Esmera

12/12/2017 § 1 komentarz


Esmera i Eco

Na okładce komiksu Esmera sprytnie ukryto informacje z jakiego typu produkcją mamy do czynienia. W pierwszej chwili naszą uwagę przykuwa kolor tła, od którego odcina się – niczym w wycinance miejskiego sylwetkarza – ciemny kobiecy profil: krótkie włosy, mały nos i wydatne usta. Po chwili zauważamy, że wewnątrz zarysu ukryto dodatkową ilustrację. Chcąc dokładnie stwierdzić, co przedstawia, musimy podsunąć album prawie pod nos. Dopiero wówczas zobaczymy zbiorową scenę, na której dwie nagie kobiety i dwóch nagich mężczyzn.

Kobieta, którą mamy okazję oglądać w centrum zbiorowej sceny na okładce, to tytułowa Esmera. Dziewczynę poznajemy jako nastolatkę, która w roku 1965 uczęszcza do gimnazjum Sacro Cuore i mieszka w internacie prowadzonym przez siostry zakonne. Za współlokatorkę ma namiętną Rachel, która nocami sprowadza do pokoju swego kochanka. Esmera nie śpi, podsłuchuje, uważnie przygląda się ognistym wygibasom i zapamiętuje. Dodatkowych, wyuzdanych lekcji koleżanka udziela jej osobiście.

Odkrycie przez protagonistkę radości płynących z uprawiania seksu niesie ze sobą dodatkową, nieoczekiwaną niespodziankę, która finalnie okazuje się problematycznym przekleństwem. Nie będę zdradzał na czym polega haczyk, bo to clou opowieści wymyślonej przez Zepa (właśc. Philippe Chappuis, tak, to ten sam pan od serii Titeuf). W każdym razie dzięki swojej „przypadłości” Esmera może korzystać z uroków seksu mocniej i pełniej, a także cieszyć się dwa razy dłuższym życiem. Wszystko ma swoją cenę…

Lektura komiksu przypomniała mi felieton Jak rozpoznać film porno autorstwa Umberto Eco, w którym stoi: „(…) film pornograficzny, jeśli ma być warty ceny biletu lub wideokasety, powiada nam, że pewne osoby kopulują ze sobą, mężczyźni z kobietami, mężczyźni z mężczyznami, kobiety z kobietami (…). I to byłoby jeszcze w porządku, ale pełno tutaj przerw w akcji (…). W filmach pornograficznych roi się od postaci, które wsiadają do samochodu i przemierzają całe kilometry, od par, które tracą niewiarygodnie dużo czasu na zameldowanie się w hotelu (…) Mówiąc prosto z mostu, choć nieco ordynarnie, nim dojdzie do zdrowego spółkowania, trzeba zapoznać się kapkę z problemami komunikacji”. Jeśli słowa słynnego semiologa potraktujemy dosłownie i przyłożymy do omawianej pozycji, to tak, Esmera jest komiksem wartym swojej ceny.

Zep {właśc. Philippe Chappuis} (sc.), Vince {pseud.} (rys.), „Esmera”, tłum. Katarzyna Sajdakowska, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4-, kolory/cienie: 4+]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Książę nocy #0: Pierwsza śmierć

24/11/2017 § Dodaj komentarz


Książę nocy powraca na tarczy

Książę nocy to francuska seria komiksowa autorstwa Yves’a Swolfsa, która pierwotnie ukazywała się w latach 1994 – 2001. Całość, czyli sześć zeszytów cyklu, została w Polsce opublikowana latach 2001 – 2003 staraniem Egmont Polska. Dwa lata temu belgijski artysta postanowił napisać i narysować kolejny, a właściwie pierwszy, rozdział sagi o nieumarłym Vladimirze Kerganie. Tym razem opowieść dotyczy genezy powstania nieśmiertelnego krwiopijcy, który jak się okazuje pochodzi ze starożytnego ludu Daków. W naszym kraju album Pierwsza śmierć ukazał się w sierpniu bieżącego roku.

Swolfs osadził akcję w odległych czasach, gdzieś na przełomie I i II wieku naszej ery, gdy Dakowie walczyli z legionistami Imperium Rzymskiego. Kergan, pierworodny syn księcia Panajkomesa i teoretycznie przyszły władca, zostaje wysłany z poselstwem do króla Jazygów, aby wespół z nimi pertraktować zawarcie rozejmu z Rzymianami. Podczas przejazdu przez leśne ostępy w górach ekspedycja zostaje wybita, a młody Vladimir pojmany i odstawiony do wrażego obozu. Wykorzystując zamieszanie udaje mu się uciec, wraca do rodzinnego grodu, gdzie przysięga odwieczną zemstę zdrajcom. Gnany nienawiścią trafia do chatynki wiedźmy, która oferuje mu wieczność.

Scenarzysta miał okazję napisać historię, która w interesujący sposób opowie o początkach krwiożerczego potwora. Niestety intryga, w którą wpisana została zdrada i zemsta, jest płytka, oczywista oraz tendencyjna. Po przeczytaniu pierwszych kilku plansz od razu wiadomo w jakim kierunku potoczy się akcja. Nieoryginalność odbiera czytelnikowi całą potencjalną frajdę z lektury. Wampiry i wampiryzm zostały przetrawione przez popkulturę na tysiące sposobów. Dlatego ciężko w temacie napisać coś nowego. Nie usprawiedliwia to miałkości recenzowanej pozycji. Na pocieszenie zostają rysunki Swolfsa, które doskonale oddają klimat epoki. Artysta posługuje się realistyczną kreską, dokładnie odzwierciedlającą ludzką anatomię i mimikę. Jednak udana realizacja warstwy graficznej to za mało, aby całość oceniać pozytywnie.

Prequel został opublikowany, gdyż Egmont ma w planach wznowienie głównego cyklu, dyptyk Łowca | List inkwizytora trafi do sprzedaży w 7 grudnia. Obawiam się jednak, że osoby, które sięgnęły po Pierwszą śmierć, będą miały obiekcje przed zakupem „jedynki”. Mimo wszystko proszę się nie zrażać do cyklu, bo potem jest o niebo lepiej!

Yves Swolfs (sc. & rys.), „Książę nocy #0: Pierwsza śmierć”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1174, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Pożoga. Tom 1

08/11/2017 § Dodaj komentarz


Co przyniesie przyszłość?

Francuski scenarzysta Jean-David Morvan jest w naszym kraju znany głównie dzięki bestsellerowej serii Armada (klik! klik!). Co trochę dziwi, gdyż pisarz ma na swoim koncie niemałą ilość publikacji. Jest szansa, że to się zmieni, m.in. za sprawą serii Pożoga oraz Irena (klik! klik!). Zobaczymy. Tymczasem zajmijmy się pierwszym tomem opowieści, która powstała na podstawie wydanej w 1943 roku powieści Ravage Rene Barjavela. Przy okazji warto wspomnieć, że żadna z prawie trzydziestu książek tego autora nie została w Polsce wydana.

Połowa XXI wieku, Ziemia. Punktem wyjścia dla fabuły jest globalny kataklizm, w wyniku którego przestały działać wszystkie urządzenia i maszyny elektryczne. W jednej chwili ludzkość cofnęła się do epoki kamienia łupanego. No, może nie dosłownie, bo występujące postaci posługują się kuszami czy mają na twarzach maski przeciwgazowe. Katastrofa pociągnęła za sobą wiele istnień, pozostali przy życiu ludzie podzieleni są na dwie frakcje. Pierwszej przewodzi sędziwy Patriarcha, który jest całkowicie przeciwny wszelkim maszynom, gdyż dostrzega w nich zagrożenie dla ludzkości. Druga ekipa jest postępowa i ma w posiadaniu pewien artefakt z przeszłości. Grupy toczą ze sobą zażartą walkę. Zresztą od brutalnych i krwawych scen bitewnych rozpoczyna się omawiany komiks.

Druga nic narracyjna cofa nas w czasie. Jest rok 2052, François Deshamps – przyszły Patriarcha – jest młodzieńcem, który właśnie przyjechał do Paryża, aby sprawdzić, czy został przyjęty na Wyższą Szkołę Chemii Rolniczej. Cywilizacja jest całkowicie uzależniona od elektryczności. Dla wygody człowiek oddał się w niewolę cybermaszynom. W retrospekcji poznajemy i innych bohaterów, którzy prawdopodobnie będą mieli znaczenie w dalszym przebiegu fabuły: Blanche Rouget, czyli przyjaciółkę François i przyszłą piosenkarkę oraz Jérôme Seita – bogatego i wpływowego menadżera muzycznego.

Recenzowany album ma charakter mocno „zagajający” i ogólny: przedstawione zostają występujące postaci, naszkicowane tło wydarzeń i właściwie to wszystko, scenarzysta niewiele więcej nam zdradza. Początkowa sekwencja plansz rozbudza w czytelniku silną ciekawość. Może się podobać dynamika scen i „zacofanie” technologiczne walczących. Niebagatelne znaczenie ma także atmosfera tajemniczości o podłoże i naturę konfliktu. Niestety dalej jest gorzej. Sceny rozgrywające się w połowie XXI wieku trącą nudą i schematycznością; choćby wątek emocjonalnego trójkąta – Blanche, François & menażer – rozpisany jest tendencyjnie i nieudolnie.

Pod względem wizualnym komiks przedstawia się niezwykle atrakcyjnie. Macutay nie boi się eksperymentować z układem kadrów na planszy, dynamicznymi ujęciami i fragmentarycznym przedstawieniem. Pod tym względem szczególnie efektownie wypada pierwsza część opowieści, gdzie artysta ukazuje bitwę i pojedynki. Ze względu na malarskość ilustracji prace Reya Macutaya przywodzą mi na myśl produkcje takich rysowników, jak: Francis Manapul, Matteo Scalera czy Sean Murphy. Oczywiście duża w tym zasługa kolorysty – Walter Pezzali spisał się na medal.

Okładka „jedynki” jest świetnie zaprojektowana! Kojarzy mi się ze scenami z filmu Christophera Nolana Incepcja. Szkoda, że środek nie spełnia wszystkich oczekiwań. Mimo wszystko jestem ciekaw, co będzie dalej.

Jean-David Morvan (sc.), Rey Macutay (rys.), „Pożoga. Tom 1”, tłum. Jakub Syty, Taurus Media, Piaseczno 2017.

[scenariusz: 3+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Irena #1: Getto

10/06/2017 § Dodaj komentarz


Irena i dzieci z warszawskiego getta

Troje francuskich twórców: Jean-David Morvan, Séverine Tréfouël i David Evrard podjęło się niełatwego zadania – stworzenia komiksu dla najmłodszych czytelników, który opowiada o tym, jak podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa ratowała od śmierci żydowskie dzieci uwięzione w getcie warszawskim. Nie jest to ścisła biografia polskiej działaczki, która w 1965 roku została uznana przez instytut Jad Waszem za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. W odautorskiej nocie możemy przeczytać: „Irena Sendlerowa rzeczywiście istniała. Jej historia nas zafascynowała (…). Dostępne materiały nie podają tych samych informacji, czasem nawet sobie zaprzeczają. Przyjęliśmy więc założenie, że nie tworzymy prawdziwej biografii, ale wykorzystujemy fikcję, aby jak najlepiej przekazać ducha walki Ireny”.

Rzecz pomyślana jest jako trzyczęściowa seria, pierwszy odcinek – o podtytule Getto – ukazał się niedawno w Polsce staraniem oficyny Timof i cisi wspólnicy. Akcja komiksu rozpoczyna się w marcu 1941 roku. Na pierwszej planszy widzimy ciężarówkę należącą do Wydziału Opieki Społecznej, która wjeżdża do warszawskiego getta. W chwili przekroczenia szlabanu wkraczamy w „inną” rzeczywistość: potworną, bezprawną, szarą, fatalną i przygnębiającą. Czytelnik ma okazję zobaczyć koszmar życia w tym miejscu oczami protagonistki. Wszędzie ruiny, budynki mają albo zamurowane okna, albo powybijane szyby. Ludzi jest całe mrowie, tłoczą się, zajmują każdy kawałek pustek przestrzeni. Noszą pocerowane łachmany, większość nie ma butów. Na tym tle Sendlerowa i jej współpracownicy wyglądają nadzwyczaj normalnie i godnie.

Podczas wizyty protagonistka rozmawia z umierającą kobietą, która błaga, aby Polka wywiozła z getta jej syna. Aż do następnej wizyty bohaterka bije się z myślami czy zaryzykować życie swoje i współpracowników, aby ratować żydowskie dziecko. Gdy ponownie przyjeżdża na miejsce, to okazuje się, że prosząca o wsparcie i jej syn już nie żyją. Zdarzenie którego jesteśmy świadkami jest przełomowe. Dodatkowo dzięki rozmowie z kierowcą ciężarówki Sendlerowa podejmuje decyzję o natychmiastowemu zaangażowaniu się w ratowanie dzieci na niespotykaną dotąd skalę. Autorom udaje ukazać wyraźną zmianę w myśleniu i postępowaniu bohaterki. Niesamowita jest siła, z jaką przystępuje ona do realizacji wyznaczonego sobie zadania.

Obok scenarzystów i rysownik miał niełatwe zadanie. Jak ukazać potworności życia w getcie, aby nadmiernie nie epatować realizmem? Aby zaintrygować, a nie odstraszyć? Artysta zdecydował się na uproszczony rysunek postaci. Sendlerowa i jej pomocnicy wyglądają bardzo przyjaźnie i sympatycznie, natomiast przedstawienie faszystów ma wyraźnie karykaturalny charakter. Kreska konturu jest wyraźna, dość gruba. Gdy przyjrzymy się jej z bliska, to okaże się, że jest delikatnie karbowana, jakby Davidowi Evrardowi podczas rysowania drżała dłoń. Irena to komiks dla najmłodszych, dlatego na tak wielu kadrach ukazano dzieci, które biegają, bawią się z psem, grają w piłkę, rozmawiają, biją i szarpią – słowem zachowują się normalnie i zgodnie z oczekiwaniami.

Wrażliwość na cierpienie innych, hart i moralna niezłomność Sendlerowej stanowią wzorzec do naśladowania. Daleki jestem o uogólnień i generalizowania, ale wydaje mi się, że współczesna sytuacja polityczna i społeczna powoduje, iż warto dzieci zapoznać z omawianym komiksem. Rzecz prowokuje do rozmowy o okropieństwach wojny, ale i o prawości, odpowiedzialności oraz szlachetności.

Jean-David Morvan & Séverine Tréfouël (sc.), David Evrard (rys.), „Irena #1: Getto”, tłum. Małgorzata Fangrat, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw

13/02/2017 § Dodaj komentarz


 Przystojny młodzieniec, dwie kobiety i rewolucja francuska

Ddampierreurango, flagowy serial autorstwa scenarzysty i rysownika Yvesa Swolfsa, dobrze sobie w naszym kraju radzi. Elemental powoli zbliża się do ukończenia edycji. W grudniu premierę miał album numer dwanaście, czyli przed czytelnikami jeszcze tylko pięć odsłon. Wielbiciele twórczości belgijskiego artysty nie mają jednak powodów do narzekania – mogą sięgnąć teraz po serię Dampierre, która jesienią wystartowała w wydawnictwie Scream Comics. Łódzka oficyna zdecydowała się na publikację dwóch oryginalnych albumów w jednym tomie. Na takiej samej zasadzie ukazują się i inne serie u tego edytora: Dekalog (klik! klik!) czy Dżinn (klik! klik!). W edycji Scream cały cykl Dampierre zamknie się w pięciu zbiorczych tomach.

Pierwsza odsłona zawiera albumy: Czarny świt oraz Czas zwycięstw. Oba są napisane i narysowane przez Swolfsa, dalej, od trzeciego do dziewiątego zeszytu, artysta odpowiada jedynie za scenariusz, wspierają go rysownicy: najpierw Frédéric Delzant (pseud. Éric), następnie Pierre Legein, który napisał także skrypt ostatniej części. Seria ukazywała się w latach 1988 – 2002. Tyle tytułem wstępu. Zajmijmy się w końcu komiksem!

Jest październik 1792 roku. Tytułowy bohater, noszący imię Julian, to ubogi młodzieniec, yves-swolfsktórego poznajemy, gdy wkracza do małego miasteczka w departamencie Wandea. Chłopak udaje się prosto do domu mistrza Forestiera, gdzie chce się nająć do pracy jako stajenny. Robotę dostaje. Wynagrodzenie stanowi nocleg, wikt, opierunek i osiem franków tygodniowo. Młodzieniec najchętniej zrezygnowałby z finansowego uposażenia w zamian za lekcje strzelania i fechtunku. Tak się składa, że jego nowy pan nieprzypadkowo nosi przydomek „mistrz” – jest emerytowanym nauczycielem szermierki, aktualnie zajmującym się wychowaniem dorastającej córki.

Jak można się spodziewać, dziewczyna wpada w oko nowemu stajennemu, który okazuje się być całkiem rozgarniętym typkiem z ambicjami. Umie czytać i pisać, ale także dość dobrze orientuje się w sytuacji politycznej regionu. To ważne, ponieważ scenarzysta umieścił akcję komiksu w bardzo konkretnym miejscu i czasie. We Francji trwa rewolucja, monarchia została obalona, szlachta i duchowieństwo tracą swoje przywileje. W departamencie Wandea wybucha powstanie rojalistyczne. Bezpośrednią przyczyną rewolty był dekret Zgromadzenia Narodowego powołujący pod broń tysiące mężczyzn (czytaj: chłopów). „Inną przyczyną było sukcesywne zastępowanie księży odmawiających ślubowania na Konstytucję cywilną kleru księżmi konstytucyjnymi, co w lokalnym społeczeństwie spotkało się ze złym przyjęciem” (cytat za: Wikipedia: Wojny wandejskie). Buntownikami wywodzącymi się głównie z plebsu dowodziła szlachta, nierzadko zmuszona postawą chłopów (co zostało ukazane w komiksie). Starcia powstańców z armią republikańską były bardzo krwawe.

Wszystkie wspomniane wyżej zdarzenia (i wiele innych) przewijają się na kartach albumu. swolfsPisarz odwołuje się do nich całkowicie bezpośrednio, umieszczając swojego bohatera w centrum historycznych wydarzeń. Chłopak szybko wspina się po szczeblach wojskowej kariery, a udaje mu się to głównie dzięki intymnemu związkowi z pewną markizą. Kobieta dobiła z nim targu. W zamian za protekcję uczyniła go zbrojnym ramieniem i „ostatecznym” narzędziem wendetty wymierzonej w grupę pięciu arystokratów, z którymi spiskował jej mąż.

Gdy zaczęło się robić gorąco, chcąc ratować własną skórę (i majątki), „grupa pięciu” zdradziła markiza de la Roche Saint-Sidier. Niewierność przyjaciół zaprowadziła go na szafot. Przystojny Dampierre jest rozdarty. Nie potrafi się zdecydować czy pozostać wierny swej młodzieńczej miłości, czy nadal korzystać z łoża i opieki markizy.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji i zawiera wiele innych wątków, które nie zawsze łączą się bezpośrednio z protagonistą. Scenariusz omawianej pozycji jest precyzyjnie zbudowany. Jak na opowieść, która liczy sobie prawie sto stron, całość jawi się interesująco i zajmująco. Akcja prowadzona jest burzliwie. Zmieniają się lokacje: a to alkowa i łóżko markizy, a to rynek w miasteczku, a to stajnia, a to las. Całość obfituje w sceny walki (klasyczne pojedynki na szpady) i krwawe bitwy. Sporo jest także wstawek obyczajowych i stricte historycznych. Szkoda, że rodzimy wydawca nie pokusił się o krótkie posłowie, w którym zostałoby przybliżone tło historyczne i społeczne wydarzeń.

Za oprawę graficzną pierwszego zbiorczego tomu odpowiada Swolfs. Całość narysowana jest realistyczną, dampierre-swolfscienką kreską. Artysta dołożył wszelkich starań, aby bardzo precyzyjnie odwzorować historyczną scenografię: od mundurów, nakryć głowy i krynolin, poprzez narzędzia chłopów oraz broń żołnierzy, a skończywszy na budynkach i rozległych plenerach. W drugiej opowieści (Czas zwycięstw) sporo zdarzeń rozgrywa się na łonie natury. Muszę przyznać, że przedstawienie przyrody mnie urzekło. Plansze są po prostu klasycznie piękne.

Lektura dała mi sporo satysfakcji. Szkoda, że w Polsce nie produkuje się tego typu opowieści: historycznych i zarazem rozrywkowych. Mam wrażenie, że recenzowany komiks przeszedł w naszym kraju bez echa. Aż żal, bo to ciekawa i żywiołowo opowiedziana historia. A na dokładkę wizualnie atrakcyjna. Wielbiciele komiksów przygodowych spod znaku płaszcza i szpady koniecznie powinni się z omawianą pozycją zaznajomić.

Yves Swolfs (sc. & rys.), „Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw”, tłum. Jakub Syty, Scream Comics, Łódź 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+] 

dampierre-swolfssklep {komiks można kupić tu: klik! klik!gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Kryształowy Miecz. Integral

21/11/2016 § Dodaj komentarz


Strażniczko, nie daj się zwyciężyć złu!

krysztalowy-mieczW ubiegłym miesiącu dla wielbicieli komiksu europejskiego wydawnictwo Ongrys przygotowało nie lada niespodziankę. Zapowiadaną, ale jednak miłą i zdumiewającą. W końcu po dwóch wcześniejszych, nieudanych próbach wydawniczych do księgarń trafiło pełne wydanie cyklu Kryształowy Miecz, autorstwa Jacky’a Goupila (scenariusz) i Crisse’a (rysunki). W latach 1993-1994 oficyna Prószyński i S-ka opublikowała trzy albumy serii (jako Kryształowa szpada), a w latach 2002-2003 wydawnictwu Amber udało się wypuścić tylko dwa pierwsze tomy.

Oryginalnie pierwszy cykl serii, który ukazywał się w latach 1989-1994, liczy sobie pięć odsłon, cykl drugi został skasowany po pierwszym zeszycie, wydanym w 2004 roku. Całość, czyli wszystkie sześć albumów, znalazło się w zbiorczej edycji przygotowanej przez szczecińską oficynę. Warto wspomnieć, że w integralu zamieszczono całą masę dodatków (będę jeszcze o tym pisał). Nie należy także zapominać, że zgodnie z dobrą tradycją wprowadzoną przez edytora, czytelnicy mają do wyboru albo kupić zbiorcze wydanie, albo pojedyncze tomy. Osobiście proponuję, ze względu na bonusy i możliwość natychmiastowego przeczytania całości, zdecydować się na pierwszą propozycję.

W wielkim skrócie fabuła przedstawia się następująco: raz na pięć stuleci magicznycrisse talizman, który chroni i utrzymuje równowagę w krainie Niebiańskiego Rogu, traci moc. Młodej Zorii zostaje powierzone odpowiedzialne zadanie odbudowania pierwotnej potęgi amuletu i ocalenie rodzinnego świata przed pogrążeniem się w ciemności i niebycie. Chcąc tego dokonać musi opuścić Aneith – zniedołężniałą i bliską śmierci aktualną strażniczkę Pentagramu – która wychowała ją niczym matka. Nasza bohaterka wyrusza w długą i pełną niebezpieczeństw podróż. Musi odnaleźć pięciu magów (Mistrzów Zmysłów) i odebrać od nich pięć tajemniczych artefaktów (masek). Moc masek zgromadzonych razem ponownie uaktywni talizman.

Tak początkowo przedstawia się misja długonogiej, skąpo ubranej wojowniczki. Z biegiem akcji sprawy zaczynają się poważnie komplikować, bo pod początkowo oczywistymi i szlachetnymi motywacjami bohaterów ukrywa się bałamutne oszustwo. Fabuła zaludniona została różnorakimi postaciami, większość z nich na pierwszy rzut oka kieruje się dobrem. Na wskroś zły jest „czarny Pan”: Nicość, Śmierć i Diabeł (przydomków ma wiele). To on jest kardynalnym antagonistą didier-crispeelsZorii, to on nie chce dopuścić do odnowienia mocy Pentagramu, to on zrobi wszystko, aby Beryl (tytułowy Kryształowy Miecz) nie odzyskał dawnego blasku i nie stał się śmiertelną – dla niego – bronią.

W warstwie fabularnej mamy poniekąd modelową walkę Dobra ze Złem. Napisałem „poniekąd” ponieważ na czytelników czeka niemałe zaskoczenie. W pewnym momencie scenarzysta odchodzi od biblijnego postrzegania pierwiastków natury. Do wątku głównego wyraźnie zostają włączone elementy manicheizmu. Co jest o tyle ciekawe, że wolta zaskakuje, bo znosi oczywistość i przewidywalność scenariusza.

Kryształowy Miecz to pozycja z gatunku heroic fantasy. Dlatego na kartach komiksu, obok magów i wtajemniczonych strażniczek, spotkać możemy różnorakie rasy (Antonomy, Zrzędliwce, Ferosy czy Holguiny), latające smoki, leśne wróżki, zamieszkujące namorzyny dziwaczne zwierzęta i stworki. Mistrzowie Zmysłów wytwarzają cudowne eliksiry i magiczne preparaty. W komiksie widać, że rysownik zadał sobie wiele trudu, aby zaprojektować zdumiewającą rzeczywistość krainy Niebiańskiego Rogu. goupilKażdy element scenografii – roślina, budynek, owad, ptak czy góra – został starannie zaprojektowany i wykonany. Proszę zwrócić uwagę, że w kadrach obok występujących postaci przemykają różnorakie stworzenia i stworzonka. Świat odmalowany przez artystę żyje!

Crisse (właśc. Didier Crispeels) jest artystą, którego możemy pamiętać z serii Kukabura. Belgijski twórca posługuje się wyrazistą i mocną kreską, obrazy są plastyczne (pewnie także za sprawą atrakcyjnych kolorów) i bardzo dynamiczne. Postaciom ewidentnie nadano karykaturalny rys, chlubnym wyjątkiem jest główna bohaterka, która biega w kostiumie zebry. Lecz ona musi być piękna i olśniewająca, tym bardziej że miejscami prezentuje wszystkie swoje cielesne atrybuty.

Historia wymyślona przez Goupila zyskuje na atrakcyjności z każdą kolejną przeczytaną planszą. Coś, co początkowo wydawało się dość sztamową wyprawą inicjacyjną młodocianej wojowniczki, przeradza się zajmujący traktat o manipulacji, dojrzewaniu oraz ambiwalentnej naturze Dobra i Zła. Ustawię Kryształowy Miecz obok serii W poszukiwaniu Ptaka Czasu, ponieważ pozycje łączy wyraźne powinowactwo artystyczne i literackie.

Na zakończenie słów kilka o zawartości tomu. Integrale publikowane przez zoriaOngrys łączy pewna wspólna cecha. Otóż wydawca bardzo się stara, aby blok materiałów dodatkowych był wszechstronny i rozbudowany. Dla przykładu: w porównaniu z belgijską zbiorczą edycją serii Bruce J. Hawker zamieszczono osiem dodatkowych stron. I nie inaczej jest w wypadku Kryształowego Miecza. Oryginalny integral liczył sobie 240 stron, a polski ma ich 344. W materiałach dodatkowych znaleźć możemy szkice postaci wykonane przez Crisse’a, którym towarzyszą krótkie opisy, ekslibrysy, pocztówki oraz okolicznościowe druki z Zorią, okładki uprzednich polskich wydań, a także pierwszy (i jedyny) album drugiego cyklu, który jest dziełem pary zupełnie innych autorów: Kainzowa (scenariusz) oraz Christiana Boubé’a (rysunki). Osobiście polecam odłożyć lekturę Miasta wiatrów na wieczne nigdy.

Jacky Goupil & Kainzow (sc.), Crisse {właśc. Didier Crispeels} & Christian Boubé (rys.), „Kryształowy Miecz. Integral”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Ongrys, Szczecin 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

lepee-de-cristal-crissesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildia Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Dekalog #1: Rękopis | Fatwa

21/10/2016 § Dodaj komentarz


 Kolejnych dziesięć przykazań

decalogueReligia jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały człowieka. Religia jest też jedną z najgorszych rzeczy, jakie go spotkały. Drobne różnice w obrządku czy interpretacji świętych ksiąg stały się świetną podbudową dla politycznych władców, którzy wmówili wyznawcom swoich kościołów, że walczą nie o władzę, lecz o względy duchowe. Skutki tych działań odczuwa większość świata już od kilku wieków. Kilkaset lat walk i konfliktów opiera się na lichej interpretacji przykazań, które zostały objawione wyznawcom setki lat wcześniej. Co by się stało, gdyby okazało się, że oryginalna wersja przykazań była nieco inna, niż ta, którą obecnie zna świat?

W Rękopisie Simon Broemecke to redaktor i tłumacz oraz niespełniony pisarz. Przez swój brak zdecydowania i nieumiejętność zakończenia czegokolwiek stracił nie tylko narzeczoną, ale również poczucie jakiejkolwiek wartości. Jego frank-giroudlos zmieni czysty przypadek – do jego biura przychodzi starsza kobieta i przynosi mu do przejrzenia stary rękopis, przekazywany w jej rodzinie od wielu pokoleń. Autor jest nieznany, jednak kobieta postanawia, że publikacja książki będzie najlepszym sposobem, żeby spuścizna rodziny nie odeszła w zapomnienie. Niestety dopiero śmierć kobiety Simon postanowił przejrzeć rękopis. Jakie było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że zwariowana staruszka oddała w jego ręce istne arcydzieło literackie. Czy oprze się pokusie, by przedstawić je jako swoje dzieło i na zawsze wpisać się do kanonu klasyki literatury? I jakie konsekwencje będzie miała jego decyzja? Czy dzieło sprzed wieków może być czymś więcej, niż mogłoby się wydawać?

Bohaterem albumu Fatwa jest Merwan Khadder – młody człowiek pochodzenia arabskiego, bezrobotny, który żyje we Francji, problemy ze znalezieniem stałej pracy, nie podejmuje próby ustatkowania się. Wolny ptak. giulio-de-vitaCzas spędza ze znajomymi, którzy coraz częściej pogrążają się w islamskim fundamentalizmie. Przez swoją wybuchową naturę i coraz bardziej radykalne poglądy rozstaje się z dziewczyną. Jeszcze tego samego dnia przypadkiem spotyka i rozpoznaje Halida Rizę, pisarza, który badając prawdziwe przekazy sprzed wieków i odnajdując historyczne rękopisy, zakwestionował prawdziwość i zasadność interpretacji Koranu przez imamów. Za sprzeczność z przekazami przywódców religijnych naukowiec został skazany na śmierć, a tego, kto go wykona czeka sława i spora doczesna nagroda. Merwan nie podejrzewa, że krótkie spotkanie odmieni nie tylko jego los, ale również światopogląd.

Dekalog to seria dziesięciu albumów, z których każdy przedstawia oderwaną od innych historię, a które łączy jeden tylko element – wiekowy rękopis dotyczący ponoć pierwszej i prawdziwej wersji dziesięciu przykazań. Dzięki rozbudowanym charakterom bohaterów opowieści są wiarygodne i sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych. Frank Giroud nie tylko kreuje niestereotypowe postaci, ale tak kieruje ich losem, de-vitaże czytelnik od pierwszej do ostatniej strony nie jest w stanie przewidzieć zakończenia. Historie są zaskakujące i nieprzewidywalne, że sprawiają wrażenie wyciętych z prawdziwego życia.

Za oprawę rysunkową kolejnych tomów odpowiadają Joseph Bété oraz Giulio De Vita. Pierwszy z nich tworzy piękną, ekspresyjną grafikę Rękopisu, której ogromną zaletą jest kolor. Delikatna, sprawiająca wrażenie lekko chaotycznej kreska w połączeniu z malarską techniką nakładania barw dały niezwykle ulotny i ciekawy dla oka efekt. De Vita, który zajął się Fatwą, znany jest polskim fanom z interpretacji losów Kriss de Valnor (klik! klik!), femme fatale serii Thorgal. W odróżnieniu od Bété, włoski artysta posługuje się twardą, w pełni opanowaną i zaplanowaną kreską, która stanowi nie tylko dobrą przeciwwagę dla nich, ale również nie ustępuje im jakościowo. Brutalniejsze w wyrazie rysunki odpowiadają równie okrutnej historii.

Za polską edycję Dekalogu odpowiada wydawnictwo Scream Comics, które mimo niedługiego stażu przyzwyczaiło swoich fanów do wysokiej jakości wydań. Również w tym wypadku stanęło na wysokości zadania i każdy z 777 egzemplarzy prezentuje się wybornie la-decalogue– duży format, twarda oprawa z obwolutą oraz świetny papier i druk pozwalają w pełni docenić nie tylko fabułę, ale również dwa odmienne style rysowników.

Jeśli jesteście fanami dobrych, nieprzewidywalnych historii obyczajowych i kryminalnych, Dekalog powinien przypaść wam do gustu. Może nie doświadczycie tutaj sporej dozy akcji, wybuchów ani pościgów, ale na pewno nie zabraknie tutaj postaci z silnymi charakterami, niespodziewanych zwrotów akcji i wiarygodności.

Frank Giroud (sc.), Joseph Bété & Giulio De Vita (rys.), „Dekalog #1: Rękopis | Fatwa”, tłum. Wojciech Birek, Scream Comics, Łódź 2016.

[autor: Paweł Olejniczak]

le-decalogue sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Glénat at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: