Superman. Action Comics #1: Ścieżka zagłady

03/12/2017 § Dodaj komentarz


  Dzień zagłady

Przy okazji recenzowania albumu Syn Supermana (klik! klik!), pisałem, że seria o Człowieku ze Stali była najbardziej wyczekiwaną ze wszystkich „idących” w ramach DC Odrodzenie (klik! klik!). Jest jednak komiks, na który czekałem bardziej. Ten komiks, o którym czytacie, czyli druga seria przygód Supermana – ciąg dalszy legendarnego „Action Comics”, gdzie dziesięciolecia temu zadebiutował bohater, a wraz z nim cały gatunek superhero. Dlaczego? Ze względu na powrót Doomsdaya, kultowego przeciwnika, a także odświeżenie jakie niosło obsadzenie w roli głównej Lexa Luthora!

Odrodzenie nabiera nowego znaczenia, kiedy w Metropolis zaczynają pojawiać się bohaterowie i wrogowie, których nie powinno w ogóle być. A wszystko zaczyna się od napadu na Geneticron. Uzbrojeni przestępcy biorą zakładników, ale nie mają zbyt wielkich szans, gdy do akcji wkracza Lex Luthor w stroju „Supermana”. Kryzys zostaje zażegnany, ale wtedy, ku zaskoczeniu wszystkich, pojawia się Człowiek ze Stali sprzed Flashpointu (klik! klik!), który nie ufa nowemu „obrońcy” miasta. Wzajemna niechęć doprowadza do pojedynku, jednak rozwój wydarzeń sprawia, że będą musieli połączyć siły w starciu ze wspólnym wrogiem. Napad na Geneticron był bowiem niczym innym, jak zasłoną dymną. Prawdziwi przestępcy ukradli w tym czasie pewien tajemniczy pojemnik, a z niego wydostaje się Doomsday, przeciwnik, który przed laty zabił Supermana! Człowiek ze Stali znów będzie musiał zmierzyć się ze swoim najgorszym koszmarem, a tym czasem na miejscu pojawia się tutejszy Clark Kent. Ten sam, który dopiero co umarł…

Ścieżkę zagłady napisał Dan Jurgens, legendarny autor, który przez lata tworzył serie o Supermanie. To on wymyślił postać Doomsdaya (między innymi), zaprezentował czytelnikom mnóstwo znakomitych fabuł, w tym przełomową Śmierć Supermana, jej kontynuację, a w ostatnim czasie przywrócił starego Człowieka ze Stali dla Nowego DC w świetnej miniserii Lois i Clark (klik! klik!). Teraz przywraca swoje najsłynniejsze i najlepsze pomysły w zupełnie nowej odsłonie i wychodzi mu to znakomicie.

Strzałem w dziesiątkę było sprawienie, że wyparowała dekada życia bohaterów, dzięki czemu wiele rzeczy, które pamięta Superman sprzed Flashpointu tu jeszcze się nie wydarzyło. Nowi czytelnicy mają więc okazję poznać je – a przy tym zainteresować się klasycznymi zeszytami – starzy, szczególnie ci, jak ja, pamiętający czasy TM-Semic, znów poczuć jak dzieciak, który wypatrywał w kiosku kolejnych numerów poszczególnych amerykańskich serii. Poza tym to po prostu bardzo dobry komiks superbohaterski. Pełen akcji, równających spore połacie ziemi pojedynków, ciągłego zagrożenia, emocji i pytań, które intrygują. Widzieliśmy już śmierć i zmartwychwstanie Supermana, a jednak wciąż nas to wciąga. A Jurgens zadbał o to, aby nie zaserwować nam potworki z rozrywki, oferując remake o lepszej fabule i poprowadzony z większą logiką niż pierwowzór.

A jak to wszystko wypada graficznie? Jak dla mnie znakomicie. Dobra, realistyczna kreska typowa dla amerykańskich komiksów środka, z mangowymi naleciałościami w przypadku zeszytów rysowanych przez Kirkhama. Doomsday wygląda na prawdziwego superłotra. Postaci „cierpią” na nadmiar mięśni, ale taki już ich urok – zresztą w zestawieniu z tym, co prezentowały komiksy z lat 90. XX wieku, wcale nie są aż tak przesadzeni, tj. karykaturalnie przerysowani.

Podsumowując, Ścieżka zagłady to znakomita propozycja dla miłośników Supermana. I przy okazji początek kolejnej świetnej serii – aż nie mogę doczekać się ciągu dalszego. Zresztą komiks polecam uwadze wszystkich fanów superhero.

Dan Jurgens (sc.), Patrick Zircher & Tyler Kirkham & Stephen Segovia & Art Thiber (rys.), „Superman. Action Comics #1: Ścieżka zagłady”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1211, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman #1: Syn Supermana

03/10/2017 § 3 Komentarze


  Stary czy nowy Superman?

Żadna regularna seria z Odrodzenia nie pociągała mnie tak bardzo, jak nowe przygody Supermana. Dlaczego? Po latach omijania komiksów z tym herosem szerokim łukiem, wróciła mi na nie ochota, to po pierwsze. Po drugie, bardzo optymistycznie nastawiły mnie do niej dwa albumy wstępne, wydane niedawno: Lois i Clark (klik! klik!) oraz Ostatnie dni Supermana (klik! klik!). Trzecim i ostatnim powodem był fakt, że opowieść ta przywracała w nowej odsłonie wszystkim doskonale znane opowieści z przeszłości, co otwierało przed serią wielkie możliwości. Szczególnie, że posiadała także kilka własnych, intrygujących nowych elementów. I póki co Superman nie zawodzi, oferując dobrą, pełną akcji rozrywkę atrakcyjną zarówno dla nowych odbiorców, jak i starych wyjadaczy komiksowego chleba.

Superman zginął. Nie był to jednak ten Superman, którego wszyscy tak dobrze znaliśmy a jego młodsza wersja, jaka broniła świata po Flashpoincie (klik! klik!). Starszy Clark Kent przyglądał się jego działaniom z ukrycia, z ukrycia także sam czasem działał, jednak teraz stoi przed wyborem czy nadal zachować ten stan rzeczy, czy zastąpić zmarłego herosa. Najpierw jednak chce przekonać się czy zabity Superman nie wróci tak, jak on, zza grobu. Niestety by jego zmartwychwstanie się dopełniło, potrzebna jest matryca regeneracyjna, a tej nie ma w fortecy. Dlatego też póki nie uda się jej znaleźć, starszy Clark zakłada strój bohatera i rusza do akcji. Zmagania z przestępcami to jednak najmniejszy z jego problemów. Oto bowiem jego syn zaczyna przejawiać niezwykłe zdolności, a jakby tego było mało na Ziemi zjawia się Eradictor, który w obronie kryptońskiego genomu jest gotów zabić każdego, kto nie spełnia jego wymagań – nawet jeśli płynie w nim krew rodu El…

Nie jestem miłośnikiem komiksów, które opowiadają te same historie na nowo, jednakże Superman z Odrodzenia nie jest to końca tego typu historią. Coś się zmieniło, wydarzenia eventu uświadomiły czytelnikom, że bohaterom odebrano dekadę z ich życia, czas nie do końca się cofnął, jednak do wielu wydarzeń nie doszło i teraz rzeczywistość nadrabia ich brak. Oczywiście wszystko to jest inne, ma inny przebieg i nie wiadomo właściwe, które z kluczowych momentów powrócą w nowej wersji. Szczególnie, że ta seria różni się w znacznym stopniu od pozostałych. Czym? Bohaterowie Batmana czy Ligii Sprawiedliwości są odmłodzeni o dekadę, nie tak doświadczeni, jak kiedyś i nieswiadomi tego, co się dzieje. Superman też taki był, ale zginał w poprzednim albumie, a jego miejsce zajął ukrywający się Clark Kent sprzed Flashpointu, który doprowadził do wszystkich tych zmian. Wie więc czego może się spodziewać i pamięta, co było kiedyś, a dzięki temu stanowi łącznik między tym co stare i co nowe. I to łącznik bardzo udany.

Fabularnie przygody Supermana są dobrze napisane, równie dobrze poprowadzone i ciekawe. Dzieje się dużo, regularni czytelnicy, szczególnie ci, którzy dobrze pamiętają czasy przygód tego bohatera wydawane przez TM-Semic, znajdą tu wiele smaczków. A każdy miłośnik superhero dostanie porcję naprawdę dobrej zabawy.

I dobrze przy tym narysowanej. Ekipa rysowników znana po części z Ostatnich dni Supermana dobrze czuje tę opowieść. Owszem szata graficzna jest dość typowa dla amerykańskiego komiksu środka, ale udana i zachęcająca do poznania całości, choć czasem zbyt mocno cartoonowa czy ciążąca w stronę mangi.

Warto też wspomnieć słówko o samym wydaniu. Wcześniejsze komiksy z DC Egmont wydawał w twardych oprawach lub edycjach Deluxe, a to oznaczało także wyższą cenę. Teraz albumy są tańsze, publikowane tak, jak seria Marvel Now, a więc w miękkiej okładce, ale na dobrym papierze kredowym. I takie rozwiązanie osobiście lepiej mi pasuje, niż wcześniejsze, bo i komiksy zajmują mniej miejsca, i cena (przy solidnej ilości stron) pozostaje atrakcyjna. Jeśli więc lubicie dobre opowieści superhero, albo macie ochotę na konkretną zabawę w towarzystwie Supermana, polecam gorąco, bo warto po ten album sięgnąć.

Peter J. Tomasi & Patrick Gleason (sc.), Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Mick Gray & Jaime Mendoza & Patrick Gleaşon (rys.), „Superman #1: Syn Supermana”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1188, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Superman: Ostatnie dni Supermana

01/09/2017 § Dodaj komentarz


 Kolejna śmierć Supermana

Superman umierał kilka razy. Zaczynając od sfingowania własnej śmierci jeszcze w latach 40. XX wieku, po tę właściwą, która wstrząsnęła nie tylko uniwersum DC, ale i obiła się głośnym echem w realnych mass mediach. Temat poruszył nawet Alan Moore. Jednakże tak naprawdę Człowiek ze Stali umarł tylko raz. Przynajmniej dopóki nie powstała niniejsza opowieść, kolejna zamykająca pewien etap historii bohatera i wydawnictwa.

Superman powoli, acz nieubłaganie umiera. Po wizycie w ognistych studniach Apokolips, kuracji w kryptoniotowej komorze w ARGUS-ie oraz walce z Rao jego życie powoli dobiega końca. Trawiony jest przez chorobę, na którą nie ma lekarstwa. Clark nie zamierza chwytać się rozpaczliwie żadnej nadziei – wie, że to nic nie da. Pogodził się ze swoim losem, stawiał czoła śmierci dość wiele razy, aby nie bać się odejścia. Jednak ciężko mu przejść do porządku dziennego nad tym, że nie będzie mógł już ratować ludzi. Powoli zaczyna żegnać się z bliskimi. Dlatego stara się, z pomocą Batmana, odnaleźć kuzynkę Karę i zrobić jak najwięcej dobrego, póki jeszcze może.

Tymczasem w Chinach pewna kobieta prowadzi dziwne eksperymenty. Wkrótce potem w USA pojawia się pewna płonąca istota, która twierdzi, że jest prawdziwym Supermanem. Clarka czeka więc jeszcze jedno starcie, być może ostatnie w jego życiu…

W dobie, kiedy to śmierć i zmartwychwstanie wszelkich komiksowych superbohaterów są na porządku dziennym (a jednocześnie i tak przyciąga czytelników, bo choć nikt już nie wierzy w ostateczny zgon któregoś z herosów, to jednak ciekaw jest jak tym razem twórcy to odwrócą), Superman jest jednym z nielicznych wyjątków, które zza grobu powróciły właściwie tylko jeden raz. Dlatego też tworzenie opowieści o jego „ponownym” zgonie było rzeczą kontrowersyjną. Czymś, co miało zadatki na bycie strzałem albo w dziesiątkę, albo w kolano. Na szczęście Superman: Ostatnie dni Supermana to znakomity album, lepszy niż Śmierć Supermana z lat 90. XX wieku, która, mimo swojej przełomowej treści, pełna była błędów, kiczu i porażającego wręcz patosu, jednocześnie nie oferując właściwie nic poza trwającą przez kilka zeszytów walką zakończoną zgonem tytułowego bohatera i jego przeciwnika.

Fabuła Ostatnich dni… jest złożona. Tak, jak to było w przypadku Lois i Clark (klik! klik!), wcześniejszego tomu Drogi do Odrodzenia, tak i tutaj widać echa wcześniejszej śmierci oraz wydarzeń, jakie rozegrały się potem. Całość jest ciekawa, dobrze poprowadzona, bardzo emocjonalnie ujęta, a przede wszystkim sprawdza się znakomicie jako zamknięcie etapu Nowego DC Comics (czy jak chce tego oryginał The New 52) i otwarcie Odrodzenia. Nowy Superman umiera. Stary powraca. Następuje symboliczna zmiana warty. Zaczyna się kolejny rozdział opowieści o superbohaterze z „S” na piersi i zapowiada się on bardzo ciekawie.

A jak tom prezentuje się od strony graficznej? Bardzo dobrze. Kreska i kolor są nowoczesne, ale w dobrym stylu, nastrojowe i realistyczne (choć nie zawsze, bo czasem przedstawienie postaci ma w sobie coś z mangi). Wprawdzie bardziej podobały mi się rysunki w Lois i Clark, ale i Ostatnim dniom… nie mam pod tym względem nic do zarzucenia.

Jeśli więc jesteście fanami Supermana, DC albo po prostu szukacie dobrych, epickich komiksów rozrywkowych, niniejszy album to pozycja dla Was. Dobrze napisana, równie dobrze narysowana. Rzecz spodoba się miłośnikom serii, jak i nowym odbiorcom. Polecam i nie mogę się już doczekać regularnych serii z Odrodzenia.

Peter J. Tomasi (sc.), Ed Benes & Dale Eaglesham & Scot Eaton & Mikel Janín & Jorge Jiménez & Doug Mahnke & Paul Pellerier (rys.), „Superman: Ostatnie dni Supermana”, tłum. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 1178, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Man of Steel at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: