Smoczek Loczek #1: Bardzo straszna czkawka

09/01/2017 § 1 komentarz


 Czkawka bywa męcząca

smoczek-loczekAni Macieja Jasińskiego, ani Piotra Nowackiego nie trzeba jakoś specjalnie przedstawiać. Obaj panowie mają na swoim koncie pokaźną ilość komiksowych publikacji. Ich wspólnym dziełem jest bestsellerowa seria Detektyw Miś Zbyś na tropie (klik! klik!), która ukazuje się nakładem Kultury Gniewu. Niedawno panowie kolejny raz połączyli siły, tym razem pod sztandarem poznańskiego wydawnictwa Tadam. Powołali do życia małoletniego, skorego do zabawy szkraba, który pojawiać się będzie w serii komiksów Smoczek Loczek. Pierwszy album, noszący podtytuł Bardzo straszna czkawka, ukazał się z początkiem października. Kolejny – Na ratunek Księżniczce – miał swoją premierę pod koniec ubiegłego roku.

Jak wspomniałem, Smoczek Loczek to mały urwis z charakterystycznym blond puklem włosów na czubku głowy. Taki smok, ale jeszcze bardzo mały. Nadal nielot, ale – jak zapewnia scenarzysta – lekcje latania pobierać będzie od ojca w jednym z kolejnych tomów. W omawianej publikacji spotykamy bohatera, gdy siedzi w kuchni i kończy jeść śniadanie, po którym od razu idzie do swojego pokoju, aby się pobawić. smoczek-loczek-nowackiNie bacząc na przestrogę matki, że jak zacznie skakać z pełnym brzuchem, to pewnie dostanie czkawki. No i oczywiście, czkawka go dopada.

Loczek głowi się nad tym, jak pozbyć się przypadłości tak, aby mama się nie dowiedziała, że jej nie posłuchał. Jest wiele profesjonalnych i nieprofesjonalnych sposobów na uciszenie czkawki. Loczek wypróbowuje kilka z nich. Niektóre mogą być niebezpieczne dla najbliższego otoczenia – wiadomo przecież, że nawet małe smoki zieją ogniem – dlatego nasz bohater wychodzi do lasu przed jaskinię (dom). Na przestrzeni kilku kart przyglądamy się próbom ugaszenia żaru w brzuszku bohatera. A przy okazji poznajemy całą rodzinę Loczka oraz kolegę z podwórka – Benka, których pewnie spotkamy w kolejnych odsłonach komiksowego cyklu.

Album przeznaczony jest dla najmłodszych, którzy jeszcze nie oponowali sztuki składania liter lub stawiają w niej pierwsze kroki. Przejrzyste rysunki Nowackiego idealnie trafią do właściwej grupy odbiorców. Loczek przedstawiony został bardzo pozytywnie – chłopak się dużo uśmiecha. Dodatkowo ma rozbudowaną mimikę twarzy. Wskazywanie i wspólne omawianie poszczególnych rysunków może skutecznie pomóc rodzicom podczas uczenia dzieci rozumienia niewerbalnych kodów komunikacji.

Książka należy do tak zwanych „twardzieli”, czyli wydrukowana została na kartonowych kartach, smoczek-loczek-czkawkaa to wyraźnie przedłuża żywotność publikacji w rękach najmłodszych. Bardzo straszna czkawka ma ewidentnie charakter edukacyjny, choć miejscami i zabawowy. Rzecz zwraca uwagę czytelników na świadomość własnego ciała i jego odruchów.

Czy Smoczek Loczek powtórzy sukces Detektywa Misia Zbysia? To się dopiero okaże. Tymczasem mocno kibicuję nowej serii Jasińskiego i Nowackiego! Ale też całemu cyklowi Mój pierwszy komiks od Wydawnictwa Tadam, do którego należą jeszcze dwie inne publikacje: Mały, Duży i chmura Agaty Matraś oraz Pani Detektyw Sowa Adama Święckiego.

Maciej Jasiński (sc.), Piotr Nowacki (rys.), „Smoczek Loczek #1: Bardzo straszna czkawka”, Wydawnictwo Tadam, Poznań 2016.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4-]

smoczek-loczeksklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Tata z córką czyta komiksy: Detektyw Miś Zbyś na tropie – Złoty Sokół Teksański

27/11/2016 § 1 komentarz


Tata z córką czyta komiksy. Pierwsza odsłona cyklu

Postanowiłem kupić dla swojej, wtedy dwu i pół letniej, córeczki jej pierwszy komiks. mis zbysPo krótkim rozeznaniu wybór padł na Misia Zbysia Jasińskiego i Nowackiego. Ponieważ pierwszy tom był już niedostępny, przygodę zaczęliśmy od tomu drugiego. Początkowo komiks córki nie zainteresował – nie chciała, żebym go jej czytał. Wolała znane i lubiane książeczki z obrazkami. Jednak, gdy tylko (przyznaję: nieco wymuszona) lektura się zakończyła, uśmiech pojawił się na twarzyczce latorośli. Została „kupiona”.

W tym momencie, niestety, pojawiła się nowa przeszkoda – rodzice. Wspólnie z żoną nie mieliśmy pojęcia, że czytanie komuś komiksów jest aż tak absorbujące. Żona wcale nie czyta komiksów; a sam zaczynałem w czasach TM-Semica i niedawno, po dwunastoletniej przerwie, wróciłem do dawnego hobby – czyli powinienem przewidzieć ewentualne trudności. Czytając komiksy pewne rzeczy robi się automatycznie, nie specjalnie się nad nimi zastanawiając. Ogląda się obrazki, nowackiczyta tekst i stara się zauważyć smaczki jakie rysownik czy scenarzysta przygotowali dla odbiorcy. Nie sądziłem, że tak trudno jest opisać komuś, co się dzieje na planszy.

A dzieje się! W albumie znajduje się aż pięć dwustronicowych rozkładówek (sam komiks liczy 48 stron). Rysunki wypełnione są po brzegi postaciami. Tutaj mała uwaga – czasem miałem problem z odgadnięciem jakie zwierzę jest na obrazku: ,,To niebieskie to chyba zając córeczko, tu jest pies, tu kotki, tu hipopotam, a tu… nie wiem”. Na pewien czas odstawiliśmy więc Misia Zbysia na półkę książek przeczytanych.

Po przełamaniu pierwszych lodów polubiliśmy przygody zwierzęcych detektywów. Rysunki są dostosowane do odbiorcy, standardem jest umieszczenie tylko dwóch kadrów na stronie (czyli duże rysunki), zdarzają się również rysunki całostronicowe. Fabuła jest ciekawa, postacie mają swój charakter. Córeczce spodobał się Borsuk Mruk. Na kadrach innego komiksu – Ryjówki Przeznaczenia – widząc rysunek borsuka wołała „Borsuk Mruk!”. Często też powtarzała kwestie z komiksu (np. sprzeczkę Misia i Borsuka przed kopalnią).

Twarda oprawa jest dodatkowym plusem. Chociaż rodzice nie powinni się łudzić, pociechy są bardzo twórcze w zakresie niszczenia wszelakich pozycji czytanych. mis-nowackiNasz egzemplarz został obklejony przez córkę na dwóch stronach, na szczęście początkowych, naklejkami.

Czy zatem polecam lekturę Misia Zbysia dzieciom (i rodzicom)? Jak najbardziej. Jest to wspaniały początek przygody dla nieletnich i miły powrót do czasów dzieciństwa dla dorosłych. Czytając Julitce przygody dzielnego detektywa w myślach widziałem biblioteczkę zapełnioną setkami komiksów i moją córkę zaczytującą się w pozycjach Moore’a, Gaimana, Eisnera czy Satrapi (chociaż mam nadzieję, że doceni też zebraną przeze mnie klasykę Chrisy i będzie wspierać młodszych twórców polskiego pochodzenia). Trudno powiedzieć, jak się ta historia zakończy, ale pierwszy krok został postawiony. Teraz muszę tylko wprowadzać nowe pozycje, z bardziej skomplikowaną fabułą, i obserwować reakcję dziecka.

Maciej Jasiński (sc.), Piotr Nowacki (rys.), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański”, Kultura Gniewu, Warszawa 2014.

[autor: Paweł Panicz]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Krasnolud Nap #1: Smocza kraina

11/11/2016 § Dodaj komentarz


Smocza kraina w duchu Christy

krasnolud-napAlbum Krasnolud Nap #1: Smocza kraina nie jest pierwszą wspólną produkcją Macieja Jasińskiego (scenariusz) i Krzysztofa Trystuły (rysunki). Panowie mają już na swoim wspólnym koncie komiks Uczeń Heweliusza, którym w 2011 roku wygrali gdański konkurs ogłoszony z okazji obchodów Roku Jana Heweliusza. Krasnoludem… nie wygrali egmontowskiego konkursu imienia Janusza Christy na komiks dla dzieci, a zgarnęli specjalne wyróżnienie za realizację „w duchu Janusza Christy”. Pochylmy się nad woluminem i sprawdźmy, czy autorom faktycznie udało się uchwycić „ducha” ojca Kajka i Kokosza.

Akcja komiksu rozgrywa się w realiach przypominających średniowiecze. Pierwsze plansze wprawnie wprowadzają występujące w opowieści główne postaci. Najpierw poznajemy dwójkę małoletnich przyjaciół: księżniczkę Klarę oraz niewiele od niej starszego Rodricka, który jest synalkiem niani princessy. A następnie wprowadzony zostaje lord Dartor, to jemu przydzielono rolę czarnego charakteru. Czarnoksiężnik planuje uwarzyć miksturę, która pozwoli mu zapanować nad całym światem. Do przygotowania magicznego wywaru krzysztof-trystulabrakuje mu już tylko jednego składnika: krasnoluda. Jakaż wielka jest radość Dartora, gdy oddany sługa – rycerz Bodor – zjawia się w murach donżonu z małą złotą klatką, w której znajduje się tytułowy krasnolud.

Jednak Nap ucieka mrocznemu lordowi. W lesie spotyka Klarę i Rodricka, którzy obiecują pomoc w powrocie do rodzinnej krainy. Wyruszają następnego poranka. Droga obfituje w niebezpieczne i niesamowite przygody. W ślad za trójką bohaterów podąża król z rycerzami oraz czarnoksiężnik ze sługą i gadającym ludzkim głosem psem. Nie mam zamiaru przybliżać całej fabuły komiksu, bo naprawdę warto go przeczytać. Podczas lektury nie można się nudzić. Akcja toczy się wartko i obfituje w zaskakujące spotkania. Scenarzysta co rusz wprowadza kolejne niecodzienne postaci, każda z nich dostaje swoje „pięć minut”, a właściwie planszę albo dwie, aby odegrać kilka zabawnych gagów. Naprawdę nieźle wychodzi Jasińskiemu operowanie humorem sytuacyjnym. Na dokładkę słowne dowcipy również śmieszą, szczególnie udane pod tym względem są sceny z udziałem Bodora i Dartora, którzy jadąc przez las mówią sobie „wszystko”. Nie mam wątpliwości – duch Christy krąży nad opowieścią.

Mocną stroną komiksu jest oprawa graficzna, nie tylko rysunki, ale również kolory. trystulaTrystuła zdecydował się na karykaturalne przedstawienie występujących postaci, co współgra z humorystycznym charakterem skryptu. Dynamika postaci stoi na wysokim poziomie, rysownik z wielkim wyczuciem stosuje linie ruchu i wybuchowe onomatopeje. Należy także docenić rozbudowane tła i fantasmagoryczną scenografię, która miejscami przywodziła mi na myśl dokonania Tadeusza Baranowskiego. W następnej odsłonie proszę o jeszcze więcej dziwacznej fauny i flory, a także proszę pomyśleć o lepszym rozplanowaniu dymków.

Z czterech majowych pokonkursowych premier Egmontu omawiany komiks podobał mi się najbardziej. Do moich ulubionych postaci należą zapominalski smok i gadający pies. Trochę dziwi epizodyczność i niewielkie znaczenie tytułowej postaci, ale może w kolejnych albumach Nap otrzyma bardziej doniosłą rolę do odegrania. W recenzowanym jego obecność jest pretekstowa i służy za akcelerator zdarzeń, a jego smocza-krainapóźniejszy udział nie jest znaczący. Niby tytułowa postać, a jest zaniedbana. Właściwie to jest moje jedyne zastrzeżenie wobec tej pozycji.

Jestem pewien, że młodzi czytelnicy będą mieli sporo frajdy podczas lektury. Komiks powinien im się spodobać ze względu na przygodowy i żywiołowy charakter historii, humor sytuacyjny oraz fakt, że fabuła została utkana z udziałem elementów heroic fantasy.

Maciej Jasiński (sc.), Krzysztof Trystuła (rys.), „Krasnolud Nap #1: Smocza kraina”, Klub Świata Komiksu – album 982, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5]

krasnolud-nap-egmontsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildia Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Detektyw Miś Zbyś na tropie #3: Kosmos to za mało

15/07/2016 § Dodaj komentarz


Śledztwo w kosmosie

mis zbysZupełnie niedawno, bo w maju, ukazał się trzeci album z przygodami detektywa Misia Zbysia i jego pomocnika Borsuka Mruka. Seria Detektyw Miś Zbyś na tropie zadebiutowała w 2013 roku. Komiksowy serial chwycił. Nie wiem, czy autorzy i wydawca spodziewali się tak dużego zainteresowania czytelników. Raczej nie, skoro jakiś czas temu nadkład jedynki (klik! klik!) się wyczerpał i Kultura Gniewu zmuszona jest przygotować dodruk. Skoro mam przypiętą łatkę „specjalisty od komiksów dla dzieci” (i wcale mi to nie przeszkadza), pozwolę sobie napisać, że bardzo mnie cieszy sukces produkcji Jasińskiego, Nowackiego i Rybarczyka

Podtytuł bieżącej odsłony brzmi: Kosmos to za mało. Jak nie trudno się domyślić, akcja tomu rozgrywa się w przestrzeni nowacki rakietapozaziemskiej. Fabuła rozpoczyna zaraz po wydarzeniach przedstawionych w Złotym sokole teksańskim (klik! klik!). Po ciężkiej misji bohaterzy odpoczywają na zasłużonych wakacjach. Leniuchują nad rzeką: cisza, spokój i sito do płukania złota. Pełen relaks. Dlatego, gdy zjawiają się agenci P oraz Pe i proponują Zbysiowi i Mrukowi kolejne śledztwo, ci odpowiadają, że są na zasłużonych wakacjach i może później, za miesiąc. Na odchodnym agent P wspomina coś o rakiecie, to wystarcza, aby para naszych bohaterów nagle zmieniła zdanie.

I właśnie tak zaczyna się kolejne skomplikowane śledztwo, ale i wielka przygoda kudłatego śledczego i jego trochę ciapowatego asystenta. Na miejscu, czyli na Księżycu, okazuje się, że zadanie polega na znalezieniu sprawcy kradzieży akumulatorów i żarówek, które giną ze statków kosmicznych. Na szczęście dwaj śledczy mają do dyspozycji nagranie z CCTV, dzięki któremu mogą zidentyfikować sprawę. Ruszają więc w pościg, jeden, drugi, piotr nowackibo nawet detektyw Miś Zbyś może się pomylić. Długo nie wiadomo, czy złoczyńca jest podstępnym szpiegiem, czy może terrorystą? W finale czeka na czytelnika niemałe zaskoczenie.

Scenariusz posiada wiele elementów, które zainteresują czytelników w wieku przedszkolnym i tych ździebko starszych. Fascynujące miejsce akcji, bo któregoż z dzieciaków nie ciekawi kosmos? Ponadto proszę zwrócić uwagę na fakt, że zadbano także o pewne fizyczne właściwości przestrzeni kosmicznej (np. różnica w grawitacji czy konieczność chodzenia w skafandrach ochronnych). Miś i Borsuk to postaci sympatyczne i ujmujące, których nie można nie lubić. Zresztą kreacja wszystkich występujących bohaterów jest bardzo pozytywna i przyjacielska, nawet złoczyńcy są nimi tylko z nazwy. Na czytelników czeka także duża porcja humoru i elementy interaktywnego współuczestniczenia w śledztwie.

Rysunki Nowackiego idealnie pasują do tej historii. Już kiedyś wspominałem, że cartoonowy styl Maciej JasińskiPiotra trochę jakby mimowolnie predestynuje go do rysowania komiksów dla dzieci. Artysta jednak wciąż szuka nowych środków wyrazu, nie odrzucając rzeczy już sprawdzonych. Wie, że serialu świetnie sprawdzają się duże kadry, całostronicowe splashe i rozkładówki, na których umieszcza wielce szczegółowych. Te plansze spowalniają czytanie, ale z drugiej strony znajdują się we właściwym miejscu, takim, w którym fabuła zwalnia. No i znów kolorysta, Norbert Rybarczyk, spisał się na medal.

Kosmos to za mało to tymczasem najlepsza odsłona serii o przygodach kudłaczy. Komiks jest miły i przyjemny dla oka, a wartka akcja i miejsce, w których się rozgrywa, powoduje, że dzieciom będzie ciężko się od niego oderwać. A dorośli będą siłą zmuszani do wielokrotnego wspólnego czytania.

Maciej Jasiński (sc.), Piotr Nowacki (rys.), Norbert Rybarczyk (kolor), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #3: Kosmos to za mało”, Kultura Gniewy, Warszawa 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5+, kolory/cienie: 6]

Detektyw Miś Zbyśsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Jerzy Wróblewski i jego Binio Bill w „Świecie Młodych”

17/03/2016 § Dodaj komentarz


Jerzy Wróblewski i jego Binio Bill w „Świecie Młodych”

jerzywroblewskiokiem_oklNa początku 1980 roku Jerzy Wróblewski podjął trzecią próbę doprowadzenia do wydrukowania komiksu z szeryfem Binio Billem. Wcześniej proponował go w 1975 roku wydawnictwu Sport i Turystyka, a później redakcji magazynu „Relax”. Postanowił zainteresować swoim projektem harcerską gazetę nastolatków, czyli „Świat Młodych”. I tym razem otrzymał pozytywną odpowiedź. W piśmie datowanym na 22 stycznia 1980 roku kierownik działu kulturalnego Barbara Tylicka napisała:

„Po zapoznaniu się z nadesłaną propozycją komiksu, który jest parodią westernu, chcielibyśmy z panem nawiązać współpracę. Odpowiadają nam komiksy nierealistyczne, raczej w stylu humorystycznym, satyrycznym, groteskowym. Ten nadesłany przez Pana jest więc jak najbardziej po naszej myśli.
Technika druku naszej gazety wymaga jednak rozbicia na kolory. Praktyka jest taka, że najpierw otrzymujemy plansze czarno-białe i wysyłamy je do drukarni na blaudruki. Dopiero po otrzymaniu blaudruków musiałby Pan nanieść kolory. Jeśli zaś chodzi o honorarium to płacimy 2500-3000 zł. za każdy odcinek. Najchętniej płacimy na ZAiKS bądź na ZPAP i wtedy dajemy wyższą stawkę.
Komiks pt. Rio Klawo chętnie byśmy zakupili. Gdyby Pan również był zdecydowany, bardzo prosimy o porozumienie się z nami, najlepiej osobiście. Zapewne bywa Pan w Warszawie. Scenariusz i pierwszy odcinek komiksu na razie zatrzymujemy w oczekiwaniu na Pana odpowiedź”.

Ostatni komiks dla „Relaxu” Wróblewski skończył rysować w połowie 1979 roku, więc nawiązanie współpracy ze „Światem Młodych” było szansą na stabilizację finansową. Równie ważne w tym przypadku było to, że miał to być pierwszy dłuższy komiks z jego własnym scenariuszem. Na druk nie musiał długo czekać. Pierwszy odcinek Rio Klawo ukazał się w „Świecie Młodych” 12 czerwca 1980 roku, a czytelnicy od razu pokochali szeryfa Binio Billa i jego rumaka o imieniu Cyklon.

Komiks trzy razy w tygodniu trafiał do co najmniej kilkuset tysięcy czytelników (zapewne więcej, bowiem można założyć, że jeden egzemplarz gazety czytało po kilka osób). „Średni nakład «Świata Młodych» w latach 80. oscylował w granicach 400 – 450 tys. egzemplarzy (jedno wydanie!), a że w tygodniu wydania były trzy – we wtorki, czwartki, w soboty, więc tygodniowy nakład był imponujący. Dziś o takich nakładach można tylko pomarzyć. Dodam, że zwroty były minimalne, w granicach błędu dystrybucji (rzędu 1,5 – 2 proc. jednorazowego nakładu!)” – mówi Teresa Maciszewska, redaktorka „Świata Młodych”.

Wróblewski zabrał się wkrótce za przygotowywanie scenariuszy kolejnych historii. Po niewielkich poprawkach, głównie w dialogach, były one akceptowane przez redakcję i mógł rozpoczynać rysowanie. „Z tymi redakcyjnymi uwagami to było tak, że autor składał scenariusz w maszynopisie i na tej wersji były robione zasadnicze poprawki, sugestie przeróbek, fragmenty do poprawienia etc. i akceptacja odcinków. Drugie czytanie i poprawki już kosmetyczne były robione na etapie czarnych plansz – tu były wyłapywane literówki, brudy, błędy różnego rodzaju (np. w przenoszeniu wyrazów)” – wspomina Maciszewska.

Jak wyglądał proces akceptacji można znaleźć w liście z redakcji z 20 marca 1981 roku. Teresa Maciszewska pisze w nim: „Scenariusz dalszej części przygód Binio Billa akceptuję, poza dwoma odcinkami – 2 i 3, które wydają mi się nieco pustawe. Krótko mówiąc niewiele się w nich dzieje i może więcej będzie w nich do oglądania niż do poczytania. Dlatego proponowałabym oparcie ich na jakimś chwycie, pomyśle, wydarzeniu, który niejako będzie odcinek trzymał. Pozwoliłam sobie na drobne poprawki w tekście (co do maestra to nie mam pewności, ale chyba lepszy byłby zwrot signore). Czy mogłabym liczyć na pierwszą część komiksu w końcu kwietnia? Postaram się zresztą skontaktować z Panem telefonicznie, skoro tylko naprawią nam aparat”.

Warto wspomnieć, że sporej modyfikacji uległy na tym etapie scenariusz oraz tytuły poszczególnych historii. Komiks Binio Bill kręci western i… w kosmos! pierwotnie nosił tytuł Binio Bill kręci western i poznaje inne cywilizacje, natomiast Śladami Kida Walkera w scenariuszu przesłanym do redakcji widniało jako Ścigany Kid Walker.jerzy wroblewskiPrezentowany powyżej tekst stanowi niewielki fragment książki Jerzy Wróblewski okiem współczesnych artystów komiksowych autorstwa Macieja Jasińskiego, któremu ogromnie dziękuję za możliwość prezentacji. Publikacja ukaże się staraniem Wydawnictwa Ongrys, premiera planowana jest na tegoroczny festiwal Komiksowa Warszawa, który odbywać się będzie od 19 do 22 maja. Więcej informacji o książce tu: klik! klik! oraz tu: klik! klik!

Bino BillRzecz, nad którą pracuje Maciej, jest o tyle atrakcyjna, że na 1 kwietnia Kultura Gniewu planuje prapremierę albumu Binio Bill kręci western i… w kosmos!. „Prapremierę” – ponieważ komiks był prezentowany właśnie w „Świecie Młodych”, ale nigdy nie doczekał się wersji albumowej. Na łamach „Ziniola” Maciej Jasiński wspomina, że napisał „obszerny tekst o historii Binio Billa, który będzie uzupełnieniem pierwszego albumu”. Poniżej prezentuję dwie przykładowe plansze, więcej tu: klik! klik! W niektórych księgarniach internetowych komiks dostępny jest już w przedsprzedaży: klik! klik! Przy okazji przypominam, że nadal można kupić inny komiks Jerzego Wróblewskiego, w którym występuje dzielny szeryf z Rio Klawo: Binio Bill… i Szalony Heronimo klik! klik!

Bino Bill kosmos     Bino Bill western

 

Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański

17/02/2015 § Dodaj komentarz


W pogoni za skarbem Indian

mis zbysJak zapewne wszyscy wierni czytelnicy pamiętają (a jak nie, to tu dla przypomnienia moja recenzja: klik! klik!), w pierwszej części komiksu, detektyw Zbyś i jego dzielny pomocnik – Mruk, rozwiązali sprawę znikającego z pszczelego ula miodu. Śledztwo wymagało od naszych bohaterów sprawnego łączenia faktów, bezwzględnej dedukcji, co skutkowało szeregiem dynamicznych pościgów za złoczyńcą.

Mówiąc w skrócie: było dla naszych bohaterów wyczerpujące. Dlatego nie dziwi, że panowie postanawiają odpocząć i udają się na weekendową wycieczkę pociągiem po Dzikim Zachodzie. Mruk niezwykle emocjonuje się wyjazdem, wyraźnie widać jego fascynację niezwykłą rzeczywistością – w jeden z początkowych scen widzimy jak przebiera się za rasowego kowboja i paraduje w nowym stroju do końca albumu; ma nawet ostrogi i prawdziwe (na wodę!) rewolwery.

Akcja się zagęszcza, gdy pociąg staje, a do podróżnych dociera informacja, że z przedziału bagażowego skradziono cenny artefakt – figurkę Złotego Sokoła Teksańskiego. Posążek dawno temu zrobili Indianie, potem na kilka wieków zaginął, a niedawno cudem został odnaleziony. Miała trafić na honorowe miejsce do muzeum.

zbysChcąc nie chcąc Zbyś przejmuje inicjatywę – musi znaleźć „ciepły” trop i ruszyć za bandą porywaczy, aby odzyskać artefakt. Czytelnik towarzyszy mu aż do szczęśliwego finału. Schemat narracyjny jedynie w nieznacznym stopniu odbiega od tej znanej z poprzedniego tomu. Zmieniła się sceneria, która jest znacznie ciekawsza i bardziej wciągająca. Plansze narysowane przez Piotra Nowackiego wciągają, powraca się do nich po wielokroć, ponieważ zaopatrzone zostały w wielką ilość szczegółów. Oglądanie dwuplanszowych rozkładówek jest zadaniem czasochłonnym i pasjonującym, gdyż dzieje się na nich całkiem sporo, trochę przypomina to zabawę w Gdzie jest Wally?. Pojawiają się nowi bohaterzy, którzy mimo że odgrywają role epizodyczne są staranie narysowani i urzekający. Oraz zabawni: polecam prześledzić na każdym double splash poczynania myszy.

mrukOmawiany tom przykuł moją uwagę w większym stopniu niż poprzedni. Pewnie dlatego, że w scenariuszu pojawiły się sygnały wysyłane dla dorosłego czytelnika – sęp monopolista, prowadzący pustynne linie lotnicze czy darmowe gałązki w ognisku, które służą do wysyłania sygnałów dymnych (niczym darmowe minuty).

Maciej Jasiński w wywiadzie mówił, że jego komiksy „mają morał, jak to historie dla dzieci: na koniec trzeba wszystko wyjaśnić, a złoczyńcę musi spotkać kara. Ale nie o naukę tu chodzi, nie przede wszystkim. Lektura komiksu to ma być zabawa…”. I faktycznie, lektura Złotego Sokoła Teksańskiego to niezła zabawa. Morał także jest – podoba mi się przesłanie, gorzej z karą dla złoczyńców, tego wyraźnie brakuje. Anty-bohaterki miały szczytny cel, ale osiągnęły go w niezbyt praworządny sposób (cel nie uświęca środków!). I jeszcze jedna mała uwaga: całość kończy się za szybko, brakuje zakończenia. Znaczy się koniec jest, jednakże rozwiązanie intrygi następuje zbyt nagle, z zaskoczenia. Przydałoby się jeszcze z cztery plansze łagodnego dojścia do finału.

darmowe minutyKomiksy z serii Detektyw Miś Zbyś na tropie to publikacje przeznaczone dla najmłodszych czytelników. Niewielka ilość dymów, prosty tekst, drukowane litery zapraszają do pierwszych samodzielnych prób czytelniczych. A warstwa graficzna i kolory skutecznie wciągną w świat opowieści jeszcze młodszych odbiorców. Opowieść „nie dorasta” z czytelnikiem, jak to miejsce w serii z udziałem Hildy Folk, gdzie każda kolejna część przeznaczona jest dla trochę starszego odbiorcy. W wypadku Misia Zbysia i jedynka, i dwójka to historie samoistne, zamknięte w przestrzeni albumu. Nie ma potrzeby znać poprzednich części, co jest oczywistym plusem, ponieważ wprowadzają kolejne „pokolenia” w świat komiksu.

Maciej Jasiński (scenariusz), Piotr Nowacki (rysunki), Norbert Rybarczyk (kolory), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #2: Złoty Sokół Teksański”, Kultura Gniewu, seria: Krótkie Gatki, Warszawa 2014.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 6]

zloczynca  krowa  szeryf  sęp

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Detektyw Miś Zbyś na tropie #1: Lis, ule i miodowe kule

12/11/2013 § 1 komentarz


detektyw mis zbysLis, ule i miodowe kule to pierwszy album opowiadający o przygodach detektywa Misia Zbysia, który w bieżącym albumie jest na tropie znikającego miodu. Zlecenie odnalezienia miodu realizuje wespół ze swoim marudzącym współpracownikiem – granym przez borsuka Mruka.
Fabuła wymyślona przez Macieja Jasińskiego ma charakter emblematyczny. Opiera się na znanych kulturowo ramach gatunku. Dodam od razu: znanych dorosłym czytelnikom (skojarzenia z Sherlockiem Holmesem i doktorem Watsonem są jak najbardziej na miejscu). Zasadniczo akcja książek kryminalnych opiera się na dość utartych schematach i nie inaczej jest w wypadku Misia Zbysia…. Oto mamy inteligentnego detektywa, mniej rozgarniętego współpracownika, piękną panią składającą zlecenie (w tym wypadku królową pszczół), tropienie złoczyńcy, pościg, a na końcu oddanie złego w ręce sprawiedliwości i zadośćuczynienie. norbert rybaczyk
Scenariusz jest prosty, ale nie prostacki! Jego siła polega na klarowności wymyślonych sytuacji i zdarzeń, na braku moralnej dwuznaczności. Mówiąc ogólnie: jest wyraźny podział na Zło i Dobro, na miłych i niemiłych bohaterów. Nie ma żadnej przemocy, ba!, nawet cienia przemocy. Wszyscy bohaterzy odnoszą się do siebie przyjaźnie i z szacunkiem. Sądzę, że tak rozpisany scenariusz może być atrakcyjny dla małych czytelników, a także dla rodziców chcących wpajać swoim pociechom pozytywne wzorce.
Akcja skupia się przede wszystkim na pościgu. Na wielu kadrach widzimy Misia i Mruka biegnących, goniących czy szukających. Ściganie złoczyńcy, przemieszczanie się z miejsca na miejsce uatrakcyjnia publikację, ponieważ nie jest ona nudna. Dużo się w niej dzieje (na płaszczyźnie zmiany otoczenia), dało to możliwość wprowadzenia do komiksu wielu bohaterów drugoplanowych, ale także atrakcyjnych planów/widoków.
mis zbysCzytając starałem się ze wszystkich sił pamiętać, że to nie jest książka dla mnie, że to nie ja jestem „grupą docelową”. Dla mnie książka jest trochę za krótka, ale dla właściwych czytelników – dzieci w wieku przedszkolnym – długość jest pewnie w sam raz. In plus działają także duże kadry (na pół strony), ale są także i takie na całą oraz rozkładówki na dwie.
Rysownik, Piotr Nowacki, spisał się bardzo dobrze. Zadbał o wyrazistych bohaterów. No, może borsuk jest zdeczko za gruby. Dzieci bez problemu rozpoznają, mimo uproszczonego rysunku, występujące w albumie zwierzęta. Perspektywa także nie ma problemów, a głębię kadru udało się uzyskać dzięki kolorom naniesionym przez Norberta Rybarczyka. Uważam, że najlepiej z całej trójki autorów spisał się właśnie kolorysta. To właśnie dzięki jego atrakcyjnym barwom komiks jest miły dla oka i przyciąga uwagę.
Na marginesie dodam jeszcze, że album pozytywnie przeszedł czytelniczą weryfikację u mojego niespełna sześcioletniego chrześniaka. Nie chciał, abym mu czytał dymki. Nasze wspólne czytanie polegało na tym, że on opowiadał historię na podstawie plansz. I jedynie w dwóch miejscach się rozminął z intencjami scenarzysty.

Maciej Jasiński (scenariusz), Piotr Nowacki (rysunki), Norbert Rybarczyk (kolory), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #1: Lis, ule i miodowe kule”, krótkie gatki (kultura gniewu), Warszawa 2013.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

borsuk picture book  {komiks można kupić :tu:}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Maciej Jasiński at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: