Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»

01/06/2018 § Dodaj komentarz


Powroty

Kiedy miałem niespełna osiem lat przeczytałem mój pierwszy komiks o Supermanie. Była to piąta część Rządów Supermenów, fabuły stanowiącej ciąg dalszy Śmierci Supermana i na dziecku zrobiła ona duże wrażenie. Dlatego do tej historii pozostał mi nie tylko wielki sentyment, ale także ona sama stała się pewnego rodzaju wzorem, do którego porównuję inne komiksy o Człowieku ze Stali. Przez lata trudno było mi więc znaleźć takie opowieści, jakich oczekiwałem, to się zmieniło wraz z nastaniem DC Odrodzenie. Najpierw wciągnął mnie album Lois i Clark (klik! klik!), potem dałem się uwieść Ostatnim dniom Supermana (klik! klik!), a kiedy przeczytałem pierwszy tom Action Comics wiedziałem, że seria jest najlepszym, co obecnie DC ma do zaoferowania na polskim rynku i cieszyłem się, że w ogóle zacząłem przygodę z tymi komiksami. I cieszę nadal, bo drugi tom jest co najmniej równie dobry, co pierwszy (klik! klik!) i dostarcza znakomitej rozrywki.

Superman nie żyje. Jego miejsce zajął Superman z rzeczywiści sprzed Flashpointu, ale także Lex Luthor stał się nowym Człowiekiem ze Stali. Jakby tego było mało, w Metropolis pojawiła się druga Lois Lane, posiadająca supermoce i Clark Kent mocy nie posiadający. A gdzieś tam znajduje się tajemnicza postać, której celów nikt jeszcze nie poznał. A to tylko najważniejsze rzeczy, jakie na scenę wprowadził pierwszy tom Action Comics.

Drugi podejmuje akcję bezpośrednio w miejscu, w którym skończył się jego poprzednik. Metropolis otrząsa się po ataku Doomsdaya, jaki niemal tragicznie skończył się dla wielu mieszkańców, w tym także Clarka Kenta. Świat uważał go za Supermana, ale przecież stary Superman zginął, a reporter najwyraźniej nie posiada żadnych mocy. Do tego stara się dowieść, że nie jest i nie był Człowiekiem ze Stali. Kim zatem jest? I co to oznacza dla Lois, drugiego Clarka i ich syna? Do tego w Daily Planet pojawia się Lois Lane, pytanie tylko która z nich…

W Action Comics podoba mi się przede wszystkim fakt powrotu do dawnych fabuł, które Flashpoint wymazał, a które twórcy mogą opowiedzieć na nowo. Autorzy korzystając z okazji powrócili więc do chyba najsłynniejszej historii z Człowiekiem ze Stali, Śmierci Supermana z lat 90., oraz jej ciągu dalszego, po raz kolejny oferując nam tamte wydarzenia i emocje, ale w nowej formie. Co ważne bieżącym scenarzystą jest Dan Jurgens, ten sam, który przed laty stworzył m.in. wspomnianą Śmierć oraz Rządy Supermenów, z tym że w nowych fabułach wyzbył się błędów i infantylności dawnych zeszytów, wyciskając z nich co najlepsze i podając w sposób, który spodoba się zarówno nowym odbiorcom, jak i tym, którzy kiedyś zaczytywali się tamtymi dziełami.

Komiksy z tej serii są znakomicie narysowane. Kreska jest realistyczna, czysta i pełna detali. Kolor co prawda należy do rodzaju tych pełnych komputerowych fajerwerków, ale pasuje do tej opowieści. Całość czyta się znakomicie i pozostawia po sobie niedosyt i ochotę na więcej. Ja już z niecierpliwością czekam aż kolejne tomy (w szczególności kontynuacja Action Comics i zapowiadany na czerwca Superman: Wielokrotność) pojawią się wśród komiksowych nowości.

Dan Jurgens (sc.), Patrick Zircher & Stephen Segovia & Art Thiber & Tom Grummett & inni (rys.), „Superman. Action Comics #2: Powrót do «Daily Planet»”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1282, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hawkeye #2: Lekkie trafienia

15/05/2018 § Dodaj komentarz


Clint Barton i kobiety

Choć Clint Barton (pseudonim Hawkeye) nie posiada żadnych supermocy jest stałym członkiem Avengers. Jednak seria Matta Fractiona (scenariusz) i Davida Aji (rysunki) nie opowiada o wyczynach herosa, a o zupełnie prywatnych i osobistych sprawach mężczyzny, który na co dzień mieszka w jednej z kamienic w Nowym Jorku. Warto wspomnieć, że jest właścicielem budynku i stąd biorą się niektóre z jego problemów. Z drugiej strony, czy w przypadku gdy Sokole Oko zdejmuje kostium, przestaje być prawym bohaterem?

W albumie Lekkie trafienia sporo się dzieje. Całość zaczyna się od potężnego huraganu, podczas którego Clint pomaga jednemu z sąsiadów ewakuować mieszkającego w Queens ojca. Potem będzie miał zatarg z członkami rosyjskiej mafii oraz pewnym płatnym mordercą, który pochodzi z Polski. W międzyczasie Tony Stark pomoże rozwiązać problem z telewizją kablową. Najciekawsze fragmenty opowieści wiążą się z sytuacjami, gdy mężczyzna spotyka swoje byłe kobiety – Nataszę Romanową, Bobbi Morse i Jessicę Drew (czyli Czarną Wdowę, Mockingbird i Spider-Woman). Na horyzoncie pojawia się też tajemnicza Penny, przez którą protagonista ładuje się w kolejną kabałę. W tle przewija się również Kate Bishop. Tak, życie uczuciowe Bartona jest – delikatnie mówiąc – skomplikowane.

Na osobne omówienie zasługuje ostatni zeszyt tomu, za który w 2014 roku artyści zgarnęli nagrody Eisnera i Harveya w kategorii najlepszy pojedynczy zeszyt. Fabularnie nic specjalnego. Śledzimy przebieg dochodzenia w sprawie zabójstwa jednego z sąsiadów protagonisty. Jednakże detektywem jest pies Bartona, Fuks. Rzeczy w tym, że wydarzenia przedstawiane są z psiej perspektywy. Kompozycja paneli, kadrowanie, symboliczne ideogramy i emotikony, fragmentaryczność dialogów, znaki zależności i wynikania – dosłownie cała warstwa ilustracyjna została podporządkowana konceptowi. Wspaniale poprowadzona i zrealizowana opowieść! Wszystko tu jest na swoim miejscu. Nie mam pojęcia, czy większe brawa należą się scenarzyście, czy rysownikowi.

Narracyjnie „dwójka” nie różni się od „jedynki” (klik! klik!). Jeśli komuś podobał się tom Moje życie to walka, to i Lekkie trafienia przypadną mu do gustu. Doceniam zamysł scenarzysty, który podejmuje próbę dekonstrukcji wyświechtanych schematów komiksu superhero. Fraction stawia na obyczajowe akcenty i zabawną komedię pomyłek. Porównując serię Hawkeye z pozycjami Daredevil: Nieustraszony (klik! klik!) czy Jessica Jones: Alias (klik! klik!) Briana Michaela Bendisa, to mimo wszystko całość wypada mało przekonująco i dość powierzchownie. Osobiście, gdyby nie niebywała oprawa graficzna Aji, która świetnie współgra z kolorami Matta Hollingswortha, nie miałbym czym się zachwycać.

Matt Fraction (sc.), David Aja & Francesco Francavilla & Steve Lieber & Jesse Hamm (rys.), „Hawkeye #2: Lekkie trafienia”, tłum. Marceli Szpak, Klub Świata Komiksu – album 1219, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Odrodzenie #2: Życie ma sens

09/05/2018 § Dodaj komentarz


Nadzieja zmartwychwstania a moc relikwii

Na zakończenie Symbolu Apostolskiego wierni głośno potwierdzają: „Wierzę w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny. Amen”. W krótkiej formule zawarto podstawowe elementy eschatologicznej nadziei Kościoła. Zmartwychwstanie człowieka będzie miało miejsce po śmierci i dla wszystkich. A zmartwychwstałe nowe ciało będzie realne i materialne, czyli przestanie być śmiertelne. Tak w telegraficznym skrócie przedstawia się nauczanie Kościoła.

Tim Seeley, scenarzysta serii Odrodzenie, podszedł do tematu ponownych narodzin z innej strony i trochę wybiórczo. W jego wizji do życia wracają jedynie mieszkańcy Wausau w stanie Wisconsin. I, niestety, cud nie obejmuje wymiany ciała, chociaż niektóre elementy wyposażenia wymieniają się permanentnie i samoczynnie (choćby zęby).

Elektryzujące wieści o grupie odrodzonych szybko się rozchodzą po Stanach i ściągają na miasteczko zainteresowanie władz państwowych i mediów. Wausau objęte zostało kwarantanna. Mieszkańcy muszą sami radzić sobie z zaistniałą sytuacją. Na obrzeżach miasta gromadzą się tłumy ludzi, którzy wierzą w boską interwencję i aspekt działania Ducha Świętego. Dlatego żądają dla siebie i swoich schorowanych bliskich otwartego dostępu i swobodnego wjazdu. Na czarnym rynku pojawia się zapotrzebowanie na organy wyjęte z odrodzonych (świecka wersja relikwii?). Narasta napięcie i psychoza. Szeryf Cypress ma duży problem z opanowaniem sytuacji. Oliwy do ognia dolewa fakt, że zmartwychwstali bywają śmiertelnie niebezpieczni.

Scenarzysta zręcznie buduje napięcie. Dzieją się rzeczy straszne i… straszniejsze. Dzielna pani detektyw Dana Cypress prowadzi swoje śledztwo, ale pojawiają się kolejne tropy i kolejne dziwne zdarzenia. Prawda o nowym życiu odrodzonych odsłaniana jest powoli, acz systematycznie. Puzzle układanki są nadal rozsypane i jest ich jakby więcej. Rozhisteryzowane tłumy koczujące na granicy kierują uwagę czytelnika na sprawcę/sprawców zdarzenia. Wciąż nie jest wiadome, czy Bóg ma z tym coś wspólnego.

Najbardziej w serii Revival podoba mi się, że nie jest to ani horror, ani mistyczna dykteryjka z przesłaniem. Niebagatelne znaczenie w wysokiej ocenie mają także ilustracje Mike’a Nortona. Niejednoznaczność opowieści, obyczajowy charakter, nacisk na relacje międzyludzkie, elementy thrillera policyjno-detektywistycznego i świetne dialogi stanowią duży plus całości. Niecierpliwie czekam na „trójkę”.

Tim Seeley (sc.), Mike Norton (rys.), „Odrodzenie #2: Życie ma sens”, tłum. Robert Ziębiński, Non Stop Comics, Katowice 2018.

[scenariusz: 5, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Zabij albo zgiń. Tom 2

03/05/2018 § Dodaj komentarz


Prawie Punisher

Pierwszy tom serii Zabij albo zgiń Brubakera i Phillipsa był nietypowym spojrzeniem na thriller. Mamy opowieść o seryjnym mordercy, teoretycznie kryminał, tylko że widziany jego oczami. Dylan to student z problemami, który z powodu zaburzeń psychicznych lub też nawiedzenia przez demona, poluje na złoczyńców. Zakłada czerwoną maskę narciarską, chwyta za broń i przemienia się w Punishera. Nie ma jednak za sobą odpowiedniego przeszkolenia, dlatego kwestią czasu pozostaje, kiedy w końcu powinie mu się noga. Tom drugi to część jego historii, gdy wszystko zaczyna się komplikować.

„Jedynka” zaintrygowała mnie, ale nie powaliła (klik! klik!). Bieżąca odsłona utwierdza mnie w przekonaniu, że Brubaker to solidna marka, a jego komiksy mogę brać w ciemno, nawet, jeśli z początku nie jestem do końca przekonany do jego nowych serii. Pisarz poszedł w psychologię. W przypadku pierwszego tomu miałem wrażenie, że dopowiadam sobie nawiązania do Junga i drążenie jego archetypów, tak w kontynuacji jest to już postawione w praktycznie jednoznaczny sposób. Scenarzysta bawi się nieco dekonstrukcją figury superherosa w duchu Strażników, próbując odpowiedzieć na pytanie: co tym zamaskowanym gościom musi się kłębić w czaszce? Brubaker eksponuje ciemną stronę psychiki, silny, choć wypierany zew pierwotnej podświadomości, w tym przypadku wymieszany nieco z kompleksem Boga (czy może raczej obłaskawianego Demona).

Opowieść balansuje między kryminałem, psychologicznym thrillerem, psychoanalizą, a grozą. Interpretacja pobudek głównego bohatera wciąż nie jest jednoznaczna, choć autorzy mocno sugerują źródła jego obecnego stanu. Drugi tom nie pozostawia wątpliwości, jak świetnym warsztatem posługuje się Brubaker, co widać choćby w prostych zabiegach spotkania Dylana z jego dziewczyną, gdy rozkojarzony bohater skupia się na swoim monologu wewnętrznym, a jej dymki dialogowe pozostają puste. Innym razem (scena w furgonetce) autorzy świetnie godzą sekwencyjność z trudną do uchwycenia w komiksie szybkością czy wręcz jednoczesnością zdarzeń. Po raz kolejny też okazuje się, że Brubaker po prostu świetnie sprawdza się w duecie z Phillipsem, który potrafi płynnie dopasować swoją kreskę do stylistyki scenariusza. Świetnie broni się surowy, prosty realizm, bez większych eksperymentów plastycznych.

Kto miał wątpliwości co do serii, a ma do mnie zaufanie, to może już się ich wyzbyć. To nie komiks kategorii ‚można’, to seria kategorii ‚warto’. Niekoniecznie podejdzie każdemu, bo to nie sensacyjniak, ale przemieszanie komiksowych i psychologicznych tropów. Co daje ciekawy, wyróżniający efekt, który mnie kupił. Czekam na „trójkę”.

Ed Brubaker (sc.), Sean Phillips (rys.), „Zabij albo zgiń. Tom 2”, tłum. Paulina Braiter, Non Stop Comics, Katowice 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

[komiks można kupić tu: klik! klik!]

Czarny Młot #2: Wydarzenie

25/04/2018 § Dodaj komentarz


Dobre, dobre, nadal dobre

Czarny Młot to świetna seria. Po mocnym otwarciu w pierwszym tomie otrzymujemy dalszy ciąg, rzecz nie obniża lotu. Owszem, brak tu efektu zaskoczenia i świeżości (bo w końcu zostaliśmy już w konwencję wprowadzeni), ale dalej jest to świetna historia. I dla fanów komiksu, i dla nie fanów komiksu.

W „jedynce” poznaliśmy nietypową drużynę podstarzałych i zgorzkniałych herosów, którzy przymusowo zostali wysłani na emeryturę, czy też raczej na zesłanie. Siedzą na sypiącej się farmie, odwiedzają pobliskie miasteczko, ale nie zapuszczają się dalej, bo nieokreślona bariera trzyma ich w miejscu. Chwile „zwyczajnego życia” przerywa im wspominanie dawnej chwały, a kolejne plansze wypełniają wtedy kadry pełne odwołań do Złotej Ery superbohaterszczyzny, pulpy czy Lovecrafta.

Tom drugi przynosi pewną zmianę. Spokój pogodzonych z losem bohaterów przerywa nagłe pojawienie się córki tytułowego Czarnego Młota – dawnego członka drużyny. To nieodrodna córka ojca, dziennikarka z charakterem, której nie daje spokoju sytuacja, w której się znalazła, zaczyna więc drążyć temat. Oczywiście powolnym postępom fabuły towarzyszą liczne retrospekcje, pogłębiające portrety postaci i istniejące między nimi zależności.

Bieżący album to świetna pozycja dla tych, którzy dali już się złapać na haczyk – nie będzie zawodu. Jeff Lemire umiejętnie wykorzystuje naszą ciekawość, oszczędnie dozując informacje, ale też podkręcając napięcie. Przy kreowaniu tego nastroju świetnie sprawdzają się współpracujący artyści, zwłaszcza duet Rubin + Stewart, którzy w 9 zeszycie wykreowali klasyczne retro SF, ale w psychodelicznym wydaniu.

Czarny Młot to intrygujący pomysł, granie tropami z dziesiątek lat amerykańskiego komiksu, ale też wybitny popis rzemiosła. Lemire sprawnie i z wyczuciem przeplata „współczesność” z „przeszłością”, w fabułę wkomponowując co i rusz retrospekcje. Cykl potwierdza wysoką klasę pisarza, który jest zdolnym „opowiadaczem”. Scenarzysta unika słów, gra postaciami i ich wspomnieniami za pomocą komiksowych zabiegów. Graficy jako kolektyw świetnie operują kadrami, odważnie i bardzo interesująco komponują plansze. Zdarza im się nieco przekombinować, ale nawet jeśli jest tu lekki przerost formy, to zawsze jest on podporządkowany treści, nigdy nie cierpi na tym czytelność narracji.

Jeśli czytaliście Tajną genezę (klik! klik!), to po Wydarzenie sięgnijcie koniecznie. Jeśli jeszcze nie znacie Czarnego Młota – to sięgajcie po pierwszy tom, a „dwójki” będziecie szukać sami. To zabawa minionymi epokami popkultury, ale podana w jak najbardziej nowoczesny sposób.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston & Dave Stewart (rys.), „Czarny Młot #2: Wydarzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman #2: Pierwsze próby Superboya

12/04/2018 § Dodaj komentarz


W imię ojców

W ramach linii wydawniczej Odrodzenie jest dostępny największy od lat wybór regularnych serii komiksowych z wydawnictwa DC Comics na naszym rynku. Wśród licznych tytułów, z których warto wymienić choćby trzy cykle z Batmanem, Flasha, Wonder Woman czy Aqumana, przygody jednego z bohaterów w szczególności wybijają się ponad inne. Mowa o Supermanie, który stanowi jednocześnie twór znakomity dla nowych czytelników, jak i wielki hołd oddany komiksom o tym herosie z lat 90. ubiegłego wieku, które w znacznym stopniu odmieniły oblicze zarówno jego samego, jak i tego medium w ogóle.

Umarł Superman, niech żyje Superman. I Superboy. Clark Kent jakiś czas temu opuścił Ziemię, a kiedy na nią powrócił, okazało się, że w wyniku wydarzeń z Flashpointu rzeczywistość odmieniła się nie do poznania. Wraz z Lois i ich synem ukrył się, wiedząc, że w tym świecie działa inny Superman, jednak teraz, po jego śmierci, sam musiał wdziać kostium i walczyć ze złem. Nie jest w tym jednak osamotniony – i nie chodzi tutaj wcale o obecność innych herosów. Także syn jego i Lois, Jonathan zaczął przejawiać supermoce, a teraz nadszedł czas by wkroczył do akcji jako Superboy!

Co czeka na niego na początku kariery? Więcej niż mógłby sądzić! Nawet rodzinne wyjście na jarmark kończy się starciem z bandytami. Codzienne życie, kiedy masz supermoce i musisz pilnować się by ich nie wykorzystywać także nie jest łatwe, ale to tylko część tego, z czym musi mierzyć się młody Jonathan. Wyprawa na wyspę dinozaurów, spotkanie z Batmanem i Robinem, a wreszcie starcie z Frankensteinem i jego narzeczoną… Oj będzie się działo!

Aktualnie w Polsce ukazują się dwie serie z Supermanem. Pierwsza z nich, zatytułowana po prostu Superman, skupia się przede wszystkim na rodzinie Clarka i jego synu, który musi nauczyć się żyć z mocami. Druga, Action Comics, koncentruje się wokół samodzielnych akcji Człowieka ze Stali, Lexie Luthorze, starającym się o miano herosa, pomnażaniu bohaterów z mocami i stawianiu kolejnych pytań, na które pewnie nieprędko otrzymamy odpowiedzi. Poza głównymi bohaterami łączy je coś jeszcze – obie sięgają do wydarzeń, które miały miejsce w seriach o Supermanie w latach 90., a które teraz powracają w nowej formie. Dzięki temu, nowi czytelnicy mogą odkryć najważniejsze historie z tamtego okresu (śmierć Supermana, Rządy Supermenów etc.), a starzy jeszcze raz przeżyć te emocje i zobaczyć jak wątki budowane są na nowo, a zarazem w zupełnie inny sposób.

Wracając do albumu Pierwsze próby Superboya, mamy do czynienia z solidną porcją dobrej opowieści. A właściwie dobrych, bo jest tu ich kilka, choć są oczywiście ze sobą powiązane. Sam opis brzmi może dziwnie, bo w końcu dinozaury czy Frankenstein jakoś do Supermana nie pasują, ale spokojnie, scenarzyści zadbali o to, by całość była spójna, a wszystkie te komiksy czytało się po prostu znakomicie. A tego typu, co wspomniane wyżej nowości, dają nam nieco świeżego powiewu w opowieści o postaci doskonale wszystkim znanej od ponad 80 lat.

A strona graficzna? Także nie zawodzi, choć jest dość różnorodna: zarówno realistyczne, choć ciążące ku mandze ilustracje Jimeneza czy typowo amerykańską kreskę Mahnke, mamy też cartoonowe, proste prace Gleasona, całość uzupełnia niezły kolor (choć nie zaszkodziłoby, gdyby było tu mniej fajerwerków) i znakomite wydanie. Zabawa z tym komiksem jest naprawdę bardzo dobra, Superman i Superman. Action Comics to najlepsze serie z Odrodzenia, dlatego wszystkim polecam gorąco, a sam z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.

Peter J. Tomasi & Patrick Gleason (sc.), Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Mick Gray & Jaime Mendoza & Patrick Gleason & inni (rys.), „Superman #2: Pierwsze próby Superboya”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1265, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil. Nieustraszony. Tom 2

04/01/2018 § Dodaj komentarz


 Matt Murdock przyciśnięty do ściany

Tak, to jest równie dobre jak pierwszy tom. Trzeba. O pierwszym tomie pisałem na stronie. Chwaliłem (klik! klik!). Oto dobrze znany Daredevil. W cywilu ślepy prawnik, który nocą walczy z przestępcami na ulicach, a za dnia walczy o poszanowanie prawa na sali sądowej. Tak to u niego działało przez minione dekady. Tylko że status quo zostało naruszone – ktoś podał opinii publicznej osobiste personalia śmiałka w czerwieni. Zaczyna się okres narastającego chaosu.

Tom drugi to kontynuacja i rozwinięcie tego motywu. W pewnym momencie bohater przestaje próbować kontrolować chaos, czy też z nim walczyć, a zamiast tego poddaje mu się i pozwala poprowadzić, stając się jedną z niszczących sił. Daredevil ma nadzieje, że uda mu się jednocześnie niszczyć i tworzyć, ale to wcale nie jest takie proste.

„Dwójka” to kolejna cegła napakowana po brzegi świetnym operowaniem możliwościami medium, jaki jest komiks. Kreując przygody herosa Bendis był u szczytu swoich możliwości, napisał świetne, żywe dialogi, pulsujące i napakowane emocjami i wiarygodnością (tu propsy dla ‘Szpaka’, tłumacza, który tego nie pogrąża). Równie dobrze operował kadrowaniem, upływem czasu w kadrach i poza nimi, które równie dobrze ze scenariusza na papier przelewał w swój brudny i pełen zadziorów sposób Maleev. Po prostu świetna robota, górny poziom, do którego mainstream zwykle nie sięga. Praktycznie powała.

Po bieżący tom warto jednak sięgnąć nie tylko dlatego, że jest napisany i narysowany równie dobrze, co pierwszy. To nie więcej tego samego dobra. To jest coraz więcej dobra. Matt Murdock zawsze był postacią borderline’ową, zawieszoną między swoimi dwoma obliczami, z których każde jest drugą stroną tej samej monety. Bendis przyciska go tu do ściany, zmusza do poddania się jednemu z jego wizerunków bądź zlania ich w jedność. W końcu prowadzi do jednej z najmocniejszych i najważniejszych konfrontacji w świecie Marvela, która tu faktycznie przynajmniej na jakiś czas ma swoje poważne konsekwencje.

Czytajcie Daredevila, bo czyta się go jednym tchem, to serial, gdzie trudno poprzestać na jednym zeszycie/odcinku, od razu się sięga po kolejny. Telewizyjne serie Netflixa nie potrafią tak trzymać tempa i napięcia, a ten komiks i owszem. Gdybym miał coś polecić komiksowemu ignorantowi, co dotąd tylko kino i seriale, to właśnie byłby to ten tytuł.

Czytajcie Daredevila, bo to jedna z najlepszych minionego roku!

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Golden & Greg Horn & P. Craig Russell & Jae Lee & David Finch & inni (rys.), „Daredevil. Nieustraszony. Tom 2”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1257, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom

14/12/2017 § Dodaj komentarz


  Wiktoria i Bajka w opuszczonym domu

Bajka na końcu świata to komiksowa seria dla dzieci autorstwa Marcina Podolca. Głównymi bohaterkami są Wiktoria i Bajka, które – w poszukiwaniu rodziców dziewczynki – samotnie przemierzają jałowe przestrzenie, wymarłe lasy i gruzowiska. Podobno cały cykl zaplanowany został na dziesięć albumów. Pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem do księgarń trafiła druga odsłona o podtytule Opuszczony dom.

Bieżąca cześć rozpoczyna się od dramatycznego wydarzenia. Przyjaciółki śpiesznie przemieszczają się przez skażoną strefę, właściwie biegną slalomem, bo muszą unikać kłębów żółtawego dymu, które wiatr przegania nisko nad ziemią. I już wydaje się, że cało i zdrowo przebrnęły przez toksyczną zonę, gdy zabłąkana „chmurka” trafia dziewczynkę prosto w twarz. Prawie natychmiast Wiktoria dostaje zawrotów głowy i mdleje. Na szczęście Bajka zachowuje zimną krew i nieprzytomną towarzyszkę zaciąga do tytułowego opuszczonego domu.

Gdy Wiktoria odzyskuje przytomność, to okazuje się, że leży w wygodnym łóżku, a wierna towarzyszka czuwa obok. Przebłysk świadomości trwa jedynie krótką chwilę, po której dziewczynka zapada w niespokojny sen. Śni jej się, że jest z ojcem na spacerze w parku, rozmawiają i przekomarzają się, gdy zaczyna trząść się ziemia, potem wspólna ucieczka przed walącymi się drzewami i, niestety, rozdzielenie.

Fabuła, podobnie jak w „jedynce”, prowadzona jest za pomocą krótkich, kilkuplanszowych rozdziałów. Każdy stanowi zamkniętą całość, ale wszystkie się ze sobą łączą i układają w nadrzędną opowieść. W związku z faktem, że akcja tomu rozgrywa się w jednej lokacji autor, za pomocą retrospekcji, opowiada nam wyjątki z przeszłości bohaterek oraz buduje mitologię czasu i miejsca, w którym przebywają. Co prawda wciąż wielu rzeczy nie wiemy, a z tych, które poznaliśmy nie da się zbudować pełnego obrazu. Podolec umiejętnie podsyca zainteresowanie, powoli odkrywa karty, nadal większość ma pochowanych po rękawach. Oprawa graficzna pozostaje na najwyższym poziomie, rysunek jest znakomity – uproszczony, a mimo to wyrazisty.

Podsumowując, sprawdza się w postapokaliptyczna sceneria, w której rozgrywa się akcja. Doskonale, że autor obsadził w głównych rolach przedstawicielki rodzaju żeńskiego. Zasadniczo drugi tom nie posuwa akcji do przodu, dziewczyny nie są bliżej celu niż były, gdy żegnaliśmy się z nimi w Ostatnim ogrodzie (klik! klik!). Za to przesuwają się akcenty, uprzednia odsłona to opowieść akcji, a Opuszczony dom stawia na przybliżenie emocji i wzajemnych relacji, ukazuje silną (i pozytywną) więź jaka łączy protagonistki. Podczas lektury można się pośmiać, ale i wzruszyć.

Marcin Podolec (sc. & rys.), „Bajka na końcu świata #2: Opuszczony dom”, Kultura Gniewu, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 5-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 2

05/12/2017 § Dodaj komentarz


  Zimna wojna Punishera

Punisher Max Gartha Ennisa (scenarzysty takich serii, jak: Kaznodzieja, Hellblazer czy Chłopaki) to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów, jakie ma do zaoferowania seria Marvel Classic. Mroczna, brutalna, zniesmaczająca, ale poruszająca, intrygująca i dojrzała. Oferuje ekstremalną rozrywkę w stylu filmów Quentina Tarantino, podaną w znakomitym stylu. Pierwszy tom wysoko postawił poprzeczkę (klik! klik!), drugi na szczęście trzyma poziom, oferując nawet jeszcze więcej brudu i akcji niż dotychczas.

Nikt tak „dobrze” jak Punisher nie radzi sobie z przestępcami. Wiedzą o tym wszyscy, którzy zaliczają się do półświatka, wiedzą też władze i stróże prawa, dlaczego więc rząd miałby pozostać na to ślepy? Całkiem niedawno temu nasz bohater dostał propozycję działania dla rządu właśnie – odmówił (i to w typowy dla siebie sposób), teraz jednak na prośbę Nicka Fury’ego podejmuje się zadania, któremu chyba nikt inny by nie podołał.

Otóż istnieje niezwykle morderczy wirus nazywany Barbarossa, jednak przepadły wszelkie jego próbki poza jedną znajdującą się w ciele małej dziewczynki. Tę złapali Rosjanie i chcą wyizolować wirus, ale bez posiadanych przez Amerykan informacji nie są w stanie tego zrobić. Jakby tego było mało, dziecko dostało antidotum i wirus przepadnie w ciągu 48 godzin, dlatego Punisher ma niewiele czasu by uratować małą i jednocześnie nie dać się złapać rosyjskim oddziałom. Kiedy wraz z partnerem zostaje uwięziony w nuklearnej bazie, zaczyna się rzeź, która może wywołać trzecią wojnę światową i zrównać z ziemia całą Rosję, dlatego też amerykańscy wojskowi dają zielone światło bestialskiej operacji mającej na celu odsunięcie od siebie wszelkich podejrzeń.

W drugiej opowieści gangster Nicky Cavella, szaleniec, jakich nie spotyka się co dzień, wpada na pomysł zniszczenia Punishera. Na dobry początek odkopuje i bezcześci zwłoki rodziny mściciela, co nagrywa i podsyła wszystkim stacjom telewizyjnym. Zaraz po tym rozpoczyna kolejne działania, które pogrążają Nowy Jork w brutalnym chaosie, a to zaledwie wstęp…

W bieżącej odsłonie Ennis, o wiele mocniej niż poprzednio, sięga po uwielbiane przez siebie tematy. Wprawdzie kwestie religijne nie są tu prawie wcale poruszane, ale mamy dużo seksu, przemocy, wojennych klimatów i bestialstwa wszelkiej maści. Od kazirodztwa i kanibalizmu, przez więzienną rzeczywistość i bezlitosną politykę ukazującą wojskowych jako gorszych od terrorystów, na wnikaniu w gangsterskie realia i mordowaniu członków rodziny skończywszy, Ennis z typowym dla siebie uwielbianiem zanurza się w brudzie, czerpiąc wręcz chorą satysfakcję z wrażenia, jakie wywołuje efekt finalny. Ale nie jest to tylko i wyłącznie epatowanie kontrowersjami dla samych kontrowersji, wiąże się z tym bowiem całkiem sporo głębi, która zmusza do refleksji.

Oczywiście autor nie zapomina o solidnej dawce akcji. Zaczyna się szpiegowsko-wojenną historią, w stylu Johna Rambo, gdzie Punisher masakruje rosyjskie oddziały strzelając do żołnierzy z działka przeciwlotniczego. Potem mamy typowe dla serii gangsterskie klimaty, gdzie brutalność przekracza granice dobrego smaku. A wszystko to podane w realistyczny, poważny, dojrzały i wulgarny sposób, bez mieszania do wydarzeń jakichkolwiek marvelowskich herosów (Fury się nie liczy, jako że przede wszystkim jest agentem i nie posiada żadnych mocy). Do tego mamy też znakomitą szatę graficzną – choć przyznam szczerze, że drugą z zawartych tu opowieści chciałbym zobaczyć w wykonaniu Johna Romity Jr., który udowodnił Kick Assem jak doskonale czuje podobne klimaty (i ze zmienionym kolorem, choć ten też jest całkiem niezły) – i świetne wydanie.

Nic tylko polecać lekturę. To w końcu, jak już wspominałem, jedna z najlepszych opowieści Marvela wydawanych na naszym rynku i warto ją poznać, choć zdaję sobie sprawę, że nagromadzenie brutalności nie każdemu się spodoba.

Garth Ennis (sc.), Doug Braithwaite & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1172, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with tom 2 at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: