Szósty rewolwer #2: Rozdroża

07/08/2017 § Dodaj komentarz


 Dziwny Dziki Zachód

Nim zapoznałem się z drugim albumem z cyklu Szósty rewolwer, musiałem zdjąć z półki „jedynkę” i ponownie przeczytać (klik! klik!). W końcu minęło ponad dwa lata od premiery albumu, dlatego nie dziw, że miałem dziury w pamięci. Musiałem przypomnieć sobie, kiedy i w jakich okolicznościach Drake Sinclair wszedł w posiadanie czterech z sześciu magicznych spluw, dlaczego Becky Montcrief ma swój osobisty „pistolecik”, którego nikt nie może jej odebrać, a także dlaczego Billjohn O’Henry wygląda i zachowuje się jak golem oraz kim jest i skąd się wziął Gord Cantrel.

Akcja albumu Rozdroża rozgrywa się w Nowym Orleanie, a także na bagnach znajdujących się w pobliżu miasta. Po pierwszym użyciu sześciostrzałowców między panem Sinclair a przedmiotami wywiązała się magiczna relacja, która niezwykle ciąży bohaterowi. Mężczyzna zrozumiał, że posiadanie na własność rewolwerów nie jest najlepszym pomysłem. Dlatego szuka kogoś, kto pomoże mu zerwać więź. I tak odnajduje niejakiego Henriego Fouriera – starego czarownika voodoo, który zdradza mu historię tytułowych spluw. A z okolicznych bagien wyłazi coś strasznego i nie trudno zgadnąć, czego chce…

Tempo, z jakim prowadzono fabułę „jedynki”, było iście ekspresowe, wydarzenia następowały po sobie niczym kolejne strzały z rewolweru. Pierwsza połowa bieżącej odsłony prowadzona jest dość spokojnie. Scenarzysta początkowo stara się przybliżyć tło wydarzeń, ale w drugiej połowie akcja wyraźnie przyspiesza. Scenografia, w której rozgrywają się wydarzenia – bagna Luizjany i miasto Nowy Orlean – stanowi ciekawy i atrakcyjny dodatek. Cullen Bunn wprowadza do opowieści nowe postaci, nie zapominając o tym, aby przybliżyć trójkę głównych bohaterów. Mamy okazję lepiej poznać Drake’a, Becky i Billjohna, bo w końcu spędzimy z nimi trochę czasu, gdyż, nie licząc spin-offów, cała seria liczy sobie dziewięć tomów.

Ilustracje wyszły spod ręki Briana Hurtta, który dba o realność i szczegółowość przedstawienia, choć kreska ma wyraźnie cartoonowy sznyt. Każdej z postaci nadano indywidualne rysy, więc nie ma najmniejszych problemów w rozpoznaniu bohaterów. Rysownik nie zapomina o elementach tła i drugiego planu. Całość prezentuje się nadzwyczaj dobrze, a sceny z udziałem haitańskich demonów, które rozgrywają się na mokradłach, naprawę mogą się podobać.

Szósty rewolwer to seria, która należy do gatunku Dziwny Dziki Zachód, w którym typowo westernowe elementy zostały połączone z elementami horroru oraz fantastyki. Fabuła ma iście rozrywkowy charakter, została uszyta z ciekawych elementów oraz sprawnie poprowadzona. Lektura komiksu stanowi niezłą przygodę, którą warto samodzielnie przeżyć.

Cullen Bunn (sc.), Brian Hurtt (rys.), „Szósty rewolwer #2: Rozdroża”, tłum. Maciej Drewnowski, Timof Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce

29/06/2015 § Dodaj komentarz


Panna Becky potrafi strzelać

6 rewolwerW poszukiwaniu ciekawych, atrakcyjnych i różnorodnych albumów polscy wydawcy coraz głębiej eksplorują światowy rynek komiksowy. Pojawiają lub najbliższym czasie się pojawią przedruki oficyn małych i mniej znanych, przeczesywany jest głownie rynek anglojęzyczny – First Second, Nobrow czy Koyama Press. A jeśli chodzi o rozrywkę i superhero, to nie tylko DC i Marvel, ale także Image Comics (poproszę o więcej!), IDW Publishing, BOOM! Studios. Serią Szósty rewolwer powraca Oni Press. Powraca, gdyż z dziesięć lat temu Taurus Media publikowało Whiteout oraz Queen & Country (niestety edycja nie została ukończona).

W kwietniu Timof Comics oddał w ręce czytelników album Zimne martwe palce. Akcja rozgrywa się w Stanach, po wojnie secesyjnej, którą należy traktować umownie – jako dookreślenie czasu, a nie historyczne wskazanie. Cullen BunnPani Hume, demoniczna i wiecznie młoda kobieta, zatrudnia agentów Pinkertona, aby wytropili cenny rewolwer, który kiedyś należał do jej zmarłego męża generała Oliandera Bedforda Hume’a. Artefakt obecnie znajduje się w posiadaniu kaznodziei, który skutecznie (na jakiś czas) uziemił generała. Broń wpada w ręce przybranej córki kaznodziei, Becky Montcrief, która odkrywa, że posiada ona nadprzyrodzone i mroczne moce. Może być używana jedynie przez tego, który dzierży go po przednim właścicielu – innymi słowy, tylko ona może używać dziwnego i niebezpiecznego pistoletu. W pościg za rewolwerem ruszają źli ludzie oraz wyswobodzony z okowów śmierci generał.

Poszukiwacz skarbów Drake Sinclair, który należał kiedyś do kompanii Hume’a, odnajduje Becky. Zresztą nie tylko on, gdyż straszna ferajna również. Dochodzi do bezpośredniego starcia. martwe palceWydawać by się mogło, że ludzie generała mają znaczącą (jakościową i ilościowo) przewagę – posiadają pięć pozostałych magicznych spluw oraz całe zastępy ożywieńców. Tempo akcji jest iście ekspresowe, niczym w kalejdoskopie przenosimy się z miejsca na miejsce, nigdzie nie przebywamy dłużej niż dwie lub trzy sceny. Scenarzysta co rusz wprowadza nowych bohaterów, których nawet nie próbuje specjalnie przedstawiać czytelnikowi. Takie rozwiązanie ma swoje uzasadnienie – chodzi o nadanie akcji właściwej prędkości, a w sensie metaforycznym, przywodzi na myśl, wprawne opróżnianie magazynka rewolweru.

Za warstwę wizualną odpowiedzialny jest Brian Hurtt, którego możemy pamiętać z tomu Odtajnione należącego do serii Za Królową i Ojczyznę. Rysownik dobrze wczuł się w klimat opowieści, postaci narysowano realistycznie, a demony, potwory i zombie są odpowiednio przerażające. Artysta z dużą dbałością odwzorował noszone przez bohaterów stroje oraz broń. Klasyczne kadrowanie (statyczne, bez eksperymentów, właściwie same prostokąty) szósty rewolweroraz budowa planszy przypominają rzeczy z rynku frankofońskiego. Kolory również dobrze oddają atmosferę.

Cullen Bunn skutecznie zadbał o to, abyśmy podczas czytania ani przez chwilę się nie nudzili. Dziki Zachód jest dziki, ale nie w sposób znany z westernów, na myśl przychodzą raczej horrory i ezoteryczne opowieści. Nie dość, że pojawia się armia zombiaków, to jeszcze czterej straszni jeźdźcy (z apokalipsy?) czy odważni mnisi, którzy chętniej używają broni palnej niż wody święconej. W warstwie fabularnej serial „Szósty rewolwer” jest sprawnym popkulturowym miksem, dobrą mainstreamową rozrywką. Oczywiście figury bohaterów i tematyka wyraźnie wskazują, że lektura serialu nie jest dla wszystkich. Ci, którym podoba się Hellboy, W.E.S.T., czy Amerykański Wampir, powinni się z pozycją zapoznać.

Cullen Bunn (scen.), Brian Hurtt (rys.), „Szósty rewolwer #1: Zimne martwe palce”, tłum. Maciej Drewnowski, Timof Comics, Warszawa 2015.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]
Brian Hurtt

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Szósty rewolwer at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: