Mapa przyszłości

07/09/2016 § Dodaj komentarz


 Cały świat zabaw

mapa-przyszlosci-okladkaTomasz Minkiewicz, rysownik znany przede wszystkim z pracy nad niezwykle popularnym cyklem komiksowym Wilq, czasem popełnia także ilustracje w książkach dla dzieci (Benek i spółka czy Mamo, ty łobuzie!). I do takiej grupy wiekowej skierowana jest publikacja Mapa przyszłości, która opublikowana została w maju bieżącego roku przez oficynę Nasza Księgarnia. Mapa… to rzecz intrygująca wykonaniem i wydaniem, ciekawa także pod względem zawartości.

mapa-przyszlosci-minkiewicz

W wielkim skrócie fabuła przedstawia się następująco. Nie jest dobrze, gdy nieopatrznie zada się na lekcję przygotowanie eksperymentu. To przecież wina nauczycieli, którzy nie powiedzieli, że najlepiej byłoby gdyby eksperyment się NIE udał, bo czasem, niestety, udaje się aż za dobrze. Tak dzieje się w tym przypadku (więc jednak poniekąd wina leży także i po stronie uczniów): stworzony przez dzieci portal do podróży w czasie działa. Efekt? Cała klasa zostaje wessana do niego i wyrzucona w przyszłości, w świecie odmiennym od tego, który znają, a w którym muszą się teraz odnaleźć. Zagubieni i rozdzieleni stają przed nie lada wyzwaniem. Czy poradzą sobie sami? Mało prawdopodobne. Dlatego potrzebują Waszej pomocy! Gotowi? A więc do dzieła! Nie ma czasu do stracenia!

mapa-minkiewicz

Ta książka to tak naprawdę jeden bardzo długi arkusz papieru, zadrukowany z obu stron i złożony tak, by dało się go zamknąć w twardych okładkach, które przemieniają go w ładny przedmiot. Jedna strona arkuszu, to świat przedstawiony wzdłuż, od futurystycznego, bardzo ludnego Bieguna Północnego, przez industrialną Europę i zamieszkałą przez dziwne mniej lub bardziej znane stworzenia Afrykę, po pełen pingwinów Biegun Południowy. Rewers, analogicznie, zabiera nas w podróż wszerz naszej planety – od Stanów Zjednoczonych Ameryki, które tętnią kolorowym i zróżnicowanym życiem, przez (znów) Europę, ukazaną jednak z innej nieco perspektywy, po pełną tradycji Azję. A czytelnicy, wędrując z północy na południe i ze wschodu na wschód, muszą pośród całego mnóstwa doskonale znanych budynków i charakterystycznych miejsc oraz obfitości postaci odnaleźć najprzeróżniejsze rzeczy i osoby.

mapa-tomasz-minkiewicz

Jak się można domyślić, zabawy jest tu wiele i na długi czas. Wystarczy tylko wejść w ten świat, a nie chce się tylko i wyłącznie wykonać powierzonych zadań. Rysunki Minkiewicza są urocze, przyjemne dla oka, ale także fascynując możliwością wyłapywania obiektów znanych z naszych czasów i szukania przeróżnych smaczków.

Jak dla mnie super! Lubię książki wydane w formacie leporello, ponieważ wymagają od czytelnika więcej uwagi i trochę współdziałania (współpracy), aby całościowo ogarnąć zamysł autora, co trochę przypomina czytanie komiksu. Dodatkowo rozwijanie kart, sklejonych w jedną długą wstęgę, jest świetną zabawą. Dlatego tym bardziej polecam Mapę… Waszej uwadze.

Tomasz Minkiewicz (sc. & rys.), „Mapa przyszłości”, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

[autor: Michał Lipka]

mapa-minkiewicz-probasklep{książkę można kupić tu: klik! klik!}

Zapisz

Spacer

11/07/2014 § Dodaj komentarz


Wędrujące żuki

Marta LiszkaKsiążka Spacer Łukasza Łęckiego i Marty Liszki, gdy jest złożona, ma format kwadratu, ale po uniesieniu okładki i rozłożeniu wszystkich pięciu kart, okazuje się, że mamy do czynienia z długim na dziewięćdziesiąt dwa centymetry leporello. Na tekturowych stronach, zadrukowanych z obu stron, opowiedziana zostaje dykteryjka o wędrówce czarnych żuków poprzez świat.

Na każdej karcie znajduje się rymowany dystych, z wyjątkiem dwóch ostatnich, gdzie umieszczono jednym wersie. Gdyby wersy zapisać na jednej stronie, to otrzymalibyśmy sonet angielski, napisany klasycznym czternastozgłoskowcem ze średniówką po siódmej sylabie, z rymami wewnętrznymi. Forma, którą zastosował Łęcki, nie należy do łatwych, ale dość sprawnie udało mu się z niej wywiązać. Tekst czyta się płynnie i rytmicznie.

spacer_2Na pierwszej stronie w podróż wyruszają dwa żuki, na kolejnej dołączają się do nich dwa następne, ostatecznie wycieczka ukończona zostaje pod łukiem tęczy przez siedem owadów. Końcowa tęcza ma dla tej krótkiej opowieści znaczenie zasadnicze, ale nie będę go zdradzał. Pointa jest zaskakująca i, w kontekście całości, sympatycznie absurdalna.

Marta Liszka każdego nowego żuka numeruje, wyznaczając mu punkt startowy, a jego trasę oznacza na kartach przerywaną linią, więc na ostatniej stronie mamy plątaninę siedmiu różnokolorowych linii. Możemy sobie śledzić spacerujące owady, chociaż właściwie śledzimy ich marszrutę przez las, wieś, zagrodę, pole, plac zabaw, nad rzeką. Dopiero na ostatniej stronie możemy podejrzeć, jak wyglądają bohaterzy tej opowieści.

spacer_3Ilustratorka podzieliła każdą stronę na trzy części, umieszczając swoje prace u góry i u dołu strony, po środku znajduje się biała, pusta przestrzeń, na której umieszczony został tekst wiersza. Mamy więc do czynienia z dwoma długimi ilustracjami, choć sceneria każdej z nich, co kartę się zmienia, to jednak plansze łączą się ze sobą: a to wieś i wielki dom sołtysa płynnie przechodzą w las, po którym spaceruje leśniczy, a dalej widać pole, przecina je strumyk, która znika na chwilę, ale znów się pojawia i przechodzi w rwącą rzeczkę, przy której łacha pisku i ojciec z synem w strojach kąpielowych, a dalej już płyną panowie w kajakach.

spacer_4Każda z plansz, zawiera wiele szczegółów, których wyłowienie jest nie lada zabawą. Krajobraz przesuwa się płynnie, jakby czytelnik wespół z żukami, jechał pociągiem. Ten wyimaginowany pociąg mknie razem z tekstem środkiem plansz, po wspomnianej powyżej białej przestrzeni. Możemy bez trudu śledzić, jak zmienia się okolica, u góry – jakbyśmy patrzyli przez lewe okno wagonu, a u dołu – jakbyśmy spoglądali przez prawe. Autorka bardzo dobrze wykorzystała, to co ma do zaoferowania książka typu przekładanka.

Łukasz Łęcki (tekst), Marta Liszka (ilustracje), „Spacer”, Czerwony Konik, Kraków 2012.

[tekst: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 3+]

{książkę można kupić tu: klik! klik! lub tu: klik! klik!}

sienczykPowyższa recenzja jest fragmentem tekstu Krótki przewodnik po picturebookach wydanych w PL w latach 2010-2013, który napisałem dla „Zeszytów Komiksowych”. Cały tekst, zawierający umówienia następujących picturebooków: Emigracja, José Manuel Mateo (tekst), Javier Martinez Pedro (ilustracje); Książę w cukierni, Marek Bieńczyk (tekst), Joanna Concejo (ilustracje); Kto pocieszy Maciupka?, Tove Jansson (tekst & ilustracje); Laszlo boi się ciemności, Lemony Snicket [właśc. Daniel Handler] (tekst), Jon Klassen (ilustracje); Mój dom, Delphine Durand (teks & ilustracje); Opowieści z najdalszych przedmieść, Shaun Tan (tekst & ilustracje); Pelerynek i pogoda pod psem, Wouter van Reek (tekst & ilustracje); Spacer, Łukasz Łęcki (tekst), Marta Liszka (ilustracje); Szkice z przyszłości, Zosia Frankowska (tekst), Jacek Ambrożewski (ilustracje); Tata ucieka z cyrkiem, Etgar Keret (tekst), Rutu Modan (ilustracje).
Numer zawiera rozbudowany blok tekstów poświęconych książkom obrazkowym (wśród autorów m.in. prof. Jerzy Szyłak), polecam wszystkim zainteresowanym. „Zeszyty…” miały swoją premierę rynkową podczas Warszawskich Targów Książki, można już zamawiać tu: klik! klik!

picturebook{książkę można kupić tu: klik! klik!}

Książę w cukierni

12/03/2014 § 3 Komentarze


ksiaze w cukierniMarka Bieńczyka nie trzeba specjalnie przedstawiać. Osobiście, z jego bogatej twórczości, najbardziej cenię sobie: powieść Terminal, zbiór esejów Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty oraz tłumaczenie powieści Nieśmiertelność autorstwa Milana Kundery. Książę w cukierni to druga, po Nussi i coś więcej, książka z tekstem Bieńczyka, która opublikowana została przez wrocławskie wydawnictwo Format, specjalizujące się w publikacjach dla dzieci.
Autorką ilustracji jest Joanna Concejo, polska ilustratorka, która od kilku lat na stałe mieszka we Francji i większość swoich książek publikuje zagranicami naszego kraju, w naszym kraju ukazał się jedynie jej picturebook pt. Dym wydany w 2011 roku przez toruńską oficynę Tako; za omawianą książkę artystka otrzymała prestiżową nagrodę główną polskiej sekcji IBBY i tytuł Najlepsza Książka Roku 2013 w kategorii grafika.
ksiazeKsiążę w cukierni to publikacja, która zaskakuje czytelnika formatem i formą: oto mamy filozoficzną dykteryjkę, która ma charakter moralitetu, natomiast piękne ilustracje, są obok tekstu. Przy okazji Książę… to jeden z niewielu przykładów na to, że picturebooki, to książki również dla dorosłych.
Wydano ją w twardych okładkach, w niebanalnym formacie: podłużny, stojący prostokąt o proporcjach 3:1. Gdy przewracamy okładkę, okazuje się, że mamy do czynienia z długim na ponad sześć metrów leporello; jak w klasycznej książce – możemy kartkować strony, ale z racji tego, że ostatnia nie została przyklejona do okładki, wskazane jest, aby w ramach eksperymentu całość rozłożyć na podłodze w jeden, długi obraz. Tekst oraz ilustrujące go rysunki zostały umieszczone na „prawej” stronie, natomiast na „lewej”, tylnej rysownicza naszkicowała czterolistną koniczynkę, która opada, unosi się, znów opada i znów się unosi.
kaktusiaMarek Bieńczyk napisał swoisty „mini-wykład o maxi-sprawach” (aby posłużyć się tytułem książki Leszka Kołakowskiego), wykład opowiadający o szczęściu, a właściwie o jego permanentnym braku. Autor wprowadza na scenę w kawiarni podstarzałego Księcia i jego towarzyszkę o imieniu Kaktusia, którzy podczas delektowania się cukierniczymi wyrobami rozmawiają o szczęściu. Właściwie to Książę głównie monologizuje, a Kaktusia niefrasobliwie mu odpowiada. Pierwsze, wypowiedziane przez niego zdania, brzmią: „Ze szczęściem są same kłopoty (…). A największy to taki, że już było. Że już było”. Kaktusia ma odmienne zdanie, nie rozwodzi się nad tym, co było, a czego już nie ma. Wymowa wypowiedzi melancholijnego Księcia streszcza się w zdaniu: „Szczęśliwym się bywa, a nie jest”.
lupus libriTekst Księcia w cukierni przywodzi mi na myśl książkę eseistyczną Bieńczyka pt. Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdą straty. Wstaję, podchodzę do regału z książkami, chwilę szukam, znalazłem, kartkuję i na chybił trafił wybieram jeden z zaznaczonych wcześniej fragmentów: „Dla melancholii, jak ją widzę, nie chcę szukać ulgi, terapii, czy bogactwa w duchowym przeobrażeniu, które wyprowadza nas siłą tej czy innej wiary poza jej obręb. (…)Wolę melancholię, gdyż pozostaje tu nisko w świecie, który widzi alegorycznie; gdyż nie odnajduje straty, gdyż nie rozpływa się w przypływie tożsamości, która każe nam tak bardzo być sobą, i tak bardzo się zajmować własnym kształtem i własnymi pragnieniami”.
piesJak już wspomniałem, uważam, że ilustracje, a właściwie ta jedna ogromna ponad sześciometrowa ilustracja, przygotowana przez Joannę Concejo za pomocą ołówka i kolorowych kredek, jest jakby obok tekstu. Co prawda rysowniczka zwizualizowała Księcia, Kaktusię, cukiernię, podjadane napoleonki i pączki, ale narysowana przez nią opowieść odbiega od wymowy tekstu Bieńczyka. Artystka złamała ją, nadając jej, poprzez swoje rysunki, lekko ironiczny charakter. Tekst Bieńczyka jest podany bardzo serio, natomiast rysowniczka utrzymuje melancholijny klimat przypowieści, ale dodaje dodatkowe elementy, wprowadza smutnego, ogromnego niedźwiedzia (przysłowiowego „słonia w składzie porcelany”), chmarę rozbrykanych piesków oraz pewne surrealistyczne rekwizyty, takie jak: mała, papierowa czapeczka na głowie Księcia, imbryczek stojący na oparciu krzesła, psy robiące zielone faworki. Dzięki tym zabiegom artystka opowiada swoją historię, która jest bardziej surrealistyczna.
Książę w cukierni to picturebook podczas lektury którego nie można się nudzić, gdyż czytać go możemy na kilka sposobów, a niedomknięta pointa tekstu Bieńczyka pozwala na wiele możliwych interpretacji.

Marek Bieńczyk (tekst), Joanna Concejo (ilustracje), „Książę w cukierni”, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013.

[tekst: 4+, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4+] leporello

ZK_logo_whiteTekst powyższy jest przeredagowanym fragmentem artykułu noszącego tytuł Krótki przewodnik po picturebookach wydanych w Polsce w latach 2010-2013, który został przeze mnie napisany dla 17. numeru Zeszytów Komiksowych. Magazyn będzie miał swoją premierę w maju podczas Targów Książki w Warszawie, więcej szczegółów tu: klik! klik!
Zdjęcia książki wykonane przez Grzegorza Teszbira, które ilustrują wpis, zostały zaczerpnięte z bloga Lupus Libri; użyłem ich za zgodą i wiedzą. Oryginalnie można je podejrzeć tu: klik! klik!
Dziś Wydawnictwo Format na swoim profilu fb poinformowało: „Dodruk książki już na etapie finału. Jeszcze kilka dni”.

Książkę można kupić tu: klik! klik!

Joanna Concejo
Bloga Joanny Concejo można śledzić tu: klik! klik!
A jej strona na fb jest tu: klik! klik!

Emigracja

03/05/2013 § 1 komentarz


emigracjaWydawnictwo Widnokrąg to kolejna mała oficyna, która zwróciła moją uwagę, gdyż ma w swojej skromnej ofercie interesujące książki obrazkowe dla dzieci. Takie, w których narracja wizualna odgrywa główną rolę, a nawet nadrzędną, jak to ma miejsce w wypadku publikacji pt. Czarna książka kolorów autorstwa Menena Cottin (tekst) i Rosana Faría (ilustracje). Jednakże zamierzam napisać kilka zdań o innej książeczce. Dokładnie o Emigracji, do której tekst napisał meksykański pisarz José Manuel Mateo, natomiast ilustracje (a właściwie jedną, ogromną ilustrację) przygotował artysta Javier Martinez Pedro.
Jest to książka nieszablonowa. Samo słowo książka niezbyt pasuje do tej publikacji, ponieważ nie mamy do czynienia z „przedmiotem do kartkowania”, prędzej z prospektem czy poskładanym plakatem. Okładka wykonana została z dwóch, bardzo grubych kartonowych płacht w czarnym kolorze. Na tylnej wytłoczono logo wydawnictwa, natomiast na przedniej we wtłoczeniu wklejono ilustrację przedstawiającą jadący pociąg, do którego próbują wsiąść ludzie, przeważnie mężczyźni. Aby książka się sama nie otworzyła, jest zasznurowana czarną tasiemką.
zorroWewnątrz, po rozwiązaniu kokardki, uniesieniu górnej okładki, znajdziemy ponad metr papieru w jednym kawałku, który został złożony w harmonijkę. Książka ukazuje swoje bogactwo za każdym kolejnym przewróceniem, przekartkowaniem zagięcia papieru. Opowieść rozwija się analogicznie: po przekartkowaniu (do góry!) stron, na jednym panelu, a jest ich łącznie dziewięć, mamy fragment/segment historii. Oczywiście można czytać książkę także inaczej, nie bawić się w przewracanie kartek, tylko od razu na podłodze lub na dużym stole rozłożyć całość.
Fenomen tej publikacji polega na tym, że można ją czytać na kilka różnych sposobów, zaręczam, każdy z nich będzie fascynujący. Można zignorować ilustrację i przeczytać jedynie tekst José Manuela Mateo. Wówczas poznamy historię chłopca, nie wymienionego z imienia, którego życie dzieli się na trzy etapy. Czas szczęścia, gdy żył z całą rodziną w swojej wiosce, tam ojciec uprawiał ziemię, a on biegał po polu oraz bawił się z siostrą w chowanego, a pies imieniem Gazul zdradził miejsce, w którym się ukrył. Następnie przyszedł czas trwogi, gdy ojciec wyjechał, a on wraz z siostrą i mamą, są zmuszeni opuścić rodzinną wioskę i wyruszyć w ślad za zaginionym ojcem; nie jest to podróż dla przyjemności. Ostatnia faza to okres niepewności, gdy już przybywają do nowego, dużego miasta, gdzie wszystko jest nieznane, a nadzieje na lepsze życie jest nikła.
Możemy także czytać małe fragmenty tekstu i następnie na zatłoczonym obrazie wyszukiwać odpowiadające im sytuacje. Mała podpowiedź, dzięki której w gąszczu postaci można odnaleźć głównego bohatera, ma na głowie czapkę z daszkiem. Warto w tym miejscu wspomnieć, że rysunek Javiera Martineza Pedro pełen jest szczegółów, o których nie ma mowy w tekście, albo które są jedynie zasugerowane przez narratora.
blogMożna także zbudować (opowiedzieć) swoją historię. Pomijając wydrukowane zdania, dobudować alternatywne opowieści o innych bohaterach lub pozwolić głównemu bohaterowi przeżyć więcej przygód niż tylko te opisane w tekście. Takiemu odczytaniu ilustracji sprzyja także nielinearne prowadzanie narracji wizualnej na panelach.
Jest coś ludowego w rysunkach postaci: rzadko ukazane są frontalnie (en face), zwykle głowa z profilu, a ciało w półobrocie, dodatkowo zaburzone są proporcje ciała, głowa jest za duża a ręce za długie i często uniesione. Dodatkowo obraz Javiera Martineza Pedro ma w sobie coś ze sztuki naiwnej czy też ze średniowiecznych kodeksów. Efekt ten artysta uzyskał poprzez mnogość szczegółów, na każdym centymetrze jest coś narysowane. A także przez fantazyjne przedstawienie roślinności i zwierząt (konie stojące w zagrodzie bardziej przypominają jednorożce a świnie, jaszczurki i psy są jakby żywcem wyjęte z Bestiariusza z Rochester).
Książka Emigracja zdobyła nagrodę New Horizons Award na Targach Książki Dziecięcej w Bolonii w 2012 r. Dlatego nie należy zapominać, że przeznaczona jest dla dzieci. Jednakże mam wrażenie, że aby dziecko w pełni zrozumiało sens opowieści, musi być ona czytana z dorosłym, który będzie pełnił rolę przewodnika i tłumacza. Nie jest to książka łatwa i przyjemna, ze względu na temat, jednakże autorzy zadbali, aby historia nie była traumatyczna, jej odbiór jest możliwy dzięki wczuciu się w rolę narratora.

José Manuel Mateo (tekst), Javier Martinez Pedro (il.), „Emigracja”, tłum. Marta Jordan, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013.


[tekst: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]


{polecam odwiedziny na stronie wydawnictwa :tu: polecam także lubić profil wydawnictwa na fb :tu: część zdjęć ilustrujących tekst pochodzi z bloga p. Moniki Obuchow :tu: książkę można kupić :tu: lub :tu:}

Martinez Pedro

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with leporello at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: