Uncanny X-Force #1: Sposób na Apocalypse’a

25/10/2017 § Dodaj komentarz


 Czy cel rzeczywiście uświęca środki?

Zasadnicza różnica między X-Men a X-Force sprowadza się do tego, że przedstawiciele drugiej grupy nie boją się ubrudzić sobie rąk krwią każdego, kto jest wrogiem mutantów. W tym tomie w skład pozbawionej skrupułów ekipy wchodzą: Wolverine, Archangel, Psylocke, Deadpool i Fantomex. Dla każdego z nich względy etyczne są mniej ważne niż skuteczna realizacja misji. Postępują w myśl zasady: „Cel uświęca środki”, dlatego muszą działać w ukryciu. O istnieniu i realizowanych przez Uncanny X-Force zadaniach nie wie nikt spoza pięcioosobowego kręgu wtajemniczonych.

„Jedynka” nosi podtytuł Sposób na Apocalypse’a i zawiera cztery fabuły. Scenariusze do wszystkich napisał Rick Remender, ale każda została narysowana jest przez innego artystę. Muszę przyznać, że najciekawsza jest opowieść tytułowa. Zło kiełkuje na świecie. Ponownie odrodził się Apocalypse, czyli największy, zaprzysiężony wróg Homo Superior. Co prawda na chwilę obecną En Sabah Nur jest małym chłopcem, ale Ozymandiasz i Czterech Jeźdźców już zajęło się jego „kierunkowym” wychowaniem. Wolverine i reszta ekipy zgadzają się, że zagrożenie jest realne – należy wyeliminować je w zarodku. Łatwiej było powiedzieć, niż zrobić. W końcu jednak uda się bohaterom pokonać hordy klanu Akkaba i Jeźdźców, ale wówczas staną twarzą w twarz z małoletnim, bezbronnym chłopcem.

Czy znajdą w sobie dość siły (i nienawiści), aby zrobić to, co zamierzyli? Czy wszyscy członkowie X-Force pozbawieni są kręgosłupa moralnego? Zupełnie pod sam koniec opowiadania scenarzysta funduje czytelnikowi ostrą jazdę. Bezmyślne nawalanki ustępują miejsca rozważaniom etycznym. Wolta i finalne rozwiązanie wątku są totalnie niespodziewane. Włosy na głowie się jeżą, szczęka opada na podłogę. Początkowo ciężko było mi uwierzyć w to, co przeczytałem. Trzy razy wracałem do tych kilku kadrów, aby sprawdzić, czy niczego nie przeoczyłem… Chociaż dwie dalsze fabuły dotyczą sytuacji zgoła odmiennych, to skutki poczynań względem Apocalypse’a prześladują x-bohaterów do ostatniej planszy zbioru. I bez wątpienia w kolejnych tomach serii także dadzą o sobie znać.

Pod względem graficznym omawiana odsłona jest bardzo różnorodna. Jak już pisałem, w produkcji uczestniczyło czterech rysowników: Jerome Opeña, Leonardo Manco, Esad Ribic i Rafael Albuquerque. Najbardziej podobają mi się ilustracje pierwszego z panów. Kreska tego artysty jest na wskroś precyzyjna i szczegółowa, a przedstawienie postaci bardzo realistyczne. W jego ujęciu bohaterowie nie są doskonali, charakteryzują się pospolitą aparycją, a miny częstokroć mają ponure. Pochodzący z Filipin rysownik trafnie oddaje brzemię jakie pisarz złożył na barki członków X-Force. Równie atrakcyjnie wyglądają plansze, które przygotował Ribic.

Dawno nie czytałem równie wciągających opowieści z udziałem mutantów. Wypada, abym całość ocenił wysoko, bo i dobrze napisane, i doskonale narysowane. Dla wszystkich zdeklarowanych fanów X-Menów pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych czytelników – rzecz ciekawa, bo ukazuje superbohaterów w okolicznościach nieheroicznych i etycznie nagannych.

 Rick Remender (sc.), Jerome Opeña & Leonardo Manco & Esad Ribić & Rafael Albuquerque (rys.), „Uncanny X-Force #1: Sposób na Apocalypse’a”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

All-New X-Men #5: Jeden z głowy

16/10/2017 § Dodaj komentarz


  Przeszłość, która powraca

Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie serii All-New X-Men pierwsze co zrobił, to przeniósł dawnych członków X-Men do teraźniejszości. Krótko potem, w wielkim crossoverze Bitwa Atomu (klik! klik!), łączącym w sobie wszystkie serie o mutantach, do tego grona dołączyli także X-Meni z przyszłości. Teraz całe grono powraca w kolejnej udanej opowieści, która w znakomitym stylu kontynuuje wcześniejsze tomy.

Hanka dręczą wyrzuty sumienia po tym, jak namieszał w liniach czasowych. Nie wie jak naprawić szkody, które to spowodowało, nie ma pojęcia w jaki sposób odwrócić obecną sytuację i co przyniesie przyszłość. Tajemnicza postać, która go odwiedza (Watcher Uatu), uświadamia mu, że konsekwencje jego działań są poważniejsze niż sądził, ukazując mu różne wersje dalszych losów mutantów.

Tymczasem Jean i Scott usiłują zrozumieć zawiłości tego, co się dzieje i znaczenie nowych mocy dziewczyny. Jednocześnie X-23 decyduje się opuścić drużynę, ale zostaje zaatakowana przez tajemniczego przeciwnika. Gdy X-Meni dowiadują się o tym, nie mają pojęcia w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli, ale jedno jest pewne – Bractwo Złych Mutantów z przyszłości powróciło i nie zamierza działać po cichu…

Serię All-New X-Men polubiłem z wielu powodów. Dobry scenariusz, ciekawy pomysł, znakomite wykonanie pod względem graficznym. Do tego dochodziła też niebagatelna rzecz – Bendis, ceniony i uwielbiany scenarzysta, odświeżył ich przygody i uczynił atrakcyjnymi dla nowych odbiorców. Po latach plątania fabuł, dodawania najróżniejszych wątków, ich alternatywnych wersji i zabaw z czasem, przestrzenią, taki zabieg był potrzebny. A co ważniejsze, okazał się udany. Pomysł z przeniesieniem młodych X-Menów do naszych czasów, gdzie muszą odkryć wszystkie zawiłości, chwycił także w oderwaniu od powyższego i jest konsekwentnie rozwijany. Czy trzyma poziom? Tak! I to właśnie jest kolejny powód, dla którego warto zapoznać się z całym cyklem.

W najnowszym, piątym już tomie (choć właściwie należałoby rzec, że siódmym – Bitwa Atomu oraz Proces Jean Grey, choć były crossoverami, stanowiły przede wszystkim część tej opowieści, a do tego całość łączy się jeszcze z drugą X-serią Bendisa: Uncanny X-Men), akcja nie zwalnia tempa, rozwija wcześniejsze wątki i wypada naprawdę dobrze. Jak zwykle dzieje się dużo, scenarzysta bawi się motywami znanymi z klasycznych zeszytów, oddaje im hołd i przepisuje na swój własny sposób. Poza tym znów bawi się czasem i różnymi wersjami przyszłości, a na dodatek z okazji 25 zeszytu serii, który otwiera ten tom, znów znalazł okazję do świętowania i złożenia hołdu – tym razem w postaci ilustracji wykonanych przez najróżniejszych twórców, od Davida Macka, po J.G. Jonesa.

Większość albumu narysował jednak znakomity Stuart Immonen (z pomocą Davida Marqueza i Sary Pichelli). Rysunki są więc znakomite, odpowiednio mroczne (autor rewelacyjnie operuje światłem i cieniem), dynamiczne, jest w nich coś cartoonowego, ale są też realistyczne i miejsca wpadają w oko. Ogląda się to świetnie, świetnie też czyta, więc jeśli należycie do miłośników X-Men, albo macie ochotę na dobry komiks superbohaterski, zainteresujcie się koniecznie tą serią.

Brian Michael Bendis (sc.), Stuart Immonen & Wade von Grawbadger & inni (rys.), „All-New X-Men #5: Jeden z głowy”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1199, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny Avengers #4: Pomścić Ziemię

04/07/2017 § Dodaj komentarz


 Ocalić albo pomścić? Oto jest pytanie

W wyniku machinacji Bliźniąt Apokalipsy doszło do całkowitego zniszczenia Ziemi. Kat Celestian wykonał wyrok: ludzkość została zgładzona. Ocaleli jedynie nosiciele genu X, których Scarlet Witch przeniosła na „statek-arkę” zmierzającą na Planetę X. Akcja czwartej odsłony cyklu rozgrywa się kilka lat po eksterminacji Homo sapiens. Homo superior żyją sobie w dostatku, rozwijając utopijne społeczeństwo pod wodzą Eimin.

Wygląda na to, że prawie wszyscy mieszkańcy są zadowoleni z takiego obrotu spraw, bo w końcu X-Meni mają swoje miejsce, gdzie nie są prześladowani i gdzie sami mogą sobą rządzić. Ewentualne poczucie dyskomfortu i wyrzuty sumienia z powodu zgładzenia ludzkości są „zamiatane pod dywan”. Dość łatwo przychodzi mutantom racjonalizowanie zastanego stanu rzeczy – ludzie są sami sobie winni. Mistrzem bezduszności jest przewodzący grupie X-Force Magneto, co właściwie wcale nie dziwi. Jedynie Havok i jego żona Wasp wciąż próbują zrobić coś, aby Ziemianie dostali drugą szansę.

Jak wiemy w komiksach superhero nie ma wydarzeń, których skutków nie można odwrócić o 180 stopni. Nawet martwi bohaterowie powracają do życia, a rzeczywistość wraca do punktu wyjścia. Scenarzysta, Rick Remender, buduje fabułę „czwórki” wokół właśnie takiej możliwości. Oto na Planecie X pojawia się Kang Zdobywca ze swoim oddziałem, który ma dla Alexa Summersa propozycję nie do odrzucenia. W tym miejscu rusza kolejna zabawa z czasem, która doprowadzi do… (i resztę sobie przeczytajcie sami).

Oprawa graficzna jest dziełem Daniela Acuñi. Rysownik miał spore pole do popisu, gdyż dostał okazję do zaprojektowania futurystycznego miasta X. Trzeba przyznać, że z zdania wywiązał się przyzwoicie. Rzeczywistość jest spójna i ukazana dość precyzyjnie. Fabuła komiksu obfituje w sceny batalistyczne z udziałem wielu bardziej i mniej znanych postaci z uniwersum Marvel NOW! Artysta nieźle sobie poradził z tłumem. Interesująco wypada także przedstawienie trochę „postarzonych” bohaterów X-Men, w końcu przebywają na planecie już jakiś czas. Dobrze wypada także dobór kolorów, całość utrzymana jest mrocznej i posępnej kolorystyce.

Czy Drużyna Jedności Avengers ocaliła Ziemię czy może „jedynie” pomściła? Wcale nie jest trudno odpowiedzieć na powyższe pytanie. Jeśli akceptuje się prawidła jakimi rządzą się opowieści superhero, to lektura omawianego tomu może sprawdzić sporo frajdy.

Rick Remender (sc.), Daniel Acuña (rys.), „Uncanny Avengers #4: Pomścić Ziemię”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1138, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4- rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Men #3: Dobry, zły, Inhuman

08/06/2017 § 1 komentarz


 Cyklops i jego ekipa

Albumowe okładki serii Uncanny X-Men są po prostu świetne. Ilustracja jaka zdobi „trójkę” wygląda wspaniale. Widzimy na niej Scotta Summersa w stroju Cyklopsa, który został ukazany w typowym ujęciu popiersiowym – półpostać, przedstawienie do ramion. Głowa modela przechylona jest w kierunku prawej krawędzi ilustracji, ponieważ z drugiej strony ktoś przyciska mu lufę pistoletu. Nie wiadomo kto, bo widać tylko broń i fragment ręki. Dłoń jest wyraźnie kobieca. Śmiało można domniemywać, że został zmuszony do tego, aby uklęknął. Bohater ma na twarzy maskę, widać tylko usta i nos. Mimo to patrzący może być pewien, że Summers jest wściekły, ale i się boi. Kompozycyjnie – majstersztyk! Okładka wzbudza ciekawość. Od razu pojawiają się cały zestaw różnorakich pytań. Czytelnik liczy, że jak przeczyta album, to pozna odpowiedzi.

Szeregi tajnej szkoły imienia Charlesa Xaviera powoli acz systematycznie się powiększają. Do Cyklopsa i spółki dołączyła Kitty Pryde wraz z grupą młodych, sprowadzonych z przeszłości, X-Menów. Profesor stawia adeptom wysoko poprzeczkę. Zmusza ich do morderczego treningu, aby nauczyli się grać zespołowo, a przy okazji lepiej poznali własne moce i ograniczenia. Kto nie sprawdzi się ekstremalnych sytuacjach – wylatuje z drużyny, czyli powraca do „normalnego” życia.

Ale nie samym treningiem żyją młodzi mutanci. Żeńska część ekipy udaje się do Londynu na „szoping”… Niestety w tym samym czasie wybucha bomba Black Bolta, która uaktywnia w ludziach gen Inhummans. Mutantki są zmuszone wkroczyć do akcji, ale nie wszystko układa się dobrze. W innym wątku śledzimy poczytania Magneto, który potajemnie wyrusza do Madripooru, tam spotyka dawną sojuszniczkę. Scenarzysta nie zdradza w co dokładnie i dla kogo gra Eric. Czytelnik posiada już sporo informacji, ale na czym polega plan byłego wroga (i przyjaciela) Xaviera.

W produkcję albumu zaangażowanych zostało trzech rysowników. Osoby, które śledzą serię, wiedzą czego się spodziewać po pracach Chrisa Bachalo. Pewnym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem, są plansze przygotowane przez pochodzącego z Mozambiku rysownika. Ilustracje Marco Rudy’ ego są prawdziwą perełką. Artysta ten, niczym J.H. Williams III, bawi się ułożeniem kadrów i kompozycją planszy. Linie rozdzielające panele nawiązują do uszkodzonych mocy Cyklopsa. Całość opowiadania prezentuje się niezwykle widowiskowo. Choćby tylko po to, aby zobaczyć „zabawy” i pomysły Rudy’ ego warto po komiks sięgnąć.

Brian Michael Bendis (sc.), Chris Bachalo & Kris Anka & Marco Rudy (rys.), „Uncanny X-Men #3: Dobry, zły, Inhuman”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1119, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

X-Men: Mordercza geneza

03/05/2017 § Dodaj komentarz


 Mutanci, duchy i tajemnice Xaviera

To, że marvelowscy mutanci nigdy nie mieli lekko, wie każdy czytelnik ich przygód. Jednak to wydarzenie opublikowane jako Ród M stało się jednym z najcięższych okresów w ich historii. Scarlet Witch wymazała istnienie większość homo superior oraz sprawiła, że miał już więcej nie narodzić się żaden przedstawiciel tej rasy. Album Mordercza geneza podejmuje opowieść właśnie w tym miejscu i korzystając ze sprawdzonych schematów fabularnych wrzuca X-Menów w wir szalonej walki, która wydaje się nie mieć dobrego zakończenia.

Po ostatnich wydarzeniach dla mutantów nadszedł kolejny ciężki okres wypełniony niepewnością i pytaniami. Nikt nie wie gdzie zniknął ich mentor, Charles Xavier. Hank natomiast zastanawia się nad jeszcze jedną kwestią: co się stało z odebraną mocą tysięcy mutantów. W przyrodzie nic przecież nie ginie, energia jest stała, więc i ta nie mogła zniknąć. Tymczasem na orbicie w zniszczonym promie kosmicznym pojawia się tajemnicza postać. Jej przybycie na powierzchnię Ziemi wraz z wrakiem wahadłowca alarmuje X-Menów, bowiem osobnik ów dysponuje mocą przynajmniej poziomu Omega. Scott, Wolverine i Rachel ruszają na miejsce, chcąc dotrzeć tam przed wojskiem i zbadać całą sytuację. Nie są jednak gotowi na to, co tam zastaną.

Tymczasem wokół X-Menów zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Duchy zmarłych bliskich pojawiają się w ich otoczeniu, a koszmarne wspomnienia przybierają konkretne kształty na ich oczach. Jaki to wszystko ma związek z głęboko skrywanymi sekretami Xaviera, na trop których wpada Sean? I czemu nowy, potężny wróg X-Men wydaje się znać przynajmniej część z nich, jakby już kiedyś się spotkali?

Mordercza geneza to sześcioczęściowa miniseria, która miała znaczący wpływ na wydarzenia głównych x-menowych tytułów. Całość nie jest szczególnie odkrywcza. Schemat narracyjny znany jest miłośnikom komiksów od lat, jednakże siłą albumu Eda Brubakera, jest jego wykorzystanie. Autor między innymi Zimowego żołnierza wziął na warsztat historię o tajemnicach przeszłości, podlał ją szybką akcją, dużą ilością wydarzeń i niebezpieczeństw i zmiksował w jedną, naprawdę znakomitą całość. Od pierwszych stron dzieje się dużo, nie ma chwili na nudę, a odbrązowienie Charlesa Xaviera dodaje charakteru zarówno postaci, jak i całej opowieści.

Co warto nadmienić Mordercza geneza mocno związana jest z legendarną Drugą genezą. Zaczynają od tytułu i okładki, przez treść wracającą do opisanych tam wydarzeń i odmieniającą ich oblicze, po wprowadzenie do fabuły nowych postaci. Czyta się to znakomicie, a na miłośników mutantów znających dobrze ich losy czeka wiele nawiązań uprzyjemniających lekturę. Bardzo dobrze wypadły także krótkie komiksy rysowane przez Pete’a Woodsa, przybliżające przeszłość nowych postaci.

A skoro o rysunkach mowa, odpowiedzialny za szatę graficzną głównej treści Trevor Hairsine wykonał kawał dobrej roboty. Jego nowoczesne, realistyczne rysunki w sam raz pasują do niniejszej opowieści. Ilustracje są dynamiczne, mroczne i odpowiednio efektowne, czyli takie, jakie być powinny. Chociaż patrząc na okładki stworzone przez Marca Silvestriego chciałbym zobaczyć ten album w jego wykonaniu.

Lubicie X-Menów? Tak. To koniecznie sięgnijcie po omawiany komiks, bo przedstawia ważny etap w historii mutantów. Wypada też wspomnieć, że fabuła Brubakera doczekała się także wersji What if…, ale jak to mówią, to już zupełnie inna historia…

Ed Brubaker (sc.), Trevor Hairsine & Scott Hanna (rys.), „X-Men: Mordercza geneza”, tłum. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1109, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie

25/02/2017 § Dodaj komentarz


Koniec szkoły

wolverine-x-menNajwiększy komiksowy crossover jaki w ubiegłym roku mieliśmy okazję przeczytać, przynajmniej jeśli chodzi o rozmach, to zdecydowanie Nieskończoność (klik! klik!). Mniejszym, acz jednym z najlepszych była Bitwa Atomu (klik! klik!). Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ ostatni tom serii Wolverine i X-Men odwołuje się do obu tych eventów. Pokazując zarówno losy Kid Gladiatora w trakcie walk z Budowniczymi, jak i dalszy ciąg wątków zawiązanych z problemami podróży w czasie przez X-Menów.

Kid Gladiator powraca do Shi’ar, ale tęskni za Ziemią i szkołą im. Jean Grey. Tak się jednak składa, że rozpoczynają się wydarzenia Nieskończoności, a co za tym idzie całe imperium staje do walki z najeźdźcą. Kid wbrew zakazowi ojca włącza się do wojny…Jakiś czas potem nad szkołę mutantów nadlatują siły S.H.I.E.L.D. Wolverine spotyka się z dowodzącą nimi agentką Hill, żeby wyjaśnić zarówno obecną sytuację, jak i wydarzenia do jakich doszło w trakcie Bitwy Atomu. xmenObie strony mają swoje racje i nie zmierzają odpuścić, na szczęście udaje się im uniknąć otwartego konfliktu, chociaż zimny pokój, jaki między nimi panuje ochładza się jeszcze bardziej.

To jednak dopiero początek. Podczas gdy dwójka nowych uczniów w towarzystwie Broo poznaje sekrety szkoły imienia Jean Grey, Wolverine wyrusza zająć się tajnymi bazami S.H.I.E.L.D., nieświadomy że taki sam cel objął Cyclops. Tymczasem w szkole zaczyna się źle dziać, a zbliżający się koniec roku szkolnego może oznaczać koniec o wiele bardziej definitywny, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać…

Wprawdzie najciekawszymi seriami o X-Menach na polskim rynku wciąż pozostają All-New X-Men (klik! klik!) oraz Uncanny X-Men (klik! klik!), losy Wolverine’a, jako dyrektora szkoły także nie zawodzą. Jason Aaron (scenarzysta takich tytułów, jak Bękarty z południa czy Skalp) mocno splótł swoją opowieść ze wspomnianymi powyżej tytułami, kontynuując najciekawsze wątki wspólne dla wszystkich trzech serii. Pojedynek Logana z Cyclopsem to dobry epilog dla pewnego etapu rozłamu miedzy mutantami, a finałowy zeszyt, który przenosi nas nieco w czasie, już samą okładką odwołując się do jednej z najlepszych x-menowych fabuł, czyli Days of Future Past, stanowi udane i sentymentalne pożegnanie.

Co jeszcze podoba mi się w scenariuszu Aarona, który dał się poznać przede wszystkim jako autor poważnych, krwawych i brutalnych opowieści,wolverine to humor. Pasuje do wizji, jaką prezentuje w dwóch pozostałych tytułach Brian Michael Bendis, a przeplatany z szybką akcją i scenami pojedynków oferuje chwile oddechu.

Znakomicie z fabułą współgra strona graficzna omawianego albumu. Wprawdzie prolog stylistycznie różni się od reszty, ale już główna akcja rysowana przez Pepe Larraza przypomina bardzo to, co Stuart Immonen pokazał w All-New X-Men. Jest nowocześnie, lekko mangowo, ale z realizmem i dynamiką. Do tego w samym finale dochodzą gościnne występy innych rysowników, choćby znanego z Uncanny X-Men Chrisa Bachalo, co stanowi bardzo przyjemny akcent.

Aż szkoda, że to już ostatni tom serii, ale z drugiej strony przygody mutantów nie znikają z księgarskich półek. Czwórka w dobrym stylu kończy linię Wolverine i X-Men, bo oferuje konkretną i ciekawą fabułę. Warto sięgnąć, szczególnie, że jest znacznie poszerzony, przy niezmienionej cenie.

Jason Aaron (sc.), Nick Bradshaw & Pepe Larras & Ramón Pérez, Chris Bachalo & inni (rys.), „Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie”, przeł. Bartosz Czartoryski, Klub Świata Komiksu – album 1079, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

wolverine-and-the-x-mensklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #4: Tak inni

24/02/2017 § Dodaj komentarz


Spotkać X-23

all-differentSądzę, że wielu wielbicieli (i wielbicielek) „kolorowych zeszytów” wybierze się do kina na film Logan: Wolverine; sam również mam to w planach. Warto przed (lub po) sięgnąć po komiks All-New X-Men #4: Tak inni, który kilka dni temu ukazał się w naszym kraju. Zachęcam do lektury właśnie w kontekście filmu. Dlaczego? Z prostego powodu: w albumie występuje Laura Kinney, która bardziej znana jest pod pseudonimem: X-23. Co prawda nie jest dziewczynką, jak to ma miejsce w produkcji kinowej. W komiksie gra nastolatkę, zresztą jak większość występujących bohaterów.

Warto przypomnieć kilka podstawowych zdarzeń, bo rzeczywistość X-Menów jest na chwilę obecną bardzo skomplikowana. Jak pisał Michał Lipka: „Po śmierci Charlesa Xaviera mutanci podzielili się na dwie frakcje. Jedna pod wodzą Wolverine’a i Kitty Pride, kontynuując tradycję szkoły dla młodych ludzi z mocami, stara się pokojowo współżyć z ludźmi, druga, której przewodzi Scott Summers (w towarzystwie Magneto) ma status grupy terrorystycznej (…). Chcąc przekonać Scotta do zmiany zdania pierwsza grupa sprowadza z przeszłości X-Menów, by sam młody Scott przypomniał swojemu starszemu wcieleniu własne ideały. xmenSytuacja jednak wymyka się spod kontroli, młodzi mutanci zostają w nowych dla siebie czasach i w tym momencie zaczyna się Bitwa Atomu”. Po wydarzeniach opisanych w tym crossoverze dawni – ci z przeszłości – X-Men razem z Kitty Pride przyłączają się do ekipy Cyclopsa, Emmy Frost i Magneto.

Kitty bierze na swoje barki wyszkolenie grupy. Nie ma ku temu zbyt wiele okazji, gdyż w świecie objawia się nowy mutant, którego trzeba ratować z opresji. Na miejscu okazuje się, że przed fanatykami z Purifiers ucieka X-23, czyli żeński klon Wolverine’a. Grupa będzie musiała stawić czoło paramilitarnej jednostce homo sapiens. Czy młodzi X-Meni są gotowi na bardzo brutalne starcie? Jak zareagują na ociekające jadem i nienawiścią wypowiedzi szefa Purifiers?

Trzeba Bendisowi oddać sprawiedliwość. Czytając wypowiedzi Jasona Strykera włos jeży się na głowie. Łatwo wyobrazić sobie, że tego typu „mowa nienawiści” jest powtarzana w różnorakich grupach religijnych fanatyków. Dla mnie to najciekawszy wątek bieżącego albumu. Co prawda warto także zwrócić uwagę na postać X-23. Scenarzysta zadbał o to, aby czytelnik uzyskał mały podgląd w psychikę dziewczyny, która łatwego życia nie miała. Wycofana, agresywna, nieufna, która najpierw działa (tj. atakuje & broni się), a potem myśli – ciekawie ukazana została relacja, polegająca na budowaniu zaufania (i nie tylko) między Laurą a młodym Scottem.

Główna fabuła przygotowana została przez dwóch rysowników – Stuarta Immonena oraz Brandona Petersona. purifiersŻaden z panów nie wybija się ponad przeciętność. Trochę lepiej wypadają prace Petersona, które prezentują się mroczniej i dynamiczniej, a sami bohaterzy ukazani są tak, że wyglądają na trochę starszych.

Tak inni to czwarty album w ramach cyklu All-New X-Men, a dla mnie pierwszy, który w jakiś sposób mi się podobał. Może dlatego, że całość zachowań młodych X-Men wypada mniej ciapowato i dziecinnie. Komiks budzi zainteresowanie także przez fanatyzm grupy Purifiers i wyrazistość X-23.

Brian Michael Bendis (sc.), Stuart Immonen & Brandon Peterson (rys.), „All-New X-Men #4: Tak inni”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1094, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3, kolory/cienie: 4-]

x-23sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with x-men at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: