Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman #9: Bloom

10/07/2017 § Dodaj komentarz


  Mroczny Rycerz powraca?

W rzeczywistości „kolorowych zeszytów” nic nigdy nie ginie bezpowrotnie, to prawda znana czytelnikom od dawna. Czy zatem Batman, a właściwie Bruce Wayne, mógł porzucić swoją rolę obrońcy Gotham na dobre, nawet jeśli stracił pamięć i wydaje się nie być sobą? Nadszedł czas, aby się o tym przekonać, otwieramy tom dziewiąty Batmana.

Pan Bloom, nowy przeciwnik Zamaskowanego Krzyżowca, wdziera się do Powers Building i zaczyna odruchowo zabijać ludzi. Gordon staje z nim do walki, ale choć sytuacja wydaje się obracać na korzyść nowego Człowieka Nietoperza, wróg ostatecznie ucieka. Kiedy więc udaje się go namierzyć, nikt nie jest pewien czy rzeczywiście trafili na jego trop, czy też może łotr przygotował na nich zasadzkę. Były komisarz decyduje się samotnie stawić czoła zagrożeniu, nawet za cenę własnego życia.

Tymczasem Bruce Wayne wiedzie spokojny żywot u boku ukochanej kobiety, którą prosi o rękę. Mimo że w jej przeszłości nie brak mrocznych kart, chce spędzić z nią życie. Wciąż jednak ma problemy z pamięcią, chociaż odzywa się w nim jakiś dawny zew. Spotkanie z Duke’iem, który na własną rękę podjął się odkrycia prawdziwej tożsamości Blooma, staje się impulsem do przypomnienia sobie dawnej roli obrońcy Gotham. Tylko czy to wystarczy, by dawny Batman powrócił? Czy jego powrót jest konieczny, aby w mieście ponownie zapanował pokój?

Scott Snyder i Greg Capullo zaczynając nową serię Batmana w ramach The New 52 (czy jak chce tego polskie nazewnictwo, Nowego DC Comics) stworzyli dzieło, które z miejsca stało się hitem, ale i pozycją niemalże kultową. Trybunał sów, jakim zaczęli swój run, powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych opowieści o Batmanie, a pozostałe zeszyty ich autorstwa także trzymają poziom. Nie inaczej jest też w przypadku Blooma, przedostatniego tomu serii, w którym znalazł się także jubileuszowy, bo pięćdziesiąty zeszyt. Z tej okazji twórcy nie tylko domykają wiele wątków, ale przygotowali dla czytelników porcję zaskoczeń. Co więcej omawiana odsłona, pod względem scenariusza, jest lepsza od „ósemki”, a pędząca na złamanie karku akcja nie pozwala na chwilę nudy. Chociaż na spokojniejsze momenty także znalazło się miejsce.

Właściwie ten komiks jest jak gra, w którą rżną funkcjonariusze gothamskiej policji, przypomina pokera, z tym, że gra się w nią szybko, bez zastanowienia, a na stole czeka zakryta karta mogąca odmienić losy całej zabawy. Na tej zasadzie Snyder i James Tynion IV zbudowali całą fabułę, starając się dostarczyć czytelnikom jak najwięcej dobrej zabawy. Skutecznie zresztą. Całość na dodatek podlali charakterystycznymi dla Batmana z New 52 elementami, takimi jak legendy miejskie i grzebanie w historii Gotham. Co tylko wyszło opowieści na dobre.

Pod względem graficznym Capullo jak zwykle nie zawodzi. Jego znakomita, szczegółowa i mroczna kreska świetnie współgra ze scenariuszem, podobnie zresztą jak kolor. Pozostali artyści też wypadają przyjemnie dla oka, choć nie tak dobrze jak on. Całość została uzupełniona o bogatą (liczącą blisko 40 stron) galerię okładek alternatywnych do 50 zeszytu przedstawiających walkę Batmana z Supermanem. Lista artystów odpowiedzialnych za owe okładki robi spore wrażenie, że wspomnę tylko o Timie Sale’u, Alexie Rossie, Jimie Lee, Paulu Pope’ie czy Gabrielu Dell’Otto.

W skrócie, miłośnicy Batmana będą bardzo zadowoleni. Dostaną bowiem dokładnie to, czego oczekiwali. Osobiście Blooma polecam i czekam na finałowy tom serii.

 Scott Snyder & James Tynion IV (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Yanick Paquette (rys.), „Batman #9: Bloom”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1145, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Batman #8: Waga superciężka

15/06/2017 § 2 komentarze


Batman bez Batmana

W roku 2011 wydawnictwo DC Comics postanowiło po raz kolejny w swojej liczącej wówczas 77 lat historii przeczyścić nieco uniwersum i odświeżyć tytuły, czego wynikiem było zrestartowanie najważniejszych serii. Wydarzenie przeszło do historii edytora pod szyldem The New 52. Sześć lat temu rozpoczął się nowy etap w życiu Batmana, a teraz nadszedł czas na kolejną zmianę. Zmianę wizerunku, ale także i osoby noszącej kostium Człowieka Nietoperza.

Batman zaginął w ostatniej walce z Jokerem i całe Gotham przekonane jest o jego śmierci (patrz album: Ostateczna rozgrywka). Mieszkańcy nie zamierzają jednak siedzieć z założonymi rękami. Miasto nie może istnieć bez swojego symbolu i największego obrońcy, dlatego Powers International zaczyna przygotowania do przedstawienia światu nowego Mrocznego Rycerza. Chociaż kandydatów jest wielu, na dodatek silniejszych, szybszych czy bardziej wytrwałych, nowym Batmanem zostaje nie kto inny tylko komisarz Jim Gordon. To on, w technologicznie zaawansowanej zbroi, zaczyna patrolować ulice Gotham City. Jego celem jest nie tylko zastąpienie Bruce’a Wayne’a, ale także pokazania jakie możliwości niesie ze sobą fakt, że Człowiek Nietoperz zamiast działać na granicy prawa, współpracuje ściśle z funkcjonariuszami w ramach jego przepisów.

Czy to może się sprawdzić? Czy człowiek o wiele mniej przygotowany do swojej misji niż jego poprzednik poradzi sobie zarówno ze starymi, jak i nowymi wrogami? Kiedy w Gotham pojawia się potężny przeciwnik Gordona czeka prawdziwy test w roli Batmana…

Batman bez Batmana – tak w skrócie można podsumować najnowszy, ósmy tom serii o Zamaskowanym Krzyżowcu. Bruce Wayne porzucił swoją rolę, zniknął, jego miejsce zajmuje długoletni przyjaciel. Zmieniają się też metody, ale jedno pozostaje takie samo: dobra zabawa. Kto polubił komiksy pisane przez Scotta Snydera, ten na pewno się nie zawiedzie, chociaż Waga superciężka nie jest aż tak udana, jak Trybunał sów. To po prostu bardzo dobra opowieść rozrywkowa, łącząca w sobie przygodę, grozę, miejskie legendy (trudno w nowym przeciwniku nie dopatrzyć się postaci Slender Mana) i całkiem sporą porcję mangowych klimatów (zbroja Gordona á la mecha). Nie zabrakło też porcji brutalności i krwawych scen, a całość wypełniona została po brzegi konkretną, efektowną akcją. Album możemy uznać za otwarcie nowego rozdziału w Batmanie, moim zdaniem całkiem niezłe. Dodatkowo rzecz sprawdza się jako samodzielna opowieść, od której można zacząć swoją przygodę z obrońcą Gotham.

Graficznie jest znakomicie. Rysunki Grega Capullo (niezapomniane prace dla Spawna!) są realistyczne, czyste, czasem lekko „mangujące”, ale w przypadku tej opowieści stanowi to duży plus. Poszczególne plansze bywają zarówno proste i dynamiczne, jak i złożone oraz pełne detali. Całość robi bardzo pozytywne wrażenie. Nieźle wypada też interludium w wykonaniu Jocka (do którego scenariusz wraz ze Snyderem napisał znakomity Brian Azzarello), choć jest prostsze i o wiele bardziej brudne, a zarazem klasyczne.

Jeśli chodzi o The New 52 (czy też Nowe DC Comics, bo takiej nazwy używa Egmont Polska) serie o Batmanie zdecydowanie należą do najciekawszych jego reprezentantów. Przy okazji to także jedne z najlepszych nowości od tego wydawnictwa dostępne na naszym rynku i warto jest przyjrzeć się im bliżej. Szczególnie, że ich lektura nie wymaga dobrej znajomości historii cyklu, co pozwala cieszyć się nią nie tylko stałym i starym fanom.

Scott Snyder & Brian Azzarello (sc.), Greg Capullo & Jock {właśc. Mark Simpson} (rys.), „Batman #8: Waga superciężka”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1101, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wieczni Batman i Robin. Tom 1

14/06/2017 § Dodaj komentarz


 Czterech Robinów i Matka

Cykl Wieczny Batman sprzedał się na tyle dobrze, że włodarze DC Comics postanowili iść za ciosem i zlecili Jamesowi Tynionowi IV i Scottowi Snyderowi obmyślenie kolejnej fabuły. Na szczęście seria Wieczni Batman i Robin nie jest kontynuacją, dlatego rzecz można czytać bez znajomości pierwszej pozycji. Warto jednak wiedzieć, że Bruce Wayne nie jest już Batmanem, a rolę Zamaskowanego Krzyżowca aktualnie gra Jim Gordon, który biega po ulicach Gotham w Bat-zbroi.

Głównymi aktorami są członkowie Bat-rodziny: Dick Grayson (ex-Nightwing, a aktualnie szpieg organizacji Spyral o kryptonimie Agent-37, Jason Todd (Red Hood), Tim Drake (Red Robin) i Harper Row (Bluebird). Dzielna czwórka nie odwiesiła peleryn na wieszak, nie złożyła broni, a kontynuuje misję byłego mentora: broni i walczy. Właściwa fabuła rozpoczyna się w chwili pojawienia się w Gotham tajemniczego zabójcy o pseudonimie Orphan, który okazuje się być „prawą ręką” niejakiej Matki. Z biegiem akcji dowiadujemy się, że przestępcza działalność Matki sprowadza się do sprzedawania „zaprogramowanych” ludzi zgodnie z potrzebami i zachciankami zamawiających. Bogacze zamawiają idealne żony. Wszystko wskazuje na to, że kilka lat temu Batman skorzystał z usług handlarki i poprosił o zupełnie nowego pomocnika.

Czy faktycznie takie zdarzenie miało miejsce? Jeśli tak, to który z Robinów jest tym podstawionym? Śledzimy poczynania bohaterów, którzy próbują odkryć prawdę o byłych wydarzeniach. Muszą działać zespołowo i czuwać nad sobą, bo Orphan na nich poluje. Scenarzystom, którzy pracowali po czujnym okiem Tyniona i Snydera, udało się ukazać różnorodne charaktery Cudownych Chłopców, to chyba najciekawszy aspekt całego cyklu. Finalnie przecież zagadka zostanie rozwiązana i zapomniana, a zostaną postaci i to, co się o nich dowiedzieliśmy. Z całej czwórki najsłabiej wypada Dick Grayson, który zbyt mocno wciela się w rolę szpiega i trochę przypomina Jamesa Bonda. W komiksie pojawia się milcząca Cassandra Cain, która tym samym zalicza udany debiut w The New 52.

W produkcji uczestniczyło kilkunastu rysowników, którzy rysowali pod nadzorem Tony’ego S. Daniela. Dlatego pod względem wizualnym całość prezentuje się spójnie: realistyczne przedstawienie postaci, ciała o rozbudowanej muskulaturze, dynamiczne kadrowanie i filmowe ujęcia. Żadnych fajerwerków, ale miło się ogląda.

Pierwsza połowa bieżącego tomu trzyma w napięciu, gdyż fabuła rozwija się dynamicznie i w zaskakującym kierunku. Linearność narracji jest co jakiś czas zaburzana retrospekcjami. Dobrze wypadają wtrącenia z przeszłości Batmana, które nie są ani nachalne, ani przestrzelone, a pełnią utylitarną funkcję – podsycają w czytelniku wątpliwości związane z ewentualną współpracą Nietoperza z Matką. W drugiej połowie napięcie siada, komiks zaczyna przypominać typowe superhero: mordobicie wszystkich ze wszystkimi. Niewiele wnosi pojawienie się Bane’a czy Azraela.

Cykl Wieczni Batman i Robin raczej nie będzie znaczącym dla Bat-mitologii dziełem. Lektura „jedynki” jest interesująco zbudowanym, rozrywkowym czytadłem. Całość jest na tyle ciekawa, że chętnie sięgnę po „dwójkę”.

Scott Snyder & James Tynion IV & Tim Seeley & Steve Orlando & inni (sc.), Tony S. Daniel & Goran Sudžuka & Geraldo Borges & Javier Pina inni (rys.), „Wieczni Batman i Robin. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1113, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4] 

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Liga Sprawiedliwości #7: Wojna Darkseida. Część 1

01/05/2017 § Dodaj komentarz


Anty-Monitor & Grail kontra Darkseid

W pierwszym tomie Ligi Sprawiedliwości, herosi DC odparli inwazję Darkseida (klik! klik!). Teraz przyszła pora na rewanż. Władca Apokalips postanowił wrócić na Ziemię. Jednak to nie z Ligą przyjdzie mu skrzyżować pięści, a z przeciwnikiem znacznie większego kalibru – znanym z Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach Anty-Monitorem. Pomocy „Antkowi” udziela Grail, zrodzona z Amazonki córka Darkseida!

Nie byłem zwolennikiem tej serii, podobał mi się jedynie premierowy tom. Geoff „Ciffhanger” Johns znowu zagrał na wysokiej nucie. Scenarzysta stosuje sprawdzone chwyty, które przyniosły mu sławę. Z komiksu bije wręcz miłość do uniwersum DC i zaludniających go postaci. Dar Johnsa dotyczy głownie zdolności reinterpretowania postaci, które darzy iście fanowskim uwielbieniem, a czytelnik zaczyna podzielać jego sympatię.

Ostatnim sukcesem było odświeżenie Aquamana, tym razem padło na Scotta Free/Miracle Mana. W dużym skrócie, który jednak nie traci na czytelności poznajemy jego historię, jak również dowiadujemy się podstawowych informacji o Nowych Bogach i Czwartym Świecie (Nowej Genezie i Apokalips). Scenarzysta pokusił się również o zreinterpretowanie genezy Anty-Monitora, oczywiście z obowiązkiem twistem. Jedyną postacią, która wypada płasko jest córka Darkseida. Jej motywacja sprowadza się do przemożnej chęci zabicia ojca… i tyle. Można doszukiwać się intencji autora na wykreowanie Grail na mroczne odbicie Wonder Woman, ale wydaje mi się, że ociera się to o nadinterpretację.

Skoro już mowa o Wonder Woman, to pełni ona istotną rolę w opowieści. Odpowiada za sporą część narracji i patrzy na wydarzenia okiem wojowniczki, której konflikt zbrojny nie jest obcy. Johns mówił otwarcie w wywiadach, że ma pomysł na historię z udziałem tej postaci. Jeśli znajdzie na to czas w swym napiętym grafiku, to możemy być spokojni, bo potrafi wejść do głowy amazońskiej księżniczki i ani przez chwilę nie pisze jej „out of character”.

Jason Fabook szybko dał się poznać jako jeden z najlepszych rysowników komiksów superbohaterskich. „Jim Lee, któremu się chce” – tak głosi powszechna opinia na jego temat. Jest w tym niemało prawdy, bo w kwestii stylu do Lee mu najbliżej. Od legendarnego Jima odróżnia go nieprzeseksualizowanie postaci i niezawalanie terminów. Realistyczna kreska idzie u niego w parze z dużą dbałością o szczegóły. Artysta nie zaniedbuje nawet teł. Sceny batalistyczne w jego wykonaniu to coś, co naprawdę warto zobaczyć. Scenerie pełne są zacinającego deszczu i ognia, wyglądają one pierwszorzędnie za sprawą kolorysty Brada Andersona. Dominujące ciemniejsze odcienie tworzą z kreską Fabooka organiczną całość. Miłym akcentem są gościnne występy kilku artystów, którzy przedstawili wizualizacje poszczególnych kryzysów, jakie przez lata dotknęły DCU.

Moja jedyna uwaga do polskiego wydania tyczy się tłumaczenia nazwy mieszkańców planety Krypton. Przez lata przyzwyczaiłem się do wersji „Kryptończyk”. Z tego powodu „Kryptonijczyk”, którego dostajemy w Lidze… wywołuje u mnie zgrzyt…

Wojnę Darkseida uczciwie będę mógł ocenić dopiero po przeczytaniu całości. Póki co jestem usatysfakcjonowany tym, co zaprezentowano w pierwszej części. Komiks podoba mi się na równi z Tronem Atlantydy i znacznie przewyższa Wieczne zło (klik! klik!). Nie jestem zwolennikiem ostatniego tytułu i cieszy mnie, że mimo nawiązań do tamtego eventu, jego znajomość nie jest obowiązkowa. Bieżąca pozycja to rzecz przystępna, nierozwodniona garścią tie-inów, która prezentuje ciekawe wydarzenie z centralną walką na skalę Godzilla kontra King Kong. Ot, „letni blockbuster” na kartach komiksu, któremu warto poświęcić trochę swojego czasu. Nie będziecie zawiedzeni.

Geoff Johns (sc.), Jason Fabok & Kevin Maguire & Phil Jimenez & Jim Lee & inni (rys.), „Liga Sprawiedliwości #7: Wojna Darkseida. Część 1”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 1087, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Damian Maksymowicz]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Flash #2: Rebelia łotrów

30/01/2017 § Dodaj komentarz


 Pięć kroków do tyłu

flash2rebeliaW recenzji z pierwszego tomu serii Flash pisałem (klik! klik!), że warto zapoznać się z nowym początkiem superbohatera jaki zafundowali mu Brian Buccellato i Francis Manapul. W mojej ocenie album Cała naprzód to dobra rozrywka i niezła uczta dla oka, zachwycałem się warstwą graficzną (kolorami, niestandardowym kadrowaniem oraz dynamiką rysunków). Dziś sięgam po dwójkę, która nosi tytuł Rebelia łotrów, aby sprawdzić, czy autorzy wywiązali się z pokładanych w nich nadzieji.

Tytułem krótkiego wprowadzenia i przypomnienia: jedynka kończyła się zgrabnym cliffhangerem – bohater trafił do Miasta Goryli, gdzie był świadkiem przejęcia władzy przez Grodda, który podczas krwawego starcia pożarł mózg własnego ojca. Szkoda, że scenarzyści serii szybko przenoszą Flasha z powrotem do Central City i dość enigmatycznie wyjaśniają mesjanistyczną rolę, jaką protagoniście przypisuje starszyzna inteligentnych goryli.

W swoim mieście Barry Allen musi zmierzyć się z tytułowymi Łotrami. Grupa złoczyńców składa się z rogues-revolutionsiedmiu członków, z którymi przestrzeni ostatnich pięciu lat Najszybszy Człowiek Świata starł się kilka razy. Władca Luster, Lotna, Pied Piper, Kapitan Chłód, Weather Wizard, Heatwave i Trickster połączyli swoje siły, zdolności i zaawansowaną technologię, aby porządnie dokopać obrońcy Central City. W tym aspekcie akcja komiksu przedstawia się, niestety, niezwykle standardowo. Czytelnik dostaje do ręki klasyczne superbohaterskie mordobicie, które fabularnie niczym specjalnym nie różni się od wielu podobnych pozycji.

Dodatkowo galeria występujących postaci jest mało przekonująca i atrakcyjna. Co prawda autorzy podjęli próbę psychologicznego pogłębienia złoczyńców, ale zwalanie wszystkiego na patologiczne relacje rodzinne niewiele wnosi i jest, delikatnie mówiąc, płytkie. Z całej siódemki Łotrów w pamięci zostaje jedynie zjawiskowa Lotna – co w dużym stopniu jest zasługą ilustracji, a nie fabuły czy kreacji postaci.

Niewielką pociechą jest, wciąż stojąca na wysokim poziomie, oprawa graficzna. W produkcji flashtomu uczestniczyło aż siedmiu rysowników. Na szczęście większość plansz została wykonana przez Manapula. Lekka kreska połączona z dynamicznymi liniami ruchu nadal sprawdza się wyśmienicie. Ciekaw jestem, jak artysta poradziłby sobie z innymi historiami. Dobrze się składa, bo już za kilkanaście dni swoją premierę w Polsce będzie miał album Batman. Detective Comics: Ikar. We wspomnianym albumie Manapul odpowiada za rysunki.

Zestawiając pierwszy tom serii z omawianym możemy czuć się głęboko rozczarowani. Fabuła albumu Cała naprzód kontestowała klasyczne superhero. Rebelia łotrów to zwrot o 180 stopni, ewidentny krok wstecz. Zdaję sobie sprawę, że wielbiciele klasycznych opowieści superbohaterskich będą zadowoleni takim obrotem sprawy. Osobiście jednak boję się sięgać po trzeci tom…

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Marcus To & Ray McCarthy (rys.), „Flash #2: Rebelia łotrów”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1009, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

grodd-flash

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wonder Woman

18/09/2016 § Dodaj komentarz


Ciało i krew Wonder Woman

Wonder Woman to jedna z najbardziej rozpoznawalnych heroin popkultury, wonderwomant01która swój komiksowy debiut zaliczyła w grudniu 1941 roku. Najważniejsza postać, obok Supermana i Batmana, przynależąca do uniwersum DC Comics. Piękna, odważna, nieśmiertelna, prawdomówna i wyzwolona wojowniczka o niewzruszonym kompasie moralnym. Kiedyś wierzono, że została ulepiona z gliny, ale teraz wiadomo, że jest córką Zeusa i Hippolity. Dumna księżniczka z plemienia Amazonek, które nadal żyją na wyspie Themyscira, ale ona wybrała świat „docześniaków”. W Stanach Zjednoczonych kultowa i ikoniczna bohaterka, ikona ruchu wyzwolenia kobiet. Niestety w naszym kraju nie jest zbytnio popularna. Pewnie dlatego, że w poprzednich latach na rodzimym rynku księgarskim nie pojawiały się pozycje z jej indywidualnymi występami. Sprawa zmieniła się dwa lata temu, gdy oficyna Egmont Polska wypuściła pierwszy tom historii pisanej przez Briana Azzarello.

Nim przejdę do szczegółowego omówienia pozycji, które do tej pory ukazały się w ramach serii, mała acz znacząca informacja. Scenarzysta przystąpił do pracy nad bohaterką po wydarzeniu znanym jako Flashpoint (klik! klik!), po którym uniwersum DC nie było już takie samo. Restart dał początek nowej rzeczywistości, która za oceanem zwana jest The New 52, a u nas Nowe DC Comics. W założeniu chodziło o to, aby ukazać starych i znanych bohaterów w nowym świetle. Mieli dostać „drugą” młodość, dzięki której mieli lepiej wpasować się realia XXI wieku. Fakt faktem różnie wyszło, ale Wonder Woman wyszła z tej przygody z podniesioną przyłbicą i obronną ręką.

Przygoda Briana Azzarello i Cliffa Chianga (głównego rysownika serii) z boską Amazonką trwała przez 35 zeszytów, które publikowane były od września 2011 do grudnia 2013 roku. Następnie całość zaprezentowano w sześciu zbiorczych tomach. wonder_woman2W Polsce do tej pory ukazało się pięć, czyli jesteśmy przed wielkim finałem, który planowany jest przez Egmont na listopad bieżącego roku.

Nie da się ukryć, że scenarzysta dobrze wywiązał się ze swego zadania. Udało mu się to w dużej mierze dlatego, że postawił na intymną (tj. rodzinną) historię, która jest niezależna od bieżących wydarzeń rozgrywających się w uniwersum DC. Już w pierwszym akapicie wspomniałem, że w inne miejsce „przesadzono” korzenie postaci. Azzarello uczynił z Diany półboginię – jest córką Zeusa, czyli przybraną siostrą Hermesa, Hefajstosa, Erosa, Aresa, Niezgody i wielu innych postaci, które pojawiają się na kartach komiksu. Należy do panteonu greckich bóstw, dlatego nie dziwi, że jej nauczycielem fechtunku i sztuki wojennej był sam Ares-bóg wojny.

Akcja rozgrywa się współcześnie, ale regularnie mieszane są prządki: mitologiczny i realny. Właściwie obie płaszczyzny współistnieją na równych prawach, a nawet śmiało możemy powiedzieć, że boskość – świeżo nadana Amazonce – jest motorem wielu wątków fabularnych. Punktem wyjścia jest bezkrólewie na Olimpie. Zniknięcie Zeusa rozpoczyna krwawą i nieczystą walkę o władzę. Pretendentów do tronu jest sporo, a na dokładkę pojawia się przepowiednia o dziedzicu, który ma zgarnąć główną pulę. wonderwoman3Kim jest? Tego długo czytelnik nie wie. Istnieje podejrzenie, że być może Zola (ziemska kobieta, ostatnia kochanka Zeusa) nosi dziedzica w swoim łonie, a potem rodzi się Zeke…

Wielu bogów dybie na życie Zoli i jej dziecka, na szczęście dziewczyna ma po swojej stronie Wonder Woman, która zrobi wszystko, aby ochronić tych dwoje. Z biegiem akcji okazuje się, że nie jest to wcale łatwe zadanie. Dzielna Amazonka będzie zmuszona ubrudzić sobie ręce krwią i to aż po same łokcie, walczyć z przyjaciółmi oraz sprzymierzać się z wrogami. Motorem, który popycha do działania cały panteon bogów i półbogów są iście ludzkie emocje i to te z niższej półki. Z mitologii wiemy, że greccy bogowie są mściwi, podli i małostkowi. Scenarzysta świetnie gra na emocjach swoich bohaterów, wywlekając na światło dzienne prawdziwe bebechy.

Komiksom superbohaterskim najczęściej zarzuca się, wonder_woman4że wstępujące postaci są płaskie i papierowe, zupełnie inaczej sprawa przedstawia się z w omawianej serii. Czegoż tu nie ma? Miłość i nienawiść, lojalność i zdrada, przyjaźń i chowanie urazy, bezduszność i współczucie, zazdrość i zrozumienie, zawiść i podziw, wzgarda i akceptacja. Jednak przede wszystkim niepohamowane pragnienie władzy, w której główne skrzypce grają Apollo, Hades, Posejdon i zazdrosna Hera. Podziwiam kunszt pisarza, który sprawnie manewruje postaciami, niczym szachowy arcymistrz przestawia figury, a ma do swojej dyspozycji pokaźną ilość. Należy zaznaczyć, że miejscami Wonder Woman spada do postaci drugiego lub trzeciego planu.

Na pochwałę zasługuje także główny rysownik serii, czyli Cliff Chiang, który wykreował spójną i rozpoznawalną rzeczywistość. Podoba mi się, że w jego ujęciu Wonder Woman nie przybiera wyzywających i dwuznacznych póz. Jest i atrakcyjną, i silną kobietą, choć nie jest chodzącą górą mięśni. Ubawiła mnie wizualna kreacja Aresa, którego przedstawienie jest wyraźnie inspirowane wyglądem Briana Azzarello. Dynamika i mimika postaci nie budzi zastrzeżeń. Pewne obiekcje mam do chaotycznego kadrowania i nadmiernego uproszenia teł, które najczęściej zredukowano do barwnej plamy.

Akcja całej serii toczy się wartko, prawie cały czas trzyma w napięciu. Fabuła gna do przodu na łeb na szyję. Ciężko przewidzieć w jakimi kierunku się potoczy, dla przykładu: kto by przypuszczał, że to Diana zostanie nową boginią wojny? Scenarzysta nie szczędzi wonderwoman5czytelnikowi zaskakujących zwrotów fabuły i wolt postaci. Z opowieści zadowoleni będą także wielbiciele klasycznego superhero – komiks nie jest wolny od nieskrępowanego mordobicia i chwytów typu deus ex machina (choćby Orion i jego astro pojazd czy chwilowe zniknięcie Hery). Oczywiście zdarzają się mielizny i nudne fragmenty, jednak całość jest złożoną i wielowątkową opowieścią, swoistą sagą rodzinną z udziałem wielu sióstr, braci, ciotek i wujków, którzy walczą o władzę (dużą i małą). Wonder Woman w wykonaniu Azzarello i Chianga to rzecz innowacyjna i nieszablonowa. Przyznam szczerze, że nie mogę się już doczekać finałowego tomu. Jeśli miałbym komukolwiek polecić do przeczytania jedną i tylko jedną serię, która ukazuje się w Polsce w ramach Nowego DC Comics, to omawiana byłaby nią właśnie.

Brian Azzarello (sc.), Cliff Chiang & Tony Akins (rys.), „Wonder Woman #1: Krew”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 824, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2014.
Brian Azzarello (sc.), Cliff Chiang & Tony Akins (rys.), „Wonder Woman #2: Trzewia”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 861, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Brian Azzarello (sc.), Cliff Chiang & Tony Akins & Rick Burchet & inni (rys.), „Wonder Woman #3: Żelazo”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 877, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Brian Azzarello (sc.), Cliff Chiang & Tony Akins & Goran Sudžuka & Dan Green (rys.), „Wonder Woman #4: Wojna”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 929, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Brian Azzarello (sc.), Cliff Chiang & Goran Sudžuka & Aco {pseud.} (rys.), „Wonder Woman #5: Ciało”, tłum. Krzysztof Uliszewski, Klub Świata Komiksu – album 976, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 5; rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with The New 52 at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: