Gotham Central #4: Corrigan

03/01/2018 § Dodaj komentarz


  Pożegnanie w wielkim stylu

Jedna z najlepszych serii komiksowych, której akcja rozgrywa się w mieście Batmana, właśnie dobiegła do finału. Całość Gotham Central liczy sobie jedynie czterdzieści zeszytów, które zebrano w cztery zbiorcze tomy, ale za to jakie! Chwaliłem poprzednie części (klik! klik!), a finalna odsłona – o podtytule Corrigan – tylko potwierdza wysoki poziom całości. Wielka szkoda, że żegnamy się z detektywami pracującymi w Wydziale Poważnych Przestępstw.

Ostatni tom zawiera cztery fabuły. Opowieść Natura wprowadza nas w ciemne i brudne sprawki zwykłych policjantów z Gotham, którzy nie cofaną się przed niczym, aby napełnić sobie kieszenie lewą gotówką. W historii swoją niecną rolę, kolejny zresztą raz, odrywa technik śledczy Jim Corrigan, co jest ważne w kontekście tytułowej narracji.

Martwy Robin rozpoczyna się znalezieniem przez policję zwłok Robina. Detektywi starają się ustalić czy ofiara rzeczywiście była pomocnikiem Batmana, czy może młodocianym przebierańcem. Gdyby potwierdziła się pierwsza wersja, to naturalną koleją rzeczy Mroczny Rycerz stałby się głównym podejrzanym. Policjanci z WPP nie chcą wyciągać pochopnych wniosków. Dlatego na przesłuchanie zostają wezwani przedstawiciele Nastoletnich Tytanów, którzy zeznają, że Robin żyje i ma się dobrze. Tymczasem w porcie zostaje znalezione kolejne ciało młodzieńca w stroju Cudownego Chłopca. Rozwiązanie zagadki jest poniekąd typowe dla miasta Gotham, gdzie świry mnożą się na potęgę.

Krwawa niedziela to moim zdaniem najmniej interesująca opowieść w tomie. Mimo wszystko jest ważna, gdyż w dużym stopniu poświęcona została prywatnemu (tj. pozazawodowemu) życiu detektywa Crispusa Allena. Z tego też powodu Krwawą… możemy potratować jako swoiste intro do tytułowej narracji, która przebija właściwie wszystkie opowiadania, jakie w ramach cyklu można przeczytać. Odpowiedzialny za scenariusz Greg Rucka wykorzystuje wcześniejsze epizody i wątki poświęcone Corriganowi. Widać, że postać szefa techników budowana była konsekwentnie i świadomie. Mężczyzna całym sobą oraz wszystkim, co sobą reprezentuje, stoi w opozycji wobec detektywów Renee Montoya i Crispus Allen. To bezwzględny drań, skorumpowany i zły do szpiku kości. Prawdziwy potwór, który mógłby stanąć w jednym szeregu z Jokerem, Pingwinem czy Dwie Twarze.

Szkoda, że Michael Lark zrezygnował z rysowania serii. Został godnie zastąpiony przez duet Kano (właśc. Jose Ángel Cano López) i Stefano Gaudiano. Panowie konsekwentnie kontynuują ukazywanie Gotham jako paskudnego i brudnego miasta. Podobny sposób kadrowania, szkicowania i nakładania tuszu. Gołym okiem nie widać jakiejś specjalnej różnicy między ich planszami, a wcześniejszymi, które wyszły spod ręki Larka. I właściwie dobrze, bo utrzymywany jest pierwotny klimat.

W brutalnym i nienawistnym świecie, w jakim na co dzień obracają się detektywi z Wydziału Poważnych Przestępstw, nie może być mowy o happy endzie. Konstrukcyjnie Gotham Central zatacza koło. W pierwszej opowieści z ręki „świra w przebraniu” (Mr. Freeze’a) ginie jeden z policjantów, jego partner – po rekonwalescencji – wraca do służby. W finale jest „troszeczkę” inaczej… Aby się dowiedzieć, jaką niespodziankę zmalował Rucka, musicie przeczytać. Musicie przeczytać!

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Kano {właśc. Jose Ángel Cano López} & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #4: Corrigan”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1215, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 6-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Batman. Detective Comics #1: Powstanie Batmanów

11/12/2017 § Dodaj komentarz


  Batwoman szkoli młodzików

W Stanach Zjednoczonych zeszyty „Detective Comics” ukazują się nieprzerwanie od marca 1937 roku, co czyni tytuł najdłużej publikowaną serią komiksową na świecie. Co prawda w erze The New 52 oznaczenie wyzerowano, ale w ubiegłym roku – gdy nastało DC Rebirth – przywrócono starą numerację, włączając zeszyty z Nowego DC do kompletu. W tomie Powstanie Batmanów zaprezentowano zeszyty o numerach od 934 do 940. Byłem ciekaw nowej odsłony, gdyż w uprzedniej seria „Detective Comics” była jedną z najsłabszych propozycji. Oficyna Egmont Polska nie dociągnęła cyklu do końca, rzecz urwała się na tomie Anarky (klik! klik!), do finału zabrakło 12 zeszytów. Czy Odrodzenie przynosi jakąś zmianę jakościową?

Punktem wyjścia dla fabuły jest spisek, jaki przez przypadek odkrywa Batman. Po Gotham krążą wysokiej klasy, technologicznie zaawansowane drony, które „z cienia” obserwują poczynania Nietoperza i jego najbliższych sprzymierzeńców. Mroczny Rycerz zamiast działać w pojedynkę – jak to ma w zwyczaju – zwraca się z prośbą do Batwoman, aby wzięła pod swoje opiekuńcze skrzydła grupę „młodzików”. Zadanie polega na wyszkoleniu i przyuczeniu do zespołowego działania: Red Robina (Tima Drake’a), Spoiler (Stephanie Brown), Orphan (Cassandry Cain) oraz nawróconego na drogę dobra Clayface’a (Basila Karlo). W międzyczasie Batman podąża tropem supertajnej grupy, która działa w strukturach wojska.

Wieloletnie „mapowanie” posłużyło do stworzenia oddziału do zadań specjalnych, który charakteryzuje się wysoką skutecznością w działaniu. Oczywiście, trenowana przez Batwoman grupa „Batmanów” będzie musiała się zmierzyć z tajnym oddziałem. Starcie kończy się nieoczekiwanym zdarzeniem i pojawieniem nowej, tajemniczej postaci. Nim jednak do tego dojdzie czytelnik kilka razy zostaje wpuszczony w maliny. Trzeba przyznać, że scenarzysta – James Tynion IV – tym razem się przyłożył. Narracja obfituje w mocno zaskakujące i dobrze skonstruowane zwroty akcji. Słabiej wypada konstrukcja postaci, szczególnie obecność żartującego Clayface’a ciężko zaakceptować. Tynion rozbudowuje własne wątki, które zaprezentował w tomach Wieczny Batman i Wieczni Batman i Robin: dotyczące Cassandry Cain oraz romantycznej relacji Stephanie i Tima.

Za warstwę wizualną odpowiada trzech różnych artystów: Eddy Barrows, Alvaro Martinez i Al Barrionuevo. Rysunkowo całość wykonano bardzo poprawnie. Występującym postaciom nadano indywidualne rysy, zadbano o dynamikę i mimikę (Batman z permanentnym szczękościskiem, ale uśmiechająca się Cassandra wygląda ładnie). Trochę gorzej prezentują sceny zbiorowe, na których panuje lekki chaos. Dużo ciekawiej wypada samo kadrowanie i budowa planszy. W tej materii rysownicy nieźle sobie poczynają: Batwoman wrysowana w emblemat Batmana, zestaw kadrów wpisany w kufel piwa czy ukośne screeny z monitoringu, które nakładane są na inne panele, przez co stanowią swoisty podgląd.

Pora odpowiedzieć na pytanie zadane w pierwszym akapicie. Bez zbędnych wstępów i owijania w bawełnę: „Tak”. Opowiadana w „jedynce” historia jest ciekawsza niż większość fabuł zaprezentowanych w ramach The New 52. Dodatkowo, jeśli porównamy omawiany tom z pierwszą odsłoną nowego Batmana (Jestem Gothamklik! klik!), to wiele aspektów przemawia na korzyść Powstania Batmanów.

James Tynion IV (sc.), Eddy Barrows & Alvaro Martinez & Al Barrionuevo (rys.), „Batman. Detective Comics #1: Powstanie Batmanów”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1210, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 3+, kolory/cienie: 4-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman #1: Jestem Gotham

21/11/2017 § Dodaj komentarz


 Brat i siostra bronią Gotham City

DC Odrodzenie, w przeciwieństwie do The New 52, nie ma burzyć całego continuum i stawiać uniwersum superbohaterów na głowie. DC Rebirth (klik! klik!) nie odrzuca, a kontynuuje wątki fabularne z ostatnich lat. Gdyż celem „wielkiego” wydarzenia miało być podniesienie jakości, poprzez swoisty powrót do przeszłości, do minionych wartości i opowieści. Zmiany niby kosmetyczne. I tu nasuwa się pytanie: Czy nowa odsłona przygód Batmana niesie ze sobą powiew świeżości?

Podtytuł pierwszego albumu – Jestem Gotham – sugeruje, że Mroczny Rycerz ma jakieś problemy z zapanowaniem nad własnym ego, które może urosło do niewyobrażalnych rozmiarów. Gdyż nastąpiła pełna identyfikacja Batmana z tkanką miasta, które ślubował chronić. Czy faktycznie opowieść tego dotyczy? Od razu zdradzę: nie! Zupełnie nie, to strzał kulą w płot. To autorska zmyłka, na którą osobiście dałem się nabrać.

Fabuła dotyczy czegoś zupełnie innego. Pewnej nocy nad Gotham dochodzi do awarii samolotu, Batman – wiadomo – rusza z odsieczą i jest gotów zginąć, aby tylko uratować wszystkich ludzi, którzy są wewnątrz. Przez chwilę wydaje się, że faktycznie coś strasznego się musi wydarzyć, że nie ma szans, aby Mściciel wyszedł z katastrofy bez szwanku. I wtedy na scenę wkracza para zupełnie nowych bohaterów: Gotham i Gotham Girl. Brat i siostra, którzy posiadają cały zestaw supermocy, m.in. potrafią latać. Herosi bardziej przypominają Supermana i Wonder Woman niż Batmana i Batgirl. Może w końcu nadszedł czas, aby Batman odwiesił pelerynę na wieszak?

Pomysł scenarzysty, Toma Kinga, sprowadza się do tego, aby do miasta wprowadzić herosów z prawdziwego zdarzenia, bo obdarzonych niezwykłymi mocami, którzy teoretycznie mogą zastąpić naszego ukochanego Gacka. Blady strach powinien paść na czytelników… Niestety nie pada, bo fabularnie całość nie jest ani ciekawa, ani udana, ani przełomowa. W wypadku „jedynki” powrót do przeszłości się nie udał. Miło być novum, a wyszła miałka pulpa. Poza tym nie podoba mi się, że w opowieść na siłę wepchnięto nawiązania do The New 52, tylko po to, aby przekazać czytelnikowi jasny komunikat: „Nie czytałeś? Oj, to źle! Wiele straciłeś. Ale nie przejmuj się, nie wszystko stracone. Leć do księgarni i nadrób zaległości”. Nie należy dać się nabrać na te sprzedażowe zabiegi. Można sobie darować lekturę.

Wizualnie jest średnio. Większość rysunków wykonał David Finch, dlatego Batman wygląda jak osiłek, który przedawkował sterydy. Do tego monumentalne pozy i peleryny bohaterów łopoczące na wietrze. Nie kupuję tego. In plus prezentuje się jedynie postać Alfreda, który nie jest nadopiekuńczym lokajem, a sarkastycznym i ironicznym kolesiem. Tytułem podsumowania: Jeśli ktoś nie jest psychofanem postaci stworzonej przez Boba Kane’a i Billa Fingera, to lekturę Jestem Gotham może sobie darować.

Scott Snyder & Tom King (sc.), David Finch & Danny Miki & Sandra Hope & Scott Hanna & inni (rys.), „Batman #1: Jestem Gotham”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1190, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2, rysunki: 3, kolory/cienie: 4-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wieczni Batman i Robin. Tom 2

18/09/2017 § Dodaj komentarz


  Wakacyjna lektura

Batmanowi nie udało się przyskrzynić tajemniczej Matki, chociaż był już bardzo, bardzo blisko, ale na drodze staną mu niejaki Orphan – fanatyk, ślepo wpatrzony w szefową. Robota Nietoperza kontynuowana jest przez bandę Robinów. Czy powstrzymają kobietę przed wdrożeniem w życie planu przeprogramowania niewinnych młodych ludzi na całym świecie? Czy uda im się dokonać tego, co mu się nie udało? Czy zniszczą organizację, a przywódczynię postawią przed sądem? Czy faktycznie Mściciel z Gotham zamówił pomocnika? I kto miał być nowym Robinem, szykowanym przez Matkę na najlepszego i najwierniejszego żołnierza Batmana?

Przystępując do lektury drugiego tomu Wiecznych Batmana i Robina, zależało mi na tym, aby poznać odpowiedzi na powyższe pytania. Scenarzyści, których znów jest całe mrowie, dobrze zdają sobie sprawę z tego, jakim materiałem dysponują. Dlatego nie od razu padają oczekiwane odpowiedzi. Najpierw należy przebrnąć przez kilka mniej ciekawych epizodów, które dla nadrzędnej opowieści mają niewielkie znaczenie. Jason Todd (Red Hood) i Tim Drake (Red Robin) udają się do miasta Gnosis, które należy do Zakonu św. Dumasa, gdzie mają ciężkie starcie z Azraelem. Kilka razy jeszcze zmieniają się lokacje i pojawiają mało interesujące wątki, które przeplatane są retrospekcjami z pierwszego, nieudanego polowania na Matkę.

Skrzyć zaczyna dopiero, gdy na scenę wkracza Harper Row oraz Cassandra Cain. Fragmenty poświęcone wzajemnej relacji nastolatek oraz ich związkom z Matką i Batmanem wypadają ciekawie. W końcu od pierwszej planszy wiadomo, jak skończy się konfrontacja między „dziećmi” Batmana a Matką i jej „dziećmi”. Myślę, że novum pomysłu Jamesa Tyniona IV i Scotta Snydera sprowadza się do sprawnego i rzetelnego obmyślenia psychologii obu postaci. Ciekawi mnie, czy obu dziewczynom przypisano jakieś znaczące role w Odrodzeniu (DC Rebirth)?

Warstwa graficzna, podobnie jak to miało miejsce w „jedynce”, jest dziełem wielu różnych artystów. Wiadomo, każdy rysownik marzy o tym, aby chociaż raz w życiu przedstawić całemu światu swoją wersję Gacka… In plus wyróżniają się prace Marcio Takary (trochę takie skrzyżowanie cartoonu z mangą), Tony’ego S. Daniela (zilustrował fabułę, w której ukazane zostały „narodziny” Matki) oraz Scota Eatona. Całość oprawy ma wyraźnie realistyczny sznyt.

Bieżąca odsłona liczy sobie ponad 300 stron, to o jakieś 100 za dużo. Gdyby warstwie fabularnej wyciągnięto esencję z konceptu Tyniona i Snydera, to wówczas nie odstawałaby od „jedynki” (klik! klik!). Niestety projekt został rozmieniony na drobne, ale mimo wszystko całość nadaje się na wakacyjną, niezobowiązującą lekturę.

Scott Snyder & James Tynion IV & Tim Seeley & Ed Brisson & inni (sc.), Goran Sudžuka & Christian Duce & Tony S. Daniel & Javier Piña & inni (rys.), „Wieczni Batman i Robin. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1155, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman. Detective Comics #7: Anarky

03/07/2017 § Dodaj komentarz


 Pan A. w starciu z Batmanem

Mam wrażenie, że ze wszystkich komiksów z udziałem Mrocznego Rycerza, jakie obecnie ukazują się w Polsce, cykl Detective Comics wypada najmniej interesująco, a miejscami wręcz blado. Tak przynajmniej było do szóstej odsłony, która nosiła podtytuł Ikar. Niewiele się zmieniło, gdy produkcyjną pałeczkę przejęli Brian Buccellato i Francis Manapul, którzy tak znakomicie sprawdzili się przy kreacji nowego Flasha. Żadnych interesujących treści, miałka fabuła – nudy! Tak było do tej pory, bo tom Anarky to już zupełnie inna para kaloszy.

Całość rozpoczyna się krótką, dwuzeszytową fabułą, która nosi tytuł Terminal. Opowieść rozgrywa się lotnisku w Gotham, gdzie właśnie wylądował samolot z martwymi pasażerami ma pokładzie. Wygląda na to, że nikt nie przeżył. Ciała podróżnych są w stanie zaawansowanego rozkładu, jakby nie lecieli z Europy, a przez dziesięciolecia krążyli wokół Ziemi. Akurat na lotnisku przebywa sam Bruce Wayne, który chcąc nie chcąc musi zająć się rozwiązaniem okrutnej zagadki. I z pewnego powodu ma mało czasu…

Dalej mamy tytułową opowieść, gdzie pojawia się zamaskowany mężczyzna, który sieje zamęt w całym Gotham. Swoją przestępczą działalność rozpoczyna od wykasowaniu z baz danych wszelkich informacji o obywatelach miasta. Nagle znikają wszelkie zapisy z policyjnych karotek, kont bankowych, debety na kartach kredytowych… Niby robi to w szlachetnym celu. Wszyscy staną się równi, ludzie odzyskują swoją wolność. Nie ma przeszłości. Istnieje przyszłość, a ludzie dostają drugą szansę – mogą być kim tylko zechcą, mogą swoją przyszłość napisać od nowa, bo dostali czystą kartę. I mogą działać anonimowo, bo antybohater daje każdemu mieszkańcowi maskę, za którą mogą się ukryć przed systemem.

Tezy wygłaszane przez pana A. oraz pewne rozwiązania fabularne mocno kojarzą się z V jak Vendetta (klik! klik!). Co prawda rozwiązanie całego wątki oraz rzeczywista motywacja postaci, która nomen omen jest bardzo płytka i osobista nijak mają się do kultowej pozycji Alana Moore’a. Ale całość czyta się z niesłabnącym zaciekawieniem. Fabuła obmyślona przez Buccellato i Manapula stawia na detektywistyczną robotę, jako ma do wykonania Batman, który – o dziwo – podejmuje współpracę z Harvey’em Bullockiem.

W dalszej części tomu mamy jeszcze dwie krótkie opowieści, na które lepiej spuścić zasłonę milczenia.

Wizualnie album prezentuje się nadzwyczaj dobrze. Francis Manapul rysując Flasha, który panuje nad Mocą Prędkości ma wiele możliwości wprowadzenia graficznych fajerwerków i smaczków. W wypadku Batmana było pewnie trochę trudniej, a i tak plansze prezentują się znakomicie. Niestandardowe kadrowanie, które jest i pomysłowe, i dynamiczne, może się podobać. Do tego żywy i ciepły kolor, twórca z uporem maniaka stosuje akwarele. Nie przypominam sobie żadnego innego tak jasnego i barwnego tomu z przygodami Mrocznego Rycerza. Warto jeszcze wspomnieć o Terminalu narysowanym przez Johna Paula Leona, który prezentuje się równie ciekawie, choć bardzo tradycyjnie: dużo czerni i wszechpanującego mroku. Prace tego artysty mocno kojarzą mi się z rysunkami Michaela Larka.

Bieżąca odsłona Detective Comics wyraźnie się wybija na tle wszystkich poprzednich. Czy omawiana siódemka jest przysłowiową jaskółką? O tym się już, niestety, nie przekonamy. Ponieważ Egmont Polska, na dwa tomy przez zakończeniem całości, rezygnuje z dalszej prezentacji serii. Choć z drugiej strony decyzja jest zrozumiała, gdyż nadchodzi Odrodzenie!

Brian Buccellato & Francis Manapul & Benjamin Percy (sc.), Francis Manapul & John Paul Leon & inni (rys.), „Batman. Detective Comics #7: Anarky”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1128, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie

08/04/2017 § Dodaj komentarz


 Batman wrogiem policji z Gotham

Trzeci tom serii Gotham Central przynosi ze sobą ewidentne zmiany, które mają znaczący wpływ na codzienną pracę detektywów Wydziału Poważnych Przestępstw. W związku z zawirowaniami związanymi z krwawą wojną gangów, jaka od jakiegoś czasu ma miejsce w Gotham, doszło do dramatycznych wydarzeń. Podobno w wyniku działań Batmana grupa funkcjonariuszy obniosła poważne obrażenia, a jeden z nich został zabity. Komisarz Michael Akins wini Mściciela, dlatego wydaje rozkaz zdemontowania Bat-Sygnału oraz zakazuje Policji jakiejkolwiek z nim współpracy. Wspomniane zdarzenia szczegółowo przedstawiono w cyklu Batman: War Games, który do tej pory nie ukazał się w Polsce.

Dlatego, czytając „trójkę”, możemy czuć się trochę zagubieni, jednak nie na tyle, aby bieżącą odsłonę uznać za mniej ciekawą. Właściwie czytelnicza niewiedza działa odwrotnie, dodaje specyficznego smaczku albumowi. Komiks zawiera cztery niezależne historie. Corrigan, to niewielkiej objętości fabuła, w której detektyw Crispus Allen ratuje życie Renee Montoyi. Post factum pewien nieuczciwi technik policyjny kradnie nabój i wystawia na internetową aukcję. Brak kluczowego dowodu naraża Allena na relegowanie ze służby, a nawet więzienie. W fabule Światło zgasło poznajemy niewielki fragment układanki związanej z crossoverem War Games, o którym wspominałem powyżej. Ostatnia z pomieszczonych w tomie historii nosi tytuł Gliny z Keystone i opowiada o policjancie, który podczas interwencji został wystawiony na działanie niezwykłej substancji. W skutek działania mikstury jego ciało mutuje, aby pomóc Allen i Montoya muszą udać się do miasta Flasha i pertraktować, ze złoczyńcą należącym do Łotrów.

Najciekawiej wypada tytułowe opowiadanie, które napisał Ed Brubaker. Rzecz traktuje o skomplikowanym śledztwie w sprawie tajemniczej śmierci kaznodziei-celebryty. Poszlaki wskazują, że sprawczynią może być Catwoman i to ona jest główną podejrzaną. Sprawę prowadzi Josephine MacDonald, która ma silne i nieodparte przeczucie, że dowody kierują dochodzenie na niewłaściwe tory. Sama Catwoman trochę „pomaga” pani detektyw.

Scenarzyści (przypomnijmy – serial pisany jest przez Grega Ruckę i Eda Brubakera) kolejny raz zapewniają czytelnikowi dawkę ciekawych spraw kryminalnych, których rozwiązanie śledzimy krok po kroku, bez cudownych interwencji ze strony superbohaterów. Niby przy okazji pogłębione zostałby portrety psychologiczne kilku występujących postaci, szczególnie Renee Montoyi i Josephin MacDonald. Wątki obyczajowe, które od pierwszej odsłony stanowią duży atut serii, wciąż są obecne. W bieżącym tomie na szczególną uwagę zasługuje przedstawienie relacji Montoyi z życiową partnerką oraz ojcem.

Za warstwę graficzną odpowiedzialni są trzej różni rysownicy: Jason Shawn Alexander, Michael Lark i Stefano Gaudiano. Mimo to całość tomu wygląda spójnie i jednolicie. Dopiero przyglądając się gruntownie planszom dostrzeżemy różnice między poszczególnymi artystami. Najbardziej utytułowany i znany jest oczywiście Michael Lark, ale mi osobiście szczególnie przypadła do gustu rozedrgana i ekspresywna kreska Alexandera. Pewnie dlatego, że jego prace trochę przypominają mi rzeczy Wojciecha Stefańca. Obaj panowie unikają ukazywania postaci z perspektywy zbieżnej, decydując się ujęcia lekko z góry lub z dołu. Obaj chętnie stosują częściowe „ukrywanie” rysów twarzy w obficie nałożonym tuszu. Podobnie „przyszpilają” mimikę w sytuacjach dramatycznych i z bliska pokazują czytelnikowi. Jednak amerykański rysownik słabo sobie radzi w dynamicznych scenach, co widać choćby w pojedynku między MacDonald z Catwoman.

Trzeci raz piszę o serii Gotham Central i trzeci raz jedynie chwalę. Gdyż nadal jest za co: świetnie poprowadzone postaci, pogłębione i wiarygodne psychologicznie, trzymająca w napięciu akcja, życiowe wątki obyczajowe, dobre dialogi, poszczególne historie spajają się w logiczną całość, oprawa graficzna (rysunki, kadrowanie i kolory) podkreśla „brudny” i mroczny klimat opowieści. Dla osób, którym podoba się cykl Skalp, a przy okazji są fanami serialu telewizyjnego The Wire, recenzowany komiks stanowi lekturę obowiązkową.

Ed Brubaker & Greg Rucka (sc.), Jason Shawn Alexander & Michael Lark & Stefano Gaudiano (rys.), „Gotham Central #3: W obłąkanym rytmie”, tłum. Jacek Drewnowski, Klub Świata Komiksu – album 1020, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 5+, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}
Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Gotham at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: