Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

30/05/2018 § Dodaj komentarz


Najlepszy komiks Bendisa

Trzeci tom serii Daredevil: Nieustraszony to godne i trafne zamknięcie cyklu pisanego przez Briana Michaela Bendisa. Kropka. I na tym mógłbym poprzestać, ale chcę się jednak podzielić kilkoma refleksjami: co mi gra w tym tomie i w całym ‘runie’.

Bendis postawił na szorstki realizm, który potęgują zwykle i ‘brudne’ rysunki Alexa Maleeva, rozterki oraz osobiste dramaty. Tu nie chodzi o cykliczne naparzanki i powrót do status quo od nowego zeszytu. To budowana stopniowo saga powolnego opadania maski ukrywającej personalia Daredevila oraz pogrążania się Matta Murdocka w lekkim obłędzie, który podsycany jest agresją. Bendis robi to sprawnie, w odpowiednim rytmie, ze świetnie napisanymi dialogami, kapitalnymi zabawami narracją oraz komiksową formą. Pisarz czuje medium jak mało kto i – niestety – jak mało gdzie w późniejszych rzeczach.

Dla przykładu trzeci tomik otwiera historia zemsty, która dojrzewała przez dekady. Fabuła ciągnie się w trzech równoległych planach czasowych, aby pokazać kolejne etapy życia gangstera, przedstawić jak jego biografia przenikała się z działaniami Daredevila. W tym wszystkim zakorzeniono jeszcze początek drogi Kingpina ku późniejszej potędze. Dodatkowo każda z tych historii – by je odróżnić – wygląda zupełnie inaczej i brane też są tu pod uwagę komiksowe epoki, które trwały w trakcie opisywanych zdarzeń.

Fabuła Dekalogu trąca nieco Kieślowskim, nieco bardziej nawiązaniami do Franka Millera, a najbardziej do drugiego tomu Odmieńca, do którego napisałem scenariusz, a który nigdy nie powstał. Spotkały się tam w jednym miejscu różne postaci, każda miała do sprzedania historię o tytułowym bohaterze. Każda widziała go w inny sposób, przedstawiała inny jego aspekt, a jednocześnie każda nowelka miała być inaczej rysowana. I tu jest w zasadzie ta sama konstrukcja, łącznie z finałową konfrontacją, a Bendis zwyczajnie zajumał mój nieopublikowany scenariusz. Tylko oczywiście zrobił to lepiej…

Ostatni rozdział sagi Bendisa to pokerowa zagrywka Kingpina, niemal wszystkie kobiety życia Matta na raz w jednym miejscu, dramatyzm, FBI, S.H.I.E.L.D., kulminacja i konkretne zakończenie, które daje Brubakerowi (czyli kolejnemu scenarzyście cyklu) solidny punkt wyjścia. Jako bonus alternatywna historia z Karen Page, parę crossoverów i wyimki ze scenariusza.

Tak jak napisałem przed chwilą – bieżący tom, czyli pożegnanie Bendisa, jest tym czym miał być – kulminacją. Scenarzysta jechał konkretnie, bez rozmieniania się na drobne, utrzymał poziom, przywrócił Daredevilowi blask oraz zapisał się w historii komiksu. To klasyk, który się nie zestarzeje, a po który sięgać mogą i fani trykotów, i ci, co za ‘kalesoniarzami’ nie przepadają. Dobra saga, mieszająca dramat, akcję, spektakularność. Perła w swoim gatunku. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy, ciąg dalszy od Brubakera już za chwilę.

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Lark & Bill Sienkiewicz (rys.), „Daredevil: Nieustraszony. Tom 3”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1307, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Nieśmiertelny Iron Fist #1: Opowieść ostatniego Iron Fista

17/01/2018 § Dodaj komentarz


Mistyczny wojownik w Hell’s Kitchen

Iron Fist jest „trzecioligowym” superbohaterem Marvela. Jest mistrzem sztuk walki i posiada moc polegającą na zdolności skupienia duchowej energii chi, którą potrafi kierować do pięści, dlatego uderza z niesamowitą i niszczycielską siłą. W Polsce heros znany jest głównie dzięki dwóm serialom wyemitowanym w tym roku przez Netflix: Marvel’s Iron Fist oraz The Defenders. Niestety w obu produkcjach postać Danny’ego Randa, którą gra Finn Jones, nie prezentuje się dobrze. Zatem zamiast cierpieć podczas oglądania wątpliwej jakości choreografii sztuk walki i marnej gry aktorskiej, warto sięgnąć po komiks Opowieść ostatniego Iron Fista, czyli pierwszy album z serii Nieśmiertelny Iron Fist.

Pierwotnie The Immortal Iron Fist ukazywał się od listopada 2006 do sierpnia 2009. Łącznie cykl liczył sobie 27 zeszytów, które następnie zebrano w pięć tomów. W produkcję zbiorczej „jedynki”, która w naszym kraju ukazała się staraniem Muchy, zaangażowani byli, m.in.: Ed Brubaker i Matt Fraction (scenariusz), David Aja (rysunki) i Matt Hollingsworth (kolory). Cztery nazwiska twórców, które mogą sugerować, że pozycja warta jest przeczytania.

Fabuła rozpisana została na kilka wątków, które wzajemnie się przenikają i w finale łączą. W pierwszym obserwujemy bieżące zmagania aktualnego Iron Fista z Hydrą oraz Danny’ego Randa z Chińskim Narodowym Instytutem Transportu. W drugim poznajemy kilku wcześniejszych obrońców mistycznego miasta K’un-Lun. Trzeci poświęcony jest Orsonowi Randallowi, który od 1915 roku jest Żelazną Pięścią, a teraz przybył Nowego Jorku, aby podzielić się z Danielem dziedzictwem i wiedzą.

Scenarzyści nadzwyczaj chętnie przeplatają bieżące wydarzenia epizodami z przeszłości. Na szczęście korzystanie z retrospekcji nie burzy spójności narracji, a wręcz przeciwnie, uwiarygodnia aktualne zdarzenia oraz buduje mistyczną mitologię bohatera. Przy okazji warto wspomnieć, że akcja komiksu rozgrywa się po wydarzeniu Civil War, czyli wojnie domowej między zwolennikami Iron Mana a Kapitana Ameryki, która dotyczyła rejestracji superbohaterów.

Głównym rysownikiem odcinka jest David Aja, który w zestawie materiałów dodatkowych dzieli się z czytelnikami autorskim komentarzem projektowania postaci. Zamieszczono sporo wstępnych szkiców kostiumu bohatera i pomysłów na „odświeżenie” jego wyglądu. Hiszpański rysownik, który aktualnie rysuje serię Hawkeye (klik! klik!), świetnie poradził sobie z ukazaniem scen akcji, pościgów i walki. Kreska jest jakaś taka brudna i chropowata, co świetnie oddaje istotę i naturę dzielnicy, w której rozgrywa się akcja. Aja chętnie eksperymentuje z wielkością, kształtem i układem kadrów na planszy

Danny Rand w komiksie prezentuje się dużo lepiej niż w serialu telewizyjnym, postać jest bardziej spójna i konsekwentnie poprowadzona. Polecam czytać Opowieść ostatniego Iron Fista z pozostałymi pozycjami należącymi do „mikrouniwersum” Hell’s Kitchen (klik! klik!), tym bardziej że w łamach gościnne występy zaliczają Daredevil, Luke Cage czy Misty Knight.

Ed Brubaker & Matt Fraction (sc.), David Aja & Russ Heath & John Severin & inni (rys.), „Nieśmiertelny Iron Fist #1: Opowieść ostatniego Iron Fista”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5-, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Daredevil. Nieustraszony. Tom 2

04/01/2018 § Dodaj komentarz


 Matt Murdock przyciśnięty do ściany

Tak, to jest równie dobre jak pierwszy tom. Trzeba. O pierwszym tomie pisałem na stronie. Chwaliłem (klik! klik!). Oto dobrze znany Daredevil. W cywilu ślepy prawnik, który nocą walczy z przestępcami na ulicach, a za dnia walczy o poszanowanie prawa na sali sądowej. Tak to u niego działało przez minione dekady. Tylko że status quo zostało naruszone – ktoś podał opinii publicznej osobiste personalia śmiałka w czerwieni. Zaczyna się okres narastającego chaosu.

Tom drugi to kontynuacja i rozwinięcie tego motywu. W pewnym momencie bohater przestaje próbować kontrolować chaos, czy też z nim walczyć, a zamiast tego poddaje mu się i pozwala poprowadzić, stając się jedną z niszczących sił. Daredevil ma nadzieje, że uda mu się jednocześnie niszczyć i tworzyć, ale to wcale nie jest takie proste.

„Dwójka” to kolejna cegła napakowana po brzegi świetnym operowaniem możliwościami medium, jaki jest komiks. Kreując przygody herosa Bendis był u szczytu swoich możliwości, napisał świetne, żywe dialogi, pulsujące i napakowane emocjami i wiarygodnością (tu propsy dla ‘Szpaka’, tłumacza, który tego nie pogrąża). Równie dobrze operował kadrowaniem, upływem czasu w kadrach i poza nimi, które równie dobrze ze scenariusza na papier przelewał w swój brudny i pełen zadziorów sposób Maleev. Po prostu świetna robota, górny poziom, do którego mainstream zwykle nie sięga. Praktycznie powała.

Po bieżący tom warto jednak sięgnąć nie tylko dlatego, że jest napisany i narysowany równie dobrze, co pierwszy. To nie więcej tego samego dobra. To jest coraz więcej dobra. Matt Murdock zawsze był postacią borderline’ową, zawieszoną między swoimi dwoma obliczami, z których każde jest drugą stroną tej samej monety. Bendis przyciska go tu do ściany, zmusza do poddania się jednemu z jego wizerunków bądź zlania ich w jedność. W końcu prowadzi do jednej z najmocniejszych i najważniejszych konfrontacji w świecie Marvela, która tu faktycznie przynajmniej na jakiś czas ma swoje poważne konsekwencje.

Czytajcie Daredevila, bo czyta się go jednym tchem, to serial, gdzie trudno poprzestać na jednym zeszycie/odcinku, od razu się sięga po kolejny. Telewizyjne serie Netflixa nie potrafią tak trzymać tempa i napięcia, a ten komiks i owszem. Gdybym miał coś polecić komiksowemu ignorantowi, co dotąd tylko kino i seriale, to właśnie byłby to ten tytuł.

Czytajcie Daredevila, bo to jedna z najlepszych minionego roku!

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Golden & Greg Horn & P. Craig Russell & Jae Lee & David Finch & inni (rys.), „Daredevil. Nieustraszony. Tom 2”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1257, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil. Nieustraszony. Tom 1

01/01/2018 § Dodaj komentarz


  Człowiek, który nie zna strachu

Warto było czekać na ten komiks! Kiedy w roku 1998 zrestartowano serię Daredevil, przenosząc tytuł pod szyld Marvel Knights, który dawał autorom większą swobodę i szansę snucia opowieści przeznaczonych dla starszego i bardziej ambitnego czytelnika. Wtedy właśnie Daredevil z miejsca zdobył dużą popularność i uznanie. Zaczęło się do znakomitego Diabła stróża Kevina Smitha. Potem kilka zeszytów przygotował David Mack, a wreszcie do ekipy dołączył Brian Michael Bendis, który wkrótce na dobre przejął pisanie scenariuszy do przygód niewidomego herosa. To właśnie on sprawił, że komiksy o Dardevilu zagościły na szczycie, gdyż napisał opowieści, jakich czytelnicy nie mieli okazji czytać od czasów, kiedy serię prowadził reformator, a zarazem legenda komiksu, Frank Miller.

Daredevil i Kingpin. Daredevil i Spider-Man. Daredevil i kobiety. Matt Murdock był dzieckiem, kiedy w wypadku stracił wzrok. Wydarzenie to wyostrzało jednak pozostałe jego zmysły, pozwalając mu zastąpić nimi oczy, a kolejne tragedie wskazały chłopcy ścieżkę, jaką miał podążać: walkę ze zbrodnią. Matt ostatecznie został prawnikiem, jednak jednocześnie wiódł drugi, nocny żywot, jako zamaskowany mściciel zwalczający przestępczość. Teraz jego największy wróg, szef przestępczego świata Kingpin, staje przed sądem. Proces stulecia, jak wszyscy o nim mówią, ma relacjonować Ben Urich, dziennikarz znający prawdziwą tożsamość herosa. Wpada jednak na inną sprawę, którą chciałby się zająć. Zaginął bowiem drobny przestępca Żabiskoczek. Policja nie chce się tym zająć, a jedynymi osobami, które martwią się o zaginionego są jego żona i syn. Co ciekawe, chłopiec widział coś, co wprawiło go w stan katatonii. Coś ściśle zawiązanego z Daredevilem. Co? Tego Ben chce się dowiedzieć, ale nikt, włącznie z jego szefem, nie jest zainteresowany drobnym złodziejaszkiem.

Co tu dużo mówić, ten Daredevil jest rewelacyjny! Wiedziałem, że będzie to dobry komiks, Bendis zwykle nie zawodzi, ale nie sądziłem, że aż tak. Nawet kiedy zobaczyłem jak wiele opowieści z tego tomu znajduje się na marveloswkiej liście 50 najlepszych komiksów ze Śmiałkiem. A jednak to co znajdziecie w tym tomie po prostu zachwyca. Czym? Bendis, niczym przed laty Frank Miller, oferuje nam mroczne i dojrzałe spojrzenie na bohatera, jednocześnie wrzucając go w wir wydarzeń, które wywracają całe jego życie do góry nogami. Daredevil z każdym kolejnym zeszytem jest coraz bardziej doświadczany przez scenarzystę. Łamany, sponiewierany, niszczony… Czy się pozbiera? Seria dopiero się rozkręca, więc na odpowiedzi będziemy musieli zaczekać, ale warto będzie poznać na to, co pisarz trzyma w zanadrzu dla Murdocka.

Oczywiście nie samą fabułą żyje komiks. Na szczęście szata graficzna Daredevila jest równie znakomita, co treść. Zaczyna się od czteroczęściowej opowieści narysowanej przez Davida Macka, która wygląda jak połączenie prac Bila Sienkiewicza z onirycznymi ilustracjami Dave’a McKeana. Ręcznie malowane, jakby wyrwane ze snu tła, kolory kładzione często na ołówkowy szkic, łączą się tu z grafikami najczęściej hiperrealistycznymi, ale też i prostymi, niemalże cartoonowymi. Te pierwsze zresztą oparte są na zdjęciach, taka jest w końcu technika Macka, który do tego łączy swoje rysunki z kolażem najróżniejszych wycinków i wzorów. Znajdziecie tu nawet Petera Parkera o wyglądzie… Leonarda DiCaprio. Do tego artysta serwuje nam też prace utrzymane w stylistyce Joego Quesady, a to on przecież ilustrował wspomnianego już Diabła stróża. Większość albumu – z pomocą Gutierreza – narysował jednak operujący brudną, chropowatą i mroczną kreską Alex Maleeve, całość natomiast wieńczy zeszyt w wykonaniu Terry’ego i Rachel Dodsonów.

„Jedynka” to opasłe tomiszcze (blisko 500 stron i w twardej oprawie), które uzupełnione zostało o niemalże czterdzieści stron dodatków, wśród których znajdziecie kompletny scenariusz do otwierającego album zeszytu, solidną porcję szkiców, posłowie, trochę komentarzy Bendisa, etc. Chciałoby się więcej takich nowości. Lubicie Daredevila? Ten album to dla Was absolutne musisz-to-mieć. Cenicie dobre superhero? Też będziecie zadowoleni, bo Nieustraszony to jeden z najlepszych komiksów, jakie ma do zaoferowania cykl Marvel Classic. Lubicie opowieści o charakterze obyczajowym? Sięgnijcie, bo Matt Murdock to człowiek z problemami.

Brian Michael Bendis (sc.), David Mack & Alex Maleev & Manuel Gutierrez & Terry Dodson & Rachel Dodson (rys.), „Daredevil. Nieustraszony. Tom 1”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1217, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jessica Jones: Alias. Tom 3

04/10/2017 § Dodaj komentarz


 Supehero bez „super”, ale z „hero”

Jessica Jones chciałaby w końcu zapomnieć o czasie, gdy była pełnoetatową superbohaterką i oficjalną członkinią, jako Jewel, Avengersów. Niestety przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć i w najmniej oczekiwanych momentach wyłazi z ciemnej szafy. W trzecim tomie cyklu przybiera postać nastoletniej Spider-Woman, którą pani detektyw przyłapała pewnego wieczoru w swoim domu. Dziewczynie udało się uciec, ale Jessice w rękach pozostała maska bohaterki, a w pamięci słowa: „Nie jesteś Jessicą. Okłamali mnie… Gnojki!”.

Panna Jones lubi mieć wrażenie, że panuje nad swoim życiem i nie lubi niewyjaśnionych sytuacji. Dlatego podąża śladem włamywaczki. Szybko odkrywa, że nastolatka nazywa się Mattie Franklin i jest adoptowaną córką J. Jonaha Jamesona. Tak, tego potentata prasowego, który wydaje „Daily Bugle” i w całej rozciągłości nienawidzi Spider-Mana. Na ironię zakrawa fakt, że jego protegowana ma podobne supermoce, co niecierpiany Pajęczak. Wbrew pozorom Jameson przejmuje się losem dziewczyny i jest żywo poruszony jej zaginięciem. Do takiego stopnia jest zaślepiony troską i żalem, że oskarża detektyw o porwanie i próbę wyłudzenia okupu.

Nikt szefowej agencji detektywistycznej Alias Investigations nie zleca odnalezienia nastolatki, a mimo to poświęca czas i środki, aby ustalić jej aktualne miejsce pobytu. Scenarzysta prowadzi czytelnika przez mroczne zaułki Nowego Jorku, wprowadza do cieszących się złą renomom klubów i barów. Historia pomieszczona w bieżącym tomie może nie jest tak spektakularna i oryginalna, jak uprzednie, ale ma w sobie duży potencjał społeczny. Bendis, pod płaszczykiem opowieści z udziałem młodocianych supehero, pokazuje uzależnionych od narkotyków młodych ludzi, którzy porzucili rodziny i ostatecznie „pogubili się w życiu”. Cały epizod za Spider-Woman, która została usidlona przez „kochającego” starszego mężczyznę, ma wyraźnie feministyczny charakter.

Pisząc u dwóch poprzednich tomach chwaliłem graficzne fajerwerki Michaela Gaydosa. W omawianej odsłonie styl ilustratora trochę się zmienia. Rysownik dostosował swoje prace do kameralnej opowieści. Wyraźnie mniej jest zabaw z kadrowaniem i budową planszy, jakby artyście (i redaktorom Marvela) zależało na tym, aby czytelnik się nie rozpraszał, aby skupił całą swoją uwagę się na fabule. Oczywiście, to nadal jest Gaydos jakiego znamy „jedynki” i „dwójki”, czyli silna i rozchwiana kreska konturu, dużo tuszu, operowanie światłocieniem przy przedstawianiu mimiki, zbliżania na twarze i fragmentaryczność prezentowania postaci.

Bendis napisał świetne, żywe i prawdziwe dialogi, które chce się czytać, bo są wielce prawdopodobne. Fabularnie rzecz jest spójna i konsekwentnie poprowadzona, a wymiarze społecznym – mroczna i przejmująca. Jessica Jones: Alias silnie kojarzy mi się z poczynaniami Alana Moore’a, który również robił komiksy supehero bez „super”, ale z „hero” (choćby Top 10klik! klik!). Wielka szkoda, że to już przedostatnia propozycja cyklu. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji się zapoznać, to bardzo polecam.

 Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jessica Jones: Alias. Tom 2

05/12/2016 § Dodaj komentarz


  Panna Jones rozwiązuje kolejne sprawy

alias-tom-2Przez wszystkie odcinki pierwszego sezonu serialu telewizyjnego Marvel’s Jessica Jones przewija się nadrzędna nić fabularna, która (ładnie!) spaja poszczególne epizody i zdarzenia z życia bohaterki. Chodzi o kłopoty, w które wpada Jones, gdy na jej drodze pojawia się perfidny i śmiertelnie niebezpieczny Kilgrave. Jednak komiks zbudowany jest inaczej. Scenarzysta – Brian Michael Bendis – zaproponował zupełnie inne rozwiązania fabularne: pani prywatny detektyw, eksczłonkini Avengers, przyjmuje kolejne zlecenia i rozwiązuje sprawy.

W drugim tomie Alias mamy trzy fabuły, jedną długą i dwie krótkie (O pierwszym tomie pisałem tu: klik! klik!). W pierwszej tytułowa bohaterka na zlecenie matki szuka zaginionej nastolatki, która szkolnym kolegom i koleżankom rozpowiadała, że jest mutantką. W drugiej opowieści Jones idzie na randkę z Scottem Langiem, czyli Ant-Manem. W ostatniej mamy powrót do zawodowych kwestii – prywatna detektyw przyjmuje zlecenie od samego J. Jonaha Jamesona z „Daily Bugle”, aby odkryć, kim tak naprawdę jest jessica-jones-aliasSpider-Man. Jak widzimy, nawet z tego krótkiego przybliżenia opowiadań, protagonistka chcąc nie chcąc wciąż pozostaje w nie takim znowu wąskim światku superbohaterów Marvela.

Każda z zaprezentowanych w tomie historii to właściwie popis narracyjnych zdolności (i możliwości) Bendisa. W każdej zastosowano odmienne środki wyrazu. W pierwszej scenarzysta postawił na „dzianie się”: zmienia się scenografia, akcja przenosi się z miejsca na miejsce, występuje spora ilość postaci, są retrospekcje, a całość przeplatana jest kolażami z dziennika poszukiwanej nastolatki. Druga jest jej zupełnym przeciwstawieniem. Jest kameralna, uszyta z samych dialogów. Występują w niej tylko trzy osoby. W pierwszej scenie, która dzieje się pod biurem kancelarii adwokackiej Nelson i Murdock, Jones rozmawia z Luke’iem Cage’em. Po chwili następuje przeskok, bohaterka dosiada się do stolika, przy którym czeka Scott Lang. Ich rozmowa ma zupełnie inny charakter – w końcu są na pierwszej randce. Ostatnia opowieść poprowadzona została jeszcze inaczej: warstwa literacka przypomina dramat teatralny, a rysunki mają stricte ilustracyjną formę.

Eksperymenty narracyjne Bendisa zostały świetnie zilustrowane przez Michaela Gaydosa, jessica-jonesktórego rysunki charakteryzują się grubym konturowaniem i dużą ilością nałożonego tuszu. Artysta (w tym komiksie) stara się podkreślić szpetotę i nieatrakcyjność bohaterów, którzy bardzo często ukazani zostali z otwartymi ustami lub z półprzymkniętymi powiekami. Dodatkowo stosuje zbliżania, rzuca się w oczy fragmentaryczność przedstawienia (proszę zwrócić uwagę, że właściwie nigdzie nie widzimy całej ludzkiej postaci). Całość dopełnia niestandardowe budowanie planszy: kadry mają bardzo różną wielkość i format, „latają” lub „leżą” na białej stronie, miejscami albo nakładają się na siebie, albo mają układ kaskadowy. Prawie każda plansza została zbudowana inaczej – to robi wrażenie!

Chociaż co rusz pojawiają się topowi superherosi (albo też mówi się o nich), to w komiksie nie mamy klasycznego mordobicia, żadnych potworów wychodzących z podziemi, żadnych kosmitów, żadnych wielkich i nadnaturalnych katastrof, żadnego „zabili go i uciekł”. Dostajemy bardzo „ludzkie” epizody, fragmenty codziennego życia tytułowej bohaterki, która lubi przeklinać i pić. Do mnie to przemawia. Chcę więcej. Mucho, kiedy trzeci tom?

Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos & Mark Bagley (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2016.

 [scenariusz: 5-, rysunki: 5, kolory/cienie: 4]

jessica-jonessklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

alejakomiksuRecenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Jessica Jones: Alias. Tom 1

06/07/2016 § Dodaj komentarz


Jessica Jones rozbija kryształowe lustro

Jessica-JonesW listopadzie ubiegłego roku mieliśmy okazję oglądać trzynastoodcinkowy serial telewizyjny Jessica Jones, który wyprodukowany został przez Netfixa w ramach współpracy z Marvel Cinematic Universe. Realizacja została dobrze przyjęta. Może nie tak dobrze, jak pierwszy sezon telewizyjnego Daredevila, bo bohaterka wykorzystuje swoje moce w specyficzny sposób (o tym za chwile). Nie da się ukryć, twórcy serialu wprowadzili do ekranowych opowieści o superherosach zupełnie nową, odrębną jakość. Ale, ale. Nie byłoby filmowej Jessiki w takim kształcie i psychologicznym rysie, gdyby nie komiks Alias napisany przez Briana Michaela Bendisa.

Seria, licząca sobie łącznie 28 zeszytów, wydawana była w latach 2001-2004 pod szyldem imprintu Marvel MAX, który był odpowiedzią Domu Pomysłów na Vertigo konkurencji. W skrócie chodziło o rozszerzenie wachlarza wydawniczego o propozycje przeznaczone dla dorosłych czytelników, w których superbohaterzy niekoniecznie będą super i niekoniecznie hero.

I taka jest właśnie postać wymyślna przez Bendisa. Kiedyś, jako Jewel, faktycznie należała do Avengersów, brała udział w misjach z Thorem czy Iron Menem, ale te czasy minęły, bo wybrała normalność. Michael GaydosTeraz jest tylko sobą, jest Jessicą Jones, która prowadzi w Nowym Jorku jednoosobową agencję detektywistyczną o nazwie Alias Investigations. Jej robota głównie polega na dostarczeniu dowodów niewierności żon i mężów, poszukiwaniu zaginionych lub ukrywających się członków rodzin. Pierwsza scena komiksu mówi o codziennych zadaniach pani detektyw bardzo wiele. Na otwierającym album kadrze widzimy drzwi, zza których dobiega głośne „Kurwa!” i dalej jest podobnie: „Ale… Kurwa!”, „Ja pierdolę!”. Słowa wypowiada łysiejący mężczyzna, który przegląda zdjęcia będące niezbitym dowodem prowadzenia przez połowicę „drugiego” życia. A potem facet rzuca się z pięściami na pannę Jones, ale była to zła decyzja…

Trochę to uwłaczające, że była członkini Avengersów musi w ten sposób zarabiać na chleb (odkrywając cudze sekrety i wywlekając je na światło dzienne), że swoje „boskie” moce zaprzedała tak niskim pobudkom i „służbie”. Dość powiedzieć, że Jessica Jones nie przypomina żadnych innych bohaterek Marvela. Nie jest ani „czysta”, ani „kryształowa”, a wręcz przeciwnie. Nie dba o siebie, chętnie nadużywa alkoholu, decyduje się na przygodny seks bez zobowiązań, pali papierosa za papierosem, mówi, co myśli, zupełnie nie przejmując się tym, co inni sobie o niej pomyślą i jak zareagują.

Jednak kieruje się pewnym kodeksem, zwichrowanym, ale jednak. AliasStara się nie łamać prawa. Sama zgłasza się na policję w celu udzielenia wyjaśnień w sprawie pobicia swego klienta. W recenzowanym tomie protagonistka będzie musiała rozwiązać dwie główne sprawy. Jedna z nich wiąże się z odkryciem prawdziwej tożsamości Kapitana Ameryki i jego życia bez kostiumu. Co Jessica zrobi z tą wiedzą? Jej mocodawcy, ci prawdziwi, chcieliby, aby sprzedała rewelacje do mediów, zarobiła trochę szmalu, ale przede wszystkim zniszczyła kryształowy obraz. Jak postąpi pani detektyw? Oj, nie będę zdradzał. Warto samemu przeczytać.

Niebagatelne znaczenie w wytworzeniu odpowiedniego klimatu komiksu ma warstwa graficzna, przy której udzielali się David Mack (świetne okładki zeszytów), Bill Sienkiewicz (ilustracje we fragmentach książki Pomocnik) oraz Michael Gaydos. Ten ostatni pan pokazał się z jak najlepszej strony. Na pochwałę zasługują nie tyle rysunki, a sekwencyjność, rozmieszczenie kadrów i budowa całej planszy. W prywatnej rozmowie zwracałem uwagę, że całość jest chyba trochę przekombinowana, Bendisże za dużo eksperymentów, za dużo twórczej zabawy. Teraz, po powtórnej lektorze albumu, przyznaję się do pomyłki. Siła Alias to fabuła i układ kadrów.

Podsumowując, rzecz Briana Michaela Bendisa i Michaela Gaydosa niewiele ma wspólnego z superbohaterami, jakich znamy z większości amerykańskich komiksów, ich produkcja to właściwie przewrotny kryminału w klimacie noir. „Przewrotny” ponieważ cynicznym detektywem jest kobietą (sic!), a sprawy przez nią prowadzone odkrywają miejską rzeczywistość ukrytą za fasadą „kryształowego” świata. Tytuł w pewien sposób kojarzy mi się z Gotham Central Brubakera i Rucki (klik! klik!). Oceniam go równie wysoko i mam wobec niego równie wysokie oczekiwania.

Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2016.

[scenariusz: 6, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

Alias JJsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Hell’s Kitchen at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: