Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman. Detective Comics #7: Anarky

03/07/2017 § Dodaj komentarz


 Pan A. w starciu z Batmanem

Mam wrażenie, że ze wszystkich komiksów z udziałem Mrocznego Rycerza, jakie obecnie ukazują się w Polsce, cykl Detective Comics wypada najmniej interesująco, a miejscami wręcz blado. Tak przynajmniej było do szóstej odsłony, która nosiła podtytuł Ikar. Niewiele się zmieniło, gdy produkcyjną pałeczkę przejęli Brian Buccellato i Francis Manapul, którzy tak znakomicie sprawdzili się przy kreacji nowego Flasha. Żadnych interesujących treści, miałka fabuła – nudy! Tak było do tej pory, bo tom Anarky to już zupełnie inna para kaloszy.

Całość rozpoczyna się krótką, dwuzeszytową fabułą, która nosi tytuł Terminal. Opowieść rozgrywa się lotnisku w Gotham, gdzie właśnie wylądował samolot z martwymi pasażerami ma pokładzie. Wygląda na to, że nikt nie przeżył. Ciała podróżnych są w stanie zaawansowanego rozkładu, jakby nie lecieli z Europy, a przez dziesięciolecia krążyli wokół Ziemi. Akurat na lotnisku przebywa sam Bruce Wayne, który chcąc nie chcąc musi zająć się rozwiązaniem okrutnej zagadki. I z pewnego powodu ma mało czasu…

Dalej mamy tytułową opowieść, gdzie pojawia się zamaskowany mężczyzna, który sieje zamęt w całym Gotham. Swoją przestępczą działalność rozpoczyna od wykasowaniu z baz danych wszelkich informacji o obywatelach miasta. Nagle znikają wszelkie zapisy z policyjnych karotek, kont bankowych, debety na kartach kredytowych… Niby robi to w szlachetnym celu. Wszyscy staną się równi, ludzie odzyskują swoją wolność. Nie ma przeszłości. Istnieje przyszłość, a ludzie dostają drugą szansę – mogą być kim tylko zechcą, mogą swoją przyszłość napisać od nowa, bo dostali czystą kartę. I mogą działać anonimowo, bo antybohater daje każdemu mieszkańcowi maskę, za którą mogą się ukryć przed systemem.

Tezy wygłaszane przez pana A. oraz pewne rozwiązania fabularne mocno kojarzą się z V jak Vendetta (klik! klik!). Co prawda rozwiązanie całego wątki oraz rzeczywista motywacja postaci, która nomen omen jest bardzo płytka i osobista nijak mają się do kultowej pozycji Alana Moore’a. Ale całość czyta się z niesłabnącym zaciekawieniem. Fabuła obmyślona przez Buccellato i Manapula stawia na detektywistyczną robotę, jako ma do wykonania Batman, który – o dziwo – podejmuje współpracę z Harvey’em Bullockiem.

W dalszej części tomu mamy jeszcze dwie krótkie opowieści, na które lepiej spuścić zasłonę milczenia.

Wizualnie album prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Francis Manapul rysując Flasha, który panuje nad Mocą Prędkości ma wiele możliwości wprowadzenia graficznych fajerwerków i smaczków. W wypadku Batmana było pewnie trochę trudniej, a i tak plansze prezentują się znakomicie. Niestandardowe kadrowanie, które jest i pomysłowe, i dynamiczne, może się podobać. Do tego żywy i ciepły kolor, twórca z uporem maniaka stosuje akwarele. Nie przypominam sobie żadnego innego tak jasnego i barwnego tomu z przygodami Mrocznego Rycerza. Warto jeszcze wspomnieć o Terminalu narysowanym przez Johna Paula Leona, który prezentuje się równie ciekawie, choć bardzo tradycyjnie: dużo czerni i wszechpanującego mroku. Prace tego artysty mocno kojarzą mi się z rysunkami Michaela Larka.

Bieżąca odsłona Detective Comics wyraźnie się wybija na tle wszystkich poprzednich. Czy omawiana siódemka jest przysłowiową jaskółką? O tym się już, niestety, nie przekonamy. Ponieważ Egmont Polska, na dwa tomy przez zakończeniem całości, rezygnuje z dalszej prezentacji serii. Choć z drugiej strony decyzja jest zrozumiała, gdyż nadchodzi Odrodzenie!

Brian Buccellato & Francis Manapul & Benjamin Percy (sc.), Francis Manapul & John Paul Leon & inni (rys.), „Batman. Detective Comics #7: Anarky”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1128, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie

08/04/2017 § Dodaj komentarz


 Batman wrogiem policji z Gotham

Trzeci tom serii Gotham Central przynosi ze sobą ewidentne zmiany, które mają znaczący wpływ na codzienną pracę detektywów Wydziału Poważnych Przestępstw. W związku z zawirowaniami związanymi z krwawą wojną gangów, jaka od jakiegoś czasu ma miejsce w Gotham, doszło do dramatycznych wydarzeń. Podobno w wyniku działań Batmana grupa funkcjonariuszy obniosła poważne obrażenia, a jeden z nich został zabity. Komisarz Michael Akins wini Mściciela, dlatego wydaje rozkaz zdemontowania Bat-Sygnału oraz zakazuje Policji jakiejkolwiek z nim współpracy. Wspomniane zdarzenia szczegółowo przedstawiono w cyklu Batman: War Games, który do tej pory nie ukazał się w Polsce.

Dlatego, czytając „trójkę”, możemy czuć się trochę zagubieni, jednak nie na tyle, aby bieżącą odsłonę uznać za mniej ciekawą. Właściwie czytelnicza niewiedza działa odwrotnie, dodaje specyficznego smaczku albumowi. Komiks zawiera cztery niezależne historie. Corrigan, to niewielkiej objętości fabuła, w której detektyw Crispus Allen ratuje życie Renee Montoyi. Post factum pewien nieuczciwi technik policyjny kradnie nabój i wystawia na internetową aukcję. Brak kluczowego dowodu naraża Allena na relegowanie ze służby, a nawet więzienie. W fabule Światło zgasło poznajemy niewielki fragment układanki związanej z crossoverem War Games, o którym wspominałem powyżej. Ostatnia z pomieszczonych w tomie historii nosi tytuł Gliny z Keystone i opowiada o policjancie, który podczas interwencji został wystawiony na działanie niezwykłej substancji. W skutek działania mikstury jego ciało mutuje, aby pomóc Allen i Montoya muszą udać się do miasta Flasha i pertraktować, ze złoczyńcą należącym do Łotrów.

Najciekawiej wypada tytułowe opowiadanie, które napisał Ed Brubaker. Rzecz traktuje o skomplikowanym śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci kaznodziei-celebryty. Poszlaki wskazują, że sprawczynią może być Catwoman i to ona jest główną podejrzaną. Sprawę prowadzi Josephine MacDonald, która ma silne i nieodparte przeczucie, że dowody kierują dochodzenie na niewłaściwe tory. Sama Catwoman trochę „pomaga” pani detektyw.

Scenarzyści (przypomnijmy – serial pisany jest przez Grega Ruckę i Eda Brubakera) kolejny raz zapewniają czytelnikowi dawkę ciekawych spraw kryminalnych, których rozwiązanie śledzimy krok po kroku, bez cudownych interwencji ze strony superbohaterów. Niby przy okazji pogłębione zostałby portrety psychologiczne kilku występujących postaci, szczególnie Renee Montoyi i Josephin MacDonald. Wątki obyczajowe, które od pierwszej odsłony stanowią duży atut serii, wciąż są obecne. W bieżącym tomie na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie relacji Montoyi z życiową partnerką oraz ojcem.

Za warstwę graficzną odpowiedzialni są trzej różni rysownicy: Jason Shawn Alexander, Michael Lark i Stefano Gaudiano. Mimo to całość tomu wygląda spójnie i jednolicie. Dopiero przyglądając się gruntownie planszom dostrzeżemy różnice między poszczególnymi artystami. Najbardziej utytułowany i znany jest oczywiście Michael Lark, ale mi osobiście szczególnie przypadła do gustu rozedrgana i ekspresywna kreska Alexandera. Pewnie dlatego, że jego prace trochę przypominają mi rzeczy Wojciecha Stefańca. Obaj panowie unikają ukazywania postaci z perspektywy zbieżnej, decydując się ujęcia lekko z góry lub z dołu. Obaj chętnie stosują częściowe „ukrywanie” rysów twarzy w obficie nałożonym tuszu. Podobnie „przyszpilają” mimikę w sytuacjach dramatycznych i z bliska pokazują czytelnikowi. Jednak amerykański rysownik słabo sobie radzi w dynamicznych scenach, co widać choćby w pojedynku między MacDonald z Catwoman.

Trzeci raz piszę o serii Gotham Central i trzeci raz jedynie chwalę. Gdyż nadal jest za co: świetnie poprowadzone postaci, pogłębione i wiarygodne psychologicznie, trzymająca w napięciu akcja, życiowe wątki obyczajowe, dobre dialogi, poszczególne historie spajają się w logiczną całość, oprawa graficzna (rysunki, kadrowanie i kolory) podkreśla „brudny” i mroczny klimat opowieści. Dla osób, którym podoba się cykl Skalp, a przy okazji są fanami serialu telewizyjnego The Wire, recenzowany komiks stanowi lekturę obowiązkową.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Jason Shawn Alexander & Michael Lark & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1020, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Gotham Central #2: Klauni i szaleńcy

24/11/2016 § Dodaj komentarz


  Drugie starcie w Gotham

gotham-centralW komiksach, których akcja rozgrywa się w Gotham City, to zwykle Batman rozwiązuje skomplikowane zagadki kryminalne i ostatecznie ratuje miasto oraz niczego nieświadomych mieszkańców przed kolejnym atakiem jakiegoś porąbanego szaleńca. W pozycji Gotham Central, która wyszła spod ręki panów Brubakera i Rucki, jest zgoła inaczej. W wykreowanej przez scenarzystów rzeczywistości, to policjanci Wydziału Poważnych Przestępstw ścigają pomylonych przestępców, zabezpieczają ślady i prowadzą drobiazgowe śledztwa. A sam Człowiek-Nietoperz jest cieniem, który szybko przemyka w ciemnym zaułku.

W drugim tomie o tytule Klauni i szaleńcy zamieszczono cztery fabuły. Pierwsza i ostatnia są dziełem Eda Brubakera, a dwie środkowe napisał on wspólnie w Gregiem Rucką. W opowieści Marzenia i wiara czytelnik poznaje bliżej Stacy – recepcjonistkę i cywilną pracownicę posterunku, która jako jedyna ma prawo obsługiwać (włączać) Bat-Sygnał. Stacy dzieli się z czytelnikami także pewną, osobistą fantazją związaną z Mrocznym Rycerzem. Kolejna historia traktuje o bezpośrednim starciu funkcjonariuszy i detektywów WPP z najgroźniejszym szaleńcem miasta – z Jokerem, który tuż przed świętami Bożego Narodzenia terroryzuje Gotham michael-larki grozi zdetonowaniem bomby. Policjanci muszą odkryć, gdzie została ukryta. Kolejna, która nosi tytuł: Życie jest pełne rozczarowań, dostajemy popis świetnej policyjnej roboty.

Każda z fabuł, przedstawionych skrótowo powyżej, niesie ze sobą coś widowiskowego, intrygującego i zarazem wciągającego. Osobiście najbardziej mi się podoba ostatnia historia o tytule Nierozwiązane, której chodzi o śledztwo sprzed kilkunastu lat dotyczące masakry drużyny futbolowej. Wówczas sprawę prowadził Harvey Bullock, który musiał odłożyć ją ad acta, ale nigdy o niej nie zapomniał. Dlatego, gdy nagle wypływają nowe dowody stary, emerytowany detektyw znów wkracza na scenę. Jak wspomniałem za scenariusz odpowiada Brubaker, który trafnie sportretował (i ożywił!) Bullocka. Nie zdradzę pewnie za dużo, gdy napiszę, że emerytowany policjant niezbyt chętnie trzyma się litery prawa…

Seria Gotham Central to w dużej stopniu koncertowe dzieło Michaela Larka. Rysownik genialnie oddaje klimat ed-brubakeropowieści. Sportretowana przez niego rzeczywistość jest brudna, chłodna i niesympatyczna. Mimo wyraźnego uproszczenia w przedstawieniu postaci czytelnik nie ma wątpliwości, co czują poszczególni bohaterzy. Na osobną uwagę i pochwałę zasługuje robota Lee Loughridge’a – kolorysty, który zastosował stonowane, bure barwy i uproszczoną paletę.

Album Klauni i szaleńcy prezentuje się bardzo dobrze. Nawet lepiej niż jedynka (klik! klik!), ponieważ czytelnik już zna bohaterów. Wie, że nie może się spodziewać żadnego superhero, a raczej kameralnych opowieści, w których w centrum wydarzeń stoją pracownicy Wydziału Poważnych Przestępstw. Dla fanów tylko i wyłącznie „trykotów” recenzowana pozycja może wydawać się nieciekawa. Nic bardziej mylnego! Polecam każdemu.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Michael Lark & Brian Hurtt & Stefano Gaudiano & Greg Scott (rys.), „Gotham Central #2: Klauni i szaleńcy”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1020, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5+, kolory/cienie: 5]

greg-ruckasklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
alejakomiksu
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Gotham Central #1: Na służbie

16/06/2016 § Dodaj komentarz


Mroczne miasto bez Mrocznego Rycerza

GothamCentralTelewizyjny serial Gotham to produkcja mierna. Zrezygnowałem z oglądania po ósmym odcinku pierwszego sezonu. Zupełnie inaczej przedstawia się sprawa z komiksowym serialem Gotham Central, za który odpowiadają panowie Ed Brubaker i Greg Rucka. W swojej prostocie pomysł na jego fabułę jest wręcz genialny: przedstawić walkę z przestępczością w Gotham od ludzkiej strony, skupić się na dobrej robocie śledczej, relacjach panujących w komisariacie oraz życiu prywatnym kilku głównych postaci, znacznie marginalizując przy tym samego Batmana.

Faktem jest, że pojawienie się Człowieka-Nietoperza oraz jego antagonistów diametralnie odmieniło pracę stróżów prawa w Gotham, którzy nie mają środków ani umiejętności, aby mierzyć się tego typu złem, chcąc być dobrymi (czytaj: skutecznymi) policjantami. Gotham CentralScenarzyści Gotham Central skupiają się na pracownikach głównego posterunku w mieście, a dokładnie na dziennej i nocnej zmianie detektywów w Wydziale Poważnych Przestępstw. Komórka została ustanowiona przez samego komisarza Jima Gordona, który przez wiele lat samodzielnie dobierał skład ekipy. Zależało mu na tym, aby w WPP pracowali sami najlepsi policjanci – twardzi, inteligentni i nieprzekupni. W czasie trwania akcji komiksu Gordon jest na emeryturze, a do wydziału ma wkroczyć („czarna dziewczyna z irlandzkim nazwiskiem”) pierwsza policjantka, która nie została nominowana przez niego.

W pierwszym tomie, który nosi tytuł Na służbie, zamieszczono trzy zamknięte, ale luźno powiązane ze sobą historie. Za pierwszą, tytułową odpowiadają Brubaker i Rucka. Michael LarkPunktem wyjścia jest porwanie czternastoletniej Bonnie Lewis i podjęta przez policjantów z wydziału WPP próba jej odnalezienia. Co prawda sprawą zajmuje się FBI, ale Marcus Driver i Charlie Fields dostają cynk, że w pewnym obskurnym hoteliku ukrywają się porywacze. Jednak na miejscu spotykają szalonego Mr. Freeze’a. Dla obu funkcjonariuszy spotkanie kończy się źle i bardzo źle. Fields ląduje w kostnicy, a Driver ma odmrożone dłonie. Śmierć policjanta stawia na nogi wszystkich detektywów, którzy ruszają w teren. Za wszelką cenę chcą własnymi siłami (bez pomocy z zewnątrz, czyli bez Batmana) ująć psychopatę.

Scenariusz do drugiej historii, która ma tytuł Motyw, jest autorstwa Eda Brubakera. W opowieści powraca Marcus Driver, któremu zostaje przydzielony nowy partner, a właściwie partnerka – Romy Chandler. Funkcjonariusze kontynuują śledztwo związane z porwaniem dziewczynki. Niestety została ona zamordowana, a technicy kryminalistycznie nie mają wątpliwości, że stało się to jeszcze przed wysłaniem do ojca żądania okupu. W między czasie policjanci będą musieli zmierzyć się z Firebugiem – piromanem, który terroryzuje miasto.

Ostatnia rozdział – Pół życia – został napisany przez Grega Ruckę. Greg RuckaI muszę przyznać, że ta historia podobała mi się najbardziej. Scenarzysta bardzo mocno skupia się na pani detektyw Renee Montoya, która wraz z partnerem prowadzi sprawę kradzieży ekskluzywnej bielizny za ponad dziesięć tysięcy dolarów. Rucka słynie z tego, że potrafi budować przekonywujące postaci kobiecie. I nie inaczej jest w wypadku pani detektyw, która musi poradzić sobie z byłym aresztantem, który ją szantażuje, z „kolegami” z wydziału wewnętrznego, ze swoim życiem emocjonalnym (powiedzieć nie powiedzieć rodzicom i kolegom o partnerce), no i obsesyjnym uczuciem żywionym do niej przez Two-Face.

Za oprawę graficzną tomu odpowiada Michael Lark. Rysownik w naszym kraju znany przede wszystkim z serii Lazarus. W obu komiksach widać wyraźny i rozpoznawalny sznyt tego artysty. W Gotham Central rezygnuje z realistycznej kreski, dużo operując światłocieniem i uproszczeniem. Nie powiem, bardzo podobają mi się jego prace. Miasto odrysowane zostało precyzyjnie i bardzo mocno przypomina Nowy Jork. Postaci mają wyrazistą mimikę i gestykulację.

Wszystkie trzy części napisano bardzo sprawnie. Proszę zwrócić uwagę na świetne dialogi! Akcja toczy się miarowo w dobrym rytmie, bez zbędnego szaleństwa, pościgów, strzelanin i brutalności. Autorzy postawili na realizm i autentyczność, Gotham-Centralskupiają się detektywach mających do rozwiązania konkretną zagadkę kryminalną. Ich robota polega więc na przekopywaniu się przez archiwa, rozmawianiu ze świadkami, szukaniu tropów, kojarzeniu faktów i wyciąganiu wniosków. W komiksowym serialu Mroczny Rycerz gra rolę epizodyczną, pojawia się rzadko i na chwilę. Głównymi bohaterami Gotham Central są policjanci (i policjantki!) z krwi i kości, którzy mają swoje problemy (domowe i „firmowe”), słabości i przyzwyczajenia. Osią wokół której budowana jest fabuła jest komisariat, a pracujący w nim ludzie czasem się lubią, czasem nie, ktoś kogoś skrycie kocha, a ktoś inny nie znosi szowinistycznych tekstów. Dodatkowo bycie policjantem daje w kość, co odbija się na życiu prywatnym.

Komiks stanowi zgrabny miks serialu policyjnego z detektywistyczną opowieścią w stylu noir. Na służbie to mocne i atrakcyjne otwarcie serii, zobaczymy jak będzie dalej. Serial nie jest długi, bo tylko trzy zbiorcze albumy przed nami.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Michael Lark (rys.), „Gotham Central #1: Na służbie”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 966, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4]

Two-Facesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

aleja komiksuRecenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Zapisz

Batman. Mroczne zwycięstwo

02/12/2014 § Dodaj komentarz


400 stron mrocznego kryminału

batman mroczne zwyciestwoW zeszłym roku w Polsce ukazał się album Batman. Długie Halloween (recenzję czytaj tu: klik! klik!) wyprodukowany przez Jepha Loeba (scenariusz) i Tima Sale’a (rysunki). Komiks ten należy do wąskiej grupy najlepszych opowieści o Batmanie. Został entuzjastycznie przyjęty przez rodzimych krytyków i czytelników. Dlatego nie dziwi, że oficyna Mucha Comics poszła za ciosem i niedawno wydała sequel – Batman. Mroczne zwycięstwo – który został przygotowany przez ten sam twórczy duet. A właściwie tercet, ponieważ Gregory Wrighta, który nakładał kolory, należy także uznać za „ojca” sukcesu.

Omawiana książka nie jest, na szczęście, tylko „odcinaniem kuponów” od popularności jaką cieszyło się Długie Halloween. Twórcy rozwijają osobowość Mrocznego Rycerza oraz rozbudowują emocjonalną siatkę wzajemnych relacji bohaterów, a rozwiązania graficzne Tima Sale’a ocierają się o mistrzostwo.

Główna linia fabularna jest wariacją tej znanej z Długiego…: batmanznów ktoś w Gotham City popełnia seryjne zbrodnie, które przypominają morderstwa Hollyday’a. Wówczas pierwszą ofiarę zamordowano w Halloween, a kolejne morderstwa miały miejsce w Święto Dziękczynienia, na Boże Narodzenie, w Sylwestra, na Walentynki i Prima Aprilis. Wtedy ginęli przedstawiciele rodzin mafijnych Mrocznego Miasta, a tym razem ktoś uparł się, aby w każde kolejne święto – począwszy także od Halloween – zabijać policjantów. Giną w określony sposób, dlatego seryjnemu mordercy nadane zostaje przezwisko Hangman-Wisielec. Dodatkowo przy każdym trupie znajduje się kartka z dziecięcą grą w powieszonego.

Mroczne zwycięstwo jest czasowo bezpośrednią kontynuacją poprzedniego albumu. Batman jest początkującym detektywem. Jim Gordon, niedawno mianowany na komisarza, początkowo podejrzewa, że morderstwa stanowią element kolejnych mafijnych porachunków. Intryga się zagęszcza, gdy ktoś uwalnia pensjonariuszy Azyl Arkham. Dodatkowo zostają skradzione akta byłego prokuratora Harvey’a Denta, a nowa pani prokurator – Janice Porter – konfliktuje się z Gordonem. Komisarz miota się niczym mucha w pajęczej sieci próbując odgadnąć kto stoi za egzekucjami jego podopiecznych. W tle Batman toczy swoje śledztwo. Zrazu dość nieudolnie, ale z biegiem akcji coraz sprawniej łączy fakty. Czytelnik długo nie domyśla się, kto stoi za tymi bestialskimi czynami. Historia jest wciągająca od pierwszego do ostatniego rozdziału, a finał i odpowiedź na dwa kluczowe pytanie („Kto zabija? I dlaczego?”) jest zaskakująca.

Recenzowany komiks to rasowy czarny kryminał. selinaIntryga jest przemyślnie zbudowana, scenarzysta zadbał o logikę wydarzeń. Bohaterzy są ludźmi z krwi i kości, a nie marionetkowymi „trykociarzami”. Główne postacie aż kipią od emocji, ich wzajemne relacje są wyraziste: polecam zwrócić uwagę na wzajemną fascynację (przyciąganie i odpychanie) Catwoman i Batmana, a potem zestawić ze sobą tych bohaterów, ale już bez masek – Selina Kyle vs Bruce Wayne lub na rodzącą się więź miedzy Batmanem, a młodym Dickiem Graysonem, późniejszym Robinem.

Dodatkowo opowiadanie zawiera klasyczne elementy noir. Ponure miasto. Deszcz, mgłę i mrok. Akcja dzieje się w klaustrofobicznych przestrzeniach ograniczonych ciemnymi zaułkami. Występuje mało towarzyski i gburowaty detektyw (w tej roli sam Batman). Piękna, długonoga blondynka, która miesza szyki (w tej roli pani Porter). Sieć wskazówek i tropów rozsiana po całej książce, które dopiero podczas ostatniego spojrzenia (z góry, po przeczytaniu całości) idealnie do siebie pasują.

Po słynnej kinowej trylogii Christophera Nolana pisanie o ludzkim wymiarze i osobowości Batmana, szubienicao walce sam przeciw wszystkim, wątpliwym wymiarze etycznym tej walki wydaje się trochę nie na czasie. Nie należy jednak zapominać, że to właśnie z komiksów Loeba i Sale’a scenarzyści zaczerpnęli wiele wątków, dzięki którym Mroczny Rycerz stał się bardziej współczesny i ludzki. We wstępie do książki David S. Goyer napisał: „Warto zauważyć, że Bruce Wayne pojawia się w tej historii jedynie marginalnie. A to dlatego, że jego człowieczeństwo powoli obumiera. Kiedy Harvey Dent się załamuje, pociąga Bruce’a za sobą. Takie podejście do tematu rozwinąłem później wraz z Chrisem Nolanem w filmach o Batmanie”.

Należy podkreślić, że Mroczne zwycięstwo nie byłoby takim świetnym albumem, gdyby nie oprawa graficzna Tima Sale’a. Wyśmienicie wczuł się w klimat tej opowieści. Nieustanny mrok, wyraziste cienie, zdecydowane kontrastów – jeśli scenariusz tego wymaga, to rysownik z długiego planu wyłuskuje jakiś szczegół, który ma znaczenie dla dalszego przebiegu akcji. Postacie wtapiają się w otoczenie, ponieważ umieszczone zostały na ciemnym tle. W niewielkim stopniu się wyodrębniają, co w chwili ataku lub nagłego ruchu zaskakuje czytelnika, a dodatkowo podkreśla atmosferę grozy. Kadrowanie jest dynamiczne, ujęcia się przeplatają: raz patrzymy z góry, raz z dołu. Batman, gdy patrzymy na niego z żabiej perspektywy jawi się nam, niczym zwalista skała.cmentarz

Album liczy sobie niespełna 400 stron, a za sprawą kryminalnej intrygi oraz zagadki, która musi zostać rozwikłana, czyta się go jednym tchem. A potem jeszcze raz ogląda się wciągające plansze, aby podziwiać kunszt Sale i Wrighta. Mroczne… jest pozycją obowiązkową dla wszystkich, którym wydaje się, że komiksy o superbohaterach to tylko miałka rozrywka.

Jeph Loeb (scen.), Tim Sale (rys.), „Batman. Mroczne zwycięstwo”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2014.

[tekst: 5+, rysunki: 6, kolory/cienie: 6]

batman i robin

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Batman. Długie Halloween

06/11/2014 § Dodaj komentarz


Holiday znaczy śmierć, czyli gdyby Chandler zwiedził Gotham

Dlugie Halloween„Nawet po śmierci rysy Donegana Marra były spokojne, regularne, łagodne (…) Spoczywał bezwładnie na wyściełanym niebieskim krześle biurowym. Cygaro w popielniczce, ozdobionej na brzegu figurką charta z brązu, dopaliło się samo. Lewa ręka zmarłego zwisała obok krzesła, prawa zaś dotykała pistoletu na biurku. Promienie słońca, padające z tyłu przez zamknięte okno, odbijały się na wypolerowanych paznokciach (…) Marr nie żył; nie żył już od jakiegoś czasu.

Wysoki, szczupły mężczyzna o ciemnej cerze w milczeniu opierał się o mahoniową szafkę, nie odrywając wzroku od zmarłego. Ręce trzymał niedbale w kieszeniach eleganckiego garnituru z granatowej serży. Słomkowy kapelusz miał zsunięty na tył głowy. Tylko jego oczy i proste, zaciśnięte usta zdradzały, że to, co się stało, nie jest mu obojętne”. (Raymond Chandler, Hiszpańska krew)

Na blogu Rękopis znaleziony w Arkham Krzysztof Ryszard Wojciechowski pisze: Jeph Loeb„Jeśli mielibyście w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to niech to będzie ten”. Warto zacząć recenzję właśnie od tych słów, dodając jednocześnie, że pozytywnych recenzji Długiego Halloween jest w sieci co niemiara. I wszystkie są zasłużone. Grubaśny (ok. 370 stron) komiks duetu Jeph Loeb & Tim Sale (autorzy m.in. świetnie przyjętego Supermana na wszystkie pory roku) to kawał rewelacyjnej, wciągającej rozrywki, choć w zgoła ponurym nastroju. W albumie otrzymujemy wszystko to, czego można by oczekiwać od Batmana: intrygę, całe pokłady mroku, brudne zabójstwa, poczucie beznadziei, ludzkie dramaty, przeszywający dreszczem chichot szaleństwa. Całość podano perfekcyjnie – za pomocą przemyślanych, idealnie skomponowanych kadrów misternie budujących brudny nastrój w klimacie noir. Płynie się przez nie bez najmniejszych zgrzytów, całość układa się w pełną napięcia, jasną i spójną fabułę.

Akcja Długiego Halloween rozgrywa się w Gotham, w scenerii na poły Chandlerowskiej i z Ojca chrzestnego, gdzie dwa zwaśnione mafijne klany toczą ze sobą zimną wojnę. Konflikt zaognia się, kiedy dochodzi do serii tajemniczych morderstw, których ofiarami padają kolejni gangsterzy Carmine „Rzymianina” Falconego. Trup ściele się gęsto, lecz jak się okazuje, nieprzypadkowo, bo pod świąteczny dyktat. Pierwsza ofiara ginie w Halloween, zaś kolejne morderstwa mają miejsce w Święto Dziękczynienia, na Boże Narodzenie, w Sylwestra, na Walentynki, Prima Aprilis i tak przez cały rok, w koło Macieju. Każda zbrodnia okraszona jest stosowną do okoliczności „kokardką”, a przy zwłokach morderca pozostawia jakiś drobiazg.

Seryjny morderca zostaje ochrzczony jako Holiday, a jego krwawa rzeź zaplata sieć wzajemnych podejrzeń. Kim jest Holiday? Czy aby na pewno jest członkiem mafijnej rodzinki konkurencji Rzymianina? A może to kolejny zwyrodniały dziwoląg, którego zrodziło Gotham? Tożsamość egzekutora próbuje ustalić na własną rękę Falcone, jak również „trio sprawiedliwych”: komisarz Gordon, prokurator Harvey Dent i oczywiście sam Batman. Wraz z gęstniejącą atmosferą sprawą zaczyna interesować się z różnych powodów także armia gothamowskich freaków, na czele z Jokerem, Scarecrowem czy psychotycznym Calendar Manem, analizującym śledztwo ze środka hermetycznej celi niczym Hannibal Lecter.

LoebPo pierwszej lekturze Batman. Długie Halloween warto komiks obejrzeć jeszcze raz. Zasługuje on bowiem na to, żeby jak najuważniej prześledzić skomponowane mądrze i z pomysłem kadry. Każdy z nich perfekcyjnie chwyta daną chwilę i aktualnie panujące emocje, pomijając jednocześnie pewne szczegóły (jak np. drobiazgowe tło), by uwypuklić inne, istotniejsze i bardziej symboliczne. Warto wspomnieć, że owo „uszczegóławianie” często występuje w utworach samego Chandlera (wróćcie na moment do cytatu z początku recenzji – wydaje się on żywcem dopieszczonym komiksowym kadrem). Ale opowieść ta świetnie operuje również czymś w rodzaju rysunkowego „uogólnienia” (nie tylko rysunkowego) – naprowadza czytelnika na właściwą ścieżkę, upraszcza, ale w bardzo sprawny sposób, przez co historia wręcz sama się czyta. Mrok, nieustanna gra cieni, wysokie sufity, widowiskowe kadry „z góry”, zmarszczone, nieraz groteskowe, choć proste twarze, ponure okoliczności pogody, poszarpana i powyginana peleryna Mrocznego Rycerza – każdy element scenografii tworzy tu paranoiczną atmosferę grozy.

Świetnie w kadrach tegoż Batmana odnaleźli się dobrze znani wszystkim fanom Mrocznego Rycerza złoczyńcy – m.in. Joker, Trujący Bluszcz (Poison Ivy), Strach na Wróble (Scarecrow), Szalony Kapelusznik (Mad Hatter) czy Człowiek-Zagadka (Riddler). Nagromadzenie złoczyńców przewijających się w tle całej intrygi to gratka dla czytelników, którzy w jednym komiksie mają okazję przeżyć masę ekscytujących spotkań. Straszne twarze antybohaterów nadają historii schizofrenicznych sznytów. Każdy kolejny epizod jest czymś w rodzaju kolejnego aktu mrocznego teatru chorych umysłów. Gdzieś między twardą i przyziemną mafijną przypowieścią, przebrzmiewa szalona fantasmagoria, tak charakterystyczna dla miasta, w którym narodził się Batman.

cat

No i jest jeszcze człowiek. Ponury i bezradny, choć pełen idei w tym ogarniętym szaleństwem i przestępczością mieście. Harvey Dent. Człowiek prawy, który chce zapanować nad chaosem, ale bezlitosna walka o sprawiedliwość uwalnia w nim mroczną stronę. Postać tragiczna. Są też smutne, cierpiące przez to miasto rodziny, żony i dzieci, które nie mogą zasnąć spokojnie. I jest wreszcie Batman, który niezłomnie staje na straży Gotham, choć wciąż ma pod górkę, a momentami wydaje się nawet, że jego żmudna walka jest skazana na niepowodzenie. Kto tym razem wygra? I czy w ogóle ta gra ma sens?

batmanDługie Halloween z dobrymi kryminałami noir łączy jeszcze jedno, a mianowicie świetnie uknuta intryga. Jak w dobrej powieści kryminalnej, do samego końca ciężko domyślić się „kto zabijał”, choć twórcy porozrzucali tu i ówdzie malutkie tropy. Nawet gdy przychodzi punkt kulminacyjny i rozwiązanie zagadki zostaje nam podane jak na tacy, wydawać się może, że „coś się nie zgadza”, że… Wystarczy. Czytanie kryminałów od ostatniej strony to niezbyt dobry pomysł. Zdecydowanie lepszym jest sięgnięcie po sam komiks i zmierzenie się z Holidayem face to face, ponieważ Batman. Długie Halloween to lektura obowiązkowa każdego fana Mrocznego Rycerza, komiksu superbohaterskiego, a może i nawet komiksu w ogóle. Nie tylko na Halloween, ale na cały rok. Na każde święto, które dobrze będzie podczas odwiedzin w Gotham obedrzeć nieco z tradycyjnego lukru.

Jeph Loeb (scenariusz), Tim Sale (rysunki), „Batman. Długie Halloween”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2013.

[autorzy: Dorota Jędrzejewska & Rafał Niemczyk]

gargulecsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Gotham at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: