Hellboy. Tom 1

03/04/2018 § Dodaj komentarz


Piekielny chłopiec

Ledwie pół roku temu przygody Hellboya skończyły się wraz z drugim, finałowym tomem Hellboya w piekle (klik! klik!), a już na księgarskie półki trafiło zbiorcze wznowienie dwóch pierwszych pełnometrażowych albumów. Ci czytelnicy, którzy wcześniej nie mieli okazji przeczytać, mają wreszcie możliwość uzupełnienia swojej kolekcji. A warto to zrobić, bo opus magnum Mike’a Mignoli to zdecydowanie jedna z najlepszych serii, jakie powstały.

W pierwszej historii, Nasienie zniszczenia, przenosimy się do grudnia roku 1944. Naziści z pomocą tajemniczego człowieka przeprowadzają rytuał zwany Operacją Ragnarok. Jego celem jest przywołanie demona, mającego im zapewnić zwycięstwo w wojnie. Alianci wraz z grupą naukowców, do której należy Trevor Bryttenholm, jak się można spodziewać, mają ich powstrzymać. Rytuał się udaje, ale nie wszystko idzie tak, jak powinno. Przywołany zostaje demon-chłopiec, Hellboy, jak wkrótce wszyscy zaczną go nazywać, a na dodatek wpada nie w ręce hitlerowców, a Aliantów… Mija 50 lat. Hellboy pracuje dla Biura Badań Paranormalnych i Ochrony wyjaśniając wszelkie paranormalne zagadki i tajemnice. Nagle odwiedza go Trevor, który powrócił z dziwacznej wyprawy. Kiedy chwilę potem ginie, Hellboy postanawia dowiedzieć się dlaczego…

W drugiej historii, Obudzić diabła, Hellboy powraca z kolejną misją. Tym razem trafia do Rumunii, gdzie bada sprawę niejakiego Vladimira Giurescu, który od wieków raz na jakiś czas zmartwychwstaje. Czyżby był wampirem? Niestety, na drodze Piekielnego Chłopca staną wiecznie żywi naziści, a także sam Rasputin, który upomina się u niego o własne dziedzictwo…

Powiedzieć, że Hellboy to kultowa seria, to jak nic nie powiedzieć. Frazes. Ale czy da się inaczej? Pewnie da, tylko po co. To seria kultowa ze wszystkim, co hasło to ze sobą niesie i określenie to doskonale oddaje charakter tego z czym mamy tu do czynienia. Ale oczywiście nie najpełniej – do tego potrzeba jednak większej ilości słów, a i one nie opiszą wszystkiego. Dopiero lektura komiksu pokaże Wam z czym macie do czynienia, bo Hellboy to zdecydowanie więcej, niż poszczególne jego składowe. Niemniej spróbuję przybliżyć nieco z czym macie tutaj do czynienia.

Opis już znacie, ale i tak warto nadmienić, że całość to takie Z archiwum X w wersji weird fiction. Bardzo klasyczne, bo łączące w sobie legendy z różnych stron świata, z horrorem, olschoolową fantastyką i opowieścią akcji. Elementy superhero? Są, ale nienachalne, bohaterowie mają pewne moce, zresztą Hellboy nie jest tu wcale najdziwniejszą postacią, a jednak wszystko to pozostaje w zgodzie z tradycją gatunku, w jakim Mignola (wraz z pomocą Johna Byrne’a) się porusza.

A szata graficzna? Chociaż na początku jego kariery Mignola był doceniany bardziej przez kolegów po fachu, niż czytelników, Hellboy to komiks, który zachwyca rysunkami. Cartoonowa, dość kanciasta i prosta kreska urzeka. Czym? Przede wszystkim genialnym operowaniem cieniem, które (wraz z równie nieskomplikowanymi, ale wspaniałymi kolorami) dodaje ilustracjom niepokojącej nuty, ale też i to, jak wiele można za pomocą takiej prostoty ukazać w absolutnie doskonały sposób. I bez znaczenia pozostaje fakt, że w tych pierwszych opowieściach nie wszystko jeszcze wychodzi autorowi idealnie.

Nowe wydanie stoi na wysokim poziomie. Papier kredowy, twarda oprawa, przedruk oryginalnych przedmów (czego zabrakło mi w reedycji Kaznodziei), nowy wstęp i solidna, bo licząca ponad 30 stron galeria szkiców wraz z komentarzami – wszystko to prezentuje się naprawdę znakomicie. Tak samo jak opracowanie graficzne okładki. Jeśli więc jeszcze nie macie Hellboya w swojej kolekcji, to doskonała okazja by to zmienić. A, jak wspominałem na wstępie, naprawdę warto poznać opus magnum Mignoli, bo mimo upływu lat wciąż robi wielkie wrażenie i zachwyca, jak kiedyś.

Mike Mignola & John Byrne (sc.), Mike Mignola (rys.), „Hellboy. Tom 1”, tłum. Miłosz Brzeziński & Maciej Drewnowski & Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – 1222, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Niedźwiedzi kieł #2: Hanna

28/07/2017 § Dodaj komentarz


 Max kontra Hanna

Drugi album z serii Niedźwiedzi kieł rozpoczyna się sceną nocnego nalotu brytyjskich bombowców na rakietowy poligon doświadczalny hitlerowców w Bliźnie. Nieba nad podkarpacką wioską bronią eksperymentalne wiropłaty pionowego startu i lądowania Focke-Wulf Triebflügel. Jeden z Halifaxów transportuje na swoim pokładzie, oprócz zaopatrzenia dla partyzantów z Armii Krajowej, amerykańskiego pilota – Maksa, którego mieliśmy okazję poznać w pierwszej odsłonie cyklu.

Dla przypomnienia: Max jest Polakiem żydowskiego pochodzenia, który przed wojną mieszkał w okolicach Jeleniej Góry. Od dzieciństwa marzył o lataniu. Podobnie zresztą jak dwójka jego bliskich przyjaciół: Hanna i Werner, którzy, aby zrealizować marzenie, dołączyli do partii nazistowskiej. Nasz bohater musiał emigrować, za oceanem wstąpił do armii amerykańskiej, gdzie latał na Corsairach. Teraz na zlecenie wojskowego wywiadu został przerzucony do Polski, aby po latach spotkać się z Hanną Reitsch. Misja, w której pomagają Maksowi polscy partyzanci, ma na celu wyeliminowanie najlepszej pilotki III Rzeszy.

Sposób prowadzenia akcji w bieżącym tomie jest taki sam, co w „jedynce”. Fabuła rozwija się poprzez dwie linie narracyjne, które zgrabnie się ze sobą przeplatają. Pierwsza przedstawia aktualne wydarzenia. Natomiast dzięki drugiej poznajemy szczegóły z przeszłości bohaterów, m.in. dowiadujemy się dlaczego cykl nosi tytuł Niedźwiedzi kieł. Czy naszemu bohaterowi uda się niepostrzeżenie wniknąć do tajnej bazy Luftwaffe? Czy uniknie zdekonspirowania? Czy będzie potrafił zapomnieć o emocjonalnej więzi, jaka łączy go z oblatywaczką i w odpowiednim momencie nie zawaha się zabić przyjaciółki?

Album, a właściwie cała seria, może się podobać ze względu na bardzo precyzyjny i czysty rysunek. Alain Henriet dołożył wszelkich starań w celu dokładnego odwzorowania niemieckich samolotów, mundurów i innych pojazdów mechanicznych. Równie dobrze radzi sobie z przedstawieniem występujących postaci oraz ukazaniem dynamicznych scen walk powietrznych. Dzięki powiększonemu formatowi komiksu całość jest miła dla oka, plansze – zbudowane bardzo klasycznie – wywierają silne wrażenie.

Od dziesięcioleci Wunderwaffe rozpala fantazję historyków i fascynatów II wojny światowej. Scenarzysta, Yann le Pennetier, trochę nagina rzeczywistość, gdyż wiropłaty Triebflügel nie wyszły z fazy testów w tunelu aerodynamicznym, a załogowych wersji pocisku V-1, mimo przeszkolenia kilkudziesięciu pilotów, nie użyto na polu walki. Powyższe nieścisłości nie mają specjalnego znaczenia, gdyż Hanna nie jest komiksem stricte historycznym, to pozycja przygodowa z wątkami obyczajowymi, którą czyta się z zainteresowaniem.

Yann {właśc. Yann le Pennetier} (sc.), Alain Henriet (rys.), „Niedźwiedzi kieł #2: Hanna”, tłum. Jakub Kaliński, Scream Comics, Łódź 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu: 

Irena #1: Getto

10/06/2017 § Dodaj komentarz


Irena i dzieci z warszawskiego getta

Troje francuskich twórców: Jean-David Morvan, Séverine Tréfouël i David Evrard podjęło się niełatwego zadania – stworzenia komiksu dla najmłodszych czytelników, który opowiada o tym, jak podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa ratowała od śmierci żydowskie dzieci uwięzione w getcie warszawskim. Nie jest to ścisła biografia polskiej działaczki, która w 1965 roku została uznana przez instytut Jad Waszem za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. W odautorskiej nocie możemy przeczytać: „Irena Sendlerowa rzeczywiście istniała. Jej historia nas zafascynowała (…). Dostępne materiały nie podają tych samych informacji, czasem nawet sobie zaprzeczają. Przyjęliśmy więc założenie, że nie tworzymy prawdziwej biografii, ale wykorzystujemy fikcję, aby jak najlepiej przekazać ducha walki Ireny”.

Rzecz pomyślana jest jako trzyczęściowa seria, pierwszy odcinek – o podtytule Getto – ukazał się niedawno w Polsce staraniem oficyny Timof i cisi wspólnicy. Akcja komiksu rozpoczyna się w marcu 1941 roku. Na pierwszej planszy widzimy ciężarówkę należącą do Wydziału Opieki Społecznej, która wjeżdża do warszawskiego getta. W chwili przekroczenia szlabanu wkraczamy w „inną” rzeczywistość: potworną, bezprawną, szarą, fatalną i przygnębiającą. Czytelnik ma okazję zobaczyć koszmar życia w tym miejscu oczami protagonistki. Wszędzie ruiny, budynki mają albo zamurowane okna, albo powybijane szyby. Ludzi jest całe mrowie, tłoczą się, zajmują każdy kawałek pustek przestrzeni. Noszą pocerowane łachmany, większość nie ma butów. Na tym tle Sendlerowa i jej współpracownicy wyglądają nadzwyczaj normalnie i godnie.

Podczas wizyty protagonistka rozmawia z umierającą kobietą, która błaga, aby Polka wywiozła z getta jej syna. Aż do następnej wizyty bohaterka bije się z myślami czy zaryzykować życie swoje i współpracowników, aby ratować żydowskie dziecko. Gdy ponownie przyjeżdża na miejsce, to okazuje się, że prosząca o wsparcie i jej syn już nie żyją. Zdarzenie którego jesteśmy świadkami jest przełomowe. Dodatkowo dzięki rozmowie z kierowcą ciężarówki Sendlerowa podejmuje decyzję o natychmiastowemu zaangażowaniu się w ratowanie dzieci na niespotykaną dotąd skalę. Autorom udaje ukazać wyraźną zmianę w myśleniu i postępowaniu bohaterki. Niesamowita jest siła, z jaką przystępuje ona do realizacji wyznaczonego sobie zadania.

Obok scenarzystów i rysownik miał niełatwe zadanie. Jak ukazać potworności życia w getcie, aby nadmiernie nie epatować realizmem? Aby zaintrygować, a nie odstraszyć? Artysta zdecydował się na uproszczony rysunek postaci. Sendlerowa i jej pomocnicy wyglądają bardzo przyjaźnie i sympatycznie, natomiast przedstawienie faszystów ma wyraźnie karykaturalny charakter. Kreska konturu jest wyraźna, dość gruba. Gdy przyjrzymy się jej z bliska, to okaże się, że jest delikatnie karbowana, jakby Davidowi Evrardowi podczas rysowania drżała dłoń. Irena to komiks dla najmłodszych, dlatego na tak wielu kadrach ukazano dzieci, które biegają, bawią się z psem, grają w piłkę, rozmawiają, biją i szarpią – słowem zachowują się normalnie i zgodnie z oczekiwaniami.

Wrażliwość na cierpienie innych, hart i moralna niezłomność Sendlerowej stanowią wzorzec do naśladowania. Daleki jestem o uogólnień i generalizowania, ale wydaje mi się, że współczesna sytuacja polityczna i społeczna powoduje, iż warto dzieci zapoznać z omawianym komiksem. Rzecz prowokuje do rozmowy o okropieństwach wojny, ale i o prawości, odpowiedzialności oraz szlachetności.

Jean-David Morvan & Séverine Tréfouël (sc.), David Evrard (rys.), „Irena #1: Getto”, tłum. Małgorzata Fangrat, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jam jest Legion

19/02/2017 § Dodaj komentarz


 Naziści sprzymierzają się z wampirem

jam-jest-legionEzoteryczne źródła nazizmu oraz połączenie ideologii narodowosocjalistycznej z okultyzmem to modne tematy wśród ludzi zainteresowanych historią i trwaniem III Rzeszy. Dlatego nie dziwi, że popkultura sięga po ten nośny konglomerat dość często. Wystarczy wymienić filmy Indiana Jones i ostatnia krucjata czy Poszukiwacze zaginionej Arki, ale także komiksy Obergeist. Droga do Ragnarok, Świetlista brygada (klik! klik!) czy serię Hellboy (klik! klik!) autorstwa Mike’a Mignoli. Do tego stosu możemy dorzucić komiks Jam jest Legion, który niedawno trafił na półki księgarskie za sprawą oficyny OMG! Wytwórnia Słowobrazu.

Produkcja Fabiena Nury’ego (scenariusz) i Johna Cassadaya (rysunki) była w Polsce kiedyś prezentowana. W 2008 roku nieodżałowane wrocławskie wydawnictwo Sutoris zaprezentowało pierwszy album serii. Tym razem jednak otrzymujemy wydanie zbiorcze, które zawiera wszystkie trzy albumy serii. Całość od strony edytorskiej i redakcyjnej prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Tyle tytułem trochę przydługiego wstępu.

Akcja komiksu rozpoczyna się w 20 grudnia 1942 roku. Pierwsze sceny rozgrywają się w Londynie, gdzie w tajemniczych fabien-nuryokolicznościach dochodzi do śmierci Victora Thorpe’a. W celu rozwikłania zagadki jego zgonu zostaje powołana specjalna komórka policji, która ma znaleźć odpowiedzi na pytania czy było to samobójstwo, czy może morderstwo. Rozwiązanie zagadki utrudnia fakt, że posiadłość milionera doszczętnie się spaliła. Czyżby komuś zależało na zatarciu śladów zbrodni? Powyższe pytania spędzają sen z powiek Stanleyowi Pilgrimowi, który przewodzi grupie. W tym samym czasie w innej części Europy rumuński ruch oporu stara się wykraść plany pewnej tajnej operacji niemieckiej, w której główne skrzypce gra małoletnia Ana. Dziewczynka posiada niesamowite mentalne zdolności: potrafi kontrolować zwierzęta i ludzi. Wystarczy, że zostanie im podana jedna kropla jej krwi.

Zarażone osobniki zamieniają się w sterowane na odległość, bezwolne zombie. I o to chodzi w eksperymencie Niemców, który mają plan utworzenia prawie nieśmiertelnych szwadronów śmierci. Marzenie nazistów o karnym megażołnierzu, który nie bacząc na nic, będzie zawsze parł do przodu. Wątpliwości wzbudza jedynie drobny szczegół: czy projekt „Legion”, który nadzorowany jest w Rumunii przez obergruppenführera SS Rudolfa Heyziga, nie obrażają czasem aryjskiej nauki. Właśnie ten aspekt sprawy ma na miejscu ma zbadać Hermann von Kleist, specjalny wysłannik Abwehry, a przy okazji prawa ręka admirała Wilhelma Canarisa, który z resztą występuje w komiksie.

Wątki londyński i rumuński dość długi czas prowadzone są osobno, a gdy w końcu john-cassadaysię spotykają ich połączenie nie jest wcale takie oczywiste. Czytelnik gubi się we własnych podejrzeniach, co i dlaczego łączy odległe geograficznie wydarzenia. A scenarzysta długo nie podaje „pomocnej dłoni”. Gdy w końcu mgła opada, okazuje się, że zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy stanowią jedynie mało znaczące piony w rozgrywce dwóch ponadczasowych mrocznych sił. Radu i Vlad to „dzieci nocy”, które od wieków pomieszkują wśród ludzi. Nury zupełnie inaczej interpretuje mit o wampirach… Jak? Tego już dowiedzą się ci, którzy sięgną po album Jam jest Legion.

Za oprawę graficzną komiksu odpowiada John Cassaday, amerykański rysownik, który regularnie współpracuje z Marvelem. Polscy czytelnicy mogą go kojarzyć z takich superbohaterskich produkcji, choćby z Astonishing X-Men, Kapitan Ameryka czy Planetary. Cassaday posługuje się wyraźną, zimną kreską, precyzyjną i realistyczną. Nie jest to może hiperrealizm Alexa Rossa, gdyż pewne karykaturalne przerysowania także uświadczymy. Dobrze wypadają sceny akcji, wszelkie strzelaniny, bijatyki i przepychanki. cassadayArtysta nie poświęca za dużo uwagi scenografii tła, sceny często rozgrywają się na tle ścian pokoi, budynków, pustego krajobrazu lub nieba. Rysunki oraz kolorystyka mocno podkreślają mroczny wymiar opowieści.

Główną zaletą omawianego komiksu niezmiennie pozostaje nieoczywisty scenariusz oraz sposób prezentacji wątków fabularnych. Fabien Nury zbudował opowieść w taki sposób, że kolejne detale bardzo skomplikowanej intrygi odsłaniają się przed czytelnikiem stopniowo. Zawiłościom fabularnym wtóruje złożona motywacja i intencje występujących postaci. Całość mimo to nie traci na spójności, jednak udana i satysfakcjonująca lektura „wymaga całkowitego zaangażowania ze strony czytelnika” (cytując słowa Philippe’a Petera z posłowia). Oficyna OMG! Wytwórnia Słowobrazu debiutuje na rodzimym rynku dobrą pozycją. Ciekawe, jakie są dalsze plany edytora?

 Fabien Nury (sc.), John Cassaday (rys.), „Jam jest Legion”, tłum. Jakub Syty, OMG! Wytwórnia Słowobrazu, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-] 

nurysklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

 wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wp.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Niedźwiedzi kieł #1: Max

26/09/2016 § 2 Komentarze


 Pieprzony Polak w kokpicie Corsaira

dent-doursGdy oficyna Scream Comics wkroczyła (z hukiem!) na rodzimy rynek komiksowy, wydawać się mogło, że redakcja wyznaczyła sobie za cel przybliżenie polskiemu czytelnikowi komiksów ze stajni Les Humanoïdes Associés. Dziś, po ponad roku działalności, wiadomo, że jak na razie stawia głównie na albumy europejskie, ze szczególnym uwzględnieniem komiksu frankofońskiego. Zarówno w zakresie często nigdy nie opublikowanej u nas klasyki, jak i nowości. Serial Niedźwiedzi kieł jest rzeczą stosunkowo świeżą, oryginalnie debiutował w maju 2013 roku i na chwilę obecną ukazały się cztery albumy.

Akcja pierwszego tomu, który nosi tytuł Max, rozpoczyna się w 1944 roku. Pierwszy kadr ukazuje lotniskowiec USS Saratoga, który gdzieś na Oceanie Spokojnym zostaje zaatakowany przez japońskich pilotów kamikadze. W starciu Amerykanie doznają wielu strat, tytułowemu bohaterowi udaje się cało wyjść z opresji. Koledzy z eskadry żartują: „Pieprzony Polaku! Twój cholerny talizman znów uratował ci tyłek. lotniskowiecNieźle, przybłędo!”. I w tym momencie ciekawość i czujność czytelnika się wzmaga. Skąd Polak na amerykańskim lotniskowcu? I skąd takie niepolskie imię bohatera?

Wystarczy jednak, że przewrócimy kartkę i mamy okazję poznać odpowiedzi na zadane powyżej pytania. Następuje cięcie, wchodzimy we wspomnienie Maxa. Opowiadanie przenosi się w lata 30. XX wieku na Dolnym Śląsku, w okolice Jeleniej Góry (wówczas Hirschberg). Poznajemy trójkę młodych przyjaciół: Maxa, Wernera i Hannę. Wszyscy troje marzą o lataniu, chcą zapisać się do szkoły szybowcowej. Jednak nie wszyscy mogą. Pierwszy, chociaż jest równie zdolny jak pozostali przyjaciele, nie zostanie przyjęty. Ponieważ nie dość, że jest Polakiem, to jeszcze ma żydowskie pochodzenie. Ot, kłania się nasza skomplikowana historia, którą scenarzysta próbuje rozgryźć.

Werner wstępuje do Hitlerjugend, a Hanna do Jungmädelbund, co umożliwia alain-henrietspełnienie dziecięcego marzenia o lataniu i ułatwia późniejszą karierę. W międzyczasie nasilają się antysemickie wystąpienia. Para przyjaciół stara się chronić Maxa przed represjami, ale czy przyjaźń jest w stanie przetrwać? Nie jest nam dane poznać ostatecznej odpowiedzi na to pytanie, gdyż chłopiec wyjeżdża do wujka do USA.

Za scenariusz komiksu odpowiada Yann Le Pennetier, który znany jest w naszym kraju gównie za sprawą serii Thorgal: Louve (klik! klik!). Tym razem mamy okazję poznać zupełnie inną twarz autora. Okazuje się, że Yann świetnie czuje się w narracjach na poły historycznych. Wykonał on kawał dobrej roboty próbując oddać wojenne (i przedwojenne) realia. Miesza wydarzenia i postaci fikcyjne z autentycznymi. Przyjaciółka Maxa to Hanna Reitsch, najbardziej znana pilotka niemiecka XX wieku, odznaczona Krzyżem Żelaznym Pierwszego Stopnia. Jak możemy przeczytać w krótkiej notce na końcu tomu: „(…) została pierwszą w świecie kobietą w stopniu kapitana lotnictwa (niem. Flugkapitän). Od września 1937 służyła w jednostce testowej Luftwaffe w Rechlinie jako pilot testowy i oblatywacz”. Zresztą nie tylko Hanna jest autentyczną postacią występującą w komiksie, spotykamy także Adolfa Gallanda czy Williama Josepha Donovana.

Za oprawę graficzną odpowiada belgijski rysownik Alain Henriet. Rysownik posługuje się bombardowanierealistyczną, przejrzystą i sympatyczną kreską. Kadrowanie i budowa plansz jest bardzo klasyczna, nie uświadczymy żadnych eksperymentów, nawet w scenach walk podniebnych. Najlepiej wypadają sceny, w których mamy okazję zobaczyć jakieś maszyny latające (czy to samoloty, czy szybowce), widać, że artysta bardzo się przyłożył i wiernie je odwzorował. Aż miło się patrzy na amerykańskie Corsairy, Mustangi czy niemieckiego Kometa.

Pierwszy tom serii to dopiero rozstawienie figur na szachownicy. Trzeba przyznać, iż tymczasem jest na tyle interesująco, że jestem ciekaw jak dalej potoczy się akcja. Mam nadzieję, że łódzka oficyna wypuści dwójkę jeszcze w tym roku. Polecam i to nie tylko fanom lotnictwa wojskowego II wojny światowej.

Yann {właśc. Yann le Pennetier} (sc.), Alain Henriet (rys.), „Niedźwiedzi kieł #1: Max”, tłum. Marcin Kaliński, Scream Comics, Łódź 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4+]

wojennysklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildia
Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Partyzanci. Tom 3

22/07/2016 § Dodaj komentarz


Ostatnia odsłona Partyzantów

partyzanci tom 3Z początkiem bieżącego roku ukazała się trzecia i ostatnia odsłona serialu Partyzanci. Samo pojawienie się wspomnianego komiksu na rodzimym rynku było sporym zaskoczeniem. Na podstawie wstępnych zapowiedzi od wydawcy oraz przykładowych plansz ciężko było przewidzieć, czy rzecz będzie wartościowa. W końcu to produkcja z byłej Jugosławii, rozpoczęta pod koniec lat ‘70 ubiegłego wieku. Fabularnie komiksy miały skupiać się na działaniach komunistycznych partyzantów na Bałkanach w latach 1943-1944. Bazując na szczątkowych informacjach można było przypuszczać, że cykl niekoniecznie wart będzie uwagi. Przed lekturą pierwszego tomu miałem tego typu wątpliwości i zabierałem się do tego z dużą rezerwą. A teraz, gdy już przeczytałem całość, przyznaję, że bardzo się myliłem.

Partyzanci to po części komiks wojenny, a po trosze szpiegowski i przygodowy. Plus szczypta wojennego & pogmatwanego „love story”. W omawianym albumie pomieszczone zostały trzy historie napisane przez głównego scenarzystę serii, czyli Ðorđego Lebovicia. Serbski pisarz odpowiedzialny jest za spreparowanie atrakcyjnej mieszanki stylistycznej, która nawet po dziesięcioleciach sprawdza się wyśmienicie. W związku z faktem, że pierwotnie produkt przeznaczony był na eksport ilość i siła „czerwonej propagandy” ograniczona została do minimum. Epizody z trzeciego tomu powstały już po śmierci Tity, Julio Radilovićdlatego jeszcze w mniejszym stopniu skupiają się na gloryfikacji jugosłowiańskich bojowników o wolność. Przy okazji Lebović dodał do swej mikstury kolejny element: humorystyczny.

Akcja pierwszej opowieści, która nosi tytuł Kryptonim Hit and Run, rozgrywa się wiosną 1944 roku na Krecie. Wiąże się z próbą wprowadzenia nazistów w błąd poprzez sugerowanie, że jakoby alianci mieli w planach utworzyć drugi front na Bałkanach, a nie we Francji. W historii spotykamy dobrze znanych bohaterów, bo jest i major Dragon, podstępem ściągnięty z urlopu w Tunezji przez kolegę z drużyny komandosów majora Dobbiego. Jest i porucznik Flips McDermott, a także Skierka. Wspomniane powyżej humorystyczne elementy są szczególnie widoczne w tym epizodzie. I jest to iście brytyjskie poczucie humoru – oddział błąka się bez celu po wyspie, ale skoro już tu są, to wypada coś wysadzić.

Druga opowieść jest znaczeniowo trochę cięższa. W rozdziale Đorđe LebovićOperacja Płatek Śniegu cofamy się trochę w czasie, do jesieni 1943 roku. Na półwyspie Istria Niemcy wprowadzają swoje porządki – czyli wyłapują Żydów i deportują do Auschwitz. Miejscowy ruch oporu chce ocalić dwadzieścioro żydowskich dzieci. Początkowo są ukrywane i przenoszone z miejsca na miejsce, ale w ślad za nimi podąża oficer SS. Szansą na ocalenie najmłodszych jest przerzucenie ich do strefy kontrolowanej przez aliantów. I w tym miejscu wkracza, dzielny jak zawsze, major brytyjskich komandosów, którego misja ma iście humanitarny charakter.

Fabuła ostatniego regularnego epizodu najbardziej przypomina naszego Hansa Klossa – opowiada o asie wywiadu, który jest niemieckim oficerem. Ani Niemcy, ani partyzanci, ani też Brytyjczycy nie znają jego prawdziwej tożsamości. Pierwsi wszczęli zakrojoną na szeroką skalę akcję, mającą zdemaskować odważnego żołnierza. O tym pokątnie dowiadują się Brytyjczycy i wysyłają dwóch swoich dzielnych wojaków na pomoc szpiegowi. Tym razem Dragon musi współpracować z nijakim porucznikiem Kellettem, prawdziwym psem na baby, o sprawnych i klejących rączkach, który w cywilu był aktorem. Skarabeusz to zabawna i lekka historia.

W tomie zamieszczono jeszcze artykuł napisany przez Ervina komiks wojennyRustemagicia, z którego możemy dowiedzieć się m. in. że aktualna edycja przygotowano na trzy rynki zagraniczne: niemiecki, holenderski i polski. Sporo uwagi poświęcono także rysownikowi, zaprezentowano reprodukcje plansz innych jego produkcji: westernów, komiksu przygodowego oraz kryminalno-humorystycznego Sherlocka Holmesa. W tej sekcji znajdziemy bonusowy komiks, za który odpowiadają Vlastimir Radovanović (scenariusz) oraz Marcel Čukli (rysunki). Dywersanci bardzo się różnią od sztandarowych epizodów serii, ale ich obecność w tomie jest uzasadniona.

Niestety, wypada się pożegnać z serialem, do lektury którego podchodziłem z pełną rezerwą i (może) niechęcią. Przyznaję – myliłem się, co do tej produkcji. Partyzanci zapewnili mi sporą dawkę rozrywki oraz wzbogacili moją wiedzę o skomplikowanym teatrze działań wojennych na Bałkanach podczas II wojny światowej. Dobrze jest czasem się pomylić.

Đorđe Lebović (scen.), Jules {właśc. Julio Radilović} (rys.), „Partyzanci. Tom 3”, tłum. Robert Lipski, Wydawnictwo Elemental, Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]  partyzanci

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Opowieści frontowe #1: Nocne wiedźmy

20/04/2016 § Dodaj komentarz


Kobiety za sterami

nocne wiedzmyGarth Ennis jest pisarzem, który potrafi opowiadać o II wojnie światowej. Polscy czytelnicy mieli okazję się już o tym przekonać. Jakiś czas temu oficyna Mucha Comics opublikowała dwa zbiorcze tomy z serii Opowieści wojennych oraz album Drogi Billy, który należy do cyklu Opowieści frontowych. W bieżącym miesiącu, dzięki wydawnictwu Planeta Komiksów, mamy możliwość przeczytania albumu Nocne wiedźmy, który należy do drugiej z wymienionych serii.

Akcja komiksu rozgrywa się w 1942 roku podczas wielkiej faszystowskiej ofensywy w ZSRR. Fabuła prowadzona jest dwutorowo, a wątki prowadzone są równolegle. Jednak w kilku miejscach dochodzi do bezpośredniego zetknięcia obu linii fabularnych. Jedna skupia się na oddziale najeźdźców (tu narratorem jest Kurt Graf), a druga – obrońców (tu narratorką jest Anna Charkowa). Właściwie w schemacie fabularnym nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że druga grupa to 40 dwuosobowych załóg 599 pułku nocnych bombowców, w którym służą same kobiety. Latają one na dwupłatowcach Polikarpow Po-2, o konstrukcji drewniano-płóciennej. Siła ognia tych samolotów jest znikoma: jednorazowo na pokład mogą zabrać jedynie 300 kg bomb, dlatego jednej nocy wykonują po kilka misji. BFHCVol1:Layout 1Ataki bombowców nie powodują wielkich zniszczeń w niemieckich szeregach, ale za to bardzo skutecznie obniżają morale żołnierzy. I o to głównie chodzi. Niemcy nadali rosyjskim pilotkom miano Nachthexen, czyli Nocne Wiedźmy.

Recenzowany komiks to nie tylko sceny akcji i walki, nie tylko naloty, wybuchy i strzelanina. Ennis mocno skupia się na psychice pary głównych aktorów dramatu, ten zabieg jest zresztą charakterystyczny dla jego pisarstwa. Scenarzysta unaocznia nam, że wojna zamienia zwykłych ludzi w nieczułe i brutalne bestie. Choć nie wszystkich. Z wątku niemieckiego, który prowadzony jest poprzez dziennik Grafa, możemy dowiedzieć się, że bohater niejako rozumie swoją rolę na polu walki, ale się z nią nie zgadza i próbuje się buntować. Zdaje sobie sprawę, że aby przeżyć, musi wyhodować w sobie potwora i pozwolić mu działać. Jednak wojenna codzienność i związane z nią „zbrukanie” budzą w nim sprzeciw. Nie zgadza się na zawieszenie swojego człowieczeństwa, jest zdecydowany ponieść ciężkie konsekwencje, byle by tylko ochronić dobro w nim tkwiące.

O scenariuszu możemy powiedzieć sporo dobrego, russ braungorzej sprawa przedstawia się z oprawą graficzną, za którą odpowiada Russ Braun. Rysownik wiernie odwzorowuje szczegóły uzbrojenia, czołgi, mundury i samoloty. Jednak przedstawienie bohaterów i elementy dalszego planu są dużo mniej precyzyjne. Najsłabiej wypadają postaci kobiece, które pozbawione zostały mimiki, a jeśli już, to się jedynie uśmiechają. Za to Niemcy, z wyjątkiem narratora, to masywne byczki o kwadratowych szczękach.

Nocne wiedźmy nie jest komiksem faktograficzny. Garth Ennis na podstawie autentycznych wydarzeń zbudował fikcyjną opowieść, która wiernie oddaje realia frontu wschodniego. Z posłowia Macieja Drewnowskiego możemy dowiedzieć się kilku podstawowych faktów o pilotkach z 588 Pułku Nocnych Bombowców, które faktycznie uczestniczyły w nalotach nękających i bombardowaniach precyzyjnych wymierzonych przeciw żołnierzom niemieckim na froncie wschodnim od 1942 roku. I aby zapoznać się z tym fragmentem historii II wojny światowej warto po komiks sięgnąć.

Łącznie Battlefields to osiem odrębnych opowieści, dwie z nich już poznaliśmy. Mam nadzieję, że oficyna Planeta Komiksów ma w swoich planach pozostałe albumy cyklu.

Garth Ennis (sc.), Russ Braun (rys.), „Opowieści frontowe #1: Nocne wiedźmy”, tłum. Maciej Drewnowski, Planeta Komiksów, Warszawa 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 3, kolory/cienie: 3-]
[może Cię zainteresować: Opowieści wojenne #2 oraz The Shadow. Cień: W ogniu stworzenia]

night-witches

planeta Komiksów{komiks można kupić tu: klik! klik! lub tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with II wojna światowa at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: