Zabij albo zgiń. Tom 2

03/05/2018 § Dodaj komentarz


Prawie Punisher

Pierwszy tom serii Zabij albo zgiń Brubakera i Phillipsa był nietypowym spojrzeniem na thriller. Mamy opowieść o seryjnym mordercy, teoretycznie kryminał, tylko że widziany jego oczami. Dylan to student z problemami, który z powodu zaburzeń psychicznych lub też nawiedzenia przez demona, poluje na złoczyńców. Zakłada czerwoną maskę narciarską, chwyta za broń i przemienia się w Punishera. Nie ma jednak za sobą odpowiedniego przeszkolenia, dlatego kwestią czasu pozostaje, kiedy w końcu powinie mu się noga. Tom drugi to część jego historii, gdy wszystko zaczyna się komplikować.

„Jedynka” zaintrygowała mnie, ale nie powaliła (klik! klik!). Bieżąca odsłona utwierdza mnie w przekonaniu, że Brubaker to solidna marka, a jego komiksy mogę brać w ciemno, nawet, jeśli z początku nie jestem do końca przekonany do jego nowych serii. Pisarz poszedł w psychologię. W przypadku pierwszego tomu miałem wrażenie, że dopowiadam sobie nawiązania do Junga i drążenie jego archetypów, tak w kontynuacji jest to już postawione w praktycznie jednoznaczny sposób. Scenarzysta bawi się nieco dekonstrukcją figury superherosa w duchu Strażników, próbując odpowiedzieć na pytanie: co tym zamaskowanym gościom musi się kłębić w czaszce? Brubaker eksponuje ciemną stronę psychiki, silny, choć wypierany zew pierwotnej podświadomości, w tym przypadku wymieszany nieco z kompleksem Boga (czy może raczej obłaskawianego Demona).

Opowieść balansuje między kryminałem, psychologicznym thrillerem, psychoanalizą, a grozą. Interpretacja pobudek głównego bohatera wciąż nie jest jednoznaczna, choć autorzy mocno sugerują źródła jego obecnego stanu. Drugi tom nie pozostawia wątpliwości, jak świetnym warsztatem posługuje się Brubaker, co widać choćby w prostych zabiegach spotkania Dylana z jego dziewczyną, gdy rozkojarzony bohater skupia się na swoim monologu wewnętrznym, a jej dymki dialogowe pozostają puste. Innym razem (scena w furgonetce) autorzy świetnie godzą sekwencyjność z trudną do uchwycenia w komiksie szybkością czy wręcz jednoczesnością zdarzeń. Po raz kolejny też okazuje się, że Brubaker po prostu świetnie sprawdza się w duecie z Phillipsem, który potrafi płynnie dopasować swoją kreskę do stylistyki scenariusza. Świetnie broni się surowy, prosty realizm, bez większych eksperymentów plastycznych.

Kto miał wątpliwości co do serii, a ma do mnie zaufanie, to może już się ich wyzbyć. To nie komiks kategorii ‚można’, to seria kategorii ‚warto’. Niekoniecznie podejdzie każdemu, bo to nie sensacyjniak, ale przemieszanie komiksowych i psychologicznych tropów. Co daje ciekawy, wyróżniający efekt, który mnie kupił. Czekam na „trójkę”.

Ed Brubaker (sc.), Sean Phillips (rys.), „Zabij albo zgiń. Tom 2”, tłum. Paulina Braiter, Non Stop Comics, Katowice 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

[komiks można kupić tu: klik! klik!]

Reklamy

Zabij albo zgiń. Tom 1

08/01/2018 § Dodaj komentarz


 Mściciel Jungiem podszyty

Młody chłopak ociera się o śmierć. Życie nie układa mu się tak, jak by sobie tego życzył, dlatego postanawia się zabić. Dziwnym zrządzeniem losu przeżywa. Cud! W nocy objawia mu się tajemniczy demon, który w zamian za ratunek domaga się daniny krwi. Chłopak ma zabijać raz jakiś czas kolejne osoby, które przez swoje złe uczynki nie zasługują na życie. Staje się krwawym mścicielem, zamaskowanym bohaterem, który działa w tajemnicy przed wszystkimi. Seria Zabij albo zgiń nie jest jednak kolejną opowieścią superbohaterską. To chłodny i podszyty psychologią współczesny realizm.

Brubaker w pierwszoosobowym strumieniu świadomości głównego bohatera odwołuje się do psychoanalizy Junga. Trop ten można wyłapać niemal od samego początku. Jungowskie archetypy to psychologiczne wzorce, czy też elementy ludzkiej osobowości, często działające na poziomie podświadomym. Demon objawiający się naszemu bohaterowi wygląda w końcu niczym cień, a jungowski Cień odpowiadał za to, co przez nas wyparte, za zachowania społecznie nieakceptowane. Otarcie się o śmierć wywala (i wyzwala) chłopaka poza nawias społeczeństwa, jest wolny od norm i konwenansów. Mimo wszystko widzi w swoim działaniu wyższy cel, który podpowiada terroryzujący go demon.

W ten sposób Brubaker – posiłkując się takimi historiami jak z filmów Życzenie śmierci czy Taksówkarz – stworzył kolejny obraz o obrońcy polującym na bandziorów, tylko że podparty teoriami stojącymi u podstaw psychoanalizy. Oczywiście możecie stwierdzić, że moja teoria z Jungiem jest nieco naciągana, ale w takim razie czy ta osłonięta czerwienią twarz z okładki tylko mnie kojarzy się z klasycznym Cieniem, którego wydała u nas Planeta Komiksów (klik! klik!), a którego też sporo łączyło z rzeczonym archetypem?

Brubaker to marka i gwarancja poziomu, poniżej którego ten scenarzysta po prostu nie schodzi (nie licząc naprawdę okazjonalnych wypadków przy pracy). Nowa seria nie zawodzi, zwłaszcza że scenarzysta ma dopracowaną współpracę z Seanem Phillipsem, z którym razem stworzył choćby serię Fatale (klik! klik!). Zabij albo zgiń to intrygujący wstęp w dłuższą historię, bo nasz bohater dopiero zaczął przelewać krew łotrów, a jego zamaskowane dokonania przeplatają się z problemami osobistymi. Jednak w „jedynce” brakuje w jego losach czegoś, co by mnie mocniej chwyciło za serce (czy coś innego). Z drugiej strony to dopiero początek i dopiero zobaczymy, jak potoczy się jego kariera mściciela oraz co wyniknie z beznadziejnego trójkąta emocjonalnego, w który nasz bohater się wpakował.

Nie mówię: „Przeczytajcie koniecznie”, ale warto mieć na uwadze, zwłaszcza jeśli ma się do Brubakera zaufanie. Niby mnie nie chwyciło, ale ciekawi mnie, co przyniesie tom drugi.

Ed Brubaker (sc.), Sean Phillips (rys.), „Zabij albo zgiń. Tom 1”, tłum. Paulina Braiter, Non Stop Comics, Katowice 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Czarna Wdowa: Powrót do domu

30/07/2017 § 1 komentarz


Krucjata Wdowy

Nieczęsto, ale się zdarza, że za tworzenie scenariuszy komiksowych serii z głównego nurtu biorą się autorzy poczytnych powieści. Wystarczy tutaj wspomnieć choćby o Wonder Woman pisanej przez Jodi Picoult, rewelacyjnym Kryzysie tożsamości Brada Meltzera czy Lokim Roda Robiego. Do tego grona dołączyła także Czarna Wdowa, której przygody poprowadził Richard K. Morgan, autor Modyfikowanego węgla czy nagrodzonej Trzynastki. Spod jego ręki wyszła krwawa, szpiegowska opowieść dla dojrzałych czytelników, oderwana od konwencji superhero.

Ktoś morduje kobiety. W Londynie w wybuchu limuzyny ginie niejaka Anna. W Alabamie zastrzelona zostaje działaczka proaborcyjna. Kolejne ofiary tracą życie w Osace, Sydney i Szanghaju. Tymczasem w Arizonie Czarna Wdowa wiedzie spokojne życie, jednak i ona staje się celem wyszkolonego mordercy. Od teraz zacznie się jej walka o przetrwanie i wyjaśnienie tego, co się dzieje. Wędrując tropem zabitej działaczki, która w rzeczywistości była dawną agentką KGB, Wdowa wraz z pomocą Phila Dextera, wyrusza w podróż, w trakcie której przyjdzie im stawić czoła uzbrojonym po zęby oddziałom i szpiegowskim intrygom. Ilość trupów rośnie, przeciwników nie ubywa, a sytuacja z każdą chwilą staje się coraz bardziej skomplikowana. Czy tym razem Czarna Wdowa zdoła odwrócić ją na swoją korzyść? Przeszłość w końcu nie śpi i upomina się o swoje…

Omawiany komiks rzeczywiście jest jak książki czy filmy o Jasonie Bourne’ie. Solidna, realistyczna i szpiegowska opowieść, nie stroniąca od brutalności i serwująca całe mnóstwo pościgów, walk i strzelanin. Ale to nie kolejna sensacyjna opowiastka, jakich wiele. To naprawdę wciągający, treściwy album posiadający gęstą, mroczną atmosferę, ciekawych bohaterów i historię z feministycznymi akcentami. Tych ostatnich nie mogło jednak zabraknąć, Wdowa jest w końcu najstarszą marvelowską heroiną (debiutowała w 1964 roku) o ugruntowanej pozycji w uniwersum. Stworzenie jej przygód w ramach linii Marvel Knights, która z założenia miała być oderwana od długiej historii stojącej za superbohaterami i skierowana do dojrzałego czytelnika, pozwoliło scenarzyście rozwinąć skrzydła i nie ograniczać się docelowym wiekiem odbiorcy.

Tak czy inaczej jednak, choć fabuła naprawdę jest znakomita, po album ten sięgnąłem przede wszystkim dla rysunków Billa Sienkiewicza (prawnuka „naszego” Henryka Sienkiewicza). Z jednej strony mam wielki sentyment do jego twórczości, głównie za sprawą serii Amazing Spider-Manów wydawanej w Polsce w drugiej połowie lat 90. XX wieku, z drugiej – to jeden z najlepszych i najoryginalniejszych ilustratorów, jakich widziałem. Jego kreski nie da się pomylić z żadną inną, jest brudna, ale realistyczna, absolutnie niemainstremowa i z artystycznym zacięciem. I chociaż w tym albumie jego udział ograniczył się niemalże tylko do zilustrowania pierwszego zeszytu i nakładania tuszu na szkice w pozostałych, jego styl wyraźnie odbija się w całym albumie. Najlepiej oczywiście wypadają rysunki, które sam stworzył, niemal równie dobrze prezentują się grafiki Gorana Parlova. Słabiej przedstawia się uproszczona kreska Seana Phillipsa, ale i z niej Sienkiewicz wycisnął wiele dobrego.

Duże wrażenie robi też samo zbiorcze wydanie, gdyż poza tytułową historią otrzymujemy sześć zeszytów Czego to o niej nie mówią, czyli dokładnie komplet opowieści z Czarną Wdową napisanych przez Morgana. Jeśli lubicie dobre, szpiegowskie komiksy dla dorosłych, sięgnijcie po album Powrót do domu.

Richard K. Morgan (sc.), Bill Sienkiewicz & Goran Parlov & Sean Phillips (rys.), „Czarna Wdowa: Powrót do domu”, tłum. Piotr Krasnowolski, Klub Świata Komiksu – album 1147, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Fatale #3: Na zachód od piekła

04/11/2015 § Dodaj komentarz


Josephine i inne kobiety fatalne

FataleSiłą serialu Fatale, pisanego przez znanego i cenionego scenarzystę Eda Brubakera, są różnej maści niedopowiedzenia dotyczące głównej bohaterki i posiadanych przez nią mocy. Niedopowiedzenia, które rozbudzają ciekawość i chęć sięgnięcia po każdy kolejny tom. „Na zachód od piekła” oznaczony jest na grzbiecie numerem trzy, a to znaczy, że przed nami już tylko dwa albumy, nim poznamy odpowiedzi na wszystkie dręczące pytania. Omawiana część liczy sobie niewiele ponad 100 stron i zawiera aż cztery nowele. Każda z nich jest świetnie skonstruowaną opowieścią grozy. Scenarzyście nie można odmówić umiejętności budowania niesamowitego, przerażającego klimatu. Rzecz trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy.

W pierwszym i ostatnim opowiadaniu mamy okazję zapoznać się fragmentami biografii Josephine – Phillipstytułowej kobiety fatalnej, która ma „zły” wpływ na każdego spotkanego mężczyznę. Otwierająca historia rozgrywa się w latach 30. ubiegłego wieku. Dowiadujemy się z niej, w jaki sposób odkryła naturę swoich mocy. Ostatnie opowiadanie dzieje się podczas II wojny światowej, gdzieś w Rumunii. Josephine, wespół z kolejnym zakochanym w niej na zabój mężczyzną, musi stawić czoła okultystycznemu batalionowi faszystów. Bohaterkami dwóch środkowych opowieści są poprzedniczki (?), wcześniejsze inkarnacje fatalnego ducha (?). Jedna historia dzieje się w Średniowieczu w okresie polowań na czarownice, a druga na Dzikim Zachodzie. Obie opowieści mają za zadanie pogłębić tło znaczeniowe, nadać dodatkowego sensu, pokazać potwory, przed którymi ucieka Jo.

Każda z historii odsłania przed czytelnikiem rąbek tajemnicy o pochodzeniu demonicznej kobiecej postaci. BreitweiserBrubaker sprawnie buduje całą mitologię, korzystając z różnorakiego budulca. Czerpie z prozy Lovecrafta, ale można mu zarzucić bezdusznego zrzynania. Do tego używa całego sztafażu, które oferują „creepy stories” (opowieści niesamowite z dreszczykiem): dziwne monstra z mackami na głowie i ostrymi zębami, sekretne organizacje i zakony, magia i pogańskie rytuały, „wtajemniczeni” napastnicy i służalcze demony, zaginiony manuskrypt.

Rzeczywiście podczas lektury można się bać, co niewątpliwie jest zasługą scenarzysty. Chociaż w głównej mierze odpowiedzialni są za to rysownik – Sean Phillips oraz koloryści – Dave Stewart,Lovecraft Elizabeth Breitweiser. Artyści zadbali o to, abyśmy mieli wrażenie, że z każdego ciemnego zakamarka może zaraz wypełznąć jakiś potwór. Phillips świetnie oddaje wszystkie scenerie, w których dzieje się akcja, niezależnie czy to jest średniowieczna Francja, czy gruzowisko rumuńskiego miasteczka, czy katakumby. Wielką frajdę sprawia już samo oglądanie albumu.

Cała serial Fatale zasługuje na uwagę. Tom Na zachód od piekła to swoisty antrakt w snutej w poprzednich tomach opowieści o Josephine, z którego dowiadujemy się czegoś o przeszłości bohaterki i jej wcześniejszych inkarnacjach. Rzecz rozbudza chęć poznania dalszej części opowieści i mam nadzieję, że wydawca szybko ją zaspokoi.

Ed Brubaker (scen.), Sean Phillips (rys.), „Fatale #3: Na zachód od piekła”, tłum. Piotr Lipski, Mucha Comics, Warszawa 2015.

[scenariusz: 5-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

Josephinesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, można kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Fatale #1: Śmierć podąża za mną

15/12/2014 § Dodaj komentarz


Ed Brubaker i Sean Phillips wreszcie otrzymują szansę na podbój Polski

fataleJeśli miał(a)byś w tym roku wydać pieniądze na jeden tyko wydany w Polsce komiks, to radziłbym, aby był to pierwszy tom Fatale. Zaraz, nie czytasz komiksów od czasów dzieciństwa, bo potem przyszła pora dorosnąć? Fatale to doskonały tytuł, aby uwierzyć tym wszystkim nerdom i innym geekom, że pod kątem różnorodności grup docelowych nie ma żadnej różnicy między komiksem a kinem, literaturą czy muzyką. A dla kogo dokładnie jest Fatale? Dla fanów noir i horroru. Dla fanów Harry’ego Angela, True Detective i całej spuścizny H. P. Lovecrafta. Dla fanów autorskiego reinterpretowania klasycznych wzorców. Dla Ciebie, skoro ciągle czytasz ten tekst.

Tylko ostrzegam, w tym kolejnym już majstersztyku napisanym przez Eda Brubakera, a narysowanym przez Seana Phillipsa, atmosfera jest tak gęsta, że można by ją kroić nożem. Noir jawi się tutaj jako tajemniczy jegomość, który błądzi środkiem nocy po nieznanych sobie klaustrofobicznych uliczkach, natomiast horror jako wyłaniające się nie wiadomo skąd i zaraz oplatające go macki. Jednakowoż – w przeciwieństwie do wspomnianego Harry’ego Angela – horror nie pożera noir, lecz zostaje przezeń zasymilowany. Macki nie uśmiercają jegomościa, a stają się jego własną bronią.

Najważniejszy obecnie amerykański duet komiksiarzy stworzył więc czarny kryminał na sterydach.Ed Brubaker Po raz kolejny, wszak wzbogacanie „czarnych opowieści” o nieoczywiste komponenty już od lat jest jego znakiem rozpoznawczym. Niemniej, do czasu Fatale nie zdarzało się mu krzyżować ich z grozą. Wszystko zaczęło się od tego, że Brubaker rozmyślał pewnego razu nad twórczością Lovecrafta i – jak wspomniał w jednym z wywiadów – doszedł do wniosku, że „wiele z jego opowiadań to w gruncie rzeczy opowiadania detektywistyczne, z bohaterami prowadzącymi śledztwa i badającymi stare listy, pamiętniki i różne przedmioty”. Następnie scenarzysta zadał sobie pytanie „Jak wyglądałoby Podwójne ubezpieczenie, gdyby jego bohaterka dążyła do uśmiercenia swojego męża [nie dla pieniędzy, lecz] dlatego, że ten chciał ją złożyć w ofierze jakimś demonicznym bogom?”. Bingo! Billy Wilder klaszcze z grobu.

Jednak powiedzieć, że Brubaker po prostu wrzucił do klasycznego noir mitologię wyśnioną przez „Samotnika z Providence”, to powiedzieć za dużo. Sean PhillipsI jednocześnie za mało. Komiksiarz stworzył własną wariację na jej temat. Wynikające z niej odrealnienie wykorzystał zaś do wyciśnięcia esencji ze swojego ukochanego rodzaju opowieści, czyniąc go dosyć surrealistycznym. Tak bliskim koszmarowi sennemu – który tradycyjny film noir niejednokrotnie miał przecież przypominać – jak być może nigdy wcześniej. Przy czym fantastyki sensu stricto nie ma tu dużo. Przeważnie albo jest sugerowana (w sposób taki, jakby z kart komiksu w każdej chwili mogło coś na nas wyskoczyć), albo pojawia się gdzieś poza kadrem, a my tylko z trwogą (a jakże!) przyglądamy się tego konsekwencjom. W jednym miejscu obserwujemy więc postać, która budzi się środkiem nocy ze snu i odnosi wrażenie, że jej dom trzęsie się jakby miał drgawki (i – rzecz jasna – pierwszym błędem tejże postaci będzie wstanie z łóżka). W innym miejscu szokuje się odbiorcę widokiem zmasakrowanych zwłok. A że Phillips jest mistrzem rysunkowej sugestywności, są to fragmenty głęboko zapadające w pamięć. Mimo tego – a może raczej dzięki temu – że nieszczególnie częste, to towarzyszące nam już do samego końca lektury. Cóż, oto świat utkany z tajemnic i kłamstw, a te w połączeniu z licznymi niedopowiedzeniami i przeskokami czasowymi sprawiają, że swoją największą siłę Fatale czerpie z nieustannego pobudzania wyobraźni czytelnika.

To specyficzne serwowanie elementów fantastycznych przywodzi na myśl słynną sagę Pieśń Lodu i Ognia, gdzie przecież fantasy stanowi kręgosłup fabuły, lecz zarazem motywy czysto fantastyczne znajdują się ledwie na marginesie. sektaZresztą tak się składa, że jej pierwszy tom, znany tu i ówdzie jako Gra o tron, był dla Brubakera jedną z inspiracji w kwestii konstrukcji scenariusza. Ten stanowi układankę również ze względu na podział na epizody, które przedstawiają historię z perspektyw zgoła odmiennych postaci. I tu wracamy do wyciskania z noir esencji. Bohaterami komiksu są same archetypy. Na szczęście zabrakło tego najbardziej wyeksploatowanego, czyli prywatnego detektywa, a zamiast niego mamy skorumpowanego policjanta, natrętnego dziennikarza, sadystycznego gangstera czy wreszcie tytułową piękność, która umiejscowiona została w samym centrum. (Ile znacie kryminałów z noir bitch jako najważniejszą personą? No właśnie.)

O ile pierwsze dwie z wyliczonych postaci stanowią coś w rodzaju realistycznych wariacji na temat starych gatunkowych wzorców (ponieważ tak przekonujące są pod kątem psychologii), o tyle kolejne dwie doczekały się hiperbolizacji, a tym samym skrajnej uniwersalizacji. femme fataleGangster szybko okazuje się potworem stojącym na czele pewnego kultu, zaś femme fatale żyje pod wpływem bliżej nieokreślonej klątwy i… No, grzechem byłoby zdradzać coś więcej. Ograniczę się więc do tego, że napisana została z wielką miłością i zrozumieniem. I że z jednej strony jest jednostką potężną, ale z drugiej ma naprawdę przejebane. Inna sprawa, że piekło – zwykle w formie szaleństwa i niekończącej się przemocy – z radością wita tu absolutnie każdego. A jeśli samo noir jawi się jako tajemniczy jegomość w labiryncie klaustrofobicznych uliczek, to czytelnik skazany jest na błądzenie środkiem nocy po cmentarzu. Ale nie załamujmy się, jakieś światło widać. To kilka zniczy pali się gdzieś w oddali. Oby tylko udało się do nich dotrzeć zanim zgasi je wiatr.

Ed Brubaker (scen.), Sean Phillips (rys.), „Fatale #1: Śmierć podąża za mną”, tłum. Piotr Lipski, Mucha Comics, Warszawa 2014.

[autor: Marcin Zembrzuski]

 sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Sean Phillips at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: