Amulet #3: Zaginione miasto

12/01/2018 § Dodaj komentarz


Miasto w chmurach

Trzeci album serii Amulet rozpoczyna się od dwóch wydarzeń, w których nie występuje para głównych bohaterów. Początkowa nieobecność Emily i Navina może budzić niepokój. W zamian spotykamy młodego księcia elfów, który – jak pamiętamy z uprzedniej części – nie zrealizował zleconej misji, przez co ściąga na swoją głowę gniew bezdusznego ojca. W kolejnym epizodzie poznajemy Gabilana, płatnego zabójcę, któremu król elfów zleca zabójstwo młodej strażniczki kamienia oraz przykładne ukaranie księcia Trellisa. Przybliżone zdarzenia, to mroczny przedsmak tego, co czeka czytelników w tomie Zaginione miasto.

Dalej opowieść obfituje w niemniej zaskakujące wypadki. Kazu Kibuishi wysyła swoich bohaterów na poszukiwanie tytułowego zaginionego miasta, ukrytego gdzieś w chmurach, gdzie podobno rezyduje Rada Strażników. Mieszkańcy Alledii uważają, że Cielis nie istnieje i nigdy nie istniało, a informacje o Radzie, która troszczy się o równowagę i pokój w krainie, to jedynie miejska legenda. Czy znajdzie się jakiś śmiałek, który pomoże rodzeństwu i przyjaciołom w poszukiwaniu mitycznego miejsca? Czy najemny mściciel dopadnie rodzeństwo i księcia? Czy dziewczyna powinna ufać księciu z rodu elfów? Dlaczego on nienawidzi swojego ojca? Kim jest mężczyzna, którego Trellis odnajduje w jaskiniach i zabiera ze sobą na eskapadę? Na niektóre z tych pytań poznajemy odpowiedź, ale podczas lektury pojawiają się i inne.

Pisarz obdarowuje Emily i Navina kolejnymi ekscytującymi i niebezpiecznymi przygodami, które, oczywiście, kończą się pozytywnie. Czytelnik momentalnie wsiąka w przygodową fabułę i bez problemu wchodzi w wykreowaną rzeczywistość. Akcja całości prowadzona jest wartko, bez przynudzania i dłużyzn. Od pierwszych stron nie może się oderwać od czytania, a gdy pojawia się napis „Koniec części trzeciej” ciężko uwierzyć, że to już, że znów będzie musiał czekać pół roku nim Planeta Komiksów opublikuje kolejny tom.

W Zaginionym mieście mocniej eksponowany jest steampunkowy charakter scenografii i technologii. Samobieżne domy oraz gadające roboty pojawiły się już w uprzednich odcinkach. Nowością są niezbyt zwrotne sterowce, stacja paliw zbudowana na pionowej skale czy ukrywające się w chmurach latające miasto. Nadal ważnym i fundamentalnym elementem konstrukcyjnym fabuły jest magia, niezwykłe artefakty, fantastyczne stwory i obce rasy. Polecam serię Kibuishiego młodocianym czytelnikom od pierwszej odsłony. Przyznaję się również do tego, że sam podczas lektury mam sporo frajdy.

Kazu Kibuishi (sc. & rys.), „Amulet #3: Zaginione miasto”, tłum. Maria Lengren, Planeta Komiksów, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4-]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom

14/12/2017 § Dodaj komentarz


  Wiktoria i Bajka w opuszczonym domu

Bajka na końcu świata to komiksowa seria dla dzieci autorstwa Marcina Podolca. Głównymi bohaterkami są Wiktoria i Bajka, które – w poszukiwaniu rodziców dziewczynki – samotnie przemierzają jałowe przestrzenie, wymarłe lasy i gruzowiska. Podobno cały cykl zaplanowany został na dziesięć albumów. Pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem do księgarń trafiła druga odsłona o podtytule Opuszczony dom.

Bieżąca cześć rozpoczyna się od dramatycznego wydarzenia. Przyjaciółki śpiesznie przemieszczają się przez skażoną strefę, właściwie biegną slalomem, bo muszą unikać kłębów żółtawego dymu, które wiatr przegania nisko nad ziemią. I już wydaje się, że cało i zdrowo przebrnęły przez toksyczną zonę, gdy zabłąkana „chmurka” trafia dziewczynkę prosto w twarz. Prawie natychmiast Wiktoria dostaje zawrotów głowy i mdleje. Na szczęście Bajka zachowuje zimną krew i nieprzytomną towarzyszkę zaciąga do tytułowego opuszczonego domu.

Gdy Wiktoria odzyskuje przytomność, to okazuje się, że leży w wygodnym łóżku, a wierna towarzyszka czuwa obok. Przebłysk świadomości trwa jedynie krótką chwilę, po której dziewczynka zapada w niespokojny sen. Śni jej się, że jest z ojcem na spacerze w parku, rozmawiają i przekomarzają się, gdy zaczyna trząść się ziemia, potem wspólna ucieczka przed walącymi się drzewami i, niestety, rozdzielenie.

Fabuła, podobnie jak w „jedynce”, prowadzona jest za pomocą krótkich, kilkuplanszowych rozdziałów. Każdy stanowi zamkniętą całość, ale wszystkie się ze sobą łączą i układają w nadrzędną opowieść. W związku z faktem, że akcja tomu rozgrywa się w jednej lokacji autor, za pomocą retrospekcji, opowiada nam wyjątki z przeszłości bohaterek oraz buduje mitologię czasu i miejsca, w którym przebywają. Co prawda wciąż wielu rzeczy nie wiemy, a z tych, które poznaliśmy nie da się zbudować pełnego obrazu. Podolec umiejętnie podsyca zainteresowanie, powoli odkrywa karty, nadal większość ma pochowanych po rękawach. Oprawa graficzna pozostaje na najwyższym poziomie, rysunek jest znakomity – uproszczony, a mimo to wyrazisty.

Podsumowując, sprawdza się w postapokaliptyczna sceneria, w której rozgrywa się akcja. Doskonale, że autor obsadził w głównych rolach przedstawicielki rodzaju żeńskiego. Zasadniczo drugi tom nie posuwa akcji do przodu, dziewczyny nie są bliżej celu niż były, gdy żegnaliśmy się z nimi w Ostatnim ogrodzie (klik! klik!). Za to przesuwają się akcenty, uprzednia odsłona to opowieść akcji, a Opuszczony dom stawia na przybliżenie emocji i wzajemnych relacji, ukazuje silną (i pozytywną) więź jaka łączy protagonistki. Podczas lektury można się pośmiać, ale i wzruszyć.

Marcin Podolec (sc. & rys.), „Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom”, Kultura Gniewu, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Nastoletni Tytani #1: Damian wie lepiej

04/12/2017 § Dodaj komentarz


Damian reaktywuje Nastoletnich Tytanów

Albumem Damian wie lepiej debiutuje w Polsce grupa Nastoletnich Tytanów (Teen Titans). Przystępując do lektury tytułu, należy pamiętać, że cykl zasadniczo nie jest skierowany dla dorosłych czytelników. Podstawowy target to „młodsza młodzież”, która może śledzić przygody superbohaterów będących ich rówieśnikami.

Fabuła komiksu rozpoczyna się dniu trzynastych urodzin Damiana Wayne’a, który – jak pamiętamy – jest wnukiem Ra’sa Al Ghula. Dziadek miał wobec chłopca wielkie plany, chciał, aby przewodził grupie zabójców o nazwie Pięść Demona. Jednak młody Robin wybrał inaczej i aktualnie walczy u boku ojca, czyli Batmana. Nieśmiertelny przywódca Ligi Zabójców wydaje swoim nastoletnim podopiecznym zlecenie, aby w ramach „chrztu” skąpali się we krwi: Robina, Starfire’a, Kid Flasha, Beast Boya oraz Raven. Grupie asasynów przewodzi kuzynka Damiana, Mara, która traktuje sprawę osobiście, gdyż ma do wyrównania porachunki z przeszłości.

Gdy Damian dowiaduje się grożącym młodzikom niebezpieczeństwie, postanawia reaktywować Nastoletnich Tytanów, bo w jedności siła. Podbija serca przemową: „Wasza przeszłość jest już ustalona. Decydujcie o przyszłości”. Oczywiście zostaje przywódcą. Członkowie grupy długo rozważają, czy mu zaufać. Zresztą chłopak zachowuje się jakby pozjadał wszystkie rozumy, nikogo nie słucha, bo jest przekonany, że wszystko wie najlepiej. W finale opowieści Tytani walczą z Pięścią Demona, a potem z samym Ra’sem Al-Ghulem. Jak im poszło? Przekonajcie się sami.

Kartkując komiks, rzuca się w oczy dobór barw, bo jest wyjątkowo kolorowo. W produkcję zaangażowanych zostało trzech rysowników: Jonboy Meyers, Diogenes Neves i Khoi Pham. Ilustracje przygotowane przez pierwszych dwóch artystów charakteryzują się wyraźnym uproszczeniem przedstawienia, kreska jest trochę cartoonowa, ale zamiast obłych kształtów są ostre linie. Podobają mi się prace Khoi Phama: subtelny kontur, precyzyjne przedstawienie i przerysowana mimika bohaterów.

Damian wie lepiej to niewątpliwie typowe superhero, bo nawalanki i mordobicie są na porządku dziennym. Jednak scenarzysta, Benjamin Percy, kładzie równie mocny nacisk na przyjaźń, wspólne działanie oraz możliwość zmiany/przemiany (tj. każdy sam decyduje o swojej przyszłość, źli mogą skierować swoje kroki na drogę dobra). Przesłanie ma trafiać do „młodszej młodzieży”, pozostali czytelnicy pewnie uznają przekaz za infantylny.

Benjamin Percy (sc.), Khoi Pham & Jonboy Meyers & Diógenes Neves (rys.), „Nastoletni Tytani #1: Damian wie lepiej”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1226, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Gnat #2: Kant kontratakuje, czyli przesilenie

27/11/2017 § 8 Komentarzy


 Zadra poszukuje prawdy

W recenzji z pierwszego tom serii Gnat napisałem: „Komiks Jeffa Smitha jest arcydziełem narracji graficznej”. Po przeczytaniu kolejnej odsłony, która nosi podtytuł Kant kontratakuje, czyli przesilenie, podtrzymuję swoją wcześniejszą opinię. Widać wyraźną zmianę klimatu i charakteru opowieści. W trakcie rozwoju fabuły znikają elementy baśniowe i disnejowskie. Ze sceny na scenę robi się mroczniej, pryska gdzieś beztroska Gnatów. Całość ewoluuje w stronę pełnego niebezpieczeństw heroic fantasy.

W opowiadanej historii nie ma luki, ciągłość zostaje zachowana, ponieważ narracja zostaje podjęta w tym miejscu, w którym została zatrzymana w „jedynce”. Kant Gnat oraz Chichot Gnat kontynuują swój zakład z Luciusem Downem o to, kto z nich sprzeda więcej piwa. Jak pamiętamy stawką w grze jest akt własności oberży Baryłkowa Ostoja. W tym samym czasie Babcia Ben, Zadra i Chwat Gnat idą przez góry, gdy na ich drodze pojawiają się szczurostwory, a nawet sam Króldok. Walka jest zażarta i krwawa, po obu stronach są ranni. Babcia zdradza Zadrze kilka szczegółów z przeszłości, ale wciąż za mało, aby właściwie poskładać wszystkie elementy. Dziewczyna dowiaduje się, że jest Przebudzoną, której moc może pomóc wyznawcom złowrogiej sekty pewnym pradawnym rytuale.

Podoba mi się wolta, jaką scenarzysta funduje czytelnikom: żaden z Gnatów nie jest centralną postacią fabuły, wybranką okazuje się być Zadra. Protagonistka nie wierzy swojej długoletniej opiekunce (strażniczce?). W końcu przez wszystkie lata ukrywała przed wnuczką najważniejsze informacje o pochodzeniu, rodzicach i przepowiedni. Dlatego może i tym razem nie mówi całej prawdy. Dziewczyna postanawia samodzielnie (no, z małą pomocą przyjaciół: Teda, Smoka i Chwata) odkryć wszystkie tajemnice. Droga do prawdy i własnej tożsamości nie będzie usłana płatkami róż. Przemiana, jaka zachodzi w bohaterce, jest wiarygodna i emocjonująca.

Wiele się dzieje, zaangażowano nowych aktorów, wątki i występujące postaci są różnorodne. Omawiana część zawiera mniej niż „jedynka” elementów humorystycznych. Chociaż nadal świetne role gra para nieudacznych szczurostworów. Kopalnią zabawnych scen i dialogów jest sytuacja przygarnięcia przez Chichota małego potwora. Dodatkowo odpowiada mi zmiana charakteru opowieści. I chociaż wiele elementów fabuły wydaje się dobrze znana (budzi się wielkie zło, wybraniec, przepowiednia, mistyczny zakon), to scenariusz komiksu został tak uszyty, że lektura niezwykle wciąga. Autor bawi się konwencją, w pełni świadomie nawiązując do klasycznych dzieł literatury fantasy i filmów spod znaku Nowej Przygody. Chciałbym podkreślić, że Gnat nie jest ani wtórny, ani banalny. W końcu mamy do czynienia z arcydziełem.

Jeff Smith (sc. & rys.), „Gnat #2: Kant kontratakuje, czyli przesilenie”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1187, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 6+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Niezwykła podróż. Tom 2

22/11/2017 § Dodaj komentarz


 Noemi i Emilien w Paryżu

Pierwszy tom serii Niezwykła podróż przypadł mi do gustu (klik! klik!). Spodobała mi się kreacja świata przedstawionego, barwne postaci, przygodowa fabuła oraz niesamowita oprawa graficzna. Dlatego postanowiłem „dwójkę” objąć patronatem Są komiksy dla dzieci. Kolejne przygody Emiliena i Noemi nie zawodzą. Kuzynostwo, oraz trójka towarzyszących im dorosłych, wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do Paryża.

Wydostanie się z ogarniętego szaleństwem wojny Londynu, to pierwsze niełatwe zadanie, z którym musi się zmierzyć ekipa. Noc przed wyjazdem spędzają u ciotki Emiliena – Izabelli, która mieszka samotnie w wielkim domu położonym w pobliżu urwistego klifu. Kobieta jest malarką. W całym domu wiszą obrazy, sporo jest portretów siostrzeńca. Co dziwi, bo ojciec chłopaka nie wspominał o ciotce zbyt często. Izabella roztacza wokół siebie atmosferę tajemniczości, dziwnie się zachowuje, jakby coś ukrywała, jakby wiedziała coś ważnego o przeszłości chłopca i jego rodziny. Może to tylko moje przeczucie, ale uważam, że w kolejnych tomach ciotka powróci.

W każdym razie Emilien nie ma czasu, aby się nad tym głębiej zastanawiać. Teraz liczy się jedynie, aby jak najszybciej dotrzeć do stolicy Francji i zgłosić prototyp wielozadaniowej maszyny na prestiżowy konkurs im. Juliusza Verne’a, który ma się odbyć w Nowym Jorku. Podczas przeprawy przez kanał La Manche konwój statków zostaje zaatakowany. Kolejny raz nasi bohaterzy muszą wymyślić, jak wykaraskać się z opresji. Nie będę zdradzał, na jaki pomysł wpadli. Finalnie udaje im się bezpiecznie dotrzeć do Paryża, ale tam czekają na nich kolejne wyzwania, misje i piętrzące się trudności. Zaczyna być widoczne, że komuś bardzo zależy na tym, aby ekipa nie wystartowała w konkursie. Na scenie pojawiają się nowe postaci, m.in. Howard Hughes, który zrobi wszystko, aby wygrać wyścig po laur Verne’a.

Bieżący album nie posuwa fabuły w znaczący sposób do przodu. Prawda, bohaterzy przebyli setki kilometrów, ale nadal nie wiadomo, co się stało z ojcem chłopaka, kto stoi za bojowymi poczynaniami Trzeciej Osi i dlaczego roboty chcą zniszczyć prototyp maszyny. Zresztą z każdym kolejnym wydarzeniem mnożą się pytania, które tymczasem pozostają bez odpowiedzi. Dodatkowo wszyscy dorośli bohaterzy zachowują się tak, jakby coś ukrywali, jak gdyby byli kimś zupełni innym od tych, za których się podają. Scenarzysta, Denis-Pierre Filippi, nieźle sobie radzi z budowaniem atmosfery tajemnicy. Czytelnik wsiąka w rzeczywistość, na własną rękę próbuje się odnaleźć w meandrach fabuły, stara się odgadnąć kto knuje i dlaczego?

W parze z ciekawą i wciągającą historią idzie efektowna oprawa graficzna. Pochodzący z Włoch Silvio Camboni wykreował świat, w którym, obok niezwykłych maszyn i robotów, pojawiają się realnie istniejące budowle (Wieża Eiffla czy Katedra Notre-Dame). Rysunki architektury, steampunkowej maszynerii i przyrody charakteryzują się dużą szczegółowością. Kontur postaci jest bardzo delikatny, miejscami rysunek wygląda tak, jakby szkic został całkowicie „przykryty” kolorem.

Niezwykła podróż pozostaje komiksem przygodowym, który rozgrywa się w alternatywnej, steampunkowej rzeczywistości. Całość czyta się nadzwyczaj dobrze, a po zakończonej lekturze dodatkową przyjemność sprawia kartkowanie komiksu i podziwianie plansz Camboniego. Intryga powoli nabiera rumieńców, nastrój tajemnicy budowany jest konsekwentnie. Należy docenić kreację głównych bohaterów, kuzynostwo charakteryzuje się pomysłowością i kreatywnością, w ich towarzystwie nie ma miejsca na nudę.

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 2”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4]

Komiks objęty patronatem: {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady

06/11/2017 § Dodaj komentarz


 Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Wydawnictwo Ongrys od kilku lat z wielkim zaangażowaniem i zapałem publikuje reedycje klasycznych komiksów Tadeusza Baranowskiego. W bieżącym roku na półki księgarskie trafiły dwie historie opowiadające o walce maleńkich Fruwaczków z Czarnym Ptaszylem: Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady oraz To doprawdy kiepska sprawa, kiedy Bestia się pojawia. Dziś chciałbym omówić pierwszy z wymienionych tytułów.

Zacznę od kilku informacji historycznych. Album Jak ciotka Fru-Bęc… ukazał się pierwotnie w 1989 roku w oficynie Dom wydawniczo-handlowy AKAPIT i przez prawie trzy dekady nie był wznawiany, ponieważ oryginalne plansze komiksu zostały Baranowskiemu skradzione przez nieuczciwego wydawcę. Na szczęście zachowały się negatywy. To z nich Ongrys przygotował duże, czarno-białe wydruki, które następnie zostały pomalowane ręcznie przez Aleksandrę Spanowicz. Malarka wzorowała się pierwotnych kolorach z pierwszego wydania. Efekt finalny jest nadzwyczaj pozytywny! Artystce należą się wielkie gratulacje za trud, który włożyła.

Książka opowiada o małych, leśnych skrzatach – Fruwaczkach, które wiodą spokojne i radosne życie. Idylla trwa do czasu, gdy dwoje z nich – Amadynka i Huzarek – zostaje porwanych przez wysłanników podstępnego Czarnego Ptaszyla. Od pary zakochanych Zły chce się dowiedzieć, gdzie znajduje się kryjówka czcigodnego Kakapo, gdyż tylko wioskowy mędrzec Fruwaczków może przeszkodzić Ptaszylowi dotrzeć do Kwiatu Zła, który ma wydać nasiono zniszczenia. Czarnoksiężnikowi właśnie na nim zależy, to ono może się stać „początkiem wszelkiego zła na Ziemi”.

Aby odnaleźć porwaną parę, a tym samym pokrzyżować niecne plany Złego, skrzaty organizują ekipę ratunkową, w skład której wchodzą: Mędrak, Ciemnotek, Trajkotka, wuj Ludwik oraz ciotka Fru-Bęc. I tak oto rozpoczyna się wielka przygoda, która zakończy się gdzieś pośród Smoczych Gór w Tęczowej Dolinie. Misja nie należy do najłatwiejszych i obfituje w kilka niebezpiecznych przygód. W międzyczasie nasi bohaterzy będą musieli wykazać się sprytem i odwagą, zapadną w sen zimowy oraz poznają nowych, pomocnych przyjaciół. Fabuła prowadzona jest wartko. Całość została zaludniona osobliwymi postaciami. Większość, już na pierwszy rzut oka, wzbudza sympatię, ale niektóre mogą budzić grozę.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. I nie inaczej jest w wypadku Jak ciotka Fru-Bęc… Ostatecznie komiks przeznaczony jest dla młodszych czytelników, którym spodoba się baśniowy świat odmalowany przez Baranowskiego oraz przygodowa opowieść z gatunku heroic fantasy.

Anna Baranowska & Tadeusz Baranowski (sc.), Tadeusz Baranowski (rys.), „Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady”, Wydawnictwo Ongrys, wyd. II, Szczecin 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Trochę hałasu z głębi lasu

01/11/2017 § Dodaj komentarz


Trochę hałasu z głębi lasu

Warszawska oficyna Tadam debiutowała na rynku księgarskim w październiku ubiegłego roku. W przeciągu kilku miesięcy „wypuściła” na rynek kilkanaście książek przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Dużo? Mało? Myślę, że jak na niewielkie wydawnictwo to całkiem sporo. Warto nadmienić, że prawie wszystkie pozycje zostały napisane (i narysowane) przez polskich twórców. We wspomnianym zestawie są cztery serie komiksowe, które tworzą cykl Mój pierwszy komiks. Dziś biorę na warsztat kwartet publikacji Trochę hałasu z głębi lasu, który wyszedł spod ręki Adama Święckiego.

Na chwilę obecną całość składa się z tytułów: Pani detektyw Sowa, Pan łasuch Miś, Pan elegant Lis oraz Pan kawalarz Wilk. Każda z odsłon poświęcona została jednemu leśnemu bohaterowi. Jakiemu? Łatwo można wywnioskować z samego tytułu. Jednak występujących postaci jest więcej. Książki są zbudowane według przejrzystego schematu: główny bohater przemierza las i łąkę, gdzie spotyka inne zwierzęta.

Punktem wyjścia dla albumu Pani detektyw Sowa jest wypowiedź ptaka: „Cała rodzina jest ze mnie dumna, bo jestem bystra i wielce rozumna”. Bohaterka musi posłużyć się rozumem, aby odnaleźć żołędzie, które zniknęły z dębu oraz odkryć, kto i dlaczego je ukradł. Pani Sowa nie wykonuje czysto detektywistycznej pracy. Nie śledzi, nie zbiera dowodów, nie szuka tropów. Ogranicza się do zadawania pytań innym zwierzętom i sprawdzania ich odpowiedzi.

Jak dobrze wiadomo, misie są wielkimi wielbicielami miodu. Akcja komiksu Pan łasuch Miś rozpoczyna się o poranku. Po kilku ćwiczeniach protagonista zakrada się do dziupli pszczół, zgarnia cały zapas słodkości i ucieka. Owady szybko orientują się, że miód zaginął i ruszają w szaleńczy pościg za złodziejem. Finał opowieści jest jednak całkowicie różny od spodziewanego…

Z kolei w komiksie Pan elegant Lis główny bohater jest kreatorem mody. Trzeba przyznać, że w tym przypadku fantazja autora mile zaskakuje. Lis przyozdabia wszystkie napotkane zwierzęta piórami. Ależ jest zaskoczony, gdy na swojej drodze spotyka małego pingwina, który omyłkowo przypłynął z Antarktydy i teraz chciałby się tam z powrotem dostać! Tylko nie wie jak. Bohater wpada na świetny pomysł i wszystko dobrze się kończy.

Pan kawalarz Wilk miał swoją premierę podczas 28. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Pisarz kolejny raz skupia uwagę na postaci, którą zasadniczo można nazwać antybohaterem. Wilkowi w głowie jednie psoty, ostro dokazuje wszystkim innym zwierzętom. Żartowniś z niego nie lada, tylko nie wiedzieć czemu inne zwierzęta zaczynają go unikać. Trochę trwa nim bohater zrozumie, że lepsza jest przyjaźń niż samotna zabawa.

Dzięki różnym fabularnym rozwiązaniom akcja wszystkich komiksów przenosi się z miejsca na miejsce, a czytelnik poznaje kolejnych mieszkańców lasu. Dodatkowo dziecko dostaje możliwość poznania i rozpoznania (przy kolejnej lekturze): lisa, wiewiórki, węża, myszy, niedźwiedzia, łosia, jeża, borsuka czy bobra.

Artysta świetnie dostosował ilustracje do wieku potencjalnego czytelnika. Całość wygląda sympatycznie i przyjacielsko. Mam bardzo pozytywne skojarzenia, gdy patrzę na przedstawienie sowy, niedźwiedzia czy lisa. Trochę szkoda, że Wilk jest taki czarny… Wszystkie zwierzęta narysowano w uproszczony sposób, ale nie ma żadnych wątpliwości, co do poprawnego oznaczenia postaci. Niezwykle atrakcyjnie dobrano kolory. Wiele plansz jest pięknych, choćby ta z zającem i sową na łące z Pani detektyw Sowa czy z Misiem zbiegającym z pagórka. Ale są i elementy humorystyczne: ostatnia plansza z Pana eleganta Lisa czy Miś, który wpada do wody, czy Wilk siadający na mrowisko.

Jestem przekonany, że wszystkie pozycje z serii Trochę hałasu z głębi lasu spodobają się odbiorcom. Publikacja jest adresowana do najmłodszych czytelników – takich, którzy nie potrafią jeszcze czytać (są słuchaczami) lub dopiero zaczynają samodzielnie składać litery. Dla dzieci w wieku 2-6 lat to trafiona propozycja, tak samo jak cały cykl Mój pierwszy komiks.

Adam Święcki (sc. & rys.), „Pani detektyw Sowa”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan łasuch Miś”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan elegant Lis”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan kawalarz Wilk”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.

[Miło mi poinformować, że komiks Pan kawalarz Wilk ukazał się pod oficjalnym patronatem prowadzonej przeze mnie strony: Są komiksy dla dzieci]

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Są komiksy dla dzieci at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: