Batman #9: Bloom

10/07/2017 § Dodaj komentarz


  Mroczny Rycerz powraca?

W rzeczywistości „kolorowych zeszytów” nic nigdy nie ginie bezpowrotnie, to prawda znana czytelnikom od dawna. Czy zatem Batman, a właściwie Bruce Wayne, mógł porzucić swoją rolę obrońcy Gotham na dobre, nawet jeśli stracił pamięć i wydaje się nie być sobą? Nadszedł czas, aby się o tym przekonać, otwieramy tom dziewiąty Batmana.

Pan Bloom, nowy przeciwnik Zamaskowanego Krzyżowca, wdziera się do Powers Building i zaczyna odruchowo zabijać ludzi. Gordon staje z nim do walki, ale choć sytuacja wydaje się obracać na korzyść nowego Człowieka Nietoperza, wróg ostatecznie ucieka. Kiedy więc udaje się go namierzyć, nikt nie jest pewien czy rzeczywiście trafili na jego trop, czy też może łotr przygotował na nich zasadzkę. Były komisarz decyduje się samotnie stawić czoła zagrożeniu, nawet za cenę własnego życia.

Tymczasem Bruce Wayne wiedzie spokojny żywot u boku ukochanej kobiety, którą prosi o rękę. Mimo że w jej przeszłości nie brak mrocznych kart, chce spędzić z nią życie. Wciąż jednak ma problemy z pamięcią, chociaż odzywa się w nim jakiś dawny zew. Spotkanie z Duke’iem, który na własną rękę podjął się odkrycia prawdziwej tożsamości Blooma, staje się impulsem do przypomnienia sobie dawnej roli obrońcy Gotham. Tylko czy to wystarczy, by dawny Batman powrócił? Czy jego powrót jest konieczny, aby w mieście ponownie zapanował pokój?

Scott Snyder i Greg Capullo zaczynając nową serię Batmana w ramach The New 52 (czy jak chce tego polskie nazewnictwo, Nowego DC Comics) stworzyli dzieło, które z miejsca stało się hitem, ale i pozycją niemalże kultową. Trybunał sów, jakim zaczęli swój run, powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych opowieści o Batmanie, a pozostałe zeszyty ich autorstwa także trzymają poziom. Nie inaczej jest też w przypadku Blooma, przedostatniego tomu serii, w którym znalazł się także jubileuszowy, bo pięćdziesiąty zeszyt. Z tej okazji twórcy nie tylko domykają wiele wątków, ale przygotowali dla czytelników porcję zaskoczeń. Co więcej omawiana odsłona, pod względem scenariusza, jest lepsza od „ósemki”, a pędząca na złamanie karku akcja nie pozwala na chwilę nudy. Chociaż na spokojniejsze momenty także znalazło się miejsce.

Właściwie ten komiks jest jak gra, w którą rżną funkcjonariusze gothamskiej policji, przypomina pokera, z tym, że gra się w nią szybko, bez zastanowienia, a na stole czeka zakryta karta mogąca odmienić losy całej zabawy. Na tej zasadzie Snyder i James Tynion IV zbudowali całą fabułę, starając się dostarczyć czytelnikom jak najwięcej dobrej zabawy. Skutecznie zresztą. Całość na dodatek podlali charakterystycznymi dla Batmana z New 52 elementami, takimi jak legendy miejskie i grzebanie w historii Gotham. Co tylko wyszło opowieści na dobre.

Pod względem graficznym Capullo jak zwykle nie zawodzi. Jego znakomita, szczegółowa i mroczna kreska świetnie współgra ze scenariuszem, podobnie zresztą jak kolor. Pozostali artyści też wypadają przyjemnie dla oka, choć nie tak dobrze jak on. Całość została uzupełniona o bogatą (liczącą blisko 40 stron) galerię okładek alternatywnych do 50 zeszytu przedstawiających walkę Batmana z Supermanem. Lista artystów odpowiedzialnych za owe okładki robi spore wrażenie, że wspomnę tylko o Timie Sale’u, Alexie Rossie, Jimie Lee, Paulu Pope’ie czy Gabrielu Dell’Otto.

W skrócie, miłośnicy Batmana będą bardzo zadowoleni. Dostaną bowiem dokładnie to, czego oczekiwali. Osobiście Blooma polecam i czekam na finałowy tom serii.

 Scott Snyder & James Tynion IV (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Yanick Paquette (rys.), „Batman #9: Bloom”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1145, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Ralph Azham #9: Punkt zwrotny

03/01/2017 § Dodaj komentarz


 Morderca! Morderca!

ralph-azhamDziś na stronie Alei Komiksu ukazało się podsumowanie obejmujące najlepsze serie komiksowe minionego roku (klik! klik!). Na piątym miejscu wylądowała produkcja Lewisa Trondheima. Tak napisałem w uzasadnieniu: „Od polskiej premiery pierwszego albumu serii Ralph Azham minęło trzy lata. Wydaje mi się to nieprawdopodobne. Mam wrażenie, że pierwszy zeszyt czytałem «wczoraj», a właściwie miesiąc temu czytałem dziewiąty. Na tym polega siła komiksu Trondheima: rzecz zapada w pamięć. Głównie za sprawą precyzyjnie wykreowanych postaci i fascynującego świata, który niby jest magiczny, ale jakoś tak bliski…”. Faktycznie w 2016 roku opublikowano w Polsce dwie odsłony cyklu. Część ósma (Nie pochwycisz płynącej rzeki) trafiła do sprzedaży w marcu, a kolejna (Punkt zwrotny) w grudniu.

Nie będę niczego ukrywał: jestem wielbicielem serii od pierwszej odsłony, zresztą nie lewis-trondheimtylko ja (klik! klik!). Z zapartym tchem śledzę kolejne przygody naniebieszczonego wybrańca. Ralph po pokonaniu Vom Syrusa aktualnie rezyduje w Astolii, gdzie pełni rolę królewskiego namiestnika. Czyli mówiąc wprost: jest niekoronowanym przywódcą całej krainy. Jednak bieżąca rola nie bardzo mu służy. Powoli popada w coraz większą paranoję. Odpowiedzialność i władza rzuca mu się na mózg. Wszędzie widzi szpiegów, dysydentów i spiskowców, którzy albo nie uznają jego panowania, albo planują go zabić. Album rozpoczyna się drastyczną sceną, w której, na rozkaz Ralpha, zostaje zabity Bogu ducha winien kieszonkowiec.

Protagonista jest święcie przekonany, że postąpił właściwie. Jednakże nie podoba mu się, że sprawowanie władzy wiąże się z koniecznością bycia bezwzględnym i bezdusznym. Zaczyna głośno zastanawiać się nad zrezygnowaniem. Radzi się swojej ukochanej. Nim jednak podejmie ostateczną decyzję, udaje się fortecy Malene, aby uwolnić naniebieszczonych.

Graficznie album nie różni się od poprzednich odsłon. Rzeczywistość trondheim-ralph-azhamukształtowana jest w konwencji heroic fantasy: kudłate latacze, smoki, ogry i cała rozbudowana menażeria dziwnie wyglądających stworów. Występujące postaci zachowują się i poruszają jak ludzie, ale z wyglądu bardziej przypominają zwierzęta (choć wszyscy chodzą na dwóch nogach w postawie wyprostowanej). Komiks nakreślono wyraźną kreską w stylistyce zbliżonej do ligne claire. Na uwagę zasługują rozbudowane tła ze wielowątkowymi planami. Całość została barwnie (& atrakcyjnie!) pokolorowana przez Brigitte Findakly. Estetyka ilustracji może sugerować, że cykl przeznaczony jest dla dzieci. Nic bardziej mylnego. Jeśli już to dla młodzieży, która doceni absurdalne poczucie humoru autora.

Lewis Trondheim kolejny raz udowadnia, że nawet najbardziej szalone lewis-trondheim-azhampomysły mogą być pożywką dla zbudowania interesującego scenariusza. Nie jestem pewien czy autor lubi swojego bohatera, ponieważ wciąż pakuje go w niedorzeczne sytuacje, z których musi się jakoś wykaraskać. Czytelnik ma wątpliwości czy obdarzyć Ralpha sympatią, czy może cicho potępiać postępowanie bohatera. Powiedzmy sobie wprost: zachowanie i motywacja postaci ma charakter moralnie ambiwalentny. Nic sobie z tego nie robię, bo uwielbiam serię Ralph Azham.

Lewis Trondheim (sc. & rys.), „Ralph Azham #9: Punkt zwrotny”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2016.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 6]

titre-astolia sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wieże Bois-Maury #9: Khaled

07/12/2014 § Dodaj komentarz


Oblężenie zamku w Księstwie Galilei

hermannAlbum noszący tytuł Khaled, który ukazał się z początkiem grudnia, to dziewiąty (już!) tom serii Wieże Bois-Maury. Wydawnictwo Komiksowe dba o czytelników, dostarczając kolejne albumy regularnie i za to edytor powinien otrzymać najlepsze słowa uznania od wiernych fanów, lubujących się w przygodach Aymar de Bois-Maury.

Jak pewnie wszyscy, którzy mieli okazję czytać poprzednie tomy, pamiętają główny bohater podróżuje drogą lądową do Ziemi Świętej. W omawianym albumie nasz rycerz przebywa na ziemiach Outremeru, spotykamy go, jadącego konno, po wąskich uliczkach Nazaretu, który był podówczas stolicą Księstwa Galilei. Jedzie spokojnie, rozmawiając ze swoim giermkiem, gdy nagle odziani na biało asasyni rzucają się na procesję, rozpoczyna się regularna potyczka, która szybko przeradza się w rzeź arabskich mieszkańców miasta. Aymar, mający swoje szlachetne zasady, ratuje z rąk chrześcijańskich mścicieli matkę z dzieckiem, przez co naraża się na gniew rozjuszonej tłuszczy. khaledZ opresji wybawia go postać, którą mięliśmy okazję poznać w albumie czwartym – Reinhardt von Kirstein (dla przypomnienia o albumie: klik! klik!).

Historia, którą w bieżącym albumie opowiada nam Hermann, jest sprawnie zbudowaną intrygą. Rozpisana została na kilka zupełnie nowych postaci. Zwykle belgijski autor wprowadzał do opowieści jakieś dwie, trzy nowe, wokół których osnuta była akcja, tym razem spotykamy cały zastęp premierowych bohaterów. To miłe zaskoczenie.

Główną osią akcji jest oblężenie zamku niejakiego Bernarda De Mance, który leży dwa dni drogi od Nazaretu. Możnowładcy chrześcijańscy nie spieszą się z pomocą. W niecnych machlojkach uczestniczą: Yazid-al-Salah (watażka oblegający zamek) oraz Fayrnal (wespół z grupą chrześcijańskich najemników, do której należy tytułowy Khaled). karawanaW sukurs obleganym przychodzi grupa rycerzy pod wodzą rycerza Gillesa, w skład której wchodzą: Reinhardt, Hendrik, William oraz, oczywiście, Aymar i jego giermek.

Nie będę zdradzał szczegółów fabuły, bo warto samemu się przekonać, co tym razem zmyślił Hermann. Mam niejakie zastrzeżenia, co do ostatecznego rozwiązania przedstawionej przygody. Moje wątpliwości wzbudza sytuacja związana z bardzo krótkim pobytem głównego bohatera na Ziemi Świętej. Przez wiele miesięcy trudził się, aby tu dotrzeć, a scenarzysta nie prowadzi go nawet do Jerozolimy…

Nie wiem, czy to za sprawą drukarni, czy też Hermann się mocniej przyłożył, ale mam wrażenie, że w recenzowanym albumie kreska artysty jest bardziej dopracowana. nocaZ jednej strony lekka i subtelna, a z drugiej precyzyjna i trafna. Postacie narysowano z wielką dbałością o szczegóły anatomiczne, mimiki i gestykulacji. Sceny nocnej walki pod zamkiem Bernarda De Mance są niezwykle dynamiczne, słychać tętent szarżujących koni i wojownicze okrzyki obu stron. Kotłowanie się, Artysta prawie nie zmienia kompozycji kadrów, stosując ujęcie na wprost patrzącego, co robi duże wrażenie w wypadku szarżującego konia z pierwszego kadru ze strony 31 lub szóstego panelu ze strony 35 (polecam sprawdzić). Te niespełna osiem plansz, to najlepsze przedstawienie średniowiecznej potyczki rycerskiej, jakie mi było dane dotychczas oglądać.

Do scenariusza Khaleda mam pewne obiekcje. Natomiast wizualnie jest to prawdziwa uczta dla oka.

Hermann {właśc. Hermann Huppen} (scenariusz & rysunki), „Wieże Bois-Maury #9: Khaled”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2014.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5+, kolory/cienie: 5]

krzyzowcysklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with tom 9 at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: