Kaznodzieja. Tom 3

01/05/2018 § Dodaj komentarz


Półmetek, czyli rachunek sumienia

Kaznodzieja dojechał do połowy swojej podróży przez USA. Trzeci tom popycha naprzód relacje pomiędzy bohaterami, sporo mówi o postaci Świętego od Morderców. Tak jak poprzednio mamy do czynienia z porządnie napisaną opowieścią drogi, mówiącą o przyjaźni, przemocy i poszukiwaniu Boga – bynajmniej nie po to, aby mu się pokłonić. Jednocześnie zaczynam czuć znużenie, lekkie dreptanie historii w miejscu. Powoli przypomniałem sobie dlaczego seria Kaznodzieja, którą jako całość bardzo lubię, jest jednak na moim szczycie serii przereklamowanych.

Pierwsza część tomu to wspomniana historia Świętego. Dowiadujemy się kim był, co go ukształtowało, a także co go potem zmieniło w ucieleśnienie zła, jeszcze zanim stał się nadnaturalnym bytem. Ennis skrzyżował western z horrorem, tworząc opowieść o wściekłości i dążeniu do zemsty silniejszym niż śmierć. Są tu strzelaniny, ale też smutek i dramat, nadające postaci nieśmiertelnego kowboja pewnego tragizmu. Dzięki tej opowieści jest on czymś więcej niż papierową postacią, która pojawia się znikąd, po czym wszystkich zabija. Nabiera tu głębi.

Ciąg dalszy to w dużej mierze kręcenie się po Luizjanie i ‘ennisowska’ polewka z gotów, którzy wyglądają tu jak parodia fanklubu naszego nieszczęsnego Tomasza Beksińskiego. A może wcale nie parodia? Wygadują w końcu podobne brednie. Skonfrontowanie ich z prawdziwym wampirem wprowadza sporo czarnego humoru i przemocy – dobry fragment opowieści.

Problem polega jednak na tym, że druga część tomu, stanowiąca większość, zwalnia w stosunku do poprzednich albumów. Sceny drastycznej przemocy nie robią już wrażenia. Gębodupa wyczerpał swój potencjał, a zlewka z samozwańczych Dzieci Nocy wystarczyła by jako samodzielny zeszyt, a nie na cały wątek. Jednocześnie w tych wszystkich obyczajowych wtrętach Ennis wprowadza widmo klątwy oraz wyraźne sygnały, że Cassidy pomimo swojego uroku irlandzkiego wampira jest po prostu mendą.

Wszystko to zwiastuje oczywiście problemy w bliskiej przyszłości, trzeci tom Kadznodziei pozostaje chyba jednak dla czytelnika testem. Przebrnąłeś, chcesz wiedzieć co dalej z Custerem, Bogiem i całą ekipą? Sięgniesz po kolejne albumy. Zmęczyłeś się? Możesz w tym miejscu spacować. Odpowiedzi na to, czy być wiernym serii, nie dam. Sięgnijcie po „trójkę”, bo to dobry barometr dla czytelnika.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 3”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1268, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

B.B.P.O.: 1946-1948

21/04/2018 § Dodaj komentarz


Pierwsza teka akt Biura Badań Paranormalnych i Obrony

Zupełnie niedawno na polskim rynku pojawiło się zbiorcze wydanie dwóch pierwszych tomów opus magnum Mike’a Mignoli, czyli Hellboy, a już w ręce czytelników trafia kolejne dzieło tego artysty. Cykl BBPO: 1946-1948 stawnowi spin-off przygód Piekielnego Chłopca. Rzecz opowiada o działalności Biura Badań Paranormalnych i Obrony (z angielskiego: B.P.R.D.), które zostało założone właśnie 1944 roku przez grupę naukowców pod kierunkiem profesora Trevora Bruttenholma. Wszyscy czytelnicy, którzy dali się zauroczyć głównej serii, także i tym razem będą zachwyceni, bo „jedynka” to rewelacyjny album, oferujący wszystko to, co w Hellboyu najlepsze.

Rok 1944. Niemcy prowadzą swoje chore eksperymenty na ludziach. Kobieta, którą się „zajmują” nie jest jednak człowiekiem. Udaje się ją poskromić, ale lekarzom pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wiedzą, co robią… Dwa lata później Trevor Bruttenholm przybywa do zrujnowanego wojną Berlina. Konflikt wprawdzie dobiegł końca, ale miasto jest w opłakanym stanie, ludzie głodują, wojska rosyjskie wprowadzają własny porządek i siłą odbierają „reparacje”. Co w takim miejscu robi amerykański profesor? Jako przedstawiciel nowo powstałego Biura zajmuje się tropieniem wszelkich okultystycznych działalności, a naziści byli w nich ekspertami. Nic więc dziwnego, że na ich terenie wciąż odkrywane są kolejne niezwykłe artefakty. On i towarzyszący mu żołnierze mają zebrać i uporządkować dane na ich temat. Nie wiedzą jeszcze z jakim zagrożeniem przyjdzie im się zmierzyć…

Oczywiście to nie jedyna przygoda Bruttenholma jaką znajdziecie w tym tomie. Poza nią (wydaną kiedyś w Polsce w samodzielnym albumie) czekają na Was także jeszcze dwie inne miniserie, shorty z początków kariery profesora i mnóstwo (blisko 60 stron) dodatków w postaci szkiców Mignoli z odautorskimi komentarzami. To wszystko nie miałoby jednak najmniejszego znaczenia, gdyby treść nie stała na wysokim poziomie. Choć muszę przyznać, że przed lekturą miałem pewne obawy, co może z tego wyniknąć.

Dlaczego? Po pierwsze dotychczas, poza drobnymi wyjątkami, Mike Mignola sam pisał scenariusze Hellboya. Tym razem w znacznym stopniu pomogli mu John Arcudi i Joshua Dysart. Poza tym graficznie także zaszła duża zmiana – większa nawet niż w przypadku późnych przygód Piekielnego Chłopca rysowanych przez innych artystów. A jednak całość jest równie dobra, co one. Zagadki są ciekawe, akcja znakomicie poprowadzona, niepokojąca atmosfera pierwowzoru także została zachowana. Komiksy wchodzące w skład tego tomu czyta się naprawdę znakomicie, ale i z wielką przyjemnością ogląda.

Jeśli lubicie Hellboya, to koniecznie sięgnijcie po omawiany cykl. Podobnie zresztą, jeśli do gustu przypadło Wam Z archiwum X, bo to bardzo zbliżona opowieść.

Mike Mignola & John Arcudi & Joshua Dysart (sc.), Paul Azaceta & Gabriel Bá & Fábio Moon & Max Fiumara & Patric Reynolds (rys.), „B.B.P.O.: 1946-1948”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1247, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hellboy. Tom 2

05/04/2018 § Dodaj komentarz


Ulubione szorty z Piekielnym

No cóż, seria po prostu nabiera na wyrazie w krótkich formach. Tak poniekąd uważa jej autor, wielu jego współpracowników, fanów, tak też uważam i ja. Początek zainteresował mnie mieszanką pulpy, Lovecrafta i podań, doprawioną oryginalną kreską, ale nie uważałem się jeszcze za fana. Za to krótkie formy, wydane u nas tuż potem, spowodowały, że pokochałem ten świat i tych bohaterów.

Drugi tom to zbiorcze wydanie dwóch antologii krótszych opowiadań z początkowego okresu Hellboya: Spętanej trumny i Prawej ręki zniszczenia. Właśnie w tych historiach, zwłaszcza w tytułowych opowieściach, wykuwane są zręby przyszłej mitologii, która poprowadzi go w stronę piekieł. Jednocześnie nie ma tu szarży, przyciężkich i gęstych klimatów, obsesji na punkcie uzupełniania mini-serii krótkimi formami. Większość z tych opowieści to samodzielne historie, które bronią się w oderwaniu od całości.

Zbiór to w większości moje ulubione szorty z Piekielnym. Całość otwierają wybitne, humorystyczne Placuszki z młodziutkim Hellboyem, który jak wiadomo jest po prostu słodziakiem. Jest tu kapitalny Wisielec, czy moje świetne, nastrojowe Wilki ze Świętego Augusta. W tych historiach Mignola odpuszcza sobie zwykle faszystów i stwory z mitologii Cthulhu, zamiast tego penetrując lokalne wierzenia (rozwinięcie historii Baby Jagi czy duchy z Japonii), albo bawiąc się klasyką horroru. Prawie kolos to odwołania do historii Frankensteina, Warkołak to gotycka opowieść z wampirami, a wspomniane wilki to równie gotycka opowieść o nawiedzonym miasteczku, z jednym z najbardziej upiornie działających kadrów, jakie Mignola narysował. Oczywiście jest tu i groza, i pranie po pyskach, one linery, ale i jak zawsze zapadające się podłogi.

Wszystkie historie to popis wirtuozerii autora, jako scenarzysty, narratora i rysownika, bo nie zapominajmy że nie zawsze musi się to łączyć. Dobra historia i warsztat rysunkowy to jedno, ale Mignola wie też jak opowiadać, by osiągnąć swój efekt. Odpowiednio buduje nastrój, utrzymuje pewien rytm, czasem nabijając go zdawkowymi dialogami, innym razem budując historię pierwszoosobową narracją w ramkach, dorabiając do niej na zasadzie kontrapunktu kadry skupione na detalu. Te kadry odchodzące w bok, by skupić się na niesymetrycznie ukazanej płaskorzeźbie, czy fragmencie twarzy, to jego znaki rozpoznawcze, nieodłączne w komponowaniu oryginalnych plansz, wypełnionych oczywiście gęstą czernią, kontrastami i świetnym rysunkiem.

Omawiana odsłona to tak naprawdę tom, od którego można zaczynać przygodę, a który na pewno docenią też ci, którzy już tom pierwszy przerobili. Klasyka i mistrzostwo, w dodatku wzbogacone o odautorskie komentarze i szkicownik.

Nie warto, a trzeba!

EDIT: Hellboy Library Edition to w oryginale łącznie 7 tomów: 6 numerowanych plus dodatkowy In Hell. I pewnie właśnie tyle albumów doczekamy się na naszym rynku.

Mike Mignola & John Byrne (sc.), Mike Mignola (rys.), „Hellboy. Tom 2”, tłum. Miłosz Brzeziński & Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – 1287, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Hellboy. Tom 1

03/04/2018 § Dodaj komentarz


Piekielny chłopiec

Ledwie pół roku temu przygody Hellboya skończyły się wraz z drugim, finałowym tomem Hellboya w piekle (klik! klik!), a już na księgarskie półki trafiło zbiorcze wznowienie dwóch pierwszych pełnometrażowych albumów. Ci czytelnicy, którzy wcześniej nie mieli okazji przeczytać, mają wreszcie możliwość uzupełnienia swojej kolekcji. A warto to zrobić, bo opus magnum Mike’a Mignoli to zdecydowanie jedna z najlepszych serii, jakie powstały.

W pierwszej historii, Nasienie zniszczenia, przenosimy się do grudnia roku 1944. Naziści z pomocą tajemniczego człowieka przeprowadzają rytuał zwany Operacją Ragnarok. Jego celem jest przywołanie demona, mającego im zapewnić zwycięstwo w wojnie. Alianci wraz z grupą naukowców, do której należy Trevor Bryttenholm, jak się można spodziewać, mają ich powstrzymać. Rytuał się udaje, ale nie wszystko idzie tak, jak powinno. Przywołany zostaje demon-chłopiec, Hellboy, jak wkrótce wszyscy zaczną go nazywać, a na dodatek wpada nie w ręce hitlerowców, a Aliantów… Mija 50 lat. Hellboy pracuje dla Biura Badań Paranormalnych i Ochrony wyjaśniając wszelkie paranormalne zagadki i tajemnice. Nagle odwiedza go Trevor, który powrócił z dziwacznej wyprawy. Kiedy chwilę potem ginie, Hellboy postanawia dowiedzieć się dlaczego…

W drugiej historii, Obudzić diabła, Hellboy powraca z kolejną misją. Tym razem trafia do Rumunii, gdzie bada sprawę niejakiego Vladimira Giurescu, który od wieków raz na jakiś czas zmartwychwstaje. Czyżby był wampirem? Niestety, na drodze Piekielnego Chłopca staną wiecznie żywi naziści, a także sam Rasputin, który upomina się u niego o własne dziedzictwo…

Powiedzieć, że Hellboy to kultowa seria, to jak nic nie powiedzieć. Frazes. Ale czy da się inaczej? Pewnie da, tylko po co. To seria kultowa ze wszystkim, co hasło to ze sobą niesie i określenie to doskonale oddaje charakter tego z czym mamy tu do czynienia. Ale oczywiście nie najpełniej – do tego potrzeba jednak większej ilości słów, a i one nie opiszą wszystkiego. Dopiero lektura komiksu pokaże Wam z czym macie do czynienia, bo Hellboy to zdecydowanie więcej, niż poszczególne jego składowe. Niemniej spróbuję przybliżyć nieco z czym macie tutaj do czynienia.

Opis już znacie, ale i tak warto nadmienić, że całość to takie Z archiwum X w wersji weird fiction. Bardzo klasyczne, bo łączące w sobie legendy z różnych stron świata, z horrorem, olschoolową fantastyką i opowieścią akcji. Elementy superhero? Są, ale nienachalne, bohaterowie mają pewne moce, zresztą Hellboy nie jest tu wcale najdziwniejszą postacią, a jednak wszystko to pozostaje w zgodzie z tradycją gatunku, w jakim Mignola (wraz z pomocą Johna Byrne’a) się porusza.

A szata graficzna? Chociaż na początku jego kariery Mignola był doceniany bardziej przez kolegów po fachu, niż czytelników, Hellboy to komiks, który zachwyca rysunkami. Cartoonowa, dość kanciasta i prosta kreska urzeka. Czym? Przede wszystkim genialnym operowaniem cieniem, które (wraz z równie nieskomplikowanymi, ale wspaniałymi kolorami) dodaje ilustracjom niepokojącej nuty, ale też i to, jak wiele można za pomocą takiej prostoty ukazać w absolutnie doskonały sposób. I bez znaczenia pozostaje fakt, że w tych pierwszych opowieściach nie wszystko jeszcze wychodzi autorowi idealnie.

Nowe wydanie stoi na wysokim poziomie. Papier kredowy, twarda oprawa, przedruk oryginalnych przedmów (czego zabrakło mi w reedycji Kaznodziei), nowy wstęp i solidna, bo licząca ponad 30 stron galeria szkiców wraz z komentarzami – wszystko to prezentuje się naprawdę znakomicie. Tak samo jak opracowanie graficzne okładki. Jeśli więc jeszcze nie macie Hellboya w swojej kolekcji, to doskonała okazja by to zmienić. A, jak wspominałem na wstępie, naprawdę warto poznać opus magnum Mignoli, bo mimo upływu lat wciąż robi wielkie wrażenie i zachwyca, jak kiedyś.

Mike Mignola & John Byrne (sc.), Mike Mignola (rys.), „Hellboy. Tom 1”, tłum. Miłosz Brzeziński & Maciej Drewnowski & Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – 1222, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Storm #5: Uśpiona śmierć | Piraci z Pandarwii

07/12/2017 § Dodaj komentarz


Stare się kończy, nowe zaczyna

Piąty zbiorczy tom serii Storm, który zawiera albumy Uśpiona śmierć oraz Piraci z Pandarwii, jest z kilku powodów rzeczą przełomową. Po pierwsze etatowy rysownik Don Lawrence pierwszy i ostatni raz próbuje swoich sił jako autor fabuły. Po drugie na fotel głównego i stałego scenarzysty powraca Martin Lodewijk, czyli współpomysłodawca całej serii i autor skryptu drugiej odsłony. Po trzecie albumem Uśpiona… kończy się cykl Kroniki świata na dnie, a Piratami… rozpoczyna się nowy rozdział epopei, który nosi podtytuł Kroniki Pandarwii. Z konkretnymi i szczegółowymi informacjami o autorach, redaktorach i meandrach wydawniczych możemy zapoznać się czytając kolejny odcinek Nieodkrytego Storma.

Akcja odcinka Uśpiona śmierć rozgrywa się w dusznej i wiecznie zielonej puszczy, przez którą przedzierają się Storm i Rudowłosa. Nie są jednak sami, obserwuje ich grupa wojowniczych Indian. Dziewczyna zostaje postrzelona zatrutą strzałką i nagle traci przytomność. Mężczyzna bez większych problemów obezwładnia napastników i zmusza, aby poprowadzili do wodza. Satrapa posiada cudowne antidotum, jednak nie chce się nim dzielić, chyba że Storm… I w tym miejscu rozpoczyna się kolejna przygoda protagonisty, który tym razem przyczyni się do zjednoczenia dwóch zwaśnionych plemion. Narracja prowadzona jest poprzez dwie linie fabularne. W drugiej Rudowłosa daje „małą” próbkę swego silnego i niezależnego charakteru. Oj, biedny syn Yucana, który umyślił sobie małżeństwo z dziewczyną.

Natomiast fabuła Piratów… rozgrywa się z dala od Ziemi. Storm i Rudowłosa zostają porwani przez strumień czerwonego światła i przeniesieni na drugi kraniec galaktyki, gdzieś w okolice planety Pandarwia. Tymczasem nie wiemy, dlaczego władca planety – teokrata Marduk – wydał zlecenie porwania Stroma. Mężczyzna w swoich wypowiedziach nazywa go „anomalią”. Eksperyment uprowadzenia prawie się udał. W wyniku spadku mocy promień porzucił naszych bohaterów przed osiągnięciem celu. Przeciwności losu powodują, że para się rozdziela: Storm zostaje uratowany przez wielorybnika, a Rudowłosa trafia w łapy władającego planetą despoty.

Don Lawrence kolejny raz dowodzi wysokiego kunsztu artystycznego. Dlatego ciężko w tym aspekcie napisać coś nowego. W końcu regularnie chwalę. Nie inaczej musiałbym postąpić w wypadku „piątki”: urzeka bogactwo detali, kreacja świata przedstawionego oraz dziwaczny stworzeń. Moje ulubione plansze przedstawiają przestrzeń powietrzną nad Vertiga Bas (strony 84 i 85): korsarskie statki rodem z XV wieku, które miast pływać, unoszą się swobodnie w powietrzu.

Za sprawą Piratów z Pandarwii omawiana odsłona jest znacząca. Grubą kreską zostaje odcięte to wszystko, co było. Serial poniekąd rozpoczyna się na nowo. Zmiana lokacji to dobre posunięcie, daje pisarzowi pełną swobodę w kreowaniu kolejnych przygód Storma i Rudowłosej. Dobrze wróży wprowadzenie nowych postaci, które chyba zostaną na dłużej. Zresztą, przekonamy się o tym już za tydzień, gdy do sprzedaży trafi „szóstka”, która zawiera: Labirynt śmierci oraz Siedmiu z Aromatery (klik! klik!).

Don Lawrence & Martin Lodewijk (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #5: Uśpiona śmierć | Piraci z Pandarwii”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Kaznodzieja. Tom 2

28/11/2017 § 2 Komentarze


Klasyka komiksu nie dla każdego

Jestem stary, zblazowany i zdarza mi się prowokacyjnie wygadywać różne brednie, czasem nawet sam nie ogarniam, gdzie u mnie leży granica trollingu. Zżymam się na przykład, że Kaznodzieja to strasznie przereklamowana seria. Tego się będę trzymał, bo poziom ochów i achów przewyższa legendę Ennisa, ale mimo wszystko. Cholera. Jak to dobrze jest napisane.

Drugi tom nowego wydania serii nie wyjeżdża z buta w twarz, bo Irlandas od tego zaczął. Za to mamy ciąg dalszy wiercenia dziury w brzuchu. Poprzednia odsłona (klik! klik!) była niemal wzorcową ekspozycją: przedstawiającą bohaterów i ich tło oraz zarysowującą cel. Kontynuacja to sprawne rozwinięcie. Jest więc kaznodzieja z Texasu, który uwolniony od bolesnych więzi rodzinnych wchodzi na ścieżkę przemocy, by wytropić Boga. Jest jego kobieta. Jest też zaprzyjaźniony irlandzki wampir. To historia drogi – współczesny western z demonami, aniołami, ich potomstwem z nieprawego łoża, Słowem Bożym, oraz szorstką, męską przyjaźnią. Jest też coś jeszcze.

Ennis dopiero teraz zanurza nas w spiskowej intrydze. Jest Jesse Custer, Tulip i Cassidy, ale jest też Graal – tajna religijna organizacja, która stoi nie tylko za Watykanem, ale i za współczesnymi demokratycznymi państwami. Jest więc religia, przepowiednie, więzy krwi, a wspólnym mianownikiem wszystkich wątków pozostaje Bóg. I to wszystko naprawdę cholernie dobrze się wiąże.

Pisarz jedzie prowokacyjnie, poza granicą sztubackiej zgrywy, wulgarnie i z przemocą, ale – paradoksalnie – wrażliwie wobec własnych bohaterów i ich wzajemnych relacji. Większa historia herr Starra i jego knowań przeplatana jest wspomnieniami Cassidyego z czasów, gdy jeszcze nie chłeptał krwi i żył na zielonej wyspie. Wobec irlandzkich niepodległościowców Ennis jest oczywiście równie krytyczny, co wobec organizacji religijnych. Więzi przyjaźni i rzeczy, które mężczyzna musi zrobić, gdy są rzeczy, które mężczyzna musi zrobić, nie upraszczają oczywiście relacje damsko męskie. Wiadomo. Życie.

Drugi tom to znowu wybuchające czaszki, odstrzelone kończyny, flaki i rzucanie kurwami. Brutalizm przeplatany jest z gwałtami, czarnym humorem i orgiami, których jednym z uczestników jest Bogu ducha winny pancernik. Jednocześnie – tak jak na wstępie zaznaczyłem – jest to cholernie dobrze napisane, a wątki świetnie się przeplatają, nie męcząc, pozostawiając przynajmniej mnie z niedosytem na moment, by historia skręciła w inną stronę. Świetnie sprawdza się wtórujący Ennisowi Dillon, który być może podobnie rysuje wszystkie gęby, ale idealnie odnajduje się w tej historii zakrapianej Jackiem Danielsem i przysypanej papierosowym popiołem.

Kaznodzieja nieprzypadkowo jest współczesną klasyką komiksu dla starszego czytelnika. Kolory się zestarzały, kadrowanie jest niedzisiejsze, ale to dalej świetnie opowiedziana historia, gdzie większa opowieść o konfrontacji człowieka z Bogiem w istocie jest przypowieścią o przyjaźni i miłości, w dodatku mistrzowsko przeplecioną świetnymi miniaturkami, które pozostają częścią większej całości. Jak bym napisał że polecam, to bym się niedostatecznie precyzyjnie wyraził. Trzeba. Choć to lektura niekoniecznie dla każdego.

Garth Ennis (sc.), Steve Dillon (rys.), „Kaznodzieja. Tom 2”, tłum. Maciej Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1192 , Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Gnat #2: Kant kontratakuje, czyli przesilenie

27/11/2017 § 8 Komentarzy


 Zadra poszukuje prawdy

W recenzji z pierwszego tom serii Gnat napisałem: „Komiks Jeffa Smitha jest arcydziełem narracji graficznej”. Po przeczytaniu kolejnej odsłony, która nosi podtytuł Kant kontratakuje, czyli przesilenie, podtrzymuję swoją wcześniejszą opinię. Widać wyraźną zmianę klimatu i charakteru opowieści. W trakcie rozwoju fabuły znikają elementy baśniowe i disnejowskie. Ze sceny na scenę robi się mroczniej, pryska gdzieś beztroska Gnatów. Całość ewoluuje w stronę pełnego niebezpieczeństw heroic fantasy.

W opowiadanej historii nie ma luki, ciągłość zostaje zachowana, ponieważ narracja zostaje podjęta w tym miejscu, w którym została zatrzymana w „jedynce”. Kant Gnat oraz Chichot Gnat kontynuują swój zakład z Luciusem Downem o to, kto z nich sprzeda więcej piwa. Jak pamiętamy stawką w grze jest akt własności oberży Baryłkowa Ostoja. W tym samym czasie Babcia Ben, Zadra i Chwat Gnat idą przez góry, gdy na ich drodze pojawiają się szczurostwory, a nawet sam Króldok. Walka jest zażarta i krwawa, po obu stronach są ranni. Babcia zdradza Zadrze kilka szczegółów z przeszłości, ale wciąż za mało, aby właściwie poskładać wszystkie elementy. Dziewczyna dowiaduje się, że jest Przebudzoną, której moc może pomóc wyznawcom złowrogiej sekty pewnym pradawnym rytuale.

Podoba mi się wolta, jaką scenarzysta funduje czytelnikom: żaden z Gnatów nie jest centralną postacią fabuły, wybranką okazuje się być Zadra. Protagonistka nie wierzy swojej długoletniej opiekunce (strażniczce?). W końcu przez wszystkie lata ukrywała przed wnuczką najważniejsze informacje o pochodzeniu, rodzicach i przepowiedni. Dlatego może i tym razem nie mówi całej prawdy. Dziewczyna postanawia samodzielnie (no, z małą pomocą przyjaciół: Teda, Smoka i Chwata) odkryć wszystkie tajemnice. Droga do prawdy i własnej tożsamości nie będzie usłana płatkami róż. Przemiana, jaka zachodzi w bohaterce, jest wiarygodna i emocjonująca.

Wiele się dzieje, zaangażowano nowych aktorów, wątki i występujące postaci są różnorodne. Omawiana część zawiera mniej niż „jedynka” elementów humorystycznych. Chociaż nadal świetne role gra para nieudacznych szczurostworów. Kopalnią zabawnych scen i dialogów jest sytuacja przygarnięcia przez Chichota małego potwora. Dodatkowo odpowiada mi zmiana charakteru opowieści. I chociaż wiele elementów fabuły wydaje się dobrze znana (budzi się wielkie zło, wybraniec, przepowiednia, mistyczny zakon), to scenariusz komiksu został tak uszyty, że lektura niezwykle wciąga. Autor bawi się konwencją, w pełni świadomie nawiązując do klasycznych dzieł literatury fantasy i filmów spod znaku Nowej Przygody. Chciałbym podkreślić, że Gnat nie jest ani wtórny, ani banalny. W końcu mamy do czynienia z arcydziełem.

Jeff Smith (sc. & rys.), „Gnat #2: Kant kontratakuje, czyli przesilenie”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1187, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 6+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with wydanie zbiorcze at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: