Universal War Two. Tom 1

11/06/2017 § Dodaj komentarz


I nie ma nadziei?

Mimo że do ukończenia cyklu Universal War jest jeszcze daleko, to śmiało możemy powiedzieć, że jest to opus magnum Denisa Bajrama. Z odautorskiego posłowia do albumu UW2: Czas pustyni możemy dowiedzieć się, że zamysł całości i zarys fabuły trzech cykli powstał w 1997 roku. „Od najwcześniejszego dzieciństwa zawsze pociągała mnie fantastyka naukowa. (…)Właściwie narzucały mi się trzy główne pomysły. Trzy rodzaje konfliktu. Wojna między ludźmi o panowanie w Układzie Słonecznym. Wojna o panowanie w Galaktyce. Wojna o panowanie nad samą czasoprzestrzenią. (…)Do pierwszego cyklu przypisałem pomysł karnej eskadry oficerów zagrożonych sądem wojskowym. Do drugiego – pomysł grupki młodych rekrutów…”.

Jak pamiętamy, pierwszy cykl zakończył się zniszczeniem Ziemi, ale dzięki odkryciu przez Kalisha możliwości podróży w czasie oraz teleportacji pojawia się nikły promyczek nadziei na ocalenie ludzkości. Gdyż zjawiają się, pochodzący z przyszłości, przedstawiciele nowej, doskonalszej, technologicznie rozwiniętej rasy ludzkiej, którzy otaczają opieką niedobitków z Układu Słonecznego. Wydarzenia przedstawione w omawianym albumie rozgrywają się trzynaście lat po pierwszej wojnie wszechświatowej i trzy wieki od chwili założenia Kanaanu (temporalny rozdźwięk jest oczywiście skutkiem podróży w czasie).

Jednak sytuacja socjalno-ekonomiczna społeczeństwa na Ziemi-3 (czyli na Marsie) jest daleka od ideału. Z jakiegoś powodu przybysze z przyszłości nie zdecydowali się przenieść ocalonych na swoją planetę. Dodatkowo Słońce umiera, co jest skutkiem otwarcia przez CIC warmhole’a. Podobno za pięć lat gwiazda przemieni się w czerwonego olbrzyma i przy tej okazji wszystko zniszczy. Dlatego Kananejczycy rozpoczynają projekt Feniks. W stronę Słońca wysłana zostaje sonda, zostaje ona zniszczona przez tajemnicze i złowrogie trójkąty, które najprawdopodobniej nie mają pokojowych zamiarów, ponieważ zagarniają wszystko, co stanie im na drodze, a rozprzestrzeniają się w postępie geometrycznym. I tak rozpoczyna się druga wojna wszechświatowa.

Tyle tytułem wprowadzenia do fabuły. Śledzenie rozwoju wypadków wymaga od czytelnika maksymalnego skupienia uwagi. Dla pełnego zrozumienia wydarzeń przedstawionych w komiksie jednokrotna lektura nie wystarczy. Całość jest kapitalnie zbudowana, wszystkie elementy idealnie do siebie pasują. Wiele wątków się przeplata i zaplata, wespół z bohaterami podróżujemy po linii czasu w te i nazad. Od autora otrzymujemy przewodnika, w właściwie przewodniczkę, gdyż główną aktorką jest rezolutna, butna i niezależna Thea, wypisz wymaluj prawdziwa potomkini Kalisha. Zresztą tego ostatniego pana także będziemy mieli okazję spotkać, gdyż jest „profesorem” i wykłada w Uniwersytecie Temporalnym. W chwili, gdy spłonie nadzieja na wygranie walki z „trójkątami”, dziewczyna zwróci się do praprzodka z prośbą o pomoc.

Porównując omawiany tom z poprzednim widać wyraźną zmianę w opracowaniu warstwy graficznej. Pewnie dlatego, aby przyspieszyć prace nad kolejnymi albumami Denis Bajram zdecydował się na skorzystanie z pomocy komputera. Jak sam przyznaje plansze obrobione zostały photoshopie. Dotyczy to nałożenia kolorów i dodania efektów specjalnych. Całość utrzymana jest w ciemnych, nasyconych i zimnych barwach. Rysunek sam w sobie jest dokładny i realnie przedstawiający występujące postaci i zdobycze cywilizacyjne.

Cykl Universal War to zakrojona na ogromną skalę epopeja science fiction, która obok typowych dla tego gatunku elementów narracyjnych, konstrukcyjnych i technologicznych, zawiera także (jeśli nie głównie) charakterystykę umysłowej i emocjonalnej natury człowieka. Francuski pisarz jest fatalistą i nie ma najlepszego zdania o ludzkości. Sam przyznaje: „Universal War jest opowieścią traktującą o kruchości naszej cywilizacji”.

Denis Bajram (sc. & rys.), „Universal War Two. Tom 1”, Wojciech Birek, Wydawnictwo Elemental, Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Storm #4: Legenda o Yggdrasilu | Miasto potępionych

06/06/2017 § 1 komentarz


Storm i Rudowłosa w Parku Jurajskim

Poniekąd już się przyzwyczailiśmy, że co nowy tom z przygodami Storma i Rudowłosej, to nowy scenarzysta. I nie inaczej jest w wypadku „czwórki”, która zawiera dwie opowieści: Legendę o Yggdrasilu oraz Miasto potępionych. Obie wyszły spod ręki brytyjskiego scenarzysty Kelvina Gosnella, który pchnął fabułę w zupełnie innym kierunku. Jak czytamy we wstępie tomu: „Lawrance, który dopiero co skończył dwa albumy wypełnione międzygwiezdnymi bitwami (patrz: Storm tom 3), chciał wreszcie uwolnić się od technologicznej fantastyki naukowej i skierować serię na nowe tory. Oczekiwał, że w kolejnych częściach będzie więcej fantasy niż science fiction”. Czy Gosnell spełnił oczekiwania rysownika (i redakcji „Eppo”)?

Pierwsze trzy plansze albumu Legenda o Yggdrasilu odwołują się do wydarzeń, które rozegrały się w uprzednich odsłonach cyklu. Azurianie zostali pokonani, część z nich postanowiła pozostać na Ziemi i pokojowo koegzystować z ludźmi. Nasz bohater, który przewodził powstaniu, został obwołany Wodzem nowego społeczeństwa. Jednakże zaszczytna rola nie bardzo mu odpowiada, wyraźnie się w niej nie odnajduje. Dlatego podejmuje ryzykowany plan powrotu do swoich czasów: porywa statek kosmiczny i jeszcze raz wlatuje w Czerwoną Plamę w okolicach Jowisza. W niebezpiecznej podróży towarzyszy mu, oczywiście, Rudowłosa, która ukryła się w ładowni.

Jakież wielkie jest ich zaskoczenie, gdy zamiast przenieść się do XXV wieku temporalna anomalia ekspediuje parę jeszcze dalej w przyszłość. Nie mają nawet czasu rozejrzeć się po świecie, bo od razu trafiają do niewoli humanoidalnych i inteligentnych gadów, które z wyglądu przypominają dwunożne dinozaury. Kapłan zarządza złożenie ich w ofierze czczonemu bóstwu, ale najpierw Storm musi udowodnić, że jest godzien zostania „kozłem ofiarnym”, czyli stoczyć pojedynek na śmierć i życie z przywódcą plemienia.

Fabuła bieżących części jest dość pokręcona, bo okazuje się, że obok plemienia gadów na Ziemi żyją także ludzie, którzy od dziesięcioleci toczą nieustającą wojnę z nimi. Dodatkowo gdzieś na Antarktydzie znajduje się ukryte miasto Ojców Założycieli, którzy posługują się wielce zaawansowaną technologią, podobno posiadają oni także urządzenie do podróży w czasie. Dlatego nie dziwi, że Storm i Rudowłosa kierują się do Miasta-Utopii. Nad poprawnością działania i funkcjonowania czuwa wielki komputer. O tym, jakie przygody przeżyli na miejscu opowiada już album Miasto potępionych.

Omawiany tom potwierdza tylko wielki kunszt rysownika. Recenzując poprzednie odsłony zwracałem uwagę na biegłość artysty w odwzorowywaniu, a właściwie budowaniu od podstaw całej rzeczywistości. I nie inaczej jest w „czwórce”, gdzie musiał wykreować cały świat zamieszkały przez fantastyczne stworzenia (humanoidalne dinozaury, latające konie czy prymitywne roboty-rycerze) Warto zwrócić uwagę na ewolucję Rudowłosej. W „trójce” została odstawiona na boczny tor, a w omawianej odsłonie jest heroiną z krwii kości. W samej fabule uzyskuje znaczącą podmiotowość, dodatkowo Lawrence zaprojektował dla niej nową garderobę, a właściwie prawie całkiem ją rozebrał, pozostawiając jedynie buty i bikini. Kobieta emanuje seksapilem.

Z perspektywy całego komiksu wydaje się, że decyzja, aby zaangażować na scenarzystę Kelvina Gosnella, była trafna. Pisarz w ciekawe miejsce przestawił akcenty, zrobił to z wprawnie i płynnie. Opowieść, która do tej pory nosiła znamiona klasycznej space opery zyskuje dodatkowy i atrakcyjny wymiar. Czy kolejni scenarzyści pociągnęli, a może rozbudowali, wątki fantasy? Wierni czytelnicy już mogą się o tym przekonać, gdyż od kilkunastu dni „piątka” dostępna jest w sprzedaży.

Kelvin Gosnell (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #4: Legenda o Yggdrasilu | Miasto potępionych”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Rekomendacje: Gnat #1: Dolina, czyli równonoc wiosenna

17/05/2017 § 1 komentarz


Elektryzująca wiadomość

Wydawnictwo Egmont Polska rozpoczyna publikację nowej serii komiksowej, której fabuła osadzona jest w świecie zamieszkanym przez magiczne i fantastyczne istoty. To wielokrotnie nagradzana, nadzwyczaj popularna w świecie, humorystyczna saga fantasy o niezwykłych przygodach humanoidalnych bohaterów. Niezliczone scenerie, bogactwo niespotykanych postaci, pełna rozmachu, wciągająca historia, elementy grozy, wątek miłosny i tajemnica – to wszystko znajdą czytelnicy, którzy sięgną po pierwszy tom cyklu Gnat o podtytule Dolina, czyli równonoc wiosenna. Prapremiera albumu odbędzie się 18 maja 2017 roku podczas Festiwalu Komiksowa Warszawa trwającego w ramach Warszawskich Targów Książki. Tydzień później, 24 maja, komiks trafi do sprzedaży.

Komiks amerykańskiego scenarzysty oraz rysownika Jeffa Smitha powstał w latach 1991-2004. W oryginale seria Bone liczyła pięćdziesiąt pięć zeszytów i została wydana w wersji czarno-białej. Inspiracją dla autora do stworzenia wyjątkowej serii komiksowej było wiele źródeł. Zaowocowało to ogromnym, zachwycającym światem oraz nadzwyczajnymi przygodami Chwata Gnata i jego kuzynów, podróżujących czasem razem, a często osobno po niezwykłych krainach, a wszystko zabarwione ogromną porcją dowcipu.

„Jeff Smith umie dawkować humor lepiej niż niemal wszyscy inni twórcy komiksów. Jego dialogi zachwycają – tak samo jak jego ludzie, nie wspominając o zwierzętach, czarnych charakterach, a nawet robakach” – napisał o komiksie Neil Gaiman. Gnat to pozycja mająca status bestsellera; komiks zdobył kilkadziesiąt międzynarodowych nagród, w tym najważniejsze wyróżnienia w branży: dziesięć Nagród Eisnera (m.in. w kategoriach: najlepsza publikacja humorystyczna, najlepszy scenarzysta, najlepszy rysownik czy najlepsza kontynuowana seria) oraz jedenaście Nagród Harveya.

Egmont ma w planach wydanie kompletnej serii, w trzech albumach zbiorczych, obejmujących wszystkie dziewięć tomów oryginalnego cyklu:

1. Dolina, czyli równonoc wiosenna (maj 2017);
2. Kant kontratakuje, czyli przesilenie (wrzesień 2017);
3. Przyjaciele i wrogowie, czyli żniwa (maj 2018).

W pierwszym tomie główny bohater – Chwat Gnat – razem z kuzynami głupkowatym Chichotem Gnatem i chciwym Kantem Gnatem zostają wygnani z rodzimego Gnatowa, za przekręty tego ostatniego. Przypadkowo zostają rozdzieleni, by spotkać się w Dolinie, zamieszkanej przez wiele magicznych i fantastycznych istot oraz wyrazistych, niepozbawionych wad postaci. Ich tropem podążają wysłannicy mrocznego wroga. Wygląda na to, że los przydzielił Chwatowi Gnatowi rolę, która przerasta jego najśmielsze wyobrażenia! Smoki naprawdę istnieją, a napotkana dziewczyna nie jest tylko piękną i bystrą wieśniaczką, którą się z początku wydaje… Tak rozpoczyna się mistrzowska opowieść o małych, bezwłosych, ale sympatycznych humanoidalnych istotach. Potem dzieje się jeszcze więcej! Kuzyni spotkają dziwne i intrygujące postacie, takie jak Króldok, Babcia Ben, robak Ted, Zadra, rodzina Oposów, szczuropodobne stworzenia o wyjątkowych upodobaniach kulinarnych, czy stateczny, acz trochę cyniczny Smok. Fabułę, humor, grafikę docenią zarówno dzieci, jak i dorośli czytelnicy.

Jacek Drewnowski, polski tłumacz serii, na pytanie czy jest to komiks dla dzieci, tak odpowiada: „W mojej opinii to komiks dla wszystkich, a zatem także dla dzieci, nawet ośmioletnich, o ile lubią czytać, idzie im to płynnie i samodzielna lektura nie sprawia im już trudności”.

Popularność Gnata spowodowała, że już wkrótce doczeka się on filmowej adaptacji. Wytwórnia Warner Bros zajmie się realizacją produkcji. Reżyserii podjął się Mark Osborne, twórca takich filmów animowanych jak Kung Fu Panda czy SpongeBob Kanciastoporty.

Jeff Smith (sc. & rys.), „Gnat #1: Dolina, czyli równonoc wiosenna”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1132, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[opracowano na podstawie materiałów wydawcy]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Blueberry. Tom 8

17/03/2017 § 1 komentarz


 Człowiek z Żelaza

Przychodzi nam się żegnać z eksporucznikiem Mike’iem Blueberry’m. Może nie definitywnie, bo przed wiernymi czytelnikami bonus w postaci tomu oznaczonego na grzbiecie cyfrą zero. Wspomniana odsłona zbiera pierwsze pięć albumów serii, które dawno temu ukazały się w Polsce, a teraz wydawnictwo Egmont Polska zdecydowało się na reedycję, ale o tym tomie przyjdzie mi pisać później. Teraz czas zająć się zbiorczym tomem numer osiem, który zawiera ostatnie trzy oryginalne albumy serii: Apacz Geronimo, OK Corral oraz Dust.

Michael Steven Donovan, który ostatnimi czasy zyskał sobie przydomek gambler, przebywa w słynnym miasteczku Tombstone, gdzie – jak pamiętamy z siódemki – został podstępnie postrzelony. Rana wydawała się śmiertelna, jednak jakimś cudem nasz bohater wraca do zdrowia. Duża w tym zasługa Miss Malone, która czule opiekuje się rekonwalescentem. Pozytywnie działa także możliwość opowiadania dawnych przygód pisarzowi Johnowi Campbellowi, który skrzętnie notuje historię spotkania podówczas porucznika kawalerii z indiańskim wodzem Geronimo.

Fabuła całości prowadzona jest dwutorowo. Pierwszy wątek narracyjny dotyczy przeszłości i prowadzony jest przez samego bohatera. Drugi ukazuje zawiłości intrygi związanej z historyczną strzelaniną z 26 października 1881 roku, która miała w Tombstone. Uczestniczyli w niej bracia Earp (Wyatt, Virgil, Morgan) oraz Henry „Doc” Holliday, a po przeciwnej stronie barykady bracia Clanton (Ike i Billy) i McLaury (Tom i Frank). Popkultura wielokrotnie przerabiała to znane skądinąd wydarzenie. Wersja, jaką podaje nam Jean Giraud, jest znacznie rozbudowana, a także ciekawie poprowadzona. Scenarzysta zaangażował sporą grupę dodatkowych postaci (m.in. Blueberry’ego, młodego Billy’ego, płatnego zabójcę czy „panienkę” Gertrudę) i zadbał o ich psychologiczną wiarygodność, co wyraźnie uatrakcyjnia opowieść.

W porównaniu z innymi historiami serii opowieści brakuje rozmachu. Główny wątek ma kameralny charakter. Dodatkowo miejsce akcji zostało ograniczone do kilku zakurzonych ulic miasteczka w Arizonie. Nie jestem pewien, czy ową zmianę powinniśmy zapisywać na niekorzyść Gira. To nie jest już komiks awanturniczo-przygodowy, jak to miało miejsce, gdy scenariusze pisał Jean-Michel Charlier. Akcenty się przesunęły, nastąpiło większe skupienie na występujących postaciach. Ważne stały się emocje i motywacje. W tym kontekście trochę niewiarygodnie wypada główny protagonista, który mimo krwawiących ran, nagłych słabości, zawrotów głowy czy omdleń jawi się niczym niezniszczalny Człowiek z Żelaza.

Rysownik wyraźnie ograniczył ilość barokowych detali. Nadal jest szczegółowo i precyzyjnie, nadal dokładnie oddaje się realia epoki, choć z drugiej strony czasem postaci mają karykaturalne lub „płaskie” rysy twarzy, a tła redukuje się do barwnych plam. Całość wygląda dość surowo, co może być zasługą monochromatycznych kolorów.

Michael Steven Donovan przeszedł właśnie na zasłużoną emeryturę. Wydaje się nieprawdopodobne, że pomiędzy pierwszym a ostatnim albumem minęło 40 lat. Seria Blueberry mimo to się nie zestarzała. Wciąż pozostaje najlepszym komiksowym westernem wyprodukowanym w Europie.

Jean Giraud (sc. &rys.), „Blueberry. Tom 8”, przeł. Wojciech Bierk, Klub Świata Komiksu – album 1043, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 5+, kolory/cienie: 5] 

{komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Skalp. Tom 4

07/03/2017 § Dodaj komentarz


 Musisz grzeszyć, by zostać zbawionym

Jeszcze tylko jeden zbiorczy tom serii Skalp i koniec. Jason Aaron jakby na to nie zważa, ciągle zadaje nowe pytania, cały czas wprowadza nowych bohaterów i wciąż zaskakuje. Komiks czyta się świetnie. Ten zbiór to kolejna kombinacja wydarzeń teraźniejszych, epizodów o przeszłości poszczególnych postaci oraz historii dziejących się w tym samym czasie, co główny wątek, ale poświęconych osobom drugoplanowym, uzupełniających informacje o nich. Cykl nadal mogę tylko chwalić, zresztą nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz.

Pomijając powtarzającą się wadę w postaci gorszych (czasami o wiele gorszych) niż R.M. Guéra ilustratorów, tom kolejny raz spełnia moje oczekiwania. Jeżeli chodzi o historie poboczne, to na początek dostajemy krótką opowieść o dwojgu Indian walczących z głodem. To opowieść poboczna, nic nie wnosząca do głównej fabuły, ale czyta się dobrze (niestety nie mogę napisać, że równie dobrze się patrzy na rysunki…). Zaraz potem okazuje się, że Shunka, jeden z najbardziej zaufanych ludzi Czerwonego Kruka, ma pewną zaskakującą chyba dla każdego czytelnika tajemnicę. Jeszcze później dowiadujemy się o kolejnej osobie z rezerwatu Prairie Rose współpracującej z FBI. I w tym miejscu zaczyna się znów główny wątek.

Uzbierało się trochę problemów i spraw, z których tak dobry scenarzysta jak Aaron przygotował ogromne zamieszanie. Carol, cały czas uzależniona od heroiny, jest w ciąży z Dashem. Zły Koń również nie może powiedzieć, że nie ma problemów z narkotykami. W dodatku, zupełnie nieoczekiwanie, spotyka się ze swoim znienawidzonym ojcem, który po latach wraca do rezerwatu i chce odnaleźć morderców Giny. Ale ojciec Dashiella nie ma do końca czystego sumienia, zresztą czy ma je którykolwiek z bohaterów cyklu?

Dalsze losy kilku postaci nabierają całkiem nowego znaczenia, pozycja Czerwonego Kruka w rezerwacie Prairie Rose jest zagrożona, w dodatku nie przez kogoś, kogo można pokonać siłą, a przez osobę, którą wódz darzy ogromnym szacunkiem. Agent Nitz traci wszystko, ale nie wiadomo, czy w końcu nie powróci z jeszcze większą siłą, by dopaść właściciela kasyna. Do tego wszystkiego morderca matki Dasha i jego tajemnica, a także jego ojciec, o którym wiadomo, że ma do odegrania bardzo ważną rolę.

Druga część omawianego tomu nie jest tak dobra, nie przekonuje mnie. Może po genialnych poprzednich tomach spodziewałem się jeszcze więcej, a tymczasem w „czwórce” trochę brakuje mi mocnego pierdolnięcia. Większość epizodów to rzeczy przegadane (nie żeby dialogom czegoś brakowało), nie podoba mi się kilka wątków, m.in. niespełnionej miłości, porwania i zdarzeń w jaskini. Ogólnie czegoś brakuje, choć nie jestem w stanie sprecyzować, czego. Za to końcówka tomu jak zwykle pozwala przypuszczać, że Skalp nadal będzie świetną serią.

Jeśli ktoś czytał poprzednie tomy, wie, że Aaron potrafi połączyć wszystko w idealną albo niemal idealną całość. Wciąż nie czuć, że opowieść zbliża się do finału (chociaż kilka rzeczy wyraźnie to sugeruje). Nie mam pojęcia, jak będą wyglądały ostatnie odcinki serii. Scenariusz może podążyć dosłownie w każdym kierunku, zresztą przedtem kilka razy też było tak, że jedno wydarzenie zupełnie zmieniało całą historię. Mogę tylko napisać po raz kolejny (już nie wiem, który), że uwielbiam ten komiks.

Jason Aaron (sc.), R.M. Guéra {właśc. Rajko Milošević} & Davide Furnò & Danijel Zezelj & Jason Latour (rys.), „Skalp. Tom 4”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 1091, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Misztal]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Storm #3: Bitwa o Ziemię | Tajemnica fal nitronu

06/03/2017 § Dodaj komentarz


 Storm zyskuje epicki wymiar

don-lawrenceZupełnie niedawno miała miejsce premiera czwartego zbiorczego tomu serialu Storm. Kroniki świata na dnie. Dlatego to dobry czas, aby przyjrzeć się bliżej trzeciej odsłonie cyklu. Warto dodać, że wespół z „czwórką” wydawca wznowi „jedynkę”, której nakład jakiś czas temu zniknął z księgarskich półek. Co świadczy o tym, że w Polsce mamy czytelnicze zapotrzebowanie na klasykę europejskiego komiksu spod znaku space opery. Myślę, że w dużym stopniu popularność serii wiąże się z niebywałą oprawą graficzną, która jest dziełem angielskiego artysty Dona Lawrence’a.

Omawiany tom zabiera oryginalne tomy serii: Bitwa o Ziemię oraz Tajemnica fal nitronu. Za scenariusz obu odpowiedzialny jest Dick Matena, który przenosi akcję w przestrzeń kosmiczną. Z lektury uprzedniej odsłony dowiedzieliśmy się, że za niezwykłymi wydarzeniami na Ziemi stoi rasa wysoko rozwiniętych kosmitów. Azurianie podróżują po całym kosmosie i zakładają swoje kolonie, to oni wybili lwią część ludzkości, a niedobitkom populacji wymazali pamięć i cofnęli do epoki kamienia stormłupanego. Sami kosmici nie afiszują się ze swoją obecnością na planecie, dlatego gro mieszkańców nie ma bladego pojęcia o ich obecności. Czytelnik także nie miał, dopiero w czwartym albumie karty zostały odsłonięte.

Fabuła Bitwy o Ziemię skupia się na bezpośrednim starciu Ziemian z Azurianami. Nim jednak dojdzie do walki Storm oraz Rudowłosa muszą przekonać Mordegaja i jego ludzi do tego, że za degrengoladą ludzkości stoją kosmici, którym należy się przeciwstawić. Były gwiezdny pilot staje na czele rebelii, co nie podoba się niejakiemu Balderowi. Mężczyzna, kieruje się niskimi pobudkami etycznymi (tj. z zazdrości) uwalnia dwóch jeńców, którzy ostrzegają swoich przed spodziewanym atakiem. Azurianie chcąc zdusić rebelię w zarodku wysyłają flotę i żołnierzy. Kolejna opowieść kontynuuje wątki podjęte w Bitwie…, gdyż wojna nie została rozstrzygnięta. Ziemska placówka okupantów prosi o pomoc Wielką Radę, która przesyła posiłki z Marsa. Storm zostaje wplątany w następną intrygę i kolejny raz musi ratować Rudowłosą z opresji.

Niezmiennie wielkie wrażenie wywiera warstwa graficzna. O dick-matenarysunkach Dona Lawrence’a uprzednio pisałem w samych superlatywach i właściwie musiałbym swoje zachwyty powtarzać. Tom przynosi pewne novum. Z racji przeniesienia akcji w przestrzeń kosmiczną oraz na Marsa brytyjski artysta może zaprezentować swoją wizję na różnej maści jednostki latające – promy, ścigacze, myśliwce czy transportowce, które za każdym razem prezentują się wspaniale. Retro-stylistka idealnie i do cna zostaje wykorzystana.

Matena wprowadza do fabuły kilka interesujących postaci, które wyraźnie uatrakcyjniają opowieść: generała azuriańskiej armii, Solona, wspomnianego powyżej Baldera czy azuriańską dziewczynkę, która dysponuje mocą przemieszczania przedmiotów siłą woli (kłaniają się X-Meni?). Scenarzysta mocno redukuje zadnia i obecność Rudowłosej, która dopiero pod koniec drugiego albumu zyskuje trochę podmiotowości. Sama narracja prowadzona jest dynamicznie, sporo nagłych zwrotów akcji. Razi trochę koegzystencja warstwy literackiej z graficzną. lawrenceDużo graficznych przedstawień dubluje literackie opisy. Chwilami drażniący jest wszystkowiedzący narrator, który o krok wyprzedza czytelnika.

In plus dla omawianego komiksu należy zapisać, że zawiera jedną zwartą opowieść, dzięki czemu całość zyskuje epicki wymiar i głębię. Retro-nostalgiczna fantastyka może się wydawać trochę anachroniczna. Seria Storm to ciekawa pozycja, ale nie dla wszystkich. Fani Anihilacji czy Black Science pewnie nic dla siebie w niej nie znajdą, ale wielbiciele Yansa – tak.

Dick Matena (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #3: Bitwa o Ziemię | Tajemnica fal nitronu”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2016.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

storm-lawrencesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Skalp. Tom 3

22/02/2017 § 3 komentarze


Lawina ruszyła

scalped-deluxe-editionSerią Skalp zachwycam się od samego początku. Trzeci tom opublikowany przez Egmont zawiera dziewięć oryginalnych zeszytów (od numeru 25 do 34), z czego o pierwszych pięciu jestem w stanie napisać, że nie dorównują uprzednim. Wyszło trochę gorzej, a to może rozczarowywać. Choć z drugiej strony wcześniejsze albumy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że zamiast rewelacyjnej odsłony musiała w końcu nadejść jedynie bardzo dobra. Różnica jest moim zdaniem odczuwalna, jednak w życiu nie stwierdziłbym, że pierwsza połowa trójki rozczarowuje.

Co wyszło gorzej? Po pierwsze, jest za krótko jak na serię, na którą czekam niemal z wypiekami na twarzy. Tylko pięć zeszytów, z czego dwa (rysowane przez innych – gorszych – niż R. M. Guéra ilustratorów) to epizody przedstawiające poprzednie losy bohaterów. Retrospekcje tym razem dotyczą Diesela i Nitza. Jason Aaron jak zwykle napisał bardzo dobre historie, tyle że czytelnik początkowo dostaje zaledwie trzy odcinki posuwające główną akcję do przodu, a to trochę mało. Chciałbym więcej i tylko z jednym rysownikiem, r-m-guerawiadomo z jakim. Poza tym, że niewiele jest głównego wątku, niewiele jest w początkowych zeszytach także głównego bohatera, Złego Konia. Oczywiście sam scenariusz usprawiedliwia nieobecność, ale mimo to szkoda.

Jeśli chodzi o kontynuację głównego wątku, jak zwykle szczęka opada. Otóż do rezerwatu przybywa pewien oszust, mający zamiar wynieść trochę nieuczciwie zarobionych pieniędzy z otwartego niedawno kasyna. Na miejscu spotyka Dashiella, który wygląda jak wrak człowieka i nie za bardzo dociera do niego, co się wokół dzieje. Za to oszust wie aż za dużo. Na przykład wie, że Koń pracuje dla FBI. Pamięta go bardzo dobrze, bo kilka lat wcześniej to główny bohater posłał go do więzienia. Teraz człowiek Czerwonego Kruka będzie musiał pomóc oszustowi w obrobieniu kasyna, inaczej wszyscy dowiedzą się, kim naprawdę jest.

Po lekkim, naprawdę mało znaczącym obniżeniu lotów, otrzymujemy długą fabułę zatytułowaną Podgryzanie, która jest powrotem do najwyższej formy. Tym razem nie ma przerywników, skalpretrospekcji, odsuwania czytelnika od głównego wątku. Jest jedynie tu i teraz, Dashiell plus cała reszta genialnych postaci stworzonych przez Aarona i banda skośnookich adwersarzy pragnących dopaść Lincolna za jego nieposłuszeństwo. Nie ma też innych rysowników niż R.M. Guéra.

Scenariusze Aarona potrafią sprawić, że czytelnikowi naprawdę zależy na losie występujących w komiksie postaci. Nie chodzi mi o to, że zależy mu na ich szczęściu, raczej nie potrafi oderwać oczu od opowieści ani przestać interesować się ich losem. I nieważne czy chodzi o jednego z głównych bohaterów, czy o jakiegoś ćpuna, który przed chwilą pierwszy raz pojawił się w historii i pewnie zginie kilka stron dalej. Autor konstruuje całą opowieść tak, że śledzę wszystkie wydarzenia z zapartym tchem. Pamiętacie Pana Brassa, zabójcę, który narobił sporo kłopotów na terenie rezerwatu? Czerwony Kruk ma już tego dość, skalp-vertigoproblemem jest to, że Brass ma za plecami bardzo silnych i wpływowych sprzymierzeńców. Jeśli ktoś postanowi się im sprzeciwić, niech liczy się z tym, że wywoła lawinę konsekwencji.

I lawina rusza; od samego początku aż do finału niszczy wszystko na swojej drodze. Ten komiks ma w sobie coś nieuchwytnego (okropna, choć z jakiegoś powodu jednocześnie rewelacyjna rzecz), ale właśnie to coś wciąga i nie pozwala się od niego oderwać, aż do samego końca. Jest brudny i zły, bohaterowie to bezkompromisowi twardziele z łatwością przechodzący od słów do czynów, a cała historia została napakowana robiącą ogromne wrażenie akcją i świetnymi dialogami. Pod każdym względem profesjonalna robota. Skalp nadal zasługuje na ocenę 10/10.

Jason Aaron (sc.), R.M. Guéra {właśc. Rajko Milošević} & Davide Furnò & Francesco Francavilla (rys.), „Skalp. Tom 3”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 1035, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[autor: Michał Misztal]

dashiell-bad-horsesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with wydanie zbiorcze at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: