Czarny Młot #1: Tajna geneza

25/11/2017 § Dodaj komentarz

  Młot na nudę

Od lat przeciwnicy komiksów superhero narzekają, że w nurcie nic się nie dzieje, że cały czas opowiadane są te same historie. I od lat także pojawiają się albumy udowadniające, że gatunek ma do zaoferowania coś świeżego. I takim właśnie dziełem jest seria Czarny Młot, niepozornie wyglądająca opowieść z pogranicza superbohaterskich historii akcji i oldschoolowego horroru, udowadniająca jak powinno się robić tego typu historie.

Farma Czarny Młot wydaje się gospodarstwem jakich wiele. Położona gdzieś na odludziu. Zwykłe drewniane budynki gospodarcze, zwyczajny dom, bydło, rozległe pola kukurydzy, puste przestrzenie, gospodarz ubrany w kraciastą koszulę… Jednakże nic nie jest takim, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Wszyscy, którzy tutaj mieszkają nie są normalnymi ludźmi – to superbohaterowie, o heroizmie których nikt nie ma pojęcia. Abraham Slama, przypominający chodzące drzewo Barbarlien, oszalały pułkownik Weird, robot Talky Walky nastolatka Golden Gail i inni przed dziesięcioma laty byli gwiazdami Spiral City.

W trakcie walki z Antybogiem Joseph ‘Czarny Młot’ Weber poświęcił się, by pokonać wroga, a jego towarzysze zostali przeniesieni w miejsce, w którym obecnie się znajdują. W miejsce, gdzie nikt ich nie zna. Zapomniani i coraz bardziej przygnębieni, starają się wieść życie na farmie, w miasteczku, za granice którego nie mogą się wydostać, nieważne jakby nie się starali. Usiłują odnaleźć się w tym świecie, nawiązywać relacje z innymi, jednocześnie chcąc uciec stąd, ale z ich prób niewiele wynika. Czy jeszcze kiedyś, choć na chwilę, staną się tym, kim być najlepiej potrafią? Czy zobaczą swój dom i przypomną o swojej dawnej chwale?

Tymczasem córka Czarnego Młota, dwudziestotrzyletnia pracownica gazety Global Planet, pisze artykuł o bohaterach. Wszyscy są przekonani, że ci zginęli w trakcie walki z Antybogiem, chociaż nikt nigdy nie znalazł ich ciał – są też tacy, którzy nie wierzą, że herosi w ogóle istnieli. Ona jednak jest pewna, że przed dziesięcioma laty zdarzyło się coś innego, a bohaterowie wciąż gdzieś tam są i za wszelką cenę jest gotowa ich znaleźć.

Siłą komiksu napisanego przez Jeffa Lemire’a jest z pewnością klimat. I swoisty realizm. To przynajmniej rzuci się w oczy czytelnikom mniej z opowieściami obrazkowymi zapoznanym. Mamy bohaterów rodem z filmów sci-fi i horrorów ze złotej ery tych gatunków. Mamy małomiasteczkową scenerię, licznych bohaterów w tle, dziwne zdarzenia i dziwne postacie. Porównania do serialu Z archiwum X nie są w tym wypadku bezzasadne, jednak mi osobiście nastrój panujący na kartach Czarnego Młota bardziej przypomina historie Mike’a Mignoli, z tym jego mrokiem i duszą atmosferą. Lemire zadbał, aby całość była klaustrofobiczna i tajemnicza, a fakty na temat bohaterów, świata i przeszłości dawkuje nam powoli i w umiejętny sposób.

Jednakże to tylko najbardziej oczywiste rzeczy, jakie zauważa się w trakcie lektury. Czytelnicy bardziej zaznajomieni z komiksami znajdą tu o wiele więcej – w szczególności mnóstwo easter eggów. Występujące postaci przypominają inne, doskonale znane wszystkim czytelnikom. Mamy tu Thora, Marsjańskiego Łowcę Głów skrzyżowanego z Grootem czy nawet taką tutejszą Lois Lane pracującą nie dla „Daily Planet”, tylko „Global Planet”. Wróg naszych herosów też przypomina pewien czarny charakter z komiksów DC – tak jak on zresztą nosi miano Antyboga. Lemire składa swoim dziełem hołd komiksom ze złotej i srebrnej ery, a także pulpowym filmom fantastycznym z lat 40-60. XX wieku.

Jest jakieś novum? Nie, ale jest rewelacyjne żonglowanie popkulturowymi motywami i znakomite wykonanie. Twórcy bawią się tym komiksem, a my wraz z nimi i nie chcemy przestać. Rzecz narysowana jest znakomicie, kreską nieco kojarzącą się ze wspominanym już Mignolą i uzupełniona o prosty, ale doskonale dobrany kolor. Egmont postarał się, aby album dobrze się prezentował. Sztywniejsza okładka i kredowy papier to jedno, drugą rzeczą jest mnóstwo dodatków: posłowie zdradzające losy powstawania serii, szkice, komentarze, adnotacje, dodatkowe rysunki… Po prostu super.

Znakomity komiks zarówno dla nowych czytelników, jak i starych wyjadaczy chleba, stanowiący dzieło, w którym w doskonałych proporcjach połączono superhero z niszowym komiksem grozy.

Jeff Lemire (sc.), Dean Ormston (rys.), „Czarny Młot #1: Tajna geneza”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1193, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

What’s this?

You are currently reading Czarny Młot #1: Tajna geneza at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: