Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Luthor

07/11/2015 § 2 Komentarze


Potwór z Metropolis

LuthorNie lubię Superman. No, może nie aż tak ostro, po prostu nie przepadam za tym herosem. Jeśli miałbym podać powód, to byłby taki: jego wiara w ludzi jest naiwna. Pewnie dlatego trochę kibicowałem różnym realizacjom postaci Lexa Luthora. Jednak dopiero komiks Briana Azzarello i Lee Bermejo pokazuje głębię psychologiczną tej postaci, wywlekając na światło dzienne główne motywy, które kierują dawnym przyjacielem Kenta, obnażając podłoże jego nienawiści do herosa.

Azzarello jest lubianym przeze mnie scenarzystą, który ma na swoim koncie takie tytuły jak: 100 naboi (niestety w PL seria została przerwana), Joker (rzecz zrealizowana z Bermejo) oraz świetny run Wonder Woman (szkoda, że heroina w naszym kraju nie jest zbyt ceniona, bo rzecz jest godna uwagi). Przygotowując skrypt scenarzysta wyszedł od redefinicji mitu o herosie z Kryptona, lex luthorod próby zrozumienia „nowej” roli herosa we współczesnym świecie. Spojrzał na legendę Supermana z zaskakującej perspektywy. Punktem wyjścia jest pytanie: „Co by było, gdyby Superman zmienił front?”, które przekłada się na taki oto monolog Luthora: „Co jeśli… Dziś w nocy… Spojrzy na nas z góry i uzna, że nie jesteśmy zdolni decydować o własnym losie? Co będzie, jeśli jutro się obudzi z przekonaniem, że wie, co jest dla nas najlepsze? Że chronić świat to za mało, skoro może nim władać? Jedyna gwarancja, że tego nie zrobi, to jego słowo”.

Superman w omawianym komiksie ukazany został jako potwór z czerwonymi oczami, w których żarzy się szaleństwo. Co ciekawe, pojawia się niezwykle rzadko. No i słusznie, w końcu główną postacią jest Lex Luthor. Czytelnik ma okazję „wejść w głowę” tej postaci, poznać motywy działania i nieprawdopodobne zdolności manipulacyjne. Dodatkowym smaczkiem jaki otrzymujemy, jest możliwość poznania multimiliardera w sytuacjach codziennych, zwyczajnych. A to utnie sobie pogawędkę z panem sprzątającym biuro, zje biznesowy lunch z Brucem Waynem, a to pokłóci się ze swoją asystentką.

Luthor reprezentuje Dobro, a Superman – zło, oczywiście w wyobrażeniu tego pierwszego. BermejoAby pokazać Metropolis i dalej: całemu światu, że to on jest zbawcą ludzkości, bo może jej dać Nadzieję, konstruuje inteligentnego, kobiecego androida o imieniu Hope. Kariera superbohaterki trwa dość krótko, ale mimo to czytelnik ma nieodparte wrażenie, że jest ona bardziej ludzka niż Kal-El. Niewątpliwie wszyscy (obywatele Metropolis + czytelnicy) zostajemy zmanipulowani przez Luthora, który wmawia nam, że maszyna jest zdolna do miłości i poświęcenia. W przeciwieństwie do Superman, bo on jawi się jako postać bez emocji, kalkulująca na chłodno zyski i straty.

Komiks wywiera mocne wrażenie. Co jest także zasługą oprawy graficznej Lee Bermejo. Rysowane przez niego postaci ukazane zostały naturalistycznie, ale za sprawą dużej ilości zmarszczek, bruzd i światłocienia owa realność jest im odbierana. Niektóre plansze zostały ciekawie zbudowane: bohaterzy przechodzą przez granice kadrów, czasem mniejsze kadru umieszczono „na wierzchu” większej sceny. Atmosferę mroku i niepokoju podsycają użyte kolory. SupermanDlatego nie dziwnym jest, że Egmont włączył komiks do cyklu „Obrazy grozy”.

Pierwotnie całość ukazała się w 2005 roku jako miniseria Luthor: Man of Steel, która składała się z pięciu zeszytów. Polski album zawiera dodatkowe dziesięć stron oraz galerię okładek, trochę czarno-białych szkiców Bermejo. Myślę, że warto zapoznać się recenzowaną pozycją w ramach „przygotowania” do premiery filmu Batman v Superman: Dawn of Justice. Powinni po nią sięgnąć nie tylko wielbiciele komiksów superbohaterskich.

Brian Azzarello (scen.), Lee Bermejo (rys.), „Luthor”, przeł. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 909, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5+]

Lex Luthor Man of Steelsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Lee Bermejo at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: