Punisher Max. Tom 3

11/01/2018 § Dodaj komentarz


 Punisher: seks i przemoc

Pierwszy komiks z Punisherem przeczytałem, kiedy miałem osiem czy dziewięć lat. Nie pamiętam o czym był, ale jedna rzecz została mi w pamięci na zawsze: scena, w której Frank Castle walczył z rekinem. Dlatego też niniejszy tom obudził we mnie sentymentalne uczucia – tu także Mściciel znajduje się w podobnej sytuacji. Trzecia część cyklu Punihser Max pisanego przez Ennisa, to kawał rewelacyjnego komiksu. Pełnego seksu, przemocy, okrucieństwa i brudu, ale też i emocji oraz akcji. Całość podana wprawdzie w wulgarny, ale znakomity sposób.

Co tym razem czeka na Franka? W trakcie rutynowego polowania na przestępców, Mściciel staje się świadkiem walki pewnej kobiety z napastnikami. Oczywiście wkracza do akcji, ratuje, wykańcza wrogów i jednocześnie angażuje się w sprawę, z jaką nie miał zbyt wiele do czynienia w swojej karierze. Punisher słynnie w końcu z walki z mafią, handlarzami narkotyków etc., teraz przyjdzie mu jednak stawić czoła handlarzom ludzi pochodzącym ze Wschodniej Europy, którzy do łatwych przeciwników nie należą. Weterani czystek etnicznych, gotowi są na prawdziwą wojnę byle pilnować swoich interesów, a na dodatek nie istnieje chyba zbrodnia, której by się nie dopuścili. Jakby tego było mało, w sprawę angażuje się także policja…

W Barakudzie, czyli w drugiej opowieści, Frank zajmuje się tropieniem handlarzy narkotyków. Media i policja interesują się nim bardziej, niż dotychczas. Wszystko to sprawia, że nasz mściciel trafia do Miami, gdzie przyjdzie mu rozliczyć się z pewną korporacją i stawić czoła Barakudzie, kolejnemu choremu szaleńcowi, z jakim zetknął go los.

Martwe dzieci, zmuszone do prostytucji kobiety, rozczłonkowane ciała, płonący żywcem ludzie, ofiary pożerane przez rekiny… Garth Ennis, twórca Kaznodziei (klik! klik!), nie zwalnia tempa, a pisane przez niego opowieści cały czas utrzymują wysoki poziom. Całość jest brutalna, przepełniona chorą przemocą i ostrym seksem, ale jednocześnie wciąga, emocjonuje i potrafi zachwycić. Zresztą drastyczność także należy do zalet cyklu – ekstremalne wrażenia mają w końcu swoją wartość. Ennis często przekracza wprawdzie granice absurdu, ale robi to z takim wdziękiem, że możemy przymknąć na to oko.

Znakomicie wypadają też szata graficzna i wydanie. Pierwsza, choć za poszczególne historie odpowiadają różni artyści, zawsze jest brudna, krwawa, mroczna i mocno skupiona na makabrycznych detalach. I zawsze jest też udana, bo rysownicy wybrani do przeniesienia na papier wizji Ennisa są znakomici w swoim fachu. Co się zaś tyczy wydania, mamy tu papier kredowy, twardą oprawę, bardzo dobrą jakość całości i całkiem sporą galerię szkiców.

Jeśli szukacie mocnego komiksowego dreszczowca dla dorosłych, to Punisher Max będzie strzałem w dziesiątkę. Nie jest to oczywiście seria dla wszystkich, ale miłośnicy brutalnych sensacji w stylu filmów Tarantino czy Rodrigueza będą zachwyceni. Tytuł wart polecenia, jak rzadko który od Marvela.

Garth Ennis (sc.), Leandro Fernández & Goran Parlov (rys.), „Punisher Max. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1258, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 2

05/12/2017 § Dodaj komentarz


  Zimna wojna Punishera

Punisher Max Gartha Ennisa (scenarzysty takich serii, jak: Kaznodzieja, Hellblazer czy Chłopaki) to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów, jakie ma do zaoferowania seria Marvel Classic. Mroczna, brutalna, zniesmaczająca, ale poruszająca, intrygująca i dojrzała. Oferuje ekstremalną rozrywkę w stylu filmów Quentina Tarantino, podaną w znakomitym stylu. Pierwszy tom wysoko postawił poprzeczkę (klik! klik!), drugi na szczęście trzyma poziom, oferując nawet jeszcze więcej brudu i akcji niż dotychczas.

Nikt tak „dobrze” jak Punisher nie radzi sobie z przestępcami. Wiedzą o tym wszyscy, którzy zaliczają się do półświatka, wiedzą też władze i stróże prawa, dlaczego więc rząd miałby pozostać na to ślepy? Całkiem niedawno temu nasz bohater dostał propozycję działania dla rządu właśnie – odmówił (i to w typowy dla siebie sposób), teraz jednak na prośbę Nicka Fury’ego podejmuje się zadania, któremu chyba nikt inny by nie podołał.

Otóż istnieje niezwykle morderczy wirus nazywany Barbarossa, jednak przepadły wszelkie jego próbki poza jedną znajdującą się w ciele małej dziewczynki. Tę złapali Rosjanie i chcą wyizolować wirus, ale bez posiadanych przez Amerykan informacji nie są w stanie tego zrobić. Jakby tego było mało, dziecko dostało antidotum i wirus przepadnie w ciągu 48 godzin, dlatego Punisher ma niewiele czasu by uratować małą i jednocześnie nie dać się złapać rosyjskim oddziałom. Kiedy wraz z partnerem zostaje uwięziony w nuklearnej bazie, zaczyna się rzeź, która może wywołać trzecią wojnę światową i zrównać z ziemia całą Rosję, dlatego też amerykańscy wojskowi dają zielone światło bestialskiej operacji mającej na celu odsunięcie od siebie wszelkich podejrzeń.

W drugiej opowieści gangster Nicky Cavella, szaleniec, jakich nie spotyka się co dzień, wpada na pomysł zniszczenia Punishera. Na dobry początek odkopuje i bezcześci zwłoki rodziny mściciela, co nagrywa i podsyła wszystkim stacjom telewizyjnym. Zaraz po tym rozpoczyna kolejne działania, które pogrążają Nowy Jork w brutalnym chaosie, a to zaledwie wstęp…

W bieżącej odsłonie Ennis, o wiele mocniej niż poprzednio, sięga po uwielbiane przez siebie tematy. Wprawdzie kwestie religijne nie są tu prawie wcale poruszane, ale mamy dużo seksu, przemocy, wojennych klimatów i bestialstwa wszelkiej maści. Od kazirodztwa i kanibalizmu, przez więzienną rzeczywistość i bezlitosną politykę ukazującą wojskowych jako gorszych od terrorystów, na wnikaniu w gangsterskie realia i mordowaniu członków rodziny skończywszy, Ennis z typowym dla siebie uwielbianiem zanurza się w brudzie, czerpiąc wręcz chorą satysfakcję z wrażenia, jakie wywołuje efekt finalny. Ale nie jest to tylko i wyłącznie epatowanie kontrowersjami dla samych kontrowersji, wiąże się z tym bowiem całkiem sporo głębi, która zmusza do refleksji.

Oczywiście autor nie zapomina o solidnej dawce akcji. Zaczyna się szpiegowsko-wojenną historią, w stylu Johna Rambo, gdzie Punisher masakruje rosyjskie oddziały strzelając do żołnierzy z działka przeciwlotniczego. Potem mamy typowe dla serii gangsterskie klimaty, gdzie brutalność przekracza granice dobrego smaku. A wszystko to podane w realistyczny, poważny, dojrzały i wulgarny sposób, bez mieszania do wydarzeń jakichkolwiek marvelowskich herosów (Fury się nie liczy, jako że przede wszystkim jest agentem i nie posiada żadnych mocy). Do tego mamy też znakomitą szatę graficzną – choć przyznam szczerze, że drugą z zawartych tu opowieści chciałbym zobaczyć w wykonaniu Johna Romity Jr., który udowodnił Kick Assem jak doskonale czuje podobne klimaty (i ze zmienionym kolorem, choć ten też jest całkiem niezły) – i świetne wydanie.

Nic tylko polecać lekturę. To w końcu, jak już wspominałem, jedna z najlepszych opowieści Marvela wydawanych na naszym rynku i warto ją poznać, choć zdaję sobie sprawę, że nagromadzenie brutalności nie każdemu się spodoba.

Garth Ennis (sc.), Doug Braithwaite & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1172, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jessica Jones: Alias. Tom 3

04/10/2017 § Dodaj komentarz


 Supehero bez „super”, ale z „hero”

Jessica Jones chciałaby w końcu zapomnieć o czasie, gdy była pełnoetatową superbohaterką i oficjalną członkinią, jako Jewel, Avengersów. Niestety przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć i w najmniej oczekiwanych momentach wyłazi z ciemnej szafy. W trzecim tomie cyklu przybiera postać nastoletniej Spider-Woman, którą pani detektyw przyłapała pewnego wieczoru w swoim domu. Dziewczynie udało się uciec, ale Jessice w rękach pozostała maska bohaterki, a w pamięci słowa: „Nie jesteś Jessicą. Okłamali mnie… Gnojki!”.

Panna Jones lubi mieć wrażenie, że panuje nad swoim życiem i nie lubi niewyjaśnionych sytuacji. Dlatego podąża śladem włamywaczki. Szybko odkrywa, że nastolatka nazywa się Mattie Franklin i jest adoptowaną córką J. Jonaha Jamesona. Tak, tego potentata prasowego, który wydaje „Daily Bugle” i w całej rozciągłości nienawidzi Spider-Mana. Na ironię zakrawa fakt, że jego protegowana ma podobne supermoce, co niecierpiany Pajęczak. Wbrew pozorom Jameson przejmuje się losem dziewczyny i jest żywo poruszony jej zaginięciem. Do takiego stopnia jest zaślepiony troską i żalem, że oskarża detektyw o porwanie i próbę wyłudzenia okupu.

Nikt szefowej agencji detektywistycznej Alias Investigations nie zleca odnalezienia nastolatki, a mimo to poświęca czas i środki, aby ustalić jej aktualne miejsce pobytu. Scenarzysta prowadzi czytelnika przez mroczne zaułki Nowego Jorku, wprowadza do cieszących się złą renomom klubów i barów. Historia pomieszczona w bieżącym tomie może nie jest tak spektakularna i oryginalna, jak uprzednie, ale ma w sobie duży potencjał społeczny. Bendis, pod płaszczykiem opowieści z udziałem młodocianych supehero, pokazuje uzależnionych od narkotyków młodych ludzi, którzy porzucili rodziny i ostatecznie „pogubili się w życiu”. Cały epizod za Spider-Woman, która została usidlona przez „kochającego” starszego mężczyznę, ma wyraźnie feministyczny charakter.

Pisząc u dwóch poprzednich tomach chwaliłem graficzne fajerwerki Michaela Gaydosa. W omawianej odsłonie styl ilustratora trochę się zmienia. Rysownik dostosował swoje prace do kameralnej opowieści. Wyraźnie mniej jest zabaw z kadrowaniem i budową planszy, jakby artyście (i redaktorom Marvela) zależało na tym, aby czytelnik się nie rozpraszał, aby skupił całą swoją uwagę się na fabule. Oczywiście, to nadal jest Gaydos jakiego znamy „jedynki” i „dwójki”, czyli silna i rozchwiana kreska konturu, dużo tuszu, operowanie światłocieniem przy przedstawianiu mimiki, zbliżania na twarze i fragmentaryczność prezentowania postaci.

Bendis napisał świetne, żywe i prawdziwe dialogi, które chce się czytać, bo są wielce prawdopodobne. Fabularnie rzecz jest spójna i konsekwentnie poprowadzona, a wymiarze społecznym – mroczna i przejmująca. Jessica Jones: Alias silnie kojarzy mi się z poczynaniami Alana Moore’a, który również robił komiksy supehero bez „super”, ale z „hero” (choćby Top 10klik! klik!). Wielka szkoda, że to już przedostatnia propozycja cyklu. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji się zapoznać, to bardzo polecam.

 Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 1

16/05/2017 § 2 Komentarze


Punisher na maxa

Kiedy w roku 2000 Garth Ennis, świeżo po skończeniu pracy nad swoim opus magnum Kaznodzieją, przejął pisanie przygód marvelowskiego mściciela, Punisher nie miał się najlepiej. Zabity, a następnie wskrzeszony w miniserii Purgatory stał się „niebiańskim” agentem pracującym zarówno dla aniołów, jak i demonów. To się nie mogło udać, dlatego Ennis z miejsca odrzucił kontynuowanie fabuły i skupił się na walce Franka Castle’a z gangsterami i bandytami. Dwunastoczęściowy run, zatytułowany Witaj w domu, Frank okazał się strzałem w dziesiątkę, a irlandzki scenarzysta dostał możliwość napisania nie tylko kilku oneshotów i miniserii, ale też całego cyklu, a potem i kolejnego, już w ramach linii Max przeznaczonej dla dorosłych czytelników. I to właśnie te ostatnie przygody, krwawe, brutalne i wulgarne, trafiły niedawno do rąk polskich czytelników. I chociaż przemoc osiąga w pierwszym tomie serii absurdalne rozmiary, mimo wszystko jest to rewelacyjny komiks, który czyta się jednym tchem.

Historia w nim opowiedziana jest w zasadzie prosta. Punisher morduje kolejnych gangsterów – bossów, pomniejszych żołnierzy czy nawet „emerytowanych” już członków mafijnych rodzin – i to masowo. Chce ich zabijać tak długo, aż przestaną pojawiać się kolejni na ich miejsce. Osaczeni przestępcy chcą się pozbyć wroga za wszelką cenę, ale nie tylko oni polują na Mściciela. Pewna tajemnicza grupa nie tylko jest w stanie go wyśledzić, ale także ma po swojej stronie Micro, dawnego współpracownika Franka. Czy tym razem przeciwnicy zdołają powstrzymać samozwańczego egzekutora?

W pierwszej miniserii o Punisherze (Circle of Blood) twórcy postawili istotne pytanie: Ile przemocy i zabijania znieść może jeden człowiek? Ennis kontynuując tradycję zastanawia się czy istnieje sposób, aby Frank Castle przestał być Mścicielem. Oczywiście robi to w charakterystycznym dla siebie stylu, psychologii postaci szukając wśród przerysowanej brutalności, hektolitrach krwi i czarnym humorze. Punisher, niby Rambo w czwartej odsłonie swoich przygód, chwyta za karabin maszynowy i rozpoczyna spektakularną rzeź. Ale nie jest to masakra dla masakry, chociaż Ennis lubuje się w okrucieństwie. Autor po raz kolejny pokazuje więc zagubionego człowieka, który nie potrafi przestać mordować. Śmierć rodziny z rąk gangsterów to jedynie pretekst, by móc strzelać do kolejnych ludzi pod płaszczykiem walki z bezprawiem. Czy w takiej sytuacji istnieje jeszcze jakaś granica? I gdzie są resztki człowieczeństwa Punishera? Odpowiedzi, jak zawsze u tego scenarzysty, są mroczne i niepokojące.

I w takim tonie utrzymane zostały również ilustracje – przynajmniej w pierwszych sześciu z zebranych tu zeszytów. Kreska jest brudna, kadry ciemne, a Lewis LaRosa nie unika pokazywania wprost ran i okaleczeń. Prościej wyglądają kolejne części w wykonaniu Leandro Fernándeza, ale i one mają swój klimat i urok, a przede wszystkim pasują do pisanego przez Ennisa scenariusza.

Wprawdzie mogłoby się wydawać, że Punisher Max nie ma do zaoferowania nic ponad mocną rozrywkę, jednak to tylko pozory. Z tym z komiksem jest tak jak z filmami Tarantino, wystarczy spojrzeć poprzez tryskającą krew, a okazuje się, że naprawdę kryje się tam coś więcej. Ennis po raz kolejny nie zawiódł, a recenzowany tytuł jest jedną z najlepszych opowieści wydanych przez Egmont w ramach klasyki Marvela. Warto sięgnąć, szczególnie że nadaje się dobrze również dla nowych odbiorców. Warto też czekać na kolejne tomy, tym bardziej że Egmont od czerwca zaczyna wznawiać Kaznodzieję, co gwarantuje, iż Ennis nieprędko zniknie z księgarskich półek.

Garth Ennis (sc.), Lewis LaRosa & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1115, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jessica Jones: Alias. Tom 2

05/12/2016 § Dodaj komentarz


  Panna Jones rozwiązuje kolejne sprawy

alias-tom-2Przez wszystkie odcinki pierwszego sezonu serialu telewizyjnego Marvel’s Jessica Jones przewija się nadrzędna nić fabularna, która (ładnie!) spaja poszczególne epizody i zdarzenia z życia bohaterki. Chodzi o kłopoty, w które wpada Jones, gdy na jej drodze pojawia się perfidny i śmiertelnie niebezpieczny Kilgrave. Jednak komiks zbudowany jest inaczej. Scenarzysta – Brian Michael Bendis – zaproponował zupełnie inne rozwiązania fabularne: pani prywatny detektyw, eksczłonkini Avengers, przyjmuje kolejne zlecenia i rozwiązuje sprawy.

W drugim tomie Alias mamy trzy fabuły, jedną długą i dwie krótkie (O pierwszym tomie pisałem tu: klik! klik!). W pierwszej tytułowa bohaterka na zlecenie matki szuka zaginionej nastolatki, która szkolnym kolegom i koleżankom rozpowiadała, że jest mutantką. W drugiej opowieści Jones idzie na randkę z Scottem Langiem, czyli Ant-Manem. W ostatniej mamy powrót do zawodowych kwestii – prywatna detektyw przyjmuje zlecenie od samego J. Jonaha Jamesona z „Daily Bugle”, aby odkryć, kim tak naprawdę jest jessica-jones-aliasSpider-Man. Jak widzimy, nawet z tego krótkiego przybliżenia opowiadań, protagonistka chcąc nie chcąc wciąż pozostaje w nie takim znowu wąskim światku superbohaterów Marvela.

Każda z zaprezentowanych w tomie historii to właściwie popis narracyjnych zdolności (i możliwości) Bendisa. W każdej zastosowano odmienne środki wyrazu. W pierwszej scenarzysta postawił na „dzianie się”: zmienia się scenografia, akcja przenosi się z miejsca na miejsce, występuje spora ilość postaci, są retrospekcje, a całość przeplatana jest kolażami z dziennika poszukiwanej nastolatki. Druga jest jej zupełnym przeciwstawieniem. Jest kameralna, uszyta z samych dialogów. Występują w niej tylko trzy osoby. W pierwszej scenie, która dzieje się pod biurem kancelarii adwokackiej Nelson i Murdock, Jones rozmawia z Luke’iem Cage’em. Po chwili następuje przeskok, bohaterka dosiada się do stolika, przy którym czeka Scott Lang. Ich rozmowa ma zupełnie inny charakter – w końcu są na pierwszej randce. Ostatnia opowieść poprowadzona została jeszcze inaczej: warstwa literacka przypomina dramat teatralny, a rysunki mają stricte ilustracyjną formę.

Eksperymenty narracyjne Bendisa zostały świetnie zilustrowane przez Michaela Gaydosa, jessica-jonesktórego rysunki charakteryzują się grubym konturowaniem i dużą ilością nałożonego tuszu. Artysta (w tym komiksie) stara się podkreślić szpetotę i nieatrakcyjność bohaterów, którzy bardzo często ukazani zostali z otwartymi ustami lub z półprzymkniętymi powiekami. Dodatkowo stosuje zbliżania, rzuca się w oczy fragmentaryczność przedstawienia (proszę zwrócić uwagę, że właściwie nigdzie nie widzimy całej ludzkiej postaci). Całość dopełnia niestandardowe budowanie planszy: kadry mają bardzo różną wielkość i format, „latają” lub „leżą” na białej stronie, miejscami albo nakładają się na siebie, albo mają układ kaskadowy. Prawie każda plansza została zbudowana inaczej – to robi wrażenie!

Chociaż co rusz pojawiają się topowi superherosi (albo też mówi się o nich), to w komiksie nie mamy klasycznego mordobicia, żadnych potworów wychodzących z podziemi, żadnych kosmitów, żadnych wielkich i nadnaturalnych katastrof, żadnego „zabili go i uciekł”. Dostajemy bardzo „ludzkie” epizody, fragmenty codziennego życia tytułowej bohaterki, która lubi przeklinać i pić. Do mnie to przemawia. Chcę więcej. Mucho, kiedy trzeci tom?

Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos & Mark Bagley (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2016.

 [scenariusz: 5-, rysunki: 5, kolory/cienie: 4]

jessica-jonessklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

alejakomiksuRecenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Jessica Jones: Alias. Tom 1

06/07/2016 § Dodaj komentarz


Jessica Jones rozbija kryształowe lustro

Jessica-JonesW listopadzie ubiegłego roku mieliśmy okazję oglądać trzynastoodcinkowy serial telewizyjny Jessica Jones, który wyprodukowany został przez Netfixa w ramach współpracy z Marvel Cinematic Universe. Realizacja została dobrze przyjęta. Może nie tak dobrze, jak pierwszy sezon telewizyjnego Daredevila, bo bohaterka wykorzystuje swoje moce w specyficzny sposób (o tym za chwile). Nie da się ukryć, twórcy serialu wprowadzili do ekranowych opowieści o superherosach zupełnie nową, odrębną jakość. Ale, ale. Nie byłoby filmowej Jessiki w takim kształcie i psychologicznym rysie, gdyby nie komiks Alias napisany przez Briana Michaela Bendisa.

Seria, licząca sobie łącznie 28 zeszytów, wydawana była w latach 2001-2004 pod szyldem imprintu Marvel MAX, który był odpowiedzią Domu Pomysłów na Vertigo konkurencji. W skrócie chodziło o rozszerzenie wachlarza wydawniczego o propozycje przeznaczone dla dorosłych czytelników, w których superbohaterzy niekoniecznie będą super i niekoniecznie hero.

I taka jest właśnie postać wymyślna przez Bendisa. Kiedyś, jako Jewel, faktycznie należała do Avengersów, brała udział w misjach z Thorem czy Iron Menem, ale te czasy minęły, bo wybrała normalność. Michael GaydosTeraz jest tylko sobą, jest Jessicą Jones, która prowadzi w Nowym Jorku jednoosobową agencję detektywistyczną o nazwie Alias Investigations. Jej robota głównie polega na dostarczeniu dowodów niewierności żon i mężów, poszukiwaniu zaginionych lub ukrywających się członków rodzin. Pierwsza scena komiksu mówi o codziennych zadaniach pani detektyw bardzo wiele. Na otwierającym album kadrze widzimy drzwi, zza których dobiega głośne „Kurwa!” i dalej jest podobnie: „Ale… Kurwa!”, „Ja pierdolę!”. Słowa wypowiada łysiejący mężczyzna, który przegląda zdjęcia będące niezbitym dowodem prowadzenia przez połowicę „drugiego” życia. A potem facet rzuca się z pięściami na pannę Jones, ale była to zła decyzja…

Trochę to uwłaczające, że była członkini Avengersów musi w ten sposób zarabiać na chleb (odkrywając cudze sekrety i wywlekając je na światło dzienne), że swoje „boskie” moce zaprzedała tak niskim pobudkom i „służbie”. Dość powiedzieć, że Jessica Jones nie przypomina żadnych innych bohaterek Marvela. Nie jest ani „czysta”, ani „kryształowa”, a wręcz przeciwnie. Nie dba o siebie, chętnie nadużywa alkoholu, decyduje się na przygodny seks bez zobowiązań, pali papierosa za papierosem, mówi, co myśli, zupełnie nie przejmując się tym, co inni sobie o niej pomyślą i jak zareagują.

Jednak kieruje się pewnym kodeksem, zwichrowanym, ale jednak. AliasStara się nie łamać prawa. Sama zgłasza się na policję w celu udzielenia wyjaśnień w sprawie pobicia swego klienta. W recenzowanym tomie protagonistka będzie musiała rozwiązać dwie główne sprawy. Jedna z nich wiąże się z odkryciem prawdziwej tożsamości Kapitana Ameryki i jego życia bez kostiumu. Co Jessica zrobi z tą wiedzą? Jej mocodawcy, ci prawdziwi, chcieliby, aby sprzedała rewelacje do mediów, zarobiła trochę szmalu, ale przede wszystkim zniszczyła kryształowy obraz. Jak postąpi pani detektyw? Oj, nie będę zdradzał. Warto samemu przeczytać.

Niebagatelne znaczenie w wytworzeniu odpowiedniego klimatu komiksu ma warstwa graficzna, przy której udzielali się David Mack (świetne okładki zeszytów), Bill Sienkiewicz (ilustracje we fragmentach książki Pomocnik) oraz Michael Gaydos. Ten ostatni pan pokazał się z jak najlepszej strony. Na pochwałę zasługują nie tyle rysunki, a sekwencyjność, rozmieszczenie kadrów i budowa całej planszy. W prywatnej rozmowie zwracałem uwagę, że całość jest chyba trochę przekombinowana, Bendisże za dużo eksperymentów, za dużo twórczej zabawy. Teraz, po powtórnej lektorze albumu, przyznaję się do pomyłki. Siła Alias to fabuła i układ kadrów.

Podsumowując, rzecz Briana Michaela Bendisa i Michaela Gaydosa niewiele ma wspólnego z superbohaterami, jakich znamy z większości amerykańskich komiksów, ich produkcja to właściwie przewrotny kryminału w klimacie noir. „Przewrotny” ponieważ cynicznym detektywem jest kobietą (sic!), a sprawy przez nią prowadzone odkrywają miejską rzeczywistość ukrytą za fasadą „kryształowego” świata. Tytuł w pewien sposób kojarzy mi się z Gotham Central Brubakera i Rucki (klik! klik!). Oceniam go równie wysoko i mam wobec niego równie wysokie oczekiwania.

Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2016.

[scenariusz: 6, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

Alias JJsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Marvel MAX at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: