John Wagner i Greg Staples opowiadają o pracy nad albumem „Sędzia Dredd: Mroczna sprawiedliwość”

21/02/2017 § Dodaj komentarz


john-wagner

John Wagner odpowiada na pytania Bartosza Nowickiego:

Bartosz Nowicki: Kiedy Greg Staples poprosił cię o napisanie scenariusza o Mrocznych Sędziach, nie byłeś pewien, czy jest to dobry pomysł. Nie byłeś przekonany, czy masz jeszcze coś do powiedzenia w tym temacie… Chciałbym zapytać o to, w jaki sposób przygotowujesz się do napisania takiego trudnego scenariusza? Gdzie szukasz inspiracji?
John Wagner: Pobudziły ją prace Grega. Kiedy jesteś bombardowany takimi uderzającymi obrazami, ciężko konsekwentnie odmawiać.

B.N.: Akcja „Mrocznej Sprawiedliwości” zaczyna się w miejscu, w którym pozostawiłeś ja w „Dniu Chaosu”. Książka jest kontynuacją większej historii. Można ją jednak czytać jako zamkniętą całość. A dodatkowo jest doskonałym wprowadzaniem do serii dla nowych czytelników. Czy od samego początku starałeś się napisać książkę, która pełni tyle różnych funkcji?
J.W.: Moim głównym celem, oprócz dostarczenia platformy dla sztuki Grega, było przezwyciężenie przewidywalności historii z Mrocznymi Sędziami – na przykład takiej jak ta, że Dredd zawsze wygrywa. Przewidywalność była głównym powodem, dla którego zdecydowałem się już o Mrocznych Sędziach nie pisać. I dlaczego w przeszłości sięgałem po komedię, by stworzyć historie warte napisania.

John Wagner & Nick Percival - Dark Judges: Dominion

John Wagner & Nick Percival – Dark Judges: Dominion


B.N.: Jak znajdujesz „Mroczną sprawiedliwość” z perspektywy czasu? Czy coś byś dziś zmienił? Coś napisał inaczej?
J.W.: Nie, jestem z niej w pełni zadowolony. Zadowolony na tyle, że już pracuję nad kontynuacją, którą ilustruje Nick Percival. Nick także bombardował mnie genialnymi obrazami!

greg-staples

Greg Staples odpowiada na pytania Bartosza Nowickiego:

Bartosz Nowicki: Twoja korespondencja emailowa z Johnem Wagnerem, której fragmenty możemy przeczytać w albumie „Mroczna Sprawiedliwość”, pokazuje, że minęło trochę czasu, zanim John dał się przekonać do współpracy nad „kolejną historią o Mrocznych Sędziach” – i miał ku temu dobry powód. Co pomyślałeś, kiedy otrzymałeś pierwszą, niezbyt pozytywną odpowiedź? Jak ważna w tym momencie była dla ciebie współpraca z Johnem? Czy, w wypadku gdyby John zdecydował się w to przedsięwzięcie nie angażować, brałeś pod uwagę współpracę z innym scenarzystą?
Greg Staples: Tak naprawdę to nad tym konkretnym projektem chciałem pracować tylko z Johnem, ponieważ to on napisał oryginalne pozowaniehistorie: „Sędziego Śmierci” („Judge Death”) oraz „Sędzia Śmierć żyje” („Judge Death Lives”), które czytałem, kiedy byłem dzieciakiem. Te historie mnie przerażały. Może było w tym trochę nostalgii, a może fakt, że ze scenariuszami Johna zawsze dobrze mi się pracowało, w każdym razie postanowiłem, że zabiorę się za to, tylko jeśli on się zgodzi. To prawda, on miał ich (Mrocznych Sędziów) dość, ale ja czułem, że w postaciach wciąż jest iskra grozy, którą warto wskrzesić, bo nie była widziana od dawna. Interesował mnie horror i w pewnym rodzaju kontynuacja „Judge Death Lives”. John powiedział, że groza może być trudna do napisania, ale jeśli wpadłby na dobry pomysł, to mógłby rozważyć moją propozycję.

B.N.: Jak wyjaśniłeś w posłowiu, praca nad komiksem trwała dwa lata. Dlaczego aż tak długo? Czy pracowałeś jednocześnie nad innym projektem?
G.S.: Podjąłem decyzję, aby wszystko namalować ręcznie, bez udziału komputera, więc każde pociągnięcie pędzla zabrało mi dwa razy więcej czasu, niż gdybym malował cyfrowo. Dlatego rok zmienił się w dwa lata. Gdy zacząłem, zdałem sobie sprawę ile to pracy, ale byłem zdeterminowany, aby utrzymać wysoki poziom aż do ostatniego panelu. Komiks przezwałem „Nie kończąca się opowieść”!

B.N.: Bardzo interesuje mnie twój proces artystyczny i związana z nim logistyka. Jak zabrałeś się do tworzenia? Czy od razu narysowałeś cały komiks? A może rozłożyłeś to na poszczególne, sześciostronicowe epizody? Gdy przyszło do robienia zdjęć referencyjnych, ilu sesji potrzebowałeś, by uzyskać cały potrzebny do pracy materiał? Ile osób brało udział w tych sesjach?
G.S.: Dużo przy tym albumie planowałem, więcej niż zazwyczaj. Najpierw rozrysowałem cały scenariusz, tak, aby mieć ogólne pojęcie na temat rytmu historii i tego czego oczekiwałem od jego strony wizualnej. Bardzo mocno zależało mi na tym, szkicaby od samego początku spróbować czegoś, czego wcześniej sam nie widziałem i by zrobić komiks, który czyta się tak jak film: z oświetleniem, dramatem i strukturą. Następnie zrobiłem trzy oddzielne sesje zdjęciowe z kilkoma przyjaciółmi-filmowcami, które były wprawdzie bardzo trudne, ale dały mi szansę na to, aby niemal rozegrać scenariusz. Sam grałem Dredda. Jest sporo zdjęć, na których się w niego wcielam (później, niejednokrotnie byłem modelem Dredda na potrzeby różnych czasopism). Dalej, na pełnowymiarowych stronach, rysowałem ołówkiem po jednym odcinku na raz, używając referencji, choć w większości rysując z głowy. Zrobiłem też szybkie szkice kolorystyczne, które pomogły mi utrzymać spójność i oświetlenie. W końcu namalowałem plansze przy użyciu pędzli i farb akrylowych.

B.N.: Co sprawiło ci największą frajdę podczas pracy nad albumem? A co okazało się najmniej przyjemne?
G.S.:Cieszy mnie rezultat finalny. Odbiór komiksu był świetny. Jednak sama praca była dość trudna, bo bardzo pracochłonna i męcząca. Ostatecznie jestem dumny z tego, że udało mi się go skończyć!

B.N.: Jak znajdujesz „Mroczną sprawiedliwość” z perspektywy czasu? Czy coś byś dziś zmienił? Coś namalował inaczej?
G.S.:Trudno powiedzieć… Wątpię, żebym jeszcze kiedyś chciał zrobić coś w ten sam sposób, planszachyba że widziałbym, że się finansowo będzie opłacało. „Mroczna sprawiedliwość” wyssała ze mnie wszystkie pieniądze, ponieważ nie miałem czasu na inne zlecenia, które normalnie utrzymywałyby mnie na powierzchni. Aczkolwiek, jak ze wszystkim, co trudne, chce się kolejnego wyzwania, aby stworzyć coś, co jakością przebiłoby ostatni wykonany projekt. Dlatego może kiedyś, jeśli odpowiedni projekt pojawi się na horyzoncie, jeszcze raz zrobię coś takiego.
Całość wygląda tak, jak to sobie zaplanowałem i z tego jestem bardzo zadowolony. Są w albumie plansze i kardy, które należą do najlepszych jakie kiedykolwiek w życiu zrobiłem, a to cieszy.

B.N.: Czy w najbliższej przyszłości możemy spodziewać się nowego komiksu z Dreddem namalowanego przez Grega Staplesa?
G.S.: Nigdy nie mów nigdy… Jednak aktualnie nie mam żadnych planów na nowy komiks, gdyż w minionym roku byłem głównym artystą pracującym nad konceptami do „Dead Island 2”. Być może wcześniej czy później powrócę do Sędziego Dredda. Wszystkiego się można spodziewać…

John Wagner (sc.), Greg Staples (rys.), „Sędzia Dredd: Mroczna sprawiedliwość”, tłum. Jacek Więckowski, Studio Lain, Iława 2016.

[Obie rozmowy przeprowadził (i przetłumaczył) Bartosz Nowicki, który także napisał recenzję albumu, do przeczytania tu: klik! klik!]

Sędzia Dredd: Mroczna sprawiedliwość

12/01/2017 § Dodaj komentarz


Starcie Dredda z Mrocznymi Sędziami

sedzia-dreddKomiksy przedstawiające przygody Sędziego Dredda mają pewną tradycję wydawniczą w Polsce. Postać debiutowała na rodzimym rynku dzięki legendarnemu już wydawnictwu TM-Semic, które opublikowało klasyczną fabułę: Judgement on Gotham (TM-Semic, Wydanie Specjalne 4/93). Z kolei oficynie Egmont Polska należy się uznanie za pierwsze i do niedawna jedyne systematyczne publikowanie historii z udziałem tego antybohatera, a co za tym idzie, za kreowanie potencjalnej niszy wydawniczej dla współczesnych wydawców. Wprawdzie Arkadiusz Dzierżawski, odpowiedzialny za Studio Lain, swoją drogę do 2000AD zawdzięcza wytworom ręki Simona Bisley’a publikowanym w magazynie „Heavy Metal”, a nie komiksom wydawanym w Polsce (klik! klik!). Mimo wszytko można pokusić się o stwierdzenie, że przynajmniej część z czytelników pozycji wydawanych przez jego wydawnictwo, kupiło je dzięki znajomości publikacji z przeszłości.

Mroczna sprawiedliwość to najnowszy komiks z Sędzią Dreddem w roli głównej, greg-staplesktóry ukazał się w Polsce. Co ciekawe, premiera rodzimej edycji odbyła się w rok po wydaniu brytyjskiej wersji. Jest to dowodem na aktywną i dobrze przemyślaną politykę wydawniczą Studia Lain, które nie poprzestaje na wydawaniu tak zwanych klasyków (patrz: Heavy Metal Dredd z rysunkami Bisley’a), ale sięga także po równie atrakcyjne pozycje współczesne.

Polskie wydanie Mrocznej sprawiedliwości dość wiernie oddaje zawartość oryginału. Gdyż poza komiksem zawiera także bogatą w informacje część dodatkową, dzięki której czytelnik może zapoznać się z kulisami powstawania albumu. W tym z wątpliwościami Johna Wagnera, co do sensu tworzenia kolejnego scenariusza z udziałem Mrocznych Sędziów. Wagner obawiał się wtórności. Jak pisze w emailu do artysty, Grega Staplesa: „(…) problemem zawsze jest schematyczność. Mroczni Sędziowie wpadają, spotykają Dredda i zostają rozwalani”. Najtrudniejszym zadaniem scenarzysty było więc stworzenie czegoś nowego. Wagner nie uniknął pewnych wtórności, co w zupełności nie przeszkadza w odbiorze komiksu. Dla czytelnika polskich wydań Dredda, który z Mrocznymi Sędziami obcował zdecydowanie rzadziej niż czytelnik wersji oryginalnej, nie będzie to miało żadnego znaczenia. Mroczna… jest więc doskonałym wprowadzeniem do szalonego, futurystycznego, naszpikowanego sarkastycznymi odniesieniami do współczesności, świata Sędziego Dredda.

Wartka akcja komiksu, która w większości odbywa się w kosmosie, rozpoczyna się tam, dredd-greg-staplesgdzie ją Wagner pozostawił w Day of Chaos (pozycja Dzień Chaosu nie została wydana w Polsce). Znajomość przygód nie jest niezbędna podczas bieżącej lektury, co zawdzięczamy warsztatowi współtwórcy Dredda. Wprawdzie odniesień do przeszłości znajduje się w fabule sporo, to nie są one nachalne, a sposób w jaki są one podane, pozwala na bezproblemowe śledzenie przebiegu wydarzeń. Naturalnie Wagner nie zapomina o swoich wiernych czytelnikach, dla nich „przemyca” motywy, które są nie do wychwycenia dla nowego odbiorcy (przykładem jest wątek Roberto Smitha).

Sprawnemu scenariuszowi wtóruje zapierająca dech w piersiach szata graficzna, która została w całości wykonana przez Grega Steplesa. Niezależnie od tego czy maluje on przestrzeń kosmiczną, wnętrza statków kosmicznych, mundury, broń, czy też samych futurystycznych kosmonautów (o Mrocznych Sędziach nie wspominając), Staples udowadnia, że bardzo dobrze czuje się w konwencji science fiction. Jego realistyczne obrazy są przy tym pełne dynamizmu, a paleta barw nadaje im specyficznej, odpowiedniej dla danej sceny, atmosfery.

Na zakończanie: słowa uznania należą się również Jackowi Więckowskiemu, którego john-wagnertłumaczenie jest bardzo płynne, co pozwala na lekturę „bez zakłóceń”. Za jedyne niedociągnięcie można uznać część dodatkową komiksu. Odnoszę wrażenie, że sposób w jaki przetłumaczone zostały e-maile wysyłane pomiędzy twórcami Mrocznej sprawiedliwości nie oddają do końca ducha tej korespondencji. Jest to jednak sprawa marginalna i zupełnie nie wpływa na odbiór samego komiksu, który z czystym sumieniem polecam wszystkim. Sam z niecierpliwością oczekuję polskiego wydania Ameryki, komiksu należącego do kanonu opowieści z udziałem Sędziego Dredda, który przez niektórych fanów uznawany jest za najlepszą odsłonę serii.

John Wagner (sc.), Greg Staples (rys.), „Sędzia Dredd: Mroczna sprawiedliwość”, tłum. Jacek Więckowski, Studio Lain, Iława 2016.

[autor: Bartosz Nowicki]

judge-dredd-dark-justice{W przyszłym tygodniu zaprezentowane zostaną dwie krótkie rozmowy z twórcami, które przeprowadził Bartek. Już dziś zapraszam!!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Judge Dredd Dark Justice at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: