Lady S #6: Portugalski galimatias

21/01/2018 § Dodaj komentarz


W tym szaleństwie jest metoda

Zupełnie niedawno przeczytałem kryminał Gdy morze cichnie, którą napisał norweski pisarz Jørn Lier Horst. Końcówka powieści (tj. finalne rozwiązanie) skojarzyła mi się z fabułą komiksu Portugalski galimatias. Obie pozycje dotykają tematu terrorystycznego zagrożenia, na jakie narażone są właściwie wszystkie państwa europejskie ze strony ekstremistycznych bojówek islamskich. W wypadku powieści potencjalny zamach miał mieć miejsce w Norwegii, a w wypadku komiksu – w Francji.

Po wydarzeniach przedstawionych w albumie Kret w Waszyngtonie (klik! klik!) Suzan Fitzroy została pozbawiona amerykańskiego obywatelstwa i wydalona ze Stanów. W bieżącej odsłonie spotykamy kobietę w Strasburgu, gdzie od trzech miesięcy pracuje jako tłumaczka w Parlamencie Europejskim. Szania próbuje na nowo się odnaleźć, zdefiniować. Mieszka w wynajętym mieszkaniu, które dzieli z pochodzącą z jakiegoś kraju arabskiego Kadiją. Obie panie nie stronią od uciech życia, chodzą nawet na podwójne randki. Podczas jednego z takich wieczorów nasza bohaterka poznaje Farika Hassine’a, który wywiera na niej dobre wrażenie: stateczny, mądry, oczytany i mający swoje zdanie. Parę połączy romantyczne uczucie czy fizyczne doznania?

No, nic z tych rzeczy. Wielki Jean Van Hamme ma wobec bohaterki zupełnie inne plany. Stabilizacja, nawet mała, nie jest kobiecie pisana. Kłopoty, szpiegowskie rozgrywki i afery na stałe są wpisane w jej życie. Tym razem pretekstem do nawiązania ponownej współpracy z Orionem jest płyta z pewnymi wrażliwymi danymi, którą Farik podrzucił do torebki Szani. Pewnie zastanawiacie się, jak to się wiąże z Portugalią? Mógłbym podzielić się tą informacją, ale jeśli tak zrobię, to odbiorę Wam frajdę samodzielnego zapoznania się z albumem. Należy oddać scenarzyście sprawiedliwość – fachowo buduje opowieść. Trochę razi, ale nie zraża, że wciąż używa tych samych lub bardzo podobnych elementów składowych.

Ponownie nie zawodzi Philippe Aymond, który wiernie przedstawia miejsca akcji oraz występujące postaci. Zmiana lokacji pozwala na ukazanie kolejnych realnych plenerów i miast (piękna Lizbona!). Właściwie do konstrukcji skądinąd rozrywkowej fabuły nie można się przyczepić, akcja prze do przodu, a całość czyta się z zainteresowaniem i uwagą. Wpleciono postaci, które już wcześniej występowały w serii. Na pochwałę zasługuje także rozwiązanie wątku ojców protagonistki (rodzonego i przybranego). Ciekawe, jak dalej potoczą się losy Estonki? Liczę, że w marcu lub w kwietniu oficyna Kubusse wypuści na rynek „siódemkę”. Czekam!

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Aymond (rys.), „Lady S #6: Portugalski galimatias”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2017.

[scenariusz: 5-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Largo Winch. Tom 5

12/10/2017 § Dodaj komentarz


 Sidła globalizacji

Piąty zbiorczy tom serii Largo Winch, obejmujący albumy trzynaście i czternaście, zaczyna się nadzwyczaj poważnie. Całkiem na serio właściciel olbrzymiego Koncernu W wypowiada się w telewizji na temat globalizacji. Mówi z sensem, tak definiując proces: „(…) to mechanizm zbliżania, w którym sfera ekonomiczna bierze górę nad sferą kulturalną i społeczną, jak to jest w przypadku Unii Europejskiej. Zasada sama w sobie jest dobra, ponieważ jest to czynnik pokojowy. Problemem są zaburzenia, jakie ta kapitalistyczna planetaryzacja na pewno za sobą pociągnie”. I już chwilę później ma okazję doznać makabrycznych skutków „zaburzeń”, gdy do studia wkracza Dennis Tarrant i na oczach widzów popełnia samobójstwo.

Scenarzysta, wielki Jean van Hamme, zaczyna z wysokiego C – dramatyczne wydarzenie ma miejsce już na czwartej planszy, a potem sprawy się jeszcze bardziej komplikują. Gdyż były kierownik małego zakładu produkującego sprzęt narciarski w miasteczku Deer Point w Montanie obwinił pana Winch o to, że w wyniku finansowych spekulacji Koncernu W rodzinna firma została zamknięta, a ponad trzystu pracowników zostało wyrzuconych na bruk. Media od razu zakładają „miliarderowi w dżinsach” pętlę na szyję, ale i przyjaciele – w ramach protestu wobec bezdusznego postępowania – odwracają się do niego plecami.

To nie koniec kłopotów naszego bohatera. Chcąc wyjaśnić sprawę i ustalić, czy czasem nie doszło do fałszowania danych, pakuje się w jeszcze większą kabałę. Przy okazji na scenę wkraczają nowi, wyraziści aktorzy, m.in. Silky Song, która przejmuje rolę osobistego pilota i bodyguarda. A gdzie podział się Freddy Kaplan? Nie mam zamiaru zdradzać meandrów fabuły i przybliżać kolejnych, zaskakujących wątków. Należy oddać pisarzowi sprawiedliwość, że narracja prowadzana jest w sposób zaskakujący i podczas lektury nie ma miejsca na nudę. Intryga jest bardzo skomplikowana, a rama konstrukcyjna oparta została o mechanizmy funkcjonowania giełdy amerykańskiej.

Recenzując poprzednie odsłony cyklu (klik! klik!) podkreślałem, że silne wrażenie wywiera na mnie precyzyjna kreska Philippe’a Francqa. Nie inaczej jest tym razem. Każdy kadr – niezależnie od tego czy ukazuje górskie krajobrazy, czy wielkomiejskie ulice, czy wnętrza domów, czy biur – jest niebywale dopieszczony. Realizm przedstawiania dotyczy także mimiki bohaterów i noszonych przez nich strojów.

Początkowo cykl miał charakter opowieści awanturniczej, ale od „czwórki” van Hamme wyraźnie przesuwa akcenty w stronę thrillera finansowo-konspiracyjnego. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim czytelnikom ewolucja serii przypadła do gustu. W moim wypadku nic się nie zmieniło, byłem fanem przygód pana Wincha i nadal jestem.

Jean van Hamme (sc.), Philippe Francq (rys.), „Largo Winch. Tom 5”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Kurc, Koluszki 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Lady S #5: Kret w Waszyngtonie

07/04/2017 § Dodaj komentarz


Nowe otwarcie

Piąty tom serii Lady S, w której główną rolę gra atrakcyjna Suzan Fitzroy vel. Szania Rivkas, przynosi zasadniczą zmianę w sposobie prowadzenia fabuły. Jean Van Hamme zdecydował się wystąpić z utartych torów, które wypracował w uprzednich czterech częściach. Scenariusze oparte był na nośnym, acz prostym schemacie: protagonista przebywa z ojcem w delegacji lub na placówce dyplomatycznej gdzieś poza USA, tam odnajduje ją Orion, który zleca dziewczynie jakąś szpiegowską misję. Tymczasem w albumie Kret w Waszyngtonie całość rozegrana została zupełnie inaczej.

Początkowe sceny nie zapowiadają wolty. Akcja albumu rozpoczyna się pewnego słonecznego poranka w sypialni pani prezydent Stanów Zjednoczonych, gdzie gości dobrze nam znany James Fitzroy – przybrany rodzic Szani. Przy śniadaniu kochankowie rozmawiają o tym, że w Białym Domu ich związek nie jest żadną tajemnicą, ale mimo to muszą zachowywać pozory, czyli żadnych oficjalnych wspólnych wystąpień. Jednakże nie ich wzajemna relacja jest tym, co napędza fabułę bieżącego zeszytu. Co prawda znaczenie ma fakt, że pani prezydent walczy o nominację swojej partii, aby móc wystartować w kolejnych wyborach. Dołki pod nią kopie ambitny senator Harry Gover, który ma chrapkę na prezydencki fotel. Mężczyzna ma plan, jak pozbyć się konkurentki.

W dyplomatyczną intrygę na najwyższym stopniu uwikłana zostaje nasza bohaterka. Kolejny raz ktoś wykorzystuje przeszłość dziewczyny, aby wywrzeć nacisk, zdobyć kontrolę i skłonić do odpowiedniego zachowania. Jednak tym razem „ostrze” szantażu nie jest skierowane bezpośrednio w Suzan. Myślę, że nie zdradzę za dużo, jeśli napiszę, że senator Gover poprzez zdyskredytowanie Jamesa Fitzroy’a próbuje ugodzić panią prezydent Donnę Freeman. Sytuacja z planszy na plansze robi coraz bardziej dramatyczna, pętla powoli się zaciska. Protagonistka, chcąc ratować dobre imię ojczyma, decyduje się zerwać więzi łączące ją z Ameryką.

W bieżącym tomie Van Hamme mniej uwagi poświęca protagonistce całego cyklu, a skupia się na postaciach pobocznych. Wiarygodnie zostaje poprowadzona osoba pani prezydent, uzyskujemy więcej informacji o byłym ambasadorze oraz o charakterze relacji, która łączy tych dwoje. Trochę blado wypada płatny zabójca wynajęty przez senatora, rozumiem, że Suzan musiała go pokonać, ale dać się zaskoczyć nieszkolonej w sztukach walki dziewczynie…

Warstwa graficzna jest dziełem tego samego rysownika, co poprzednio. W tej materii nie uświadczymy żadnych zmian. Philippe Aymond nadal bardzo szczegółowo i dokładnie ukazuje rzeczywistość, w której ma miejsce akcja. Waszyngton i Biały Dom odwzorowano precyzyjnie. Prace Aymonda niezmiennie podobać się będą czytelnikom, którzy wysoko sobie cenią realistyczny rysunek. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dynamikę występujących postaci, które często ukazane są w ruchu i to również wypada dobrze.

Na zakończenie chciałbym podkreślić, że zmiana sposobu prowadzenia jest miłym zaskoczeniem. Delikatnie zmienia się także charakter opowieści, scenarzysta delikatnie przesuwa akcenty: z thrillera szpiegowskiego w stronę political fiction. A zaskakujące zakończenie bieżącej odsłony otwiera zupełnie nowy rozdział w życiu Lady S.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Aymond (rys.), „Lady S #5: Kret w Waszyngtonie”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Epoxy

22/03/2017 § Dodaj komentarz


  Takie były początki wielkiego Jeana Van Hamme’a

Belgijski scenarzysta Jean Van Hamme znany jest w naszym kraju głównie dzięki seriom komiksowym Thorgal, Szninkiel, XIII czy Largo Winch (klik! klik!). Ten urodzony w 1939 roku autor ma na swoim koncie jeszcze wiele innych opowieści graficznych. Za sprawą oficyny Kubusse mamy okazję zapoznać się z mało znanym, pierwszym dziełem Van Hamme’a – Epoxy, które pierwotnie ukazało się w 1968 roku.

Tytułową bohaterkę poznajemy podczas samotnego rejsu po jednym z greckich mórz, gdy nagle jej łódź zostaje staranowana przez luksusowy jacht. Piękne (ale niezbyt mądre) dziewczę zostaje wyłowione rybacką siecią i przetransportowane na pokład pływającego „ogrodu rozkoszy ziemskich”. Na zaproszenie odrażającego właściciela ma uczestniczyć w „zabawie”, a następnie zostać złożona w ofierze. Jednakże w wyniku interwencji nadprzyrodzonych sił (czyżby sam Zeus się wtrącił?), jacht się rozbija, a Epoxy ląduje na piaskach plaży ziem należących do Amazonek. Jej przypadkowa towarzyszka zostaje zabita, a ona sama zostaje oskarżona o szpiegostwo na rzecz mężczyzn. Epoxy staje twarzą twarz z królową wojowniczych kobiet – Hipolitą i wkrótce zawiera z nią bardzo bliską znajomość.

Tak rozpoczyna się wielka podróż protagonistki mitologicznym szlakiem – od rezydencji Dionizosa aż do samego Hadesu – po drodze spotyka Heraklesa, Tezeusza, Hermesa centaurów, Chirona, Afrodytę, Zeusa. Czytając mamy wrażenie, jakbyśmy wertowali Mitologię Parandowskiego, ale taką specjalną edycję, bo przefiltrowaną przez erotyczne zabiegi bohaterów. Epoxy nie stroni od oddawania się przedstawicielom płci męskiej czy żeńskiej, a nawet interesują ją większe grupy. Bardzo chętnie się obnaża, paraduje nago bez skrępowania i wstydu, zresztą nie tylko ona, wielu innych bohaterów również pokazuje się bez ubrania.

Niestety jest to obnażanie się dla samego obnażania. Za golizną nie idzie żadna ciekawa historia. Schemat fabularny jest prosty jak strzał z bicza: bohaterka pakuje się w kłopoty, uwodzi lub jest uwodzona, a następnie przenosi się do nowego miejsca, gdzie sytuacja się powtarza.

Epoxy to komiks, który zasadniczo ma wartość historyczną, na poły archeologiczną – w końcu powstał prawie 50 lat temu. Jeśli ktoś chce sprawdzić, jakie były początki wielkiego Jeana Van Hamme’a, powinien po niego sięgnąć. Dodatkowo warto poświęcić trochę czasu, aby zaznajomić się z „oldschoolowym” stylem i podejściem do kadrowania, budowy planszy. To pouczająca lekcja.

 Jean Van Hemme (sc.), Paul Cuvelier (rys.), „Epoxy”, przeł. Jakub Syty, Wydawnictwo Kubusse, Lublin 2015.

[scenariusz: 3, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

  Recenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl; klikać :tu: tak! :tu:

Largo Winch. Tom 4

10/01/2017 § Dodaj komentarz


  Largo Winch w Ameryce

hamme-largoLargo Winch, obok Thorgala, jest najpopularniejszą i najbardziej rozpoznawalną postacią wykreowaną przez Jean’a Van Hamme. W czwartym zbiorczym tomie, obejmującym dwa oryginalne albumy Golden Gate i Shadow, scenarzysta kolejny raz udowadnia, że świetnie zna się na swoim fachu (recenzja trójki tu: klik! klik!) . Tym razem pisarz wysyła ekscentrycznego miliardera do Stanów Zjednoczonych, gdzie stacja telewizyjna W9, należąca do międzynarodowego Koncernu W, kręci serial telewizyjny. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie dwa podejrzane fakty: 1) niezwykle wysoki, jak na tego typu produkcję, budżet; 2) w głównej roli obsadzono Simona O’Vronnaza, przyjaciela Largo, którego zdolności aktorskie są równe zeru.

Finansowanie serialu wzbudziło podejrzenia Dwighta Cochrane’a (kontrolera finansowego Koncernu W), który zlecił swojej współpracownicy zbadanie sprawy. Sara Washington jean-van-hammepoleciała do Stanów i w niewyjaśnionych okolicznościach nagle zaginęła. Zaniepokojony całą sytuacją pan Winch wskakuje do swego prywatnego samolotu i udaje się do San Francisco, aby wszystkiemu przyjrzeć się z bliska. Oczywiście na miejscu okazuje się, że sprawa ma drugie i trzeci dno. Ponieważ obok precyzyjnie zaplanowanego wrogiego przejęcia stacji W9 wychodzą na jaw inne brudne interesy prowadzone przez konkurencję: wymuszenia, handel kobietami i stręczycielstwo, kręcenie porno oraz zakazanych filmów (tzw. „snuff movies”). Szef Koncernu W odkrywa kłopotliwą prawdę, przez co stawia się na celowniku. Jego życie jest zagrożone. W ślad za nim wyrusza banda oprychów.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji. Narracja prowadzona jest niezwykle dynamicznie. Co prawda largo-winchpoczątkowo czytelnik musi mocno się skupić i poświęcić sporo uwagi na rozwikłanie wszystkich zawiłości dotyczących finansowania telewizyjnego serialu. Niełatwym zadaniem jest także zrozumienie kwestii prawnych i zależności między stacjami, spółkami oraz firmami. Trud podjąć należy. Nawet jeśli wiąże się on z koniecznością powtórnego czytania dymków. Van Hamme buduje opowieść głównie z wypowiedzi występujących postaci. Częste i słownie rozbudowane interakcje wzmagają odczucie „dziania się”. W komiksie nie brakuje także pościgów, podchodów, ukrywania się i spektakularnych ucieczek. To powoduje, że lektura nie nudzi, a całość tomu pochłania się za jednym podejściem.

Niezmiennie silne wrażenie wywiera warstwa graficzna komiksu. Philippe Francq mocno dba o realizm przedstawienia. Każdy najmniejszy detal (choćby popielniczka czy poszetka) narysowana została z taką samą dokładnością co budynki i pojazdy (samochody, autobusy czy śmigłowce). Układ kadrów na philippe-francqplanszy jest bardzo klasyczny, artysta nie stosuje żadnych eksperymentów formalnych. Takie „europejskie” podejście do konstrukcji strony sprawdza się wyśmienicie.

Scenarzysta dba o to, aby jego opowieści były maksymalnie prawdopodobne. Całość trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy. Uprzednie tomy znakomicie przestawiały świat wielkiej polityki i finansjery. W bieżącym czytelnik może spojrzeć zza kulisy przemysłu filmowego. Lubię i cenię sobie ten przygodowo-sensacyjny serial. Dlatego liczę, że już niedługo będę miał okazję przeczytać kolejny tom.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Francq (rys.), „Largo Winch. Tom 4”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo KURC, Koluszki 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4] 

largo-winch-francqsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Largo Winch. Tom 3

05/07/2016 § Dodaj komentarz


Miliarder w dżinsach na „wakacjach” w Wenecji

Largo 9+10 okładka v5 grzbiet 6,5 mmLargo Winch, jeden z trzech (obok Thorgala i XIII) flagowych seriali wszech czasów pisanych przez Jean’a Van Hamme’a, nie miał w naszym kraju szczęścia. Najpierw z początkiem XXI wieku za edycję zabrała się oficyna Twój Komiks – ukazały się 4 pierwsze albumy. Następnie edycję przejął Egmont, który na fali francuskiej filmowej adaptacji w 2009 roku wznowił pierwsze 4 albumy w zbiorczym tomie, a w drugim zaprezentował kolejne 4. A potem na 7 lat cisza. Polscy fani serii wielokrotnie indagowali Tomasza Kołodziejczaka z Egmontu o podjęcie kontynuacji. Ostatecznie to Wydawnictwo Kurc – zupełnie nowy edytor, który pierwszy swój tytuł wydał jesienią ubiegłego roku, zajął się Largo Winchem. Nie będę ukrywał, że wznowienie serii jest dla mnie świetną informacją. Byłem (i pozostaję) fanem przygód pana Wincha.

Dla przypomnienia, bo być może niektórzy nie pamiętają lub nie czytali wcześniejszych albumów, kilka słów odnośnie fabuły. largo_W pierwszym zeszycie dowiadujemy się, że zostaje zamordowany Nerion Winch, twórca i właściciel gigantycznego międzynarodowego Koncernu W. Wydawać by się mogło, że korporacji grozi upadek, ponieważ Nerion nie pozostawił po sobie spadkobiercy. I tu następuje wolta, bo nagle wychodzi na jaw, że 25 lat temu adoptował on dwuletniego chłopca. Teraz Largo Winczlav jest jedynym i prawowitym spadkobiercą fortuny (i firmy). Ten 26-letni mężczyzna jednak nie jest „dzieckiem korporacji”, nie czuje się dobrze ani w garniturze, ani za biurkiem. Woli podróżować, uwodzić piękne kobiety i wpadać w tarapaty. Serial Largo Winch to korporacyjny thriller sensacyjno-szpiegowski, a główny bohater uchodzić może za skrzyżowanie Bruce’a Wayne’a z Jasonem Bourne’em.

Akcja bieżącego tomu obejmuje dwa albumy serii, które połączone są jedną nicią fabularną, i rozpoczyna się od dziwnej rozmowy między dwoma panami. largo winchRozumiemy, że jeden wynajmuje drugiego do jakiegoś zadania. Jak tylko przewrócimy stronę, lądujemy we włoskim mieście zakochanych, uczestniczymy w szaleńczym pościgu między kanałami, mostkami i uśpionymi kamienicami. Jest 3.00 w nocy, grupa mężczyzn kogoś ściga, cel pościgu jest jasny – eliminacja. Czytelnik nie ma zielonego pojęcia, kim jest ścigany mężczyzna, dlaczego ma zostać zamordowany, kto wydał na niego zlecenie, czy gangsterska scena ma coś wspólnego z poprzednią planszą, no i w końcu, dlaczego ostatnią życiową czynnością mężczyzny jest wysłanie faksu? Trzeba przyznać, że scenarzysta świetnie rozpisał początkowe wątki! Wystarczyło sześć plansz, aby przykuć uwagę czytelnika.

A dalej Jean Van Hamme radzi sobie równie dobrze. Intryga się rozwija, zatacza coraz szersze kręgi i wcale nie traci na atrakcyjności. Do wciągającej fabuły musimy dodać jeszcze atrakcyjną szatę graficzna, za którą odpowiada Philippe Francq. Realistyczny styl belgijskiego rysownika dobrze współgra z opowieścią. Szczegółowe przedstawienie wnętrz, postaci Van Hamme(ich ubioru i mimiki) czy elementów architektonicznych (Wenecja prosto z folderu jakiegoś biura podróży) zadowoli nawet najbardziej wybrednych fanów „kolorowych zeszytów”.

W trzecim zbiorczym tomie przygód Largo Wincha dostajemy pogmatwany spisek, supertajną międzynarodową organizację, elementy akcji rodem z filmu szpiegowskiego i szczyptę romansu (ach, te piękne i chętne kobiety – dziś takie przedstawienie postaci kobiecych zakrawa o seksizm, ale pamiętajmy, że komiks powstał pod koniec lat 90. ubiegłego wieku). Całość jest dobrze przyrządzona i podana. Lubię i bardzo się cieszę z powrotu pana Wincha.

Jean Van Hamme (sc.), Philippe Francq (rys.), „Largo Winch. Tom 3”, tłum. Wojciech Birek, Wydawnictwo KURC, Łódź 2016.

[scenariusz: 5-, rysunki: 5+, kolory/cienie: 4+]

Philippe Francqsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Rani #2: Rozbójniczka

15/05/2016 § Dodaj komentarz


Rani, a nie Pieśń Lodu i Ognia

RaniDrugi tom przygód młodej Jolanny nosi tytuł Rozbójniczka. Nie trudno się więc domyślić, że nasza bohaterka, która w poprzedniej (klik! klik!) odsłonie oskarżona została o zdradę i morderstwo, tym razem będzie musiała stawić czoło rzeczywistości jako osoba wyjęta spod prawa. Proces dziewczyny odbył się szybko i bez zbędnych ceregieli. W końcu jej przybrany brat, który – jak pamiętamy – jest nikczemnikiem i oszustem, ma rozległe wpływy.

W pierwszych scenach rzeczonego komiksu towarzyszymy protagonistce zamkniętej w klatce do transportu więźniów, gdy pod eskortą podąża na miejsce egzekucji. Zresztą nie tylko ona ma zostać skrócona o głowę, jej towarzyszem „podróży” jest więzień zwany Czarnym Aniołem. Wiadomo, Jolanna nie może zostać stracona. W końcu to Rani, a nie Pieśń Lodu i Ognia… Czytelnik dobrze wie, że dziewczyna prędzej czy później ucieknie oprawcom. Pytanie tylko kiedy i czy ktoś jej pomoże. Nie musi długo czekać, w sukurs przychodzi jej tajemniczy Irlandczyk, którego poznaliśmy w poprzednim tomie, gdy od Filipa odkupywał plany lokalizacji francuskich wojsk. Nie jest im dane długo cieszyć się wolnością. Ścigani przez żandarmów nikczemnego inspektora Larochei zostają ostatecznie złapani. Ściślej: dziewczyna złapana, a mężczyzna spada w przepaść.

I w tym miejscu na scenę wkraczają przyjaciele Czarnego Anioła, którzy odbijają swego herszta i, rani2_p1niejako przy okazji, uwalniają protagonistkę. Z braku lepszej perspektywy Jolanna przyłącza się do zbójeckiej braci. W obozie ma okazję poznać prawdziwe życie „wyjętych spod prawa” – w gnieździe bandytów Jolanna wyraźnie dojrzewa. Przy okazji uczy się władać białą bronią, a także popada w konflikt z rudowłosą Marią, u podłoża którego leży zazdrość tej drugiej. Charakter konfliktu i ostateczne rozwiązanie można łatwo przewidzieć. Mimo to element walki między kobietami o mężczyznę jest jednym z ciekawszych fragmentów w komiksie. Bohaterka przeżywa jeszcze parę innych przygód, o których nie będę wspominał, aby nie odbierać frajdy obcowania z tą pozycją.

Zwykle nazwisko Jean Van Hamme, umieszczone na okładce, gwarantuje obcowanie Francis Vallesz opowieścią interesującą i dobrze napisaną. Serial Rani jawi się tymczasem raczej miernie. Co prawda komiks naszpikowany jest dużą ilością wydarzeń, różnymi fabularnymi zwrotami akcji, jednak mam wrażenie, że całości brakuje płynności. Scenarzyści rzucają głównej bohaterce kolejne kłody pod nogi, a ona zgrabnie nad nimi przeskakuje. Jakby scenariusz został zbudowany z samych epizodycznych zdarzeń, które zszyto grubymi nićmi – brakuje między nimi sprawnego połączenia.

Wątpliwości wzbudza także konstrukcja postaci, ich charakterologiczna jednoznaczność. Od razu wiadomo kto jest negatywnym, a kto pozytywnym bohaterem. Autorzy nie pozostawiają miejsca na żadne szarości (tj. wątpliwości). Najciekawiej wypada główna bohaterka – porywcza, butna, ciekawska, ale także żądna zemsty na obłudnym bracie. BrigandeNależy jeszcze wspomnieć, że Jolanna jest piękna i pewnie dlatego każdy przedstawiciel męskiego rodu pojawiający się na kartach opowieści, chce zaciągnąć ją do łóżka. Niektórym szczęśliwcom się udaje.

Choć serial Rani ma w sobie coś z wenezuelskiego serialu, to i tak warto polecić go miłośnikom historii spod znaku płaszcza i szpady, którzy lubią żywą, wartką akcję. Rzecz może nie jest odkrywcza, ale właściwie nie musi, ma dostarczać rozrywki. I ten cel realizuje.

Jean Van Hamme & Alcante {właśc. Didiera Swysena} (scen.), Francis Valles (rys.), „Rani #2: Rozbójniczka”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Komiksowe/Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

[scenariusz: 3+, rysunki: 3, kolory/cienie: 4]

Rani tom 2 sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Jean Van Hamme at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: