Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Ms Marvel #2: Pokolenie Czemu

07/07/2017 § Dodaj komentarz


  Ms Marvel przewodzi młodzieży

Jak pamiętamy z lektury „jedynki” (klik! klik!), pewnego wieczoru dotychczasowe życie Kamali Khan stanęło na głowie: zyskała supermoce. Nie, dziewczyna nie jest nosicielką zmutowanego genu X. Co zostało potwierdzone podczas „badania” przez Wolverine’a. Zresztą fakt, że posiada wielkie moce jakoś znacząco nie wpływa na jej wybory. Dziewczyna nie chce przyłączyć się do żadnej sformalizowanej grupy bohaterów. Zależy jej na tym, aby nadal żyć życiem „normalnej” szesnastolatki, czyli skupia się na szkole, kolegach i koleżankach, rodzinie, chodzi do meczetu, słucha rad szejka oraz udziela się w mediach społecznościowych. I niejako przy okazji pomaga mieszkańcom New Jersey.

Fabuła bieżącego tomu zaczyna się od dziwnego zdarzenia. Pewnego dnia Kamala idzie ulicą i słyszy warczenie dobiegające z wielgaśnej dziury w jezdni. Ciekawość bierze górę i nie wahając się ani minuty, biegnie po strój i schodzi pod ziemię. W kanałach odpływowych biegnących pod miastem dziewczynie przyjedzie zmierzyć się z Wynalazcą, który wysyła przeciw bohaterce zmutowane, wielgaśne aligatory. Ms Marvel w sukurs przychodzi dyrektor Wolverine, który szuka zaginionej uczennicy szkoły im. Jean Grey. To właśnie Rosomak stawia diagnozę, że nastolatka nie przynależy do Homo superior, a do rasy Inhumans. Dlatego z biegiem akcji Królowa Medusa postanawia przydzielić dziewczynie opiekuna, którym zostaje pies Lockjaw.

Tak w skrócie przedstawia się zasadniczy zrąb fabularny. Trochę szkoda, że scenarzystka na dalszy plan spycha problemy rodzinne i towarzyskie Kamali. Rozumiem, że chodzi o realizację pewnej konwencji superhero, w której mniej lub bardziej muszą się wpasować komiksy linii Marvel NOW!. W końcu Ms Marvel to nie teen drama. Trzeba jednak zaznaczyć, że pisarka G. Willow Wilson mimo to nie rezygnuje z próby przemycenia do fabuły pewnych symboli i wartości charakteryzujących współczesną młodzież.

Jeden z najważniejszych wątków omawianej odsłony wiąże się z identyfikacją i przynależnością. W pewnym momencie heroina tak myśli o sobie: „Jestem pół-Amerykanką i pół-kosmitką. Morfogenicznym nerdem”. Z drugiej jednak strony zwraca uwagę szeroki kontekst pokolenia młodych ludzi, do którego przecież sama należy. Pokolenia, które nie jest postrzegane pozytywnie, bo jest zatomizowane, niepotrafiące działać wspólnie, bez zbornych celów, niewyznające żadnych wartości poza „tomiwisizmem” . Cytat z Kamali: „Media nas nienawidzą, bo gapimy się w swoje smartfony. Ekonomiści nas nie cierpią, bo wymieniamy się dobrami, zamiast je kupować (…). To, że są starsi, nie daje im monopolu na prawdę”. Z założenia akcja albumu „Pokolenie Czemu” ma zadawać kłam takiemu powierzchownemu rozpoznaniu. Czy płomienna przemowa superbohaterki faktycznie porwałaby młodzież? Czy nie wypowiada się ona zbyt deklaratywnie? Ten fragment wzbudza moje wątpliwość.

Za oprawę graficzną bieżącego tomu odpowiadają Jacob Wyatt i Adrian Alphona. Dla drugiego z panów rysowanie serii jest kontynuacją przygody z Ms Marvel, ponieważ kanadyjski artysta odpowiadał za całą „jedynkę”. Wyatt posługuje się bardziej schematyczną i uproszczoną kreską, co prawda daleko jej jeszcze do cartoonowego przedstawienia, ale już bliżej do mangowych kreskówek niż do realistycznej stylistyki. Docenić należy świetną robotę kolorysty; Ian Herring stawia na pastelowe barwy, szeroką i różnorodną paletę.

„Dwójka” wypada mniej atrakcyjnie niż „jedynka”, głównie przez częściową rezygnację z osobistych epizodów. Jednakże nadal jest to komiks ciekawy i intrygujący. Protagonistkę pozostaje niezwykłą osobą, którą można lubić za to, że na siłę nie próbuje być kimś, kim nie jest. Przesłanie komiksu nadal jest pozytywne i, poniekąd, pokrzepiające: wyjątkowy nie znaczy samotny.

G. Willow Wilson (sc.), Adrian Alphona & Jacob Wyatt (rys.), „Ms Marvel #2: Pokolenie Czemu”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1152, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Armada #19: Zatrzymani w czasie

28/06/2017 § 2 komentarze


 Zabawa kryształkami czasu

Mimo tego że Armada rozpadła się na dwie frakcje, to konwój krążkowników i statków kosmicznych nadal przemierza gwiezdne uniwersum. Nasza bohaterka, której towarzyszymy w Polsce od siedemnastu lat, próbuje zachować pewną niezależność, ale gdy przewodniczący demokratycznej Nowej Armady prosi Navis o pomoc, ta nie waha się ani chwili. Tym bardziej, że zagrożone jest życie dwóch ostatnich przedstawicieli przedziwnej rasy Jeeosigan.

Album Zatrzymani w czasie zaczyna się dramatycznie. Cała ekipa – Navis, Julia, Bobo i Yannsei – zostaje rozstrzelana i to na pierwszych czterech planszach. Wygląda na to, że wszyscy ostatecznie giną, a robot Snivel wariuje. Dałem się nabrać scenarzyście, że oto mam przed sobą ostatnią odsłonę serii. Na szczęście to tylko podstępna zabawa ze sposobem prowadzenia narracji. Morvan rezygnuje z linearnego przedstawienia wydarzeń, pozwala przedstawicielom rasy Jeeosigan użyć swoich mocy, które polegają na poruszaniu się po linii czasu do przodu i do tyłu. Zabieg sam w sobie jest ciekawy i uatrakcyjnia omawianą publikację.

Dla fabuły znaczenie mają także trzej młodzi archeolodzy, którzy samodzielnie odnaleźli kryptę przetrwalnikową pary przedstawicieli Jeeosigan. Wspomniana trójka odkryła także złożone i nikczemne machinacje Najwyższej Rady Armady, która ze strachu doprowadziła do całkowitej eksterminacji rasy i niemal całkowicie wymazała wszelkie informacje o ich cywilizacji. Inny, niemniej ciekawy, wątek, który przewija się przez Zatrzymanych… dotyczy podjęcia przez Navis decyzji zostania matką nowego pokolenia Yiarhu-Kahów.

Pod względem rysunkowym tom jakoś szczególnie się nie wyróżnia. Komis nadal może się podobać. Buchet kolejny raz zaprojektował ładne stroje dla Navis i wymyślił kolejne rasy. Kreacja świata przedstawionego jest spójna. Dobrze przedstawiają się sceny zbiorowe, zresztą mam wrażenie, że jest ich więcej niż w kilku uprzednich tomach.

Serial Armada, jak przystało na prowadzony przez lata tasiemiec, ma lepsze i gorsze momenty. Ten, 19. już tom zaliczam do pierwszej grupy. Całość wciąga, konstrukcja fabuły jest interesująca, a przemyślny „matczyny” cliffhanger dobrze wróży kolejnym odsłonom.

Jean David Morvan (sc.), Philippe Buchet (rys.), „Armada #19: Zatrzymani w czasie”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1097, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Millennium #1: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet

21/06/2017 § Dodaj komentarz


 Blomkvist i Salander w komiksie

Cykl Millennium należy do grupy najbardziej rozpoznawalnych tekstów popkultury początku XXI wieku. Powieściowa saga Stiega Larssona sprzedała się w milionowych nakładach. Doczekała się dwóch adaptacji filmowych oraz dwóch komiksowych. W latach 2012-2015 nakładem oficyny Czarna Owca ukazały się w naszym kraju cztery albumy z Vertigo, do których scenariusz napisała Denise Mina. Natomiast w bieżącym roku, dzięki Egmontowi, na półki księgarskie trafił pierwszy album adaptacji przygotowanej pierwotnie w 2013 roku przez oficynę Dupuis, skrypt dla tej wersji przygotował Sylvain Runberg.

Trudno mi wyobrazić sobie, że są jeszcze osoby, które nie znają fabuły książki Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Powieść Larssona jest pozycją wielowątkową, w której występują bardzo wyraziste postaci. Przypominam, że całość liczy sobie ponad 600 stron. Dlatego przede wszystkim należy docenić robotę belgijskiego scenarzysty, który umiejętnie wyselekcjonował wątki i wydarzenia. I chociaż robota Runberga polegała głównie na redukcji zbędnych epizodów i postaci, to całość nie traci na spójności i przejrzystości. Skrypt został sprawnie utkany, komiks stanowi dzieło samoistne, które można czytać bez znajomości powieściowych Mężczyzn….

W komiksie, podobnie jak w powieści, kluczowym elementem dla całej fabuły jest śledztwo Mikaela Blomkvista, który stara się rozwikłać zagadkę zaginionej przed laty Harriet Vanger. Z biegiem akcji z dziennikarzem rozpoczyna współpracę z utalentowana hakerka Lisbeth Salander. Dwoje bohaterów połączą nie tylko zawodowe relacje… Finalnie, ich wspólne poczynania skutkują okryciem odrażającej prawdy o niektórych członkach rodu Vangerów. Pod tym względem omawiana pozycja jest na wskroś wierną i, dodajmy, udaną adaptacją. Scenarzysta równie przekonująco oddał portrety psychologiczne pary głównych bohaterów. Więcej uwagi poświęca się Lisbeth, co wcale nie dziwi, gdyż jest niezwykle interesującą osobą, którą ukształtowały traumatyczne i tragiczne doświadczenia.

Za oprawę graficzną albumu odpowiada hiszpański rysownik José Homs. Trzeba przyznać, że właśnie rysunki wzbudzają największe zainteresowanie. Początkowo mogą się nie podobać, gdyż artysta posługuje się specyficzną manierą rysowania twarzy występujących postaci. Styl przedstawienia jest wyraźnie karykaturalny: duże głowy, mięsiste usta, bulwiaste nosy czy kreska brwi. Takie groteskowe przedstawienie kontrastuje z mało przyjemną fabułą i ostatecznie łagodzi wydźwięk pewnych scen (choćby gwałtu na głównej bohaterce). To, jak narysowano Blomkvista i ukazano jego mimikę, podkreśla prostolinijny i miejscami naiwny charakter bohatera. Zdaję sobie sprawę, że wszystkim czytelnikom przypadnie do gustu styl Homsa, ale bardzo proszę się nie zrażać.

Całość może wciągnąć, ponieważ rzecz jest dobrze zbudowana, a wątki poprawnie rozplanowane. Osobiście chętnie zapoznam się z kolejnymi odcinakami sagi. Chciałbym jednak zaznaczyć, że dla osób, które znają powieściowy pierwowzór, lektura komiksu nie będzie wielką przygodą.

Sylvain Runberg (sc.), José Homs (rys.), „Millennium #1: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1098, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wieczni Batman i Robin. Tom 1

14/06/2017 § Dodaj komentarz


 Czterech Robinów i Matka

Cykl Wieczny Batman sprzedał się na tyle dobrze, że włodarze DC Comics postanowili iść za ciosem i zlecili Jamesowi Tynionowi IV i Scottowi Snyderowi obmyślenie kolejnej fabuły. Na szczęście seria Wieczni Batman i Robin nie jest kontynuacją, dlatego rzecz można czytać bez znajomości pierwszej pozycji. Warto jednak wiedzieć, że Bruce Wayne nie jest już Batmanem, a rolę Zamaskowanego Krzyżowca aktualnie gra Jim Gordon, który biega po ulicach Gotham w Bat-zbroi.

Głównymi aktorami są członkowie Bat-rodziny: Dick Grayson (ex-Nightwing, a aktualnie szpieg organizacji Spyral o kryptonimie Agent-37, Jason Todd (Red Hood), Tim Drake (Red Robin) i Harper Row (Bluebird). Dzielna czwórka nie odwiesiła peleryn na wieszak, nie złożyła broni, a kontynuuje misję byłego mentora: broni i walczy. Właściwa fabuła rozpoczyna się w chwili pojawienia się w Gotham tajemniczego zabójcy o pseudonimie Orphan, który okazuje się być „prawą ręką” niejakiej Matki. Z biegiem akcji dowiadujemy się, że przestępcza działalność Matki sprowadza się do sprzedawania „zaprogramowanych” ludzi zgodnie z potrzebami i zachciankami zamawiających. Bogacze zamawiają idealne żony. Wszystko wskazuje na to, że kilka lat temu Batman skorzystał z usług handlarki i poprosił o zupełnie nowego pomocnika.

Czy faktycznie takie zdarzenie miało miejsce? Jeśli tak, to który z Robinów jest tym podstawionym? Śledzimy poczynania bohaterów, którzy próbują odkryć prawdę o byłych wydarzeniach. Muszą działać zespołowo i czuwać nad sobą, bo Orphan na nich poluje. Scenarzystom, którzy pracowali po czujnym okiem Tyniona i Snydera, udało się ukazać różnorodne charaktery Cudownych Chłopców, to chyba najciekawszy aspekt całego cyklu. Finalnie przecież zagadka zostanie rozwiązana i zapomniana, a zostaną postaci i to, co się o nich dowiedzieliśmy. Z całej czwórki najsłabiej wypada Dick Grayson, który zbyt mocno wciela się w rolę szpiega i trochę przypomina Jamesa Bonda. W komiksie pojawia się milcząca Cassandra Cain, która tym samym zalicza udany debiut w The New 52.

W produkcji uczestniczyło kilkunastu rysowników, którzy rysowali pod nadzorem Tony’ego S. Daniela. Dlatego pod względem wizualnym całość prezentuje się spójnie: realistyczne przedstawienie postaci, ciała o rozbudowanej muskulaturze, dynamiczne kadrowanie i filmowe ujęcia. Żadnych fajerwerków, ale miło się ogląda.

Pierwsza połowa bieżącego tomu trzyma w napięciu, gdyż fabuła rozwija się dynamicznie i w zaskakującym kierunku. Linearność narracji jest co jakiś czas zaburzana retrospekcjami. Dobrze wypadają wtrącenia z przeszłości Batmana, które nie są ani nachalne, ani przestrzelone, a pełnią utylitarną funkcję – podsycają w czytelniku wątpliwości związane z ewentualną współpracą Nietoperza z Matką. W drugiej połowie napięcie siada, komiks zaczyna przypominać typowe superhero: mordobicie wszystkich ze wszystkimi. Niewiele wnosi pojawienie się Bane’a czy Azraela.

Cykl Wieczni Batman i Robin raczej nie będzie znaczącym dla Bat-mitologii dziełem. Lektura „jedynki” jest interesująco zbudowanym, rozrywkowym czytadłem. Całość jest na tyle ciekawa, że chętnie sięgnę po „dwójkę”.

Scott Snyder & James Tynion IV & Tim Seeley & Steve Orlando & inni (sc.), Tony S. Daniel & Goran Sudžuka & Geraldo Borges & Javier Pina inni (rys.), „Wieczni Batman i Robin. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1113, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4] 

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie

08/04/2017 § Dodaj komentarz


 Batman wrogiem policji z Gotham

Trzeci tom serii Gotham Central przynosi ze sobą ewidentne zmiany, które mają znaczący wpływ na codzienną pracę detektywów Wydziału Poważnych Przestępstw. W związku z zawirowaniami związanymi z krwawą wojną gangów, jaka od jakiegoś czasu ma miejsce w Gotham, doszło do dramatycznych wydarzeń. Podobno w wyniku działań Batmana grupa funkcjonariuszy obniosła poważne obrażenia, a jeden z nich został zabity. Komisarz Michael Akins wini Mściciela, dlatego wydaje rozkaz zdemontowania Bat-Sygnału oraz zakazuje Policji jakiejkolwiek z nim współpracy. Wspomniane zdarzenia szczegółowo przedstawiono w cyklu Batman: War Games, który do tej pory nie ukazał się w Polsce.

Dlatego, czytając „trójkę”, możemy czuć się trochę zagubieni, jednak nie na tyle, aby bieżącą odsłonę uznać za mniej ciekawą. Właściwie czytelnicza niewiedza działa odwrotnie, dodaje specyficznego smaczku albumowi. Komiks zawiera cztery niezależne historie. Corrigan, to niewielkiej objętości fabuła, w której detektyw Crispus Allen ratuje życie Renee Montoyi. Post factum pewien nieuczciwi technik policyjny kradnie nabój i wystawia na internetową aukcję. Brak kluczowego dowodu naraża Allena na relegowanie ze służby, a nawet więzienie. W fabule Światło zgasło poznajemy niewielki fragment układanki związanej z crossoverem War Games, o którym wspominałem powyżej. Ostatnia z pomieszczonych w tomie historii nosi tytuł Gliny z Keystone i opowiada o policjancie, który podczas interwencji został wystawiony na działanie niezwykłej substancji. W skutek działania mikstury jego ciało mutuje, aby pomóc Allen i Montoya muszą udać się do miasta Flasha i pertraktować, ze złoczyńcą należącym do Łotrów.

Najciekawiej wypada tytułowe opowiadanie, które napisał Ed Brubaker. Rzecz traktuje o skomplikowanym śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci kaznodziei-celebryty. Poszlaki wskazują, że sprawczynią może być Catwoman i to ona jest główną podejrzaną. Sprawę prowadzi Josephine MacDonald, która ma silne i nieodparte przeczucie, że dowody kierują dochodzenie na niewłaściwe tory. Sama Catwoman trochę „pomaga” pani detektyw.

Scenarzyści (przypomnijmy – serial pisany jest przez Grega Ruckę i Eda Brubakera) kolejny raz zapewniają czytelnikowi dawkę ciekawych spraw kryminalnych, których rozwiązanie śledzimy krok po kroku, bez cudownych interwencji ze strony superbohaterów. Niby przy okazji pogłębione zostałby portrety psychologiczne kilku występujących postaci, szczególnie Renee Montoyi i Josephin MacDonald. Wątki obyczajowe, które od pierwszej odsłony stanowią duży atut serii, wciąż są obecne. W bieżącym tomie na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie relacji Montoyi z życiową partnerką oraz ojcem.

Za warstwę graficzną odpowiedzialni są trzej różni rysownicy: Jason Shawn Alexander, Michael Lark i Stefano Gaudiano. Mimo to całość tomu wygląda spójnie i jednolicie. Dopiero przyglądając się gruntownie planszom dostrzeżemy różnice między poszczególnymi artystami. Najbardziej utytułowany i znany jest oczywiście Michael Lark, ale mi osobiście szczególnie przypadła do gustu rozedrgana i ekspresywna kreska Alexandera. Pewnie dlatego, że jego prace trochę przypominają mi rzeczy Wojciecha Stefańca. Obaj panowie unikają ukazywania postaci z perspektywy zbieżnej, decydując się ujęcia lekko z góry lub z dołu. Obaj chętnie stosują częściowe „ukrywanie” rysów twarzy w obficie nałożonym tuszu. Podobnie „przyszpilają” mimikę w sytuacjach dramatycznych i z bliska pokazują czytelnikowi. Jednak amerykański rysownik słabo sobie radzi w dynamicznych scenach, co widać choćby w pojedynku między MacDonald z Catwoman.

Trzeci raz piszę o serii Gotham Central i trzeci raz jedynie chwalę. Gdyż nadal jest za co: świetnie poprowadzone postaci, pogłębione i wiarygodne psychologicznie, trzymająca w napięciu akcja, życiowe wątki obyczajowe, dobre dialogi, poszczególne historie spajają się w logiczną całość, oprawa graficzna (rysunki, kadrowanie i kolory) podkreśla „brudny” i mroczny klimat opowieści. Dla osób, którym podoba się cykl Skalp, a przy okazji są fanami serialu telewizyjnego The Wire, recenzowany komiks stanowi lekturę obowiązkową.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Jason Shawn Alexander & Michael Lark & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1020, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Sisters #6: Zakochana sister

04/04/2017 § Dodaj komentarz


 Wendy ma zakochanka

Chyba z żadną inna serią Egmont nie leci tak szybko do przodu, jak z produkcją panów Christophe’a Cazenove’a i Williama Maurya. Mam wrażenie, że dosłownie przed chwilą recenzowałem „piątkę”, a już „szóstka” leży przede mną. Bieżący album nosi podtytuł Zakochana sister i zgodnie z nim większość fabuł poświęcona została relacjonowaniu związku Wendy i Maksencjusza.

Maksencjusz epizodycznie pojawiał się już w poprzednich odsłonach, ale dopiero teraz nadszedł właściwy moment, aby porządnie namieszał w życiu rodzeństwa. Marine nie mówi, że Wendy ma chłopaka, ale ukuła na tę okoliczność zabawne określenie: „Masz zakochanka”. Para nie ma ani chwili spokoju, młodsza siostra chce być na bieżąco, dlatego wciąż przeszkadza, zagląda, szpieguje i podpatruje. Wynikają z tego zabawne sytuacje. Choćby taka: chłopak jest po to, aby odprowadzał po szkole do domu i jeszcze niósł tornister, więc Wendy przymusza kolegę z klasy, który dzielnie się sprawuje, ale do czasu, gdy uderza w płacz, bo kto ma jego odprowadzić…

Scenarzyści nie pozwalają się czytelnikowi nudzić. Wiele jest w „szóstce” zabawnych momentów, opartych głównie na humorze sytuacyjnym. Mam wrażenie, że ukazano więcej niż uprzednio epizodów o charakterze konfliktowym. Wynika to faktu, że starsza z sióstr liczy na chwile, w których będzie mogła pobyć z chłopakiem sam na sam. Spięcia biorą się także z tego, że Wendy chce pewne zdarzenia utrzymać w tajemnicy przed rodzicami. A o to trudno, gdy ma się w domu małą i wścibską siostrunię, która najpierw kłapie dziobem, a potem myśli.

Omawiany album został zbudowany tak samo, jak wszystkie poprzednie, czyli każda strona to samodzielny epizod, który łączy się z pozostałymi jedynie poprzez występowanie tych samych postaci oraz poprzez dzianie się w mniej więcej w tym samym okresie czasu. Plansze skonstruowane zostały bardzo poprawnie, oko intuicyjnie śmiga od kadru do kadru. Rysownik, William Maury, nie bawi się ani perspektywą, ani kadrowaniem. Pod tym względem jest bardzo klasycznie i przejrzyście. Rzuca się w dynamika postaci oraz rozbudowana mimika twarzy, która miejscami została karykaturalnie przerysowana. Co podkreśla humorystyczny wymiar komiksu.

Poprzednie propozycje skierowane były dla odbiorców z młodszej grupy wiekowej. Natomiast Zakochana sister jest odsłoną w dużym stopniu o nastolatkach dla nastolatków. Scenarzystom trafnie udało się oddać cały ambaras i perypetie, jakie wiążą się z posiadaniem chłopaka i młodszej siostry. Staram się oceniać komiks z perspektywy właściwego odbiorcy i dlatego dostał tak wysoką notę.

Christophe Cazenove & William Maury (sc.), William Maury (rys.), „Sisters #6: Zakochana sister”, przeł. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1086, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with aleja komiksu at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: