Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

30/05/2018 § Dodaj komentarz


Najlepszy komiks Bendisa

Trzeci tom serii Daredevil: Nieustraszony to godne i trafne zamknięcie cyklu pisanego przez Briana Michaela Bendisa. Kropka. I na tym mógłbym poprzestać, ale chcę się jednak podzielić kilkoma refleksjami: co mi gra w tym tomie i w całym ‘runie’.

Bendis postawił na szorstki realizm, który potęgują zwykle i ‘brudne’ rysunki Alexa Maleeva, rozterki oraz osobiste dramaty. Tu nie chodzi o cykliczne naparzanki i powrót do status quo od nowego zeszytu. To budowana stopniowo saga powolnego opadania maski ukrywającej personalia Daredevila oraz pogrążania się Matta Murdocka w lekkim obłędzie, który podsycany jest agresją. Bendis robi to sprawnie, w odpowiednim rytmie, ze świetnie napisanymi dialogami, kapitalnymi zabawami narracją oraz komiksową formą. Pisarz czuje medium jak mało kto i – niestety – jak mało gdzie w późniejszych rzeczach.

Dla przykładu trzeci tomik otwiera historia zemsty, która dojrzewała przez dekady. Fabuła ciągnie się w trzech równoległych planach czasowych, aby pokazać kolejne etapy życia gangstera, przedstawić jak jego biografia przenikała się z działaniami Daredevila. W tym wszystkim zakorzeniono jeszcze początek drogi Kingpina ku późniejszej potędze. Dodatkowo każda z tych historii – by je odróżnić – wygląda zupełnie inaczej i brane też są tu pod uwagę komiksowe epoki, które trwały w trakcie opisywanych zdarzeń.

Fabuła Dekalogu trąca nieco Kieślowskim, nieco bardziej nawiązaniami do Franka Millera, a najbardziej do drugiego tomu Odmieńca, do którego napisałem scenariusz, a który nigdy nie powstał. Spotkały się tam w jednym miejscu różne postaci, każda miała do sprzedania historię o tytułowym bohaterze. Każda widziała go w inny sposób, przedstawiała inny jego aspekt, a jednocześnie każda nowelka miała być inaczej rysowana. I tu jest w zasadzie ta sama konstrukcja, łącznie z finałową konfrontacją, a Bendis zwyczajnie zajumał mój nieopublikowany scenariusz. Tylko oczywiście zrobił to lepiej…

Ostatni rozdział sagi Bendisa to pokerowa zagrywka Kingpina, niemal wszystkie kobiety życia Matta na raz w jednym miejscu, dramatyzm, FBI, S.H.I.E.L.D., kulminacja i konkretne zakończenie, które daje Brubakerowi (czyli kolejnemu scenarzyście cyklu) solidny punkt wyjścia. Jako bonus alternatywna historia z Karen Page, parę crossoverów i wyimki ze scenariusza.

Tak jak napisałem przed chwilą – bieżący tom, czyli pożegnanie Bendisa, jest tym czym miał być – kulminacją. Scenarzysta jechał konkretnie, bez rozmieniania się na drobne, utrzymał poziom, przywrócił Daredevilowi blask oraz zapisał się w historii komiksu. To klasyk, który się nie zestarzeje, a po który sięgać mogą i fani trykotów, i ci, co za ‘kalesoniarzami’ nie przepadają. Dobra saga, mieszająca dramat, akcję, spektakularność. Perła w swoim gatunku. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy, ciąg dalszy od Brubakera już za chwilę.

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Lark & Bill Sienkiewicz (rys.), „Daredevil: Nieustraszony. Tom 3”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1307, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate

19/05/2018 § Dodaj komentarz


Przygoda w świecie Ultimate

Bendis należy do grupy autorów, którzy po 2000 roku zrewolucjonizowali komiksy Marvela. Pisana przez niego seria Ultimate Spider-Man stała się największym sukcesem linii wydawniczej, była m.in. podstawą dla pierwszych kinowych filmów z Pajęczakiem i po dziś dzień obecna jest na rynku. Jakby tego było mało, scenarzysta należał do ekipy, która przygotowała event Avengers kontra X-Men, kończący pewną epokę wydawnictwa i zapoczątkowujący linię Marvel Now! W ramach której Bendis przejął pisanie przygód X-Menów. W bieżącym tomie autor łączy ich przygody z przygodami bohaterów rzeczywistości Ultimate, tworząc jedną z najlepszych historii All-New X-Men (klik! klik!).

X-Meni niemal od zawsze traktowali czas i przestrzeń, jako własny plac zabaw. Co jest przyczyną wielu kłopotów: wśród ich członków pojawili się mutanci pochodzący z najróżniejszych linii czasowych, a nawet światów. Teraz kolejny raz wpadają w tarapaty z tego powodu, kiedy młoda Jean Grey i jej towarzysze trafiają do uniwersum Ultimate, gdzie będą musieli zmierzyć się z nowymi zagrożeniami i spotkają Ultimate Spider-Mana – Milesa Moralesa. Problemów jest kilka: 1) skoro nie potrafią wrócić do własnych czasów, to czy będą w stanie wrócić do swojej rzeczywistości? 2) czy ich obecność tu nie zachwieje równowagą światów, jak to już nieraz bywało?

Śmiało można powiedzieć, że Bendis czuje się w tej opowieści, jak ryba w wodzie. Oczywiście każdy z tomów All-New X-Men był znakomity, nawet te bardziej przestojowe czytało się świetnie, jednak w tym konkretnym, chyba najbardziej od samego początku cyklu. Czuć, że scenarzysta robi to, co chce. Zupełnie jakbym czytał komiks jednego fana opowieści obrazkowych stworzony dla innych, takich samych osób. Rzeczywiście może tak właśnie jest: taki zawód wybiera się przecież przede wszystkim z pasji.

To znakomite komiksy, świetnie napisane, oferujące konkretną akcję, porcję niewymuszonego humoru i całkiem solidną dawkę epickich scen. Po czymś takim apetyt na przerwanego u nas przed laty Ultimate Spider-Mana tylko narasta, szczególnie, że przygody Pajączka są o niebo lepsze, ale spokojnie, w maju Egmont wyda pierwszy zbiorczy tom tej serii, jest więc na co czekać.

Wracając do albumu Przygody w świcie Ultimate to jest to znakomity komiks rozrywkowy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Czyta się go szybko i przyjemnie, ogląda doskonale, bo szata graficzna jest udana i miła dla oka. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i uczucie niedosytu, co tylko należy zaliczyć in plus dla serii. Dobrze, że jednocześnie na rynku ukazują się kolejne tomy siostrzanego cyklu Uncanny X-Men, także pisanego przez Bendisa i nierozerwalnie spleciono z All-New…. Ze swej strony niezmiennie polecam gorąco, bo naprawdę warto.

Brian Michael Bendis (sc.), Mahmud Asrar (rys.), „All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1304, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hawkeye #2: Lekkie trafienia

15/05/2018 § Dodaj komentarz


Clint Barton i kobiety

Choć Clint Barton (pseudonim Hawkeye) nie posiada żadnych supermocy jest stałym członkiem Avengers. Jednak seria Matta Fractiona (scenariusz) i Davida Aji (rysunki) nie opowiada o wyczynach herosa, a o zupełnie prywatnych i osobistych sprawach mężczyzny, który na co dzień mieszka w jednej z kamienic w Nowym Jorku. Warto wspomnieć, że jest właścicielem budynku i stąd biorą się niektóre z jego problemów. Z drugiej strony, czy w przypadku gdy Sokole Oko zdejmuje kostium, przestaje być prawym bohaterem?

W albumie Lekkie trafienia sporo się dzieje. Całość zaczyna się od potężnego huraganu, podczas którego Clint pomaga jednemu z sąsiadów ewakuować mieszkającego w Queens ojca. Potem będzie miał zatarg z członkami rosyjskiej mafii oraz pewnym płatnym mordercą, który pochodzi z Polski. W międzyczasie Tony Stark pomoże rozwiązać problem z telewizją kablową. Najciekawsze fragmenty opowieści wiążą się z sytuacjami, gdy mężczyzna spotyka swoje byłe kobiety – Nataszę Romanową, Bobbi Morse i Jessicę Drew (czyli Czarną Wdowę, Mockingbird i Spider-Woman). Na horyzoncie pojawia się też tajemnicza Penny, przez którą protagonista ładuje się w kolejną kabałę. W tle przewija się również Kate Bishop. Tak, życie uczuciowe Bartona jest – delikatnie mówiąc – skomplikowane.

Na osobne omówienie zasługuje ostatni zeszyt tomu, za który w 2014 roku artyści zgarnęli nagrody Eisnera i Harveya w kategorii najlepszy pojedynczy zeszyt. Fabularnie nic specjalnego. Śledzimy przebieg dochodzenia w sprawie zabójstwa jednego z sąsiadów protagonisty. Jednakże detektywem jest pies Bartona, Fuks. Rzeczy w tym, że wydarzenia przedstawiane są z psiej perspektywy. Kompozycja paneli, kadrowanie, symboliczne ideogramy i emotikony, fragmentaryczność dialogów, znaki zależności i wynikania – dosłownie cała warstwa ilustracyjna została podporządkowana konceptowi. Wspaniale poprowadzona i zrealizowana opowieść! Wszystko tu jest na swoim miejscu. Nie mam pojęcia, czy większe brawa należą się scenarzyście, czy rysownikowi.

Narracyjnie „dwójka” nie różni się od „jedynki” (klik! klik!). Jeśli komuś podobał się tom Moje życie to walka, to i Lekkie trafienia przypadną mu do gustu. Doceniam zamysł scenarzysty, który podejmuje próbę dekonstrukcji wyświechtanych schematów komiksu superhero. Fraction stawia na obyczajowe akcenty i zabawną komedię pomyłek. Porównując serię Hawkeye z pozycjami Daredevil: Nieustraszony (klik! klik!) czy Jessica Jones: Alias (klik! klik!) Briana Michaela Bendisa, to mimo wszystko całość wypada mało przekonująco i dość powierzchownie. Osobiście, gdyby nie niebywała oprawa graficzna Aji, która świetnie współgra z kolorami Matta Hollingswortha, nie miałbym czym się zachwycać.

Matt Fraction (sc.), David Aja & Francesco Francavilla & Steve Lieber & Jesse Hamm (rys.), „Hawkeye #2: Lekkie trafienia”, tłum. Marceli Szpak, Klub Świata Komiksu – album 1219, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Avengers: Czas się kończy. Tom1

06/05/2018 § Dodaj komentarz


Długie odliczanie

Wraz z serią New Avengers (klik! klik!) zaczęło się długie odliczanie końca uniwersum, jakie znamy. Teraz wydarzenia wkraczają w kluczową fazę, prowadzącą bezpośrednio do wielkiego finału, jaki przeczytamy w evencie Tajne Wojny. Zanim jednak to nastąpi musimy zapoznać się z kilkoma ważnymi i mniej ważnymi zdarzeniami.

Jak może pamiętacie – zaczęło się od inkursji, zderzeń alternatywnych wszechświatów, które muszą się skończyć poświęceniem jednego ze światów znajdujących się na ich styku, bo w innym wypadku zginą oba. Zniszczono już niejedną planetę, by ocalić Ziemię, ale nasz glob nadal nie jest bezpieczny. Iluminaci, pod okiem nie zgadzających się na takie rozwiązanie Avengers, zaczęli działać w obronie świata. Nie byli jednak w stanie niszczyć innych. We wspólnej misji siły połączyli ci, którzy dotychczas ze sobą walczyli – zarówno niektórzy bohaterowie, jak i ich wrogowie, gotowi zrobić wszystko, byle wyjść cało z kolejnych inkursji. To wywołało podziały między herosami. Iluminaci są poszukiwani przez Avengers, rozłam się pogłębia, każdy ma swój pogląd na obecną sytuację i metody, jakie należałoby zastosować. Ale czas ucieka. Czas się kończy. Czy ktokolwiek ma szansę zaradzić coś na obecną sytuację?

Avengers: Czas się kończy to kolejny event z Marvelowskimi Mścicielami, tyle że nie rozpisany na ogół serii wydawanych w ramach Marvel NOW!, a na oba tytuły z nimi w rolach głównych. Co nie znaczy, że jego wydarzenia dotykają tylko nich samych. Prowadzi w końcu bezpośrednio do wspomnianych już Tajnych Wojen (nie mylić z historią o tym samym tytule z lat ’80 ubiegłego wieku), które odmienią wszystkie pozycje wydawnictwa oraz całe oblicze uniwersum. Nie chcę nic zdradzać, ale uwierzcie, zmiany będą większe, niż w dotychczas wydanych eventach razem wziętych.

Zanim to jednak nastąpi, mamy ciekawą opowieść, w której akcja jest szybka, dynamiczna i spektakularna. Nie brak też spokojniejszych momentów, a całość stawia kilka ciekawych pytań. Weźmy na przykład to najistotniejsze, ciągnące się od początku New Avengers, a mianowicie czy bezpieczeństwo świata powinno spoczywać na brakach grupki ludzi, która pełna jest własnych słabości. Niby rzecz oczywista, a jednak…

Dodajcie do tego świetną oprawę graficzną, realistyczną, szczegółowa i doskonale oddającą charakter całości, a otrzymacie zdecydowanie jedną z najlepszych serii Marvel NOW. In plus przemawia jeszcze, że historia opowiedziana z wielkim rozmachem, od pierwszego tomu tworząc wielką sagę o inkursji, w skład której weszły takie eventy, jak Era Ultrona (klik! klik!) czy Nieskończoność (klik! klik!). Polecam gorąco, nie tylko Czas się kończy. Komplet wydarzeń z udziałem Avengers absolutnie wart jest poznania.

Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli & Jim Cheung & Valerio Schiti & Kev Walker i inni (rys.), „Avengers: Czas się kończy. Tom1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1303, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Ms Marvel #3: Zdruzgotana

24/04/2018 § Dodaj komentarz


Atak socjotechniczny na Ms Marvel

Kamala Khan, czyli aktualna Ms Marvel, to moja ulubiona postać spośród najświeższych nabytków superbohaterów Marvela. Dziewczyna znacznie się wyróżnia na tle pozostałych nastoletnich herosów. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie jej przekonań religijnych. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że odrzuciła seksistowski sztafaż postaw i zachowań, nawet jej kostium przypomina „cywilną” odzież. Gratulacje dla scenarzystki G. Willow Wilson, która od pierwszego zeszytu konsekwentnie i świadomie prowadzi bohaterkę przez uniwersum Marvel Now!

Trzecia osłona serii, która nosi podtytuł Zdruzgotana, zawiera trzy niepowiązane ze sobą fabuły. Elementem łączącym jest sama Ms Marvel i jej kolejne przygody. W pierwszej narracji nasza bohaterka spotyka boga ognia, kłamstw i psot, który przybył Jersey City prosto z Asgardu. Podczas balu walentynkowego Loki próbuje trochę namieszać w życiu nastoletniej ekipy. Ma ku temu sposobność, bo Bruno zdradza jakim uczuciem darzy Kamalę. Zresztą sercowe perypetie dziewczyny są także głównym wątkiem kolejnej historii. Innym ważnym elementem drugiej fabuły są tarcia polityczne w szeregach rasy Inhumans. Nasza bohaterka zostaje poddana emocjonalnej manipulacji i zmuszona do opowiedzenia się po którejś ze stron. W ostatniej noweli, napisanej przez Marka Waida, występuje dwójka agentów S.H.I.E.L.D., którzy w szkole nastolatki muszą wykonać pewne tajne zadanie.

Opowieści z Lokim i agentami pełnią w tomie rolę zbędnego wypełniacza. Zresztą, rzecz napisana przez Waida jest bardzo słaba i można się zastanawiać nad tym, dlaczego została zamieszczona w tomie… Ze względu na specyfikę poruszanych problemów środkowa historia jest najważniejsza, ale także i najlepsza. Rzecz poniekąd dotyczy pierwszej miłości, ale znaczącym aspektem fabuły jest sposób w jaki scenarzystka przedstawiła sytuację wchodzenia Kamli w romantyczną relację z przystojnym chłopakiem. Finalnie wybranek okazuje się obleśnym kolesiem, który za pomocą kilku trików podszedł dziewczynę i perfidnie zagrał na jej uczuciach. Willow Wilson udziela lekcji wszystkim czytelniczkom, że są podatne na atak socjotechniczny, a emocjonalne zaangażowanie drugiej strony może być udawane. W rzeczywistości osoba kłamie, zwodzi i oszukuje, aby osiągnąć swój niecny cel.

Chociaż pierwsze dwa opowiadania został narysowany przez zupełnie nową parę artystów (Elmo Bondoc i Takeshi Miyazawa), to nie widać jakiejś zasadniczej zmiany. Cartoonowa, wyraźnie uproszczona stylistyka zostaje utrzymana. Obaj artyści dobrze sobie radzą z żywiołowością, energicznością i zwyczajnością głównej bohaterki. Kolejny raz kolorysta – Ian Herring – stanął na wysokości zadnia. Pod tym względem szczególnie dobrze prezentuje się środkowa historia, w której z planszy na planszę barwy przyjmują niepokojący odcień.

Nie warto się oszukiwać Ms Marvel to komiks o nastolatkach i dla nastolatków, który wypada o niebo lepiej niż, dajmy na to, Nastoletni Tytani klik! klik!(). Zasługą pisarki, która odpowiada za skrypt, jest zauważalny autentyzm postaci, prawdziwość ich codziennych problemów oraz spójność rzeczywistości. Album Zdruzgotana wypada zdeczko słabiej, to nadal jestem ciekaw, jakie przygody będzie miała nastoletnia Ms Marvel.

G. Willow Wilson & Mark Waid (sc.), Humberto Ramos & Takeshi Miyazawa & Elmo Bondoc (rys.), „Ms Marvel #3: Zdruzgotana”, tłum. Anna Tatarska, Klub Świata Komiksu – album 1253, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o. o., Warszawa 2017

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu: klik! klik!

Avengers i X-Men: Axis

01/04/2018 § Dodaj komentarz


Zły dobrym, a dobry złym

W lutym na polski rynek trafiły dwa Marvelowskie eventy. Pierwszym jest kontynuacja znakomitej AnihilacjiAnihilacja: Podbój, drugim niniejszy Axis. Crossover przygód Avengers i X-Menów, którzy muszą stawić czoła potężnemu wrogowi. Ze wszystkich wydanych w ramach Marvel Now! eventów ten jest najsłabszy, mimo to nadal oferuje solidną porcję bezpretensjonalnej zabawy, a lektura jest przyjemnością.

Red Skull, wróg z przeszłości Kapitana Ameryki, nazista i szaleniec, wpadł na chory plan eksterminacji mutantów. Przemiana Genoshy, niegdysiejszego ich raju, w jeden wielki obóz koncentracyjny to jednak dla niego za mało. Zdobywszy ciało Charlesa Xaviera i przejąwszy jego mózg, a co za tym idzie telepatyczne zdolności, zaczął siać nienawiść na całym świecie.

Jakby tego było mało stał się nowym wcieleniem Onslaughta, potężnego bytu zrodzonego z mroków umysłów Xaviera i Magneto, który przed laty niemal doprowadził do zagłady bohaterów Marvela. Do walki z nim stają dwie drużyny – X-Men i Avengers. Niedawno obie starły się w wojnie, w której życie stracił Xavier, teraz muszą działać ramię w ramię. Ale nie długo. Kiedy za sprawą Red Onslaughta wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, a dobrzy bohaterowie stają się źli, Mściciele i Mutanci znów występują przeciw sobie. Nadzieja na ocalenie świata gaśnie, ale czy nie pojawi się nowa szansa na odmienienie losów tego konfliktu? Każdy kij ma przecież dwa końce, a skoro dobrzy stali się źli, co stało się ze złymi?

Cały event Axis mocno nawiązuje do tego, co działo się w komiksach superhero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Pamiętacie? Właśnie wtedy miało miejsce pierwsze starcie z Onslaughtem. Tutaj, podobnie jak w tamtym okresie, twórcy proponują nam pełną akcji opowieść, gdzie role się odwracają. Źli stają się dobrzy, dobrzy źli, równowaga zostaje zachwiana, a nad wszystkim unosi się cień potężnego wroga. Do tego Rick Remender, scenarzysta całej opowieści, postanowił sięgnąć do opowieści, która zapoczątkowała Marvel Now!, kończąc jednocześnie pewien etap w historii tego wydawnictwa.

Avengers i X-Men: Axis to taki komiksowy blockbuster, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Cała plejada gwiazd, zarówno tych dobrych, jak i złych, szybkie tempo i widowiskowe walki, szalone wydarzenia, akcja pędząca na złamanie karku, zero głębi, ale rozrywkę oferuje znakomitą. Szata graficzna doskonale pasuje, bo w większości mamy tu do czynienia z realistycznymi, szczegółowymi rysunkami takich gwiazd, jak Adam Kubert, Leinil Francis Yu i Jim Cheung. Gorzej wypada prostsza kreska Terry’ego Dodsona, ale to już kwestia gustu.

Jako całość Axis pozostawia po sobie całkiem przyjemne wrażenie i ochotę, aby sięgnąć po tie-iny, a tych na szczęście na naszym rynku nie brakuje. Jeśli chcecie dobrej, niezobowiązującej rozrywki w stylu kinowych hitów, na pewno się nie zawiedziecie. Szczególnie jeśli tak, jak ja jesteście miłośnikami nie tylko Marvela, ale przede wszystkim X-Menów oraz z sentymentem wspominacie koniec ubiegłego wieku i to, co działo się wówczas na amerykańskim rynku komiksowym.

Rick Remender (sc.), Adam Kubert & Leinil Francis Yu & Terry Dodson & Jim Cheung (rys.), „Avengers i X-Men: Axis”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1288, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny Avengers #5: Preludium do Axis

30/03/2018 § Dodaj komentarz


Nim wszystko wywróci się do góry nogami

Ledwie event Grzech pierworodny (klik! klik!) dobiegł końca, wraz z publikacją ostatnich tie-inów, a już zaczyna się kolejny: Axis. Oczywiście na tym nie koniec, bo w tle dzieją się wydarzenia prowadzące do innych podobnych historii, jak Spiderversum, będącym crossoverem pajęczych serii, a także Tajnych wojen, które zakończą Marvel Now! – opowieść rozpoczętą wraz z pierwszymi tomami serii Avengers, a kontynuowaną choćby w Nieskończoności (klik! klik!). Skupmy się jednak na tym, co mamy. A co mamy? Naprawdę udaną historię, która, na krótko, ale jednak, wywraca do góry nogami status quo bohaterów Marvela.

Po każdej burzy zawsze wychodzi słońce, ale nie każdego ono cieszy. Starcie z Kangiem zakończyło się sukcesem, ale Uncanny Avengers musieli zapłacić za niego wielką cenę. Ciało Sunfire’a zostało zniszczone, Havok został trwale oszpecony, Wonder Man uwięziony w umyśle Rogue, a córka Wasp i Havoka uprowadzona przez Kanga i Korpus Chronos. Teraz bohaterowie próbują pogodzić się ze strata mi, ale nie jest łatwo. Wtedy jednak pojawia się Immortus, który ma dobre wieści dla zrozpaczonych rodziców – mogą odzyskać swoją córkę, przyjdzie na to czas, jednak przyjdzie też czas na kłopoty. Red Skull zaczął wypełniać swój plan i jeśli go nie zabiją, nie ma co liczyć na dobre jutro.Tymczasem Magneto wraca na Genoshę. Wyspa, które niegdyś była jego rajem dla mutantów, obecnie nie ma się najlepiej. Coś tam się dzieje, coś złego. Tragicznego. Coś, co przypomina mu jego własną przeszłość, ale może mieć też tragiczne skutki w przyszłości…

Axis to kolejny event, który budzi we mnie pewien sentyment. Z jednej strony to od X-Men zaczęło się w Polsce wydawanie crossoverów (pamiętna Pieśń egzekutora), z drugiej, pierwszym eventem, jaki przeczytałem, czyli Heroes Reborn: The Return. Jakby tego było mało, obok Spider-Mana to właśnie serie z mutantami należą do moich ulubionych tytułów z Marvel Now!. Na Axis czekałem więc z wielką niecierpliwością i muszę przyznać, że tom mnie nie zawiódł.

A miałem obawy. Event zebrał bardzo mieszane oceny (cóż, na właściwą historię musimy jeszcze chwilę zaczekać, więc w ostatecznym werdyktem wstrzymam się do jej publikacji), do tego Remander, scenarzysta Uncanny Avengers równie często dostarczał mi dobrej rozrywki, co mocno rozczarowywał. Na szczęście tym razem nie zawodzi, a na dodatek nie jest sam, bo towarzyszy mu Cullen Bunn, scenarzysta serii Magneto, której dwa zaszyty znajdziecie w tym tomie.Co warto zauważyć, choć same wydarzenia opisane w tym albumie brzmią jak żywcem wzięte z kapitana Ameryki, to jednak jest to przede wszystkim opowieść dla miłośników X-Menów. Zbyt wiele nie chcę tu zdradzać, ale to oni póki co najwięcej znajdą tu dla siebie.

Ale oczywiście nie tylko, a przy okazji wszystko to zostało naprawdę w dobrym stylu zilustrowane i tradycyjnie dla Egmontu wydane bez zarzutu. Po prostu kolejna udana rzecz z linii Marvel Now, szczególnie dla fanów X-Menów. Jeśli do nich należycie i czytacie obie serie ze scenariuszami Bendisa, polecam, będziecie zadowoleni.

Rick Remender & Cullen Bunn (sc.), Sanford Greene & Gabriel Hernandez Walta & Javier Fernandez & Salvador Larroca (rys.), „Uncanny Avengers #5: Preludium do Axis”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1271, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with marvel comics at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: