Najlepsze z najlepszych za rok 2015, część 2

31/01/2016 § 1 komentarz


Wojciech Szot – kierownik sklepu internetowego gildia.pl – podsumowując dla „Kolorowych Zeszytach” ubiegły rok, zwraca uwagę na niekorzystne wyniki sprzedaży komiksów polskich autorów. Pisze: „(…) zapaść na rynku komiksów polskich. I to jest coś nad czym potrzebna jest szersza dyskusja, bo komiksy polskich autorów, nawet tych z najwyższej półki, nie są kupowane przez czytelników”. Po trosze wtóruje mu Bartosz Kurc ze sklepu Incal: „Słabo sprzedają się komiksy dla dzieci nowych (tj. polskich) autorów. Pewnie lepsze wyniki są w sprzedaży bezpośredniej (księgarnia stacjonarna, targi), co zaobserwowaliśmy na MFKiG na obsługiwanym przez nas stoisku Egmontu. Sprzedał się cały zapas Malutkiego Liska Bereniki Kołomyckiej”. W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Chmielewski, przy okazji próbując podać powody takiej sytuacji: „Komiksy trudno dostępne ze względu na niski nakład, ograniczoną dystrybucję i skromny marketing (sporo pozycji wydawanych przez różne instytucje trudno wychwycić nawet branżowym serwisom) stanowiły blisko 3/4 oferty rodzimych autorów. Taka sytuacja nie napawa specjalnie optymizmem, a wspomniane bariery nie tylko nie pozwalają przebić się wielu ciekawym tytułom, ale też pogłębiają niszowość polskiej sceny komiksowej, tworząc z niej hermetyczny bastion dostępny jedynie dla fandomu. W tym kontekście rosnąca oferta zagraniczna, która jest łatwo dostępna, może negatywnie wpłynąć na polski komiks”.

2015

Minorowa tonacja wypowiedzi sprzedawców trochę zaskakuje. Nie żeby się z nią nie zgadzał, bo właściwie nie mam żadnych danych, aby zweryfikować podane informacje. Niby wyglądało, że to dobry rok dla rodzimych artystów: Jacek Świdziński w trakcie wiosennej edycji POP!Festivalu zgarnął nagrodę Literacką im. Henryka Sienkiewicza (40 tysięcy PLN), Kuba Woynarowski otrzymał Paszport Polityki, wystawa prac Krzysztof Gawronkiewicza krążyła po Polsce, do tego był gościem (wespół m.in. z Marzeną Sową) Festiwalu Conrada, a społecznościowa zbiórka funduszy na Krzesło w piekle skończyła się spektakularnym sukcesem, komiksy Zosi Dzierżawskiej, Marcina Podolca, Daniela Chmielewskiego, Daniela Grzeszkiewicza, Jakuba Rebelki i Macieja Sieńczyka Starapzin119ukazały się w kilku krajach Europy, Łukasz Mazur wydrukował swoje Usta pełne śmierci w Imige Comics, a kolejna polska artystka – Kasia Niemczyk– dołączyła do stajni Marvela. 119 numer „Strapazina” zdominowali Polacy, do udziału w przedsięwzięciu zaproszono: Olgę Wróbel, Marię Rostocką, Gosię Herbę, Renatę Gąsiorowską, Zosię Dzierżawską, Fanny Vaucher, Macieja Sieńczyka, Marcina Podolca, Daniela Chmielewskiego i Daniela Gutowskiego.

Pewnie w kwestii tego, czy to był dobry czy zły rok powinni się wypowiedzieć wydawcy, chociaż Wojciech Szot pełni również funkcję redaktora naczelnego w Wydawnictwie Komiksowym, więc z drugiej strony wie, co mówi. Wspomniana oficyna wprowadziła w 2015 roku na rynek 7 komiksów, Kultura Gniewu – 9, Timof i cisi wspólnicy – 12, Centrala + Ginde + Sol – 13, dodatkowo naliczyłem ponad 80 innych pozycji albumowych i zinopodobnych. Mało? Dużo? Moim zdaniem całkiem sporo. Chociaż faktycznie nie o ilość (w sztukach) chodzi, a o sprzedaż (w złotówkach). Poniżej zapraszam do zapoznania się z listą najlepszych komiksów polskich autorów, jakie przeczytałem w 2015 roku.

wielka1. Jacek Świdziński (scen. & rys.), „Wielka ucieczka z ogródków działkowych”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Czytając najnowszą produkcję Świdzińskiego, aż trudno uwierzyć, że powstała grubo przed ostatnimi wyborami. Autor przedstawia się jako świetny obserwator współczesnego życia Polaków, którzy nie potrafią odnaleźć się aktualnej rzeczywistości. Skazą resentymentu dotknięci są według niego i młodzi, i starzy, bo nie chcą oderwać się od przeszłości, żyją zestawem mitów miejskich (i wiejskich). Znamienna w tym kontekście jest wypowiedź jednej z bohaterek: „Mówię pani, kiedyś czasy były może i gorsze, ale ludzie mieli lepiej”.

Z drugiej strony Wielką ucieczkę… należy traktować jako próbę zdefiniowania „ducha narodu”, która zrealizowana została w formie quasi-reportażu. Jego dzieło można potraktować jako pytanie czym jest „polskość” i na czym polega. Pyta sam siebie (i zaocznie czytelników), by po chwili odpowiedzieć. Diagnoza nie jest przyjemna. Jego definicja składa się z zestawu luźnych anegdot i przytoczeń (proszę zwrócić uwagę, jak często bohaterzy zaczynają swoje wypowiedzi od słowa „podobno”), fragmentarycznych dialogów, deklaratywnych opinii, które połączone zostały w labirynt oparty na paradoksie niekończącej się podróży. W marszrucie bohaterów, a także szerzej: w konstrukcji fabuły, rozpoznaję jako bezpośrednią inspirację grafikami M. C. Eschera.

Świdziński prowadzi opowieść niechronologicznie. Dlatego uczucie dyskomfortu, które wywołane jest wrzuceniem w niby przypadkowe miejsce akcji, towarzyszy czytelnikowi od pierwszej planszy. Długo trwa nim narracja zaczyna składać się w spójną całość. Dopiero po przeczytaniu, widzimy jak poszczególne nici opowieści się ze sobą splatają i łączą, budując przemyślaną konstrukcję. Z oddalenia widać, że autor prowadził (niekoniecznie za rączkę) nas po schodach, korytarzach i zaułkach iluzorycznego labiryntu. Wielka ucieczka… rozpoczyna się i kończy w tym samym miejscu, zatoczyliśmy koło, depczemy po własnych śladach.

wroc do mnie2. Bartosz Sztybor (scen.), Wojciech Stefaniec (rys.), „Wróć do mnie, jeszcze raz”, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Przez jakiś czas wahałem się, czy album Sztybora i Stefańca nie jest czasem najlepszym polskim komiksem jaki przeczytałem w ubiegłym roku. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na Świdzińskiego, ponieważ jego produkcja ma bardziej uniwersalny charakter, gdyż dotyczy „narodu”. Wróć do mnie… to rzecz równie ważna i przejmująca, jednak o zupełnie innym temperamencie, węższym, wyraźnie jednostkowym i prywatnym. Nigdzie nie została podana informacja, że album ma charakter autobiograficzny, jednak biorąc pod uwagę przedstawienie się protagonisty-narratora: „Mam na imię B., choć każdy mówi mi Sz.” oraz jego wizualne podobieństwo do scenarzysty, Bartosza Sztybora, możemy śmiało domniemywać, że autor dzieli się z czytelnikami własnymi życiowymi doświadczeniami. A nie są one lekkie. Bohater komiksu ma wyraźne problemy z nadużywaniem używek (nie zawsze legalnych). Narracja skupia się ich destrukcyjnym wpływie. Mamy wygląd w narkotyczne i alkoholowe wizje B., obserwujemy z bardzo bliska, jak wszystko powoli się rozmywa, ulatuje, staje złudne. Bohater ma trudności z rozróżnieniem rzeczywistości od rojeń, co prawda, raz za razem podejmuje próbę ratowania tego, co się da. Jednak na naszych oczach rozpierdala sobie życie i niszczy relacje z bliską (najbliższą) kobietą, bo przecież tylko na niej mu zależy.

Stefaniec w mistrzowski sposób oddał „przygody” bohatera. Za sprawą talentu artysty czytelnik może wejść zwichrowaną psychikę B., wniknąć w oniryczną rzeczywistość, którą nawiedzają odrażające demony w przebraniu klauna. Miejscami miałem wrażenie, że jestem za głęboko, że tylko chwila, a sam wpadnę do bezdennej przepaści. Stefaniec nie przestaje mnie zaskakiwać, moc jaka bije z plansz jest ogromna. Szafowanie technikami malarskimi (są i kolaże), kolorystyka, dynamika, kadrowanie, perspektywa – dosłownie: cała warstwa graficzna przyprawia o zawrót głowy. Dwojaki. Po pierwsze z podziwu dla warsztat, po wtóre poprzez fizyczne oddziaływanie. Uprzedzam lojalnie, lektura Wróć do mnie… nie jest miłą przygodą, choć ostatecznie wymowa całości pozostawia nas z nadzieję, że miłość ocala.

powrot3. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Ryjówka przeznaczenia #3: Powrót rzęsorka”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
W Powrocie… spotykamy dobrze znanych i lubianych bohaterów. Tych pozytywnych, którym kibicujemy i darzymy, wzrastającą ze strony na stronę, sympatią. I tych mniej pozytywnych, którym życzymy, aby im się noga powinęła. Dodatkowo leśny zwierzyniec zostaje wzbogacony o nowe postaci: całą rodzinę bobrów, salamandrę plamistą, biedronki i nietoperze. W roli czarnego charakteru został obsadzony człowiek, którego głupota kolejny raz zagraża życiu zwierząt.

W bieżącym tomie ograniczono nawiązania i cytaty z klasycznych pozycji fantasy czy science-fiction. Wyjątkiem jest zatopienie Dobrzyka, grającego przez chwilę rolę Hana Solo, w lokalnym karbonicie, czyli błocie. Należy podkreślić, że z każdym kolejnym komiksem fabularne pomysły Samojlika są coraz bardziej zaskakujące, który konstruuje akcję z taką lekkością i znawstwem, że Powrót rzęsorka po prostu się połyka, a nie czyta. Należy docenić i chwalić, że scenarzyście chce się wymyślać kolejne narracyjne rozwiązania, a nie używać już ogranych i sprawdzonych chwytów. Powrót rzęsorka miał być ostatnim komiksem autorskiego cyklu Tomka Samojlika o życiu małych (i nie tylko) ssaków w Puszczy Białowieskiej. Na szczęście dla wiernych fanów, do których się zaliczam, autor zapowiedział, że możemy liczyć na czwartą część, która będzie nosiła tytuł Zima ryjówek.

Malutki_Lisek_i_Wielki_Dzik4. Berenika Kołomycka (scen. & rys.), „Malutki Lisek i Wielki Dzik #1: Tam”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Autorski komiks Bereniki Kołomyckiej to rzecz piękna. Ze względu na malarską stylistykę i niewielką ilość słów album skierowany jest głównie do najmłodszych. Jednak uniwersalność i prostotę opowieści muszą docenić także dojrzali czytelnicy, którzy szukają Autorka obsadziła w głównej roli żyjącego pod jabłonką na skraju lasu Malutkiego Liska. Jest mu dobrze, jest szczęśliwy, bo jest sam. Jednak pewnego letniego dnia, gdy na polanie pojawia się Wielki Dzik. A to wszystko się zmienia. Cały świat malucha staje na głowie, bo od teraz nie jest sam i będzie musiał nauczyć się żyć we dwoje. Opowieść wymyślona przez Kołomycką jest baśniowa i zarazem wszechstronna. Piękna w swej prostocie, ale także przejmująca, bo dotyczy spraw podstawowych: przyjaźni, samotności, działania razem i podjęcia wspólnej podróży przez życie.

Podoba mi się konstrukcja komiksu. Całość została podzielona na cztery rozdziały, które odpowiadają następującym po sobie porom roku (od lata po wiosnę). Prosty zabieg, który trafnie został przełożony na emocje bohaterów: własne i względem siebie. Czytelnik może skupić się na tym, jak rozwija się więź między Liskiem a Dzikiem. Autorka postawiła na antropomorfizm i minimalizm, ale dzięki temu pozytywne przesłanie może mocniej wybrzmieć. Zaproponowane zakończenie jest otwarte, dzięki czemu dalszy ciąg przygód przyjaciół czytelnik musi sam dopowiedzieć.

robaczki5. Dominik Szcześniak (scen. & rys.), „Robaczki”, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Po przeczytaniu pozycji Szcześniaka trzeba mieć dużo samozaparcia i wiary w siebie, aby dalej robić komiksy i pisać o nich. Narrator, tożsamy z autorem, sam ma wyraźne problemy z wiarą w sens swego twórczego działania. W końcu Dominik jest i scenarzystą, i rysownikiem, i redaktorem, i recenzentem. Na szczęście u swego boku ma mądrą żonę, która zachęca do działania, skutecznie pomaga autorowi osiągnąć właściwą perspektywę. Robaczki to przede wszystkim rzecz o dźwiganiu brzemienia (chwilami nielekkiego) odpowiedzialności związanego z bycia rodzicem, to szczera opowieść o relacjach rodzinnych, głównie na linii ojciec-syn. Scenariusz komiksu wyrósł niejako samoistnie, wiąże się z internetowym projektem Hej, Misiek! zrealizowanym przez Szcześniaka w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublin. Polegał on na relacjonowaniu bliskiego bycia z synem.

Dominik Szcześniak (alias Bruce Wayne) w stroju Batmana otwiera autorski album ostrą przemową, która skierowana jest czytelnika. Oratorskie wystąpienia Batmana otwierają każdy z trzech rozdziałów. Wydawać by się mogło, że to nie najlepszy pomysł, aby do komiksu obyczajowego wstawić polemiczne wtręty o krajowym środowisku komiksowym. Jednak znaczenie, wartość i spójność narracji osiągnięta zostaje przez fakt, że jest to produkcja dobitnie autobiograficzna, w której autor-narrator-bohater dzieli się z czytelnikiem prawie wszystkimi swoimi rolami społecznymi: męża, ojca, przyjaciela, kolegi, scenarzysty, rysownika i krytyka. Robaczki potraktować możemy jako poruszający dokument, w którym znany scenarzysta postanowił porysować, aby opowiedzieć o tym jak łączy rolę ojca z potrzebą bycia twórcą.

drapak6. Bartosz Sztybor (scen.), Tomasz Kaczkowski (rys.), „Niezła draka, Drapak! #1: Puść to jeszcze raz”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Za scenariusz komiksu odpowiada Bartosz Sztybor, doświadczony autor, który ma na swoim koncie kilka publikacji dla dorosłych. Proszę zwrócić uwagę, że w bieżącym zestawieniu pojawiają się dwie inne pozycje, do których napisał on skrypt. Natomiast dla rysownika ¬ Tomasza Kaczkowskiego ‒ jest to komiksowy debiut, choć nie ilustracyjny, bo ma na swoim koncie oprawę graficzną do książki Mat i świat. W komiksie warstwa graficzna wypada nadzwyczaj dobrze. Rzecz opowiada o Kornelu, który na co dzień jest zwykłym antykwariuszem, ale nocą zakłada kostium superbohatera i broni swego Miasta przed złoczyńcami. Schemat narracyjny jest znany i ograny przez popkulturę. Jednak autorzy dołożyli wielu starań, aby opowieść była zajmująca i niesztampowa. I taka właśnie jest!

Historia nakreślona przez scenarzystę wciąga i bawi. Sztybor świetnie szafuje bohaterskimi kliszami, dorosły czytelnik rozpozna „kultowe” sceny. Drapak to trochę taki polski Batman w wersji dla najmłodszych. Chociaż ze względu na dużą dawkę humoru i ironicznego dystansu komiks może być atrakcyjny także dla dorosłego czytelnika. Pierwsze zadanie Drapaka wiąże się z walką z wielkim robotem, a później tajemniczym czarnym charakterem, który terroryzuje mieszkańców Naszego Miasta za pomocą muzyki. Standardowo: musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość przed przyjaciółmi i dziewczyną, na której mu zależy. Nie będę ukrywał, że ze wszystkich pokonkursowych albumów ten podobał mi się najbardziej. Ponieważ jest udaną próbą zaszczepienia na polski grunt opowieści superhero, która nie sprowadza się do prężenia mięśni, bo główny bohater musi głównie prężyć mózg. A dodatkowo jeszcze bawi.

Vreckless Vrestlers7. Łukasz Kowalczyk (scen. & rys.), „Vreckless Vrestlers”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Album Vreckless Vrestlers to zwieńczenie trwającego niespełna dwa lata autorskiego projektu Łukasza Kowalczyka. Fabuła komiksu jest trywialna, bo jest jedynie pretekstem dla absurdalnych zabaw autora. Rzecz dzieje się w przyszłości w latach 3067 i 3068, gdzie w mieście Excelsior na arenie występują pochodzący z różnych wymiarów i linii czasowych profesjonalni wrestlerzy. Na kolejnych planszach widzimy zapaśników, którzy nie robią nic innego, jak tylko bezlitośnie okładają się po mordach, gryzą, wyrywają kończyny. Groteskowy pomysł Kowalczuka został zrealizowany z zadziwiającą dbałością o to, aby oddać klimat Profesjonalnej Międzywymiarowej Ligi Wrestlignu: kasa, tajemniczy The Manager, stroje zawodników, szalejąca publiczność.

Vreckless Vrestlers to przemoc i rozrywka w formie czystej, która ma szokować, ale także bawić. Makabryczne igrzyska gore, podczas których czytelnik od pierwszej do ostatniej planszy nie ma chwili wytchnienia, bo wciąż coś się dzieje, kolejni zawodnicy stawiają się na ringu. Autor w żaden sposób nie sili się na artyzm, poprzez swą produkcję kpi sobie z „mądrych” komiksów. Jego produkcja to graficzne Kung Fury, bezkompromisowy underground, kicz i szlam.

Kwintesencja8. Grzegorz Janusz (scen.), Krzysztof Gawronkiewicz (rys.), „Kwintesencja”, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Można (i należy) się głęboko zastanawiać nad tym, czy rzeczywistymi bohaterami Kwintesencji są dwa mole książkowe, które pożerają maszynopis doskonałej i wybitnej formalnie powieści Eryka Olimpa. Epokowe dzieło nigdy nie ujrzy światła dziennego, pierwszymi i ostatnimi czytelnikami na wieki pozostaną Kołatek i Pustoszek. Pochłaniając (tj. czytając i pożerając) kolejne strony maszynopisu dwaj towarzysze rozmawiają ze sobą, dzieląc się wrażeniami z lektury, anegdotami oraz popisując swoją erudycją i znajomością trudnych wyrazów. Czytelnik komiksu ma jedyną w swoim rodzaju okazję poznać fabułę powieści niejako z drugiej ręki, poprzez uważne śledzenie wypowiedzi bohaterów. Nie żeby ich opowieści były jakoś specjalnie mądre i trafne. Scenarzysta poprzez figurę gadających moli naigrywa się z domorosłych krytyków, którzy wiedzą lepiej od autora.

Nie o fabułę chodzi w Kwintesencji, a o nadrzędny koncept. Postmodernistyczną zabawę ideą książki jako przedmiotu z jednej strony użytkowego, a z drugiej artystycznego. Najnowsze dzieło Janusza i Gawronkiewicza jest przedmiotem pięknym, ale całkowicie zbędnym, ponieważ nie realizuje żadnego celu utylitarnego. To nawet nie rozrywka, jak jest choćby w wypadku Vreckless Vrestlers, to raczej autorska batalia przeciw bezmyślnym czytelnikom – „molom książkowym” pochłaniającym każdą zadrukowaną stronę bez refleksji własnej. Ci, którzy czytają książki niczym nie różnią się od tych, którzy książek nie czytają. Nie są ani lepsi, ani gorsi. Mądrzejsi – teoretycznie, bo w praktyce bywa różnie. Czytelnie nie jest powodem do dumy, ani tym bardziej przechwałek. Czytający książki nie są ani piękniejsi, ani bardziej atrakcyjni seksualnie: do łóżka można iść z każdym lub każdą (w zależności od orientacji).

Kapitan Mineta9. Bartosz Sztybor (scen.), Piotr Nowacki (rys.), „Kapitan Mineta – OmniPUSS”, Pokembry, Warszawa 2015.
W założeniu powyższa lista komiksów miała się obyć bez wznowień i zbiorczych edycji. Jednak dla dwóch pozycji postanowiłem zrobić wyjątek, ponieważ zeszyty wydano w nikłym nakładzie, który szybko się wyczerpał, a dodatkowo dopiero po zebraniu ich pod jedną okładką widać szerszy kontekst dzieła. Pierwsza to rzecz Łukasza Kowalczuka, a teraz czas na drugą. Sztybor i Jaszczu powołali do życia Kapitana Minetę dawno temu, bo gdzieś w okolicach roku 2008. Towarzyszył im aż do grudnia ubiegłego roku, ale kariera tego superbohatera się właśnie skończyła. Na ostatniej stronie OmniPUSSa możemy przeczytać: „Pewnego dnia Jaszczur powiedział, że już mu się chyba nie chce. Stwierdziliśmy z Łazurem, że w sumie racja”. Panowie się wycofują, ale nie tak do końca, w końcu rysownik deklaruje, że „chyba” już mu się nie chce, więc jest nikła szansa, że kiedyś mu się jeszcze zachce.

Oczywiście w zbiorczym wydaniu przygód Kapitana Minety na pierwszy plan wysuwa się cała ta słynna obsceniczność, niewybredne i perwersyjne żarty. Czyli zmutowane sromy, obwisłe łechtaczki, penisy, cycki i pośladki, seksualne przygody i podboje, analne i onanistyczne doświadczenia. Jednak dopiero w tej edycji widać, że cały ten erotyzm to undergroundowy sztafaż, że dostajemy coś więcej, pewien bonus, który w zeszytach nie był widoczny, gdzieś zanikał, gubił się. Chodzi mi o pewną diagnozę społeczeństwa, widzianą w krzywym zwierciadle, które zwielokrotniało żarty. Czy emerytki z obwisłymi łechtaczkami, to moherowe babcie w akcji? Czy figura burmistrza, który grubo imprezuje, nie jest krytyką lokalnych władz, które interesują się tylko tym, aby dobrze wypaść, a nie działać na rzecz społeczności lokalnej? A pracownicy kupalni, to swoiste korpoludki? Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt OmniPUSSa. Rzecz jest także niewybredną satyrą na rodzime środowisko komiksowe. Małe, a przyciężkawe bagienko, po spotkaniu z którym kac może być długi i męczący. Autorzy potrafią z siebie i swoich „oficjalnych” komiksów śmiać. Margines autoironii jest bardzo szeroki, można zazdrościć Sztyborowi, Jaszczowi i Łazurowi dystansu.

ivan kotowicz10. Kajetan Kusina (scen.), Michał Ambrzykowski (rys.), „Niesłychane losy Ivana Kotowicza. Tom 1”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Debiut Kusiny i Ambrzykowskiego zaskoczył mnie, pozytywnie zaskoczył. Nie spodziewałem się, aż tak dopracowanego albumu. Scenarzysta zadbał o ciekawy skrypt, a rysownik świetnie wywiązał się ze swojego zadania. Z jednej strony otrzymaliśmy rzecz zabawną i wciągającą, z dobrze poprowadzoną akcją. A z drugiej wizualnie intrygującą, na którą patrzy się z satysfakcją. Zgodnie z tytułem komiksu poznajemy niesłychane losy tytułowego bohatera, który na drugiej planszy tak mówi do swego przyjaciela: „Próbowałem spisać moją historię, tak jak radziłeś, ale to chyba nie dla mnie. Dotarłem do momentu opuszczenia domu i nie mogę napisać słowa więcej”. W ostatnim kadrze tej planszy widzimy otwarty notatnik, zapisany drobnym maczkiem. A trzecia plansza przenosi nas już na tereny przygraniczne Rosji i Azerbejdżanu – czytamy relację i oglądamy wizualizację wydarzeń. Wspomniana powyżej wypowiedź jest trochę nieścisła, gdyż Ivan opowiada swoje dzieje chronologicznie dalej niż tylko do wspólnego z ojcem wyjazdu z wioski.

Pozytywne zaskoczenie w dużym stopniu jest zasługą rysownika. Dojrzały i przejrzysty styl Michała Ambrzykowskiego bardzo mi się podoba. Dbałość o szczegóły, dokładne przedstawienie budynków, pojazdów (wspaniały parowóz!), brak problemów z anatomią i dynamiką ruchów postaci. Dodatkowo artysta nie ma żadnych problemów z perspektywą. To wszystko zasługuje na pochwałę. Nie mam także zastrzeżeń do kadrowania i układu paneli na planszy. Intrygujący debiut, którzy wróży wiele dobrego na przyszłość.

Właściwie mógłbym ciągnąć listę dalej. Teraz zdaję sobie sprawę, że pominąłem co najmniej trzy pozycje, które powinny się na niej znaleźć:
– Michał Rzecznik (scen.), Leszek Wicherek (rys.), „Kot #1: Żona dyplomaty”, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2015.
– Maciej Kur (scen.), Piotr Bednarczyk (rys.), „Lil i Put #2: Chodu!!!”, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
– Krzysztof Gawronkiewicz i inni (scen.), Krzysztof Gawronkiewicz (rys.), „Krzesło w piekle”, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Przy okazji zapraszam do przeczytania i zapoznania się z „krótkim” podsumowaniem roku 2015 (klik! klik!), listą najlepszych zagranicznych komiksów dla dorosłych minionego roku (klik! klik!) oraz tekstu przedstawiającego komiksy dla dzieci wydane przez Egmont w 2015 roku (klik! klik!). Jeszcze jedna uwaga: klikając na tytuł komiku zostaniecie przeniesieni do sklepu, w którym możecie dokonać zakupów.

Komiksowy rok 2015: krótkie podsumowanie

17/01/2016 § Dodaj komentarz


2015

Podsumowując miniony rok koniecznie trzeba wspomnieć o ogromnej ilości komiksów, które się ukazały. Nie przypominam sobie, aby ostatnich 10 latach ukazało się ich aż tyle. Sam przeczytałem niespełna 200 komiksowych pozycji. Co dziwne, bo właściwie prawie zrezygnowałem z czytania superhero, nie kupuję ani WKKM, ani Marvel Now, ani Nowe DC Comics. Wydawcy szaleją, ale do czasu, gdy publikacje znajdują nabywców, należy mówić, że jest to pozytywne szaleństwo. Pozytywne dla czytelników, bo można wybierać, przebierać i grymasić („Tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie kupię”). Cieszy pojawienie się nowych oficyn: Znakomite, Kubusse, Planeta Komiksów, Incal oraz Scream Comics. Cieszy, że Bum Projekt, Studio Lain, Sideca czy Elemental nie zniknęły z rynku, jak to się stało z oficyną Nebeskey (Uwaga, korekta! Po opublikowaniu posta dostałem informację, że oficyna nadal istnieje i  ma w planach wydanie 3 tomu serii Daogopak). Wg mnie laur Wydawcy Roku 2015 należy się oficynie Timof i cisi wspólnicy, na mojej prywatnej liście dwudziestu najlepszych albumów (klik! klik!) minionego roku, jest aż 6 pozycji od tego edytora. a Kroniki dyplomatyczne uplasowały się na pierwszym miejscu. Osobny dyplom za świetną (niestety często niezauważaną) robotę przy wielu komiksach powinna otrzymać firma Dymkołamacze.

timof i cisi

Cieszę się, że Wydawnictwo Widnokrąg dalej publikuje komiksy, że pod skrzydłami oficyny znalazło się miejsce dla: Kasi Babis, Asi Bartosik, Michała Rzecznika, Leszka Wicherka i Przemka Surmy. Dodatkowo cieszy, że oficyny publikujące książki głownie dla dzieci, takie jak: Zakamarki, EneDueRabe czy Babaryba sięgnęły po komiksy dla dzieci. Rok 2015 był drugim z rzędu, w którym wydawnictwo Egmont kontynuowało tradycję publikowania komiksów nagrodzonych w Ogólnopolskim Konkursie im. Janusza Christy. Widać wyraźnie, że oficyna kładzie większy nacisk na regularne publikowanie komiksów przeznaczonych dla młodszych czytelników. Oprócz albumów konkursowych w minionym roku wystartowały serie: Smerfy, Mój kucyk Pony, Sisters oraz pakiet komiksów związanych z uniwersum Star Wars. Do tego Przygody TinTina wychodzą systematycznie. Dodatkowo pragnę podkreślić, że konkursowe publikacje nie są na jedno kopyto, ale są bardzo różnorodne, no i dają radę! W segmencie komiksów dla najmłodszych (i trochę starszych) chciałbym wyróżnić Studio JG za konsekwencję w prezentacji albumów z uniwersum Adventure Time.

dzien darmowego komiksu

Z komiksowych imprez na wyróżnienie zasługuje działalność Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu – organizator Dnia Darmowego Komiksu, Comics Wars oraz Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu. Podobało mi się także we Wrocławiu na Złotych Kurczakach, czyli iwencie poświęconym komiksom niezależnym i zinom. Bardzo fajnie, że w tym roku także będzie można uczestniczyć w wydarzeniu. Zwróciłem także uwagę na fakt, że rysownicy zapraszani byli na prowadzenie różnorakich warsztatów dla dzieci. Chciałbym w tym miejscu wyróżnić działania warszawskiej kluboksięgarni Badet. Na osobną laurkę zasługuje projekt W poszukiwaniu polskich superbohaterów. Idea, aby jeździć po szkołach ze spotkaniami zarówno dla uczniów, jak i ich nauczycieli, zasługuje na szczególne uznanie.

gawronkiewicz

Według mnie 2015 był rokiem Krzysztofa Gawronkiewicza, który za swoje działania w minionym roku powinien dostać złoty medal. Srebrny medal powinien otrzymać Jacek Świdziński, który nie dość, że wydał fenomenalny album Wielka ucieczka z ogródków działkowych, to także w trakcie wiosennej edycji POP!Festivalu zgarnął nagrodę Literacką im. Henryka Sienkiewicza (40 tysięcy PLN, to miła kaska). Brązowy medal powinien przypaść Wojciechowi Stefańcowi szczególnie za: Wróć do mnie, jeszcze raz i Mocarza, a także za Opowieści znad Bałtyku. Dyplom uznania pragnę także złożyć na ręce Sebastiana Frąckiewicza za wystawę Mój kraj taki piękny. Polski komiks o polskiej rzeczywistości. Szkoda, że ekspozycja była prezentowana tylko w poznańskim Arsenale. Tego typu wystawy powinny jeździć po kraju i być pokazywane w dużych i małych miastach.

moj-kraj-taki-piekny-plakatCo mnie smuci? Ano, że tak mało książek o komiksach się w tym roku ukazało, właściwie żadna, bo przecież o książce Grzegorz Rosiński. Monografia nie można powiedzieć, że jest to dzieło naukowe. Smuci mnie regres wydawnictwa Centrala. Smuci mnie, że nie udało mi się napisać o wszystkich wartościowych komiksach minionego roku.

ibbyPrzy okazji chciałbym wspomnieć o swoich osobistych sukcesach. Największym była nominacja do nagrody za upowszechnianie czytelnictwa w konkursie Książka roku 2015 organizowanym przez Polską Sekcję IBBY. I mimo tego, że ostatecznie nie ja dostałem nagrodę, to i tak bardzo, bardzo miło mi, że moja działalność na rzecz promocji czytelnictwa na Są komiksy dla dzieci została zauważona. Fajne także było wyróżnienie serwisu o2.pl, który uznał, że blog Kopiec Kreta, to „pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika komiksu”.

Najlepsze z najlepszych za rok 2015, część 1

12/01/2016 § 7 Komentarzy


W minionym roku ukazało się dużo, a nawet bardzo dużo komiksów. Wydawcy chyba oszaleli, ale do czasu, gdy publikacje znajdują nabywców, należy mówić, że jest to pozytywne szaleństwo. Pozytywne dla czytelników, bo można wybierać, przebierać i grymasić („Tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie kupię”). Gdy patrzę na swoją listę lektur za 2015, to wychodzi mi, że przeczytałem prawie 50 pozycji więcej niż rok wcześniej. Co dziwne, bo właściwie prawie zrezygnowałem z czytania superhero, nie kupuję ani WKKM, ani Marvel Now, ani Nowe DC Comics.

2015

Twarde dane statystyczne z ubiegły rok wyglądają tak: przeczytałem 287 książki, głównie komiksów i picturebooków, ale także trochę prozy (41 sztuki), esejów (3 sztuki) i poezji (2 sztuki). W ramach kronikarskiego obowiązku zaprezentuję kilka spisów. Dziś zapraszam do zapoznania się z listą najlepszych zagranicznych komiksów dla dorosłych, jakie przeczytałem w 2015 roku, a za jakiś czas zaprezentuję najlepsze polskie komiksy, najlepsze komiksy dla dzieci i najładniejsze picurebooki.

Najlepsze z najlepszych za rok 2015 zagraniczne komiksy dla dorosłych

okladka-4501. Abel Lanzac {właśc. Antonin Baudry} (scen), Christophe Blain (rys.), „Kroniki dyplomatyczne”, tłum. Krzysztof Umiński, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Ponad 200 stron o przerażającym świecie współczesnej polityki. Rzecz daje wgląd zakulisowe działania znaczących ministrów i ich przydupsów, znaczy się, doradców. Niby karykatura, ale opowiedziana w taki przekonywujący sposób, że nie mogłem oderwać się do lektury, podczas której na przemian śmiałem się i zgrzytałem zębami.

zrozumiec_komiks2. Scott McCloud (scen. & rys.), „Zrozumieć komiks”, przeł. Michał Błażejczyk, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Rzecz jest zajmująca i zarazem ekscytująca. Nie można się od niej oderwać, a to za sprawą tego, że autor cały czas mówi do czytelnika. Zrozumieć komiks to nie elementarz, który uczy, jak czytać komiksy. To także nie książka stricte naukowa. Jeśli już to wizualny esej, który pomaga zrozumieć procesy, jakie zachodzą podczas lektury. Jak już wspomniałem: fascynująca i przejmująca pozycja nie tylko dla wielbicieli sztuki sekwencyjnej, ale dla każdego.

okladka-4503. Cyril Pedrosa (scen. & rys.), „Równonoce”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
To dzieło przenikliwe, wymuszające czytelniczy respekt, imponujące treścią, formą i rozmachem. Rzecz konstrukcyjnie niewiarygodna. Ilość wątków, postaci, dialogów, plenerów, ważnych wydarzeń i epizodycznych zdarzeń jest tak duża, że ciężko w kilku zdaniach przybliżyć fabułę. Równonoce to rzecz godna wielokrotnej lektury, aby wyłapać wszystkie nici, którymi powiązane są postaci czy też po to, aby podziwiać maestrię rysunku, aby „przystanąć” i zastanowić się nad możliwymi strategiami, dzięki którym możemy sobie radzić z chwilami nagłej ciemności.

vives4. Bastien Vivès (scen. & rys.), „Polina”, tłum. Wojciech Birek, Timof Comics, Warszawa 2015.
Polina to piękna opowieść o stawaniu się primabaleriną, prawdziwą Tancerką, której świadomość własnego ciała i osobistej drogi życiowej wykuwa się w cierpieniu, walce, akceptacji, buncie i, ostatecznie, zrozumieniu. Francuski artysta opowiada swoją historię z wielką umiejętnością i wyczuciem. uch ciała to specjalność Vivèsa. Artysta przekazuje gibkie i giętkie ruchy swoich postaci nadzwyczaj naturalnie, często jego ilustracje mają charakter szybkiego i nieprecyzyjnego szkicu, który pojawia się bez wysiłku. Styl jest bardziej ekspresjonistyczny niż realistyczny, co pozwala czytelnikowi skupić się na intencji, nie gubiąc się w szczegółach tła lub postaci. Wyraźnie czuć emocje, które przekładają się znaczące gesty: wzruszenie ramion, rozrzucenie rąk, nerwowe przekładanie palcami, splecione wokół ciała ręce, znaczące pochylenie głowy czy nerwowo zaplecione dłonie na pasku torby. To pozycja bardziej do oglądania niż czytania.

okladka-4505. Daniel Clowes (scen. & rys.), „David Boring”, tłum. Wojciech Góralczyk, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Uwielbiam komiksy Clowesa z to, że jego produkcje zaczynają się od realnego i banalnego wydarzenia, które ze strony na stronę traci swoją oczywistość, zamieniając się w całą rwącą rzekę niefortunnych epizodów, prowadzących do spektakularnej katastrofy. Do tego autor ma niebywałą zdolność diagnozy współczesnych lęków, pragnień, obsesji i marzeń. No i piesze swoim postaciom błyskotliwe dialogi. Nawet jeśli czytelnik ma pewne problemy, aby utożsamić się z jakimś konkretnym bohaterem, to w pewnych aspektach intelektualnych i psychologicznych odnajduje dawnego siebie.

okladka-4506. Darwyn Cooke (scen. & rys.), „Nowa granica”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
Dopiero w tym roku odkryłem dla siebie prace Cooke’a. Serię Parker czytam od pierwszego albumu, a jednak dopiero lektura Nowej granicy otworzyła mi oczy. Poza niewieloma wyjątkami komiksy superhero to czysta, nieskrępowana niczym rozrywka. W tym albumie jest coś więcej: podziwiamy świat, który odszedł. Wydawać by się mogło, że całkiem odszedł w niepamięć, a jednak kanadyjski autor dokonał cudu.

okladka-4507. Joann Sfar & Sandrina Jardel (scen.), Joann Sfar (rys.) „Aspirine”, tłum. Katarzyna Sajdakowska & Jakub Jankowski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
Rok temu pierwszy tom z przygodami wampira Fernand wylądował na pierwszym miejscu mego podsumowania. W bieżącym komiks wylądował trochę dalej, może dlatego, że to nie Nosferatu gra pierwsze skrzypce w opowieści. Choć w komiksie odnaleźć można wszystkie rozpoznawalne elementy, za które tak wysoko cenię Sfara: dystans i ironię w opisie skomplikowanych relacji damsko-męskich.

Battling boy8. Paul Pope (scen. & rys.), „Battling Boy”, tłum. Marceli Szpak, Kultura Gniewu, Warszawa 2015.
Komiks Paula Pope’a wciąga od pierwszej planszy. Amerykański artysta funduje swoim czytelnikom pasjonującą rozrywkę w formie czystej. Akcja toczy się szybko. Chociaż scenarzysta używa ogranych schematów, to nie jest to typowa pulpa spod znaku superhero. Ze względu na głównego bohatera, jego wiek i emocje, mamy do czynienia z opowieścią przygodową o charakterze inicjacyjnym.

Stworca9. Scott McCloud (scen. & rys.), „Stwórca”, tłum. Wojciech Ciecieląg, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
Uniwersalna opowieść o tym czym jest prawdziwa sztuka oraz o tym, jak odróżnić wyrobnika od artysty. W dobie rozwijającej się absurdalnej potrzeby ocalenia własnego nazwiska od zapomnienia, warto po komiks sięgnąć. Opowieść pomaga przywrócić właściwe proporcje w życiu, zrozumieć swoje miejsce i zaakceptować własne wybory. Narracja toczy się wartko, narracja wciąga, wizualnie jest miło dla oka, a Nowy Jork wypada bardzo realistycznie.

komiksy tove jansson10. Tove Jansson (scen. & rys.), „Muminki. Komiksy #1”, przekł. Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo EneDueRabe, Gdańsk 2015.
Wydawnictwu EneDueRabe kibicowałem od chwili, gdy dowiedziałem się, że gdańska oficyna przymierza się do publikacji. Występujące w komiksie postaci są znane, a jednak, mam wrażenie, że ich charakter i osobowość trochę się różni od tego, co znamy z powieściowej „klasyki”, są jakby bardziej wyraziści (tj. ludzcy). Muminek nie jest aż taką ciapą, Ryjek jest wielkim krętaczek i cwaniakiem, Panna Migotka jest nad wyraz próżna i wyrafinowana, a Tatuś Muminka ma wyraźne problemy z nadużywaniem alkoholu. Jedynie Mama Muminka nadal jest ostoją zdrowego rozsądku, spokoju i cierpliwości. W ubiegłym roku ukazało się kilka starych, klasycznych już komiksów (choćby Pippi, Storm czy Valerian, ale komiksowe Muminki to klasa sama w sobie.

Druga dycha już bez uzasadnień:
11. Jean-Michel Charlier (scen.), Jean Giraud (rys.), „Blueberry #5”, przeł. Wojciech Bierk, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.
12. Charles M. Schulz (scen. & rys.), „Fistaszki zebrane. 1975-1976”, przeł. Michał Rusinek, Nasza Księgarnia, Warszawa 2015.
13. Simon Hanselmann (scen. & rys.), „Czary zjary”, tłum. Marceli Szpak, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
14. Alexandro Jodorowsky (scen.), Mœbius {właśc. Jean Giraud} (rys.), „Oczy kota”, tłum. Olga Mysłowska, Wydawnictwo Bum Projekt, Warszawa 2015.
15. Joe Hill {właśc. King Joseph Hillstrom}, (scen.), Gabriel Rodriguez (rys.), „Locke & Key #2: Łamigłówki”, przeł. Jakub Pietrasik, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2015.
16. Joann Sfar (scen. & rys.), „Kot rabina #6: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
17. Joann Sfar (scen.), Christophe Blain (rys.), „Sokrates półpies”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2015.
18. Dylan Horrocks (scen. & rys.), „Sam Zabel i magiczne pióro”, tłum. Robert Lipski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2015.
19. Ed Brubaker (scen.), Sean Phillips (rys.), „Fatale #2: Diabelski interes”, tłum. Piotr Lipski, Mucha Comics, Warszawa 2015.
20. Hermann {właśc. Hermann Huppen} (scen. & rys.), „Wieże Bois-Maury #10: Oliwier”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo Komiksowe, Warszawa 2015.

Podsumowując: Powyższy spis to moja prywata. Nie starałem się stworzyć obiektywnej listy najlepszych komiksów wydanych w minionym roku w Polsce, a jedynie przedstawić osobiste wybory czytelnicze. Przygotowując listę, nie brałem pod uwagę reedycji, dlatego wypadły ważne i dobre pozycje: Batman: Rok pierwszy, Trzy cienie czy Podróż smokiem Diplodokiem. Z listą można się nie zgadzać lub zgadzać, zapraszam do komentowania i przedstawiania swoich wyborów.
Jeszcze jedna uwaga: klikając na tytuł komiku zostaniecie przeniesieni do sklepu.

Wampir

01/02/2015 § Dodaj komentarz


Wiekowy wampir i jego sercowe problemy

wampir„Bez krwi nie ma wampira. Jest to substancja, która decyduje o jego istnieniu, podobnie jak o istnieniu człowieka”. [Maria Janion, Wampir. Biografia symboliczna]

Bezapelacyjnie Joann Sfar należy do grupy moich ulubionych artystów komiksowych, jestem wielbicielem jego twórczości. Całej lub prawie całej, gdyż ze wszystkich książek tego artysty, jakie się w Polsce ukazały, nie podobała mi się jedynie graficzna adaptacja Małego Księcia, która, tak na marginesie, kilka dni temu ponownie trafiła do księgarń – krakowski Znak zdecydował się na reedycję. Przez ostatnie dwa lata albumy Sfara gościły na pierwszym miejscu mojej prywatnej listy „najlepszych komiksów”, jakie dane mi było przeczytać w minionym roku. Dwa lata temu najbardziej przypadło mi do gustu zbiorcze wydanie Kota Rabina. Natomiast za zeszły rok na szczycie mojego TOP 10 wylądował właśnie Wampir (możesz sprawdzić: klik! klik!).

Na samym wstępie, gdy bierzemy omawiany tom w dłonie, przykuwa naszą uwagę okładką, edytorskim przygotowaniem, ilością stron oraz wyborem papieru (nie kreda, a offset, który lepiej chłonie kolory, nadając im większej głębi). Kwadratowy format książki. Gruba, tekturowa okładka utrzymana w kolorze wyrazistej żółci, z minimalistycznym przedstawieniem głównego bohatera: wielka głowa (a właściwie łysa czaszka), wyłupiaste oczy, spiczaste uszy, kreska ust (niezmiernie smutna mina), ubrany staromodnie we frak i białą koszulę ze stójką. Skojarzenia z filmem Nosferatu Friedricha Murnaua i aktorem grającym główną postać, pojawiają się mimowolnie i są, jak się okazuje po przeczytaniu krótkiego odautorskiego posłowia, najzupełniej na miejscu.

Ilustracja na okładce przedstawia Fernanda, który należy do rozbudowanego uniwersum postaci wykreowanych przez Sfara na przestrzeni wielu komiksów. Joann SfarSwój debiut zaliczył w albumie Mały świat Golema (wydanym w naszym kraju w 2008 roku). Autor przydzielił mu wówczas jedną z drugoplanowych ról; na marginesie warto dodać, że wiele innych postaci, które pojawiły się we wspomnianym powyżej komiksie, spotkamy ponownie na łamach Wampira. W Małym świecie… Fernand był postacią tragiczną: permanentnie nieszczęśliwą, samotną, zależało mu na tym, aby się zakochać i dzielić z kimś życie. Inny z bohaterów, Michel Douffon, bezskutecznie próbował mu w tym pomóc. W tamtym komiksie zrozpaczony Fernand próbował popełnić samobójstwo, powiesił się i wisiał na drzewie przez trzy dni, ale nie umarł – w końcu jest nieśmiertelny.

Postawa, zachowanie i potrzeby Fernanda niewiele się zmieniają na łamach recenzowanego albumu, a wręcz przybierają na sile. mandragoraLitewskiemu krwiopijcy nadal przyświeca ten sam cel –nie żyć samotnie, dzielić z kimś bliskim codzienność. Jego wyobrażenie na temat miłości jest na wskroś romantyczne: chciałby się zakochać na zabój. Tom zawiera cztery różne opowieści: Kupidyn na to gwiżdże, Myśląc o śmiertelniczkach, Transatlantykiem w pojedynkę oraz Bulwar brunetek. Z rozdziału na rozdział lista ewentualnych życiowych partnerek Fernanda się wydłuża, sercowe rozterki przybierają na sile, a sam bohater sprawia wrażenie, że całkowicie emocjonalnie się zgubił. Nie potrafi się zdecydować. Sam nie bardzo wie, czego chce, a właściwie: kogo. Mandragorę Lio, dawną kochankę, którą poznaliśmy w Małym świecie…, ale ona zdradziła go z przyjacielem, a do tego nie mogą przebywać razem w jednym pomieszczeniu, bo od razu zaczynają się kłócić. Aspirynę – nastoletnią gotkę-wampirzycę, która słucha thrash metalu i ma ponętną, zielonooką siostrę Josamicinę? W kręgu jego zainteresowań przemyka też pewna japońska turystka, Greczynka oraz zawodowa płaczka –Westchnienie oraz jej zwiewny szal … Z każdą mijającą chwilą wybór jest trudniejszy. I tak sobie lata nasz dystyngowany i staroświecki wampir po nocnym niebie, wciąż bijąc się z myślami (i sercem).

Powyższy opis może być trochę mylący. Fabuła Wampira to nie tylko sercowe rozterki głównego bohatera. sfarSfar przygotował naprawdę wybuchowy koktajl składający się z elementów komedii pomyłek. Mamy tu i intrygę kryminalną, śledztwo na transatlantyku prowadzi znany skądinąd profesor Bell i jego lojalny towarzysz Ossour Hyrsidoux. Większość wydarzeń ma miejsce w ponurej litewskiej scenerii, w której obok ludzi spotykamy również różnej maści baśniowe stwory zaczerpnięte żywcem z ludowego i „miejskiego” folkloru. Scenki rodzajowe z domowego życia Człowieka-Drzewo i Lio są kapitalne. Jak już wspomniałem w albumie są cztery opowieści-rozdziały, które nie łączą się ze sobą linearnie, a zwierają integralną historię, chociaż niektóre wątki i postacie pojawiają się także w kolejnych częściach. Tym, co spaja i nadaje wspólne ramy całości jest postać głównego bohatera, który pojawia się w każdej opowieści, a jego emocjonalne zagubienie jest jedynie punktem wyjścia (i dojścia) do opowiedzenia konkretnych historii. Całość jest bardzo sprawnie skonstruowana, album zaludniają całe rzesze wyrazistych bohaterów. Plusem są także dialogi, które skrzą się od inteligentnego humoru.

Styl graficzny Sfara jest bardzo charakterystyczny. Ci, którzy mieli okazję czytać inne jego komiksy, nie zawiodą się. krewRozedrgana kreska, sprawiająca wrażenie niedbałego, szybkiego szkicu, karykaturalne przedstawienie postaci – zabawne, ale nie ośmieszające. Kadry pełne są różnorakich szczegółów, rysownik nie skupia się tylko na postaciach, ale podziwiać możemy także tło i pojawiające się przedmioty, budynki. Artysta upodobał sobie klasyczne kadrowanie – zwykle sześć równych, prawie kwadratowych paneli na planszy, ale pojawiają się też inne rozwiązania. Ujęcia zmieniają się dynamicznie. Na przestrzeni trzech, czterech paneli akcja przenoszona jest w zupełnie inne miejsce, by po chwili powrócić znów do poprzedniego wątku, taki dygresyjny sposób prowadzenia narracji powoduje, że czytanie – mimo podobieństwa plansz – nie jest nużące.

Siłą Wampira jest atrakcyjna warstwa graficzna (kolory!) oraz wciągający scenariusz – wbrew pozorom artysta mówi wiele o współczesnym świecie i kondycji człowieka. A jeśli dodamy do tego interesujące postaci (chyba wszystkie, bez wyjątku, wzbudzają u czytelnika sympatię) oraz zabawne dialogi, to otrzymamy komiksowy album najwyższej próby. Najlepszy komiks minionego roku.

Joann Sfar (scen. & rys.), „Wampir”, tłum. Katarzyna Sajdakowska & Jakub Jankowski, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2014.

[scenariusz: 6, rysunki: 5+, kolory/cienie: 6]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

 wampir_Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Liczy się tylko kasa…

31/01/2014 § Dodaj komentarz


komiksy rokuJeszcze tylko dziś do godziny 24.00 można głosować w ramach plebiscytu Komiksy Roku na 10 ulubionych komiksów minionego roku. Zachęcam do głosowania i komentowania swoich wyborów, gdyż są nagrody; dużo nagród, oczywiście same komiksy {więcej informacji tu: klik! klik!}.
A poniżej udostępniam rozmowę jaką przeprowadził ze mną Kuba z racji mojego uczestnictwa w ‘gronie sędziowskim’ tegorocznego plebiscytu; tytuł wymyślił Kuba.

Kuba Oleksak: W zeszłym roku przy okazji podsumowywani minionych 12 miesięcy przez wszystkie przypadki odmienialiśmy słowo kryzys zastanawiając się czy dołek w komiksowej branży jeszcze trwa, czy jest już za nami? Ja u progu 2014 roku zaryzykowałbym twierdzenie, że to, co najgorsze już za nami. Swoje zrobiło Hacette ze swoją kioskową kolekcją, Egmont po latach chudych zapowiada wielką, superbohaterską ofensywę, pojawiło się Wydawnictw Komiksowe z szalenie interesującą ofertą, a komiksy (niektóre przynajmniej) wróciły do Empików…
Maciej Gierszewski: Wcale nie jestem przekonany do tego, aby używać słowa „kryzys”. Nie pamiętam, czy faktycznie wówczas – 12 miesięcy temu – „wszyscy” aż tak utyskiwaliśmy i nadużywaliśmy tego słowa. Może mam słabą pamięć, może mam w niej dziury, może się mylę. Poza tym czytelniczo z pewnością to nie był rok kryzysowy. Może dla wydawców był, ale z pewnością nie dla kupujących i czytających. Ale nie o niegdysiejszym roku mamy rozmawiać.
To, na co wskazujesz czyli komiksy Hachette w kioskach, komiksy w Empikach, ofensywa Wydawnictwa Komiksowego (wspierana przez sklep Gildii, serwisy Gildia i Aleja Komiksu), to właściwie pozytywne przejawy jednej i tej samej sytuacji: poprawia się dystrybucja komiksów. Mam nieodparte wrażenie, że „problemem” rynku w większym stopniu jest zamiatanie pod dywan produkcji oficyn komiksowych przez dystrybutorów i księgarzy, niż realny brak czytelników. Oczywiście niechęć do komiksu wśród czytających Polaków także istnieje. Śledząc recenzje z komiksów na różnych blogach czytelniczych nieraz natknąłem się na opinie tego typu: „nienawidzę, serdecznie nienawidzę komiksów”. Ale także zauważyłem, że tekstów, recenzji czy opinii o „kolorowych zeszytach” jest znacznie więcej, niż jakiś czas temu i jest dużo przychylnych.

Z tym ostatnim zdaniem nie sposób się nie zgodzić, ale jeśli ja miałbym wskazać przyczyny problemów rynku komiksowego, to dystrybucję wymieniłbym w drugim szeregu. Główny powód jest bardzo prozaiczny – ceny. Adekwatne do sytuacji na rynku i „wartości komiksu”, ale wciąż zbyt wysokie dla mało zarabiającego Polaka. gilda
Być może… Chociaż z drugiej strony, zauważ, że najlepiej sprzedają się komiksy drogie, a nawet bardzo drogie. W twardych okładkach, kolorowe, grube, ekskluzywne wydania. To mnie dziwi, ale z biegiem lat coraz mniej. Na swój sposób jest to irytujące, ponieważ nowi czytelnicy nie kupią książki za 150 złotych, chyba że im w telewizja powie: „Oto arcydzieło gatunku!”. Pójdą za rekomendacją, nie dojdzie do samodzielnej próby sprawdzenia.
Najlepszy komiks minionego roku to…
Wciąż się waham, nie potrafię się zdecydować między Kotem Rabina a Hildą i Nocnym Olbrzymem. Jednak gdybyś mi przystawił lufę pistoletu do głowy i kazał wybrać, to wskazałbym na album Luke’a Pearsona. Jestem wielkim fanem tej serii, jeszcze od czasów, gdy nie ukazywała się Polsce. Mam w domu wszystkie 3 albumy po angielsku. No i ze wszystkich wydanych do tej pory (bo Nobrow zapowiada na maj kolejną przygodę Hildy), zawsze najbardziej podobał mi się drugi odcinek. Niezależnie od tego, co by napisać, to edytorską stronę wydania ciężko przecenić. Luke Pearson wykreował świetną postać, prawdziwego łowcę, a właściwie: łowczynię, przygód. Rysunki i kolory są miksem mangi, Tove Jansson i Tadeusza Baranowskiego. Nocny Olbrzym… ujął mnie także ze względu na paralelność narracji. To proste, a mądre zarazem, bo wystarczy, że zmienimy kąt patrzenia, a od razu „oprawca” staje się poszkodowanym.

Komiks, po którym się spodziewałeś się dużo, a po jego lekturze się rozczarowałeś to…
Pierwszy album serii Noe. Wydawać by się mogło, że jeśli za scenariusz komiksu będą odpowiadać Darren Aronofsky (twórca filmowy, autor takich świetnych tytułów jak: Requiem dla snu czy Czarny łabędź) oraz Ari Handel (współtwórca scenariusza do filmu Źródło) , a za stronę graficzną Niko Henrichon (znany ze świetnych Lwów z Bagdadu), to nie ma wyjścia – efekt ich współpracy musi być dobry. Niestety nic z tego, kolaboracja tych panów się nie powiodła. Jestem rozczarowany zarówno warstwą narracyjną: nudy, żadnych zaskoczeń; niewiele dobrego mogę także powiedzieć o warstwie wizualnej: dużo kresek, bez ładu i składu, taki szkicownik z mało atrakcyjnymi kolorami.
Rozczarowała mnie seria Strażnicy – Początek. Choć tu czuję się winny, bo spodziewałem się nie wiadomo jakiej dobrej historii, a jest po prostu średnia i mało wciągająca. Lekturę Gwardzistów rozpoczynałem kilka razy, miałem wielkie problemy, aby doczytać do końca.

Czym kierowałeś się wybierając najlepsze komiksy mijającego roku? Czy możesz coś powiedzieć o swoich kryteriach doboru „dychy”?
Dobrze wiesz, że na te 10 komiksów to właściwie (w moi wypadku) tylko 4 stricte należą do zestawu „najlepsze z najlepszych”. Co oczywiście jest wypadkową sposobu nominowania przez „grono sędziowskie” i tego na, co mogłem głosować, co nie było jeszcze „zajęte”. Żaden z nas nie podał przecież swojej osobistej dychy, gdyż w wielu miejscach nasze wybory by się pokrywały. Dlatego technika nominacji była skomplikowana pierwsza osoba z listy wybierała tylko 2 komiksy, następna 3 i dalej szła kolejka , a potem znów zatoczyła koło i dobieraliśmy jeszcze dwa razy do pełnej dychy, musząc mieć na uwadze, co już zostało wybrane przez kogoś innego.
Delphine BournayZależało mi na pokazaniu różnorodności, a także na przełamaniu pewnych schematów myślowych, które obowiązują w komiksowie oraz poza nim. Stąd pewnie na mojej liście komiks dla dzieci Chrupek i Miętus wydany przez niekomiksowe wydawnictwo Dwie Siostry, które za żadne skarby nie przyznałoby się w zapowiedzi czy opisie książki, że wydało komiks. I to jest według mnie bardzo ciekawe… Dlaczego doceniana i znana oficyna nie używa tego słowa? Czego się boi? Pewnie tego, że książka się nie sprzeda, jeśli na okładce będzie przeklęte słowo „komiks”. Z drugiej strony słowo „picturebook” jest jak najbardziej wskazane… Ale odbiegłem od tematu, przepraszam.

Nie, nie odbiegasz. Wydaje mi się, że unikanie określenia komiks ma w Polsce długą tradycję – od „kolorowych zeszytów” za komuny, do „powieści graficznych” i „picturebooków” obecnie. Stereotypowo komiks kojarzy się z medium infantylnym, pozbawionym walorów artystycznych, zasadniczo dla dzieci – i w tym kontekście unikanie tego „komiksu” (w przypadku publikacji dla dzieci przecież przeznaczonej!) dziwi mnie tak samo.
Myślę, że chodzi przede wszystkim o pewien strach i „infantylne” konotacje, jakie budzi samo słowo komiks. Do tego dochodzi stereotypowe myślenie komiks to nie książka. A z racji tego, że „nie”, to musi być czymś gorszym, mniej wartościowym.

Co prawda w tym roku nie mogliśmy nominować Macieja Sieńczyka i jego Przygód na bezludnej wyspie, ale nie sposób nie wspomnieć w naszej rozmowie o albumie, który był nominowany do literackiej nagrody Nike. Jak oceniasz to wydarzenie?
Kuba, jedna jaskółka wiosny nie robi. Poza tym Wydawnictwo Lampa to zupełnie inna „tuba”, gdyby ten album wydał Timof, Kultura Gniewu czy Centrala, to przeszedłby bez echa. Kinga Dunin by o nim nie napisała.

W tym roku swoją działalność zainaugurowała pierwsza rodzima galeria poświęcona opowieściom obrazkowym, czyli Cheap East zlokalizowana w Poznaniu, świetnej wystawy doczekał się Michał Śledziński z Kadrami w środku. Jak oceniasz obecność komiksu na ścianach galerii?
Nie jest łatwo zaprezentować komiks w galerii, powieszenie plansz (nawet oryginalnych) na ścianach mija się z celem. Ilustracje muszą budować narracje, czyli muszą się łączyć ze sobą; ściany galerii powinny być użyte jak papier, czyli jako nośnik. Widziałem jedynie kilka wystaw, o których mogę powiedzieć, że były udane, że były czymś więcej niż tylko „przykładowymi planszami” promującymi konkretny album. Bardzo podobały mi się dwie wystawy podczas Ligatury, Anji Wicki oraz kolektywu Lamelos, a także śledziowe Kadry w środku oraz wystawa w ArtKomiks #1: Komiks amerykański… i nie tylko w galerii Cheap East. Z pewnością dużo dobrego robi fakt, że taka galeria jest, że co miesiąc jest nowa wystawa, że ekspozycja jest dostępna nie tylko w dniu wernisażu.

Zgadzasz się z tymi, którzy uważają, że komiks powinien próbować przebijać się do Artworldu?
Artyści komiksowi powinni funkcjonować w obiegu galeryjnym, czyli powinni wystawiać swoje prace, a także je sprzedawać. Kuratorzy galeryjni powinni znać, wiedzieć kim jest na przykład Stefaniec, Śledziński czy Kołomycka. Ale stała obecność w obiegu galeryjnym nie powinien być celem samym w sobie, gdyż to jest przejście z jednego getta do kolejnego.

Według mnie sporo zamieszania na rynku spowodowało pojawienie się Wydawnictwa Komiksowego. Po pierwsze – oficyny kierowana przez Wojciecha Szota ma szansę na długie lata zadomowić się w branży. Po drugie – to wydarzenie pokazuje, że z kondycją branży wcale nie jest tak źle, jak się powszechnie sądzi. Po trzecie – Kot Rabina, Wieże Bois-Maury, Fotograf w ofercie, Seth, Tatsumi i Briggs w zapowiedziach…
cheapeast02_oklsmlWydawnictwo Komiksowe wciąż szuka „swoich” książek, czyli tego, co się będzie dobrze sprzedawało. I niestety okazuje się, że najlepiej sprzedają się drogie, elegancko wydane albumy w twardych okładkach i najlepiej jeszcze z obwolutą. Jednak te pozycje kupią wciąż ci sami czytelnicy, co pozycje Kultury czy Centrali. Od kilku lat powtarzam jak mantrę, że aby dotrzeć do „nowych” czytelników, to komisy muszą być tańsze, może mniej ekstrawagancko wydane, ale tańsze. Dlatego kibicuję i popieram darmowy magazyn komiksowy „Cheap East”, który rozprowadzany jest wśród potencjalnych nowych czytelników.
Wracając jeszcze na chwilę do Wydawnictwa Komiksowego, to pamiętaj proszę, że przed nim w formie przedmurza stoi sklep Gildii (czyli 100% zysków ze sprzedaży trafia do kieszeni wydawcy), ale także serwisy Gildia, Aleja czy Polter, które przy prezentacji komiksów odsyłają bezpośrednio do tego samego sklepu. Dodatkowo zniknęło stypendium Gildii na debiutancki album, a za to mamy wysyp polskich komiksów w zapowiedziach na bieżący rok.

…i to jest dla mnie bardzo dobra wiadomość! Komiks Sławy Harasymowicz zapowiada się bardzo interesująco. Ale właśnie – może wybiegnijmy nieco w przyszłość. Czego spodziewasz się po roku 2014?
Miałem okazję przeglądać komiks The Wolf Man. Graphic Freud będąc kiedyś w Londynie. Wówczas nie zdecydowałem się na jego kupno. Czego się spodziewam po tym roku? Że na komiksy wydam jeszcze więcej pieniędzy niż w ubiegłym. W zapowiedziach każdego z naszych rodzimych wydawców znajduję „coś”, co po prostu mieć muszę. To cieszy, ale z drugiej strony także smuci, gdyż chciałbym kupować wszystko, co mnie interesuje, a będę musiał dokonać selekcji.

W 2011 na ekranach kin rozrabiał Jeż Jerzy. Była to pierwsza taka ekranizacja polskiego komiksu. Choć reakcje krytyków i widzów były (oględnie mówiąc) mieszane wygląda na to, że tym filmowym tropem idą kolejny twórcy. Trwają prace nad Łaumą KaeReLa, Wilqiem braci Minkiewiczów, Tymkiem i Mistrzem Leśniaka i Skarżyckiego,Diplodokiem Baranowskiego i Osiedlem Swoboda Śledzia. Moim zdaniem to bardzo zdrowy objaw – fakt, że filmowy szukają pomysłów w produkcjach komiksowych świadczy o tym, że są one na tyle interesujące, że mogą przyciągnąć do kin/przed teleodbiorniki szerszą publiczność.
Nie słyszałem, aby Osiedle Swoboda także było animowane. Co do pozostałych, to nic tylko się cieszyć. Tym bardziej, że zarówno Tymek i Mistrz, jak i Diplodok dostali dofinansowanie z ministerstwa. Co dobrze wróży: ktoś może czytał te komiksy, więc jest szansa, że i inne będą czytane…

Ten rok obfitował w pozycje książkowe poświęcone komiksowi. Ukazała się nowa książka Jerzego Szyłaka, wydano ważne pozycje Sean Howe`a (Niezwykła historia Marvela) i Barta Beaty`ego (Komiks kontra sztuka) , Łukaszowi Kowalczukowi wzięło się na wspominki za Semikiem…
Przygotowałem spis prawie wszystkich publikacji okołokomiksowych, jakie się w tym roku ukazały. Wyszło mi 15 pozycji. Kilka z nich oczywiście ma duże znaczenie i powinno być w każdej domowej i osiedlowej biblioteczce. Publikacje Niezwykła historia Marvela, Komiks kontra sztuka, TM-Semic… czy Komiks w szponach miernoty to pozycje ważne i obowiązkowe nie tylko dla naukowców. Dobrze, że się takie książki ukazują, tylko one wymagają omówienia, przegadania, przetrawienia… A ile odniesień, komentarzy czy recenzji z książki Szyłaka czytałeś? Osobiście poza zestawem tekstów w 16. numerze „Zeszytów Komiksowych” nie spotkałem się z żadną inną próbą rozmowy z tezami zawartymi w tej książce. To pokazuje, że czytać komiksy chcemy, ale dyskutować o nich już nie bardzo.

asterixW październiku ukazał się pierwszy tom Asteriksa nie stworzony przez jego „ojców”, tylko przez twórców „wynajętych” przez Le Lombard, aby kontynuować dzieło mistrzów. Jestem rozdarty, bo z jednej strony cieszę się, że jeden z najsłynniejszych seriali komiksowych będzie kontynuowany, z drugiej strony czuje niesmak, że o losach jednej z ikon francuskiej kultury decydować będzie korporacja nastawiona wyłącznie na zysk.
Kuba, liczy się tylko kasa. Czy nie inaczej jest z Thorgalem lub Strażnikami?

Tylko tyle?
Z góry przepraszam za mój cynizm, ale tak.

Moje podsumowanie roku 2013

06/01/2014 § 1 komentarz


Poniższy tekst napisałem na zamówienie „Kolorowych Zeszytów” w ramach cyklu „Moje podsumowanie roku 2013”.
kolorowe

Jaki był rok 2013? Dobry? Zły? Zależy z czyjej perspektywy na niego spojrzeć. Jako „czytelnik” jestem bardzo z niego zadowolony: oferta bogata i różnorodna. Jako „recenzent” także jestem zadowolony: ukazało się dużo dobrych komiksów, o których z przyjemnością pisałem. Jako „propagator” medium również nie będę narzekał.
W ubiegłym roku najbardziej zajmowały mnie komiksy dla dzieci. Im poświęcałem najwięcej czasu i uwagi. Stąd w moim podsumowaniu roku 2013 chciałbym się skupić właśnie na nich. Nie chcę powiedzieć, nawet zasugerować, że w minionym roku nie ukazały się znaczące „komiksy dla dorosłych”. Ukazały się! Moja prywatna lista 10 najbardziej wartościowych i najciekawszych komiksów minionego roku pojawi się na Kolorowych za kilka dni.
Komiksy dla dzieci są dla naszego rynku równie ważne, jak nominacja do Nagrody Nike dla Macieja Sieńczyka za album Przygody na bezludnej wyspie czy Wielka Kolekcja Komiksów Marvela, czy publikacje Wydawnictwa Komisowego, czy otwarcie w Poznaniu stricte komiksowej galerii Cheap East, czy specjalistyczny sklep z oryginalnymi pracami ArtKomiks, czy wizyta Nicolasa Presla na Conrad Festival w Krakowie, czy Operacja Komiks w Opolu, czy regularne ukazywanie się „Zeszytów Komiksowych” (chciałbym zanzczyć, że dzięki wsparciu finansowemu MKiDzN oraz Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu ich cena jest bardzo przystępna), czy projekt Praga Gada, czy reaktywacja seriali komiksowych Koziorożec, Murena lub Skorpion, czy ważne wystawy Michała Śledzińskiego, Przemysława Truścińskiego lub Jakuba Woynarowskiego, czy książka Komiks w szponach miernoty autorstwa Jerzego Szyłaka, czy książka Niezwykła historia Marvel Comics wydana przez oficynę Sine Qua Non, czy spotkania w ramach Poznańskiej Dyskusyjnej Akademii Komiksu, czy książka Łukasza Kowalczuka poświęcona dziedzictwu TM-Semic, czy Maszin i jego podboje, czy kolejne numery „Gili-Gili” lub „Zeszytu”, czy działy komiksowe na serwisach internetowych poświęconych książkom i kulturze, na których wcześniej nie gościły (dla porządku wymienię choćby: instytutksiazki.pl, artpapier.com, culture.pl, ryms.pl, booklips.pl, xiegarnia.pl), czy…
czytajacyDlaczego w takim natłoku zdarzeń, spotkań, warsztatów, festiwali, wystaw, premier, wznowień i debiutów wyróżniam publikacje przeznaczone dla najmłodszych? Nie jestem pewien, czy uda mi się sensownie na to pytanie odpowiedzieć, ale postaram się.
Najpierw jednak trochę informacji statystycznych. W minionym roku ukazało się co najmniej 14 pozycji, które śmiało można zaliczyć do tej grupy. Na liczbę tę składają się nie tylko publikacje w ramach Krótkich Gatek i Centralki, ale pomijam, niesłusznie, pozycje wydane przez Egmont oraz Taurus Media.
14 sztuk, przy ponad 200 innych, to nie jest wiele. Jednakże mam wrażenie, że wydanie tych albumów w ubiegłym roku ma niemałe znaczenie dla wydawców, a co za tym idzie i dla czytelników. Oczywiście można mówić, że szum medialny towarzyszący tym publikacjom był „proporcjonalnie zbyt duży”, bo chyba żaden z komiksów wydanych w ubiegłym roku nie miał aż tylu pozytywnych recenzji co na przykład: Norka zagłady, Jaś Ciekawski czy Miś Zbyś. Dodatkowo można zauważyć swoisty paradoks, wskazując na pewną niekonsekwencję – przez wiele lat „środowisko” starało się pokazać, że komiksy są „wartościowym medium” dla dorosłych, gdyż poruszają tematy ważne i znaczące, a w 2013 roku poszła fama, że komiksy są dla dzieci. To jednak dwie odrębne sprawy i nie należy ich ze sobą łączyć. Po prostu w Polsce (w końcu!) zaczęły się ukazywać komiksy dla dzieci, które są dla dzieci, a dorośli mogą je czytać niejako „przy okazji”. Publikowanie albumów dla najmłodszych to element konieczny i niezbędny dla pełnej normalizacji rynku wydawniczego.
Dodatkowo dzięki nim być może pojawią się kolejne pokolenia, które będą chciały czytać w dorosłym życiu komiksy. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na drobny, ale znaczący fakt: rodzice, którzy kiedyś czytali komiksy, nagle na nowo zaczynają je odkrywać; sądząc po komentarzach, wpisach, postach na różnych blogach czytelniczych – tak się właśnie dzieje.
Działania Centrali i Kultury Gniewu zostały zauważone poza środowiskiem komiksowym, Monika Obuchow pisze: „zaczęły się dziać rzeczy dobre, odżywa komiks kierowany do dzieci – zarówno importowany (Jaś Ciekawski, twórczość Shauna Tana z pogranicza gatunków, Pustelnik, Hilda), jak i rodzimy (edukacyjny i zacny, a jednocześnie uwielbiany przez dzieci Samojlik). Jest co dzieciom dawać. To też uznam za doniosłe wydarzenie 2013 roku”. (Uwaga na marginesie powyższego cytatu z rozmowy z Szymonem Holcmanem: „Ładnie napisane, jest szansa, że nowi czytelnicy urosną”. Na co on odpowiedział „Trochę tych nowych już widziałem”.)
Jeśli Centrala i Kultura Gniewu (a może i inne wydawnictwa; patrz: Konkurs im. Janusza Christy) w następnych latach będą regularnie drukowały komiksy dla dzieci, to wówczas będziemy mieli do czynienia z długofalowym projektem popularyzacji medium. Co może wyjść nam wszystkim tylko na dobre. Uważam, że WKKM jest potrzeba i niezbędna na rynku, ale komiksy dla dzieci również.
Chciałbym jeszcze wspomnieć i wyróżnić dwie inicjatywy mocno związane z omawianym tematem. W Teatrze Studio w Warszawie z okazji Dnia Dziecka miał swoją premierę spektakl Łauma. Bajka zbyt straszna dla dorosłych. Teatralna adaptacja popularnego komiksu Karola Kalinowskiego grana jest nadal, najbliższe spektakle w połowie lutego. Natomiast 14 czerwca w ubiegłym roku w Krakowie w Teatrze Figur swoją premierę miał spektakl Mglisty Billy, na podstawie komiksu Guillaume’a Bianco, który kilka miesięcy później otrzymał Nagrodą Główną Jury Juniorów Festiwalu Teatralnego Korczak 2013.

Na zakończenie dwa przygotowałem jeszcze dwa cytaty:
1) „Z prawdziwym zainteresowaniem przeczytałam komiks(…). Świetnie się go czyta, doskonale ogląda. Sama przed sobą przyznaję, ale i chętnie czynię to publicznie, że sztuce komiksu należy się szacunek i liczę na to, że z ambitnymi wydawnictwami, jakim jest m.in. Centrala, łatwiej będzie go zyskać w szerszym gronie czytelników. Polecam!” – Agata Hołubowska, qlturka.pl.
2) „Nie ma co się przed tym bronić. Nie bójmy się kupować dzieciom komiksów. Czytajmy je z nimi wspólnie, zagadujmy o ilustracje, bawmy się razem z nimi. Nie ma obaw, by dziecko uciekło w komiks przed książką, by komiks w jakikolwiek sposób mu zaszkodził. Wiem to na swoim przykładzie” – Dorota Jędrzejewska, Experymentt.

dla dzieci
To już ostatnia lista (poważnie!) najlepszych komiksów, jakie ukazały się w ubiegłym roku.

Najlepszy komiks dla dzieci wydany w 2013 roku w PL

1. Luke Pearson (scen. & rys.), „Hilda i Nocny Olbrzym”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
2. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Ryjówka przeznaczenia #2: Norka zagłady”, kultura gniewu, Warszawa 2013.
3. Tomasz Samojlik (scen. & rys.), „Bartnik Ignat i skarb puszczy”, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
4. Luke Pearson (scen. & rys.), „Hilda i Troll”, przeł. Hubert Brychczyński, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
5. Delphine Bournay (scen. & il.), „Chrupek i Miętus – dzikie zwierzęta”, tłum. Jadwiga Jędryas, Dwie Siostry, Warszawa 2013.
6. Mathias Picard (scen. & rys.), „Jaś Ciekawski. Podróż do serca oceanu”, ”, kultura gniewu, Warszawa 2013.
7. Dominik Szcześniak (scen.), Piotr Nowacki (rys.), Sebastian Skrobol (kolory), „Tim i Miki. W krainie psikusów”, Timof i cisi wspólnicy & Sklep.gildia.pl, Warszawa 2013.
8. Marzena Sowa (scen.), Berenika Kołomycka (rys.), „Tej nocy dzika paprotka”, Centrala – Mądre komiksy, Poznań 2013.
9. Jakub Grochola (scen. & rys.), „Malcolm”, Wydawca: Piotr Szreniawski & Mydło Zin, Kraków 2013.
10. Maciej Jasiński (scen.), Piotr Nowacki (rys.), Norbert Rybarczyk (kolory), „Detektyw Miś Zbyś na tropie #1: Lis, ule i miodowe kule”, kultura gniewu, Warszawa 2013.

(moje) ‚komiksy’ roku 2013, część IV

04/01/2014 § Dodaj komentarz


To już tradycja, że z początkiem nowego roku prezentuję swoją prywatną listę 10 najlepszych, najbardziej wartościowych i najciekawszych komiksów jakie udało mi się przeczytać w minionym roku (uwzględniając jedynie te wydane właśnie byłym roku). Do dziś zaprezentowałem już prawie wszystkie zaplanowane wypisy „naj-” (zagraniczne: klik! klik! polskie: klik! klik! serie: klik! klik!). Właściwie pozostały mi jedynie komiksy dla dzieci.
Poniżej prezentuję spis najciekawszych picturebooków jakie miałem okazję przeczytać. Przyznam, że sporządzenie tego wypisu zajęło mi dużo czasu, długo zastanawiałem się nad wybraniem „finałowej” 10. Książek-pretendentek, które mogłyby się w tej notce znaleźć było dużo więcej. Ciężko mi było także ustalić kolejność, jeśli pierwsze 3 lub 4 miejsca nie nastręczały mi trudności, to im dalej tym trudniej.

Ostatecznie lista najlepszych picturebooków wydanych w PL roku 2013 wygląda następująco:

bajkaksiazeopowiesci

1. Mikołaj Łoziński (tekst), Marta Ignerska (il.), „Prawdziwa bajka”, kultura gniewu, Warszawa 2013.
2. Marek Bieńczyk (tekst), Joanna Concejo (il.), „Książę w cukierni”, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013.
3. Shaun Tan (tekst & il.), „Opowieści z najdalszych przedmieść”, tłum. Magdalena Koziej, kultura gniewu, Warszawa 2013. [kilka słów o książce można przeczytać tu: klik! klik!]

snicket-klassenszkicekto-pocieszy-maciupka

4. Lemony Snicket {właśc. Daniel Handler} (tekst), Jon Klassen (il.), „Laszlo boi się ciemności”, tłum. Michał Rusinek, Wydawnictwo Filia, Poznań 2013. [kilka słów o książce można przeczytać tu: klik! klik!]
5. Zosia Frankowska (tekst), Jacek Ambrożewski (il.), „Szkice z przyszłości”, Wydawnictwo Papierówka, Szewnica 2013.
6. Tove Jansson (tekst & il.), „Kto pocieszy Maciupka?”, przeł. Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo EneDueRabe, Gdańsk 2013. [kilka słów o książce można przeczytać tu: klik! klik!] emigracja

7. José Manuel Mateo (tekst), Javier Martinez Pedro (il.), „Emigracja”, tłum. Marta Jordan, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013. [kilka słów o książce można przeczytać tu: klik! klik!]

misiowakopertazabawny-ptaszek8. Benjamin Chaud (tekst & il.), „Misiowa piosenka”, przeł. Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013.
9. Gérard Moncomble (tekst), Paweł Pawlak (il.), „Zagadkowa koperta listonosza Artura”, przeł. Paweł Pawlak & Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013.
10. Jennifer Yerkes (tekst & il.), „Zabawny ptaszek”, tłum. Anna Nowacka-Devillard, Wydawnictwo Widnokrąg, Piaseczno 2013. [kilka słów o książce można przeczytać tu: klik! klik!]

– – – – –
okladka17_mediumPrzy okazji, gdy „mam głos” i poruszam temat picturebooków, to chciałbym zainteresować Was wszystkich najnowszym, planowanym na maj numerem „Zeszytów Komiksowych”. W siedemnastej odsłonie tego periodyku jednym z tematów przewodnich będzie blok tekstów poświęconych picturebookom. Merytoryczną opiekę nad nim sprawować będzie profesor Jerzy Szyłak, który na zaproszenie redakcji „skreślili kilka słów mających stanowić drogowskazy, podpowiedzi lub inspiracje dla wszystkich autorów i twórców skłonnych podjąć wyzwanie”.
Poniżej przytaczam całą wypowiedź profesora Szyłaka ze strony „Zeszytów”. Jeśli ktoś jest chętny do współpracy w tym temacie, to teksty należy przesłać do końca stycznia na adres e-mail: redakcja[at]zeszytykomiksowe[dot]org.
Więcej informacji i dodatkowe szczegóły tu: klik! klik!

1. Najpierw wszystkim wystarczało określenie „książka z obrazkami” lub „książeczka obrazkowa”, a potem (właściwie nie wiadomo kiedy) narodziła się potrzeba posługiwania się terminem picturebook. W ślad za zapożyczonym z języka angielskiego terminem pojawiło się też przeświadczenie, że mamy do czynienia z czymś nowym, jakościowo odmiennym od swojskich książeczek obrazkowych czy (znanych wszak w Polsce od lat) komiksów.
2. W 2009 Randy Duncan i Matthew J. Smith w książce The Power of Comics. History, Form and Culture zaproponowali, żeby paski komiksowe (comic strips) i książeczki komiksowe (comic books) uważać za osobne media, co wolałbym odczytywać jako propozycję uznania ich za odmienne środki wyrazu, a nie różne środki przekazu. Ochoczo przytakując tej propozycji (Duncan i Smith wyliczają dość skrupulatnie, czym komiksowe paski od książeczek się różnią), chciałbym zarazem zaproponować, żebyśmy comic books i picturebooks potraktowali tak, jakby niczym się od siebie nie różniły. Zachęca do tego fakt, że większość cech wymienianych przez badaczy picturebooków jako ich cechy dystynktywne pokrywa się z dystynktywnymi cechami komiksów, wymienianymi przez ich badaczy.
3. Wśród ogromnej liczby książek obrazkowych (picturebooks) znaleźć możemy niemałą liczbę takich, które z powodzeniem można nazwać komiksami. Obok nich pojawiają się jednak i takie, które od komiksów wyraźnie się różnią. Te z kolei można podzielić na takie, które w których owe różnice mają charakter pozorny, i takie, w których różnice są tak zasadnicze, że musimy uznać odmienność owych picturebooków od komiksów.
4. Filmoznawcy od czasu do czasu przypominają sobie (i innym) popularne zdanie wypowiedziane przez Andrew Tudora: „Gatunek jest tym, za co wszyscy wspólnie go uważamy”. Przypomina ono bowiem, że nie zawsze akademickie definicje określają fakt, że coś jest czymś, a nie czymś innym. Biorąc pod uwagę definicje można powiedzieć, że każdy komiks jest picturebookiem, ale nie każdy picturebook jest komiksem. Pojęcie „książka obrazkowa”, nawet po zawężeniu go do takiego typu książek, w których mamy do czynienia z przekazem narracyjnym, pozostaje zdecydowanie szersze od pojęcia „komiksu”. To ostatnie wciąż jednak ewoluuje, a wielu spośród współczesnych twórców ostentacyjnie wręcz szuka nietypowych rozwiązań czy to fabularnych, czy też formalnych, jak gdyby chcieli nas zapytać: „Czy to jeszcze komiks?”. I tu właśnie do głosu dochodzi opinia potoczna, która nie zawsze chce się zgodzić na nazwanie komiksem czegoś, co wszystkie warunki bycia komiksem spełnia, ale nie wygląda jak to coś, co wszyscy wspólnie za komiks uważamy.
Z opinią potoczną nie sposób się spierać, ale można ją (na zasadzie kropli, która drąży skałę) próbować podważyć przy pomocy rozmów o komiksach, które są picturebookami (przypominam, że są nimi wszystkie komiksy z wyjątkiem gazetowych pasków) i picturebooków, które nie zawsze są komiksami, ale które i tak mogą nam dostarczyć wiele radości z obcowania ze słowami, obrazami i tego, co wynika z interakcji między nimi.

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with komiks roku at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: