Najlepsze z najlepszych za rok 2015, część 2

31/01/2016 § 1 komentarz


Wojciech Szot – kierownik sklepu internetowego gildia.pl – podsumowując dla „Kolorowych Zeszytach” ubiegły rok, zwraca uwagę na niekorzystne wyniki sprzedaży komiksów polskich autorów. Pisze: „(…) zapaść na rynku komiksów polskich. I to jest coś nad czym potrzebna jest szersza dyskusja, bo komiksy polskich autorów, nawet tych z najwyższej półki, nie są kupowane przez czytelników”. Po trosze wtóruje mu Bartosz Kurc ze sklepu Incal: „Słabo sprzedają się komiksy dla dzieci nowych (tj. polskich) autorów. Pewnie lepsze wyniki są w sprzedaży bezpośredniej (księgarnia stacjonarna, targi), co zaobserwowaliśmy na MFKiG na obsługiwanym przez nas stoisku Egmontu. Sprzedał się cały zapas Malutkiego Liska Bereniki Kołomyckiej”. W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Chmielewski, przy okazji próbując podać powody takiej sytuacji: „Komiksy trudno dostępne ze względu na niski nakład, ograniczoną dystrybucję i skromny marketing (sporo pozycji wydawanych przez różne instytucje trudno wychwycić nawet branżowym serwisom) stanowiły blisko 3/4 oferty rodzimych autorów. Taka sytuacja nie napawa specjalnie optymizmem, a wspomniane bariery nie tylko nie pozwalają przebić się wielu ciekawym tytułom, ale też pogłębiają niszowość polskiej sceny komiksowej, tworząc z niej hermetyczny bastion dostępny jedynie dla fandomu. W tym kontekście rosnąca oferta zagraniczna, która jest łatwo dostępna, może negatywnie wpłynąć na polski komiks”.

2015

Minorowa tonacja wypowiedzi sprzedawców trochę zaskakuje. Nie żeby się z nią nie zgadzał, bo właściwie nie mam żadnych danych, aby zweryfikować podane informacje. Niby wyglądało, że to dobry rok dla rodzimych artystów: Jacek Świdziński w trakcie wiosennej edycji POP!Festivalu zgarnął nagrodę Literacką im. Henryka Sienkiewicza (40 tysięcy PLN), Kuba Woynarowski otrzymał Paszport Polityki, wystawa prac Krzysztof Gawronkiewicza krążyła po Polsce, do tego był gościem (wespół m.in. z Marzeną Sową) Festiwalu Conrada, a społecznościowa zbiórka funduszy na Krzesło w piekle skończyła się spektakularnym sukcesem, komiksy Zosi Dzierżawskiej, Marcina Podolca, Daniela Chmielewskiego, Daniela Grzeszkiewicza, Jakuba Rebelki i Macieja Sieńczyka Starapzin119ukazały się w kilku krajach Europy, Łukasz Mazur wydrukował swoje Usta pełne śmierci w Imige Comics, a kolejna polska artystka – Kasia Niemczyk– dołączyła do stajni Marvela. 119 numer „Strapazina” zdominowali Polacy, do udziału w przedsięwzięciu zaproszono: Olgę Wróbel, Marię Rostocką, Gosię Herbę, Renatę Gąsiorowską, Zosię Dzierżawską, Fanny Vaucher, Macieja Sieńczyka, Marcina Podolca, Daniela Chmielewskiego i Daniela Gutowskiego.

Pewnie w kwestii tego, czy to był dobry czy zły rok powinni się wypowiedzieć wydawcy, chociaż Wojciech Szot pełni również funkcję redaktora naczelnego w Wydawnictwie Komiksowym, więc z drugiej strony wie, co mówi. Wspomniana oficyna wprowadziła w 2015 roku na rynek 7 komiksów, Kultura Gniewu – 9, Timof i cisi wspólnicy – 12, Centrala + Ginde + Sol – 13, dodatkowo naliczyłem ponad 80 innych pozycji albumowych i zinopodobnych. Mało? Dużo? Moim zdaniem całkiem sporo. Chociaż faktycznie nie o ilość (w sztukach) chodzi, a o sprzedaż (w złotówkach). Poniżej zapraszam do zapoznania się z listą najlepszych komiksów polskich autorów, jakie przeczytałem w 2015 roku.

wielka1. Jacek Świdziński (scen. & rys.), „Wielka ucieczka z ogródków działkowych”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Czytając najnowszą produkcję Świdzińskiego, aż trudno uwierzyć, że powstała grubo przed ostatnimi wyborami. Autor przedstawia się jako świetny obserwator współczesnego życia Polaków, którzy nie potrafią odnaleźć się aktualnej rzeczywistości. Skazą resentymentu dotknięci są według niego i młodzi, i starzy, bo nie chcą oderwać się od przeszłości, żyją zestawem mitów miejskich (i wiejskich). Znamienna w tym kontekście jest wypowiedź jednej z bohaterek: „Mówię pani, kiedyś czasy były może i gorsze, ale ludzie mieli lepiej”.

Z drugiej strony Wielką ucieczkę… należy traktować jako próbę zdefiniowania „ducha narodu”, która zrealizowana została w formie quasi-reportażu. Jego dzieło można potraktować jako pytanie czym jest „polskość” i na czym polega. Pyta sam siebie (i zaocznie czytelników), by po chwili odpowiedzieć. Diagnoza nie jest przyjemna. Jego definicja składa się z zestawu luźnych anegdot i przytoczeń (proszę zwrócić uwagę, jak często bohaterzy zaczynają swoje wypowiedzi od słowa „podobno”), fragmentarycznych dialogów, deklaratywnych opinii, które połączone zostały w labirynt oparty na paradoksie niekończącej się podróży. W marszrucie bohaterów, a także szerzej: w konstrukcji fabuły, rozpoznaję jako bezpośrednią inspirację grafikami M. C. Eschera.

Świdziński prowadzi opowieść niechronologicznie. Dlatego uczucie dyskomfortu, które wywołane jest wrzuceniem w niby przypadkowe miejsce akcji, towarzyszy czytelnikowi od pierwszej planszy. Długo trwa nim narracja zaczyna składać się w spójną całość. Dopiero po przeczytaniu, widzimy jak poszczególne nici opowieści się ze sobą splatają i łączą, budując przemyślaną konstrukcję. Z oddalenia widać, że autor prowadził (niekoniecznie za rączkę) nas po schodach, korytarzach i zaułkach iluzorycznego labiryntu. Wielka ucieczka… rozpoczyna się i kończy w tym samym miejscu, zatoczyliśmy koło, depczemy po własnych śladach.

wroc do mnie2. Bartosz Sztybor (scen.), Wojciech Stefaniec (rys.), „Wróć do mnie, jeszcze raz”, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Przez jakiś czas wahałem się, czy album Sztybora i Stefańca nie jest czasem najlepszym polskim komiksem jaki przeczytałem w ubiegłym roku. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na Świdzińskiego, ponieważ jego produkcja ma bardziej uniwersalny charakter, gdyż dotyczy „narodu”. Wróć do mnie… to rzecz równie ważna i przejmująca, jednak o zupełnie innym temperamencie, węższym, wyraźnie jednostkowym i prywatnym. Nigdzie nie została podana informacja, że album ma charakter autobiograficzny, jednak biorąc pod uwagę przedstawienie się protagonisty-narratora: „Mam na imię B., choć każdy mówi mi Sz.” oraz jego wizualne podobieństwo do scenarzysty, Bartosza Sztybora, możemy śmiało domniemywać, że autor dzieli się z czytelnikami własnymi życiowymi doświadczeniami. A nie są one lekkie. Bohater komiksu ma wyraźne problemy z nadużywaniem używek (nie zawsze legalnych). Narracja skupia się ich destrukcyjnym wpływie. Mamy wygląd w narkotyczne i alkoholowe wizje B., obserwujemy z bardzo bliska, jak wszystko powoli się rozmywa, ulatuje, staje złudne. Bohater ma trudności z rozróżnieniem rzeczywistości od rojeń, co prawda, raz za razem podejmuje próbę ratowania tego, co się da. Jednak na naszych oczach rozpierdala sobie życie i niszczy relacje z bliską (najbliższą) kobietą, bo przecież tylko na niej mu zależy.

Stefaniec w mistrzowski sposób oddał „przygody” bohatera. Za sprawą talentu artysty czytelnik może wejść zwichrowaną psychikę B., wniknąć w oniryczną rzeczywistość, którą nawiedzają odrażające demony w przebraniu klauna. Miejscami miałem wrażenie, że jestem za głęboko, że tylko chwila, a sam wpadnę do bezdennej przepaści. Stefaniec nie przestaje mnie zaskakiwać, moc jaka bije z plansz jest ogromna. Szafowanie technikami malarskimi (są i kolaże), kolorystyka, dynamika, kadrowanie, perspektywa – dosłownie: cała warstwa graficzna przyprawia o zawrót głowy. Dwojaki. Po pierwsze z podziwu dla warsztat, po wtóre poprzez fizyczne oddziaływanie. Uprzedzam lojalnie, lektura Wróć do mnie… nie jest miłą przygodą, choć ostatecznie wymowa całości pozostawia nas z nadzieję, że miłość ocala.

powrot3. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Ryjówka przeznaczenia #3: Powrót rzęsorka”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
W Powrocie… spotykamy dobrze znanych i lubianych bohaterów. Tych pozytywnych, którym kibicujemy i darzymy, wzrastającą ze strony na stronę, sympatią. I tych mniej pozytywnych, którym życzymy, aby im się noga powinęła. Dodatkowo leśny zwierzyniec zostaje wzbogacony o nowe postaci: całą rodzinę bobrów, salamandrę plamistą, biedronki i nietoperze. W roli czarnego charakteru został obsadzony człowiek, którego głupota kolejny raz zagraża życiu zwierząt.

W bieżącym tomie ograniczono nawiązania i cytaty z klasycznych pozycji fantasy czy science-fiction. Wyjątkiem jest zatopienie Dobrzyka, grającego przez chwilę rolę Hana Solo, w lokalnym karbonicie, czyli błocie. Należy podkreślić, że z każdym kolejnym komiksem fabularne pomysły Samojlika są coraz bardziej zaskakujące, który konstruuje akcję z taką lekkością i znawstwem, że Powrót rzęsorka po prostu się połyka, a nie czyta. Należy docenić i chwalić, że scenarzyście chce się wymyślać kolejne narracyjne rozwiązania, a nie używać już ogranych i sprawdzonych chwytów. Powrót rzęsorka miał być ostatnim komiksem autorskiego cyklu Tomka Samojlika o życiu małych (i nie tylko) ssaków w Puszczy Białowieskiej. Na szczęście dla wiernych fanów, do których się zaliczam, autor zapowiedział, że możemy liczyć na czwartą część, która będzie nosiła tytuł Zima ryjówek.

Malutki_Lisek_i_Wielki_Dzik4. Berenika Kołomycka (scen. & rys.), „Malutki Lisek i Wielki Dzik #1: Tam”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Autorski komiks Bereniki Kołomyckiej to rzecz piękna. Ze względu na malarską stylistykę i niewielką ilość słów album skierowany jest głównie do najmłodszych. Jednak uniwersalność i prostotę opowieści muszą docenić także dojrzali czytelnicy, którzy szukają Autorka obsadziła w głównej roli żyjącego pod jabłonką na skraju lasu Malutkiego Liska. Jest mu dobrze, jest szczęśliwy, bo jest sam. Jednak pewnego letniego dnia, gdy na polanie pojawia się Wielki Dzik. A to wszystko się zmienia. Cały świat malucha staje na głowie, bo od teraz nie jest sam i będzie musiał nauczyć się żyć we dwoje. Opowieść wymyślona przez Kołomycką jest baśniowa i zarazem wszechstronna. Piękna w swej prostocie, ale także przejmująca, bo dotyczy spraw podstawowych: przyjaźni, samotności, działania razem i podjęcia wspólnej podróży przez życie.

Podoba mi się konstrukcja komiksu. Całość została podzielona na cztery rozdziały, które odpowiadają następującym po sobie porom roku (od lata po wiosnę). Prosty zabieg, który trafnie został przełożony na emocje bohaterów: własne i względem siebie. Czytelnik może skupić się na tym, jak rozwija się więź między Liskiem a Dzikiem. Autorka postawiła na antropomorfizm i minimalizm, ale dzięki temu pozytywne przesłanie może mocniej wybrzmieć. Zaproponowane zakończenie jest otwarte, dzięki czemu dalszy ciąg przygód przyjaciół czytelnik musi sam dopowiedzieć.

robaczki5. Dominik Szcześniak (scen. & rys.), „Robaczki”, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Po przeczytaniu pozycji Szcześniaka trzeba mieć dużo samozaparcia i wiary w siebie, aby dalej robić komiksy i pisać o nich. Narrator, tożsamy z autorem, sam ma wyraźne problemy z wiarą w sens swego twórczego działania. W końcu Dominik jest i scenarzystą, i rysownikiem, i redaktorem, i recenzentem. Na szczęście u swego boku ma mądrą żonę, która zachęca do działania, skutecznie pomaga autorowi osiągnąć właściwą perspektywę. Robaczki to przede wszystkim rzecz o dźwiganiu brzemienia (chwilami nielekkiego) odpowiedzialności związanego z bycia rodzicem, to szczera opowieść o relacjach rodzinnych, głównie na linii ojciec-syn. Scenariusz komiksu wyrósł niejako samoistnie, wiąże się z internetowym projektem Hej, Misiek! zrealizowanym przez Szcześniaka w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublin. Polegał on na relacjonowaniu bliskiego bycia z synem.

Dominik Szcześniak (alias Bruce Wayne) w stroju Batmana otwiera autorski album ostrą przemową, która skierowana jest czytelnika. Oratorskie wystąpienia Batmana otwierają każdy z trzech rozdziałów. Wydawać by się mogło, że to nie najlepszy pomysł, aby do komiksu obyczajowego wstawić polemiczne wtręty o krajowym środowisku komiksowym. Jednak znaczenie, wartość i spójność narracji osiągnięta zostaje przez fakt, że jest to produkcja dobitnie autobiograficzna, w której autor-narrator-bohater dzieli się z czytelnikiem prawie wszystkimi swoimi rolami społecznymi: męża, ojca, przyjaciela, kolegi, scenarzysty, rysownika i krytyka. Robaczki potraktować możemy jako poruszający dokument, w którym znany scenarzysta postanowił porysować, aby opowiedzieć o tym jak łączy rolę ojca z potrzebą bycia twórcą.

drapak6. Bartosz Sztybor (scen.), Tomasz Kaczkowski (rys.), „Niezła draka, Drapak! #1: Puść to jeszcze raz”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Za scenariusz komiksu odpowiada Bartosz Sztybor, doświadczony autor, który ma na swoim koncie kilka publikacji dla dorosłych. Proszę zwrócić uwagę, że w bieżącym zestawieniu pojawiają się dwie inne pozycje, do których napisał on skrypt. Natomiast dla rysownika ¬ Tomasza Kaczkowskiego ‒ jest to komiksowy debiut, choć nie ilustracyjny, bo ma na swoim koncie oprawę graficzną do książki Mat i świat. W komiksie warstwa graficzna wypada nadzwyczaj dobrze. Rzecz opowiada o Kornelu, który na co dzień jest zwykłym antykwariuszem, ale nocą zakłada kostium superbohatera i broni swego Miasta przed złoczyńcami. Schemat narracyjny jest znany i ograny przez popkulturę. Jednak autorzy dołożyli wielu starań, aby opowieść była zajmująca i niesztampowa. I taka właśnie jest!

Historia nakreślona przez scenarzystę wciąga i bawi. Sztybor świetnie szafuje bohaterskimi kliszami, dorosły czytelnik rozpozna „kultowe” sceny. Drapak to trochę taki polski Batman w wersji dla najmłodszych. Chociaż ze względu na dużą dawkę humoru i ironicznego dystansu komiks może być atrakcyjny także dla dorosłego czytelnika. Pierwsze zadanie Drapaka wiąże się z walką z wielkim robotem, a później tajemniczym czarnym charakterem, który terroryzuje mieszkańców Naszego Miasta za pomocą muzyki. Standardowo: musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość przed przyjaciółmi i dziewczyną, na której mu zależy. Nie będę ukrywał, że ze wszystkich pokonkursowych albumów ten podobał mi się najbardziej. Ponieważ jest udaną próbą zaszczepienia na polski grunt opowieści superhero, która nie sprowadza się do prężenia mięśni, bo główny bohater musi głównie prężyć mózg. A dodatkowo jeszcze bawi.

Vreckless Vrestlers7. Łukasz Kowalczyk (scen. & rys.), „Vreckless Vrestlers”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Album Vreckless Vrestlers to zwieńczenie trwającego niespełna dwa lata autorskiego projektu Łukasza Kowalczyka. Fabuła komiksu jest trywialna, bo jest jedynie pretekstem dla absurdalnych zabaw autora. Rzecz dzieje się w przyszłości w latach 3067 i 3068, gdzie w mieście Excelsior na arenie występują pochodzący z różnych wymiarów i linii czasowych profesjonalni wrestlerzy. Na kolejnych planszach widzimy zapaśników, którzy nie robią nic innego, jak tylko bezlitośnie okładają się po mordach, gryzą, wyrywają kończyny. Groteskowy pomysł Kowalczuka został zrealizowany z zadziwiającą dbałością o to, aby oddać klimat Profesjonalnej Międzywymiarowej Ligi Wrestlignu: kasa, tajemniczy The Manager, stroje zawodników, szalejąca publiczność.

Vreckless Vrestlers to przemoc i rozrywka w formie czystej, która ma szokować, ale także bawić. Makabryczne igrzyska gore, podczas których czytelnik od pierwszej do ostatniej planszy nie ma chwili wytchnienia, bo wciąż coś się dzieje, kolejni zawodnicy stawiają się na ringu. Autor w żaden sposób nie sili się na artyzm, poprzez swą produkcję kpi sobie z „mądrych” komiksów. Jego produkcja to graficzne Kung Fury, bezkompromisowy underground, kicz i szlam.

Kwintesencja8. Grzegorz Janusz (scen.), Krzysztof Gawronkiewicz (rys.), „Kwintesencja”, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Można (i należy) się głęboko zastanawiać nad tym, czy rzeczywistymi bohaterami Kwintesencji są dwa mole książkowe, które pożerają maszynopis doskonałej i wybitnej formalnie powieści Eryka Olimpa. Epokowe dzieło nigdy nie ujrzy światła dziennego, pierwszymi i ostatnimi czytelnikami na wieki pozostaną Kołatek i Pustoszek. Pochłaniając (tj. czytając i pożerając) kolejne strony maszynopisu dwaj towarzysze rozmawiają ze sobą, dzieląc się wrażeniami z lektury, anegdotami oraz popisując swoją erudycją i znajomością trudnych wyrazów. Czytelnik komiksu ma jedyną w swoim rodzaju okazję poznać fabułę powieści niejako z drugiej ręki, poprzez uważne śledzenie wypowiedzi bohaterów. Nie żeby ich opowieści były jakoś specjalnie mądre i trafne. Scenarzysta poprzez figurę gadających moli naigrywa się z domorosłych krytyków, którzy wiedzą lepiej od autora.

Nie o fabułę chodzi w Kwintesencji, a o nadrzędny koncept. Postmodernistyczną zabawę ideą książki jako przedmiotu z jednej strony użytkowego, a z drugiej artystycznego. Najnowsze dzieło Janusza i Gawronkiewicza jest przedmiotem pięknym, ale całkowicie zbędnym, ponieważ nie realizuje żadnego celu utylitarnego. To nawet nie rozrywka, jak jest choćby w wypadku Vreckless Vrestlers, to raczej autorska batalia przeciw bezmyślnym czytelnikom – „molom książkowym” pochłaniającym każdą zadrukowaną stronę bez refleksji własnej. Ci, którzy czytają książki niczym nie różnią się od tych, którzy książek nie czytają. Nie są ani lepsi, ani gorsi. Mądrzejsi – teoretycznie, bo w praktyce bywa różnie. Czytelnie nie jest powodem do dumy, ani tym bardziej przechwałek. Czytający książki nie są ani piękniejsi, ani bardziej atrakcyjni seksualnie: do łóżka można iść z każdym lub każdą (w zależności od orientacji).

Kapitan Mineta9. Bartosz Sztybor (scen.), Piotr Nowacki (rys.), „Kapitan Mineta – OmniPUSS”, Pokembry, Warszawa 2015.
W założeniu powyższa lista komiksów miała się obyć bez wznowień i zbiorczych edycji. Jednak dla dwóch pozycji postanowiłem zrobić wyjątek, ponieważ zeszyty wydano w nikłym nakładzie, który szybko się wyczerpał, a dodatkowo dopiero po zebraniu ich pod jedną okładką widać szerszy kontekst dzieła. Pierwsza to rzecz Łukasza Kowalczuka, a teraz czas na drugą. Sztybor i Jaszczu powołali do życia Kapitana Minetę dawno temu, bo gdzieś w okolicach roku 2008. Towarzyszył im aż do grudnia ubiegłego roku, ale kariera tego superbohatera się właśnie skończyła. Na ostatniej stronie OmniPUSSa możemy przeczytać: „Pewnego dnia Jaszczur powiedział, że już mu się chyba nie chce. Stwierdziliśmy z Łazurem, że w sumie racja”. Panowie się wycofują, ale nie tak do końca, w końcu rysownik deklaruje, że „chyba” już mu się nie chce, więc jest nikła szansa, że kiedyś mu się jeszcze zachce.

Oczywiście w zbiorczym wydaniu przygód Kapitana Minety na pierwszy plan wysuwa się cała ta słynna obsceniczność, niewybredne i perwersyjne żarty. Czyli zmutowane sromy, obwisłe łechtaczki, penisy, cycki i pośladki, seksualne przygody i podboje, analne i onanistyczne doświadczenia. Jednak dopiero w tej edycji widać, że cały ten erotyzm to undergroundowy sztafaż, że dostajemy coś więcej, pewien bonus, który w zeszytach nie był widoczny, gdzieś zanikał, gubił się. Chodzi mi o pewną diagnozę społeczeństwa, widzianą w krzywym zwierciadle, które zwielokrotniało żarty. Czy emerytki z obwisłymi łechtaczkami, to moherowe babcie w akcji? Czy figura burmistrza, który grubo imprezuje, nie jest krytyką lokalnych władz, które interesują się tylko tym, aby dobrze wypaść, a nie działać na rzecz społeczności lokalnej? A pracownicy kupalni, to swoiste korpoludki? Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt OmniPUSSa. Rzecz jest także niewybredną satyrą na rodzime środowisko komiksowe. Małe, a przyciężkawe bagienko, po spotkaniu z którym kac może być długi i męczący. Autorzy potrafią z siebie i swoich „oficjalnych” komiksów śmiać. Margines autoironii jest bardzo szeroki, można zazdrościć Sztyborowi, Jaszczowi i Łazurowi dystansu.

ivan kotowicz10. Kajetan Kusina (scen.), Michał Ambrzykowski (rys.), „Niesłychane losy Ivana Kotowicza. Tom 1”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Debiut Kusiny i Ambrzykowskiego zaskoczył mnie, pozytywnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, aż tak dopracowanego albumu. Scenarzysta zadbał o ciekawy skrypt, a rysownik świetnie wywiązał się ze swojego zadania. Z jednej strony otrzymaliśmy rzecz zabawną i wciągającą, z dobrze poprowadzoną akcją. A z drugiej wizualnie intrygującą, na którą patrzy się z satysfakcją. Zgodnie z tytułem komiksu poznajemy niesłychane losy tytułowego bohatera, który na drugiej planszy tak mówi do swego przyjaciela: „Próbowałem spisać moją historię, tak jak radziłeś, ale to chyba nie dla mnie. Dotarłem do momentu opuszczenia domu i nie mogę napisać słowa więcej”. W ostatnim kadrze tej planszy widzimy otwarty notatnik, zapisany drobnym maczkiem. A trzecia plansza przenosi nas już na tereny przygraniczne Rosji i Azerbejdżanu – czytamy relację i oglądamy wizualizację wydarzeń. Wspomniana powyżej wypowiedź jest trochę nieścisła, gdyż Ivan opowiada swoje dzieje chronologicznie dalej niż tylko do wspólnego z ojcem wyjazdu z wioski.

Pozytywne zaskoczenie w dużym stopniu jest zasługą rysownika. Dojrzały i przejrzysty styl Michała Ambrzykowskiego bardzo mi się podoba. Dbałość o szczegóły, dokładne przedstawienie budynków, pojazdów (wspaniały parowóz!), brak problemów z anatomią i dynamiką ruchów postaci. Dodatkowo artysta nie ma żadnych problemów z perspektywą. To wszystko zasługuje na pochwałę. Nie mam także zastrzeżeń do kadrowania i układu paneli na planszy. Intrygujący debiut, którzy wróży wiele dobrego na przyszłość.

Właściwie mógłbym ciągnąć listę dalej. Teraz zdaję sobie sprawę, że pominąłem co najmniej trzy pozycje, które powinny się na niej znaleźć:
– Michał Rzecznik (scen.), Leszek Wicherek (rys.), „Kot #1: Żona dyplomaty”, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2015.
– Maciej Kur (scen.), Piotr Bednarczyk (rys.), „Lil i Put #2: Chodu!!!”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
– Krzysztof Gawronkiewicz i inni (scen.), Krzysztof Gawronkiewicz (rys.), „Krzesło w piekle”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Przy okazji zapraszam do przeczytania i zapoznania się z „krótkim” podsumowaniem roku 2015 (klik! klik!), listą najlepszych zagranicznych komiksów dla dorosłych minionego roku (klik! klik!) oraz tekstu przedstawiającego komiksy dla dzieci wydane przez Egmont w 2015 roku (klik! klik!). Jeszcze jedna uwaga: klikając na tytuł komiku zostaniecie przeniesieni do sklepu, w którym możecie dokonać zakupów.

Komiksowy rok 2015: krótkie podsumowanie

17/01/2016 § Dodaj komentarz


2015

Podsumowując miniony rok koniecznie trzeba wspomnieć o ogromnej ilości komiksów, które się ukazały. Nie przypominam sobie, aby ostatnich 10 latach ukazało się ich aż tyle. Sam przeczytałem niespełna 200 komiksowych pozycji. Co dziwne, bo właściwie prawie zrezygnowałem z czytania superhero, nie kupuję ani WKKM, ani Marvel Now, ani Nowe DC Comics. Wydawcy szaleją, ale do czasu, gdy publikacje znajdują nabywców, należy mówić, że jest to pozytywne szaleństwo. Pozytywne dla czytelników, bo można wybierać, przebierać i grymasić („Tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie kupię”). Cieszy pojawienie się nowych oficyn: Znakomite, Kubusse, Planeta Komiksów, Incal oraz Scream Comics. Cieszy, że Bum Projekt, Studio Lain, Sideca czy Elemental nie zniknęły z rynku, jak to się stało z oficyną Nebeskey (Uwaga, korekta! Po opublikowaniu posta dostałem informację, że oficyna nadal istnieje i  ma w planach wydanie 3 tomu serii Daogopak). Wg mnie laur Wydawcy Roku 2015 należy się oficynie Timof i cisi wspólnicy, na mojej prywatnej liście dwudziestu najlepszych albumów (klik! klik!) minionego roku, jest aż 6 pozycji od tego edytora. a Kroniki dyplomatyczne uplasowały się na pierwszym miejscu. Osobny dyplom za świetną (niestety często niezauważaną) robotę przy wielu komiksach powinna otrzymać firma Dymkołamacze.

timof i cisi

Cieszę się, że Wydawnictwo Widnokrąg dalej publikuje komiksy, że pod skrzydłami oficyny znalazło się miejsce dla: Kasi Babis, Asi Bartosik, Michała Rzecznika, Leszka Wicherka i Przemka Surmy. Dodatkowo cieszy, że oficyny publikujące książki głownie dla dzieci, takie jak: Zakamarki, EneDueRabe czy Babaryba sięgnęły po komiksy dla dzieci. Rok 2015 był drugim z rzędu, w którym wydawnictwo Egmont kontynuowało tradycję publikowania komiksów nagrodzonych w Ogólnopolskim Konkursie im. Janusza Christy. Widać wyraźnie, że oficyna kładzie większy nacisk na regularne publikowanie komiksów przeznaczonych dla młodszych czytelników. Oprócz albumów konkursowych w minionym roku wystartowały serie: Smerfy, Mój kucyk Pony, Sisters oraz pakiet komiksów związanych z uniwersum Star Wars. Do tego Przygody TinTina wychodzą systematycznie. Dodatkowo pragnę podkreślić, że konkursowe publikacje nie są na jedno kopyto, ale są bardzo różnorodne, no i dają radę! W segmencie komiksów dla najmłodszych (i trochę starszych) chciałbym wyróżnić Studio JG za konsekwencję w prezentacji albumów z uniwersum Adventure Time.

dzien darmowego komiksu

Z komiksowych imprez na wyróżnienie zasługuje działalność Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu – organizator Dnia Darmowego Komiksu, Comics Wars oraz Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu. Podobało mi się także we Wrocławiu na Złotych Kurczakach, czyli iwencie poświęconym komiksom niezależnym i zinom. Bardzo fajnie, że w tym roku także będzie można uczestniczyć w wydarzeniu. Zwróciłem także uwagę na fakt, że rysownicy zapraszani byli na prowadzenie różnorakich warsztatów dla dzieci. Chciałbym w tym miejscu wyróżnić działania warszawskiej kluboksięgarni Badet. Na osobną laurkę zasługuje projekt W poszukiwaniu polskich superbohaterów. Idea, aby jeździć po szkołach ze spotkaniami zarówno dla uczniów, jak i ich nauczycieli, zasługuje na szczególne uznanie.

gawronkiewicz

Według mnie 2015 był rokiem Krzysztofa Gawronkiewicza, który za swoje działania w minionym roku powinien dostać złoty medal. Srebrny medal powinien otrzymać Jacek Świdziński, który nie dość, że wydał fenomenalny album Wielka ucieczka z ogródków działkowych, to także w trakcie wiosennej edycji POP!Festivalu zgarnął nagrodę Literacką im. Henryka Sienkiewicza (40 tysięcy PLN, to miła kaska). Brązowy medal powinien przypaść Wojciechowi Stefańcowi szczególnie za: Wróć do mnie, jeszcze raz i Mocarza, a także za Opowieści znad Bałtyku. Dyplom uznania pragnę także złożyć na ręce Sebastiana Frąckiewicza za wystawę Mój kraj taki piękny. Polski komiks o polskiej rzeczywistości. Szkoda, że ekspozycja była prezentowana tylko w poznańskim Arsenale. Tego typu wystawy powinny jeździć po kraju i być pokazywane w dużych i małych miastach.

moj-kraj-taki-piekny-plakatCo mnie smuci? Ano, że tak mało książek o komiksach się w tym roku ukazało, właściwie żadna, bo przecież o książce Grzegorz Rosiński. Monografia nie można powiedzieć, że jest to dzieło naukowe. Smuci mnie regres wydawnictwa Centrala. Smuci mnie, że nie udało mi się napisać o wszystkich wartościowych komiksach minionego roku.

ibbyPrzy okazji chciałbym wspomnieć o swoich osobistych sukcesach. Największym była nominacja do nagrody za upowszechnianie czytelnictwa w konkursie Książka roku 2015 organizowanym przez Polską Sekcję IBBY. I mimo tego, że ostatecznie nie ja dostałem nagrodę, to i tak bardzo, bardzo miło mi, że moja działalność na rzecz promocji czytelnictwa na Są komiksy dla dzieci została zauważona. Fajne także było wyróżnienie serwisu o2.pl, który uznał, że blog Kopiec Kreta, to „pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika komiksu”.

Najlepsze z najlepszych za rok 2015, część 1

12/01/2016 § 7 Komentarzy


W minionym roku ukazało się dużo, a nawet bardzo dużo komiksów. Wydawcy chyba oszaleli, ale do czasu, gdy publikacje znajdują nabywców, należy mówić, że jest to pozytywne szaleństwo. Pozytywne dla czytelników, bo można wybierać, przebierać i grymasić („Tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie kupię”). Gdy patrzę na swoją listę lektur za 2015, to wychodzi mi, że przeczytałem prawie 50 pozycji więcej niż rok wcześniej. Co dziwne, bo właściwie prawie zrezygnowałem z czytania superhero, nie kupuję ani WKKM, ani Marvel Now, ani Nowe DC Comics.

2015

Twarde dane statystyczne z ubiegły rok wyglądają tak: przeczytałem 287 książki, głównie komiksów i picturebooków, ale także trochę prozy (41 sztuki), esejów (3 sztuki) i poezji (2 sztuki). W ramach kronikarskiego obowiązku zaprezentuję kilka spisów. Dziś zapraszam do zapoznania się z listą najlepszych zagranicznych komiksów dla dorosłych, jakie przeczytałem w 2015 roku, a za jakiś czas zaprezentuję najlepsze polskie komiksy, najlepsze komiksy dla dzieci i najładniejsze picurebooki.

Najlepsze z najlepszych za rok 2015 zagraniczne komiksy dla dorosłych

okladka-4501. Abel Lanzac {właśc. Antonin Baudry} (scen), Christophe Blain (rys.), „Kroniki dyplomatyczne”, tłum. Krzysztof Umiński, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Ponad 200 stron o przerażającym świecie współczesnej polityki. Rzecz daje wgląd zakulisowe działania znaczących ministrów i ich przydupsów, znaczy się, doradców. Niby karykatura, ale opowiedziana w taki przekonywujący sposób, że nie mogłem oderwać się do lektury, podczas której na przemian śmiałem się i zgrzytałem zębami.

zrozumiec_komiks2. Scott McCloud (scen. & rys.), „Zrozumieć komiks”, przeł. Michał Błażejczyk, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Rzecz jest zajmująca i zarazem ekscytująca. Nie można się od niej oderwać, a to za sprawą tego, że autor cały czas mówi do czytelnika. Zrozumieć komiks to nie elementarz, który uczy, jak czytać komiksy. To także nie książka stricte naukowa. Jeśli już to wizualny esej, który pomaga zrozumieć procesy, jakie zachodzą podczas lektury. Jak już wspomniałem: fascynująca i przejmująca pozycja nie tylko dla wielbicieli sztuki sekwencyjnej, ale dla każdego.

okladka-4503. Cyril Pedrosa (scen. & rys.), „Równonoce”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
To dzieło przenikliwe, wymuszające czytelniczy respekt, imponujące treścią, formą i rozmachem. Rzecz konstrukcyjnie niewiarygodna. Ilość wątków, postaci, dialogów, plenerów, ważnych wydarzeń i epizodycznych zdarzeń jest tak duża, że ciężko w kilku zdaniach przybliżyć fabułę. Równonoce to rzecz godna wielokrotnej lektury, aby wyłapać wszystkie nici, którymi powiązane są postaci czy też po to, aby podziwiać maestrię rysunku, aby „przystanąć” i zastanowić się nad możliwymi strategiami, dzięki którym możemy sobie radzić z chwilami nagłej ciemności.

vives4. Bastien Vivès (scen. & rys.), „Polina”, tłum. Wojciech Birek, Timof Comics, Warszawa 2015.
Polina to piękna opowieść o stawaniu się primabaleriną, prawdziwą Tancerką, której świadomość własnego ciała i osobistej drogi życiowej wykuwa się w cierpieniu, walce, akceptacji, buncie i, ostatecznie, zrozumieniu. Francuski artysta opowiada swoją historię z wielką umiejętnością i wyczuciem. uch ciała to specjalność Vivèsa. Artysta przekazuje gibkie i giętkie ruchy swoich postaci nadzwyczaj naturalnie, często jego ilustracje mają charakter szybkiego i nieprecyzyjnego szkicu, który pojawia się bez wysiłku. Styl jest bardziej ekspresjonistyczny niż realistyczny, co pozwala czytelnikowi skupić się na intencji, nie gubiąc się w szczegółach tła lub postaci. Wyraźnie czuć emocje, które przekładają się znaczące gesty: wzruszenie ramion, rozrzucenie rąk, nerwowe przekładanie palcami, splecione wokół ciała ręce, znaczące pochylenie głowy czy nerwowo zaplecione dłonie na pasku torby. To pozycja bardziej do oglądania niż czytania.

okladka-4505. Daniel Clowes (scen. & rys.), „David Boring”, tłum. Wojciech Góralczyk, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Uwielbiam komiksy Clowesa z to, że jego produkcje zaczynają się od realnego i banalnego wydarzenia, które ze strony na stronę traci swoją oczywistość, zamieniając się w całą rwącą rzekę niefortunnych epizodów, prowadzących do spektakularnej katastrofy. Do tego autor ma niebywałą zdolność diagnozy współczesnych lęków, pragnień, obsesji i marzeń. No i piesze swoim postaciom błyskotliwe dialogi. Nawet jeśli czytelnik ma pewne problemy, aby utożsamić się z jakimś konkretnym bohaterem, to w pewnych aspektach intelektualnych i psychologicznych odnajduje dawnego siebie.

okladka-4506. Darwyn Cooke (scen. & rys.), „Nowa granica”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Dopiero w tym roku odkryłem dla siebie prace Cooke’a. Serię Parker czytam od pierwszego albumu, a jednak dopiero lektura Nowej granicy otworzyła mi oczy. Poza niewieloma wyjątkami komiksy superhero to czysta, nieskrępowana niczym rozrywka. W tym albumie jest coś więcej: podziwiamy świat, który odszedł. Wydawać by się mogło, że całkiem odszedł w niepamięć, a jednak kanadyjski autor dokonał cudu.

okladka-4507. Joann Sfar & Sandrina Jardel (scen.), Joann Sfar (rys.) „Aspirine”, tłum. Katarzyna Sajdakowska & Jakub Jankowski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Rok temu pierwszy tom z przygodami wampira Fernand wylądował na pierwszym miejscu mego podsumowania. W bieżącym komiks wylądował trochę dalej, może dlatego, że to nie Nosferatu gra pierwsze skrzypce w opowieści. Choć w komiksie odnaleźć można wszystkie rozpoznawalne elementy, za które tak wysoko cenię Sfara: dystans i ironię w opisie skomplikowanych relacji damsko-męskich.

Battling boy8. Paul Pope (scen. & rys.), „Battling Boy”, tłum. Marceli Szpak, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Komiks Paula Pope’a wciąga od pierwszej planszy. Amerykański artysta funduje swoim czytelnikom pasjonującą rozrywkę w formie czystej. Akcja toczy się szybko. Chociaż scenarzysta używa ogranych schematów, to nie jest to typowa pulpa spod znaku superhero. Ze względu na głównego bohatera, jego wiek i emocje, mamy do czynienia z opowieścią przygodową o charakterze inicjacyjnym.

Stworca9. Scott McCloud (scen. & rys.), „Stwórca”, tłum. Wojciech Ciecieląg, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Uniwersalna opowieść o tym czym jest prawdziwa sztuka oraz o tym, jak odróżnić wyrobnika od artysty. W dobie rozwijającej się absurdalnej potrzeby ocalenia własnego nazwiska od zapomnienia, warto po komiks sięgnąć. Opowieść pomaga przywrócić właściwe proporcje w życiu, zrozumieć swoje miejsce i zaakceptować własne wybory. Narracja toczy się wartko, narracja wciąga, wizualnie jest miło dla oka, a Nowy Jork wypada bardzo realistycznie.

komiksy tove jansson10. Tove Jansson (scen. & rys.), „Muminki. Komiksy #1”, przekł. Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo EneDueRabe, Gdańsk 2015.
Wydawnictwu EneDueRabe kibicowałem od chwili, gdy dowiedziałem się, że gdańska oficyna przymierza się do publikacji. Występujące w komiksie postaci są znane, a jednak, mam wrażenie, że ich charakter i osobowość trochę się różni od tego, co znamy z powieściowej „klasyki”, są jakby bardziej wyraziści (tj. ludzcy). Muminek nie jest aż taką ciapą, Ryjek jest wielkim krętaczek i cwaniakiem, Panna Migotka jest nad wyraz próżna i wyrafinowana, a Tatuś Muminka ma wyraźne problemy z nadużywaniem alkoholu. Jedynie Mama Muminka nadal jest ostoją zdrowego rozsądku, spokoju i cierpliwości. W ubiegłym roku ukazało się kilka starych, klasycznych już komiksów (choćby Pippi, Storm czy Valerian, ale komiksowe Muminki to klasa sama w sobie.

Druga dycha już bez uzasadnień:
11. Jean-Michel Charlier (scen.), Jean Giraud (rys.), „Blueberry #5”, przeł. Wojciech Bierk, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
12. Charles M. Schulz (scen. & rys.), „Fistaszki zebrane. 1975-1976”, przeł. Michał Rusinek, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
13. Simon Hanselmann (scen. & rys.), „Czary zjary”, tłum. Marceli Szpak, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
14. Alexandro Jodorowsky (scen.), Mœbius {właśc. Jean Giraud} (rys.), „Oczy kota”, tłum. Olga Mysłowska, Wydawnictwo Bum Projekt, Warszawa 2015.
15. Joe Hill {właśc. King Joseph Hillstrom}, (scen.), Gabriel Rodriguez (rys.), „Locke & Key #2: Łamigłówki”, przeł. Jakub Pietrasik, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2015.
16. Joann Sfar (scen. & rys.), „Kot rabina #6: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
17. Joann Sfar (scen.), Christophe Blain (rys.), „Sokrates półpies”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
18. Dylan Horrocks (scen. & rys.), „Sam Zabel i magiczne pióro”, tłum. Robert Lipski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
19. Ed Brubaker (scen.), Sean Phillips (rys.), „Fatale #2: Diabelski interes”, tłum. Piotr Lipski, Mucha Comics, Warszawa 2015.
20. Hermann {właśc. Hermann Huppen} (scen. & rys.), „Wieże Bois-Maury #10: Oliwier”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.

Podsumowując: Powyższy spis to moja prywata. Nie starałem się stworzyć obiektywnej listy najlepszych komiksów wydanych w minionym roku w Polsce, a jedynie przedstawić osobiste wybory czytelnicze. Przygotowując listę, nie brałem pod uwagę reedycji, dlatego wypadły ważne i dobre pozycje: Batman: Rok pierwszy, Trzy cienie czy Podróż smokiem Diplodokiem. Z listą można się nie zgadzać lub zgadzać, zapraszam do komentowania i przedstawiania swoich wyborów.
Jeszcze jedna uwaga: klikając na tytuł komiku zostaniecie przeniesieni do sklepu.

Moje podsumowanie roku 2013

06/01/2014 § 1 komentarz


Poniższy tekst napisałem na zamówienie „Kolorowych Zeszytów” w ramach cyklu „Moje podsumowanie roku 2013”.
kolorowe

Jaki był rok 2013? Dobry? Zły? Zależy z czyjej perspektywy na niego spojrzeć. Jako „czytelnik” jestem bardzo z niego zadowolony: oferta bogata i różnorodna. Jako „recenzent” także jestem zadowolony: ukazało się dużo dobrych komiksów, o których z przyjemnością pisałem. Jako „propagator” medium również nie będę narzekał.
W ubiegłym roku najbardziej zajmowały mnie komiksy dla dzieci. Im poświęcałem najwięcej czasu i uwagi. Stąd w moim podsumowaniu roku 2013 chciałbym się skupić właśnie na nich. Nie chcę powiedzieć, nawet zasugerować, że w minionym roku nie ukazały się znaczące „komiksy dla dorosłych”. Ukazały się! Moja prywatna lista 10 najbardziej wartościowych i najciekawszych komiksów minionego roku pojawi się na Kolorowych za kilka dni.
Komiksy dla dzieci są dla naszego rynku równie ważne, jak nominacja do Nagrody Nike dla Macieja Sieńczyka za album Przygody na bezludnej wyspie czy Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, czy publikacje Wydawnictwa Komisowego, czy otwarcie w Poznaniu stricte komiksowej galerii Cheap East, czy specjalistyczny sklep z oryginalnymi pracami ArtKomiks, czy wizyta Nicolasa Presla na Conrad Festival w Krakowie, czy Operacja Komiks w Opolu, czy regularne ukazywanie się „Zeszytów Komiksowych” (chciałbym zanzczyć, że dzięki wsparciu finansowemu MKiDzN oraz Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu ich cena jest bardzo przystępna), czy projekt Praga Gada, czy reaktywacja seriali komiksowych Koziorożec, Murena lub Skorpion, czy ważne wystawy Michała Śledzińskiego, Przemysława Truścińskiego lub Jakuba Woynarowskiego, czy książka Komiks w szponach miernoty autorstwa Jerzego Szyłaka, czy książka Niezwykła historia Marvel Comics wydana przez oficynę Sine Qua Non, czy spotkania w ramach Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu, czy książka Łukasza Kowalczuka poświęcona dziedzictwu TM-Semic, czy Maszin i jego podboje, czy kolejne numery „Gili-Gili” lub „Zeszytu”, czy działy komiksowe na serwisach internetowych poświęconych książkom i kulturze, na których wcześniej nie gościły (dla porządku wymienię choćby: instytutksiazki.pl, artpapier.com, culture.pl, ryms.pl, booklips.pl, xiegarnia.pl), czy…
czytajacyDlaczego w takim natłoku zdarzeń, spotkań, warsztatów, festiwali, wystaw, premier, wznowień i debiutów wyróżniam publikacje przeznaczone dla najmłodszych? Nie jestem pewien, czy uda mi się sensownie na to pytanie odpowiedzieć, ale postaram się.
Najpierw jednak trochę informacji statystycznych. W minionym roku ukazało się co najmniej 14 pozycji, które śmiało można zaliczyć do tej grupy. Na liczbę tę składają się nie tylko publikacje w ramach Krótkich Gatek i Centralki, ale pomijam, niesłusznie, pozycje wydane przez Egmont oraz Taurus Media.
14 sztuk, przy ponad 200 innych, to nie jest wiele. Jednakże mam wrażenie, że wydanie tych albumów w ubiegłym roku ma niemałe znaczenie dla wydawców, a co za tym idzie i dla czytelników. Oczywiście można mówić, że szum medialny towarzyszący tym publikacjom był „proporcjonalnie zbyt duży”, bo chyba żaden z komiksów wydanych w ubiegłym roku nie miał aż tylu pozytywnych recenzji co na przykład: Norka zagłady, Jaś Ciekawski czy Miś Zbyś. Dodatkowo można zauważyć swoisty paradoks, wskazując na pewną niekonsekwencję – przez wiele lat „środowisko” starało się pokazać, że komiksy są „wartościowym medium” dla dorosłych, gdyż poruszają tematy ważne i znaczące, a w 2013 roku poszła fama, że komiksy są dla dzieci. To jednak dwie odrębne sprawy i nie należy ich ze sobą łączyć. Po prostu w Polsce (w końcu!) zaczęły się ukazywać komiksy dla dzieci, które są dla dzieci, a dorośli mogą je czytać niejako „przy okazji”. Publikowanie albumów dla najmłodszych to element konieczny i niezbędny dla pełnej normalizacji rynku wydawniczego.
Dodatkowo dzięki nim być może pojawią się kolejne pokolenia, które będą chciały czytać w dorosłym życiu komiksy. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na drobny, ale znaczący fakt: rodzice, którzy kiedyś czytali komiksy, nagle na nowo zaczynają je odkrywać; sądząc po komentarzach, wpisach, postach na różnych blogach czytelniczych – tak się właśnie dzieje.
Działania Centrali i Kultury Gniewu zostały zauważone poza środowiskiem komiksowym, Monika Obuchow pisze: „zaczęły się dziać rzeczy dobre, odżywa komiks kierowany do dzieci – zarówno importowany (Jaś Ciekawski, twórczość Shauna Tana z pogranicza gatunków, Pustelnik, Hilda), jak i rodzimy (edukacyjny i zacny, a jednocześnie uwielbiany przez dzieci Samojlik). Jest co dzieciom dawać. To też uznam za doniosłe wydarzenie 2013 roku”. (Uwaga na marginesie powyższego cytatu z rozmowy z Szymonem Holcmanem: „Ładnie napisane, jest szansa, że nowi czytelnicy urosną”. Na co on odpowiedział „Trochę tych nowych już widziałem”.)
Jeśli Centrala i Kultura Gniewu (a może i inne wydawnictwa; patrz: Konkurs im. Janusza Christy) w następnych latach będą regularnie drukowały komiksy dla dzieci, to wówczas będziemy mieli do czynienia z długofalowym projektem popularyzacji medium. Co może wyjść nam wszystkim tylko na dobre. Uważam, że WKKM jest potrzeba i niezbędna na rynku, ale komiksy dla dzieci również.
Chciałbym jeszcze wspomnieć i wyróżnić dwie inicjatywy mocno związane z omawianym tematem. W Teatrze Studio w Warszawie z okazji Dnia Dziecka miał swoją premierę spektakl Łauma. Bajka zbyt straszna dla dorosłych. Teatralna adaptacja popularnego komiksu Karola Kalinowskiego grana jest nadal, najbliższe spektakle w połowie lutego. Natomiast 14 czerwca w ubiegłym roku w Krakowie w Teatrze Figur swoją premierę miał spektakl Mglisty Billy, na podstawie komiksu Guillaume’a Bianco, który kilka miesięcy później otrzymał Nagrodą Główną Jury Juniorów Festiwalu Teatralnego Korczak 2013.

Na zakończenie dwa przygotowałem jeszcze dwa cytaty:
1) „Z prawdziwym zainteresowaniem przeczytałam komiks(…). Świetnie się go czyta, doskonale ogląda. Sama przed sobą przyznaję, ale i chętnie czynię to publicznie, że sztuce komiksu należy się szacunek i liczę na to, że z ambitnymi wydawnictwami, jakim jest m.in. Centrala, łatwiej będzie go zyskać w szerszym gronie czytelników. Polecam!” – Agata Hołubowska, qlturka.pl.
2) „Nie ma co się przed tym bronić. Nie bójmy się kupować dzieciom komiksów. Czytajmy je z nimi wspólnie, zagadujmy o ilustracje, bawmy się razem z nimi. Nie ma obaw, by dziecko uciekło w komiks przed książką, by komiks w jakikolwiek sposób mu zaszkodził. Wiem to na swoim przykładzie” – Dorota Jędrzejewska, Experymentt.

dla dzieci
To już ostatnia lista (poważnie!) najlepszych komiksów, jakie ukazały się w ubiegłym roku.

Najlepszy komiks dla dzieci wydany w 2013 roku w PL

1. Luke Pearson (scen. & rys.), „Hilda i Nocny Olbrzym”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
2. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Ryjówka przeznaczenia #2: Norka zagłady”, kultura gniewu, Warszawa 2013.
3. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Bartnik Ignat i skarb puszczy”, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
4. Luke Pearson (scen. & rys.), „Hilda i Troll”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
5. Delphine Bournay (scen. & il.), „Chrupek i Miętus – dzikie zwierzęta”, tłum. Jadwiga Jędryas, Dwie Siostry, Warszawa 2013.
6. Mathias Picard (scen. & rys.), „Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu”, ”, kultura gniewu, Warszawa 2013.
7. Dominik Szcześniak (scen.), Piotr Nowacki (rys.), Sebastian Skrobol (kolory), „Tim i Miki. W krainie psikusów”, Timof i cisi wspólnicy & Sklep.gildia.pl, Warszawa 2013.
8. Marzena Sowa (scen.), Berenika Kołomycka (rys.), „Tej nocy dzika paprotka”, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
9. Jakub Grochola (scen. & rys.), „Malcolm”, Wydawca: Piotr Szreniawski & Mydło Zin, Kraków 2013.
10. Maciej Jasiński (scen.), Piotr Nowacki (rys.), Norbert Rybarczyk (kolory), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #1: Lis, ule i miodowe kule”, kultura gniewu, Warszawa 2013.

Żadnego podsumowania roku 2012 nie będzie

31/12/2012 § 2 Komentarze


Żadnego podsumowania roku 2012 nie będzie. Informacyjnie: przeczytałem w mijającym roku przeszło 180 książek, ponad 130 z nich to komiksy.
Źle się czuję, jestem chory. Nie mam ochoty szukać w zapiskach wszystkich tytułów, zastanawiać się nad tym, który był lepszy, a który gorszy, który mi się bardziej podobał, a który mniej. Pewnie są i takie, które mnie rozczarowały. Dla zainteresowanych polecam śledzenie informacji na stronie Komiks Roku, w tym roku na szczęście nie ma Pana Muchy, więc może ranking będzie miał większy sens.
A przecież nie wszystkie przeczytałem, nadal na nocnym stoliku leżą nieruszone: Habibi Craiga Thompsona, Zagubione dziewczęta Alana Moore’a i Melindy Gebbie, Ksionz Dominika Szcześniaka i Marcina Rusteckiego, Kiki z Montparnasse’u José-Louisa Bocqueta i Catela oraz kilka innych. Niektórych nie mam jeszcze w swoich zbiorach.
Po głębszym zastanowieniu, jednak chciałbym zwrócić uwagę na dwie pozycje, które w tym roku mnie bardzo poruszyły:
1) Elodie Durand (scen. & rys.), Parenteza, tłum. Wojciech Prażuch, Wydawnictwo POST, Kraków 2012.
Nie napisałem recenzji z tej książki, choć przez 10 miesięcy nosiłem się z zamiarem. To najbardziej przejmujący komiks jaki w tym roku przeczytałem.
2) Tomasz Samojlik (scen. & rys.), Ryjówka przeznaczenia, Wydawca Instytut Biologii Ssaków PAN, Białowieża 2012.
Recenzję napisałem, jest do przeczytania :tu: Cieszy bardzo informacja, że kultura gniewu wyda kolejne dwie części z przygodami Dobrzyka.
Uważam, że mijający rok był dobry. Niestety Wydawnictwo Ważka zawiesiło działalność, ale pojawiło się bardzo ciekawe wydawnictwo SmallPress, reaktywowało się wydawnictwo Manzoku (co prawda wydało tylko jeden tytuł, ale zawsze coś).
centralka

Rok 2013 zapowiada się bardzo, bardzo interesująco. Zwiastuny wydawnicze Centrali, kultury gniewu, timof comics & Mroja Press oraz Wydawnictwa Komiksowego (to debiutant, który ma w zapowiedziach już 9 pozycji). Dodatkowo Centrala i kultura gniewu uruchamiają serie komiksowe przeznaczone dla dzieci. Seria poznańskiego wydawnictwa ma już swoją nazwę – Centralka – i logo.
Mam tylko nadzieję, że ceny premier 2013 będą przystępne. Apeluję do rodzimych wydawców o zdrowy rozsądek przy ustalaniu ceny okładkowej.

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with podsumowanie roku at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: