Storm #4: Legenda o Yggdrasilu | Miasto potępionych

06/06/2017 § 1 komentarz


Storm i Rudowłosa w Parku Jurajskim

Poniekąd już się przyzwyczailiśmy, że co nowy tom z przygodami Storma i Rudowłosej, to nowy scenarzysta. I nie inaczej jest w wypadku „czwórki”, która zawiera dwie opowieści: Legendę o Yggdrasilu oraz Miasto potępionych. Obie wyszły spod ręki brytyjskiego scenarzysty Kelvina Gosnella, który pchnął fabułę w zupełnie innym kierunku. Jak czytamy we wstępie tomu: „Lawrance, który dopiero co skończył dwa albumy wypełnione międzygwiezdnymi bitwami (patrz: Storm tom 3), chciał wreszcie uwolnić się od technologicznej fantastyki naukowej i skierować serię na nowe tory. Oczekiwał, że w kolejnych częściach będzie więcej fantasy niż science fiction”. Czy Gosnell spełnił oczekiwania rysownika (i redakcji „Eppo”)?

Pierwsze trzy plansze albumu Legenda o Yggdrasilu odwołują się do wydarzeń, które rozegrały się w uprzednich odsłonach cyklu. Azurianie zostali pokonani, część z nich postanowiła pozostać na Ziemi i pokojowo koegzystować z ludźmi. Nasz bohater, który przewodził powstaniu, został obwołany Wodzem nowego społeczeństwa. Jednakże zaszczytna rola nie bardzo mu odpowiada, wyraźnie się w niej nie odnajduje. Dlatego podejmuje ryzykowany plan powrotu do swoich czasów: porywa statek kosmiczny i jeszcze raz wlatuje w Czerwoną Plamę w okolicach Jowisza. W niebezpiecznej podróży towarzyszy mu, oczywiście, Rudowłosa, która ukryła się w ładowni.

Jakież wielkie jest ich zaskoczenie, gdy zamiast przenieść się do XXV wieku temporalna anomalia ekspediuje parę jeszcze dalej w przyszłość. Nie mają nawet czasu rozejrzeć się po świecie, bo od razu trafiają do niewoli humanoidalnych i inteligentnych gadów, które z wyglądu przypominają dwunożne dinozaury. Kapłan zarządza złożenie ich w ofierze czczonemu bóstwu, ale najpierw Storm musi udowodnić, że jest godzien zostania „kozłem ofiarnym”, czyli stoczyć pojedynek na śmierć i życie z przywódcą plemienia.

Fabuła bieżących części jest dość pokręcona, bo okazuje się, że obok plemienia gadów na Ziemi żyją także ludzie, którzy od dziesięcioleci toczą nieustającą wojnę z nimi. Dodatkowo gdzieś na Antarktydzie znajduje się ukryte miasto Ojców Założycieli, którzy posługują się wielce zaawansowaną technologią, podobno posiadają oni także urządzenie do podróży w czasie. Dlatego nie dziwi, że Storm i Rudowłosa kierują się do Miasta-Utopii. Nad poprawnością działania i funkcjonowania czuwa wielki komputer. O tym, jakie przygody przeżyli na miejscu opowiada już album Miasto potępionych.

Omawiany tom potwierdza tylko wielki kunszt rysownika. Recenzując poprzednie odsłony zwracałem uwagę na biegłość artysty w odwzorowywaniu, a właściwie budowaniu od podstaw całej rzeczywistości. I nie inaczej jest w „czwórce”, gdzie musiał wykreować cały świat zamieszkały przez fantastyczne stworzenia (humanoidalne dinozaury, latające konie czy prymitywne roboty-rycerze) Warto zwrócić uwagę na ewolucję Rudowłosej. W „trójce” została odstawiona na boczny tor, a w omawianej odsłonie jest heroiną z krwii kości. W samej fabule uzyskuje znaczącą podmiotowość, dodatkowo Lawrence zaprojektował dla niej nową garderobę, a właściwie prawie całkiem ją rozebrał, pozostawiając jedynie buty i bikini. Kobieta emanuje seksapilem.

Z perspektywy całego komiksu wydaje się, że decyzja, aby zaangażować na scenarzystę Kelvina Gosnella, była trafna. Pisarz w ciekawe miejsce przestawił akcenty, zrobił to z wprawnie i płynnie. Opowieść, która do tej pory nosiła znamiona klasycznej space opery zyskuje dodatkowy i atrakcyjny wymiar. Czy kolejni scenarzyści pociągnęli, a może rozbudowali, wątki fantasy? Wierni czytelnicy już mogą się o tym przekonać, gdyż od kilkunastu dni „piątka” dostępna jest w sprzedaży.

Kelvin Gosnell (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #4: Legenda o Yggdrasilu | Miasto potępionych”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Niezwykła podróż. Tom 1

19/05/2017 § Dodaj komentarz


 Wyprawa w krainę dzieciństwa

Niezwykła podróż to komiks, który oferuje każdemu czytelnikowi – niezależnie od wieku – ekscytującą wyprawę w alternatywną rzeczywistość, która charakteryzuje się niezwykłą spójnością kreacji i przedstawienia. W materiałach promocyjnych przygotowanych przez Wydawnictwo Kurc możemy przeczytać: „Przedstawiamy niezwykle urokliwą opowieść zainspirowaną twórczością Juliusza Verne′a oraz steampunkiem z niesłychanymi technicznymi wynalazkami, przygodą oraz oczywiście tajemnicą”. Zwykle z duża rezerwą podchodzę do wszelakich notek informacyjnych. Jednak w tym konkretnym wypadku zgadzam się w pełnej rozciągłości. Powyższe zdanie jest w stu procentach prawdziwe i można oficynie zaufać.

Akcja albumu rozgrywa się podczas I wojny światowej, która nadal trwa, chociaż jest już 1927 rok. W konflikt zaangażowana jest dodatkowa strona, zwana Trzecią Osią, która skutecznie przeszkadza w walce. Mechaniczne stwory do niszczą uzbrojenie obu wrażych armii. Tymczasem wojna jest jedynie elementem scenografii, jak będzie dalej, to się przekonamy.

Głównymi bohaterami opowieści jest para kuzynostwa – Noemi i Emilien – poznajemy ich podczas „rozbijania” letniego obozu w domku na drzewie, które stoi w ogrodzie pewnej londyńskiej szkoły z internatem. Są przekonani, że jak co roku wakacje spędzą z dala od domu. Jakże wielkie jest ich zaskoczenie, gdy dyrektor oświadcza, że ekscentryczni rodzice dziewczynki wrócili do kraju i zdecydowali zabrać dzieciaki do siebie. Emilien ma nadzieję, że i jego ojciec wrócił z wojaży. Niestety, na miejscu okazuje się, że nadal nie przyjechał. Chłopak poważnie martwi się o rodzica, dawno nie miał od niego żadnych wieści.

Rodowa rezydencja jest ogromna, pełno w niej zakamarków, ukrytych pomieszczeń i tajnych laboratoriów. Kuzynostwo na własną rękę rozpoczyna śledztwo w sprawie zaginięcia ojca Emiliena, który jest światowej sławy uczonym. Niespodziewanie w sukurs przychodzi im nowa guwernantka oraz były współpracownik naukowca. Para małoletnich bohaterów obdarzona jest ponadprzeciętną inteligencją, z którą współgrają: ciekawość świata, naukowe zacięcie oraz zdolności inżyniersko-konstruktorskie. Dzieciaki dosłownie nie potrafią usiedzieć na miejscu, wszędzie ich pełno i nic się przed nimi nie ukryje.

Pod względem wizualnym rzecz prezentuje się bardzo dobrze. Silvio Camboni w wypadku przedstawienia postaci posługuje się uproszczoną, cartoonową kreską. Dzięki czemu wszyscy wyglądają sympatycznie i przyjacielsko. Natomiast różnej maści maszyny, budowle, sprzęty oraz krajobrazy narysowano z dbałością o szczegóły. Artysta wiele przedmiotów i machin musiał sam wymyślić, dlatego drobiazgowość odwzorowania wywiera silne wrażenie.

Pierwszy tom z serii Niezwykła podróż jest wysoce atrakcyjną pozycją. Lektura sprawiła mi dużo frajdy. Podoba mi się i kreacja świata przedstawionego, i cała menażeria występujących postaci, która jest niezwykle barwna oraz osobliwa. Fabuła ma charakter przygodowy i prowadzona jest wartko. Para małoletnich bohaterów nie zawodzi. Mam nadzieję, że pozycja spotka się z dużym zainteresowaniem czytelników, a wydawca rychło opublikuje kolejną odsłonę.

Denis-Pierre Filippi (sc.), Silvio Camboni (rys.), „Niezwykła podróż. Tom 1”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Storm #3: Bitwa o Ziemię | Tajemnica fal nitronu

06/03/2017 § Dodaj komentarz


 Storm zyskuje epicki wymiar

don-lawrenceZupełnie niedawno miała miejsce premiera czwartego zbiorczego tomu serialu Storm. Kroniki świata na dnie. Dlatego to dobry czas, aby przyjrzeć się bliżej trzeciej odsłonie cyklu. Warto dodać, że wespół z „czwórką” wydawca wznowi „jedynkę”, której nakład jakiś czas temu zniknął z księgarskich półek. Co świadczy o tym, że w Polsce mamy czytelnicze zapotrzebowanie na klasykę europejskiego komiksu spod znaku space opery. Myślę, że w dużym stopniu popularność serii wiąże się z niebywałą oprawą graficzną, która jest dziełem angielskiego artysty Dona Lawrence’a.

Omawiany tom zabiera oryginalne tomy serii: Bitwa o Ziemię oraz Tajemnica fal nitronu. Za scenariusz obu odpowiedzialny jest Dick Matena, który przenosi akcję w przestrzeń kosmiczną. Z lektury uprzedniej odsłony dowiedzieliśmy się, że za niezwykłymi wydarzeniami na Ziemi stoi rasa wysoko rozwiniętych kosmitów. Azurianie podróżują po całym kosmosie i zakładają swoje kolonie, to oni wybili lwią część ludzkości, a niedobitkom populacji wymazali pamięć i cofnęli do epoki kamienia stormłupanego. Sami kosmici nie afiszują się ze swoją obecnością na planecie, dlatego gro mieszkańców nie ma bladego pojęcia o ich obecności. Czytelnik także nie miał, dopiero w czwartym albumie karty zostały odsłonięte.

Fabuła Bitwy o Ziemię skupia się na bezpośrednim starciu Ziemian z Azurianami. Nim jednak dojdzie do walki Storm oraz Rudowłosa muszą przekonać Mordegaja i jego ludzi do tego, że za degrengoladą ludzkości stoją kosmici, którym należy się przeciwstawić. Były gwiezdny pilot staje na czele rebelii, co nie podoba się niejakiemu Balderowi. Mężczyzna, kieruje się niskimi pobudkami etycznymi (tj. z zazdrości) uwalnia dwóch jeńców, którzy ostrzegają swoich przed spodziewanym atakiem. Azurianie chcąc zdusić rebelię w zarodku wysyłają flotę i żołnierzy. Kolejna opowieść kontynuuje wątki podjęte w Bitwie…, gdyż wojna nie została rozstrzygnięta. Ziemska placówka okupantów prosi o pomoc Wielką Radę, która przesyła posiłki z Marsa. Storm zostaje wplątany w następną intrygę i kolejny raz musi ratować Rudowłosą z opresji.

Niezmiennie wielkie wrażenie wywiera warstwa graficzna. O dick-matenarysunkach Dona Lawrence’a uprzednio pisałem w samych superlatywach i właściwie musiałbym swoje zachwyty powtarzać. Tom przynosi pewne novum. Z racji przeniesienia akcji w przestrzeń kosmiczną oraz na Marsa brytyjski artysta może zaprezentować swoją wizję na różnej maści jednostki latające – promy, ścigacze, myśliwce czy transportowce, które za każdym razem prezentują się wspaniale. Retro-stylistka idealnie i do cna zostaje wykorzystana.

Matena wprowadza do fabuły kilka interesujących postaci, które wyraźnie uatrakcyjniają opowieść: generała azuriańskiej armii, Solona, wspomnianego powyżej Baldera czy azuriańską dziewczynkę, która dysponuje mocą przemieszczania przedmiotów siłą woli (kłaniają się X-Meni?). Scenarzysta mocno redukuje zadnia i obecność Rudowłosej, która dopiero pod koniec drugiego albumu zyskuje trochę podmiotowości. Sama narracja prowadzona jest dynamicznie, sporo nagłych zwrotów akcji. Razi trochę koegzystencja warstwy literackiej z graficzną. lawrenceDużo graficznych przedstawień dubluje literackie opisy. Chwilami drażniący jest wszystkowiedzący narrator, który o krok wyprzedza czytelnika.

In plus dla omawianego komiksu należy zapisać, że zawiera jedną zwartą opowieść, dzięki czemu całość zyskuje epicki wymiar i głębię. Retro-nostalgiczna fantastyka może się wydawać trochę anachroniczna. Seria Storm to ciekawa pozycja, ale nie dla wszystkich. Fani Anihilacji czy Black Science pewnie nic dla siebie w niej nie znajdą, ale wielbiciele Yansa – tak.

Dick Matena (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #3: Bitwa o Ziemię | Tajemnica fal nitronu”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2016.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

storm-lawrencesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Largo Winch. Tom 4

10/01/2017 § Dodaj komentarz


  Largo Winch w Ameryce

hamme-largoLargo Winch, obok Thorgala, jest najpopularniejszą i najbardziej rozpoznawalną postacią wykreowaną przez Jean’a Van Hamme. W czwartym zbiorczym tomie, obejmującym dwa oryginalne albumy Golden Gate i Shadow, scenarzysta kolejny raz udowadnia, że świetnie zna się na swoim fachu (recenzja trójki tu: klik! klik!) . Tym razem pisarz wysyła ekscentrycznego miliardera do Stanów Zjednoczonych, gdzie stacja telewizyjna W9, należąca do międzynarodowego Koncernu W, kręci serial telewizyjny. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa podejrzane fakty: 1) niezwykle wysoki, jak na tego typu produkcję, budżet; 2) w głównej roli obsadzono Simona O’Vronnaza, przyjaciela Largo, którego zdolności aktorskie są równe zeru.

Finansowanie serialu wzbudziło podejrzenia Dwighta Cochrane’a (kontrolera finansowego Koncernu W), który zlecił swojej współpracownicy zbadanie sprawy. Sara Washington jean-van-hammepoleciała do Stanów i w niewyjaśnionych okolicznościach nagle zaginęła. Zaniepokojony całą sytuacją pan Winch wskakuje do swego prywatnego samolotu i udaje się do San Francisco, aby wszystkiemu przyjrzeć się z bliska. Oczywiście na miejscu okazuje się, że sprawa ma drugie i trzeci dno. Ponieważ obok precyzyjnie zaplanowanego wrogiego przejęcia stacji W9 wychodzą na jaw inne brudne interesy prowadzone przez konkurencję: wymuszenia, handel kobietami i stręczycielstwo, kręcenie porno oraz zakazanych filmów (tzw. „snuff movies”). Szef Koncernu W odkrywa kłopotliwą prawdę, przez co stawia się na celowniku. Jego życie jest zagrożone. W ślad za nim wyrusza banda oprychów.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji. Narracja prowadzona jest niezwykle dynamicznie. Co prawda largo-winchpoczątkowo czytelnik musi mocno się skupić i poświęcić sporo uwagi na rozwikłanie wszystkich zawiłości dotyczących finansowania telewizyjnego serialu. Niełatwym zadaniem jest także zrozumienie kwestii prawnych i zależności między stacjami, spółkami oraz firmami. Trud podjąć należy. Nawet jeśli wiąże się on z koniecznością powtórnego czytania dymków. Van Hamme buduje opowieść głównie z wypowiedzi występujących postaci. Częste i słownie rozbudowane interakcje wzmagają odczucie „dziania się”. W komiksie nie brakuje także pościgów, podchodów, ukrywania się i spektakularnych ucieczek. To powoduje, że lektura nie nudzi, a całość tomu pochłania się za jednym podejściem.

Niezmiennie silne wrażenie wywiera warstwa graficzna komiksu. Philippe Francq mocno dba o realizm przedstawienia. Każdy najmniejszy detal (choćby popielniczka czy poszetka) narysowana została z taką samą dokładnością co budynki i pojazdy (samochody, autobusy czy śmigłowce). Układ kadrów na philippe-francqplanszy jest bardzo klasyczny, artysta nie stosuje żadnych eksperymentów formalnych. Takie „europejskie” podejście do konstrukcji strony sprawdza się wyśmienicie.

Scenarzysta dba o to, aby jego opowieści były maksymalnie prawdopodobne. Całość trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy. Uprzednie tomy znakomicie przestawiały świat wielkiej polityki i finansjery. W bieżącym czytelnik może spojrzeć zza kulisy przemysłu filmowego. Lubię i cenię sobie ten przygodowo-sensacyjny serial. Dlatego liczę, że już niedługo będę miał okazję przeczytać kolejny tom.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Francq (rys.), „Largo Winch. Tom 4”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo KURC, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4] 

largo-winch-francqsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Druuna #1: Morbus Gravis | Delta

20/12/2016 § Dodaj komentarz


Druuna poszukuje prawdy

druunaWydany w maju album Druuna: Anima był właściwie małą przystawką (klik! klik!). Przedsmakiem, który miał jedynie zaostrzyć apetyt przed właściwą serią. Komiks wywiązał się z zadania wyśmienicie. Wielu czytelników z niecierpliwością oczekiwało na właściwą premierę serii, która pierwotnie została wykreowana w latach 80. ubiegłego wieku przez Paolo Serpieriego.

W pierwszym tomie wydania zbiorczego pomieszczone zostały dwa oryginalne tomy: Morbus Gravis oraz Deltę, które delikatnie spaja fabuła i występująca w roli głównej Druuna. Akcja komiksu dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w wielkim Mieście bez nazwy. Mieszkańcy żyją w ciągłym strachu przed tajemniczą i nadzwyczaj groźną zarazą. Epidemia zagraża wszystkim, bo wystarczy dotknąć kogoś zarażonego, a człowiek zamienia się w odrażającego, mackowatego stwora, który kieruje się najniższymi instynktami. paolo-eleuteri-serpieriMożna uniknąć zarażania. Należy tylko przyjmować serum rozdzielane przez władzę. Zasady dystrybucji nie są jasne. Protagonistka pozyskuje dodatkowe fiolki kupcząc swoim ciałem.

Dodatkowe porcje serum dziewczyna podaje ukochanemu, który na krótki czas odzyskuje ludzką postać. Schastar zdaje sobie sprawę, że nie zostało mu dużo czasu. Choroba go w końcu zagarnie. A dodatkowo jest poszukiwany przez wojsko i Kapłanów. Dlatego pragnie przekazać Druunie prawdę o pochodzeniu zarazy. Oboje ruszają w Miasto. Podczas wyprawy czytelnik ma okazję bliżej przyjrzeć się światu, w którym przyszło żyć Druunie.

Włoski artysta wykreował rzeczywistość odrażającą i obleśną, bezduszną i lubieżną. druuna-tom-1Świat trawiony śmiertelną chorobą, która odbiera rozum i zdrowy rozsądek. Wszędzie tylko ruiny i zgliszcza. Między zwalonymi budynkami przemykają przerażeni, ubrani w łachmany ludzie, których cała egzystencja sprowadza się do ciągłego uciekania przed wojskiem i groźnymi mutantami. Śmierć i cierpienie są stałym elementem życia w Mieście. Jedynie misja głównej bohaterki niesie ze sobą niewielki snop światła.

Graficznie rzecz jest niebywała. Serpieri wspaniale rysuje ludzkie postaci, wierność anatomiczna stoi na wysokim poziomie. Z drugiej strony przekonywająco została także oddana przerażająca rzeczywistość miejsca, w którym rozgrywa się akcja. Na wyobraźnię czytelnika mocno działa monochromatyczna paleta barw, która odkreśla duszną i śmierdzącą atmosferę.

Opowieść sama w sobie ma charakter pretekstowy. Fabuła w dużym stopniu jest jedynie „wymówką” do ukazania scen pełnych bestialskiej przemocy, wulgarnego i sadystycznego seksu serpieri(częste sceny gwałtów czy prostytucji). Ostatecznie serial jest nieodrodnym dzieckiem swoich czasów. Właśnie z takiej perspektywy należy na niego spoglądać i oceniać.

Druuna to mroczny, mizoginistyczny, miejscami pornograficzny komiks, adresowany tylko do dorosłego czytelnika. Czytelnika, który chciałby podjąć trud przeniknięcia przez fasadę opowieści, aby gdzieś pod spodem poszukać prawdy o prawdziwej naturze człowieka.

Paolo Eleuteri Serpieri (sc. & rys.), „Druuna #1: Morbus Gravis | Delta”, tłum. Jacek Drewnowski, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4-, rysunki: 6-, kolory/cienie: 5+]

serpieri-druunasklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Eksterminator 17

14/11/2016 § Dodaj komentarz


 Kiedy sztuczna inteligencja przestaje być „sztuczna”?

exterminator17Pochodzący z byłej Jugosławii rysownik Enki Bilal (właściwie Enes Bilalović), który od wielu lat mieszka we Francji, jest artystą w Polsce znanym i cenionym. Większość jego sztandarowych projektów, takich jak: Trylogia Nikopola, Tetralogia potwora czy Falangi Czarnego Porządku (klik! klik!), w naszym kraju ukazało się staraniem Egmont Polska. Natomiast dzięki Wydawnictwu Kurc do księgarń trafił jeden z jego ze starszych i mniej znanych komiksów, który została narysowana do scenariusza Jeana-Pierre’a Dionneta.

Album Eksterminator 17 pierwotnie ukazał się w 1979 roku w oficynie Les Humanoïdes Associés. Rzecz opowiada o tytułowym bojowym androidzie, który z całą grupą innych robotów bierze udział w stłumieniu buntu na planetoidzie Novack. Ludzcy rebelianci nie mają najmniejszych szans w bezpośrednim starciu z robotami. Dlatego szybko się poddają i podpisują traktat pokojowy z międzyplanetarną korporacją o nazwie Konsorcjum, enki-bilalktóre po ratyfikacji traktatu zdalnie wyłącza wszystkie bojowe jednostki. Na mostku dezaktywację nadzoruje podstarzały Mistrz, czyli twórca i konstruktor wszystkich sztucznych istot należących do korporacji.

Siedemnastka był pierwszym działającym i w pełni aktywnym cyborgiem, który wyszedł spod jego ręki. Mistrz czuje się mocno z nim związany; więź jest o tyle silniejsza, że do skonstruowania użył komórek swego ciała . Widząc eksterminację pierworodnego dzieła starzec doznaje wstrząsu i umiera krótko po zdarzeniu. Jego dusza/świadomość/jaźń przenosi się do 17, który w cudowny sposób nagle ożywa. Dysydenci Konsorcjum nie mogą pozwolić sobie na tego typu anomalię, dlatego zaocznie wydają na androida wyrok śmierci. Mogłoby zrobić się bardzo dziwnie i niebezpiecznie, gdyby inne cyber istoty dowiedziały się, że jeden z nich zmartwychwstał i został obdarowany samoświadomością.

Tyle tytułem przybliżenia fabuły. Komiks napisany przez Dionneta mocno kojarzy się i jean-pierre-dionnetniejako koresponduje z powieścią Czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Philipa K. Dicka z 1968 roku. W obu pozycjach głośno zadaje się pytania. Czy cyborgi staną się częścią ewolucji człowieka? Co będzie, gdy maszyna zacznie czuć i współodczuwać? Kiedy sztuczna inteligencja przestaje być „sztuczna”? Czy empatia jest pierwszym krokiem człowieczeństwa? Na szczęście scenarzysta recenzowanej pozycji nie popada w nadmierne moralizatorstwo czy mesjanizm. Oczywiście religijny wątek się pojawia, ale na szczęcie został zneutralizowany poprzez dodanie elementów humoru sytuacyjnego.

Rysunki Bilala wyróżniają się tym, że nie są zbyt dynamiczne. Artysta w głównej mierze skupia się na przedstawieniu postaci. I nie inaczej jest w wypadku Eksterminatora 17, w którym dodatkowo widać fascynację twórczością Mœbiusa. Widać wyraźnie, że niektóre z postaci zostały zaprojektowane na wzór bilal-exterminateur-17i podobieństwo bohaterów Feralnego Majora (klik! klik!) czy Arzacha. Co może mieć i głębszy sens – w końcu androidy stworzone zostały na obraz i podobieństwo człowieka.

Wspólne dzieło Dionneta i Bilala to klasyk, który mimo prawie czterdziestu lat się nie zestarzał. Pytania stawiane przez scenarzystę są o tyle ciekawe, że jako jeden z pierwszych pisarzy science fiction zaczął szukać na nie odpowiedzi. Warto nadmienić, że temat eksplorował także w trzech kolejnych albumach cyklu, które powstały we współpracy z Igorem Baranko. Liczę na to, że Wydawnictwo Kurc przybliży polskim czytelnikom także Trylogię Ellisa.

Jean-Pierre Dionnet (sc.), Enki Bilal (rys.), „Eksterminator 17”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3]

bilal-exterminateur-17sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazki Recenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Storm #2: Dzieci pustyni | Zielone pandemonium

17/10/2016 § Dodaj komentarz


 Space opera w oldschoolowym stylu

storm-don-lawrencePremiera trzeciego dyptyku serialu Storm odbyła się niedawno w Łodzi podczas Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier. Nim jednak będzie nam dane obcować z nowym albumem, pochylmy się na chwilę nad drugą odsłoną (o jedynce pisałem tu: klik! klik!), w której zaprezentowane zostały dwie fabuły: Dzieci pustyni oraz Zielone pandemonium. Za oprawę graficzną obu odpowiada, oczywiście, angielski rysownik Don Lawrence. Natomiast za scenariusz odpowiedzialny jest holenderski pisarz – Dick Matena, który, jak możemy się dowiedzieć z przedmowy, był etatowym scenarzystą przez cztery oryginalne albumy (w latach 1979-1981).

W bieżącej odsłonie były astronauta Storm oraz jego atrakcyjna towarzyszka – Rudowłosa – muszą sobie poradzić w dwóch jakże odmiennych środowiskach naturalnych. W pierwszej fabule na wyjałowionej pustyni, która kiedyś była oceanem. W drugiej muszą stawić czoła niebezpieczeństwom, które czają się pośród wiecznie zielonej dżungli.

W Dzieciach pustyni para bohaterów, wędrując przez rozpaloną do białości pustynię, napotyka wycieńczonego, ledwo żywego mężczyznę, któremu starają się pomóc. don-lawrenceSkóra osobnika pozbawiona jest pigmentu, przez co wygląda dziwnie. A gdy tylko pojawiają się ścigający go strażnicy zaczyna się i dziwnie zachowywać – staje się bezwolny i bez szemrania wykonuje wszystkie ich polecania. Z biegiem akcji okazuje się, że napotkany mężczyzna jest ofiarą straszliwych eksperymentów genetycznych, które przeprowadzane są w pobliskiej kopalni. Na jeńcach testy przeprowadza odrażający Psor, który znalazł sposób wyhodowanie nowej rasy ludzi. Homo desertus charakteryzują się tym, że są doskonałymi pracownikami, bo są silni, bezwolni i odporni na zabójczy upał. Storm i Rudowłosa zostają porwani i trafiają do strasznego tego miejsca… Czy uda im się zbiec? Czy uda im się wyzwolić niewolników?

W opowieści Zielone pandemonium akcja przenosi się tropikalnego, amazońskiego lasu. Miejsca równie niebezpiecznego, dick-matenaco pustynia, gdzie wszyscy mieszkańcy (mutanci, ludzie i małpoludy) są ze sobą skonfliktowani i walczą zażarcie. Nasza para zostaje rozdzielona, każde z nich na własną rękę będzie musiało stawić czoło przeciwnościom losu. Przyznaję, że ze wszystkich przeczytanych przeze mnie epizodów Storma, ten podoba mi się najbardziej, gdyż scenarzysta wprowadza do awanturniczej opowieści nowe wątki, które mam nadzieję, zostaną rozwinięte w trzecim dyptyku.

Oczywiście głównym aktorem omawianej publikacji jest rysownik. Don Lawrence to klasa sama w sobie. Ilustracje nadal robią niesamowite wrażenie! Plansze, stworzone za pomocą malarskiej, hiperrealistycznej techniki – zadziwiają i fascynują. I chociaż widać gołym okiem, że powstały całe dziesięciolecia temu, to rzecz wcale nie trąci myszką. A na tle współczesnych technik, którymi tworzy się komiksy, całość tchnie swoistą świeżością, innością i siłą.

Bardzo pozytywnie oceniam decyzję Wydawnictwa Kurc, stormaby przybliżyć polskiemu czytelnikowi tę klasyczną serię komiksową. Oczywiście wiernych czytelników nie muszę przekonywać do kontynuacji lektury. Dla pozostałych kilka zasadniczych informacji. Większości historii opartych została na prostej konstrukcji: para głównych bohaterów pojawiają się w nowym miejscu, gdzie muszą stawić czoło dybiącym na nich złoczyńcom i ostatecznie, najczęściej, uciekać. Nie należy także liczyć na to, że Rudowłosa i Strom to postaci o pogłębionym rysie psychologicznym. Ich przygody mają (i będą miały) rozrywkowy charakter, ale jest to rozrywka w starym (oldschoolowym) stylu.

Dick Matena (sc.), Don Lawrence (rys.), „Storm #2: Dzieci pustyni | Zielone pandemonium”, tłum. Krzysztof Janicz, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

storm Lawrence sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

 wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Wydawnictwo Kurc at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: