknęła?
Odkąd „Gazeta” zamknęła dodatek „Komiksowo”, sprzedaż albumów siadła i przestała być zadowalająca dla dużego wydawnictwa jakim jest Egmont.

Nie wiesz, czasem jaki był nakład poszczególnych tomów? lub całościowy?
Zdaje się, że nie mogę zdradzać takich informacji.

Na zachodzie nie byli zainteresowani? Kilka odcinków ukazało się w belgijskim „Spirou”? Nic więcej?
„Spirou” było zainteresowane. Ukazało się tam pięć odcinków serii. Niestety trafiliśmy na moment dużych zmian w wydawnictwie, w wyniku których redaktor naczelny „Spirou” odszedł, a osoba, która zajęła jego miejsce nie zamówiła u nas kolejnych odcinków. Tymek miał ruszyć również na wschód. Litewskie wydawnictwo kupiło od nas prawa do publikacji, ale znów mieliśmy pecha i ostatecznie komiks się nie ukazał.

Może teraz warto raz jeszcze uderzyć na zachód?
Na pewno będziemy to robić, chociażby po to żeby przygotować grunt pod serial również w innych krajach.

11.03W ubiegłym roku ukazało się cyfrowe wznowienie albumów (można kupić tu: klik! klik!). Czy zawierają jakieś dodatkowe materiały?
Cyfrowe wersje mają dokładnie taką samą zawartość jak albumu wydawane przez Egmont.

O papierowym wznowieniu nie myślicie? Nie rozmawiacie z jakimś wydawcą? A może już jesteście „po słowie”?
Rozmawiamy.

Jak się narodził pomysł, aby z komiksu zrobić serial animowany?
Szef Spinki – Piotr Reisch, szukał materiału na serial animowany dla dzieci. Ponieważ dopiero co skończyliśmy ekranizację Jeża Jerzego, którym pokazaliśmy, że potrafimy ogarnąć dużą produkcję, poprosił nas o kilka pomysłów. Wśród naszych propozycji był również Tymek i ten pomysł został wybrany.

Czy i w jakim stopniu serial będzie oparty na komiksie?
Serial telewizyjny ma określony format. W naszym przypadku będą to dziesięciominutowe odcinki. Wymaga to zupełnie innego opowiadania historii niż w dwuplanszowym komiksie. Dlatego scenariusze są pisane od początku i sięgają po wybrane wątki z komiksu. Na pewno bohaterowie będą tacy jak w komiksie. Pojawi się też sporo postaci znanych z papierowej wersji. Natomiast sposób opowiadania historii jest dużo bardziej złożony.


Premierowy odcinek ma być gotowy już w tym roku w listopadzie?

Tak. Będziemy mieli gotowy pilot serialu, którym zamkniemy etap developmentu serii.

Jeśli dobrze zrozumiałem, to studio nadal szuka środków finansowych, aby wyprodukować cały pierwszy sezon? Ile ma sobie liczyć odcinków?
Tak. Produkcja całego sezonu jest jeszcze w fazie przygotowań. Pilot serialu ma być taką naszą wizytówką w szukaniu partnerów do produkcji całego sezonu zaplanowanego na 13 odcinków.

Myślisz, że ubiegłoroczne działania Centrali i Kultury Gniewu, polegające na publikowaniu komiksów dla dzieci, może pozytywnie wpłynąć na ponowne zainteresowanie serią?
Na pewno komiks dziecięcy jest teraz na fali wznoszącej. Mam nadzieję, że Tymek też się na tą falę załapie.

Czy z tych komiksów dla najmłodszych, które się w ubiegłym roku ukazały, coś ci się podobało?
Jestem wielki fanem Hildy.

Na zakończnie pytanie trochę z innej „bajki”: czy pracujesz aktualnie nad jakimś komiksem? Czy w tym roku możemy się spodziewać jakiejś premiery?
Obecnie intensywnie pracujemy z Rafałem nad serią książek dla dzieci. Będą to książki łączące narrację literacką z komiksową.

tymek i mistrz– – – – – – –
W latach 2003 – 2005 ukazało się sześć albumów z przygodami Tymka i jego nauczyciela: Uczeń czarnoksiężnika (Warszawa 2003), Pojedynek magów (Warszawa 2003), Strachy na lachy (Warszawa 2003), Wyprawa na koniec świata (Warszawa 2004), Król kłopotów (Warszawa 2004), Perpetuum mobile (Warszawa 2005).

cdAktualnie w żadnej księgarni nie można kupić żadnego z nich. Dlatego polecam zakup wszystkich albumów w formie pliku pdf w księgarni z e-bookami: cdp.pl tu: klik! klik!

Wywiad został ‚ozdobiony’ 3 planszami z przygodą Tymka i Mistrza, nie została ona opublikowana w żadnym albumie; wystarczy kliknąć na ilustrację, a otworzy się w rozdzielczości ‚do czytania’; zaczerpnąłem ją z fanpejdża, który polecam lubić tu: klik! klik! 

Marta Zabłocka specjalnie dla…

20/01/2014 § 1 komentarz


…współprowadzonego przeze mnie profilu na fb, który promuje komiksy dla najmłodszych i nie tylko o nazwie „Są komiksy dla dzieci” (przy okazji polecam lubić tu: klik! klik!), przygotowała poniższą ilustrację.
Rysunek prezentowany już był na fejsie, ale chciałbym się nim szerzej pochwalić, dlatego przedstawiam go także tutaj. I jeszcze raz serdeczne dzięki, Marto!
doroslynaczytasiekomiksowdladzieci

– – – – – – – – – – –

marta zablockaMarta Zabłocka w kilku słowach o sobie: przede wszystkim jesteśmy ja i koty, które się nazywają: lucek, emil oraz charles. i królik – moje alter ego. reszta jest względna. lucek, emil i charles to inaczej perełki. prace mojego autorstwa można oglądać na blogu „niektore rzeczy dzieja sie naprawde” (tu: klik! klik!) oraz na stronie fb „zycie-na-kreske” (tu: klik! klik!).
Od siebie dodam, że w ubiegłym roku oficyna Centrala – Mądre komiksy opublikowała książkę pt. Znamy się tylko z widzenia zbierającą wybrane paski komiksowe autorstwa Marty. Do moich ulubionych należą te z udziałem kur. Książkę można zamówić tu: klik! klik!

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with książka at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: