Comanche #7: Palec diabła

07/10/2017 § Dodaj komentarz


 Red Dust w Montanie

Właściwie od samego początku seria Comanche powinna nazywać się Red Dust. W końcu atrakcyjna ranczerka była jedynie pretekstem dla wprowadzenia postaci Reda, który wraz z rozwojem akcji stał się głównym bohaterem całej opowieści. Album oznaczony na grzbiecie cyfrą siedem rozpoczyna kolejny rozdział jego losów, a sama Comanche pozostaje jedynie wspomnieniem. Nie zmienia się jedno – cykl zdecydowanie należy od najlepszych westernowych opowieści stworzonych przez europejskich twórców.

W Greenstone Falls zaczyna się święto, kiedy jeden z mieszkańców miasta, tutejszy sędzia Robert Dillon, zostaje mianowany na gubernatora. Red Dust ma dość, zrzeka się urzędu szeryfa i zostawia przyjaciół z rancza Trzy Szóstki. Rusza do Montany, gdzie nie ma jeszcze gubernatora. Czy ma szansę na odmianę losu? Już pierwsze chwile w nowym miejscu przynoszą kłopoty. Kiedy pomaga wleczonej na śmierć dwójce, oficjalnie przeciwstawia się straży obywatelskiej. Niestety uratowani okazują się być zupełnie inni, niż sądził. Ogłuszony i okradziony Red wyrusza w dalszą drogę mimo wszystko nie żałując tego, co zrobił.

Wkrótce trafia w miejsce, w którym zacznie czuć się jak w domu. Należące do Duncanów ranczo przypomina mu Trzy Szóstki, córka właściciela, młoda Patricia, aż za bardzo kojarzy się z Comanche, a jej ojciec wydaje mu się dziwnie znajomy. Duncanowie nie chcą tu nikogo, nie chcą też zatrudnić Reda w roli pracownika, ale zgadzają się by w zamian za tymczasową pomoc zatrzymał się na trochę. Czy rewolwerowiec znajdzie tu szczęście i spokój, czy może czekają na niego kolejne zagrożenia?

Chyba cykl Comanche nigdy nie osiągnie już tak wysokiego poziomu, jaki prezentował album Mroczna pustynia (klik! klik!). Pod względem nastroju oderwany od pozostałych części, smutny, szary i depresyjny… Nie zmienia to jednak faktu, że każde kolejne albumy i tak prezentują się znakomicie. Scenariusze są interesujące, nie ma w nich miejsca na nudę, a klimat bez przerwy urzeka, nawet jeśli ktoś, tak jak ja, nie przepada za westernowymi klimatami. Całość to świetna seria przygodowa, wzorcowa poprowadzona i znakomicie wykonana. Z jej rozwojem zmieniają się nie tylko bohaterowie, ale cały Dziki Zachód. Czasy kowbojów i Indian przemijają, wkracza postęp, świat potrzebuje zmian, a ta potrzeba dosięga także samej serii. W siódmym tomie starzy bohaterowie niemal odchodzą w zapomnienie, ale ich miejsce zajmują nowi, stanowiący ich lustrzane odbicie. A może także i coś więcej, o tym przekonacie się już jednak sami.

Mimo znakomitej fabuły, to ilustracje Hermanna pozostają tym, co w Comanche najlepsze. Klasyczna, europejska kreska, realistyczne, dopracowane kadry, piękne plenery, wspaniały kolor. Do tych ilustracji chce się wracać, tak samo zresztą jak do poszczególnych tomów serii. Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Dla mnie to najlepszy westernowy komiks, jaki czytałem, dlatego też polecam go gorąco Waszej uwadze.

Greg {właśc. Michel Louis Albert Regnier} (sc.), Hermann {właśc. Hermann Huppen} (rys.), „Comanche #7: Palec diabła”, tłum. Wojciech Birek, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Lil i Put #3: Czarująca panna młoda

12/09/2017 § Dodaj komentarz


 Miksja w welonie!

To musiało się kiedyś wydarzyć! Autorzy komiksowej serii Lil i Put – Maciej Kur i Piotr Bednarczyk – nie pozostali głusi na prośby swoich czytelników. Zresztą sam również optowałem za tym, aby w kolejnym albumie została opowiedziana jedna pełnometrażowa historia, a nie kilka krótkich szortów. Czy scenarzyście udało się napisać rzecz spójną i ciekawą? Przekonajmy się.

Bez zbędnych wstępów – już w pierwszym kadrze – wprowadzone zostają do fabuły nowe postaci. Fryc Mamon jest wójtem wsi Miniatury Wielkie, który wygrał wybory, bo przekonał głosujących do swojej osoby darmowym napitkiem. Pełnienie urzędu wykorzystuje instrumentalnie i interesownie – powiększa osobisty majątek. Lil i Put narażają się urzędnikowi i „za karę” muszą szkodę odpracować w polu. Prace fizyczne strasznie męczą parę małoludów. Dlatego uciekają do stolicy. Po drodze spotykają elfkę Miksję, której towarzyszy goblinem Kirki – on także podpadł Frycowi. W efekcie tego incydentu ten ostatni zlecił Gerwinowi Stworołówcy zgładzenie zwierzaka.

Przedstawiony powyżej zestaw epizodów, to dopiero początek zwariowanych i miejscami absurdalnych przygód naszych bohaterów. Maciej Kur prowadzi narrację w sposób brawurowy i daleki od sztampy, świetnie łamie konwencję opowieści fantasy, wprowadzając elementy parodiujące współczesną rzeczywistość (m.in. wizyta Miksji w urzędzie pocztowym czy sceny w „wariatkowie” z udziałem Scotta McClouda oraz profesora, który wszędzie widzi spiski). Rozwój wydarzeń jest trudny do przewidzenia. Co prawda, biorąc pod uwagę podtytuł albumu i ilustrację na okładce, wiemy, że w którymś momencie musi pojawić się jakaś „panna młoda” i jeszcze „czarująca”, czyli Miksja. Czytamy, czytamy i już połowa komiksu, a ślubu ani widu, ani słychu. Czytelnik zdaje sobie sprawę, że będzie wychodziła za mąż, ale za kogo i dlaczego? Przecież nie z miłości, a może?

Omawiany album to naprawdę udana pozycja. Dobrze się stało, że autorzy (i wydawca) zdecydowali się na prezentację wielowątkowej, pełnometrażowej historii. Całość skrzy się humorem, podczas lektury ciężko powstrzymać się od śmiechu. Należy oddać scenarzyście sprawiedliwość – wszystko się ze sobą pięknie zaplata i łączy. Maciej Kur ma wyraźny dar konstruowania zabawnych fabuł, które nie opierają się tylko i wyłącznie na świetnych gagach, ale i literacko stoją na wysokim poziomie.

Rysunki Piotra Bednarczyka z każdym kolejnym albumem zyskują. Stają się mniej toporne, a bardziej dobitne i ekspresyjne. Już na poziomie storyboardu gagi sytuacyjne są właściwie rozplanowane, patrzący w mig łapie komiczne przesłanie sceny. Wszystkie występujące postaci są dobrze zaprojektowane i poprowadzone, dlatego czytelnik nie ma żadnych problemów z ich rozpoznaniem. Na uwagę zasługuje także rozbudowana i różnorodna gestykulacja, mimika oraz zachowanie.

Autorzy mają świadomość, że ich czytelnicy serii dorastają. Pierwsze dwa albumy skierowane były głównie do 8- czy 9-latków. Natomiast – ze względu na aluzyjność i niuanse, zastosowanie wielu popkulturowych nawiązań, użycie narracji wstecznej oraz rozbudowaną listę dialogową – bieżącą odsłonę polecam wszystkim samodzielnym czytelnikom.

Maciej Kur (sc.), Piotr Bednarczyk (rys.), „Lil i Put #3: Czarująca panna młoda”, Klub Świata Komiksu – album 1131, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Rekomendacje: Niezwykła podróż. Tom 2

05/09/2017 § Dodaj komentarz


15 września, podczas 28. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi, swoją premierę będzie miał drugi tom serii Niezwykła podróż. Niezwykle miło mi poinformować, że album ukaże się pod patronatem Są komiksy dla dzieci. Dodatkowo – dzień po premierze – będę miał przyjemność poprowadzić spotkanie z rysownikiem cyklu Silvio Cambonim (szczegóły poniżej lub tu: klik! klik!).

Lektura pierwszego tomu sprawiła mi sporo frajdy (klik! klik!). Uwiodła mnie i kreacja świata przedstawionego, i cała menażeria występujących postaci, która jest niezwykle barwna oraz osobliwa. Fabuła prowadzona jest wartko i ma charakter stricte przygodowy. Nie zawodzi także oprawa graficzna, o której Przemysław Pawełek tak pisze: „Rysunki Camboniego są po prostu śliczne. Włoch świetnie operuje europejską w duchu kreską, zaprawioną szczyptą cartoonu. O ile postaci wyglądają tylko wdzięcznie, to jego projekty steampunkowych machin czy architektury po prostu robią wrażenie. Subtelność plus dbałość o detale dają nadspodziewanie dobre efekty, które podbijają momentami łagodne, momentami wyrazistsze, ale zawsze trafione kolory Gasparda Yvana”.

Akcja zapowiadanego tomu rozpoczyna się w Londynie. Nadal trwa I wojna światowa. Para głównych bohaterów – małoletni Emilien i Noemi – wraz z trójką towarzyszących im dorosłych pragną dotrzeć do Paryża. Są zdeterminowani, gdyż właśnie tam trwają zapisy do udziału w konkursie imienia Juliusza Verne’a, który ma się odbyć w Nowym Jorku. Udział w turnieju ma pomóc odpowiedzieć na pytanie: co się stało z ojcem Emiliena? Fabuła „dwójki” obfituje w nowe wątki, które niosą ze sobą kolejne małe i duże tajemnice, co tylko podsyca czytelniczą ciekawość. Wielka Przygoda Emiliena i Noemi trwa w najlepsze! Wspaniale, że możemy w niej uczestniczyć.

Wrześniowa premiera Wydawnictwa Kurc, to dopiero drugi tom serii w Polsce. Natomiast we Francji w kwietniu ukazał się już piąty. Pierwsze trzy części tworzą zwartą historię zwaną Trofeum Juliusza Verne’a (od konkursu, w którym biorą udział dzieciaki). Następne odsłony to kolejna historia pod tytułem Wyspy tajemnic. Z drugiego cyklu ukazały się dwa z trzech tomów. Z pewnością będzie kolejny cykl.

Silvio Camboni spotka się z polskimi czytelnikami podczas 28. MFKiG w Łodzi:
– w piątek, 15 września, o godzinie 16.00 w sali D poprowadzi warsztaty dla dzieci;
– w sobotę, 16 września, o godzinie 10.45 w sali A odbędzie się rozmowa i spotkanie promocyjne, które poprowadzę;
– w sobotę, 16 września, o godzinie 12.00 na płycie głównej Atlas Areny rysownik będzie rozdawał autografy.
Jeśli macie jakieś pytania do włoskiego artysty, które chcielibyście, abym zadał, to proszę wpisać w komentarzu. Więcej informacji o autorze na stronie wydawcy: klik! klik! Bieżące prace rysownika można oglądać tu: klik! klik! lub tu: klik! klik!

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 2”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

Komiks objęty patronatem:{można kupić tu: klik! klik!}

Millennium #2: Dziewczyna, która igrała z ogniem

18/08/2017 § 2 Komentarze


 Kim jest Zala?

Od czasu wydarzeń przedstawionych w pierwszym albumie serii Millennium minął rok – klik! klik! Wygląda na to, że życie Mikaela Blomkvista bardzo powoli wraca na stare tory. Co prawda, stacje radiowe i telewizyjne nadal chętnie go zapraszają, aby publicznie wypowiedział się w tym czy innym temacie. Zainteresowanie mediów ciąży bohaterowi, chciałby powrócić „czystej” roboty reporterskiej. Okazja nadarza się, gdy do „Millennium” zgłasza się Dag Svensson – wolny strzelec, który wpadł na trop szwedzkiej siatki przestępczej zajmującej się handlem młodymi kobietami i zmuszaniem ich do prostytucji.

Omawiany album jest wierną adaptacją drugiej powieści Stiega Larssona Dziewczyna, która igrała z ogniem. Dlatego główne elementy fabuły, występujące postaci oraz finał zostały żywcem przeniesione z książki do komiksu. Scenarzysta, oczywiście, musiał dokonać wielu skrótów. Dzięki cięciom opowieść zyskała klarowności i przejrzystości. W porównaniu do pierwowzoru czytelnik musi mniej się domyślać i domniemywać. Runberg na potrzeby komiksowej narracji wysługuje kilka wątków. Wyraźnie skupia się na przeszłości i psychice Salander (poprzez retrospekcje) oraz bestialstwie członków bandy Zali (straszne sceny przemocy i gwałtów dokonywanych na porwanych kobietach). Mam wrażenie, że natłoku silnie emocjonujących scen, prowadzone przez Blomkvista śledztwo, zeszło na dalszy plan.

Na pozycji rysownika zaszła zamiana: José Homsa zastąpił Manolo Carrot, który podpisuje swoje prace pseudonimem Man. Wizualnie widać różnicę. Nowy artysta stawia na realizm przedstawienia. Dla przypomnienia: prace Homsa miejscami popadały w karykaturę i groteskę. Man przykłada wiele uwagi do mimiki twarzy i gestykulacji występujących postaci. A biorąc pod uwagę, że wiele scen ukazuje sytuacje drastyczne i szokujące, silnie oddziałuje na czytelnika. Na szczęście, ukazując sceny gwałtów i przemocy, rysownik nie przekracza granic dobrego smaku.

Całość jest spójna, a wątki prowadzone są konsekwentnie. Komiks jest mroczny, miejscami przerażający i nieprzyjemny. Motyw polityczno-kryminalny, znany z powieści, został tu odstawiony trochę na bok. Na osobach, które nie znają pierwowzoru, lektura albumu może wywrzeć spore wrażenie. I głównie im produkcję Runberga i Carrota polecam.

Sylvain Runberg (sc.), Man {właśc. Manolo Carrot} (rys.), „Millennium #2: Dziewczyna, która igrała z ogniem”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1098, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Velvet #3: Człowiek, który ukradł świat

23/07/2017 § Dodaj komentarz


  Kto wrobił Velvet Templeton?

Przychodzi nam się żegnać z panią Velvet Templeton, byłą pracownicą agencji szpiegowskiej ARC-7. Album Człowiek, który ukradł świat, oznaczony na grzbiecie cyfrą 3, to ostatnia odsłona cyklu napisanego przez Eda Brubakera. Myślę, że nie ma większego sensu, abym przybliżał wątki i poszczególne zdarzenia dwóch poprzednich odcinków. Osoby, które zdecydują się na zakup „trójki” mają za sobą lekturę wcześniejszych tomów i sięgną po nią niejako z konieczności, aby poznać finał szpiegowskiej intrygi. Jedyne, co mi pozostaje, to namówić do kupna wszystkich tych, którzy wcześniej cykl omijali szerokim łukiem.

Amerykański scenarzysta mistrzowsko sobie radzi z budową historii o charakterze kryminalno-szpiegowskim. Ostatnia odsłona serii w żadnym aspekcie nie rozczarowuje. Akcja trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny. Fabuła zaopatrzona została w mniejszą ilość twistów. Wątki rozplanowano i poprowadzono w taki sposób, że trudno samemu wpaść na ostateczne rozwiązanie intrygi. Oczywiście, można zgadywać, kto i dlaczego wrobił protagonistkę w morderstwo kolegi z agencji, ale aż do finału czytelnik nie ma pewności, kto pociąga za sznurki i jak postąpi była sekretarka, gdy się tego dowie.

Brubaker dobrze orientuje się w utartych schematach i „dyżurnych” stereotypach produkcji szpiegowskich. Świadczy o tym prolog albumu, który powstał na podstawie fikcyjnych wspomnień Maximilliona Darka. Tych kilka plansz to kwintesencja różnorakich historii o tajnych agentach. Wystarczy jednak czytać dalej, aby przekonać się, że pisarz z pełną świadomością i premedytacją przełamuje konwencję. Główna bohaterka celowo pakuje się prosto w paszczę lwa, czyli wraca do Stanów. Powrót jest o tyle spektakularny, a agencja od razu wysyła za nią kolejnego żadnego krwi „wilka”. Do zabawy w kotka i myszkę włącza się także Damian Lake – były szkoleniowiec agencji, który także poluje na Templeton. Tylko dlaczego, gdy nadarza się ku temu okazja, kobieta uchodzi z życiem? Na czytelnika czeka jeszcze kilka innych zaskoczeń. Nie chcę odbierać frajdy z lektury, dlatego nic więcej nie o niej napiszę.

Recenzując dwa uprzednie albumy, chwaliłem pracę rysownika i kolorystki. I nie inaczej musiałbym postąpić teraz. Steve Epting wykonał kawał świetnej roboty! Nie mogę wyjść z podziwu dla jego artystycznego kunsztu. Komiks ogląda się niczym album ze zdjęciami, na które doklejono dymki dialogowe i ramki z tekstem. Fotorealistyczny styl sprawdza się wyśmienicie. Warto jednak zaznaczyć, że rysownik odpowiednio oddaje dynamikę scen walki czy pościgów. O jeszcze jednym ciekawym i godnym pochwały aspekcie warstwy wizualnej chciałbym wspomnieć. Otóż Epting stara się nadać niektórym planszom większą głębię, robi to poprzez umieszczanie postaci nad i poza liniami kadrów, czyli niejako zbliżając sylwetki ku czytelnikowi.

Dobrze, że seria Velvet jest jedynie trylogią. Dzięki temu fabuła nie została nadmiernie rozciągnięta i absurdalnie przenicowana. Brubaker, Epting i Breitweiser stworzyli rzecz niemal doskonałą. Lektura jest przygodą całkowicie absorbującą uwagę czytelnika.

 Ed Brubaker (sc.), Steve Epting (rys.), „Velvet #3: Człowiek, który ukradł świat”, tłum. Jacek Drewnowski, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 6-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Comanche #6: Buntownicza furia

19/07/2017 § Dodaj komentarz


Bratobójcza walka

Pierwszy album Comanche ukazał się lata temu, bo w roku 1972. Cykl składa się łącznie z piętnastu albumów i był produkowany do roku 2002. Michel Greg oraz Hermann Huppen wspólnie pracowali do dziesiątej odsłony. Po Hermannie pałeczkę rysownika przejął Michel Rouge, a po śmierci Grega – scenariusz ostatniej odsłony ukończył Rodolphe D. Jacquette. Być może komiksy drukowane byłby dalej, gdyby nie tragiczna śmierć scenarzysty. W każdym razie czytając kolejne tomy warto w tyle głowy mieć informację, że całość wystartowała ona ponad 40 lat temu.

Buntownicza furia kontynuuje niektóre wątki uprzednich części. Red Dust, który w „piątce” (klik! klik!) został mianowany szeryfem, nadal jest stróżem prawa. I trzeba przyznać, że bardzo poważnie podchodzi do swej roli. Scenarzysta dba o to, aby upływ czasu był widoczny. Postęp dociera do Greenstone Falls. Miasteczko się zmienia, kiedyś było zapadłą i zabitą dechami dziurą, a teraz jest na tyle atrakcyjnym miejsce, że zjawia się tu fotograf, który na zlecenie bostońskiej gazety przygotowuje reportaż. Nawet Comanche, która kiedyś nosiła flanelowe koszule i dżinsy, teraz paraduje w kretonowej sukni, rękawiczkach i z parasolką przeciwsłoneczną w dłoni.

Główna część fabuły skupia się na wydarzeniach związanych z grupą Indian z plemienia Czejenów. Dla przypomnienia jednym z pracowników rancza Trzy Szóstki jest Księżycowa Plama, który jest bratem Samotnego Ognia oraz Stojącego Konia. Pierwszy z nich wybrał neutralność, drugi jest buntownikiem, który podburza Indian do rebelii. Natomiast trzeci jest wodzem wolnych Czejenów żyjących zgodnie z prawem w rezerwacie. Pomiędzy braćmi dochodzi do bezpośredniego starcia. Mieszkańcy rancza Triple Six znajdą się w samym środku wojennych działań…

Niestety Greg skorzystał z tendencyjnych elementów. Z jednej strony mamy powstańców, których do działania popycha „woda ognista” i braterska zawiść, a z drugiej – szlachetnego i prawego wodza, któremu na sercu leży jedynie dobro jego ludu. Mimo tych niedociągnięć i fabuła prowadzona jest wartko i ciekawie; lektura całości sprawia frajdę.

Świetną robotę, oczywiście, odwala Hermann. Już okładka albumu zasługuje na „ochy” i „achy”. Wewnątrz znajdziemy wiele równie atrakcyjnych wizualnie kadrów i plansz. Rysownik podczas pracy nad serią zdobywał pierwsze szlify, powoli wypracowywał swój charakterystyczny i rozpoznawalny styl. Oficyna Prószyński i S-ka publikuje serię w powiększonym formacie, dzięki czemu ilustracje prezentują się nadzwyczaj dobrze.

Ciekawe, czy warszawski edytor ma w planach publikację całego cyklu, czy jedynie tomy, które wyszły spod ręki Grega i Hermann? Na stronie sklepu Gildia.pl wprowadzono jedynie pierwsze dziesięć tomów. Ostatecznie przekonamy się za jakiś czas, a tym czasem już za tydzień „siódemka” trafi do sprzedaży. Czekam!

Greg {właśc. Michel Louis Albert Regnier} (sc.), Hermann {właśc. Hermann Huppen} (rys.), „Comanche #6: Buntownicza furia”, tłum. Wojciech Birek, Prószyński i S-ka, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Armada #19: Zatrzymani w czasie

28/06/2017 § 2 Komentarze


 Zabawa kryształkami czasu

Mimo tego że Armada rozpadła się na dwie frakcje, to konwój krążkowników i statków kosmicznych nadal przemierza gwiezdne uniwersum. Nasza bohaterka, której towarzyszymy w Polsce od siedemnastu lat, próbuje zachować pewną niezależność, ale gdy przewodniczący demokratycznej Nowej Armady prosi Navis o pomoc, ta nie waha się ani chwili. Tym bardziej, że zagrożone jest życie dwóch ostatnich przedstawicieli przedziwnej rasy Jeeosigan.

Album Zatrzymani w czasie zaczyna się dramatycznie. Cała ekipa – Navis, Julia, Bobo i Yannsei – zostaje rozstrzelana i to na pierwszych czterech planszach. Wygląda na to, że wszyscy ostatecznie giną, a robot Snivel wariuje. Dałem się nabrać scenarzyście, że oto mam przed sobą ostatnią odsłonę serii. Na szczęście to tylko podstępna zabawa ze sposobem prowadzenia narracji. Morvan rezygnuje z linearnego przedstawienia wydarzeń, pozwala przedstawicielom rasy Jeeosigan użyć swoich mocy, które polegają na poruszaniu się po linii czasu do przodu i do tyłu. Zabieg sam w sobie jest ciekawy i uatrakcyjnia omawianą publikację.

Dla fabuły znaczenie mają także trzej młodzi archeolodzy, którzy samodzielnie odnaleźli kryptę przetrwalnikową pary przedstawicieli Jeeosigan. Wspomniana trójka odkryła także złożone i nikczemne machinacje Najwyższej Rady Armady, która ze strachu doprowadziła do całkowitej eksterminacji rasy i niemal całkowicie wymazała wszelkie informacje o ich cywilizacji. Inny, niemniej ciekawy, wątek, który przewija się przez Zatrzymanych… dotyczy podjęcia przez Navis decyzji zostania matką nowego pokolenia Yiarhu-Kahów.

Pod względem rysunkowym tom jakoś szczególnie się nie wyróżnia. Komis nadal może się podobać. Buchet kolejny raz zaprojektował ładne stroje dla Navis i wymyślił kolejne rasy. Kreacja świata przedstawionego jest spójna. Dobrze przedstawiają się sceny zbiorowe, zresztą mam wrażenie, że jest ich więcej niż w kilku uprzednich tomach.

Serial Armada, jak przystało na prowadzony przez lata tasiemiec, ma lepsze i gorsze momenty. Ten, 19. już tom zaliczam do pierwszej grupy. Całość wciąga, konstrukcja fabuły jest interesująca, a przemyślny „matczyny” cliffhanger dobrze wróży kolejnym odsłonom.

Jean David Morvan (sc.), Philippe Buchet (rys.), „Armada #19: Zatrzymani w czasie”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1097, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: