Hawkeye #2: Lekkie trafienia

15/05/2018 § Dodaj komentarz


Clint Barton i kobiety

Choć Clint Barton (pseudonim Hawkeye) nie posiada żadnych supermocy jest stałym członkiem Avengers. Jednak seria Matta Fractiona (scenariusz) i Davida Aji (rysunki) nie opowiada o wyczynach herosa, a o zupełnie prywatnych i osobistych sprawach mężczyzny, który na co dzień mieszka w jednej z kamienic w Nowym Jorku. Warto wspomnieć, że jest właścicielem budynku i stąd biorą się niektóre z jego problemów. Z drugiej strony, czy w przypadku gdy Sokole Oko zdejmuje kostium, przestaje być prawym bohaterem?

W albumie Lekkie trafienia sporo się dzieje. Całość zaczyna się od potężnego huraganu, podczas którego Clint pomaga jednemu z sąsiadów ewakuować mieszkającego w Queens ojca. Potem będzie miał zatarg z członkami rosyjskiej mafii oraz pewnym płatnym mordercą, który pochodzi z Polski. W międzyczasie Tony Stark pomoże rozwiązać problem z telewizją kablową. Najciekawsze fragmenty opowieści wiążą się z sytuacjami, gdy mężczyzna spotyka swoje byłe kobiety – Nataszę Romanową, Bobbi Morse i Jessicę Drew (czyli Czarną Wdowę, Mockingbird i Spider-Woman). Na horyzoncie pojawia się też tajemnicza Penny, przez którą protagonista ładuje się w kolejną kabałę. W tle przewija się również Kate Bishop. Tak, życie uczuciowe Bartona jest – delikatnie mówiąc – skomplikowane.

Na osobne omówienie zasługuje ostatni zeszyt tomu, za który w 2014 roku artyści zgarnęli nagrody Eisnera i Harveya w kategorii najlepszy pojedynczy zeszyt. Fabularnie nic specjalnego. Śledzimy przebieg dochodzenia w sprawie zabójstwa jednego z sąsiadów protagonisty. Jednakże detektywem jest pies Bartona, Fuks. Rzeczy w tym, że wydarzenia przedstawiane są z psiej perspektywy. Kompozycja paneli, kadrowanie, symboliczne ideogramy i emotikony, fragmentaryczność dialogów, znaki zależności i wynikania – dosłownie cała warstwa ilustracyjna została podporządkowana konceptowi. Wspaniale poprowadzona i zrealizowana opowieść! Wszystko tu jest na swoim miejscu. Nie mam pojęcia, czy większe brawa należą się scenarzyście, czy rysownikowi.

Narracyjnie „dwójka” nie różni się od „jedynki” (klik! klik!). Jeśli komuś podobał się tom Moje życie to walka, to i Lekkie trafienia przypadną mu do gustu. Doceniam zamysł scenarzysty, który podejmuje próbę dekonstrukcji wyświechtanych schematów komiksu superhero. Fraction stawia na obyczajowe akcenty i zabawną komedię pomyłek. Porównując serię Hawkeye z pozycjami Daredevil: Nieustraszony (klik! klik!) czy Jessica Jones: Alias (klik! klik!) Briana Michaela Bendisa, to mimo wszystko całość wypada mało przekonująco i dość powierzchownie. Osobiście, gdyby nie niebywała oprawa graficzna Aji, która świetnie współgra z kolorami Matta Hollingswortha, nie miałbym czym się zachwycać.

Matt Fraction (sc.), David Aja & Francesco Francavilla & Steve Lieber & Jesse Hamm (rys.), „Hawkeye #2: Lekkie trafienia”, tłum. Marceli Szpak, Klub Świata Komiksu – album 1219, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarny Młot #2: Wydarzenie

25/04/2018 § Dodaj komentarz


Dobre, dobre, nadal dobre

Czarny Młot to świetna seria. Po mocnym otwarciu w pierwszym tomie otrzymujemy dalszy ciąg, rzecz nie obniża lotu. Owszem, brak tu efektu zaskoczenia i świeżości (bo w końcu zostaliśmy już w konwencję wprowadzeni), ale dalej jest to świetna historia. I dla fanów komiksu, i dla nie fanów komiksu.

W „jedynce” poznaliśmy nietypową drużynę podstarzałych i zgorzkniałych herosów, którzy przymusowo zostali wysłani na emeryturę, czy też raczej na zesłanie. Siedzą na sypiącej się farmie, odwiedzają pobliskie miasteczko, ale nie zapuszczają się dalej, bo nieokreślona bariera trzyma ich w miejscu. Chwile „zwyczajnego życia” przerywa im wspominanie dawnej chwały, a kolejne plansze wypełniają wtedy kadry pełne odwołań do Złotej Ery superbohaterszczyzny, pulpy czy Lovecrafta.

Tom drugi przynosi pewną zmianę. Spokój pogodzonych z losem bohaterów przerywa nagłe pojawienie się córki tytułowego Czarnego Młota – dawnego członka drużyny. To nieodrodna córka ojca, dziennikarka z charakterem, której nie daje spokoju sytuacja, w której się znalazła, zaczyna więc drążyć temat. Oczywiście powolnym postępom fabuły towarzyszą liczne retrospekcje, pogłębiające portrety postaci i istniejące między nimi zależności.

Bieżący album to świetna pozycja dla tych, którzy dali już się złapać na haczyk – nie będzie zawodu. Jeff Lemire umiejętnie wykorzystuje naszą ciekawość, oszczędnie dozując informacje, ale też podkręcając napięcie. Przy kreowaniu tego nastroju świetnie sprawdzają się współpracujący artyści, zwłaszcza duet Rubin + Stewart, którzy w 9 zeszycie wykreowali klasyczne retro SF, ale w psychodelicznym wydaniu.

Czarny Młot to intrygujący pomysł, granie tropami z dziesiątek lat amerykańskiego komiksu, ale też wybitny popis rzemiosła. Lemire sprawnie i z wyczuciem przeplata „współczesność” z „przeszłością”, w fabułę wkomponowując co i rusz retrospekcje. Cykl potwierdza wysoką klasę pisarza, który jest zdolnym „opowiadaczem”. Scenarzysta unika słów, gra postaciami i ich wspomnieniami za pomocą komiksowych zabiegów. Graficy jako kolektyw świetnie operują kadrami, odważnie i bardzo interesująco komponują plansze. Zdarza im się nieco przekombinować, ale nawet jeśli jest tu lekki przerost formy, to zawsze jest on podporządkowany treści, nigdy nie cierpi na tym czytelność narracji.

Jeśli czytaliście Tajną genezę (klik! klik!), to po Wydarzenie sięgnijcie koniecznie. Jeśli jeszcze nie znacie Czarnego Młota – to sięgajcie po pierwszy tom, a „dwójki” będziecie szukać sami. To zabawa minionymi epokami popkultury, ale podana w jak najbardziej nowoczesny sposób.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston & Dave Stewart (rys.), „Czarny Młot #2: Wydarzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

Superman #2: Pierwsze próby Superboya

12/04/2018 § Dodaj komentarz


W imię ojców

W ramach linii wydawniczej Odrodzenie jest dostępny największy od lat wybór regularnych serii komiksowych z wydawnictwa DC Comics na naszym rynku. Wśród licznych tytułów, z których warto wymienić choćby trzy cykle z Batmanem, Flasha, Wonder Woman czy Aqumana, przygody jednego z bohaterów w szczególności wybijają się ponad inne. Mowa o Supermanie, który stanowi jednocześnie twór znakomity dla nowych czytelników, jak i wielki hołd oddany komiksom o tym herosie z lat 90. ubiegłego wieku, które w znacznym stopniu odmieniły oblicze zarówno jego samego, jak i tego medium w ogóle.

Umarł Superman, niech żyje Superman. I Superboy. Clark Kent jakiś czas temu opuścił Ziemię, a kiedy na nią powrócił, okazało się, że w wyniku wydarzeń z Flashpointu rzeczywistość odmieniła się nie do poznania. Wraz z Lois i ich synem ukrył się, wiedząc, że w tym świecie działa inny Superman, jednak teraz, po jego śmierci, sam musiał wdziać kostium i walczyć ze złem. Nie jest w tym jednak osamotniony – i nie chodzi tutaj wcale o obecność innych herosów. Także syn jego i Lois, Jonathan zaczął przejawiać supermoce, a teraz nadszedł czas by wkroczył do akcji jako Superboy!

Co czeka na niego na początku kariery? Więcej niż mógłby sądzić! Nawet rodzinne wyjście na jarmark kończy się starciem z bandytami. Codzienne życie, kiedy masz supermoce i musisz pilnować się by ich nie wykorzystywać także nie jest łatwe, ale to tylko część tego, z czym musi mierzyć się młody Jonathan. Wyprawa na wyspę dinozaurów, spotkanie z Batmanem i Robinem, a wreszcie starcie z Frankensteinem i jego narzeczoną… Oj będzie się działo!

Aktualnie w Polsce ukazują się dwie serie z Supermanem. Pierwsza z nich, zatytułowana po prostu Superman, skupia się przede wszystkim na rodzinie Clarka i jego synu, który musi nauczyć się żyć z mocami. Druga, Action Comics, koncentruje się wokół samodzielnych akcji Człowieka ze Stali, Lexie Luthorze, starającym się o miano herosa, pomnażaniu bohaterów z mocami i stawianiu kolejnych pytań, na które pewnie nieprędko otrzymamy odpowiedzi. Poza głównymi bohaterami łączy je coś jeszcze – obie sięgają do wydarzeń, które miały miejsce w seriach o Supermanie w latach 90., a które teraz powracają w nowej formie. Dzięki temu, nowi czytelnicy mogą odkryć najważniejsze historie z tamtego okresu (śmierć Supermana, Rządy Supermenów etc.), a starzy jeszcze raz przeżyć te emocje i zobaczyć jak wątki budowane są na nowo, a zarazem w zupełnie inny sposób.

Wracając do albumu Pierwsze próby Superboya, mamy do czynienia z solidną porcją dobrej opowieści. A właściwie dobrych, bo jest tu ich kilka, choć są oczywiście ze sobą powiązane. Sam opis brzmi może dziwnie, bo w końcu dinozaury czy Frankenstein jakoś do Supermana nie pasują, ale spokojnie, scenarzyści zadbali o to, by całość była spójna, a wszystkie te komiksy czytało się po prostu znakomicie. A tego typu, co wspomniane wyżej nowości, dają nam nieco świeżego powiewu w opowieści o postaci doskonale wszystkim znanej od ponad 80 lat.

A strona graficzna? Także nie zawodzi, choć jest dość różnorodna: zarówno realistyczne, choć ciążące ku mandze ilustracje Jimeneza czy typowo amerykańską kreskę Mahnke, mamy też cartoonowe, proste prace Gleasona, całość uzupełnia niezły kolor (choć nie zaszkodziłoby, gdyby było tu mniej fajerwerków) i znakomite wydanie. Zabawa z tym komiksem jest naprawdę bardzo dobra, Superman i Superman. Action Comics to najlepsze serie z Odrodzenia, dlatego wszystkim polecam gorąco, a sam z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Peter J. Tomasi & Patrick Gleason (sc.), Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Mick Gray & Jaime Mendoza & Patrick Gleason & inni (rys.), „Superman #2: Pierwsze próby Superboya”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1265, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jupiter’s Legacy #1: Dziedzictwo Jowisza

04/04/2018 § Dodaj komentarz


Świeże mięso

Wyobraźcie sobie grupę krystalicznie czystych, cudownie altruistycznych, idealnie rozważnych bohaterów, którzy zyskują nadprzyrodzone moce. Skutecznie walczą z niesprawiedliwością i występkiem, a wkrótce zaprowadzają na Ziemi pokój i ład. Pomyślcie, że w tym cudownym świecie rodzą się ich słodkie dzieci. Nie muszą już o nic walczyć, bo mają wszystko, a także dużo więcej, gdyż dziedziczą niezwykłe talenty rodziców. Ich życie to balanga, seks i narkotyki. Tylko gdzieś z tyłu głowy świdruje niepokojąca myśl o braku akceptacji, poczuciu niższości wobec wymagających rodziców. Historia kołem się toczy, po hossie przychodzi bessa, a po latach tłustych… lata chude. Zgodnie z odwieczną tradycją międzypokoleniowego buntu dzieci detronizują rodziców, a świat pod rządami bananowych supermanów… no cóż… nie jest kolorowy.

Mark Millar sięga po chwyty, które sprawdziły się już w Czerwonym Synu. Kolejny raz postanawia odpowiedzieć na pytanie: „Co by było gdyby?” i zbadać do jakich konsekwencji mogą doprowadzić nadużycia nadprzyrodzonych mocy. Jednak Jupiter’s Legacy to nie tylko „superhero 2.0”, w którym opowieść o nadludziach wkracza na nowy poziom emocjonalnej dojrzałości i problematyki społecznej. To także wspaniała historia, której nieobce są wątki romantyczne, podróżnicze czy humorystyczne. To plejada świetnych charakterów i rzetelnie wykreowanych postaci. Reasumując Jupiter’s… to komiks, w czasie lektury którego można się świetnie bawić bez poczucia, że to zabawa płytka i głupawa, które może towarzyszyć lekturze przeciętnej superbohaterszczyzny.

To, co robi Frank Quitely, który nie raz już pokazał na co go stać (m.in. w All-Star Superman czy WE3 współtworzonym z Grantem Morrisonem), to arcydzieło amerykańskiego mainstreamu. Olbrzymie przestrzenie i specyficzne, gładkie przedstawienie postaci przywodzą na myśl dzieła Mœbiusa. Zabawa formą, jak ukazanie poszczególnych etapów wykańczania komiksu dla zobrazowania krystalizującej się wizji, zaprezentowanie kilku postaci na jednym kadrze, by zwizualizować jej nienaturalną prędkość czy spektakularne, matrixowe wstrzymania czasu sprawiają, że warstwa wizualna to właściwie odrębna lektura.

Po lekturze pierwszego tomu martwi mnie tylko czy seria utrzyma poziom. „Jedynka” to prawdziwa perełka, jest w czołówce najlepszych lektur jakie czytałem w ciągu ostatnich lat. Jeżeli lubicie komiksowe fast foody, a jednocześnie uważacie się za smakosza, który ma dość jałowego pieczywa czy papierowego mięsa, podwińcie rękawy i wbijcie zęby w Jupiter’s Legacy. Grad okruchów obsypie wszystko dokoła, a tryskająca krew przypomni, dlaczego świeża polędwica jest znacznie droższa od starej mielonki.

Mark Millar (sc.), Frank Quitely (rys.), „Jupiter’s Legacy #1: Dziedzictwo Jowisza”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[autor: Józek Śliwiński]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers i X-Men: Axis

01/04/2018 § Dodaj komentarz


Zły dobrym, a dobry złym

W lutym na polski rynek trafiły dwa Marvelowskie eventy. Pierwszym jest kontynuacja znakomitej AnihilacjiAnihilacja: Podbój, drugim niniejszy Axis. Crossover przygód Avengers i X-Menów, którzy muszą stawić czoła potężnemu wrogowi. Ze wszystkich wydanych w ramach Marvel Now! eventów ten jest najsłabszy, mimo to nadal oferuje solidną porcję bezpretensjonalnej zabawy, a lektura jest przyjemnością.

Red Skull, wróg z przeszłości Kapitana Ameryki, nazista i szaleniec, wpadł na chory plan eksterminacji mutantów. Przemiana Genoshy, niegdysiejszego ich raju, w jeden wielki obóz koncentracyjny to jednak dla niego za mało. Zdobywszy ciało Charlesa Xaviera i przejąwszy jego mózg, a co za tym idzie telepatyczne zdolności, zaczął siać nienawiść na całym świecie.

Jakby tego było mało stał się nowym wcieleniem Onslaughta, potężnego bytu zrodzonego z mroków umysłów Xaviera i Magneto, który przed laty niemal doprowadził do zagłady bohaterów Marvela. Do walki z nim stają dwie drużyny – X-Men i Avengers. Niedawno obie starły się w wojnie, w której życie stracił Xavier, teraz muszą działać ramię w ramię. Ale nie długo. Kiedy za sprawą Red Onslaughta wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, a dobrzy bohaterowie stają się źli, Mściciele i Mutanci znów występują przeciw sobie. Nadzieja na ocalenie świata gaśnie, ale czy nie pojawi się nowa szansa na odmienienie losów tego konfliktu? Każdy kij ma przecież dwa końce, a skoro dobrzy stali się źli, co stało się ze złymi?

Cały event Axis mocno nawiązuje do tego, co działo się w komiksach superhero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pamiętacie? Właśnie wtedy miało miejsce pierwsze starcie z Onslaughtem. Tutaj, podobnie jak w tamtym okresie, twórcy proponują nam pełną akcji opowieść, gdzie role się odwracają. Źli stają się dobrzy, dobrzy źli, równowaga zostaje zachwiana, a nad wszystkim unosi się cień potężnego wroga. Do tego Rick Remender, scenarzysta całej opowieści, postanowił sięgnąć do opowieści, która zapoczątkowała Marvel Now!, kończąc jednocześnie pewien etap w historii tego wydawnictwa.

Avengers i X-Men: Axis to taki komiksowy blockbuster, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Cała plejada gwiazd, zarówno tych dobrych, jak i złych, szybkie tempo i widowiskowe walki, szalone wydarzenia, akcja pędząca na złamanie karku, zero głębi, ale rozrywkę oferuje znakomitą. Szata graficzna doskonale pasuje, bo w większości mamy tu do czynienia z realistycznymi, szczegółowymi rysunkami takich gwiazd, jak Adam Kubert, Leinil Francis Yu i Jim Cheung. Gorzej wypada prostsza kreska Terry’ego Dodsona, ale to już kwestia gustu.

Jako całość Axis pozostawia po sobie całkiem przyjemne wrażenie i ochotę, aby sięgnąć po tie-iny, a tych na szczęście na naszym rynku nie brakuje. Jeśli chcecie dobrej, niezobowiązującej rozrywki w stylu kinowych hitów, na pewno się nie zawiedziecie. Szczególnie jeśli tak, jak ja jesteście miłośnikami nie tylko Marvela, ale przede wszystkim X-Menów oraz z sentymentem wspominacie koniec ubiegłego wieku i to, co działo się wówczas na amerykańskim rynku komiksowym.

Rick Remender (sc.), Adam Kubert & Leinil Francis Yu & Terry Dodson & Jim Cheung (rys.), „Avengers i X-Men: Axis”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1288, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks superbohateski at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: