New Avengers #4: Doskonały świat

11/08/2017 § Dodaj komentarz


  Jak ocalić świat od zagłady?

„Wszystko umiera. Wy. Ja. Każdy na tej planecie” – tak brzmi mantra powtarzana przez Mister Fantastica. Ponieważ podczas induksji, gdy dochodzi do kolizji dwóch Ziem z różnych wymiarów, albo obie zostaną zniszczone, albo jedna zostanie ocalona (kosztem drugiej). Ziemscy herosi, skupieni w grupie Illuminatów, są tego świadomi, od dłuższego czasu przegotowywali się do uratowania własnej planety. Tylko jest jedno małe „ale”. Jak poradzić sobie, jak unieść świadomość, że właśnie zgładziło się miliardy istnień?

Ciężar odpowiedzialności jaki spoczywa na barkach bohaterów jest ogromny. Na jednej szali jest ocalenie świata jakiego znają, na drugiej etyczna odpowiedzialność i wszystko, co się kryje pod hasłem: „człowieczeństwo”. W teorii decyzja wydaje się prosta i początkowo akcja rozwija się właśnie w tym kierunku. Jakby Hickmana przerobił najbardziej znaczących Avengersów w potwory bez sumień. Na szczęście w pewnym momencie przychodzi opamiętanie. Mogą razić pompatyczne przemowy herosów, którzy używają wielkich słów, aby rozstrzygnąć moralny dylemat.

Innym ciekawym wątkiem, który rozgrywa się na łamach Doskonałego świata, jest spór między T’Challą i Namorem. Czarna Pantera zostaje podstawiony pod ścianą – przodkowie żądają od niego unicestwienia władcy Atlantydy. Jaką ostatecznie decyzję podejmie król Wakandy dowiedzą się ci, którzy sięgną po czwartą część New Avengers.

Niestety w parze z wciągającą narracją fabularną nie idzie oprawa graficzna. Epizod z udziałem Czarnej Pantery, który zilustrował Valerio Schiti, może się miejscami podobać. Znacznie słabiej prezentują się plansze, które wyszły spod ręki Keva Walkera. Przerysowany, cartoonowy styl, jakim posługuje się artysta, nie współgra z powagą scen.

Bieżącą odsłonę czyta się całkiem dobrze. Fabuła jest spójna i konsekwentnie poprowadzona. A fatalistyczna mantra, którą Reed Richards mruczy od dłuższego czasu, w końcu przerodziła się w realne zagrożenie. Muszę przyznać, że pierwszy raz jest realnie zainteresowany tym, co w dalszej perspektywie Jonathan Hickman przygotował dla Illuminatów.

Jonathan Hickman (sc.), Valerio Schiti & Salvador Larroca & Kev Walker (rys.), „New Avengers #4: Doskonały świat”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1151, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3-, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Deadpool Classic. Tom 2

09/08/2017 § Dodaj komentarz


Kill… Love Is All Around

Ever fallen in love with someone
Ever fallen in love, in love with someone
Ever fallen in love, in love with someone
You shouldn’t have fallen in love with

Buzzcocks

Zupełnie niedawno – w ramach serii Marvel Now! – Deadpool się żenił, a przy okazji wspominał wszystkie swoje wcześniejsze związki. No, prawie wszystkie. Teraz nadszedł czas, aby klasyczne opowieści z jego przygodami ukazała nam nieco więcej romantycznych perypetii. Oczywiście walk, trupów i typowego dla serii humoru także nie zabrakło, a jeśli w poprzednim tomie brakowało Wam gościnnych występów czołowych herosów Marvela, teraz nieco się to zmieni.

Ech te hormony! W końcu pewnie odpuszczą, jednak póki co Deadpool wzdycha do poznanej całkiem niedawno Siryn. Niestety podglądanie jej nocą przez okno musi zaczekać, kiedy uprowadzony zostaje jego kumpel (i dostawca broni) Weasel. Kidnaperem okazuje się być Taskmaster, który ma co do niego konkretne plany, a Deadpoola postanawia wykorzystać do linczu szkoleniowego dla swoich ludzi. Co może mu się udać, bowiem posiada zdolność zapamiętywania ruchów przeciwnika i nasz najemnik z nawijką nie jest w stanie niczym go zaskoczyć. W tej sytuacji bez znaczenia wydaje się fakt, że posiada czynnik gojący, który zapewnia mu niemalże nieśmiertelność.

Z tym czynnikiem zresztą może być problem. Zaczyna bowiem szwankować, o czym dowiaduje się T-Ray. Co więcej Deadpoolowi grozi śmierć, a ocalić go może tylko… krew Hulka. Mało? Dodajcie więc do tego pojawienie się Typhoid Mary i Vamp, gościnny udział Daredevila i Stana Lee plus historię opowiadającą o wydarzeniach, jakie miały miejsce zanim Wade stał się tym, kim jest, i przekonajcie się co do zaoferowania ma klasyczny Deadpool.

Pierwszy tom serii (klik! klik!), który na polskim rynku ukazał się kilka miesięcy temu, zebrał różnorodne oceny. Jego odmienność od przygód znanych z Marvel Now!, prostota i typowy dla lat 90. XX wieku styl jednych odrzucił, innym – w tym mnie – przypomniał stare TM-Semicowe komiksy, do których mam wielki sentyment. Jakkolwiek by jednak nie odbierać tego albumu, nie można mu było odmówić znaczenia. Prezentował bowiem zbiór historii z samych początków istnienia Deadpoola, zaczynając od jego debiutu na łamach New Mutants, przez dwie pierwsze miniserie z jego przygodami, na pierwszym numerze regularnej serii kończąc. Drugi tom zbiera zeszyty #2-8, #-1 owej serii oraz Dardevil/Deadpool Annual 1997 i prezentuje się o wiele lepiej, niż się spodziewałem.

Scenariusze są zabawniejsze, niż poprzednio, więcej też się dzieje, głownie za sprawą krótkich, zamkniętych epizodów z życia głównego bohatera. Dużą rolę odgrywa tu wątek miłosny, sporo jest też komiksowej satyry, a dla tych, którzy stęsknili się za poważniejszymi fabułami, także coś się znajdzie. Miłe są też smaczki pokroju odniesień do rewelacyjnej miniserii Daredevil: The Man Without Fear Franka Mllera i Johna Romity Jr, a całość ma po prostu swój charakter.

Gorzej wypadała tym razem szata graficzna. W pierwszym tomie ilustracje były realistyczne, typowe dla okresu, w którym powstały, drugi kontynuuje to, co widzieliśmy w jego finale, czyli bardzo proste i kolorowe cartoonowe rysunki. Jednakże, chociaż na pierwszy rzut oka nie kupiły mnie one, muszę przyznać, że naprawdę pasują do tej historii. Dzięki nim Deadpool staje się szaloną kreskówką, w której dużo jest trupów i niewybrednych żartów, często w tonacji czarnego humoru.

Z połączenia wszystkich tych elementów powstał ciekawy komiks, taka trochę ułagodzona wersja Lobo. Wielkie wydarzenia nie mają tu miejsca ani nie padają ważkie pytania, ale Deadpool dostarcza solidnej porcji dobrej rozrywki. Jeżeli macie ochotę na coś takiego albo podobał Wam się film kinowy, to zdecydowanie album dla Was.

Joe Kelly (sc.), Ed McGuinness & Kevin Lau & Aaron Lopresti & Bernard Chang & inni (rys.), „Deadpool Classic. Tom 2”, tłum. Oskar Rogowski, Klub Świata Komiksu, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarna Wdowa: Powrót do domu

30/07/2017 § 1 komentarz


Krucjata Wdowy

Nieczęsto, ale się zdarza, że za tworzenie scenariuszy komiksowych serii z głównego nurtu biorą się autorzy poczytnych powieści. Wystarczy tutaj wspomnieć choćby o Wonder Woman pisanej przez Jodi Picoult, rewelacyjnym Kryzysie tożsamości Brada Meltzera czy Lokim Roda Robiego. Do tego grona dołączyła także Czarna Wdowa, której przygody poprowadził Richard K. Morgan, autor Modyfikowanego węgla czy nagrodzonej Trzynastki. Spod jego ręki wyszła krwawa, szpiegowska opowieść dla dojrzałych czytelników, oderwana od konwencji superhero.

Ktoś morduje kobiety. W Londynie w wybuchu limuzyny ginie niejaka Anna. W Alabamie zastrzelona zostaje działaczka proaborcyjna. Kolejne ofiary tracą życie w Osace, Sydney i Szanghaju. Tymczasem w Arizonie Czarna Wdowa wiedzie spokojne życie, jednak i ona staje się celem wyszkolonego mordercy. Od teraz zacznie się jej walka o przetrwanie i wyjaśnienie tego, co się dzieje. Wędrując tropem zabitej działaczki, która w rzeczywistości była dawną agentką KGB, Wdowa wraz z pomocą Phila Dextera, wyrusza w podróż, w trakcie której przyjdzie im stawić czoła uzbrojonym po zęby oddziałom i szpiegowskim intrygom. Ilość trupów rośnie, przeciwników nie ubywa, a sytuacja z każdą chwilą staje się coraz bardziej skomplikowana. Czy tym razem Czarna Wdowa zdoła odwrócić ją na swoją korzyść? Przeszłość w końcu nie śpi i upomina się o swoje…

Omawiany komiks rzeczywiście jest jak książki czy filmy o Jasonie Bourne’ie. Solidna, realistyczna i szpiegowska opowieść, nie stroniąca od brutalności i serwująca całe mnóstwo pościgów, walk i strzelanin. Ale to nie kolejna sensacyjna opowiastka, jakich wiele. To naprawdę wciągający, treściwy album posiadający gęstą, mroczną atmosferę, ciekawych bohaterów i historię z feministycznymi akcentami. Tych ostatnich nie mogło jednak zabraknąć, Wdowa jest w końcu najstarszą marvelowską heroiną (debiutowała w 1964 roku) o ugruntowanej pozycji w uniwersum. Stworzenie jej przygód w ramach linii Marvel Knights, która z założenia miała być oderwana od długiej historii stojącej za superbohaterami i skierowana do dojrzałego czytelnika, pozwoliło scenarzyście rozwinąć skrzydła i nie ograniczać się docelowym wiekiem odbiorcy.

Tak czy inaczej jednak, choć fabuła naprawdę jest znakomita, po album ten sięgnąłem przede wszystkim dla rysunków Billa Sienkiewicza (prawnuka „naszego” Henryka Sienkiewicza). Z jednej strony mam wielki sentyment do jego twórczości, głównie za sprawą serii Amazing Spider-Manów wydawanej w Polsce w drugiej połowie lat 90. XX wieku, z drugiej – to jeden z najlepszych i najoryginalniejszych ilustratorów, jakich widziałem. Jego kreski nie da się pomylić z żadną inną, jest brudna, ale realistyczna, absolutnie niemainstremowa i z artystycznym zacięciem. I chociaż w tym albumie jego udział ograniczył się niemalże tylko do zilustrowania pierwszego zeszytu i nakładania tuszu na szkice w pozostałych, jego styl wyraźnie odbija się w całym albumie. Najlepiej oczywiście wypadają rysunki, które sam stworzył, niemal równie dobrze prezentują się grafiki Gorana Parlova. Słabiej przedstawia się uproszczona kreska Seana Phillipsa, ale i z niej Sienkiewicz wycisnął wiele dobrego.

Duże wrażenie robi też samo zbiorcze wydanie, gdyż poza tytułową historią otrzymujemy sześć zeszytów Czego to o niej nie mówią, czyli dokładnie komplet opowieści z Czarną Wdową napisanych przez Morgana. Jeśli lubicie dobre, szpiegowskie komiksy dla dorosłych, sięgnijcie po album Powrót do domu.

Richard K. Morgan (sc.), Bill Sienkiewicz & Goran Parlov & Sean Phillips (rys.), „Czarna Wdowa: Powrót do domu”, tłum. Piotr Krasnowolski, Klub Świata Komiksu – album 1147, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Thor Gromowładny #3: Przeklęty

20/07/2017 § Dodaj komentarz


Grafomania Aarona

„Bardzo możliwe, że Jason Aaron urodził się, by tworzyć przygody Thora” – informuje blurb na okładce albumu. Owszem, możliwe. Równie możliwe jest, że to dziecię Godzilli z nieprawego łoża, zakamuflowany Elvis Presley albo ambasador kosmicznej rasy Nilvahani. Cykl Thor ładnie się zaczął (klik! klik!), by zamulić w tomie drugim (klik! klik!), bawić i osłabiać mnie w tomie trzecim. Niestety wszelkie pozytywy, to jedynie krótkie przebłyski.

Bieżący album uderza w ton high fantasy. Sprzymierzone, ale i wrogie rasy wszystkich nordyckich światów muszą współpracować, aby poradzić sobie z tytułowym Malekithem Przeklętym – byłym władcą mrocznych elfów, który po ucieczce z więzienia gromadzi siły, bo planuje przeprowadzić krwawą konkwistę. Czy też jihad. Chce zniszczyć zastany porządek, by zbudować nowy, i nie ważne czy będzie zabijał wrogie rasy i nacje, czy swoich. Przeciw niemu staje Liga Światów – taka marvelowska Drużyna Pierścienia z Thorem na czele. Kolejne zeszyty to wzajemne podchody, które prowadzą oczywiście do kulminacji, gdzie każdy z każdym.

Aaron miesza tu pójście w nudną sztampę z wyśmianiem konwencji, z którą wszedł. Natchnione przemowy, to farmazony na granicy parodii. Kraina elfów jest przesłodzona aż do mdłości. Dodatkowo w drużynie mamy elfa rewolwerowca(!), który jeździ na jednorożcu(!). Niestety to za bardzo nie pomaga, biorąc pod uwagę że historia jest nudna, ciągnie się, a dialogi ledwo da się czytać.

Sama opowieść ma też drugie dno. Wojna domowa pośród mrocznych elfów przypomina to, co działo się ostatnio i dzieje dalej w państwach arabskich (choćby w Syrii). Bezradność Kongresu Światów, który nie chce ingerować, by nie uznano to za bezprawne wtargnięcie, to działania w stylu ONZ czy NATO. Quest Ligi Światów to praktycznie rzecz biorąc koalicja państw, które wysłały kontynenty do walki z tzw. Państwem Islamskim. Do tego Thor, naiwny niczym Stany Zjednoczone, bredzący coś o tym, że skłócone plemiona mrocznych elfów powinny zakończyć walki plemienne i demokratycznie wybrać przywódcę. Jeśli ktoś ma jeszcze wątpliwości, o co Aaronowi chodzi, to dostaje motyw uchodźców. Na dobitkę otrzymujemy gorzki owoc działań Ligi, która niby osiągnęła cel, ale nie ma tu mowy o zwycięstwie, czy też rozwiązaniu problemu.

Aaron męczy bułę, bawi się konwencją, idzie w parabole… Niestety nie ma hamulców, by powstrzymać się w swojej pisaninie czy dokonać jakiejś selekcji. Zresztą jak zwykle, gdy robi coś mainstreamowego (zapewne dla kasy). Fabuła jest banalna. Dialogi czyta się źle. Za rysunki niestety nie odpowiada tym razem Esad Ribic, ograniczający się do samych okładek.

Z plusów wymienić mogę tylko alternatywną okładkę do czternastego zeszytu, autorstwa Dave’a Johnsona, utrzymaną w stylistyce Kirby’ego, i ostatni zeszyt zbiorku – samodzielną historię z rysunkami Dasa Pastorasa. Niestety nawet ta historia, zaczynająca się od składania przez Thora faktów z pijatyki ze smokiem z poprzedniej nocy nie ratuje tego tomu. Niestety. Może Aaron bywa mistrzem, ale i jemu zdarza się grafomania.

Nie ma co, nie ma po co, tej serii już dziękuję.

Jason Aaron (sc.), Ron Garney & Nic Klein & Das Pastoras & Emanuela Lupacchino (rys.), „Thor Gromowładny #3: Przeklęty”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1153, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Spider-Man: Władza

13/07/2017 § Dodaj komentarz


  Starość Pajęczaka

Ilustracja zamieszczona na okładce albumu Spider-Man: Władza jest niezwykle sugestywna. Widzimy na niej tytułowego bohatera w bardzo zniszczonym stroju, który kurczowo ściska nagrobek żony Mary Jane Watson-Parker. Wyglada na to, że ktoś mu nieźle przyłożył. Ujęcie można również interpretować inaczej. Pająkowi grozi utonięcie w czarnej mazi, która zajęła już całą wolną przestrzeń. Próbuje nie poddać się fali i ostatkiem sił stara się utrzymać się na powierzchni. W tym wypadku płyta pełni rolę tratwy ratunkowej.

Ostatecznie, niezależnie od tego jak zinterpretujemy ukazaną scenę, możemy być pewni, że Spider-Man cierpi, bo spotkało go coś złego. Odczucia patrzącego korespondują z wypowiedzią rysownika: „(…) później do ilustracji dodałem ból. Zauważcie, że treścią okładek, które trafiły do druku, jest cierpienie – albo psychiczne, albo emocjonalne”. I rzeczywiście, ciężko się nie zgodzić z Kaare Andrewsem. Czteroczęściowa mini-seria ma bardzo przejmujące okładki. Ilustracje wewnątrz wypadają mniej atrakcyjnie. Rysunek jest „kanciasty” i szarpany. Płasko nałożone kolory oraz komputerowa obróbka wizualnych dodatków (np. deszczu) nie przypadły mi do gustu.

Zamysł fabularny jest skądinąd znany, jednak realizacja jest na tyle atrakcyjna, że warto po album sięgnąć. Rzecz mimowolnie kojarzy się produkcjami Franka Millera o podstarzałym Batmanie, który powraca po latach i wespół z bandą młodzików walczy o leprze jutro Gotham City. Tak na marginesie nawet jedna z postaci występujących we Władzy ma na imię Miller. Zresztą można wyprowadzić dużo więcej analogii między obiema pozycjami. Dla wprawnego czytelnika, który ma za sobą lekturę Roku pierwszego oraz Powrotu Mrocznego Rycerza, wskazanie podobieństw nie będzie stanowiło żadnego problemu.

W pierwszych scenach recenzowanego komiksu widzimy starszego pana w białej koszuli, pod szyją ma czerwoną muszkę, nosi okulary i ma ładnie przystrzyżoną siwą brodą. Mężczyzna pracuje w kwiaciarni, ale źle zrealizował zamówienie i właśnie zostaje zwolniony. Tak, to Peter Parker. Tylko starszy o trzydzieści lat. Nadal mieszka w Nowym Jorku, ale jest już na superbohaterskiej emeryturze. Strój Pajęczaka dawno temu pochował w grobie żony. Umyślnie „zapomniał” o swojej heroicznej przeszłości, ponieważ jest przekonany, że to jego osoba spowodowała śmierć Mary Jane. Oczywiście, nie potrafi sobie tego wybaczyć, żyje w ciągłym przytłaczający poczuciu winy. Scenarzysta wyjątkowo przekonująco ukazał portret psychologiczny postaci.

Parkera odnajduje równie stary i lekko zbzikowany J. Jonah Jameson. Były wydawca jest świecie przekonany, że uda mu się zmobilizować Spider-Mana do ostatniej walki. Czy faktycznie staruszek podejmie wyzwanie? Czy założy maskę? Na czyją pomoc może liczyć? I z kim przyjdzie mu się zmierzyć? Czy sobie wybaczy i zaakceptuje, że M. J. zmarła? Odpowiedzi na powyższe pytania poznają ci, którzy po album sięgną – do czego szczerze namawiam.

Kaare Andrews (sc.), Kaare Andrews & Jose Villarubia (rys.), „Spider-Man: Władza”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3, kolory/cienie: 2+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Ms Marvel #2: Pokolenie Czemu

07/07/2017 § Dodaj komentarz


  Ms Marvel przewodzi młodzieży

Jak pamiętamy z lektury „jedynki” (klik! klik!), pewnego wieczoru dotychczasowe życie Kamali Khan stanęło na głowie: zyskała supermoce. Nie, dziewczyna nie jest nosicielką zmutowanego genu X. Co zostało potwierdzone podczas „badania” przez Wolverine’a. Zresztą fakt, że posiada wielkie moce jakoś znacząco nie wpływa na jej wybory. Dziewczyna nie chce przyłączyć się do żadnej sformalizowanej grupy bohaterów. Zależy jej na tym, aby nadal żyć życiem „normalnej” szesnastolatki, czyli skupia się na szkole, kolegach i koleżankach, rodzinie, chodzi do meczetu, słucha rad szejka oraz udziela się w mediach społecznościowych. I niejako przy okazji pomaga mieszkańcom New Jersey.

Fabuła bieżącego tomu zaczyna się od dziwnego zdarzenia. Pewnego dnia Kamala idzie ulicą i słyszy warczenie dobiegające z wielgaśnej dziury w jezdni. Ciekawość bierze górę i nie wahając się ani minuty, biegnie po strój i schodzi pod ziemię. W kanałach odpływowych biegnących pod miastem dziewczynie przyjedzie zmierzyć się z Wynalazcą, który wysyła przeciw bohaterce zmutowane, wielgaśne aligatory. Ms Marvel w sukurs przychodzi dyrektor Wolverine, który szuka zaginionej uczennicy szkoły im. Jean Grey. To właśnie Rosomak stawia diagnozę, że nastolatka nie przynależy do Homo superior, a do rasy Inhumans. Dlatego z biegiem akcji Królowa Medusa postanawia przydzielić dziewczynie opiekuna, którym zostaje pies Lockjaw.

Tak w skrócie przedstawia się zasadniczy zrąb fabularny. Trochę szkoda, że scenarzystka na dalszy plan spycha problemy rodzinne i towarzyskie Kamali. Rozumiem, że chodzi o realizację pewnej konwencji superhero, w której mniej lub bardziej muszą się wpasować komiksy linii Marvel NOW!. W końcu Ms Marvel to nie teen drama. Trzeba jednak zaznaczyć, że pisarka G. Willow Wilson mimo to nie rezygnuje z próby przemycenia do fabuły pewnych symboli i wartości charakteryzujących współczesną młodzież.

Jeden z najważniejszych wątków omawianej odsłony wiąże się z identyfikacją i przynależnością. W pewnym momencie heroina tak myśli o sobie: „Jestem pół-Amerykanką i pół-kosmitką. Morfogenicznym nerdem”. Z drugiej jednak strony zwraca uwagę szeroki kontekst pokolenia młodych ludzi, do którego przecież sama należy. Pokolenia, które nie jest postrzegane pozytywnie, bo jest zatomizowane, niepotrafiące działać wspólnie, bez zbornych celów, niewyznające żadnych wartości poza „tomiwisizmem” . Cytat z Kamali: „Media nas nienawidzą, bo gapimy się w swoje smartfony. Ekonomiści nas nie cierpią, bo wymieniamy się dobrami, zamiast je kupować (…). To, że są starsi, nie daje im monopolu na prawdę”. Z założenia akcja albumu „Pokolenie Czemu” ma zadawać kłam takiemu powierzchownemu rozpoznaniu. Czy płomienna przemowa superbohaterki faktycznie porwałaby młodzież? Czy nie wypowiada się ona zbyt deklaratywnie? Ten fragment wzbudza moje wątpliwość.

Za oprawę graficzną bieżącego tomu odpowiadają Jacob Wyatt i Adrian Alphona. Dla drugiego z panów rysowanie serii jest kontynuacją przygody z Ms Marvel, ponieważ kanadyjski artysta odpowiadał za całą „jedynkę”. Wyatt posługuje się bardziej schematyczną i uproszczoną kreską, co prawda daleko jej jeszcze do cartoonowego przedstawienia, ale już bliżej do mangowych kreskówek niż do realistycznej stylistyki. Docenić należy świetną robotę kolorysty; Ian Herring stawia na pastelowe barwy, szeroką i różnorodną paletę.

„Dwójka” wypada mniej atrakcyjnie niż „jedynka”, głównie przez częściową rezygnację z osobistych epizodów. Jednakże nadal jest to komiks ciekawy i intrygujący. Protagonistkę pozostaje niezwykłą osobą, którą można lubić za to, że na siłę nie próbuje być kimś, kim nie jest. Przesłanie komiksu nadal jest pozytywne i, poniekąd, pokrzepiające: wyjątkowy nie znaczy samotny.

G. Willow Wilson (sc.), Adrian Alphona & Jacob Wyatt (rys.), „Ms Marvel #2: Pokolenie Czemu”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1152, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Anihilacja. Tom 1

06/07/2017 § Dodaj komentarz


 Pierwsza fala

Anihilacja to zakrojony na szeroką skalę crossover, jaki w latach 2006-2007 przetoczył się przez kosmiczne (czytaj: pozaziemskie) uniwersum wykreowane przez Marvel Comics. Wielopoziomowy event rozgrywa się w tym samym czasie, gdy na Ziemi odczuwalne są skutki słynnego zaklęcia: „Nigdy więcej mutantów!”, rzuconego w serii Ród M przez Scarlet Witch. Kosmicznym oprawcą jest Annihillus ze Strefy Negatywnej. Owadopodobny stwór wraz ze swoją wierną armadą, zwaną ‘Falą Anihilacji’, ma w planach podbić wszystkie cywilizacje.

Dzięki oficynie Egmont Polska na rodzimym rynku komiksowym pojawił się w styczniu pierwszy tom tej serii. Całość planowana jest przez edytora na łącznie trzy odsłony. Bieżąca zawiera następujące miniserie: Drax Niszczyciel, Anihilacja: Prolog oraz Anihilacja: Nova. W pierwszej poznajemy zielonego Draxa Niszczyciela. Tak, tego samego, który występuję w filmie i komiksie Strażnicy Galaktyki. Bohater trafia na Ziemię, gdy w miejscowości Coot’s Bluff na Alasce rozbija się więzienny transportowiec, który przewoził galaktycznych przestępców. Katastrofę przeżyło jeszcze czterech innych osobników. Ekipa szybko się zorganizowała i zaczęła terroryzować pobliskie miasteczko, zmuszając ludzi do niewolniczej pracy. Do walki z nimi stają Drax oraz nastoletnia Cammi.

Dziewczynka i kosmita to ważne postaci, które uczestniczą we wszystkich dalszych zdarzeniach. W kolejnej miniserii udaje im się wydostać z Ziemi, potem trafiają na Xandar, gdzie właśnie trwa pełna mobilizacja Korpusu Nova. Fala Anihilacji jest zbyt ogromna, obrońcy zostają wybici do nogi. Z pożogi ocaleli jedynie Drax, Cammi oraz Richard Rider, jedyny Ziemianin, który był członkiem Korpusu. Na jego barki spada odpowiedzialność ocalenia xandariańskiego Wszechumysłu. I w tym miejscu płynnie przechodzimy do ostatniego cyklu, w którym trójka naszych bohaterów aktywnie poszukuje sprzymierzeńców zdolnych przeciwstawić się armadzie Annihillusa. Na planecie Nycos Aristedes spotykają Quasara – samozwańczego obrońcę wszechświata obdarzonego supermocami, który również pochodzi z Ziemi.

Głównym pomysłodawcą eventu jest Keith Giffen, który odpowiada za dwie pierwsze fabuły pomieszczone w omawianym tomie. Trzeba oddać sprawiedliwość scenarzyście – nie brakuje mu ani fantazji, ani wizji. Wykreowane przez niego wydarzenie ma iście epicki charakter. Nie zważając na kultowe postaci Marvela, buduje spójną rzeczywistość z mniej znanych superbohaterów (tj. zapomnianych ‘odrzutów’), którzy dopiero po zakończeniu Anihilacji przebijają się do ‘pierwszej ligi’: Drax, Star-Lord czy Nova. Osobiście najbardziej spodobała mi się nastoletnia Cammi, która nie zważając na nic, zawsze mówi, to co myśli. Wynika z tego wiele zabawnych sytuacji, a ironiczne i gorzkie słowa dziewczyny stanowią przeciwwagę dla niepozbawionych patosu wypowiedzi innych bohaterów.

Pod względem graficznym komiks plasuje się średnio. Najlepiej wypadają prace Mitchella Breitweisera, który zilustrował opowieść Drax Niszczyciel. Rysownik nie miał wcale łatwego zdania, bo dużo scen dzieje się w nocy i gdy pada deszcz, mimo to plansze pozostają czytelne. Docenić należy także dynamikę scen walki między byłymi więźniami. Najsłabiej wyglądają plansze, które wyszły spod ręki Scotta Kolinsa i Ariela Olivettiego, którzy moim zdaniem nie wykorzystali okazji, aby właściwie ukazać kosmiczne walki, sceny bitewne, batalie i potyczki. Mogły wyglądać spektakularnie, ale przedstawiają się niedbale i schematycznie.

Nie jestem jakimś wielkim wielbicielem superhero ze stajni Domu Pomysłów, jednak doceniam widowiskowość, ogólny zamysł i wykonanie Giffena. Na szczęście Anihilacja nie wygląda na typową nawalankę w stylu: wszyscy ze wszystkim i przeciwko wszystkim. Z pewnością ‘in plus’ zaliczyć należy zaangażowanie w opowieści bohaterów mniej znanych i umieszczenie zdarzeń z dala od Ziemi. Postaci Draxa i Cammi, którzy służą czytelnikowi za przewodników po świecie przedstawionym, są wiarygodnie i ciekawie skonstruowane; interesująca jest już niejednoznaczna relacja łącząca wspomnianą parę bohaterów. Recenzowana pozycja to czysta rozrywka, którą dobrze się czyta. Może zainteresować nie tylko wielbicieli komiksów spod znaku trykotów i supermocy, tym bardziej że nie jest wymagana znajomość całego uniwersum Marvela.

Keith Giffen & Dan Abnett & Andy Lanning (sc.), Mitch Breitweiser & Scott Kolins & Ariel Olivetti & Kev Walker (rys.), „Anihilacja. Tom 1”, przeł. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1082, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3, kolory/cienie: 3+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with marvel comics at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: