Thor Gromowładny #4: Ostatnie dni Midgardu

15/11/2017 § Dodaj komentarz


Galactus zawsze wporzo

Strasznie marudziłem (klik! klik!) na trzeci tom Thora, gdzie Aaron poszedł w parabole, gdy ani ONZ ani NATO nie mogą sobie poradzić z ISIS, a zaangażowanie Thora i koalicji antyislamskiej tylko pogarsza sprawę.

Parabole Aarona nie opuszczają, ale czasem mu wychodzą lepiej. W „czwórce” Thor nie jest zbrojnym ramieniem koalicji, a w zasadzie starbucksowym lewakiem z kubkiem kawy ze Starbucksa. Bo Thor (gdy nie pije kawy i nie randkuje) walczy tu z mega-korporacją energetyczną, która oczywiście jest autentycznym ucieleśnieniem zła. Ale tym razem – dla odmiany – opowieść jest spoko. Z kilku powodów.

Bo antykorporacyjna, antyneoliberalna popierdułka wydana przez korporacyjnego molocha, ale rozrywkowa i ładnie narysowana. Konkretne, następujące argumenty na rzecz tego tomu:
– Thor (tutaj jako NekroThor) walczący z Galactusem, a Galactus, wiadomo, zawsze wporzo;
– Simon Bisley, który maluje tu blondwłosą, nordycką wersję Slaine’a nawalającego toporem lodowych gigantów (short story);
– R.M. Guéra, który tym razem nie rysuje zgnojonych Indian (klik! klik!), a zgnojone mroczne elfy, więc w sumie wychodzi na to samo, tylko kolor skóry inny, ale to dalej historia o przesranym życiu w rezerwacie (short story);
– Esad Ribic, który potrafi popłynąć przyjemniej (patrz: Loki), ale nawet jak się trzyma marvelowskiego standardu, to się przyjemnie patrzy.

Nie wiem, czy ma sens polecać tom jako wyrwany z cyklu, ale z drugiej strony – poprzedni był od czapki, że lepiej go sobie darować. Bieżący broni się samym Galactusem. Nawet licha strawa smakuje lepiej w towarzystwie pożeracza planet, a tu mamy jeszcze Guerę, Ribica i Biza, więc jest OK.

Fabularnie niby też się coś dzieje, zmienia się status bogów etc, ale nie oszukujmy się, że to ma jakąś większą wagę, czy wpływa na odbiór historii o długowłosym kolesiu z młotkiem. Przynajmniej nie u mnie.

Jason Aaron (sc.), Simon Bisley & Esad Ribic & Agustin Alessio & R. M. Guéra (rys.), „Thor Gromowładny #4: Ostatnie dni Midgardu”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1180, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Uniwersum DC: Odrodzenie

14/11/2017 § Dodaj komentarz


Katalog wydawniczy z fabułą

Nim jeszcze rzeczony komiks trafił w moje ręce, myślałem, że napisanie recenzji będzie karkołomnym przedsięwzięciem. Ciężko wgryźć się w temat nie wspominając nic o fabule. W przypadku Uniwersum DC: Odrodzenie tym trudniej, gdyż kluczowa dla niej jest postać narratora. Jak się jednak okazało, opis na okładce od razu ujawnia, że historia rozgrywa się wokół Wally’ego Westa. Zaspoilerowanie tego przez wydawcę znacznie ułatwia moje zadanie.

Przejdźmy do ustalania podstawowego faktu. Mimo że będę używał określenia „komiks”, to tak naprawdę rzeczony tytuł jest nim tylko z pozoru. W rzeczywistości jest to fabularyzowany katalog wydawniczy, który jest punktem wyjścia do całej inicjatywy Odrodzenia. Ale jest również „listem miłosnym” Geoffa Johnsa do DCU i zadośćuczynieniem dla starych fanów. Niezaprzeczalnie, to pozycja przeznaczona zwłaszcza dla nich, używająca potęgi nostalgii równie sprawnie jak Flash Mocy Prędkości.

Niepisaną tradycją jest istotna rola Szkarłatnego Sprintera w wielkich wydarzeniach w uniwersum. Nie inaczej jest tym razem, z wyjątkiem, że postawiono nie na Barry’ego Allena, a Wally’ego Westa. Johns nie mógł wybrać lepiej. Nie tylko ma on kilkuletnie doświadczenie w pisaniu przygód Westa, ale jest to jeden z ulubieńców czytelników, którzy przez cały czas trwania New 52 (Nowego DC Comics) domagali się jego powrotu. Ruch poczyniony ze strony wydawnictwa kilka lat temu, polegający na wprowadzeniu postaci, która dzieliła z ulubieńcem fanów jedynie imię, był jak cios w policzek. Uniwersum DC: Odrodzenie miało za zadanie odkupić winy The New 52 i przywrócić elementy, których brakowało w uniwersum przez ostatnich sześć lat. Wally jako symbol „starych, dobrych czasów” i najlepszy legacy hero, zwiastuje powrót dziedzictwa, nadziei, przyjaźni, optymizmu i miłości. Tytuły trzech z czterech rozdziałów oddają kluczowe elementy, które mają przyświecać Odrodzeniu.

Wally przez dwie dekady zasłużenie pełnił rolę Flasha i w świadomości czytelników z dłuższym stażem to on jest tym właściwym, a nie mdły i bezosobowy Barry. Pomimo antypatii wobec Allena, jego wspólna scena z Wallym podczas pierwszej lektury oryginalnego zeszytu w maju 2016, zaszkliła mi oczy i to mimo ówczesnych 29 lat na karku. Wątpię, aby nowi czytelnicy podzielali to emocjonalne podejście. Świeżych czytelników zachęcą pierwsze numery nowych serii, ale wydawnictwo chciało trafić do tych starych.

Nikt inny nie nadawał się do tej misji lepiej niż Johns. Scenarzysta uwielbia ten świat i zaludniające go postacie. Już pierwsze kadry wywołają uśmiech na twarzach fanów. Słowa, które padają tam z ust Wally’ego, pochodzą bezpośrednio od Johnsa i wyrażają uczucia reszty wielbicieli DCU. Mówią, że nie można wrócić do domu, ale lektura tego katalogu sprawiła, że poczułem się jakbym wrócił, a od progu przywitał mnie jeden ze starych kumpli. Nim go zobaczyłem, nie pamiętałem, że aż tak za nim tęskniłem

Kwartet artystów, którzy zilustrowali scenariusz to Gary Frank, Ethan van Sciver, Ivan Reis i Phil Jimenez. Każdy z nich współpracował już z Johsnem, a ich prace stoją na najwyższym poziomie. Trudno wskazać najlepszego, choć peleryna Batmana w wykonaniu van Scivera zawsze wygląda fenomenalnie – niczym autentyczne skrzydło nietoperza. Za to Jimenez odpowiada za emocjonalną sekwencję pomiędzy dwoma pokoleniami Flashów.

Omawiany album skutecznie zachęcająca do zakupu reklamowanych produktów. To szybka wycieczka po odradzającym się uniwersum z fajnym przewodnikiem. Lektura pozostawia odbiorcę z mnóstwem pytań i ani jedną odpowiedzią… Jeśli dopiero zaczynacie swą przygodę z tym światem, możecie czuć się skołowani. Miejcie na uwadze, że bez znajomości tego albumu w przyszłości możecie mieć problemy ze śledzeniem większej intrygi stojącej za nowymi seriami.

Geoff Johns (sc.), Ethan Van Sciver & Ivan Reis & Gary Frank & Joe Prado & Matt Santorelli & inni (rys.), „Uniwersum DC: Odrodzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1179, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Damian Maksymowicz]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Force #1: Sposób na Apocalypse’a

25/10/2017 § Dodaj komentarz


 Czy cel rzeczywiście uświęca środki?

Zasadnicza różnica między X-Men a X-Force sprowadza się do tego, że przedstawiciele drugiej grupy nie boją się ubrudzić sobie rąk krwią każdego, kto jest wrogiem mutantów. W tym tomie w skład pozbawionej skrupułów ekipy wchodzą: Wolverine, Archangel, Psylocke, Deadpool i Fantomex. Dla każdego z nich względy etyczne są mniej ważne niż skuteczna realizacja misji. Postępują w myśl zasady: „Cel uświęca środki”, dlatego muszą działać w ukryciu. O istnieniu i realizowanych przez Uncanny X-Force zadaniach nie wie nikt spoza pięcioosobowego kręgu wtajemniczonych.

„Jedynka” nosi podtytuł Sposób na Apocalypse’a i zawiera cztery fabuły. Scenariusze do wszystkich napisał Rick Remender, ale każda została narysowana jest przez innego artystę. Muszę przyznać, że najciekawsza jest opowieść tytułowa. Zło kiełkuje na świecie. Ponownie odrodził się Apocalypse, czyli największy, zaprzysiężony wróg Homo Superior. Co prawda na chwilę obecną En Sabah Nur jest małym chłopcem, ale Ozymandiasz i Czterech Jeźdźców już zajęło się jego „kierunkowym” wychowaniem. Wolverine i reszta ekipy zgadzają się, że zagrożenie jest realne – należy wyeliminować je w zarodku. Łatwiej było powiedzieć, niż zrobić. W końcu jednak uda się bohaterom pokonać hordy klanu Akkaba i Jeźdźców, ale wówczas staną twarzą w twarz z małoletnim, bezbronnym chłopcem.

Czy znajdą w sobie dość siły (i nienawiści), aby zrobić to, co zamierzyli? Czy wszyscy członkowie X-Force pozbawieni są kręgosłupa moralnego? Zupełnie pod sam koniec opowiadania scenarzysta funduje czytelnikowi ostrą jazdę. Bezmyślne nawalanki ustępują miejsca rozważaniom etycznym. Wolta i finalne rozwiązanie wątku są totalnie niespodziewane. Włosy na głowie się jeżą, szczęka opada na podłogę. Początkowo ciężko było mi uwierzyć w to, co przeczytałem. Trzy razy wracałem do tych kilku kadrów, aby sprawdzić, czy niczego nie przeoczyłem… Chociaż dwie dalsze fabuły dotyczą sytuacji zgoła odmiennych, to skutki poczynań względem Apocalypse’a prześladują x-bohaterów do ostatniej planszy zbioru. I bez wątpienia w kolejnych tomach serii także dadzą o sobie znać.

Pod względem graficznym omawiana odsłona jest bardzo różnorodna. Jak już pisałem, w produkcji uczestniczyło czterech rysowników: Jerome Opeña, Leonardo Manco, Esad Ribic i Rafael Albuquerque. Najbardziej podobają mi się ilustracje pierwszego z panów. Kreska tego artysty jest na wskroś precyzyjna i szczegółowa, a przedstawienie postaci bardzo realistyczne. W jego ujęciu bohaterowie nie są doskonali, charakteryzują się pospolitą aparycją, a miny częstokroć mają ponure. Pochodzący z Filipin rysownik trafnie oddaje brzemię jakie pisarz złożył na barki członków X-Force. Równie atrakcyjnie wyglądają plansze, które przygotował Ribic.

Dawno nie czytałem równie wciągających opowieści z udziałem mutantów. Wypada, abym całość ocenił wysoko, bo i dobrze napisane, i doskonale narysowane. Dla wszystkich zdeklarowanych fanów X-Menów pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych czytelników – rzecz ciekawa, bo ukazuje superbohaterów w okolicznościach nieheroicznych i etycznie nagannych.

 Rick Remender (sc.), Jerome Opeña & Leonardo Manco & Esad Ribić & Rafael Albuquerque (rys.), „Uncanny X-Force #1: Sposób na Apocalypse’a”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

All-New X-Men #5: Jeden z głowy

16/10/2017 § Dodaj komentarz


  Przeszłość, która powraca

Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie serii All-New X-Men pierwsze co zrobił, to przeniósł dawnych członków X-Men do teraźniejszości. Krótko potem, w wielkim crossoverze Bitwa Atomu (klik! klik!), łączącym w sobie wszystkie serie o mutantach, do tego grona dołączyli także X-Meni z przyszłości. Teraz całe grono powraca w kolejnej udanej opowieści, która w znakomitym stylu kontynuuje wcześniejsze tomy.

Hanka dręczą wyrzuty sumienia po tym, jak namieszał w liniach czasowych. Nie wie jak naprawić szkody, które to spowodowało, nie ma pojęcia w jaki sposób odwrócić obecną sytuację i co przyniesie przyszłość. Tajemnicza postać, która go odwiedza (Watcher Uatu), uświadamia mu, że konsekwencje jego działań są poważniejsze niż sądził, ukazując mu różne wersje dalszych losów mutantów.

Tymczasem Jean i Scott usiłują zrozumieć zawiłości tego, co się dzieje i znaczenie nowych mocy dziewczyny. Jednocześnie X-23 decyduje się opuścić drużynę, ale zostaje zaatakowana przez tajemniczego przeciwnika. Gdy X-Meni dowiadują się o tym, nie mają pojęcia w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli, ale jedno jest pewne – Bractwo Złych Mutantów z przyszłości powróciło i nie zamierza działać po cichu…

Serię All-New X-Men polubiłem z wielu powodów. Dobry scenariusz, ciekawy pomysł, znakomite wykonanie pod względem graficznym. Do tego dochodziła też niebagatelna rzecz – Bendis, ceniony i uwielbiany scenarzysta, odświeżył ich przygody i uczynił atrakcyjnymi dla nowych odbiorców. Po latach plątania fabuł, dodawania najróżniejszych wątków, ich alternatywnych wersji i zabaw z czasem, przestrzenią, taki zabieg był potrzebny. A co ważniejsze, okazał się udany. Pomysł z przeniesieniem młodych X-Menów do naszych czasów, gdzie muszą odkryć wszystkie zawiłości, chwycił także w oderwaniu od powyższego i jest konsekwentnie rozwijany. Czy trzyma poziom? Tak! I to właśnie jest kolejny powód, dla którego warto zapoznać się z całym cyklem.

W najnowszym, piątym już tomie (choć właściwie należałoby rzec, że siódmym – Bitwa Atomu oraz Proces Jean Grey, choć były crossoverami, stanowiły przede wszystkim część tej opowieści, a do tego całość łączy się jeszcze z drugą X-serią Bendisa: Uncanny X-Men), akcja nie zwalnia tempa, rozwija wcześniejsze wątki i wypada naprawdę dobrze. Jak zwykle dzieje się dużo, scenarzysta bawi się motywami znanymi z klasycznych zeszytów, oddaje im hołd i przepisuje na swój własny sposób. Poza tym znów bawi się czasem i różnymi wersjami przyszłości, a na dodatek z okazji 25 zeszytu serii, który otwiera ten tom, znów znalazł okazję do świętowania i złożenia hołdu – tym razem w postaci ilustracji wykonanych przez najróżniejszych twórców, od Davida Macka, po J.G. Jonesa.

Większość albumu narysował jednak znakomity Stuart Immonen (z pomocą Davida Marqueza i Sary Pichelli). Rysunki są więc znakomite, odpowiednio mroczne (autor rewelacyjnie operuje światłem i cieniem), dynamiczne, jest w nich coś cartoonowego, ale są też realistyczne i miejsca wpadają w oko. Ogląda się to świetnie, świetnie też czyta, więc jeśli należycie do miłośników X-Men, albo macie ochotę na dobry komiks superbohaterski, zainteresujcie się koniecznie tą serią.

Brian Michael Bendis (sc.), Stuart Immonen & Wade von Grawbadger & inni (rys.), „All-New X-Men #5: Jeden z głowy”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1199, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Grzech Pierworodny

13/10/2017 § Dodaj komentarz


 Kto i dlaczego zabił Watchera?

Mam nieodparte wrażenie, że uniwersum Marvela crossoverami oraz eventami stoi. I wszystkie są znaczące i przełomowe. Po każdym świat superbohaterów ewoluuje. Założenie Domu Pomysłów jest jasne: chodzi o rewolucję, postawienie rzeczywistości na głowie. Wszystko dlatego, że liczy się dynamika zmiany i sprzedaży… Anihilacja, Bitwa Atomu, Ród M, Tajna Inwazja, Tajna Wojna, Avengers kontra X-Men, Wojna Domowa, Nieskończoność, a teraz do zestawu dochodzi jeszcze Grzech Pierworodny.

Fabuła omawianego komiksu, za którą odpowiedzialni są Jason Aaron, Ed Brubaker i Mark Waid, skupia się wokół śmierci Watchera Uatu. Watcher to istota mieszkająca na Księżycu, która od dawien dawna obserwuje (podgląda) Ziemię i jej mieszkańców. Zasadniczo jest bezstronny, nie ocenia i bezpośrednio się nie angażuje. Tylko patrzy. Widzi wszystko i wszystkich. Tak więc zna każdą, nawet najbardziej skrywaną, tajemnicę. Nie zaspojleruję, gdy napiszę, że bohater zostaje zamordowany, a także bestialsko okaleczony. Komu zależało na tym, aby pozbawić go życia? Czy zginął, gdyż zobaczył coś czego nie powinien? A może motywem była chęć przejęcia wiedzy i technologii? W końcu – informacja to władza.

Niczym w najlepszym kryminale na plan pierwszy wysuwają się pytania: Kto zabił i dlaczego? Śledztwo prowadzone jest kilkutorowo: oficjalnie i nie. Główne Kapitan Ameryka zleca Nickowi Fury’emu, pozostałe prowadzone są przez oryginalne zespoły herosów. Dla przykładu jedna z grup składa się z Zimowego Żołnierza, Moon Knigta i Gamory. Długo nie wiadomo, kto wysłał w teren małe grupy. Scenarzyści wprowadzają do fabuły mniej znanych łotrów i to w moim mniemaniu należy zaliczyć na plus. Równie wartościowym elementem fabuły zdaje się twist związany z postacią Fury’ego. Osobiście wątek związany z byłym liderem S.H.I.E.L.D. uważam za najbardziej atrakcyjny.

Większość materiału została narysowana przez Mike’a Deodato. Ilustracje pochodzącego z Brazylii artysty są bogate w szczegóły, a przedstawienie postaci jest realistyczne. Zwraca uwagę dynamika scen walki, dobre wykorzystanie linii ruchu oraz światłocienia. Układ kadrów na planszy częstokroć odbiega od klasycznego sposobu kadrowania i układu paneli. Całość wykonano rzetelnie i na dobrym poziomie (tj. bez anatomicznych kiksów czy potworków). Oprawa graficzna jest spójna, a także współgra z warstwą narracyjną.

Jak (i czy) śmierć Watchera wpłynie na uniwersum? Czy po Grzechu Pierworodnym świat superbohaterów Marvela faktycznie nie będzie już taki sam? O tym przekonamy się w późniejszym terminie. Tymczasem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko namówić was do przeczytania „kolejnej przełomowej historii”. Cierpieć nie będziecie, bo akcja wciąga – tom czyta się za jednym podejściem.

Jason Aaron & Ed Brubaker & Mark Waid (sc.), Mike Deodato & Jim Cheung & Javier Pulido & Paco Medina (rys.), „Grzech Pierworodny”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz & Piotr Cholewa, Klub Świata Komiksu – album 1182, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Anihilacja. Tom 2

06/10/2017 § Dodaj komentarz


 Silver Surfer, Super-Skrull oraz Ronan kontra Fala Anihilacji

Anihilus i jego horda owadopodobnych żołnierzy z uporem psychopatycznych maniaków, nie zważając na nic i na nikogo, prą do przodu. Dni mijają „spokojnie”, rutynowo – na podboju kolejnych planet i układów. Nic i nikt nie jest w stanie przeciwstawić się Fali Anihilacji. Wszystko przebiega zgodnie ze wcześniej ustalonym planem wielkiego Lorda A. Nawet Skrullom nie udaje się nawiązać równej walki. Drugi tom kosmicznego eventu przynosi ze sobą trzy fabuły, które ułożone są chronologicznie względem kolejnych dni najazdu.

Anihilacja: Silver Surfer (sc.: Keith Giffen, rys.: Renato Arlem)
Były herold Galactusa na swojej srebrnej desce przemierza kosmos. W pewnym miejscu natyka się na wielkie i bezmyślne zniszczenia. Bezmiar kataklizmu wywołuje złość, współczucie oraz poczucie straty. Następnie spotyka łowców z elitarnej jednostki Lorda, którzy zaatakowali Gabriela Air-Walkera (również byłego herolda Pożeracza Światów). Srebrny także zostaje napadnięty i ostatecznie musi salwować się ucieczką. Czego od heroldów chce Annihilus? Dlaczego na nich poluje?
Lubię Surfera. Mam do niego pewien, bliżej nieokreślony, sentyment. Moja sympatia bierze się z tego, że bohater wstrzymuje się od przemocy, że jest współczujący.
Omawiana opowieść jest jedną z ciekawszych w bieżącym tomie. Scenarzysta daje nam okazję spotkania z innymi heroldami Pożeracza Światów, a i on sam także się pojawia. Dodatkowym smaczkiem jest wątek, w którym Szalony Tytan – Thanos – dobija targu z władcą Stefy Negatywnej. Możemy domniemywać, że umowa obu panów będzie miała daleko idące następstwa w kolejnych dniach Anihilacji.

Anihilacja: Super-Skrull (sc.: Javier Grillo-Marxuach, rys.: Greg Titus)
Kl’rt, lepiej znany pod pseudonimem Super-Skrull, to bezwzględny i zły do szpiku kości morderca, który skupia w sobie wszystkie moce ziemskiej Fantastycznej Czwórki: jest rozciągliwy, strzela ogniem, potrafi być niewidzialnym i zmieniać swoje ciało w kamień. Postać w uniwersum Marvela gra głównie role antybohatera. W omawianej fabule ukazana zostaje jednak z zupełnie innej strony.
Super-Skrull postanawia samodzielnie walczyć ze Falą i zniszczyć kosmiczny statek zwany Żniwiarzem Annihilusa, który stanowi realne zagrożenie dla każdej planety. Plan ma dość prosty: skoro Lord przybył ze Strefy Negatywnej, to tam muszą być osoby, które go nienawidzą i chętnie sprzymierzą się, aby go zniszczyć.
Choć odcinek wizualnie przypomina parodię opowieści z udziałem Fantastic Four, to pod względem fabularnym całość mocno skupia się na psychologii głównej postaci, co stanowi główny plus opowieści.

Anihilacja: Ronan (sc.: Simon Furman, rys.: Dave McCaig)
Ostatnia fabuła poświęcona została Ronanowi Oskarżycielowi, który należy do rasy niebieskich Kree. Akcja w niewielkim stopniu wiąże się z głównym wątkiem serii. Żołnierze Annihilusa pojawiają się niby przypadkiem, a większa część fabuły koncentruje się na prywatnym śledztwie Ronana.
Bohater został oskarżony o zdradę i teraz próbuje oczyścić swoje imię. A także odkryć, komu zależało na tym, aby przestał pełnić funkcję Oskarżyciela. W tym celu musi przesłuchać głównego świadka zeznającego przeciw niemu – Tanę Nile, która ukryła się na planecie Godthab Omega, wśród Gracji.
Ostatnia część drugiego tomu, to głównie spektakularna nawalanka i poza pojedynkami Oskarżyciela z Nebulą czy z Gamorą nie oferuje niczego więcej.

Tytułem podsumowania: Anihilacja to jeden z najbardziej widowiskowych i ciekawie poprowadzonych kosmicznych eventów Marvela. Dobrze, że został zaprezentowany polskiemu czytelnikowi. Cykl mogą śmiało czytać także osoby, które mają słabe rozeznanie w uniwersum amerykańskiego edytora, gdyż nie pojawiają się flagowi herosi, tacy jak Spider-Man, Kapitan Ameryka, Iron-Man czy Thor. Rzecz została zaludniona mniej znanymi bohaterami. Trochę tylko szkoda, że w bieżącym tomie nie pojawiają się „gwiazdy” z jedynki: Drax, Kami czy Nova.

Keith Giffen & Javier Grillo-Marxuach & Simon Furman (sc.), Renato Arlem & Gregory Titus & Jorge Lucas (rys.), „Anihilacja. Tom 2”, przeł. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1129, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 3, kolory/cienie: 3]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Suicide Squad #2: Zderzenie ze ścianą

05/10/2017 § Dodaj komentarz


 Z koniem kopać się nie należy

W ubiegłym roku w Polsce ukazał się pierwszy album z serii Suicide Squad. Głównie ze względu na osobę scenarzysty – Alesa Kota – wiele obiecywałem sobie po Nadzorować i karać, dużo więcej niż po filmie Davida Ayera. Muszę jednak przyznać, że lektura komiksu była dla mnie wielkim rozczarowaniem. Druga odsłona, która nosi podtytuł Zderzenie ze ścianą, wypada niewiele lepiej.

Rzecz rozpoczyna się one-shotem Ofiary burzy napisanym przez Jima Zuba. W historii nie występuje żaden członek Oddziału Samobójców, całość skupia się na Amandzie Waller, która musi poradzić sobie w ekstremalnej sytuacji. Kobieta eskortuje pewnego naukowca, na którego poluje obdarzony supermocami mężczyzna, znany pod kryptonimem Kriger-3. Podczas zdarzenia Waller próbuje chronić podwładnych oraz cywili, jednak w ostatecznym rozrachunku będzie musiała dokonać trudnego wyboru – kogo poświęcić? Niniejsza próba nadania psychologicznej głębi postaci pani dyrektor wypada dość interesująco.

Dalej otrzymujemy główną opowieść, która rozgrywa się w więzieniu Belle Reve w czasie trwania eventu Wieczne Zło (klik! klik!). Dlatego trochę szkoda, że album nie trafił do sprzedaży równolegle ze wspomnianym crossoverem. Dla przypomnienia: podczas zdarzenia zapodziali się gdzieś główni ziemscy superbohaterowie, a władzę nad planetą przejął Syndykat Zbrodni. Jeden z osadzonych w Belle Reve więźniów, Thinker, podejmuje współpracę z Syndykatem. Ma za zadanie odnaleźć tajną broń ukrytą gdzieś przez panią naczelnik. Waller wysyła swój oddział, składający się z Deadshota, Harley Quinn i Kapitana Bumeranga, aby udaremnili plany przejęcia broni.

Thinker, podszywając się pod Waller, montuje swój Suicide Squad. Dwie ekipy spotykają się w budynku więzienia i, oczywiście, zaczynają ze sobą walczyć. Jakby komuś było mało, to scenarzysta angażuje jeszcze Jamesa Gordona juniora, King Sharka, Kamo oraz kilka innych postaci, które – powiedzmy to sobie szczerze – niczego ciekawego do fabuły nie wnoszą. Rzecz wypada blado, choć jak wspomniałem trochę lepiej od „jedynki”, jednakże ciężko całość oceniać pozytywnie.

Pod względem graficznym również nie jest dobrze. W projekt zaangażowano aż dziesięciu (sic!) rysowników. Rozumiem, że powodem były napięte terminy. Niestety odbija się to wyraźnie na jakości ilustracji. Najlepiej wypada otwierająca album fabuła, a to dlatego, że przygotowana została przez jednego artystę. Scott Hanna dobrze radzi sobie z dynamiką scen, ale już z precyzją anatomiczną występujących postaci jest gorzej. Sporo scen rozgrywa się podczas burzy śnieżnej, dość ciekawie prezentują się kadry, na których ukazano padający śnieg.

Album Zderzenie ze ścianą to jedna, niczym nie uzasadniona, nawalanka, gdzie każdy walczy z każdym. Całość stanowi popis fabularnej miernoty, ciężko mówić o jakiejkolwiek nadrzędnej akcji, hitoria zmierza donikąd. Finalnie: właściwie o nic nie chodzi. Komiks jedynie dla wielkich fanów Oddziału Samobójców.

Matt Kindt & Jim Zub & Sean Ryan (sc.), Patrick Zircher & Scott Hanna & Jim Fern & Rafa Sandoval & inni (rys.), „Suicide Squad #2: Zderzenie ze ścianą”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1088, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2, rysunki: 2+, kolory/cienie: 3]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks superbohateski at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: