Batman #10: Epilog

20/09/2017 § Dodaj komentarz


 Koniec nowego Batmana

Zdawało się, że w kwestii Batmana z Nowego DC Comics (czy jak kto woli The New 52) wszystko zostało już powiedziane. Poprzedni tom (klik! klik!) zakończył historię z nowym, potężnym wrogiem – panem Bloomem, rozwiązał też wątek z Gordonem w roli nowego obrońcy Gotham i zakończył się powrotem jedynego słusznego Człowieka Nietoperza. A jednak Scott Snyder i James Tynion IV (z drobną pomocą Raya Fawkesa) nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Teraz nadszedł czas na epilog całej opowieści, która zaczęła się w imponujący sposób Trybunałem sów (klik! klik!). A zatem poznajcie ostatnie historie z „nowym” Batmanem.

Tym razem czytelnicy nie dostają jednak jednej konkretnej opowieści, a cztery krótkie fabuły stanowiące pożegnanie z serią pisaną przez Snydera. W pierwszych dwóch cofamy się czasie, najpierw o pięć lat, potem jedynie na kilka chwil przed aktualnymi wydarzeniami. W pierwszej historii Batman włamuje się do siedziby Lexa Luthora by zdobyć związek Cauldera. W drugiej Bruce Wayne, wciąż cierpiąc na amnezję, powraca do odzyskanej posiadłości, która do niedawna służyła za zakład psychiatryczny. Jak się jednak okazuje, Clayface, Riddler i Mr. Freeze zdołali uciec i chcą zemścić się na Wayne’ie, który teraz jest zupełnie bezbronny.

W kolejnej opowieści, dziejącej się już po wydarzeniach poprzedniego tomu, w Gotham dochodzi do tajemniczej awarii prądu. Batman musi wkroczyć do akcji, bowiem cele z przestępcami zostały otwarte, a także wyjaśnić co właściwie się dzieje. Album kończy natomiast historia, w której przestępca zwany Crypsis włamuje się do banku, w którym nie trzymają oszczędności żadni bogaci ludzie, by okraść pewną skrytkę. Batman wkracza do akcji, przypominając sobie różne momenty ze swojego życia, które przemieniły go w obrońcę Gotham.

Trybunał sów. Mr. Freeze. Riddler. Clayface. Bane. Pingwin. Killer Crock. Poison Ivy. Strach na wróble. W ostatnim tomie swoich przygód Batman spotyka wielu swoich wrogów, ale autorom nie zależy na przedstawianiu kolejnych starć, a zagłębieniu się w postać obrońcy Gotham, jego przeszłość, przyszłość (wątek klonów powraca, chociaż nie wnosi właściwie nic do finału poprzedniego tomu) oraz znaczenia dla miasta. Jednak w odróżnieniu od kończących przygody z Nowego DC Comics, Superman: Ostatnie dni Supermana (klik! klik!) czy Liga Sprawiedliwości: Wojna Darkseida (klik! klik!), Batman: Epilog to opowieść, którą właściwie można pominąć, bo nie jest konieczna. Wszystkie wątki zostały już zakończone, teraz autorzy jedynie składają hołd postaci tak, aby seria zamknęła się na 52 zeszytach, jak na New 52 przystało (to jednak nie jedyne odniesienia do tej liczby w niniejszym albumie). Jednakże ci, którzy dobrze bawili się czytając całą serię Batman, dobrze będą bawić się i teraz. Szczególnie w przypadku trzeciej z opowieści – Gotham, klimatycznej i bardzo sentymentalnej.

Szata graficzna albumu jest tradycyjnie przyjemna. Najlepiej wypada wprawdzie wspomniane Gotham Grega Capullo, ale prostsze i bardziej brudne ilustracje innych artystów też mają swój urok. Znakomicie prezentują się też alternatywne okładki, a w szczególności ta stworzona przez Johna Romitę Jr.

Jeśli jesteście zatem miłośnikami Batmana i dobrze bawiliście się przy jego serii z Nowego DC Comics, będziecie zadowoleni. A zapowiedziane już nowości z tym bohaterem spod szyldu Odrodzenie prezentują się ciekawie. Na fanów obrońcy Gotham czeka więc dużo dobrej zabawy, a to w końcu dopiero początek nowego, intrygującego rozdziału. Zanim ten jednak rozpocznie się na dobre, mamy niniejsze krótkie opowiastki. Taki deser po konkretnej uczcie, jaką była seria.

Scott Snyder & James Tynion IV & Ray Fawkes (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Roge Antonio & inni (rys.), „Batman #10: Epilog”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1169, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman: Ostatnie dni Supermana

01/09/2017 § Dodaj komentarz


 Kolejna śmierć Supermana

Superman umierał kilka razy. Zaczynając od sfingowania własnej śmierci jeszcze w latach 40. XX wieku, po tę właściwą, która wstrząsnęła nie tylko uniwersum DC, ale i obiła się głośnym echem w realnych mass mediach. Temat poruszył nawet Alan Moore. Jednakże tak naprawdę Człowiek ze Stali umarł tylko raz. Przynajmniej dopóki nie powstała niniejsza opowieść, kolejna zamykająca pewien etap historii bohatera i wydawnictwa.

Superman powoli, acz nieubłaganie umiera. Po wizycie w ognistych studniach Apokolips, kuracji w kryptoniotowej komorze w ARGUS-ie oraz walce z Rao jego życie powoli dobiega końca. Trawiony jest przez chorobę, na którą nie ma lekarstwa. Clark nie zamierza chwytać się rozpaczliwie żadnej nadziei – wie, że to nic nie da. Pogodził się ze swoim losem, stawiał czoła śmierci dość wiele razy, aby nie bać się odejścia. Jednak ciężko mu przejść do porządku dziennego nad tym, że nie będzie mógł już ratować ludzi. Powoli zaczyna żegnać się z bliskimi. Dlatego stara się, z pomocą Batmana, odnaleźć kuzynkę Karę i zrobić jak najwięcej dobrego, póki jeszcze może.

Tymczasem w Chinach pewna kobieta prowadzi dziwne eksperymenty. Wkrótce potem w USA pojawia się pewna płonąca istota, która twierdzi, że jest prawdziwym Supermanem. Clarka czeka więc jeszcze jedno starcie, być może ostatnie w jego życiu…

W dobie, kiedy to śmierć i zmartwychwstanie wszelkich komiksowych superbohaterów są na porządku dziennym (a jednocześnie i tak przyciąga czytelników, bo choć nikt już nie wierzy w ostateczny zgon któregoś z herosów, to jednak ciekaw jest jak tym razem twórcy to odwrócą), Superman jest jednym z nielicznych wyjątków, które zza grobu powróciły właściwie tylko jeden raz. Dlatego też tworzenie opowieści o jego „ponownym” zgonie było rzeczą kontrowersyjną. Czymś, co miało zadatki na bycie strzałem albo w dziesiątkę, albo w kolano. Na szczęście Superman: Ostatnie dni Supermana to znakomity album, lepszy niż Śmierć Supermana z lat 90. XX wieku, która, mimo swojej przełomowej treści, pełna była błędów, kiczu i porażającego wręcz patosu, jednocześnie nie oferując właściwie nic poza trwającą przez kilka zeszytów walką zakończoną zgonem tytułowego bohatera i jego przeciwnika.

Fabuła Ostatnich dni… jest złożona. Tak, jak to było w przypadku Lois i Clark (klik! klik!), wcześniejszego tomu Drogi do Odrodzenia, tak i tutaj widać echa wcześniejszej śmierci oraz wydarzeń, jakie rozegrały się potem. Całość jest ciekawa, dobrze poprowadzona, bardzo emocjonalnie ujęta, a przede wszystkim sprawdza się znakomicie jako zamknięcie etapu Nowego DC Comics (czy jak chce tego oryginał The New 52) i otwarcie Odrodzenia. Nowy Superman umiera. Stary powraca. Następuje symboliczna zmiana warty. Zaczyna się kolejny rozdział opowieści o superbohaterze z „S” na piersi i zapowiada się on bardzo ciekawie.

A jak tom prezentuje się od strony graficznej? Bardzo dobrze. Kreska i kolor są nowoczesne, ale w dobrym stylu, nastrojowe i realistyczne (choć nie zawsze, bo czasem przedstawienie postaci ma w sobie coś z mangi). Wprawdzie bardziej podobały mi się rysunki w Lois i Clark, ale i Ostatnim dniom… nie mam pod tym względem nic do zarzucenia.

Jeśli więc jesteście fanami Supermana, DC albo po prostu szukacie dobrych, epickich komiksów rozrywkowych, niniejszy album to pozycja dla Was. Dobrze napisana, równie dobrze narysowana. Rzecz spodoba się miłośnikom serii, jak i nowym odbiorcom. Polecam i nie mogę się już doczekać regularnych serii z Odrodzenia.

Peter J. Tomasi (sc.), Ed Benes & Dale Eaglesham & Scot Eaton & Mikel Janín & Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Paul Pellerier (rys.), „Superman: Ostatnie dni Supermana”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1178, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Mikel Janín at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: