Niezwykła podróż. Tom 2

22/11/2017 § Dodaj komentarz


 Noemi i Emilien w Paryżu

Pierwszy tom serii Niezwykła podróż przypadł mi do gustu (klik! klik!). Spodobała mi się kreacja świata przedstawionego, barwne postaci, przygodowa fabuła oraz niesamowita oprawa graficzna. Dlatego postanowiłem „dwójkę” objąć patronatem Są komiksy dla dzieci. Kolejne przygody Emiliena i Noemi nie zawodzą. Kuzynostwo, oraz trójka towarzyszących im dorosłych, wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do Paryża.

Wydostanie się z ogarniętego szaleństwem wojny Londynu, to pierwsze niełatwe zadanie, z którym musi się zmierzyć ekipa. Noc przed wyjazdem spędzają u ciotki Emiliena – Izabelli, która mieszka samotnie w wielkim domu położonym w pobliżu urwistego klifu. Kobieta jest malarką. W całym domu wiszą obrazy, sporo jest portretów siostrzeńca. Co dziwi, bo ojciec chłopaka nie wspominał o ciotce zbyt często. Izabella roztacza wokół siebie atmosferę tajemniczości, dziwnie się zachowuje, jakby coś ukrywała, jakby wiedziała coś ważnego o przeszłości chłopca i jego rodziny. Może to tylko moje przeczucie, ale uważam, że w kolejnych tomach ciotka powróci.

W każdym razie Emilien nie ma czasu, aby się nad tym głębiej zastanawiać. Teraz liczy się jedynie, aby jak najszybciej dotrzeć do stolicy Francji i zgłosić prototyp wielozadaniowej maszyny na prestiżowy konkurs im. Juliusza Verne’a, który ma się odbyć w Nowym Jorku. Podczas przeprawy przez kanał La Manche konwój statków zostaje zaatakowany. Kolejny raz nasi bohaterzy muszą wymyślić, jak wykaraskać się z opresji. Nie będę zdradzał, na jaki pomysł wpadli. Finalnie udaje im się bezpiecznie dotrzeć do Paryża, ale tam czekają na nich kolejne wyzwania, misje i piętrzące się trudności. Zaczyna być widoczne, że komuś bardzo zależy na tym, aby ekipa nie wystartowała w konkursie. Na scenie pojawiają się nowe postaci, m.in. Howard Hughes, który zrobi wszystko, aby wygrać wyścig po laur Verne’a.

Bieżący album nie posuwa fabuły w znaczący sposób do przodu. Prawda, bohaterzy przebyli setki kilometrów, ale nadal nie wiadomo, co się stało z ojcem chłopaka, kto stoi za bojowymi poczynaniami Trzeciej Osi i dlaczego roboty chcą zniszczyć prototyp maszyny. Zresztą z każdym kolejnym wydarzeniem mnożą się pytania, które tymczasem pozostają bez odpowiedzi. Dodatkowo wszyscy dorośli bohaterzy zachowują się tak, jakby coś ukrywali, jak gdyby byli kimś zupełni innym od tych, za których się podają. Scenarzysta, Denis-Pierre Filippi, nieźle sobie radzi z budowaniem atmosfery tajemnicy. Czytelnik wsiąka w rzeczywistość, na własną rękę próbuje się odnaleźć w meandrach fabuły, stara się odgadnąć kto knuje i dlaczego?

W parze z ciekawą i wciągającą historią idzie efektowna oprawa graficzna. Pochodzący z Włoch Silvio Camboni wykreował świat, w którym, obok niezwykłych maszyn i robotów, pojawiają się realnie istniejące budowle (Wieża Eiffla czy Katedra Notre-Dame). Rysunki architektury, steampunkowej maszynerii i przyrody charakteryzują się dużą szczegółowością. Kontur postaci jest bardzo delikatny, miejscami rysunek wygląda tak, jakby szkic został całkowicie „przykryty” kolorem.

Niezwykła podróż pozostaje komiksem przygodowym, który rozgrywa się w alternatywnej, steampunkowej rzeczywistości. Całość czyta się nadzwyczaj dobrze, a po zakończonej lekturze dodatkową przyjemność sprawia kartkowanie komiksu i podziwianie plansz Camboniego. Intryga powoli nabiera rumieńców, nastrój tajemnicy budowany jest konsekwentnie. Należy docenić kreację głównych bohaterów, kuzynostwo charakteryzuje się pomysłowością i kreatywnością, w ich towarzystwie nie ma miejsca na nudę.

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 2”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4]

Komiks objęty patronatem: {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady

06/11/2017 § Dodaj komentarz


 Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Wydawnictwo Ongrys od kilku lat z wielkim zaangażowaniem i zapałem publikuje reedycje klasycznych komiksów Tadeusza Baranowskiego. W bieżącym roku na półki księgarskie trafiły dwie historie opowiadające o walce maleńkich Fruwaczków z Czarnym Ptaszylem: Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady oraz To doprawdy kiepska sprawa, kiedy Bestia się pojawia. Dziś chciałbym omówić pierwszy z wymienionych tytułów.

Zacznę od kilku informacji historycznych. Album Jak ciotka Fru-Bęc… ukazał się pierwotnie w 1989 roku w oficynie Dom wydawniczo-handlowy AKAPIT i przez prawie trzy dekady nie był wznawiany, ponieważ oryginalne plansze komiksu zostały Baranowskiemu skradzione przez nieuczciwego wydawcę. Na szczęście zachowały się negatywy. To z nich Ongrys przygotował duże, czarno-białe wydruki, które następnie zostały pomalowane ręcznie przez Aleksandrę Spanowicz. Malarka wzorowała się pierwotnych kolorach z pierwszego wydania. Efekt finalny jest nadzwyczaj pozytywny! Artystce należą się wielkie gratulacje za trud, który włożyła.

Książka opowiada o małych, leśnych skrzatach – Fruwaczkach, które wiodą spokojne i radosne życie. Idylla trwa do czasu, gdy dwoje z nich – Amadynka i Huzarek – zostaje porwanych przez wysłanników podstępnego Czarnego Ptaszyla. Od pary zakochanych Zły chce się dowiedzieć, gdzie znajduje się kryjówka czcigodnego Kakapo, gdyż tylko wioskowy mędrzec Fruwaczków może przeszkodzić Ptaszylowi dotrzeć do Kwiatu Zła, który ma wydać nasiono zniszczenia. Czarnoksiężnikowi właśnie na nim zależy, to ono może się stać „początkiem wszelkiego zła na Ziemi”.

Aby odnaleźć porwaną parę, a tym samym pokrzyżować niecne plany Złego, skrzaty organizują ekipę ratunkową, w skład której wchodzą: Mędrak, Ciemnotek, Trajkotka, wuj Ludwik oraz ciotka Fru-Bęc. I tak oto rozpoczyna się wielka przygoda, która zakończy się gdzieś pośród Smoczych Gór w Tęczowej Dolinie. Misja nie należy do najłatwiejszych i obfituje w kilka niebezpiecznych przygód. W międzyczasie nasi bohaterzy będą musieli wykazać się sprytem i odwagą, zapadną w sen zimowy oraz poznają nowych, pomocnych przyjaciół. Fabuła prowadzona jest wartko. Całość została zaludniona osobliwymi postaciami. Większość, już na pierwszy rzut oka, wzbudza sympatię, ale niektóre mogą budzić grozę.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. I nie inaczej jest w wypadku Jak ciotka Fru-Bęc… Ostatecznie komiks przeznaczony jest dla młodszych czytelników, którym spodoba się baśniowy świat odmalowany przez Baranowskiego oraz przygodowa opowieść z gatunku heroic fantasy.

Anna Baranowska & Tadeusz Baranowski (sc.), Tadeusz Baranowski (rys.), „Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady”, Wydawnictwo Ongrys, wyd. II, Szczecin 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Trochę hałasu z głębi lasu

01/11/2017 § Dodaj komentarz


Trochę hałasu z głębi lasu

Warszawska oficyna Tadam debiutowała na rynku księgarskim w październiku ubiegłego roku. W przeciągu kilku miesięcy „wypuściła” na rynek kilkanaście książek przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Dużo? Mało? Myślę, że jak na niewielkie wydawnictwo to całkiem sporo. Warto nadmienić, że prawie wszystkie pozycje zostały napisane (i narysowane) przez polskich twórców. We wspomnianym zestawie są cztery serie komiksowe, które tworzą cykl Mój pierwszy komiks. Dziś biorę na warsztat kwartet publikacji Trochę hałasu z głębi lasu, który wyszedł spod ręki Adama Święckiego.

Na chwilę obecną całość składa się z tytułów: Pani detektyw Sowa, Pan łasuch Miś, Pan elegant Lis oraz Pan kawalarz Wilk. Każda z odsłon poświęcona została jednemu leśnemu bohaterowi. Jakiemu? Łatwo można wywnioskować z samego tytułu. Jednak występujących postaci jest więcej. Książki są zbudowane według przejrzystego schematu: główny bohater przemierza las i łąkę, gdzie spotyka inne zwierzęta.

Punktem wyjścia dla albumu Pani detektyw Sowa jest wypowiedź ptaka: „Cała rodzina jest ze mnie dumna, bo jestem bystra i wielce rozumna”. Bohaterka musi posłużyć się rozumem, aby odnaleźć żołędzie, które zniknęły z dębu oraz odkryć, kto i dlaczego je ukradł. Pani Sowa nie wykonuje czysto detektywistycznej pracy. Nie śledzi, nie zbiera dowodów, nie szuka tropów. Ogranicza się do zadawania pytań innym zwierzętom i sprawdzania ich odpowiedzi.

Jak dobrze wiadomo, misie są wielkimi wielbicielami miodu. Akcja komiksu Pan łasuch Miś rozpoczyna się o poranku. Po kilku ćwiczeniach protagonista zakrada się do dziupli pszczół, zgarnia cały zapas słodkości i ucieka. Owady szybko orientują się, że miód zaginął i ruszają w szaleńczy pościg za złodziejem. Finał opowieści jest jednak całkowicie różny od spodziewanego…

Z kolei w komiksie Pan elegant Lis główny bohater jest kreatorem mody. Trzeba przyznać, że w tym przypadku fantazja autora mile zaskakuje. Lis przyozdabia wszystkie napotkane zwierzęta piórami. Ależ jest zaskoczony, gdy na swojej drodze spotyka małego pingwina, który omyłkowo przypłynął z Antarktydy i teraz chciałby się tam z powrotem dostać! Tylko nie wie jak. Bohater wpada na świetny pomysł i wszystko dobrze się kończy.

Pan kawalarz Wilk miał swoją premierę podczas 28. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Pisarz kolejny raz skupia uwagę na postaci, którą zasadniczo można nazwać antybohaterem. Wilkowi w głowie jednie psoty, ostro dokazuje wszystkim innym zwierzętom. Żartowniś z niego nie lada, tylko nie wiedzieć czemu inne zwierzęta zaczynają go unikać. Trochę trwa nim bohater zrozumie, że lepsza jest przyjaźń niż samotna zabawa.

Dzięki różnym fabularnym rozwiązaniom akcja wszystkich komiksów przenosi się z miejsca na miejsce, a czytelnik poznaje kolejnych mieszkańców lasu. Dodatkowo dziecko dostaje możliwość poznania i rozpoznania (przy kolejnej lekturze): lisa, wiewiórki, węża, myszy, niedźwiedzia, łosia, jeża, borsuka czy bobra.

Artysta świetnie dostosował ilustracje do wieku potencjalnego czytelnika. Całość wygląda sympatycznie i przyjacielsko. Mam bardzo pozytywne skojarzenia, gdy patrzę na przedstawienie sowy, niedźwiedzia czy lisa. Trochę szkoda, że Wilk jest taki czarny… Wszystkie zwierzęta narysowano w uproszczony sposób, ale nie ma żadnych wątpliwości, co do poprawnego oznaczenia postaci. Niezwykle atrakcyjnie dobrano kolory. Wiele plansz jest pięknych, choćby ta z zającem i sową na łące z Pani detektyw Sowa czy z Misiem zbiegającym z pagórka. Ale są i elementy humorystyczne: ostatnia plansza z Pana eleganta Lisa czy Miś, który wpada do wody, czy Wilk siadający na mrowisko.

Jestem przekonany, że wszystkie pozycje z serii Trochę hałasu z głębi lasu spodobają się odbiorcom. Publikacja jest adresowana do najmłodszych czytelników – takich, którzy nie potrafią jeszcze czytać (są słuchaczami) lub dopiero zaczynają samodzielnie składać litery. Dla dzieci w wieku 2-6 lat to trafiona propozycja, tak samo jak cały cykl Mój pierwszy komiks.

Adam Święcki (sc. & rys.), „Pani detektyw Sowa”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan łasuch Miś”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan elegant Lis”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan kawalarz Wilk”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.

[Miło mi poinformować, że komiks Pan kawalarz Wilk ukazał się pod oficjalnym patronatem prowadzonej przeze mnie strony: Są komiksy dla dzieci]

Smerfy #17: Smerfowanie biżuterii

23/10/2017 § Dodaj komentarz


 Smerf złodziejem?

Wszystkie dzieci (i nie tylko one) dobrze wiedzą, że Smerfy to niezwykle praworządne, życzliwe i bezinteresowne stworzonka. Nie skrzywdzą nawet muchy. Jednak siedemnasty album nosi tytuł Smerfowanie biżuterii. Czyżby któryś z niebieskich skrzatów miał wkroczyć na drogę występu i bezprawia? Co powie Papa Smerf, gdy się o tym dowie?

Akcja omawianego komiksu zaczyna się w przeddzień wielkiej zabawy z okazji dnia wiosny. Papa Smerf wysyła Ważniaka i Zgrywusa nad rzekę, aby nazrywali pałek wodnych. Para bohaterów musi uważać, bo w tej okolicy nadzwyczaj często kręcą się ludzie. W wyniku nieszczęśliwego wypadku Zgrywus wpada w ręce dwójki wędrownych kuglarzy, którzy postanawiają wykorzystać niebieskiego stworka podczas swoich występów. Po pierwszym, dodajmy udanym, przedstawieniu nowi właściciele Smerfa dostają propozycję bardziej intratnego wykorzystania zdolności więźnia… W poszukiwaniu zaognionego Zgrywusa, oczywiście, wyrusza misja ratunkowa.

Z góry wiadomo, jak przygoda się skończy. Ale nie o szczęśliwy finał chodzi, a o kolejne epizody i zdarzenia. Fabuła jest konsekwentnie prowadzona i skupia się na postaci Zgrywusa, którego możemy zobaczyć z zupełnie innej strony – jako niezwykle lojalnego przyjaciela. W komiksie znalazło się także miejsce dla kilku rzeczywiście zabawnych gagów sytuacyjnych. Ewidentnym plusem albumu jest jednak ukazanie świata poza wioską Smerfów. Sporo scen rozgrywa się w pseudośredniowiecznym miasteczku i zamku, dzięki czemu uzyskujemy wgląd w ludzką społeczność. W komiksie spotykamy nawet Gargamela, który na targu robi zakupy. Całość swoim klimatem przywodzi mi na myśl album Krasnal z Corneloup z serii Hugo (klik! klik!).

Za oprawę graficzną odpowiedzialny jest Alain Maury, który świetnie sobie radzi z ukazaniem dynamiki postaci i wiernością przedstawienia Smerfów. Na plus artyście należy zapisać, że średniowieczna rzeczywistość jest spójna i ciekawa. Osobne gratulacje za przedstawienie Marudy w stroju błazna, idealne! Chciałbym bardzo pochwalić polskiego edytora, który zadbał o przekład onomatopei na język polski. Świetna sprawa, że pojawiają się: „bach”, „ślizg”, „łups”, „skrzyp, skrzyp” i inne.

Smerfowanie biżuterii to jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy album z udziałem Smerfów, jakie w ostatnim czasie wydał Egmont. Wielowątkowa fabuła, różnorodne postaci, ciekawa i żywo prowadzona akcja. Pozycja w sam raz dla dzieci, ale i dla dorosłych, którzy czują sentyment do niebieskich stworków.

Thierry Culliford & Luc Parthoens (sc.), Alain Maury (rys.), „Smerfy #17: Smerfowanie biżuterii”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1170, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Sisters #7: Spalone słońcem

20/10/2017 § Dodaj komentarz


 Sisters – nie aż taki idealny komiks?

Od dwóch lat regularnie czytam cykl Sisters autorstwa panów Christophe’a Cazenove’a i Williama Maurya, który ukazuje się w Polsce staraniem oficyny Egmont Polska. Jestem wierny serii, ponieważ od pierwszego albumu mnie bawi – lubię bohaterki, śmieszy mnie humor słowny i sytuacyjny, podoba mi się warstwa graficzna.

Opowiadane przez scenarzystów historie z życia sióstr Marine i Wendy przyjmowałem z całym dorobkiem inwentarza. Dopiero tekst Olgi Wróbel, opublikowany na łamach internetowego wydania „Kwartalnika Ryms”, uświadomił mi, że fabuła ukazuje jedynie niewielki fragment codziennej rzeczywistości głównych bohaterek. Przez ową wybiórczość, która, jak mniemam, bierze się z faktu, iż scenariusz pisany jest przez dorosłych obserwujących swoje dzieci, otrzymujemy obraz nieprawdziwy, aby nie powiedzieć sfałszowany.

Autorka pisze: „(…) trochę boli mnie feministyczna strona serca” i w następnym akapicie uzasadnia: „(…) uwiera mnie z lekka świat przedstawiony, w którym tytułowe siostry zajmują się głównie strojami i chłopcami”, a dalej podaje przykłady na selektywność epizodów i wątpliwej jakości przesłanie niektórych z nich. Ciężko się z Olgą Wróbel nie zgodzić. Właściwie nie mam żadnych argumentów, które mógłbym przeciwstawić powyższej tezie.

W siódmej odsłonie, a recenzentka „Rymsa” omawiała pierwszą, nadal sporo miejsca poświęca się sprzeczkom o ubrania, strojeniu się, powierzchowności, zabieganiu o płeć przeciwną. Chociaż w ramach przeciwwagi są także zabawne historie, które źródło mają w dzielącej dziewczęta różnicy wieku oraz niepojmowania (a właściwie rozumieniu „po swojemu”) przez młodszą zasad funkcjonowania relacji międzyludzkich.

Recenzując „piątkę”, pisałem (klik! klik!), że „Sisters to komiks prawie idealny. Oczywiście z drobnym, acz znaczącym zastrzeżeniem, że będzie oceniany przez docelową grupę czytelniczą”. Teraz przychodzi mi zweryfikować swoje poglądy… Nie zamierzam nikogo namawiać, aby przestał podsuwać cykl swoim milusińskim, bo nie tędy droga. Sam nie porzucam cyklu, gdyż – jak wspomniałem – lubię protagonistki, a lektura mnie bawi, ale do fabuły podchodzę z większym dystansem i, mimowolnie, wyłapuję epizody o wątpliwej jakości przekazu.

Christophe Cazenove & William Maury (sc.), William Maury (rys.), „Sisters #7: Spalone słońcem”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1154, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3, rysunki: 4+, kolory/cienie: 3+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Samuraj Jack #1: Sploty czasu

02/10/2017 § Dodaj komentarz


 Wielki powrót Samuraja Jacka?

W latach 2002-2004 stacja Cartoon Network wyemitowała cztery sezony serialu Samuraj Jack, który z biegiem lat zyskał wśród widzów status kultowej animacji. Pewnie dlatego w ubiegłym roku zdecydowano się na nakręcenie kontynuacji. Sezon piąty składa się z dziesięciu odcinków i był wyświetlany (między marcem a majem 2016) w bloku Adult Swim. W Polsce emisję uczczono premierą pierwszego tomu komiksowej serii o dzielnym i szlachetnym samuraju. Za oceanem dwadzieścia „kolorowych zeszytów” opublikowano latach 2013-2015, które następnie zostały zaprezentowane w czterech zbiorczych tomach. Oryginalnym wydawcą jest IDW Publishing; za edycję w naszym kraju odpowiedzialna jest oficyna SJG Komiks, która stanowi imprint Studia JG.

Na pierwszą odsłonę składa się zamknięta, pięciorozdziałowa historia o podtytule Sploty czasu. Fabuła jest raczej prosta i wyraźnie odwołuje się do schematów narracyjnych animacji: Samuraj Jack został zesłany przez demona Aku w przyszłość, która jest całkowicie podporządkowana potworowi. Nasz bohater szuka możliwości powrotu do przeszłości, aby uniemożliwić antagoniście przejęcie władzy. Dlatego spotyka się z mędrcem – Widzącym Soule’em. Starzec opowiada mu o pewnym magicznym artefakcie, zwanym Sznurem Eonów, dzięki niemu Aku nauczył się podróżować w czasie, ale gdy odkrył tajniki mocy rozerwał sznur i rozrzucił włókna po świecie. Chcąc znów korzystać z magii talizmanu należy zebrać nici razem. Wystarczy odszukać pierwsze włókno, a ono poprowadzi do kolejnego.

Jack wyrusza na spotkanie przygody, a właściwie kilku różnych przygód. Aby odzyskać szczątki artefaktu będzie musiał stoczyć niejeden pojedynek, a każdy kolejny przeciwnik jest silniejszy i sprytniejszy od poprzedniego. W finale przyjdzie mu zmierzyć się z demonem Aku i podjąć decyzję w jaki sposób użyć mocy zrekonstruowanego talizmanu. Powiedzmy wprost: fabuła komiksu ma charakter pretekstowy i właściwie sprowadza się do bezpośredniego konfrontowania się z kolejnymi złoczyńcami. Sam bohater ukazany zostaje jako prawy, szczery i zwycięski. Recenzowana pozycja jest ponadczasową opowieścią o zmaganiach dobra ze złem.

Warstwa graficzna albumu wiernie oddaje klimat animacji. Kreska Andy’ego Suriano jest wyraźnie kanciasta (sporo linii prostych), co współgra z szybkimi i pewnymi pociągnięciami samurajskiego miecza. Ilustracje charakteryzują się dużą ekspresją, miejscami sporo się trzeba natrudzić, aby w plątaniny linii wyłuskać właściwy kształt postaci, z którą aktualnie walczy Jack. Pamiętajmy, akcja rozgrywa się w przyszłości, stąd roboty, cyborgi, ale i demony, smoki oraz inne potwory. Podobają mi się wyraziste kolory oraz permanentne używanie komputerowo przygotowanych rastrów.

Po komiks mogą śmiało sięgnąć osoby, które nigdy wcześniej nie spotkały Samuraja Jacka, ponieważ stanowi samoistną i odrębną całość. Chociaż domniemywam, że główny trzon polskich czytelników stanowią ci, którzy kierują się pewnym sentymentem względem postaci. Mimo wszystko namawiam, aby publikację podsunąć młodszym czytelnikom, gdyż została przygotowana z myślą o nich.

Jim Zub {właśc. Jim Zubkavich} (sc.), Andy Suriano (rys.), „Samuraj Jack #1: Sploty czasu”, tłum. Jan Godwod, Wydawnictwo Studio JG, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Smerfy i Wioska Dziewczyn #1: Zakazany las

28/09/2017 § 1 komentarz


  Dziewczyny nie dały rady

Zakazany las to pierwszy album z nowego cyklu komiksowego z udziałem niebieskich skrzatów, który nosi tytuł Smerfy i Wioska Dziewczyn. Spin-off na rynku frankofońskim miał premierę pod koniec marca, a już niespełna dwa miesiące później Egmont Polska publikuje krajową odsłonę. Poczynania edytora zbiegły się z wejściem do kin pełnometrażowej animacji Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski, bo, jak możemy przeczytać w materiałach promocyjnych, fabuła komiksu luźno nawiązuje do filmu kinowego. Na seans się nie wybrałem, dlatego nie wiem czy informacja pokrywa się z prawdą.

W komiksie pomieszczonych zostało pięć opowieści, których fabuły subtelnie się ze sobą splatają. W pierwszej – Dziwny jest ten świat – czytelnik ma okazję poznać smerfne dziewczęta z wioski, która znajduje się za wysokim murem. Na tym właśnie polega koncept scenarzystów – obie grupy nie spotkały się nigdy wcześniej, ponieważ przeszkodą był ów mur i dopiero przypadkowo odkryty przez Lilijkę tunel umożliwił nawiązanie dobrosąsiedzkich kontaktów. Pomysł jak pomysł. Ani specjalnie dobry, ani zły. Jeśli miałbym oceniać, to płytki. Rozumiem, że w jakiś sposób należało uzasadnić, że dopiero po 54 latach i 34 albumach z przygodami „klasycznych” Smerfów, nagłe pojawienie się całej wioski zamieszkałej przez rodzaj żeński.

Po pierwszym, przypadkowym, spotkaniu dziewczyny zapraszają do siebie delegację zza muru, w skład której wchodzą: Smerfetka, Ważniak, Osiłek i Ciamajda. Kolejne historie przedstawiają przygody wspomnianej czwórki w Wiosce Dziewczyn. W albumie nie pojawia się Papa Smerf, co wydaje się dziwne i mało prawdopodobne. W drugiej opowieści Ważniak spędza z nowymi koleżankami cały jeden dzień, dzięki czemu czytelnik ma okazję poznać bliżej zwyczaje, upodobania i tryb życia dziewczyn. Trzeba przyznać, że pod wieloma względami bohaterki są różne od „klasycznych” skrzatów. Choćby: mieszkają w domkach na drzewach, są dzielne i odważne, posługują się bronią (celnie strzelają z łuków), ich taniec radości jest bardzo skomplikowany, mają filetowe włosy, które upinają w przeróżne fryzury, są gadatliwe, latają na smokach, etc.

Żal, że scenarzyści (Alain Jost, Luc Parthoens i Thierry Culliford) całkowicie zmarnowali potencjał, jaki kryje się we wprowadzeniu do „smerfnego uniwersum” nowych bohaterek. Fabuły ani nie są ciekawe, ani nie śmieszą. Ze świecą można szukać jakichś zabawnych gagów i komicznych scen. Całość jest nudna i źle napisana. Dla przykładu w pierwszej opowieści są miejsca, w których lista dialogowa pokrywa się z czynnościami wykonywanymi przez Lilijkę lub elementami, które możemy zobaczyć w kadrze. Widzimy dziewczynę idącą między gęstą roślinnością, z prawego górnego rogu buchają promienie słońca, a ona mówi do siebie: „Nareszcie światło słoneczne! Wydostanę się z mrocznej dżungli!”. Dwa kadry dalej widzimy bohaterka stoi pod wielkim murem, który zasłania cały horyzont i mówi: „Znów jestem przy murze!”. Takich kiksów jest niestety dużo więcej, a to odbiera jakąkolwiek przyjemność z lektury.

Na szczęście album ogląda się z przyjemnością. Mimo że oprawa graficzna to dzieło aż czterech rysowników, to całość jest spójna i atrakcyjna. Smerfy żeńskiego rodzaju zostały dobrze zaprojektowane, postaci są żywe i różnorodne. Dziewczętom nadano indywidualny rys, co cieszy i dobrze wróży na przyszłość, bo będzie można rozwijać ich charakter, cechy i zachowanie. Najmniej ciekawie wypada czarodziejka Wierzba, która jest żeńską kopią Papy Smerfa. Ciężko uciec od porównywania spin-offu z „klasykami”. Na plus dla nowej produkcji należy zapisać: 1) bardziej rozbudowane tła; 2) większa fantazję przy konstruowaniu fauny i flory; 3) jaskrawszą kolorystykę i szerszą paletę barw.

Jednakże udana oprawa graficzna to za mało, abym mógł album Zakazany las oceniać pozytywnie. Jestem przekonany, że „dwójka” prędzej czy później zostanie wyprodukowana. Mam tylko nadzieję, że scenarzyści nie będą musieli pisać pod presją czasu i wyjdzie im to lepiej niż w bieżącej odsłonie.

Alain Jost & Luc Parthoens, & Thierry Culliford (sc.), Alain Maury & Jeroen de Coninck & Miguel Diaz & Laurent Cagniat (rys.), „Smerfy i Wioska Dziewczyn #1: Zakazany las”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1125, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks dla dzieci at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: