Gwiezdny zamek #1: 1869 Podbój kosmosu

10/06/2018 § Dodaj komentarz


W duchu Verne’a

Eter to potoczna nazwa związku chemicznego Słowo to miało od czasów antycznych dużo szersze, jednocześnie dużo mniej konkretne, znaczenie. Eter miał być piątym pierwiastkiem, hipotetyczną substancją wypełniającą cały wszechświat, nośnikiem energii. Bohaterowie Gwiezdnego zamku poszukują tej substancji, by wykorzystać drzemiącą w niej moc. W wyniku eksperymentu ginie matka młodego Serafina – głównego bohatera tej historii. Tajemnicza substancja ma jednak na tyle duży potencjał, że interesują się nią europejscy możni XIX wieku, przez co Serafin i jego ojciec wynalazca zostają wciągnięci w intrygę z udziałem wywiadów różnych państw.

Alex Alice to autor, po którym nie spodziewałem się zbyt wiele – nie czytałem wcześniej żadnej jego historii, zetknąłem się tylko z ilustrowanym przez niego, a kojarzącym mi się dziś dość klasycznie Trzecim testamentem. Pierwszy kontakt z jego samodzielnym dziełem wypada bardzo dobrze. Historia, nawiązująca do Verne’a i epoki dynamicznego rozwoju przemysłu, w której dziecięcy bohaterowie przeżywają kolejne przygody, przekona do siebie raczej młodszych czytelników, ale stanowi jednocześnie idealną bazę dla strony wizualnej.

Alice wyraźnie lubi rysować dziwne urządzenia, mechanizmy, pojazdy, rozrysowywać architekturę i fantazji mu nie brakuje. Posługuje się przy tym ciekawą kreską, budzącą przynajmniej u mnie subtelne skojarzenia z mangą i anime, zwłaszcza spod znaku Studia Ghibli. Artysta nie boi się mieszać inspiracji, bo tuż obok pojawiają się patenty rodem z europejskich secesyjnych rysunków. Największą siłę jego grafikom zapewniają jednak świetne, sugestywne, akwarelowe kolory, napełniające kolejne plansze niemal bajkowym klimatem.

Pierwszy tom serii wziął mnie niemal z zaskoczenia. Widziałem wcześniej ładną okładkę i parę plansz, spodziewałem się historii pełnej przygód i dziwnych urządzeń, ale nie nastawiałem się na nic, tymczasem dostałem pięknie zilustrowaną opowieść dla młodszego czytelnika. Nie jestem może docelowym odbiorcą, ale ujęła mnie strona plastyczna, spodobało też historyczne tło opowieści. To, czego mi zabrakło, to większej dynamiki, ale tego spodziewam się po kolejnych tomach.

Album Podbój kosmosu jest tu zaledwie wstępem, zaproszeniem do podróży, która ponieść ma nas prosto w kosmos. Gdybym był pacholęciem, to pewnie nie mógłbym się doczekać kontynuacji. Jestem starym koniem i przyjmuję ten komiks na spokojnie, ale i tak doceniam fantazję i stronę wizualną, bo jest tu na co patrzeć, zwłaszcza że wydaniu Egmontu nie można absolutnie nic zarzucić.

Alex Alice (sc. & rys.), „Gwiezdny zamek #1: 1869 Podbój kosmosu”, tłum. Elżbieta Żbik, Klub Świata Komiksu – album 1295, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Clifton. Tom 1

04/06/2018 § Dodaj komentarz


Angielski pułkownik na emeryturze

Harold Wilberforce Clifton to detektyw-amator i dowódca, jako Bocian Meloman, zastępu skautów. Kiedyś był pułkownikiem brytyjskiej Służby Bezpieczeństwa (MI5), czyli działał w kontrwywiadzie, latał na myśliwcach w RAF-ie, szpiegował i tropił wrogów Jej Królewskiej Mości. Teraz, na emeryturze, chciałby wieść spokojny żywot w pięknym domku na wsi z nadopiekuńczą gosposią (miss Partridge) i na co dzień zajmować się ulubionym hobby: kolekcjonowaniem banderoli od cygar. Jednak nie jest mu dane korzystać z uroków wiejskiego życia, gdyż co rusz pakuje się w jakąś skomplikowaną i niebezpieczną kabałę.

„Ojcem” bohatera jest belgijski scenarzysta i rysownik Raymond Macherot. Pierwszy pojaw był 1959 roku w magazynie „Le Journal de Tintin”. Ex-pułkownik natychmiast zaskarbił sobie sympatię młodocianych czytelników, bo nieprzerwanie od 1961 roku jego przygody regularnie ukazują się w formie zeszytowej. W ubiegłym roku pojawił się album oznaczony na grzbiecie cyfrą 23. W zeszłym miesiącu w Polsce wydano pierwszy integral, który zawiera cztery fabuły, oryginalne zeszyty od 9 do 12, które napisał Bob de Groot, a zilustrowali Turk (właśc. Philippe Liégeois) oraz – dobrze znany w naszym kraju z serii Hugo – Bédu (właśc. Bernard Dumont).

Poszczególne historie stanowią odrębne całości, gdyż nie są ze sobą powiązane ani chronologicznie, ani fabularnie. Elementem spajającym jest postać głównego bohatera oraz jego kolejne (lub wcześniejsze – w wypadku retrospekcji) przygody. Pierwsza fabuła, Kindping, opowiada o dramatycznym porwaniu jednego z podopiecznych Bociana Meloman podczas obozu skautów. W Czas przeszły złożony Clifton opowiada dziennikarzowi o swojej przeszłości. Trzecia opowieść skupia się na zabawnych zdarzeniach, które są wynikiem utraty pamięci przez pewnego jegomościa, winien temu jest nasz bohater, bo przypadkowo go potrącił. Ostatni film to najsłabszy epizod w zbiorze. Mam wrażenie, że scenarzyście zależało na napisaniu pastiszu przygód Jamesa Bonda, ale zamysł się nie udał.

Pan Harold to przejmująco przemiły i sympatyczny gość, zdeczko naiwny i prostolinijny, ale dzięki temu zdarzenia z jego udziałem wypadają zabawnie. Seria ma głównie charakter przygodowy, ale jest dużo humoru sytuacyjnego i słownego, który wynika z nieporozumień językowych. Niebagatelne znaczenie ma fakt, że bohater jest Anglikiem oraz byłym wojskowym – pole do użytkowania możliwych klisz i schematów jest bardzo rozległe. W tym wypadku nie należy tego oceniać negatywnie, bo bez ograniczeń można się pośmiać z narodowych przywar i przyzwyczajeń.

Tylko czy w drugiej dekadzie XXI wieku na tego typu humor dadzą się złapać młodociani czytelnicy? Mam pewne wątpliwości… Bédu w wywiadzie z Rafałem Pośnikiem mówi: „(…)komiks przeznaczony jest dla odbiorcy od 12. roku życia. Tak się zwyczajowo przyjmuje, ale oczywiście jest też wielu starszych czytelników. Ta postać powstała wiele lat temu, więc czytelnicy zestarzeli się razem z serią”, ale w dalszej części rozmowy przyznaje: „Średnia wieku czytelnika komiksów francuskich i belgijskich to czterdzieści pięć lat”. Biorąc pod uwagę jakość polskiej edycji (integral z przedmową, twarda okładka, dobry papier) oficyna Egmont od razu kieruje produkt właśnie do nieco starszej publiczności. Choć rzecz można śmiało polecać już dziesięciolatkom, jest szansa, że im się spodoba.

Bob de Groot (sc.), Turk {właśc. Philippe Liégeois} & Bédu {właśc. Bernard Dumont} (rys.), „Clifton. Tom 1”, tłum. Marek Puszczewicz, Klub Świata Komiksu – album 1330, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Dodo

06/04/2018 § 1 komentarz


Dziewczynka i nielot

Mama sześcioletniej Laili jest wiecznie zapracowana i zabiegana, nie ma wolnej chwili dla swojej córki. Dlatego dziewczynka większość czasu spędza sama w domu. Małoletnia bohaterka na różne sposoby próbuje radzić sobie z samotnością, nudą i odtrąceniem (rodzice się niedawno rozstali, a ojciec się wyprowadził). Pewnego popołudnia obserwując przez lornetkę pobliski park i nagle dostrzega dziwacznego ptaka, który grzebie w śmietniku w poszukiwaniu jedzenia. Rozemocjonowana Laila zgarnia tytułowego nielota do domu.

Czy dodo zostanie jej wymarzonym i bliskim przyjacielem? Czyżby w końcu dla dziewczynki skończył się okres permanentnej samotności? Relacja z Rafinho (takie imieniem zostaje ochrzczony ptak) jest dla dziewczynki sposobem na ucieczkę od frustrującej codzienności – od kłócących i wzajemnie oskarżających rodziców, od wybuchów histerycznego płaczu matki czy niezrozumiałych dla córki przemów i monologów o przeszłości Jednak nowych towarzysz zabaw okazuje się wielką, chodzącą katastrofą i globalnym kataklizmem. Jegomość pożera wszystko, co napotka na swojej drodze. Jest niczym tornado, które wywraca dom do góry nogami. Kumulacja niepohamowanego apetytu przypada na moment kolejnej kłótni rodziców.

Opowieści Felipe Nunesa nie należy odczytywać wprost, narracja ma wybitnie metaforyczny charakter. Pojawienie się ptaka i rozwijająca się relacja, symbolizuje zmianę w życiu bohaterki. Pamiętajmy, że dront dodo to wymarły gatunek ptaka – nie ma powrotu do tego, co było. Można tylko iść do przodu. Dodo to uosobienie lęków małej dziewczynki. Autor nie koncentruje się na przyczynach rozstania rodziców, a na konsekwencjach jakie niesie ono dla dziecka. Sytuację obserwujemy i poznajemy z perspektywy sześcioletniej dziewczynki, która nie rozumie, co się dzieje między rodzicami i tego, jak działa świat dorosłych ludzi.

Ze względu na złożoność i nieprzenikliwość relacji dorosłych wymowa całości nie jest jednoznaczna. Dzieci znajdą w komiksie głównie opowieść o wyimaginowanym przyjacielu, a dorośli odbiorą całość jako pewną formę lekcji poglądowej. Dodo to przejmująca i szczera do bólu rzecz, w której najważniejsze są emocje dziecka po rozstaniu się rodziców: niezrozumienie, zagubienie, frustracja, rozdarcie i poczucie osamotnienia.

Felipe Nunes (sc. & rys), „Dodo”, tłum. Jakub Jankowski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom

14/12/2017 § Dodaj komentarz


  Wiktoria i Bajka w opuszczonym domu

Bajka na końcu świata to komiksowa seria dla dzieci autorstwa Marcina Podolca. Głównymi bohaterkami są Wiktoria i Bajka, które – w poszukiwaniu rodziców dziewczynki – samotnie przemierzają jałowe przestrzenie, wymarłe lasy i gruzowiska. Podobno cały cykl zaplanowany został na dziesięć albumów. Pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem do księgarń trafiła druga odsłona o podtytule Opuszczony dom.

Bieżąca cześć rozpoczyna się od dramatycznego wydarzenia. Przyjaciółki śpiesznie przemieszczają się przez skażoną strefę, właściwie biegną slalomem, bo muszą unikać kłębów żółtawego dymu, które wiatr przegania nisko nad ziemią. I już wydaje się, że cało i zdrowo przebrnęły przez toksyczną zonę, gdy zabłąkana „chmurka” trafia dziewczynkę prosto w twarz. Prawie natychmiast Wiktoria dostaje zawrotów głowy i mdleje. Na szczęście Bajka zachowuje zimną krew i nieprzytomną towarzyszkę zaciąga do tytułowego opuszczonego domu.

Gdy Wiktoria odzyskuje przytomność, to okazuje się, że leży w wygodnym łóżku, a wierna towarzyszka czuwa obok. Przebłysk świadomości trwa jedynie krótką chwilę, po której dziewczynka zapada w niespokojny sen. Śni jej się, że jest z ojcem na spacerze w parku, rozmawiają i przekomarzają się, gdy zaczyna trząść się ziemia, potem wspólna ucieczka przed walącymi się drzewami i, niestety, rozdzielenie.

Fabuła, podobnie jak w „jedynce”, prowadzona jest za pomocą krótkich, kilkuplanszowych rozdziałów. Każdy stanowi zamkniętą całość, ale wszystkie się ze sobą łączą i układają w nadrzędną opowieść. W związku z faktem, że akcja tomu rozgrywa się w jednej lokacji autor, za pomocą retrospekcji, opowiada nam wyjątki z przeszłości bohaterek oraz buduje mitologię czasu i miejsca, w którym przebywają. Co prawda wciąż wielu rzeczy nie wiemy, a z tych, które poznaliśmy nie da się zbudować pełnego obrazu. Podolec umiejętnie podsyca zainteresowanie, powoli odkrywa karty, nadal większość ma pochowanych po rękawach. Oprawa graficzna pozostaje na najwyższym poziomie, rysunek jest znakomity – uproszczony, a mimo to wyrazisty.

Podsumowując, sprawdza się w postapokaliptyczna sceneria, w której rozgrywa się akcja. Doskonale, że autor obsadził w głównych rolach przedstawicielki rodzaju żeńskiego. Zasadniczo drugi tom nie posuwa akcji do przodu, dziewczyny nie są bliżej celu niż były, gdy żegnaliśmy się z nimi w Ostatnim ogrodzie (klik! klik!). Za to przesuwają się akcenty, uprzednia odsłona to opowieść akcji, a Opuszczony dom stawia na przybliżenie emocji i wzajemnych relacji, ukazuje silną (i pozytywną) więź jaka łączy protagonistki. Podczas lektury można się pośmiać, ale i wzruszyć.

Marcin Podolec (sc. & rys.), „Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom”, Kultura Gniewu, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Niezwykła podróż. Tom 2

22/11/2017 § Dodaj komentarz


 Noemi i Emilien w Paryżu

Pierwszy tom serii Niezwykła podróż przypadł mi do gustu (klik! klik!). Spodobała mi się kreacja świata przedstawionego, barwne postaci, przygodowa fabuła oraz niesamowita oprawa graficzna. Dlatego postanowiłem „dwójkę” objąć patronatem Są komiksy dla dzieci. Kolejne przygody Emiliena i Noemi nie zawodzą. Kuzynostwo, oraz trójka towarzyszących im dorosłych, wyrusza w pełną niebezpieczeństw podróż do Paryża.

Wydostanie się z ogarniętego szaleństwem wojny Londynu, to pierwsze niełatwe zadanie, z którym musi się zmierzyć ekipa. Noc przed wyjazdem spędzają u ciotki Emiliena – Izabelli, która mieszka samotnie w wielkim domu położonym w pobliżu urwistego klifu. Kobieta jest malarką. W całym domu wiszą obrazy, sporo jest portretów siostrzeńca. Co dziwi, bo ojciec chłopaka nie wspominał o ciotce zbyt często. Izabella roztacza wokół siebie atmosferę tajemniczości, dziwnie się zachowuje, jakby coś ukrywała, jakby wiedziała coś ważnego o przeszłości chłopca i jego rodziny. Może to tylko moje przeczucie, ale uważam, że w kolejnych tomach ciotka powróci.

W każdym razie Emilien nie ma czasu, aby się nad tym głębiej zastanawiać. Teraz liczy się jedynie, aby jak najszybciej dotrzeć do stolicy Francji i zgłosić prototyp wielozadaniowej maszyny na prestiżowy konkurs im. Juliusza Verne’a, który ma się odbyć w Nowym Jorku. Podczas przeprawy przez kanał La Manche konwój statków zostaje zaatakowany. Kolejny raz nasi bohaterzy muszą wymyślić, jak wykaraskać się z opresji. Nie będę zdradzał, na jaki pomysł wpadli. Finalnie udaje im się bezpiecznie dotrzeć do Paryża, ale tam czekają na nich kolejne wyzwania, misje i piętrzące się trudności. Zaczyna być widoczne, że komuś bardzo zależy na tym, aby ekipa nie wystartowała w konkursie. Na scenie pojawiają się nowe postaci, m.in. Howard Hughes, który zrobi wszystko, aby wygrać wyścig po laur Verne’a.

Bieżący album nie posuwa fabuły w znaczący sposób do przodu. Prawda, bohaterzy przebyli setki kilometrów, ale nadal nie wiadomo, co się stało z ojcem chłopaka, kto stoi za bojowymi poczynaniami Trzeciej Osi i dlaczego roboty chcą zniszczyć prototyp maszyny. Zresztą z każdym kolejnym wydarzeniem mnożą się pytania, które tymczasem pozostają bez odpowiedzi. Dodatkowo wszyscy dorośli bohaterzy zachowują się tak, jakby coś ukrywali, jak gdyby byli kimś zupełni innym od tych, za których się podają. Scenarzysta, Denis-Pierre Filippi, nieźle sobie radzi z budowaniem atmosfery tajemnicy. Czytelnik wsiąka w rzeczywistość, na własną rękę próbuje się odnaleźć w meandrach fabuły, stara się odgadnąć kto knuje i dlaczego?

W parze z ciekawą i wciągającą historią idzie efektowna oprawa graficzna. Pochodzący z Włoch Silvio Camboni wykreował świat, w którym, obok niezwykłych maszyn i robotów, pojawiają się realnie istniejące budowle (Wieża Eiffla czy Katedra Notre-Dame). Rysunki architektury, steampunkowej maszynerii i przyrody charakteryzują się dużą szczegółowością. Kontur postaci jest bardzo delikatny, miejscami rysunek wygląda tak, jakby szkic został całkowicie „przykryty” kolorem.

Niezwykła podróż pozostaje komiksem przygodowym, który rozgrywa się w alternatywnej, steampunkowej rzeczywistości. Całość czyta się nadzwyczaj dobrze, a po zakończonej lekturze dodatkową przyjemność sprawia kartkowanie komiksu i podziwianie plansz Camboniego. Intryga powoli nabiera rumieńców, nastrój tajemnicy budowany jest konsekwentnie. Należy docenić kreację głównych bohaterów, kuzynostwo charakteryzuje się pomysłowością i kreatywnością, w ich towarzystwie nie ma miejsca na nudę.

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 2”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4]

Komiks objęty patronatem: {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady

06/11/2017 § Dodaj komentarz


 Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Wydawnictwo Ongrys od kilku lat z wielkim zaangażowaniem i zapałem publikuje reedycje klasycznych komiksów Tadeusza Baranowskiego. W bieżącym roku na półki księgarskie trafiły dwie historie opowiadające o walce maleńkich Fruwaczków z Czarnym Ptaszylem: Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady oraz To doprawdy kiepska sprawa, kiedy Bestia się pojawia. Dziś chciałbym omówić pierwszy z wymienionych tytułów.

Zacznę od kilku informacji historycznych. Album Jak ciotka Fru-Bęc… ukazał się pierwotnie w 1989 roku w oficynie Dom wydawniczo-handlowy AKAPIT i przez prawie trzy dekady nie był wznawiany, ponieważ oryginalne plansze komiksu zostały Baranowskiemu skradzione przez nieuczciwego wydawcę. Na szczęście zachowały się negatywy. To z nich Ongrys przygotował duże, czarno-białe wydruki, które następnie zostały pomalowane ręcznie przez Aleksandrę Spanowicz. Malarka wzorowała się pierwotnych kolorach z pierwszego wydania. Efekt finalny jest nadzwyczaj pozytywny! Artystce należą się wielkie gratulacje za trud, który włożyła.

Książka opowiada o małych, leśnych skrzatach – Fruwaczkach, które wiodą spokojne i radosne życie. Idylla trwa do czasu, gdy dwoje z nich – Amadynka i Huzarek – zostaje porwanych przez wysłanników podstępnego Czarnego Ptaszyla. Od pary zakochanych Zły chce się dowiedzieć, gdzie znajduje się kryjówka czcigodnego Kakapo, gdyż tylko wioskowy mędrzec Fruwaczków może przeszkodzić Ptaszylowi dotrzeć do Kwiatu Zła, który ma wydać nasiono zniszczenia. Czarnoksiężnikowi właśnie na nim zależy, to ono może się stać „początkiem wszelkiego zła na Ziemi”.

Aby odnaleźć porwaną parę, a tym samym pokrzyżować niecne plany Złego, skrzaty organizują ekipę ratunkową, w skład której wchodzą: Mędrak, Ciemnotek, Trajkotka, wuj Ludwik oraz ciotka Fru-Bęc. I tak oto rozpoczyna się wielka przygoda, która zakończy się gdzieś pośród Smoczych Gór w Tęczowej Dolinie. Misja nie należy do najłatwiejszych i obfituje w kilka niebezpiecznych przygód. W międzyczasie nasi bohaterzy będą musieli wykazać się sprytem i odwagą, zapadną w sen zimowy oraz poznają nowych, pomocnych przyjaciół. Fabuła prowadzona jest wartko. Całość została zaludniona osobliwymi postaciami. Większość, już na pierwszy rzut oka, wzbudza sympatię, ale niektóre mogą budzić grozę.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy. I nie inaczej jest w wypadku Jak ciotka Fru-Bęc… Ostatecznie komiks przeznaczony jest dla młodszych czytelników, którym spodoba się baśniowy świat odmalowany przez Baranowskiego oraz przygodowa opowieść z gatunku heroic fantasy.

Anna Baranowska & Tadeusz Baranowski (sc.), Tadeusz Baranowski (rys.), „Jak ciotka Fru-Bęc uratowała świat od zagłady”, Wydawnictwo Ongrys, wyd. II, Szczecin 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Trochę hałasu z głębi lasu

01/11/2017 § Dodaj komentarz


Trochę hałasu z głębi lasu

Warszawska oficyna Tadam debiutowała na rynku księgarskim w październiku ubiegłego roku. W przeciągu kilku miesięcy „wypuściła” na rynek kilkanaście książek przeznaczonych dla dzieci w różnym wieku. Dużo? Mało? Myślę, że jak na niewielkie wydawnictwo to całkiem sporo. Warto nadmienić, że prawie wszystkie pozycje zostały napisane (i narysowane) przez polskich twórców. We wspomnianym zestawie są cztery serie komiksowe, które tworzą cykl Mój pierwszy komiks. Dziś biorę na warsztat kwartet publikacji Trochę hałasu z głębi lasu, który wyszedł spod ręki Adama Święckiego.

Na chwilę obecną całość składa się z tytułów: Pani detektyw Sowa, Pan łasuch Miś, Pan elegant Lis oraz Pan kawalarz Wilk. Każda z odsłon poświęcona została jednemu leśnemu bohaterowi. Jakiemu? Łatwo można wywnioskować z samego tytułu. Jednak występujących postaci jest więcej. Książki są zbudowane według przejrzystego schematu: główny bohater przemierza las i łąkę, gdzie spotyka inne zwierzęta.

Punktem wyjścia dla albumu Pani detektyw Sowa jest wypowiedź ptaka: „Cała rodzina jest ze mnie dumna, bo jestem bystra i wielce rozumna”. Bohaterka musi posłużyć się rozumem, aby odnaleźć żołędzie, które zniknęły z dębu oraz odkryć, kto i dlaczego je ukradł. Pani Sowa nie wykonuje czysto detektywistycznej pracy. Nie śledzi, nie zbiera dowodów, nie szuka tropów. Ogranicza się do zadawania pytań innym zwierzętom i sprawdzania ich odpowiedzi.

Jak dobrze wiadomo, misie są wielkimi wielbicielami miodu. Akcja komiksu Pan łasuch Miś rozpoczyna się o poranku. Po kilku ćwiczeniach protagonista zakrada się do dziupli pszczół, zgarnia cały zapas słodkości i ucieka. Owady szybko orientują się, że miód zaginął i ruszają w szaleńczy pościg za złodziejem. Finał opowieści jest jednak całkowicie różny od spodziewanego…

Z kolei w komiksie Pan elegant Lis główny bohater jest kreatorem mody. Trzeba przyznać, że w tym przypadku fantazja autora mile zaskakuje. Lis przyozdabia wszystkie napotkane zwierzęta piórami. Ależ jest zaskoczony, gdy na swojej drodze spotyka małego pingwina, który omyłkowo przypłynął z Antarktydy i teraz chciałby się tam z powrotem dostać! Tylko nie wie jak. Bohater wpada na świetny pomysł i wszystko dobrze się kończy.

Pan kawalarz Wilk miał swoją premierę podczas 28. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Pisarz kolejny raz skupia uwagę na postaci, którą zasadniczo można nazwać antybohaterem. Wilkowi w głowie jednie psoty, ostro dokazuje wszystkim innym zwierzętom. Żartowniś z niego nie lada, tylko nie wiedzieć czemu inne zwierzęta zaczynają go unikać. Trochę trwa nim bohater zrozumie, że lepsza jest przyjaźń niż samotna zabawa.

Dzięki różnym fabularnym rozwiązaniom akcja wszystkich komiksów przenosi się z miejsca na miejsce, a czytelnik poznaje kolejnych mieszkańców lasu. Dodatkowo dziecko dostaje możliwość poznania i rozpoznania (przy kolejnej lekturze): lisa, wiewiórki, węża, myszy, niedźwiedzia, łosia, jeża, borsuka czy bobra.

Artysta świetnie dostosował ilustracje do wieku potencjalnego czytelnika. Całość wygląda sympatycznie i przyjacielsko. Mam bardzo pozytywne skojarzenia, gdy patrzę na przedstawienie sowy, niedźwiedzia czy lisa. Trochę szkoda, że Wilk jest taki czarny… Wszystkie zwierzęta narysowano w uproszczony sposób, ale nie ma żadnych wątpliwości, co do poprawnego oznaczenia postaci. Niezwykle atrakcyjnie dobrano kolory. Wiele plansz jest pięknych, choćby ta z zającem i sową na łące z Pani detektyw Sowa czy z Misiem zbiegającym z pagórka. Ale są i elementy humorystyczne: ostatnia plansza z Pana eleganta Lisa czy Miś, który wpada do wody, czy Wilk siadający na mrowisko.

Jestem przekonany, że wszystkie pozycje z serii Trochę hałasu z głębi lasu spodobają się odbiorcom. Publikacja jest adresowana do najmłodszych czytelników – takich, którzy nie potrafią jeszcze czytać (są słuchaczami) lub dopiero zaczynają samodzielnie składać litery. Dla dzieci w wieku 2-6 lat to trafiona propozycja, tak samo jak cały cykl Mój pierwszy komiks.

Adam Święcki (sc. & rys.), „Pani detektyw Sowa”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan łasuch Miś”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2016.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan elegant Lis”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.
Adam Święcki (sc. & rys.), „Pan kawalarz Wilk”, Wydawnictwo Tadam, Warszawa 2017.

[Miło mi poinformować, że komiks Pan kawalarz Wilk ukazał się pod oficjalnym patronatem prowadzonej przeze mnie strony: Są komiksy dla dzieci]

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks dla dzieci at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: