Sisters #7: Spalone słońcem

20/10/2017 § Dodaj komentarz


 Sisters – nie aż taki idealny komiks?

Od dwóch lat regularnie czytam cykl Sisters autorstwa panów Christophe’a Cazenove’a i Williama Maurya, który ukazuje się w Polsce staraniem oficyny Egmont Polska. Jestem wierny serii, ponieważ od pierwszego albumu mnie bawi – lubię bohaterki, śmieszy mnie humor słowny i sytuacyjny, podoba mi się warstwa graficzna.

Opowiadane przez scenarzystów historie z życia sióstr Marine i Wendy przyjmowałem z całym dorobkiem inwentarza. Dopiero tekst Olgi Wróbel, opublikowany na łamach internetowego wydania „Kwartalnika Ryms”, uświadomił mi, że fabuła ukazuje jedynie niewielki fragment codziennej rzeczywistości głównych bohaterek. Przez ową wybiórczość, która, jak mniemam, bierze się z faktu, iż scenariusz pisany jest przez dorosłych obserwujących swoje dzieci, otrzymujemy obraz nieprawdziwy, aby nie powiedzieć sfałszowany.

Autorka pisze: „(…) trochę boli mnie feministyczna strona serca” i w następnym akapicie uzasadnia: „(…) uwiera mnie z lekka świat przedstawiony, w którym tytułowe siostry zajmują się głównie strojami i chłopcami”, a dalej podaje przykłady na selektywność epizodów i wątpliwej jakości przesłanie niektórych z nich. Ciężko się z Olgą Wróbel nie zgodzić. Właściwie nie mam żadnych argumentów, które mógłbym przeciwstawić powyższej tezie.

W siódmej odsłonie, a recenzentka „Rymsa” omawiała pierwszą, nadal sporo miejsca poświęca się sprzeczkom o ubrania, strojeniu się, powierzchowności, zabieganiu o płeć przeciwną. Chociaż w ramach przeciwwagi są także zabawne historie, które źródło mają w dzielącej dziewczęta różnicy wieku oraz niepojmowania (a właściwie rozumieniu „po swojemu”) przez młodszą zasad funkcjonowania relacji międzyludzkich.

Recenzując „piątkę”, pisałem (klik! klik!), że „Sisters to komiks prawie idealny. Oczywiście z drobnym, acz znaczącym zastrzeżeniem, że będzie oceniany przez docelową grupę czytelniczą”. Teraz przychodzi mi zweryfikować swoje poglądy… Nie zamierzam nikogo namawiać, aby przestał podsuwać cykl swoim milusińskim, bo nie tędy droga. Sam nie porzucam cyklu, gdyż – jak wspomniałem – lubię protagonistki, a lektura mnie bawi, ale do fabuły podchodzę z większym dystansem i, mimowolnie, wyłapuję epizody o wątpliwej jakości przekazu.

Christophe Cazenove & William Maury (sc.), William Maury (rys.), „Sisters #7: Spalone słońcem”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1154, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3, rysunki: 4+, kolory/cienie: 3+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Samuraj Jack #1: Sploty czasu

02/10/2017 § Dodaj komentarz


 Wielki powrót Samuraja Jacka?

W latach 2002-2004 stacja Cartoon Network wyemitowała cztery sezony serialu Samuraj Jack, który z biegiem lat zyskał wśród widzów status kultowej animacji. Pewnie dlatego w ubiegłym roku zdecydowano się na nakręcenie kontynuacji. Sezon piąty składa się z dziesięciu odcinków i był wyświetlany (między marcem a majem 2016) w bloku Adult Swim. W Polsce emisję uczczono premierą pierwszego tomu komiksowej serii o dzielnym i szlachetnym samuraju. Za oceanem dwadzieścia „kolorowych zeszytów” opublikowano latach 2013-2015, które następnie zostały zaprezentowane w czterech zbiorczych tomach. Oryginalnym wydawcą jest IDW Publishing; za edycję w naszym kraju odpowiedzialna jest oficyna SJG Komiks, która stanowi imprint Studia JG.

Na pierwszą odsłonę składa się zamknięta, pięciorozdziałowa historia o podtytule Sploty czasu. Fabuła jest raczej prosta i wyraźnie odwołuje się do schematów narracyjnych animacji: Samuraj Jack został zesłany przez demona Aku w przyszłość, która jest całkowicie podporządkowana potworowi. Nasz bohater szuka możliwości powrotu do przeszłości, aby uniemożliwić antagoniście przejęcie władzy. Dlatego spotyka się z mędrcem – Widzącym Soule’em. Starzec opowiada mu o pewnym magicznym artefakcie, zwanym Sznurem Eonów, dzięki niemu Aku nauczył się podróżować w czasie, ale gdy odkrył tajniki mocy rozerwał sznur i rozrzucił włókna po świecie. Chcąc znów korzystać z magii talizmanu należy zebrać nici razem. Wystarczy odszukać pierwsze włókno, a ono poprowadzi do kolejnego.

Jack wyrusza na spotkanie przygody, a właściwie kilku różnych przygód. Aby odzyskać szczątki artefaktu będzie musiał stoczyć niejeden pojedynek, a każdy kolejny przeciwnik jest silniejszy i sprytniejszy od poprzedniego. W finale przyjdzie mu zmierzyć się z demonem Aku i podjąć decyzję w jaki sposób użyć mocy zrekonstruowanego talizmanu. Powiedzmy wprost: fabuła komiksu ma charakter pretekstowy i właściwie sprowadza się do bezpośredniego konfrontowania się z kolejnymi złoczyńcami. Sam bohater ukazany zostaje jako prawy, szczery i zwycięski. Recenzowana pozycja jest ponadczasową opowieścią o zmaganiach dobra ze złem.

Warstwa graficzna albumu wiernie oddaje klimat animacji. Kreska Andy’ego Suriano jest wyraźnie kanciasta (sporo linii prostych), co współgra z szybkimi i pewnymi pociągnięciami samurajskiego miecza. Ilustracje charakteryzują się dużą ekspresją, miejscami sporo się trzeba natrudzić, aby w plątaniny linii wyłuskać właściwy kształt postaci, z którą aktualnie walczy Jack. Pamiętajmy, akcja rozgrywa się w przyszłości, stąd roboty, cyborgi, ale i demony, smoki oraz inne potwory. Podobają mi się wyraziste kolory oraz permanentne używanie komputerowo przygotowanych rastrów.

Po komiks mogą śmiało sięgnąć osoby, które nigdy wcześniej nie spotkały Samuraja Jacka, ponieważ stanowi samoistną i odrębną całość. Chociaż domniemywam, że główny trzon polskich czytelników stanowią ci, którzy kierują się pewnym sentymentem względem postaci. Mimo wszystko namawiam, aby publikację podsunąć młodszym czytelnikom, gdyż została przygotowana z myślą o nich.

Jim Zub {właśc. Jim Zubkavich} (sc.), Andy Suriano (rys.), „Samuraj Jack #1: Sploty czasu”, tłum. Jan Godwod, Wydawnictwo Studio JG, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Smerfy i Wioska Dziewczyn #1: Zakazany las

28/09/2017 § 1 komentarz


  Dziewczyny nie dały rady

Zakazany las to pierwszy album z nowego cyklu komiksowego z udziałem niebieskich skrzatów, który nosi tytuł Smerfy i Wioska Dziewczyn. Spin-off na rynku frankofońskim miał premierę pod koniec marca, a już niespełna dwa miesiące później Egmont Polska publikuje krajową odsłonę. Poczynania edytora zbiegły się z wejściem do kin pełnometrażowej animacji Smerfy: Poszukiwacze zaginionej wioski, bo, jak możemy przeczytać w materiałach promocyjnych, fabuła komiksu luźno nawiązuje do filmu kinowego. Na seans się nie wybrałem, dlatego nie wiem czy informacja pokrywa się z prawdą.

W komiksie pomieszczonych zostało pięć opowieści, których fabuły subtelnie się ze sobą splatają. W pierwszej – Dziwny jest ten świat – czytelnik ma okazję poznać smerfne dziewczęta z wioski, która znajduje się za wysokim murem. Na tym właśnie polega koncept scenarzystów – obie grupy nie spotkały się nigdy wcześniej, ponieważ przeszkodą był ów mur i dopiero przypadkowo odkryty przez Lilijkę tunel umożliwił nawiązanie dobrosąsiedzkich kontaktów. Pomysł jak pomysł. Ani specjalnie dobry, ani zły. Jeśli miałbym oceniać, to płytki. Rozumiem, że w jakiś sposób należało uzasadnić, że dopiero po 54 latach i 34 albumach z przygodami „klasycznych” Smerfów, nagłe pojawienie się całej wioski zamieszkałej przez rodzaj żeński.

Po pierwszym, przypadkowym, spotkaniu dziewczyny zapraszają do siebie delegację zza muru, w skład której wchodzą: Smerfetka, Ważniak, Osiłek i Ciamajda. Kolejne historie przedstawiają przygody wspomnianej czwórki w Wiosce Dziewczyn. W albumie nie pojawia się Papa Smerf, co wydaje się dziwne i mało prawdopodobne. W drugiej opowieści Ważniak spędza z nowymi koleżankami cały jeden dzień, dzięki czemu czytelnik ma okazję poznać bliżej zwyczaje, upodobania i tryb życia dziewczyn. Trzeba przyznać, że pod wieloma względami bohaterki są różne od „klasycznych” skrzatów. Choćby: mieszkają w domkach na drzewach, są dzielne i odważne, posługują się bronią (celnie strzelają z łuków), ich taniec radości jest bardzo skomplikowany, mają filetowe włosy, które upinają w przeróżne fryzury, są gadatliwe, latają na smokach, etc.

Żal, że scenarzyści (Alain Jost, Luc Parthoens i Thierry Culliford) całkowicie zmarnowali potencjał, jaki kryje się we wprowadzeniu do „smerfnego uniwersum” nowych bohaterek. Fabuły ani nie są ciekawe, ani nie śmieszą. Ze świecą można szukać jakichś zabawnych gagów i komicznych scen. Całość jest nudna i źle napisana. Dla przykładu w pierwszej opowieści są miejsca, w których lista dialogowa pokrywa się z czynnościami wykonywanymi przez Lilijkę lub elementami, które możemy zobaczyć w kadrze. Widzimy dziewczynę idącą między gęstą roślinnością, z prawego górnego rogu buchają promienie słońca, a ona mówi do siebie: „Nareszcie światło słoneczne! Wydostanę się z mrocznej dżungli!”. Dwa kadry dalej widzimy bohaterka stoi pod wielkim murem, który zasłania cały horyzont i mówi: „Znów jestem przy murze!”. Takich kiksów jest niestety dużo więcej, a to odbiera jakąkolwiek przyjemność z lektury.

Na szczęście album ogląda się z przyjemnością. Mimo że oprawa graficzna to dzieło aż czterech rysowników, to całość jest spójna i atrakcyjna. Smerfy żeńskiego rodzaju zostały dobrze zaprojektowane, postaci są żywe i różnorodne. Dziewczętom nadano indywidualny rys, co cieszy i dobrze wróży na przyszłość, bo będzie można rozwijać ich charakter, cechy i zachowanie. Najmniej ciekawie wypada czarodziejka Wierzba, która jest żeńską kopią Papy Smerfa. Ciężko uciec od porównywania spin-offu z „klasykami”. Na plus dla nowej produkcji należy zapisać: 1) bardziej rozbudowane tła; 2) większa fantazję przy konstruowaniu fauny i flory; 3) jaskrawszą kolorystykę i szerszą paletę barw.

Jednakże udana oprawa graficzna to za mało, abym mógł album Zakazany las oceniać pozytywnie. Jestem przekonany, że „dwójka” prędzej czy później zostanie wyprodukowana. Mam tylko nadzieję, że scenarzyści nie będą musieli pisać pod presją czasu i wyjdzie im to lepiej niż w bieżącej odsłonie.

Alain Jost & Luc Parthoens, & Thierry Culliford (sc.), Alain Maury & Jeroen de Coninck & Miguel Diaz & Laurent Cagniat (rys.), „Smerfy i Wioska Dziewczyn #1: Zakazany las”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1125, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Lil i Put #3: Czarująca panna młoda

12/09/2017 § Dodaj komentarz


 Miksja w welonie!

To musiało się kiedyś wydarzyć! Autorzy komiksowej serii Lil i Put – Maciej Kur i Piotr Bednarczyk – nie pozostali głusi na prośby swoich czytelników. Zresztą sam również optowałem za tym, aby w kolejnym albumie została opowiedziana jedna pełnometrażowa historia, a nie kilka krótkich szortów. Czy scenarzyście udało się napisać rzecz spójną i ciekawą? Przekonajmy się.

Bez zbędnych wstępów – już w pierwszym kadrze – wprowadzone zostają do fabuły nowe postaci. Fryc Mamon jest wójtem wsi Miniatury Wielkie, który wygrał wybory, bo przekonał głosujących do swojej osoby darmowym napitkiem. Pełnienie urzędu wykorzystuje instrumentalnie i interesownie – powiększa osobisty majątek. Lil i Put narażają się urzędnikowi i „za karę” muszą szkodę odpracować w polu. Prace fizyczne strasznie męczą parę małoludów. Dlatego uciekają do stolicy. Po drodze spotykają elfkę Miksję, której towarzyszy goblinem Kirki – on także podpadł Frycowi. W efekcie tego incydentu ten ostatni zlecił Gerwinowi Stworołówcy zgładzenie zwierzaka.

Przedstawiony powyżej zestaw epizodów, to dopiero początek zwariowanych i miejscami absurdalnych przygód naszych bohaterów. Maciej Kur prowadzi narrację w sposób brawurowy i daleki od sztampy, świetnie łamie konwencję opowieści fantasy, wprowadzając elementy parodiujące współczesną rzeczywistość (m.in. wizyta Miksji w urzędzie pocztowym czy sceny w „wariatkowie” z udziałem Scotta McClouda oraz profesora, który wszędzie widzi spiski). Rozwój wydarzeń jest trudny do przewidzenia. Co prawda, biorąc pod uwagę podtytuł albumu i ilustrację na okładce, wiemy, że w którymś momencie musi pojawić się jakaś „panna młoda” i jeszcze „czarująca”, czyli Miksja. Czytamy, czytamy i już połowa komiksu, a ślubu ani widu, ani słychu. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że będzie wychodziła za mąż, ale za kogo i dlaczego? Przecież nie z miłości, a może?

Omawiany album to naprawdę udana pozycja. Dobrze się stało, że autorzy (i wydawca) zdecydowali się na prezentację wielowątkowej, pełnometrażowej historii. Całość skrzy się humorem, podczas lektury ciężko powstrzymać się od śmiechu. Należy oddać scenarzyście sprawiedliwość – wszystko się ze sobą pięknie zaplata i łączy. Maciej Kur ma wyraźny dar konstruowania zabawnych fabuł, które nie opierają się tylko i wyłącznie na świetnych gagach, ale i literacko stoją na wysokim poziomie.

Rysunki Piotra Bednarczyka z każdym kolejnym albumem zyskują. Stają się mniej toporne, a bardziej dobitne i ekspresyjne. Już na poziomie storyboardu gagi sytuacyjne są właściwie rozplanowane, patrzący w mig łapie komiczne przesłanie sceny. Wszystkie występujące postaci są dobrze zaprojektowane i poprowadzone, dlatego czytelnik nie ma żadnych problemów z ich rozpoznaniem. Na uwagę zasługuje także rozbudowana i różnorodna gestykulacja, mimika oraz zachowanie.

Autorzy mają świadomość, że ich czytelnicy serii dorastają. Pierwsze dwa albumy skierowane były głównie do 8- czy 9-latków. Natomiast – ze względu na aluzyjność i niuanse, zastosowanie wielu popkulturowych nawiązań, użycie narracji wstecznej oraz rozbudowaną listę dialogową – bieżącą odsłonę polecam wszystkim samodzielnym czytelnikom.

Maciej Kur (sc.), Piotr Bednarczyk (rys.), „Lil i Put #3: Czarująca panna młoda”, Klub Świata Komiksu – album 1131, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Rekomendacje: Niezwykła podróż. Tom 2

05/09/2017 § Dodaj komentarz


15 września, podczas 28. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, swoją premierę będzie miał drugi tom serii Niezwykła podróż. Niezwykle miło mi poinformować, że album ukaże się pod patronatem Są komiksy dla dzieci. Dodatkowo – dzień po premierze – będę miał przyjemność poprowadzić spotkanie z rysownikiem cyklu Silvio Cambonim (szczegóły poniżej lub tu: klik! klik!).

Lektura pierwszego tomu sprawiła mi sporo frajdy (klik! klik!). Uwiodła mnie i kreacja świata przedstawionego, i cała menażeria występujących postaci, która jest niezwykle barwna oraz osobliwa. Fabuła prowadzona jest wartko i ma charakter stricte przygodowy. Nie zawodzi także oprawa graficzna, o której Przemysław Pawełek tak pisze: „Rysunki Camboniego są po prostu śliczne. Włoch świetnie operuje europejską w duchu kreską, zaprawioną szczyptą cartoonu. O ile postaci wyglądają tylko wdzięcznie, to jego projekty steampunkowych machin czy architektury po prostu robią wrażenie. Subtelność plus dbałość o detale dają nadspodziewanie dobre efekty, które podbijają momentami łagodne, momentami wyrazistsze, ale zawsze trafione kolory Gasparda Yvana”.

Akcja zapowiadanego tomu rozpoczyna się w Londynie. Nadal trwa I wojna światowa. Para głównych bohaterów – małoletni Emilien i Noemi – wraz z trójką towarzyszących im dorosłych pragną dotrzeć do Paryża. Są zdeterminowani, gdyż właśnie tam trwają zapisy do udziału w konkursie imienia Juliusza Verne’a, który ma się odbyć w Nowym Jorku. Udział w turnieju ma pomóc odpowiedzieć na pytanie: co się stało z ojcem Emiliena? Fabuła „dwójki” obfituje w nowe wątki, które niosą ze sobą kolejne małe i duże tajemnice, co tylko podsyca czytelniczą ciekawość. Wielka Przygoda Emiliena i Noemi trwa w najlepsze! Wspaniale, że możemy w niej uczestniczyć.

Wrześniowa premiera Wydawnictwa Kurc, to dopiero drugi tom serii w Polsce. Natomiast we Francji w kwietniu ukazał się już piąty. Pierwsze trzy części tworzą zwartą historię zwaną Trofeum Juliusza Verne’a (od konkursu, w którym biorą udział dzieciaki). Następne odsłony to kolejna historia pod tytułem Wyspy tajemnic. Z drugiego cyklu ukazały się dwa z trzech tomów. Z pewnością będzie kolejny cykl.

Silvio Camboni spotka się z polskimi czytelnikami podczas 28. MFKiG w Łodzi:
– w piątek, 15 września, o godzinie 16.00 w sali D poprowadzi warsztaty dla dzieci;
– w sobotę, 16 września, o godzinie 10.45 w sali A odbędzie się rozmowa i spotkanie promocyjne, które poprowadzę;
– w sobotę, 16 września, o godzinie 12.00 na płycie głównej Atlas Areny rysownik będzie rozdawał autografy.
Jeśli macie jakieś pytania do włoskiego artysty, które chcielibyście, abym zadał, to proszę wpisać w komentarzu. Więcej informacji o autorze na stronie wydawcy: klik! klik! Bieżące prace rysownika można oglądać tu: klik! klik! lub tu: klik! klik!

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 2”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

Komiks objęty patronatem:{można kupić tu: klik! klik!}

Kaki, Marietta, Pan Leclair i cała reszta… – rozmowa z Florianem Ferrier

16/08/2017 § 2 Komentarze


 Kaki, Marietta, Pan Leclair i cała reszta… – z Florianem Ferrier, współscenarzystą serii komiksowej Hotel Dziwny, rozmawia Maciej Gierszewski

Maciej Gierszewski: Patrząc na Pana wcześniejszą aktywność zawodową, nie przypuszczałbym, że jest Pan zainteresowany zrobieniem komiksu dla dzieci.
Florian Ferrier: Katherine i ja zawsze pracowaliśmy dla dzieci. Ona od dwudziestu lat robi ilustracje dla prasy dziecięcej i różnych wydawnictw we Francji, a ja robię animacje i reżyseruję programy TV. Piszę także powieści dla młodzieży. Dlatego zrobienie komiksu dla dzieci było dla nas czymś naturalnym, następnym krokiem. Dzieci stanowią naszą podstawową publiczność i uważamy je za „interesujące plemię”. Zwykle każde z nas pracuje nad własnymi projektami, to była pierwsza rzecz, którą zrobiliśmy wspólnie.

M.G.: Czy od początku zakładaliście, że będzie to seria? Czy zadecydowaliście o tym później?
F. F.: Chcieliśmy, aby to była seria. Tak to sobie wyobraziliśmy od początku: pięć dziwacznych postaci prowadzących hotel. Kiedy zaczęliśmy pisać i rysować, nie wiedzieliśmy, dokąd historia nas zaprowadzi. Wspólna praca tak nas cieszyła, że kiedy skończyliśmy pierwszy tom, pomyśleliśmy, dlaczego nie napisać kolejnej przygody? Ostatecznie i tak zawsze decydują czytelnicy. Gdyby pierwszy tom nie sprzedał się dobrze we Francji, prawdopodobnie nie byłoby drugiego.

M.G.: Co było pierwsze: postaci czy historia? Najpierw stworzyliście bohaterów, snując opowieść wokół nich? Czy może Hotel Dziwny dał początek wszystkiemu?
F.F.: Wszystko płynnie po sobie następowało, opowieść ewoluowała powoli. Najpierw jedna postać, potem kolejna… Jedna historia, potem następna… Jak Lego. Bezpośrednią inspiracją dla powstania Hotelu Dziwnego było nasze ulubione miejsce spędzania wakacji – drewniany domek w Alpach. On naprawdę istnieje! Następnie chcieliśmy stworzyć łatwo rozpoznawalnych bohaterów, choćby w zarysie. Każdy z nich ma jakiś szczególny kształt, kolor, niezwykły czy dziwny charakter, sposób patrzenia na życie. Uprzejmość, ale i humor.
Jest tak, że podczas pracy musisz ufać sobie i nie wahać się odrzucać tego, co nie jest wystarczająco dobre. Katherine szybko dochodzi do rezultatów, jakie chce uzyskać, dlatego odrzucała mniej niż ja (bardzo to podziwiam!). Sam zrezygnowałem z wielu pomysłów, które początkowo wydawały się dobre, ale później stawały się nudne.

M.G.: Możesz zdradzić czy w kolejnych tomach akcja również dzieje się w hotelu?
F. F.: Bohaterowie często wyruszają w poszukiwaniu przygody, czasami bardzo daleko od hotelu. Np. w czwartym tomie ekipa wkracza do krainy duchów, która znajdują się nad chmurami. Każda kolejna historia rozpoczyna się w hotelu i ostatecznie drużyna zawsze tam powraca. Wszystkie albumy zaczynają się tym samym kadrem ukazującym hotel, tylko pory roku się zmieniają…

M.G.: Wydaje się, że najważniejszymi postaciami w komiksie są Kaki, Marietta i Pan Leclair. Czy możesz powiedzieć coś więcej o każdym z nich? Czy wzorowaliście swoich bohaterów na rzeczywistych osobach?
F. F.: Wymyślając postaci zawsze inspirujemy się ludźmi, których znamy. Marietta to „szefowa”, która jest szczęśliwa tylko wtedy, kiedy inni są szczęśliwi. Kaki jest leniwą i przezabawną futrzaną kulką. Pan Leclair jest nocnym strażnikiem hotelu, ale wciąż zasypia. Lubi siedzieć w komfortowym zaciszu swojej biblioteki. Cała jego wiedza pochodzi z książek, nawet jego brytyjski humor… Wygląd bohaterów bywa zdecydowanie dziwny, jednak usposobieniem przypominają ludzi, których się zna. Jest także Celestin, sąsiad i przyjaciel. Trochę tajemniczy gość, który kocha samotność i las, bo on nie ma przed nim tajemnic. I wreszcie Pan Snarf, duch z księgi gości, recepcjonista i żyjącą pamięć hotelu.

M.G.: Oprócz Kaki, Marietty i Pana Leclair jest wiele innych postaci w komiksie. Niektóre z nich grają epizodyczną rolę. Czy trudno było nadać indywidualność każdej z nich?
F. F.: Czasami. Niektóre postaci są tak epizodyczne, że pojawiają się tylko w jednym kadrze. W komiksie można sobie pozwolić na niezliczoną ilość osób, kształtów czy kolorów. Główna bohaterka jest właścicielką hotelu, dlatego oczywistym jest, że spotyka wielu gości. Katherina uwielbia rysować dziwne stworzenia. Realistyczny świat i realne osoby nie interesują jej aż tak bardzo, zatem dobrze się bawiła, rysując tych wszystkich osobliwych bohaterów. W komiksie można spotkać niezliczoną ilość sylwetek, które żyją w lesie, pod ziemią, w niebie, małych i gigantycznych… To fantastyczny i poetycki świat, bez ograniczeń.

M.G.: Prostota akcji i zakończenia definiuje Wasz komiks jako lekturę dla dzieci. Czy braliście pod uwagę napisanie scenariusza w taki sposób, aby komiks skierowany był dla młodzieży (poprzez wydłużenie historii lub skomplikowanie zakończenia)?
F. F.: Dla nastolatków lub starszych? Po co? Oboje tworzymy dla dzieci, to nasz cel i coś, co lubimy robić. Dla nas nie ma specjalnej różnicy między książkami dla dzieci i dla dorosłych, ten podział funkcjonuje tylko w umysłach odbiorców. Dobra historia, to dobra historia! Umiejętność budowania prostych opowieści jest naszą siłą. Ponad wszystko, próbujemy opowiedzieć naszym czytelnikom przygodę. Pod pozorną prostotą poruszamy głębsze tematy, takie jak autorytet, dzielenie się, odpowiedzialność… Najzabawniejsze jest to, że mamy czytelników, którzy teraz są w wieku 12, 13 lat i śledzą serię od pierwszego tomu. Dorastali z Hotelem Dziwnym i kontynuują czytanie. To dowód na istnienie pewnej formy „porozumienia” między nami a czytelnikami. Zresztą o tym też świadczy, że nasze dzieło ewoluuje w stronę bardziej złożonych opowieści w kolejnych albumach. Nie jesteśmy więźniami naszych bohaterów. Zmieniamy się razem z nimi! A jeśli chodzi książki dla młodzieży, to właśnie skończyliśmy powieść, napisaliśmy ją razem, a Katherine ją zilustrowała. Premiera planowana jest na rok 2018.

M.G.: Katherine jest współscenarzystą. Czy wasza współpraca bywa trudna? Czy aktywnie uczestniczysz w rysowaniu postaci?
F. F.: Jak już wspomniałem wcześniej Hotel Dziwny, to praca na cztery ręce. Katherine pisze razem ze mną i razem rysujemy storybordy. Storybord jest dla nas najważniejszy: płynna narracja jest kluczem dobrej historii, niezależnie od formy. Czasem rysujemy szkic postaci razem, ale to nie jest regułą. Katherine jest bardzo konsekwentna, wykreowała charakterystyczny i rozpoznawalny świat. Oczywiście rozmawiamy o tym, czego ona chce. Np. nie lubi rysować samochodów, dlatego w komiksie nie mogą się one pojawiać. Lubi rysować naturalne krajobrazy, dalekie od zgiełku miasta.

M.G.: Pierwszy album Hotelu… został wydany we Francji 7 lat temu. Czy patrząc na ten komiks teraz, z perspektywy czasu, coś byś w nim zmienił?
F. F.: Oryginalnie pierwsza cześć była powieścią dla dzieci napisaną przez nas obojga i zilustrowaną przez Katherine, ale nie byliśmy z niej zadowoleni. Stwierdziliśmy, że lepiej będzie zaadaptować historię na komiks i zbadać to medium (zupełnie dla nas nowe). Więcej rysunków mniej tekstu. Dlatego też koniecznym było skrócenie fabuły, zbyt długiej na 40 stron komiksu. Kolejne części powstały już jako typowe scenariusze komiksowe. Niewątpliwie Hotel Dziwny zawdzięcza swój urok chwili, kiedy zdecydowaliśmy się wybrać komiks zamiast powieści.

M.G.: Obecnie seria liczy sobie pięć tomów. Czy będą dalsze?
F. F.: Jest sześć tomów, ostatni został opublikowany w październiku 2016 roku. Zanim zaczniemy myśleć o kolejnych częściach Hotelu Dziwnego, musimy skończyć dwie inne książki. Nad siódmym albumem zaczniemy pracować w przyszłym roku. Wciąż cieszy nas praca nad serią, dlatego, dopóki mamy ciekawe pomysły i wydawców, którzy nas wspierają, będziemy ją kontynuować.

M.G.: Jednym z najzabawniejszych aspektów pierwszego albumu jest to, że Pan Zima i Pan Wiosna są żeńskimi postaciami w języku polskim. Czy myślałeś o tym wcześniej, że pory roku w innym języku mogą być rodzaju żeńskiego?
F. F.: W tym wypadku problem bierze się ze specyfiki języków, a nie z tłumaczenia. We Francji zima i wiosna są braćmi.

M.G.: Czy chciałbyś coś powiedzieć polskim czytelnikom?

F. F.: To samo co mówimy naszym francuskim czytelnikom: mamy nadzieję, że dzieci w Polsce polubią naszych bohaterów i ich świat, a mały hotel ukryty między górami sprawi, że zaczną marzyć. Nie ma złych i dobrych w tych przygodach, są tylko różne stworzenia, które muszą nauczyć się żyć razem w pokoju. Co nie jest łatwe.

Katherine Ferrier & Florian Ferrier (sc.), Katherine Ferrier (rys.), „Hotel Dziwny #1: Przez zimę do wiosny”, tłum. Małgorzata Janczak, Kultura Gniewu, Warszawa 2017. [Zdjęcia pochodzą z oficjalnego profilu serii: klik! klik!]

 Komiks objęty patronatem:   {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Rozmowa przeprowadzona dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Rekomendacje: Hotel Dziwny #1: Przez zimę do wiosny

24/07/2017 § Dodaj komentarz


Pierwszy dzień wiosny

Oficyna Kultura Gniewu poinformowała, że właśnie do sprzedaży trafił pierwszy album bestsellerowej, francuskiej serii komiksowej dla dzieci – Hotel Dziwny. Cykl jest autorską produkcją, za którą odpowiadają Katherine i Florian Ferrier; oryginalnie wystartował w roku 2010 i na chwilę obecną liczy sobie sześć odsłon. Tytułem wstępu warto wspomnieć, że początkowo „jedynka” była powieścią dla dzieci, ale autorzy nie byli z niej zadowoleni, dlatego całość przerobili na komiks. I dobrze się stało!

Przez zimę do wiosny rozpoczyna się pewnego pięknego, śnieżnego poranka, gdy do furty hotelu dobijają się goście, który mają rezerwacje pokoi od pierwszego dnia wiosny. Marietta, szafowa, upiera się, że do wiosny jeszcze daleko, przecież wciąż leży śnieg, ale urlopowicze dowodzą, że dziś jest 21 marca i, nie zważając na protesty obsługi, wchodzą do środka. Powstaje duże zamieszanie, bo gości jest niemało. Realnym problemem, z którym muszą zmierzyć się gospodarze, to brak Pana Wiosny. Gdzie on mógł się podziać? Może Pan Zima go porwał? Jak podaje w materiałach promocyjnych wydawca: „Nie zastanawiając się długo, bohaterowie wyruszają na wyprawę, aby odnaleźć Pana Wiosnę i dowiedzieć się, co się z nim właściwie dzieje”.

Fabuła komiksu ma wysoce przygodowy i rozrywkowy charakter. Na poszukiwania wyrusza czwórka z piątki głównych bohaterów. Pan Snarf, duch z księgi gości, recepcjonista i żyjącą pamięć hotelu, zostaje na miejscu, aby zająć się przybyszami. Nim Kaki, Marietta, Pan Leclair i Celestin odkryją, dlaczego w tym roku Pan Wiosna się nie zjawił na czas, będę mieli wiele ekscytujących i zabawnych przygód. Między innymi Kaki nauczy się jeździć na nartach, Pan Leclair będzie opłakiwał swoje zniszczone książki (łączę się w rozpaczy), spotykają wielgaśne, groźnie wyglądające leśne trolle, a także zostaną zaskoczeni przez śnieżną burzę. Dopiero teraz, enumerując, zwróciłem uwagę na mnogość wydarzeń i epizodów rozgrywających się w komiksie. Akcja, miejscami dramatyczna, toczy się płynnie. Bohaterzy, dzięki temu, że działają wspólnie potrafią sobie poradzić z każdą sytuacją.

Zachwyca mnie oprawa graficzna! Rzeczywistość wykreowana przez Katherine Ferrier jest fantastyczna, została „zaludniona” ogromną ilością wszelkiej maści stworzeń i „pamperków”, które wyglądają fenomenalnie. Na pierwszy rzut oka niektóre z nich mogą przypominać postaci z Muminków Tove Jansson. Skojarzenie jest jednak powierzchowne, gdyż kreska i rysunek Ferrier jest zupełnie inny. Pod względem kolorystycznym całość prezentuje się równie dobrze.

Seria Hotel Dziwny idealnie nadaje się do wspólnego czytania z milusińskimi od piątego roku życia. Jednak jestem przekonany, że najwięcej przyjemności sprawi czytelnikom, który potrafią już samodzielnie składać litery. Liczę, że Kultura Gniewu rychło opublikuje „dwójkę”, bo sam chętnie poznam kolejne przygody Kaki, Marietty i innych.

Katherine Ferrier & Florian Ferrier (sc.), Katherine Ferrier (rys.), „Hotel Dziwny #1: Przez zimę do wiosny”, tłum. Małgorzata Janczak, Kultura Gniewu, Warszawa 2017.

komiks objęty patronatem:{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks dla dzieci at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: