Uncanny Avengers #4: Pomścić Ziemię

04/07/2017 § Dodaj komentarz


 Ocalić albo pomścić? Oto jest pytanie

W wyniku machinacji Bliźniąt Apokalipsy doszło do całkowitego zniszczenia Ziemi. Kat Celestian wykonał wyrok: ludzkość została zgładzona. Ocaleli jedynie nosiciele genu X, których Scarlet Witch przeniosła na „statek-arkę” zmierzającą na Planetę X. Akcja czwartej odsłony cyklu rozgrywa się kilka lat po eksterminacji Homo sapiens. Homo superior żyją sobie w dostatku, rozwijając utopijne społeczeństwo pod wodzą Eimin.

Wygląda na to, że prawie wszyscy mieszkańcy są zadowoleni z takiego obrotu spraw, bo w końcu X-Meni mają swoje miejsce, gdzie nie są prześladowani i gdzie sami mogą sobą rządzić. Ewentualne poczucie dyskomfortu i wyrzuty sumienia z powodu zgładzenia ludzkości są „zamiatane pod dywan”. Dość łatwo przychodzi mutantom racjonalizowanie zastanego stanu rzeczy – ludzie są sami sobie winni. Mistrzem bezduszności jest przewodzący grupie X-Force Magneto, co właściwie wcale nie dziwi. Jedynie Havok i jego żona Wasp wciąż próbują zrobić coś, aby Ziemianie dostali drugą szansę.

Jak wiemy w komiksach superhero nie ma wydarzeń, których skutków nie można odwrócić o 180 stopni. Nawet martwi bohaterowie powracają do życia, a rzeczywistość wraca do punktu wyjścia. Scenarzysta, Rick Remender, buduje fabułę „czwórki” wokół właśnie takiej możliwości. Oto na Planecie X pojawia się Kang Zdobywca ze swoim oddziałem, który ma dla Alexa Summersa propozycję nie do odrzucenia. W tym miejscu rusza kolejna zabawa z czasem, która doprowadzi do… (i resztę sobie przeczytajcie sami).

Oprawa graficzna jest dziełem Daniela Acuñi. Rysownik miał spore pole do popisu, gdyż dostał okazję do zaprojektowania futurystycznego miasta X. Trzeba przyznać, że z zdania wywiązał się przyzwoicie. Rzeczywistość jest spójna i ukazana dość precyzyjnie. Fabuła komiksu obfituje w sceny batalistyczne z udziałem wielu bardziej i mniej znanych postaci z uniwersum Marvel NOW! Artysta nieźle sobie poradził z tłumem. Interesująco wypada także przedstawienie trochę „postarzonych” bohaterów X-Men, w końcu przebywają na planecie już jakiś czas. Dobrze wypada także dobór kolorów, całość utrzymana jest mrocznej i posępnej kolorystyce.

Czy Drużyna Jedności Avengers ocaliła Ziemię czy może „jedynie” pomściła? Wcale nie jest trudno odpowiedzieć na powyższe pytanie. Jeśli akceptuje się prawidła jakimi rządzą się opowieści superhero, to lektura omawianego tomu może sprawdzić sporo frajdy.

Rick Remender (sc.), Daniel Acuña (rys.), „Uncanny Avengers #4: Pomścić Ziemię”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1138, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4- rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Men #3: Dobry, zły, Inhuman

08/06/2017 § 1 komentarz


 Cyklops i jego ekipa

Albumowe okładki serii Uncanny X-Men są po prostu świetne. Ilustracja jaka zdobi „trójkę” wygląda wspaniale. Widzimy na niej Scotta Summersa w stroju Cyklopsa, który został ukazany w typowym ujęciu popiersiowym – półpostać, przedstawienie do ramion. Głowa modela przechylona jest w kierunku prawej krawędzi ilustracji, ponieważ z drugiej strony ktoś przyciska mu lufę pistoletu. Nie wiadomo kto, bo widać tylko broń i fragment ręki. Dłoń jest wyraźnie kobieca. Śmiało można domniemywać, że został zmuszony do tego, aby uklęknął. Bohater ma na twarzy maskę, widać tylko usta i nos. Mimo to patrzący może być pewien, że Summers jest wściekły, ale i się boi. Kompozycyjnie – majstersztyk! Okładka wzbudza ciekawość. Od razu pojawiają się cały zestaw różnorakich pytań. Czytelnik liczy, że jak przeczyta album, to pozna odpowiedzi.

Szeregi tajnej szkoły imienia Charlesa Xaviera powoli acz systematycznie się powiększają. Do Cyklopsa i spółki dołączyła Kitty Pryde wraz z grupą młodych, sprowadzonych z przeszłości, X-Menów. Profesor stawia adeptom wysoko poprzeczkę. Zmusza ich do morderczego treningu, aby nauczyli się grać zespołowo, a przy okazji lepiej poznali własne moce i ograniczenia. Kto nie sprawdzi się ekstremalnych sytuacjach – wylatuje z drużyny, czyli powraca do „normalnego” życia.

Ale nie samym treningiem żyją młodzi mutanci. Żeńska część ekipy udaje się do Londynu na „szoping”… Niestety w tym samym czasie wybucha bomba Black Bolta, która uaktywnia w ludziach gen Inhummans. Mutantki są zmuszone wkroczyć do akcji, ale nie wszystko układa się dobrze. W innym wątku śledzimy poczytania Magneto, który potajemnie wyrusza do Madripooru, tam spotyka dawną sojuszniczkę. Scenarzysta nie zdradza w co dokładnie i dla kogo gra Eric. Czytelnik posiada już sporo informacji, ale na czym polega plan byłego wroga (i przyjaciela) Xaviera.

W produkcję albumu zaangażowanych zostało trzech rysowników. Osoby, które śledzą serię, wiedzą czego się spodziewać po pracach Chrisa Bachalo. Pewnym, bardzo pozytywnym zaskoczeniem, są plansze przygotowane przez pochodzącego z Mozambiku rysownika. Ilustracje Marco Rudy’ ego są prawdziwą perełką. Artysta ten, niczym J.H. Williams III, bawi się ułożeniem kadrów i kompozycją planszy. Linie rozdzielające panele nawiązują do uszkodzonych mocy Cyklopsa. Całość opowiadania prezentuje się niezwykle widowiskowo. Choćby tylko po to, aby zobaczyć „zabawy” i pomysły Rudy’ ego warto po komiks sięgnąć.

Brian Michael Bendis (sc.), Chris Bachalo & Kris Anka & Marco Rudy (rys.), „Uncanny X-Men #3: Dobry, zły, Inhuman”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1119, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

X-Men: Mordercza geneza

03/05/2017 § Dodaj komentarz


 Mutanci, duchy i tajemnice Xaviera

To, że marvelowscy mutanci nigdy nie mieli lekko, wie każdy czytelnik ich przygód. Jednak to wydarzenie opublikowane jako Ród M stało się jednym z najcięższych okresów w ich historii. Scarlet Witch wymazała istnienie większość homo superior oraz sprawiła, że miał już więcej nie narodzić się żaden przedstawiciel tej rasy. Album Mordercza geneza podejmuje opowieść właśnie w tym miejscu i korzystając ze sprawdzonych schematów fabularnych wrzuca X-Menów w wir szalonej walki, która wydaje się nie mieć dobrego zakończenia.

Po ostatnich wydarzeniach dla mutantów nadszedł kolejny ciężki okres wypełniony niepewnością i pytaniami. Nikt nie wie gdzie zniknął ich mentor, Charles Xavier. Hank natomiast zastanawia się nad jeszcze jedną kwestią: co się stało z odebraną mocą tysięcy mutantów. W przyrodzie nic przecież nie ginie, energia jest stała, więc i ta nie mogła zniknąć. Tymczasem na orbicie w zniszczonym promie kosmicznym pojawia się tajemnicza postać. Jej przybycie na powierzchnię Ziemi wraz z wrakiem wahadłowca alarmuje X-Menów, bowiem osobnik ów dysponuje mocą przynajmniej poziomu Omega. Scott, Wolverine i Rachel ruszają na miejsce, chcąc dotrzeć tam przed wojskiem i zbadać całą sytuację. Nie są jednak gotowi na to, co tam zastaną.

Tymczasem wokół X-Menów zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Duchy zmarłych bliskich pojawiają się w ich otoczeniu, a koszmarne wspomnienia przybierają konkretne kształty na ich oczach. Jaki to wszystko ma związek z głęboko skrywanymi sekretami Xaviera, na trop których wpada Sean? I czemu nowy, potężny wróg X-Men wydaje się znać przynajmniej część z nich, jakby już kiedyś się spotkali?

Mordercza geneza to sześcioczęściowa miniseria, która miała znaczący wpływ na wydarzenia głównych x-menowych tytułów. Całość nie jest szczególnie odkrywcza. Schemat narracyjny znany jest miłośnikom komiksów od lat, jednakże siłą albumu Eda Brubakera, jest jego wykorzystanie. Autor między innymi Zimowego żołnierza wziął na warsztat historię o tajemnicach przeszłości, podlał ją szybką akcją, dużą ilością wydarzeń i niebezpieczeństw i zmiksował w jedną, naprawdę znakomitą całość. Od pierwszych stron dzieje się dużo, nie ma chwili na nudę, a odbrązowienie Charlesa Xaviera dodaje charakteru zarówno postaci, jak i całej opowieści.

Co warto nadmienić Mordercza geneza mocno związana jest z legendarną Drugą genezą. Zaczynają od tytułu i okładki, przez treść wracającą do opisanych tam wydarzeń i odmieniającą ich oblicze, po wprowadzenie do fabuły nowych postaci. Czyta się to znakomicie, a na miłośników mutantów znających dobrze ich losy czeka wiele nawiązań uprzyjemniających lekturę. Bardzo dobrze wypadły także krótkie komiksy rysowane przez Pete’a Woodsa, przybliżające przeszłość nowych postaci.

A skoro o rysunkach mowa, odpowiedzialny za szatę graficzną głównej treści Trevor Hairsine wykonał kawał dobrej roboty. Jego nowoczesne, realistyczne rysunki w sam raz pasują do niniejszej opowieści. Ilustracje są dynamiczne, mroczne i odpowiednio efektowne, czyli takie, jakie być powinny. Chociaż patrząc na okładki stworzone przez Marca Silvestriego chciałbym zobaczyć ten album w jego wykonaniu.

Lubicie X-Menów? Tak. To koniecznie sięgnijcie po omawiany komiks, bo przedstawia ważny etap w historii mutantów. Wypada też wspomnieć, że fabuła Brubakera doczekała się także wersji What if…, ale jak to mówią, to już zupełnie inna historia…

Ed Brubaker (sc.), Trevor Hairsine & Scott Hanna (rys.), „X-Men: Mordercza geneza”, tłum. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1109, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie

25/02/2017 § Dodaj komentarz


Koniec szkoły

wolverine-x-menNajwiększy komiksowy crossover jaki w ubiegłym roku mieliśmy okazję przeczytać, przynajmniej jeśli chodzi o rozmach, to zdecydowanie Nieskończoność (klik! klik!). Mniejszym, acz jednym z najlepszych była Bitwa Atomu (klik! klik!). Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ ostatni tom serii Wolverine i X-Men odwołuje się do obu tych eventów. Pokazując zarówno losy Kid Gladiatora w trakcie walk z Budowniczymi, jak i dalszy ciąg wątków zawiązanych z problemami podróży w czasie przez X-Menów.

Kid Gladiator powraca do Shi’ar, ale tęskni za Ziemią i szkołą im. Jean Grey. Tak się jednak składa, że rozpoczynają się wydarzenia Nieskończoności, a co za tym idzie całe imperium staje do walki z najeźdźcą. Kid wbrew zakazowi ojca włącza się do wojny…Jakiś czas potem nad szkołę mutantów nadlatują siły S.H.I.E.L.D. Wolverine spotyka się z dowodzącą nimi agentką Hill, żeby wyjaśnić zarówno obecną sytuację, jak i wydarzenia do jakich doszło w trakcie Bitwy Atomu. xmenObie strony mają swoje racje i nie zmierzają odpuścić, na szczęście udaje się im uniknąć otwartego konfliktu, chociaż zimny pokój, jaki między nimi panuje ochładza się jeszcze bardziej.

To jednak dopiero początek. Podczas gdy dwójka nowych uczniów w towarzystwie Broo poznaje sekrety szkoły imienia Jean Grey, Wolverine wyrusza zająć się tajnymi bazami S.H.I.E.L.D., nieświadomy że taki sam cel objął Cyclops. Tymczasem w szkole zaczyna się źle dziać, a zbliżający się koniec roku szkolnego może oznaczać koniec o wiele bardziej definitywny, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać…

Wprawdzie najciekawszymi seriami o X-Menach na polskim rynku wciąż pozostają All-New X-Men (klik! klik!) oraz Uncanny X-Men (klik! klik!), losy Wolverine’a, jako dyrektora szkoły także nie zawodzą. Jason Aaron (scenarzysta takich tytułów, jak Bękarty z południa czy Skalp) mocno splótł swoją opowieść ze wspomnianymi powyżej tytułami, kontynuując najciekawsze wątki wspólne dla wszystkich trzech serii. Pojedynek Logana z Cyclopsem to dobry epilog dla pewnego etapu rozłamu miedzy mutantami, a finałowy zeszyt, który przenosi nas nieco w czasie, już samą okładką odwołując się do jednej z najlepszych x-menowych fabuł, czyli Days of Future Past, stanowi udane i sentymentalne pożegnanie.

Co jeszcze podoba mi się w scenariuszu Aarona, który dał się poznać przede wszystkim jako autor poważnych, krwawych i brutalnych opowieści,wolverine to humor. Pasuje do wizji, jaką prezentuje w dwóch pozostałych tytułach Brian Michael Bendis, a przeplatany z szybką akcją i scenami pojedynków oferuje chwile oddechu.

Znakomicie z fabułą współgra strona graficzna omawianego albumu. Wprawdzie prolog stylistycznie różni się od reszty, ale już główna akcja rysowana przez Pepe Larraza przypomina bardzo to, co Stuart Immonen pokazał w All-New X-Men. Jest nowocześnie, lekko mangowo, ale z realizmem i dynamiką. Do tego w samym finale dochodzą gościnne występy innych rysowników, choćby znanego z Uncanny X-Men Chrisa Bachalo, co stanowi bardzo przyjemny akcent.

Aż szkoda, że to już ostatni tom serii, ale z drugiej strony przygody mutantów nie znikają z księgarskich półek. Czwórka w dobrym stylu kończy linię Wolverine i X-Men, bo oferuje konkretną i ciekawą fabułę. Warto sięgnąć, szczególnie, że jest znacznie poszerzony, przy niezmienionej cenie.

Jason Aaron (sc.), Nick Bradshaw & Pepe Larras & Ramón Pérez, Chris Bachalo & inni (rys.), „Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie”, przeł. Bartosz Czartoryski, Klub Świata Komiksu – album 1079, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

wolverine-and-the-x-mensklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #4: Tak inni

24/02/2017 § Dodaj komentarz


Spotkać X-23

all-differentSądzę, że wielu wielbicieli (i wielbicielek) „kolorowych zeszytów” wybierze się do kina na film Logan: Wolverine; sam również mam to w planach. Warto przed (lub po) sięgnąć po komiks All-New X-Men #4: Tak inni, który kilka dni temu ukazał się w naszym kraju. Zachęcam do lektury właśnie w kontekście filmu. Dlaczego? Z prostego powodu: w albumie występuje Laura Kinney, która bardziej znana jest pod pseudonimem: X-23. Co prawda nie jest dziewczynką, jak to ma miejsce w produkcji kinowej. W komiksie gra nastolatkę, zresztą jak większość występujących bohaterów.

Warto przypomnieć kilka podstawowych zdarzeń, bo rzeczywistość X-Menów jest na chwilę obecną bardzo skomplikowana. Jak pisał Michał Lipka: „Po śmierci Charlesa Xaviera mutanci podzielili się na dwie frakcje. Jedna pod wodzą Wolverine’a i Kitty Pride, kontynuując tradycję szkoły dla młodych ludzi z mocami, stara się pokojowo współżyć z ludźmi, druga, której przewodzi Scott Summers (w towarzystwie Magneto) ma status grupy terrorystycznej (…). Chcąc przekonać Scotta do zmiany zdania pierwsza grupa sprowadza z przeszłości X-Menów, by sam młody Scott przypomniał swojemu starszemu wcieleniu własne ideały. xmenSytuacja jednak wymyka się spod kontroli, młodzi mutanci zostają w nowych dla siebie czasach i w tym momencie zaczyna się Bitwa Atomu”. Po wydarzeniach opisanych w tym crossoverze dawni – ci z przeszłości – X-Men razem z Kitty Pride przyłączają się do ekipy Cyclopsa, Emmy Frost i Magneto.

Kitty bierze na swoje barki wyszkolenie grupy. Nie ma ku temu zbyt wiele okazji, gdyż w świecie objawia się nowy mutant, którego trzeba ratować z opresji. Na miejscu okazuje się, że przed fanatykami z Purifiers ucieka X-23, czyli żeński klon Wolverine’a. Grupa będzie musiała stawić czoło paramilitarnej jednostce homo sapiens. Czy młodzi X-Meni są gotowi na bardzo brutalne starcie? Jak zareagują na ociekające jadem i nienawiścią wypowiedzi szefa Purifiers?

Trzeba Bendisowi oddać sprawiedliwość. Czytając wypowiedzi Jasona Strykera włos jeży się na głowie. Łatwo wyobrazić sobie, że tego typu „mowa nienawiści” jest powtarzana w różnorakich grupach religijnych fanatyków. Dla mnie to najciekawszy wątek bieżącego albumu. Co prawda warto także zwrócić uwagę na postać X-23. Scenarzysta zadbał o to, aby czytelnik uzyskał mały podgląd w psychikę dziewczyny, która łatwego życia nie miała. Wycofana, agresywna, nieufna, która najpierw działa (tj. atakuje & broni się), a potem myśli – ciekawie ukazana została relacja, polegająca na budowaniu zaufania (i nie tylko) między Laurą a młodym Scottem.

Główna fabuła przygotowana została przez dwóch rysowników – Stuarta Immonena oraz Brandona Petersona. purifiersŻaden z panów nie wybija się ponad przeciętność. Trochę lepiej wypadają prace Petersona, które prezentują się mroczniej i dynamiczniej, a sami bohaterzy ukazani są tak, że wyglądają na trochę starszych.

Tak inni to czwarty album w ramach cyklu All-New X-Men, a dla mnie pierwszy, który w jakiś sposób mi się podobał. Może dlatego, że całość zachowań młodych X-Men wypada mniej ciapowato i dziecinnie. Komiks budzi zainteresowanie także przez fanatyzm grupy Purifiers i wyrazistość X-23.

Brian Michael Bendis (sc.), Stuart Immonen & Brandon Peterson (rys.), „All-New X-Men #4: Tak inni”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1094, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3, kolory/cienie: 4-]

x-23sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

X-Men: Bitwa Atomu

07/02/2017 § 1 komentarz


Bitwa dzieci atomu

battle-of-the-atomJaki jest modelowy fan komiksu (przynajmniej na Zachodzie)? Taki, który regularnie kupuje swoje ulubione serie, bez wahania nabywa wszystkie eventy & crossovery, inwestuje pieniądze w pierwsze albumy nowych tytułów. W minionym już roku 2016 Egmont postarał się, aby nie zabrakło nam okazji do pokazania jakimi jesteśmy fanami. Stałe serie były kontynuowane, nowych także nie zabrakło, a na dodatek nakładem wydawnictwa pojawiły się trzy nowe eventy (plus wznowienie starego). Teraz nadszedł czas na ostatni z nich, może najmniej rozbudowany, ale za to jeden z lepszych. Opowieść o tym, jak starzy X-Men, przeniesieni do teraźniejszości, muszą ramię w ramię z obecnymi mutantami stawić czoła z zagrożeniu, które na siebie sprowadzili.

Po śmierci Charlesa Xaviera mutanci podzielili się na dwie frakcje. Jedna pod wodzą Wolverine’a i Kitty Pride, kontynuując tradycję szkoły dla młodych ludzi z mocami, stara się pokojowo współżyć z ludźmi, druga, której przewodzi Scott Summers (w towarzystwie Magneto) ma status grupy terrorystycznej, która przeciwstawia się hegemonii Homo Sapiens. Chcąc przekonać Scotta do zmiany zdania pierwsza grupa sprowadza z przeszłości X-Menów, by sam młody Scott przypomniał swojemu starszemu wcieleniu x-menwłasne ideały. Sytuacja jednak wymyka się spod kontroli, młodzi mutanci zostają w nowych dla siebie czasach i w tym momencie zaczyna się Bitwa Atomu.

Illyana Rasputin zagląda za kurtynę przyszłości, by przekonać się do czego doprowadzi obecna sytuacja, jednak to, co tam widzi, nie nastraja jej optymistycznie. Tymczasem młodzi X-Men pod wodzą Kitty Pride natrafiają na nowego mutanta. Spotkanie z nim zostaje przerwane przez atak Sentineli. W trakcie walki Scott z przeszłości… umiera. Zanim udaje się przywrócić go do życia, coś się zmienia – Scott z teraźniejszości na chwilę znika. Czyżby doszło do katastrofalnego rozgałęzienia czasoprzestrzeni? Wniosek jest jeden: trzeba odesłać młodych mutantów z powrotem. Wtedy jednak przez kostkę czasu przybywa kolejna grupa, tym razem jest to wnuk Charlesa Xaviera wraz X-Menami z przyszłości, którzy przynoszą ostrzeżenie – jeśli młodzi nie wrócą do swoich czasów, dojdzie do niewyobrażalnej katastrofy. Główni zainteresowani chcą jednak za wszelką cenę sami decydować o swoim losie…

Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie All New X–Men przyświecał mu jeden cel: stworzyć historię, która nie odcinając się od brzemienia blisko pięćdziesięciu lat wydawania serii, pozostaje opowieścią przeznaczoną także dla nieobeznanych z tematem. Chcąc pogodzić ze sobą te dwie kwestie przeniósł X-Menów z przeszłości w czasy obecne. Tak samo zagubieni wśród wydarzeń, jak nowi czytelnicy, młodzi mutanci starali się odkryć zawiłości fabularne. Chwyt prosty, bitwa-atomuale skuteczny. I dobrze rozwijany w dalszych tomach. Teraz jednak nadszedł czas by zabawić się nim na całego i wrzucić do tego worka jeszcze grupę z przyszłości. Co z tego wynika?

Bitwa Atomu to znakomita zabawa dla fanów serii stworzona z okazji 50-lecia istnienia, która podsumowuje pewien etap – przynajmniej ten w życiu przeniesionego w czasie pierwszego składu drużyny. Wciąż nadaje się dla czytelników niezbyt znających temat (czyli dla polskich także, bo choć komiksy o mutantach ukazywały się u nas dość długi czas nadal znamy ich losy jedynie wyrywkowo), jednak prawdziwi miłośnicy będą się bawić najlepiej; to w końcu na nich czeka tutaj wiele smaczków, podkręcających zabawę. Bendis wraz z Jasonem Aaronem i Brianem Woodem (znakomitymi scenarzystami, dzięki którym album nie traci spójności) do maksimum wykorzystuje schemat znany z X-Men: Days of Future Past, powielając go, odwracając i bawić się nim na wszelkie możliwe sposoby. Sama fabuła także jest udana, ale o jej prawdziwej sile decydują drobiazgi – i konkretna, podlana dużą ilością humoru akcja.

Graficznie całość prezentuje się bardzo dobrze. Najlepiej wypada Immonen, ale cała reszta (Cho, López, Bachalo, Camuncoli i Ribic) nie zawodzą. Rysunki są różnorodne, ale na swój sposób spójne. A przede wszystkim pasują do całości. Do tego dochodzi tradycyjnie świetne wydanie, wolverineuzupełnione o galerię (a w niej jedna z alternatywnych okładek w wykonaniu Milo Manary) i konkretna liczba stron (240) . Świetna komiksowa zabawa, rozrywkowa, to prawda, ale w dobrym tego słowa znaczeniu

Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że Bitwa Atomu, oprócz faktu celebrowania 50-lecia X-Men, ukazała się równo 20 lat po TM-Semicowym„X-Men: Pieśń Egzekutora, pierwszym pełnym crossoverze wydanym w Polsce (choć wcześniej mieliśmy okazję poznać „Fantastic Four: The Infinity War). Przy okazji album mieści w sobie nie tylko kontynuacje serii wydawanych na naszym rynku w ramach Marvel Now!: All New X-Men, Uncanny X-Men oraz Wolverine i X-Men), ale także i nieznaną w nas wcześniej wcześniej X-Men. Dla fanów mutantów absolutne must read.

Brian Michael Bendis & Jason Aaron & Brian Wood (sc.), Frank Cho & Esad Ribić & Chris Bachalo & Stuart Immonen (rys.), „X-Men: Bitwa Atomu”, tłum. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1065, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[autor: Michał Lipka]

x-men-battle-of-the-atomsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Men #2: Złamani

04/01/2017 § 2 komentarze


Rewolucji ciąg dalszy?

uncanny-x-menW albumie Złamani dostajemy dalszy ciąg opowieści o rebelii zapoczątkowanej i prowadzonej przez Cyclopsa. Uprzednia odsłona cyklu (klik! klik!) była na tyle interesująca, że na dwójkę czekałem niecierpliwie. Ciekawiło mnie w jakim kierunku Bendis popchnie akcję. Interesowała mnie odpowiedź na pytanie: czy alternatywny zespół X-Men to rewolucjoniści, czy może terroryści?

W komiksie pomieszczono trzy fabuły z udziałem tych samych postaci, ale nic poza tym fabuł ze sobą nie łączy. W pierwszej kontynuowany jest wątek zapoczątkowany w jedynce, który wiąże się z pobytem X-Men w wymiarze Limbo, gdzie muszą stoczyć walkę z potężnym demonem Dormammu. W ramach tej historii gościnny występ zalicza doktor Stephen Strange. Druga opowieść związana jest z rekrutacją nowego mutanta, który posiada moc kontrolowania urządzeń mechanicznych i elektrycznych. frazer-irvingW ostatniej znowu dają o sobie znać Sentinele, które pojawiają się w najbardziej niespodziewanych momentach. Jakby ktoś (ale kto?) wysyłał roboty w miejsce, w którym właśnie pojawiła się grupa Cyclopsa. Kim jest enigmatyczny prześladowca X-Menów? Na to pytanie nadal nie otrzymujemy odpowiedzi.

Z ekipy Scotta Summersa wymiksowuje się młody Fabio Medina, mutant, który posiada dziwną moc strzelania wystrzeliwania z ciała złotymi kulami. W ważnej, nowej roli obsadzono atrakcyjną Alison Blaire (pseudonim sceniczny: Dazzler), która zostaje specjalną agentką S.H.I.E.L.D. do spraw mutantów.

Wzajemna niezależność opowieści podkreślana została przez oprawę graficzną. chris-bachaloPierwszą i trzecią historię narysował Frazer Irving, a za środkową odpowiedzialny jest Chris Bachalo. Prace tego drugiego niespecjalnie mi się podobałoby. Natomiast wymiar Limbo, który został zaprojektowany przez pierwszego rysownika, to przerażające i mroczne miejsce. Artysta świetnie oddaje demoniczny aspekt międzywymiarowej krainy. W jednej z pierwszych scen nastoletni mutant mówi do lidera zespołu: „To ten wymiar Limbo, o którym mówiłeś, że nie jest piekłem, tyle że wygląda dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem piekło”. Trzeba przyznać, że rysunki Irvinga piekielnie mocno działają na wyobraźnię.

Fabuła Rewolucji została przez Bendisa nieźle rozplanowana. Niestety w wypadku Złamanych jest dużo gorzej. Pisarz ma niewątpliwie talent do pisania dialogów (vide: Alias czy Ród M), frazer-irving-x-menale w wypadku recenzowanej pozycji zupełnie tego nie widać. Dla przykładu proszę zwrócić uwagę na relację Cyclopsa i Magneto, która aż prosi się o jakieś mocne emocje, krzyki, słowne przepychanki. Wygląda na to, że Erik jest podwójnym agentem, nawet przyznaje się Summersowi do konszachtów z S.H.I.E.L.D., a jednak przez cały album panowie schodzą sobie z drogi lub rozmawiają niczym dwaj kumple przy piwie. Scenarzysta postawił na sztampę i slogany, które w opowieściach z udziałem X-Menów wielokrotnie były już przerabiane. Szkoda. A! Zapomniałbym, na pytanie postawione w pierwszym akapicie czytelnik nie dostaje sensownej odpowiedzi. Czyżby Bendis się skończył?

Brian Michael Bendis (sc.), Frazer Irving & Chris Bachalo rys.), „Uncanny X-Men #2: Złamani”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1058, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 3-, rysunki: 3 & 4+, kolory/cienie: 4]

uncanny-x-men-2sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with x-men at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: