Azymut #3: Antropotamy Nihilu

07/07/2016 § 1 komentarz


Mit wiecznych kochanków

azymutAntropotamy Nihilu to trzeci (i tymczasem ostatni) album serii Azymut. O poprzednich dwóch napisałem wiele dobrego. Jak tu nie chwalić produkcji panów Wilfrid Lupano (scenariusz) i Jean-Baptiste Andreae (rysunki)? Właściwie pisząc o bieżącej odsłonie musiałbym powtórzyć wcześniejsze superlatywy. Dlatego postaram się poszukać czegoś „nowego”. A, jeszcze tytułem wstępu. W pierwszym zdaniu napisałem, że to „tymczasem” ostatnia odsłona, ponieważ całość zaplanowana jest na pięć tomów. Kiedy następny? Być może z początkiem 2017 roku.

Recenzując dwójkę (klik! klik!) zwracałem uwagę, że głównym bohaterem azymut 3 opowieści napisanej przez Lupano jest czas. Jego upływ, przemijanie, strach przed starością, śmiercią i wszystko to, co się z nim wiąże. To właśnie on w dużym stopniu napędza historię. Zmagania bohaterów, ich przygody i przeżycia w sporej mierze wiążą się z zagadnieniem przemijania. Właśnie na tym zasadza się uniwersalność tej opowieści. W pewnym momencie życia każdego z nas dopadnie tanatofobia.

Jak pamiętamy z poprzednich tomów, urodziwa Mania Ganza, po tym jak została ukąszona przez owada, który spowodował terminalne starzenie się, udała się do Banku Czasu i tam dokonała w straszliwej transakcji. W zamian za przywrócenie młodości, zdrowia i urody poświęciła życie innych ludzi. Bank upomniał się o spłatę: na świecie wybuchają zamieszki i wojny, tysiące ludzi staje pod bronią; śmierć „za chwilę” zbierze obfite żniwo.

Tycistan wypowiedział wojnę ościennym państwom. Król Ireneusz, Jean-Baptiste Andréae król Alcest oraz Baba Musir zbroją i szkolą wojska. Świat znalazł się na skraju wojny totalnej (wszystkich ze wszystkimi). Na tle niepokojących wydarzeń nasi bohaterzy przeżywają kolejne przygody. Mania musi uciekać przed najemnikami matki – królowej Etery. Orestes Pikot i Bieguś przebywają na pustyni i mają nieoczekiwane spotkanie. A profesor Arystydes Brelokint i Arystydes Junior wpływają do niesamowitej krainy barbarzyńców, w której potwierdzone zostaje odkrycie jego ojca profesora dotyczące terenów lęgowych ptaków dawnotemu (patrz: tom pierwszy).

Jak widać z tego krótkiego przedstawienia w komiksie wiele się dzieje. Scenarzysta zadbał o to, aby czytelnik się nie nudził. Uniwersum się rozrasta. Wprowadzone zostają kolejne wątki. Jeden z nich, jak można domniemywać, będzie miał duże znaczenie w dalszej części – azymut3_p31chodzi o mit wiecznych kochanków. Inny, nie mniej intrygujący, związany jest z obradami Rady Pierwotnych…

Bez cienia wątpliwości Azymut to serial wyjątkowy. Ciężko mi go porównać z jakimkolwiek innym komiksem. Baśniowy charakter opowieści wbrew pozorom nie jest odrealniony, a ma znamiona uniwersalności. Scenarzysta nie jedzie na ogranych pomysłach, a wprowadza kolejne elementy rzeczywistości. Wielkim plusem jest niesamowita wyobraźnia w kreowaniu postaci i zdarzeń, które wspaniale wizualizuje rysownik. Fantastyczne stworzenia i niesamowite krajobrazy na długo nie pozwalają o sobie zapomnieć. Rzecz oryginalna w każdym calu.

Wilfrid Lupano (sc.), Jean-Baptiste Andréae (rys.), „Azymut #3: Antropotamy Nihilu”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.

[scenariusz: 5-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+] Azimut-T3-6

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Azymut #2: Niech Piękna zdycha

06/04/2016 § Dodaj komentarz


Twój czas już minął?

Que la belle meureLektura Poszukiwaczy zaginionego czasu, czyli pierwszego albumu serialu Azymut była przygodą niezwykłą i zaskakującą. Po przeczytaniu czytelnik miał w głowie więcej pytań niż odpowiedzi. Fabuła naładowana jest różnorakimi zdarzeniami, które jedynie podsycały potrzebę sięgnięcia po kolejną odsłonę. Zamykając komiks ciężko było przewidzieć w jakim kierunku potoczy się akcja.

Otwierając Niech Piękna zdycha, czyli drugi tom produkcji panów Lupano i Andréae, zderzamy się z dwuplanszową sceną polowania na klepsydrawie wśród szuwarów, w której występuje nowa postać – królowa Etera. Na szczęście zaraz potem nić narracyjna z udziałem Manii Ganzy (alias Aisza Pardiosa), hrabiego Quentina de la Pérue i malarza Eugeniusza zostaje podjęta. Balon, którym podróżuje ekipa zbiegów, ląduje na unoszącej się w chmurach Azymutpałacu-wyspie barona Smutek. Baron zdaje się dużo wiedzieć o protagonistce, jest dobrze zorientowany w jej wcześniejszych poczynaniach. Bezczelnie zakłada, że zna skryte potrzeby panny Ganzy.

Czytelnik również chciałby poznać motywy, którymi kieruje się bohaterka. Baron, jak wszyscy mężczyźni występujący w komiksie, jest mocno zainteresowany związaniem z nią swego życia. Składa propozycję prawie nie do odrzucenia. Prawie, gdyż de la Pérue odnajduje machinę, której włączenie uruchamia lawinową reakcję, a to skutkuje kolejnymi zaskakującymi wydarzeniami.

Akcja omawianej pozycji rozgrywa się na czterech warstwach fabularnych, biegunktóre są rozbieżne, ale proszę czytać uważnie, bo trzy z nich delikatnie się ze sobą stykają. Powyżej przybliżyłem jedynie jedną z nich, właściwie jej początek. Każda z linii narracyjnych ma swojego bohatera i rozbudowaną siatkę wydarzeń. Podczas lektury nie można się nudzić. Scenarzysta z godną podziwu konsekwencją buduje fascynujące i zaskakujące uniwersum. Na poły fantastyczne, na poły realne. Nie można mu odmówić wyobraźni. Sama konstrukcja opowieści w Niech Piękna zdycha jest warta pochwały. Całość ujęto w zgrabną klamrę – ostatnia plansza zdradza nam, jakie relacje łączą królowa Eterę z Manią.

Omawiany tom przynosi odpowiedzi na niektóre z pytań, jakie pojawiły się po lekturze jedynki. Nie na wszystkie. No i pojawiają się nowe. krolowa piaskuCzytelnik zaczyna rozumieć, że prawdziwym bohaterem serialu Azymut jest czas, a dokładnie nieustający jego upływ, wpływający na proces starzenia się. Na kartach komiksu nie spotykamy czasu jako osoby (może w dalszych częściach?). Jednakże wciąż o nim się mówi i to w taki sposób, jakby był realnym wrogiem, z którym należy walczyć. W tym ujęciu komiks zdaje się poruszać sprawy uniwersalne: pogoń za wieczną młodością oraz ucieczkę przed starością i śmiercią. Nie jest to romantyczna ani heroiczna przygoda, a krwawe i pozbawione skrupułów zwarcie. Podsumowując jednym zdaniem. Po lekturze drugiego albumu seria Azymut nadal fascynuje i wciąga. Polecam!

Wilfrid Lupano (scen.), Jean-Baptiste Andréae (rys.), „Azymut #2: Niech Piękna zdycha”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.

[scenariusz: 5-, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]
[recenzja pierwszego tomu do przeczytania tu: klik! klik!}

encyklopediasklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Azymut #1: Poszukiwacze zaginionego czasu

07/03/2016 § Dodaj komentarz


Fantastyczna wyprawa w nizane

azymut AndréaePo dwóch latach żeglowania, utracie czterech z pięciu okrętów, ekspedycja dowodzona przez hrabiego Quentina de la Pérue przybija w końcu do nieznanych lądów Nowego Świata. Oszalały z radości hrabia wyskakuje z łodzi na brzeg, wbiega na wydmę, aby zatkną flagę i tym samym zająć nowe ziemie w imieniu królestwa Ponduszu. Jakże wielkie jest jego zdziwienie, gdy ukazuje się, że przybył do miejsca, z którego wyruszył. Na wieść o tym pada jak długi i traci przytomność. Po niedługim czasie dochodzi do siebie, ale spadają na niego kolejne złe wieści, dowiaduje się, że zniknęła geograficzna północ.

Zdarzenie niesie za sobą brzemienne skutki: kompasy szaleją, morska żegluga nie jest możliwa, latające ryby wyskakują na plażę i umierają na wydmach, azymutdawne traktaty lenne przestają obowiązywać. Właśnie dlatego ekspedycja de la Pérue trafiła do punktu wyjścia. W wyniku problemów z nawigacją do królestwa Ponduszu zawitała z całą swoją świtą księżniczka ze wschodu, piękna Aisza. Miłościwie panujący król Ireneusz Wielkoduszny bez pamięci się w niej zakochał, no i oświadczył. Królewska wybranka jest młoda, piękna, uwodzicielska i bardzo, ale to bardzo kapryśna. Podobno w kraju, z którego pochodzi narzeczony, nim będzie mu dane poślubić wybrankę i skonsumować związek, musi spełnić aż siedemnaście jej zachcianek.

Z biegiem akcji okazuje się, że bohaterka jest znana pod różnymi szerokościami geograficznymi jako sprawna złodziejka i wielka oszustka, która mami królów swoimi wdziękami. A ma czym oddychać i chętnie odsłania wszystkie swoje największe atuty. Sprawy znacznie się komplikują, gdy Aisza zostaje posądzona o kradzież królewskich koron. Tylko po co komu korony skoro od dawna nie są środkiem płatniczym? Co wspólnego mają zwierzęta chronoskrzydłe z uciekającym czasem? Czym jest Bank Czasu?

Zaprezentowany powyżej opis zawiera jedynie kilka głównych elementów fabuły. AndréaeZasadniczo akcja rozgrywa się na wielu płaszczyznach, które początkowo są rozłączne i dopiero pod koniec tomu część z nich, nie wszystkie, zaczyna się ze sobą splatać. Świat wykreowany przez Wilfrida Lupano jest bytem osobnym i niecodziennym, w której rzeczywistość rządzi się jakimiś nie w pełni zdefiniowanymi poetyckimi regułami. Scenarzysta splótł ze sobą elementy realne, fantastyczne i surrealistyczne. Zostały one sprawnie zmiksowane przez co historia jest wciągająca i zaskakująca. Główna bohaterka Aisza alias Mania, to postać niezwykle barwna, której poczynania warto śledzić.

Jean-Baptiste Andréae, tworzący tradycyjnymi technikami (m.in. tuszami akrylowymi i farbami) francuski artysta, jest odpowiedzialny za zjawiskowe przedstawienie świata, w którym rozgrywa się akcja komiksu. Nie można mu odmówić wyobraźni! Rzeczywistość odmalowana przez artystę jest spójna i fascynująca, przywodzi mi na myśl niektóre obrazy Witolda Wojtkiewicza. Album przykuwa uwagę także oprawą kolorystyczną: żółcie i błękity dominują. Wart podkreślenia jest fakt, że Andréae nałożył kolory ręcznie bez użycia komputera.

Kilka ciepłych zdań chciałbym skierować także pod adresem tłumacza. Wojciech Birek to bardzo rzetelna firma, jednak tym razem musiał się szczególnie przyłożyć i pobawić językiem. aiszaUniwersum zaludnione jest przez różne dziwne i fantastyczne stworzenia, którym tłumacz musiał nadać polsko brzmiące nazwy. Proszę zwrócić szczególną uwagę na wklejkę, gdzie udostępniono fragmenty Encyklopedii Chronoskrzydłych. Oczywiście lektura pierwszego tomu dostarcza więcej pytań niż odpowiedzi, ale zróżnicowane elementy świetnie ze sobą współgrają i komponują. Skojarzenia z Alicją Lewisa Carrolla są jak najbardziej na miejscu. W świecie może się zdarzyć wszystko. Czytelnik nie jest w stanie przewidzieć, w jaką stronę potoczy się fabuła i co go czeka w kolejnych odsłonach cyklu. Dlatego tym bardziej wyczekuję na premierę kolejnego albumu – już 22 marca!

Wilfrid Lupano (scen.), Jean-Baptiste Andréae (rys.), „Azymut #1: Poszukiwacze zaginionego czasu”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

latajaca rybasklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with seria Azymut at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: