Irena #1: Getto

10/06/2017 § Dodaj komentarz


Irena i dzieci z warszawskiego getta

Troje francuskich twórców: Jean-David Morvan, Séverine Tréfouël i David Evrard podjęło się niełatwego zadania – stworzenia komiksu dla najmłodszych czytelników, który opowiada o tym, jak podczas II wojny światowej Irena Sendlerowa ratowała od śmierci żydowskie dzieci uwięzione w getcie warszawskim. Nie jest to ścisła biografia polskiej działaczki, która w 1965 roku została uznana przez instytut Jad Waszem za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. W odautorskiej nocie możemy przeczytać: „Irena Sendlerowa rzeczywiście istniała. Jej historia nas zafascynowała (…). Dostępne materiały nie podają tych samych informacji, czasem nawet sobie zaprzeczają. Przyjęliśmy więc założenie, że nie tworzymy prawdziwej biografii, ale wykorzystujemy fikcję, aby jak najlepiej przekazać ducha walki Ireny”.

Rzecz pomyślana jest jako trzyczęściowa seria, pierwszy odcinek – o podtytule Getto – ukazał się niedawno w Polsce staraniem oficyny Timof i cisi wspólnicy. Akcja komiksu rozpoczyna się w marcu 1941 roku. Na pierwszej planszy widzimy ciężarówkę należącą do Wydziału Opieki Społecznej, która wjeżdża do warszawskiego getta. W chwili przekroczenia szlabanu wkraczamy w „inną” rzeczywistość: potworną, bezprawną, szarą, fatalną i przygnębiającą. Czytelnik ma okazję zobaczyć koszmar życia w tym miejscu oczami protagonistki. Wszędzie ruiny, budynki mają albo zamurowane okna, albo powybijane szyby. Ludzi jest całe mrowie, tłoczą się, zajmują każdy kawałek pustek przestrzeni. Noszą pocerowane łachmany, większość nie ma butów. Na tym tle Sendlerowa i jej współpracownicy wyglądają nadzwyczaj normalnie i godnie.

Podczas wizyty protagonistka rozmawia z umierającą kobietą, która błaga, aby Polka wywiozła z getta jej syna. Aż do następnej wizyty bohaterka bije się z myślami czy zaryzykować życie swoje i współpracowników, aby ratować żydowskie dziecko. Gdy ponownie przyjeżdża na miejsce, to okazuje się, że prosząca o wsparcie i jej syn już nie żyją. Zdarzenie którego jesteśmy świadkami jest przełomowe. Dodatkowo dzięki rozmowie z kierowcą ciężarówki Sendlerowa podejmuje decyzję o natychmiastowemu zaangażowaniu się w ratowanie dzieci na niespotykaną dotąd skalę. Autorom udaje ukazać wyraźną zmianę w myśleniu i postępowaniu bohaterki. Niesamowita jest siła, z jaką przystępuje ona do realizacji wyznaczonego sobie zadania.

Obok scenarzystów i rysownik miał niełatwe zadanie. Jak ukazać potworności życia w getcie, aby nadmiernie nie epatować realizmem? Aby zaintrygować, a nie odstraszyć? Artysta zdecydował się na uproszczony rysunek postaci. Sendlerowa i jej pomocnicy wyglądają bardzo przyjaźnie i sympatycznie, natomiast przedstawienie faszystów ma wyraźnie karykaturalny charakter. Kreska konturu jest wyraźna, dość gruba. Gdy przyjrzymy się jej z bliska, to okaże się, że jest delikatnie karbowana, jakby Davidowi Evrardowi podczas rysowania drżała dłoń. Irena to komiks dla najmłodszych, dlatego na tak wielu kadrach ukazano dzieci, które biegają, bawią się z psem, grają w piłkę, rozmawiają, biją i szarpią – słowem zachowują się normalnie i zgodnie z oczekiwaniami.

Wrażliwość na cierpienie innych, hart i moralna niezłomność Sendlerowej stanowią wzorzec do naśladowania. Daleki jestem o uogólnień i generalizowania, ale wydaje mi się, że współczesna sytuacja polityczna i społeczna powoduje, iż warto dzieci zapoznać z omawianym komiksem. Rzecz prowokuje do rozmowy o okropieństwach wojny, ale i o prawości, odpowiedzialności oraz szlachetności.

Jean-David Morvan & Séverine Tréfouël (sc.), David Evrard (rys.), „Irena #1: Getto”, tłum. Małgorzata Fangrat, Timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2017.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw

13/02/2017 § Dodaj komentarz


 Przystojny młodzieniec, dwie kobiety i rewolucja francuska

Ddampierreurango, flagowy serial autorstwa scenarzysty i rysownika Yvesa Swolfsa, dobrze sobie w naszym kraju radzi. Elemental powoli zbliża się do ukończenia edycji. W grudniu premierę miał album numer dwanaście, czyli przed czytelnikami jeszcze tylko pięć odsłon. Wielbiciele twórczości belgijskiego artysty nie mają jednak powodów do narzekania – mogą sięgnąć teraz po serię Dampierre, która jesienią wystartowała w wydawnictwie Scream Comics. Łódzka oficyna zdecydowała się na publikację dwóch oryginalnych albumów w jednym tomie. Na takiej samej zasadzie ukazują się i inne serie u tego edytora: Dekalog (klik! klik!) czy Dżinn (klik! klik!). W edycji Scream cały cykl Dampierre zamknie się w pięciu zbiorczych tomach.

Pierwsza odsłona zawiera albumy: Czarny świt oraz Czas zwycięstw. Oba są napisane i narysowane przez Swolfsa, dalej, od trzeciego do dziewiątego zeszytu, artysta odpowiada jedynie za scenariusz, wspierają go rysownicy: najpierw Frédéric Delzant (pseud. Éric), następnie Pierre Legein, który napisał także skrypt ostatniej części. Seria ukazywała się w latach 1988 – 2002. Tyle tytułem wstępu. Zajmijmy się w końcu komiksem!

Jest październik 1792 roku. Tytułowy bohater, noszący imię Julian, to ubogi młodzieniec, yves-swolfsktórego poznajemy, gdy wkracza do małego miasteczka w departamencie Wandea. Chłopak udaje się prosto do domu mistrza Forestiera, gdzie chce się nająć do pracy jako stajenny. Robotę dostaje. Wynagrodzenie stanowi nocleg, wikt, opierunek i osiem franków tygodniowo. Młodzieniec najchętniej zrezygnowałby z finansowego uposażenia w zamian za lekcje strzelania i fechtunku. Tak się składa, że jego nowy pan nieprzypadkowo nosi przydomek „mistrz” – jest emerytowanym nauczycielem szermierki, aktualnie zajmującym się wychowaniem dorastającej córki.

Jak można się spodziewać, dziewczyna wpada w oko nowemu stajennemu, który okazuje się być całkiem rozgarniętym typkiem z ambicjami. Umie czytać i pisać, ale także dość dobrze orientuje się w sytuacji politycznej regionu. To ważne, ponieważ scenarzysta umieścił akcję komiksu w bardzo konkretnym miejscu i czasie. We Francji trwa rewolucja, monarchia została obalona, szlachta i duchowieństwo tracą swoje przywileje. W departamencie Wandea wybucha powstanie rojalistyczne. Bezpośrednią przyczyną rewolty był dekret Zgromadzenia Narodowego powołujący pod broń tysiące mężczyzn (czytaj: chłopów). „Inną przyczyną było sukcesywne zastępowanie księży odmawiających ślubowania na Konstytucję cywilną kleru księżmi konstytucyjnymi, co w lokalnym społeczeństwie spotkało się ze złym przyjęciem” (cytat za: Wikipedia: Wojny wandejskie). Buntownikami wywodzącymi się głównie z plebsu dowodziła szlachta, nierzadko zmuszona postawą chłopów (co zostało ukazane w komiksie). Starcia powstańców z armią republikańską były bardzo krwawe.

Wszystkie wspomniane wyżej zdarzenia (i wiele innych) przewijają się na kartach albumu. swolfsPisarz odwołuje się do nich całkowicie bezpośrednio, umieszczając swojego bohatera w centrum historycznych wydarzeń. Chłopak szybko wspina się po szczeblach wojskowej kariery, a udaje mu się to głównie dzięki intymnemu związkowi z pewną markizą. Kobieta dobiła z nim targu. W zamian za protekcję uczyniła go zbrojnym ramieniem i „ostatecznym” narzędziem wendetty wymierzonej w grupę pięciu arystokratów, z którymi spiskował jej mąż.

Gdy zaczęło się robić gorąco, chcąc ratować własną skórę (i majątki), „grupa pięciu” zdradziła markiza de la Roche Saint-Sidier. Niewierność przyjaciół zaprowadziła go na szafot. Przystojny Dampierre jest rozdarty. Nie potrafi się zdecydować czy pozostać wierny swej młodzieńczej miłości, czy nadal korzystać z łoża i opieki markizy.

Fabuła komiksu obfituje w zaskakujące zwroty akcji i zawiera wiele innych wątków, które nie zawsze łączą się bezpośrednio z protagonistą. Scenariusz omawianej pozycji jest precyzyjnie zbudowany. Jak na opowieść, która liczy sobie prawie sto stron, całość jawi się interesująco i zajmująco. Akcja prowadzona jest burzliwie. Zmieniają się lokacje: a to alkowa i łóżko markizy, a to rynek w miasteczku, a to stajnia, a to las. Całość obfituje w sceny walki (klasyczne pojedynki na szpady) i krwawe bitwy. Sporo jest także wstawek obyczajowych i stricte historycznych. Szkoda, że rodzimy wydawca nie pokusił się o krótkie posłowie, w którym zostałoby przybliżone tło historyczne i społeczne wydarzeń.

Za oprawę graficzną pierwszego zbiorczego tomu odpowiada Swolfs. Całość narysowana jest realistyczną, dampierre-swolfscienką kreską. Artysta dołożył wszelkich starań, aby bardzo precyzyjnie odwzorować historyczną scenografię: od mundurów, nakryć głowy i krynolin, poprzez narzędzia chłopów oraz broń żołnierzy, a skończywszy na budynkach i rozległych plenerach. W drugiej opowieści (Czas zwycięstw) sporo zdarzeń rozgrywa się na łonie natury. Muszę przyznać, że przedstawienie przyrody mnie urzekło. Plansze są po prostu klasycznie piękne.

Lektura dała mi sporo satysfakcji. Szkoda, że w Polsce nie produkuje się tego typu opowieści: historycznych i zarazem rozrywkowych. Mam wrażenie, że recenzowany komiks przeszedł w naszym kraju bez echa. Aż żal, bo to ciekawa i żywiołowo opowiedziana historia. A na dokładkę wizualnie atrakcyjna. Wielbiciele komiksów przygodowych spod znaku płaszcza i szpady koniecznie powinni się z omawianą pozycją zaznajomić.

Yves Swolfs (sc. & rys.), „Dampierre #1: Czarny świt | Czas zwycięstw”, tłum. Jakub Syty, Scream Comics, Łódź 2016.

 [scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 4+] 

dampierre-swolfssklep {komiks można kupić tu: klik! klik!gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Kryształowy Miecz. Integral

21/11/2016 § Dodaj komentarz


Strażniczko, nie daj się zwyciężyć złu!

krysztalowy-mieczW ubiegłym miesiącu dla wielbicieli komiksu europejskiego wydawnictwo Ongrys przygotowało nie lada niespodziankę. Zapowiadaną, ale jednak miłą i zdumiewającą. W końcu po dwóch wcześniejszych, nieudanych próbach wydawniczych do księgarń trafiło pełne wydanie cyklu Kryształowy Miecz, autorstwa Jacky’a Goupila (scenariusz) i Crisse’a (rysunki). W latach 1993-1994 oficyna Prószyński i S-ka opublikowała trzy albumy serii (jako Kryształowa szpada), a w latach 2002-2003 wydawnictwu Amber udało się wypuścić tylko dwa pierwsze tomy.

Oryginalnie pierwszy cykl serii, który ukazywał się w latach 1989-1994, liczy sobie pięć odsłon, cykl drugi został skasowany po pierwszym zeszycie, wydanym w 2004 roku. Całość, czyli wszystkie sześć albumów, znalazło się w zbiorczej edycji przygotowanej przez szczecińską oficynę. Warto wspomnieć, że w integralu zamieszczono całą masę dodatków (będę jeszcze o tym pisał). Nie należy także zapominać, że zgodnie z dobrą tradycją wprowadzoną przez edytora, czytelnicy mają do wyboru albo kupić zbiorcze wydanie, albo pojedyncze tomy. Osobiście proponuję, ze względu na bonusy i możliwość natychmiastowego przeczytania całości, zdecydować się na pierwszą propozycję.

W wielkim skrócie fabuła przedstawia się następująco: raz na pięć stuleci magicznycrisse talizman, który chroni i utrzymuje równowagę w krainie Niebiańskiego Rogu, traci moc. Młodej Zorii zostaje powierzone odpowiedzialne zadanie odbudowania pierwotnej potęgi amuletu i ocalenie rodzinnego świata przed pogrążeniem się w ciemności i niebycie. Chcąc tego dokonać musi opuścić Aneith – zniedołężniałą i bliską śmierci aktualną strażniczkę Pentagramu – która wychowała ją niczym matka. Nasza bohaterka wyrusza w długą i pełną niebezpieczeństw podróż. Musi odnaleźć pięciu magów (Mistrzów Zmysłów) i odebrać od nich pięć tajemniczych artefaktów (masek). Moc masek zgromadzonych razem ponownie uaktywni talizman.

Tak początkowo przedstawia się misja długonogiej, skąpo ubranej wojowniczki. Z biegiem akcji sprawy zaczynają się poważnie komplikować, bo pod początkowo oczywistymi i szlachetnymi motywacjami bohaterów ukrywa się bałamutne oszustwo. Fabuła zaludniona została różnorakimi postaciami, większość z nich na pierwszy rzut oka kieruje się dobrem. Na wskroś zły jest „czarny Pan”: Nicość, Śmierć i Diabeł (przydomków ma wiele). To on jest kardynalnym antagonistą didier-crispeelsZorii, to on nie chce dopuścić do odnowienia mocy Pentagramu, to on zrobi wszystko, aby Beryl (tytułowy Kryształowy Miecz) nie odzyskał dawnego blasku i nie stał się śmiertelną – dla niego – bronią.

W warstwie fabularnej mamy poniekąd modelową walkę Dobra ze Złem. Napisałem „poniekąd” ponieważ na czytelników czeka niemałe zaskoczenie. W pewnym momencie scenarzysta odchodzi od biblijnego postrzegania pierwiastków natury. Do wątku głównego wyraźnie zostają włączone elementy manicheizmu. Co jest o tyle ciekawe, że wolta zaskakuje, bo znosi oczywistość i przewidywalność scenariusza.

Kryształowy Miecz to pozycja z gatunku heroic fantasy. Dlatego na kartach komiksu, obok magów i wtajemniczonych strażniczek, spotkać możemy różnorakie rasy (Antonomy, Zrzędliwce, Ferosy czy Holguiny), latające smoki, leśne wróżki, zamieszkujące namorzyny dziwaczne zwierzęta i stworki. Mistrzowie Zmysłów wytwarzają cudowne eliksiry i magiczne preparaty. W komiksie widać, że rysownik zadał sobie wiele trudu, aby zaprojektować zdumiewającą rzeczywistość krainy Niebiańskiego Rogu. goupilKażdy element scenografii – roślina, budynek, owad, ptak czy góra – został starannie zaprojektowany i wykonany. Proszę zwrócić uwagę, że w kadrach obok występujących postaci przemykają różnorakie stworzenia i stworzonka. Świat odmalowany przez artystę żyje!

Crisse (właśc. Didier Crispeels) jest artystą, którego możemy pamiętać z serii Kukabura. Belgijski twórca posługuje się wyrazistą i mocną kreską, obrazy są plastyczne (pewnie także za sprawą atrakcyjnych kolorów) i bardzo dynamiczne. Postaciom ewidentnie nadano karykaturalny rys, chlubnym wyjątkiem jest główna bohaterka, która biega w kostiumie zebry. Lecz ona musi być piękna i olśniewająca, tym bardziej że miejscami prezentuje wszystkie swoje cielesne atrybuty.

Historia wymyślona przez Goupila zyskuje na atrakcyjności z każdą kolejną przeczytaną planszą. Coś, co początkowo wydawało się dość sztamową wyprawą inicjacyjną młodocianej wojowniczki, przeradza się zajmujący traktat o manipulacji, dojrzewaniu oraz ambiwalentnej naturze Dobra i Zła. Ustawię Kryształowy Miecz obok serii W poszukiwaniu Ptaka Czasu, ponieważ pozycje łączy wyraźne powinowactwo artystyczne i literackie.

Na zakończenie słów kilka o zawartości tomu. Integrale publikowane przez zoriaOngrys łączy pewna wspólna cecha. Otóż wydawca bardzo się stara, aby blok materiałów dodatkowych był wszechstronny i rozbudowany. Dla przykładu: w porównaniu z belgijską zbiorczą edycją serii Bruce J. Hawker zamieszczono osiem dodatkowych stron. I nie inaczej jest w wypadku Kryształowego Miecza. Oryginalny integral liczył sobie 240 stron, a polski ma ich 344. W materiałach dodatkowych znaleźć możemy szkice postaci wykonane przez Crisse’a, którym towarzyszą krótkie opisy, ekslibrysy, pocztówki oraz okolicznościowe druki z Zorią, okładki uprzednich polskich wydań, a także pierwszy (i jedyny) album drugiego cyklu, który jest dziełem pary zupełnie innych autorów: Kainzowa (scenariusz) oraz Christiana Boubé’a (rysunki). Osobiście polecam odłożyć lekturę Miasta wiatrów na wieczne nigdy.

Jacky Goupil & Kainzow (sc.), Crisse {właśc. Didier Crispeels} & Christian Boubé (rys.), „Kryształowy Miecz. Integral”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Ongrys, Szczecin 2016.

[scenariusz: 4+, rysunki: 4, kolory/cienie: 4+]

lepee-de-cristal-crissesklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildia Recenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Dekalog #1: Rękopis | Fatwa

21/10/2016 § Dodaj komentarz


 Kolejnych dziesięć przykazań

decalogueReligia jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie spotkały człowieka. Religia jest też jedną z najgorszych rzeczy, jakie go spotkały. Drobne różnice w obrządku czy interpretacji świętych ksiąg stały się świetną podbudową dla politycznych władców, którzy wmówili wyznawcom swoich kościołów, że walczą nie o władzę, lecz o względy duchowe. Skutki tych działań odczuwa większość świata już od kilku wieków. Kilkaset lat walk i konfliktów opiera się na lichej interpretacji przykazań, które zostały objawione wyznawcom setki lat wcześniej. Co by się stało, gdyby okazało się, że oryginalna wersja przykazań była nieco inna, niż ta, którą obecnie zna świat?

W Rękopisie Simon Broemecke to redaktor i tłumacz oraz niespełniony pisarz. Przez swój brak zdecydowania i nieumiejętność zakończenia czegokolwiek stracił nie tylko narzeczoną, ale również poczucie jakiejkolwiek wartości. Jego frank-giroudlos zmieni czysty przypadek – do jego biura przychodzi starsza kobieta i przynosi mu do przejrzenia stary rękopis, przekazywany w jej rodzinie od wielu pokoleń. Autor jest nieznany, jednak kobieta postanawia, że publikacja książki będzie najlepszym sposobem, żeby spuścizna rodziny nie odeszła w zapomnienie. Niestety dopiero śmierć kobiety Simon postanowił przejrzeć rękopis. Jakie było jego zdziwienie, kiedy okazało się, że zwariowana staruszka oddała w jego ręce istne arcydzieło literackie. Czy oprze się pokusie, by przedstawić je jako swoje dzieło i na zawsze wpisać się do kanonu klasyki literatury? I jakie konsekwencje będzie miała jego decyzja? Czy dzieło sprzed wieków może być czymś więcej, niż mogłoby się wydawać?

Bohaterem albumu Fatwa jest Merwan Khadder – młody człowiek pochodzenia arabskiego, bezrobotny, który żyje we Francji, problemy ze znalezieniem stałej pracy, nie podejmuje próby ustatkowania się. Wolny ptak. giulio-de-vitaCzas spędza ze znajomymi, którzy coraz częściej pogrążają się w islamskim fundamentalizmie. Przez swoją wybuchową naturę i coraz bardziej radykalne poglądy rozstaje się z dziewczyną. Jeszcze tego samego dnia przypadkiem spotyka i rozpoznaje Halida Rizę, pisarza, który badając prawdziwe przekazy sprzed wieków i odnajdując historyczne rękopisy, zakwestionował prawdziwość i zasadność interpretacji Koranu przez imamów. Za sprzeczność z przekazami przywódców religijnych naukowiec został skazany na śmierć, a tego, kto go wykona czeka sława i spora doczesna nagroda. Merwan nie podejrzewa, że krótkie spotkanie odmieni nie tylko jego los, ale również światopogląd.

Dekalog to seria dziesięciu albumów, z których każdy przedstawia oderwaną od innych historię, a które łączy jeden tylko element – wiekowy rękopis dotyczący ponoć pierwszej i prawdziwej wersji dziesięciu przykazań. Dzięki rozbudowanym charakterom bohaterów opowieści są wiarygodne i sprawiają wrażenie dobrze przemyślanych. Frank Giroud nie tylko kreuje niestereotypowe postaci, ale tak kieruje ich losem, de-vitaże czytelnik od pierwszej do ostatniej strony nie jest w stanie przewidzieć zakończenia. Historie są zaskakujące i nieprzewidywalne, że sprawiają wrażenie wyciętych z prawdziwego życia.

Za oprawę rysunkową kolejnych tomów odpowiadają Joseph Bété oraz Giulio De Vita. Pierwszy z nich tworzy piękną, ekspresyjną grafikę Rękopisu, której ogromną zaletą jest kolor. Delikatna, sprawiająca wrażenie lekko chaotycznej kreska w połączeniu z malarską techniką nakładania barw dały niezwykle ulotny i ciekawy dla oka efekt. De Vita, który zajął się Fatwą, znany jest polskim fanom z interpretacji losów Kriss de Valnor (klik! klik!), femme fatale serii Thorgal. W odróżnieniu od Bété, włoski artysta posługuje się twardą, w pełni opanowaną i zaplanowaną kreską, która stanowi nie tylko dobrą przeciwwagę dla nich, ale również nie ustępuje im jakościowo. Brutalniejsze w wyrazie rysunki odpowiadają równie okrutnej historii.

Za polską edycję Dekalogu odpowiada wydawnictwo Scream Comics, które mimo niedługiego stażu przyzwyczaiło swoich fanów do wysokiej jakości wydań. Również w tym wypadku stanęło na wysokości zadania i każdy z 777 egzemplarzy prezentuje się wybornie la-decalogue– duży format, twarda oprawa z obwolutą oraz świetny papier i druk pozwalają w pełni docenić nie tylko fabułę, ale również dwa odmienne style rysowników.

Jeśli jesteście fanami dobrych, nieprzewidywalnych historii obyczajowych i kryminalnych, Dekalog powinien przypaść wam do gustu. Może nie doświadczycie tutaj sporej dozy akcji, wybuchów ani pościgów, ale na pewno nie zabraknie tutaj postaci z silnymi charakterami, niespodziewanych zwrotów akcji i wiarygodności.

Frank Giroud (sc.), Joseph Bété & Giulio De Vita (rys.), „Dekalog #1: Rękopis | Fatwa”, tłum. Wojciech Birek, Scream Comics, Łódź 2016.

[autor: Paweł Olejniczak]

le-decalogue sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Królewska krew #1: Świętokradcze zaślubiny

05/06/2016 § Dodaj komentarz


 Królewskie zło

krolewska krewFestiwal twórczości Alejandro Jodorowsky’ego trwa w najlepsze. Wydawcy nadrabiają wieloletnie zaległości. Niedawno, do całkiem sporego zestawu komiksów powstałych według jego scenariuszy, łódzka oficyna Scream Comics dorzuciła kolejną cegiełkę. Chodzi o album Świętokradcze zaślubiny, który należy do trylogii Królewska krew. W oryginale rzecz ukazywała się w wydawnictwie Glénat latach 2010-2013.

Opowieść rozgrywa się w realiach, które przypominają jesień średniowiecza. Jednak nie jest to komiks historyczny, a raczej swoiste fantasy, w którym scenarzysta bardzo mocno skupia się na motywacji i zachowaniu swoich bohaterów. Akcja rozpoczyna się na polu bitwy, dwie armie rozdzielone są rzeką. Sang Royal Noces SacrilègesNajeźdźcy trochę przypominają Maurów. Obrońców prowadzi zakuty w srebrzystą zbroję król Alvar, który wyzywa wrażego dowódcę na pojedynek. Walka nie trwa długo, już po chwili król tryumfuje, ale nikczemny żołdak wypuszcza strzałę, która rani go nieomal śmiertelnie. Alvar zostaje wywieziony z pola bitwy przez kuzyna, aby podtrzymać morale żołnierzy Alfred zakłada królewską zbroję, ma udawać władcę i poprowadzić wojska do zwycięstwa, a dopiero potem wrócić po swego suwerena. Jednak, gdy tylko Alfred przywdziewa zbroję cała lojalność pryska. Nie zabija kuzyna, ale zostawia go na pewną śmierć.

Umierającego znajduje garbata wiedźma, która przywraca go do życia. SANG-ROYALMikstura, którą mu podała, odbiera mu pamięć, czyniąc zeń na wiele lat swego seksualnego niewolnika. Z biegiem akcji oddalamy się od realnego przedstawienia rzeczywistości, robi się coraz dziwniej, straszniej i brutalniej. Scenarzysta próbuje zaszokować czytelnika. Nie poświęca za dużo uwagi na rozbudowywanie zaplecza emocjonalnego bohaterów: źli ludzie są po prostu źli i kierują się pierwotnymi instynktami (zabić, zjeść & zaruchać). Właściwie wszystkie występujące postaci są złe i zwichrowane. Podobnego zabiegu użył George R.R. Martin budując przedstawicieli rodu Lannisterów.

Po pierwszym tomie serial Królewska krew zasługuje na uwagę głównie za sprawą oprawy graficznej, za którą odpowiada chiński rysownik Liu Dongzi. Posługuje się on cienką kreską, którą zestawia z jakimiś komputerowymi działaniami nadając przedstawieniom postaci niecodzienną i nienaturalną gładkość. Najlepiej wypadają dynamiczne sceny walki, atrakcyjne są także rozbierane i łóżkowe sceny.

Jodorowsky

Podsumowując: chilijski pisarz umyślił sobie, że „przeskoczy” samego Szekspira. Szczodrze obdarzył swoje postaci nieszczęściami, różnymi zboczeniami i zwyrodnieniami. Fabuła jest grubymi nićmi szyta, logika wydarzeń szwankuje. Rażą również patetyczne dialogi. Całość wymaga od czytelnika sporej dozy wyrozumiałości i wiary w to, że w kolejnych albumach historia się uatrakcyjni.

Alejandro Jodorowsky (sc.), Dongzi Liu (rys.), „Królewska krew #1: Świętokradcze zaślubiny”, tłum. Wojciech Birek, Scream Comics, Łódź 2016.

[scenariusz: 3-, rysunki: 4, kolory/cienie: 4-]

dongzi liusklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Konungowie #1: Najazdy

17/05/2016 § Dodaj komentarz


 Wikingowie nie zawsze receptą na sukces

Konungar1Wydawać by się mogło, że pomieszczenie w jednej opowieści dzielnych Wikingów, śmiertelnie niebezpiecznych Centaurów, podstępnych Celtów, bratobójczych walk o władzę, opiekę asgardzkich bogów, pradawnej magii, która ożywia krwiożerczych Berserków, to przepis na wciągającą i dynamiczną historię, która musi okazać się murowanym sukcesem. Jednakże pierwszy album serialu Konungowie rozczarowuje na całej linii.

Album zaczyna się od najazdu wielgaśnych Centaurów na królestwo Alstavik. W tym samym czasie celtycki lud Mog Ruith napada na ziemie Rildriga, chcą przejąć szlaki handlowe. Nordyckie królestwo jest podzielone z jednej strony na zwolenników panującego Konunga, a z drugiej na sprzyjających jego bratu. Obaj walczą o sukcesję od śmierci ojca. Trwająca od dekady bratobójcza wojna zdestabilizowała państwo. Istnieje obawa, że nadchodzące zagrożenia z zewnątrz doprowadzą do jego upadku. Sytuację próbuje ratować księżniczka Elfi, która życzy sobie pokoju między braćmi.

Scenarzystą komiksu jest Sylvain Runberg. Autor znany w naszym kraju, 09-Konungowie1za sprawą całkiem oryginalnej serii science fiction Orbital, która wydawana była przez oficynę Taurus Media. Belgijski pisarz średniego pokolenia (ur. w 1971 roku) tym razem próbował złapać za dużo srok za ogon. Nie można powiedzieć, że narracja jest źle poprowadzona. Akcja dzieje się na dwóch, sprawnie przeplatających się, płaszczyznach czasowych. Wydarzenia wynikają z siebie, ale jest ich zbyt wiele, panuje chaos informacyjny. Brakuje dynamiki i emocji, poczucia realnego zagrożenia. Czytelnik nie uświadczy żadnego dramatycznego suspensu czy zwrotu akcji.

Za warstwę graficzną odpowiada chiński rysownik posługujący się pseudonimem Juzhen. Plansze skomponowane zostały klasycznie, w stylu dobrze znanym z komiksów frankofońskich, co trochę dziwi. KonungowieArtysta ma wyraźne problemy z nadaniem dynamiki swoim postaciom. Nawet sceny walki są monumentalne i statyczne, jakby antagoniści byli figurkami, które dopiero pozują do storyboardu. Z mimiką też nie jest najlepiej, podczas większość ujęć i najazdów twarze pozbawione są jakichkolwiek zmarszczek czy bruzd, zieje z nich pustka, nic nie wyrażają. Album zaludniony jest w 99,99 % przez mężczyzn, którzy wyglądają jak biblijne olbrzymy (nefilim). Natomiast przedstawienie księżniczki Elfi ma w sobie coś mangowego: świecące, półotwarte usta, wielkie oczy, obfity biust i wąską talię. Rysownik ma niejakie problemy ze skrótami anatomicznymi, które próbuje ukryć w mroku i cieniu, bo Juzhen także odpowiada za kolory w albumie.

Konungowie to trylogia, której pierwszy tom wypada bardzo blado. W niewielkim stopniu zainteresuje fanów fantasy i miłośników nordyckiej mitologii. Rzecz dla wytrwałych i do jednorazowej lektury.

Sylvain Runberg (sc.), Juzhen {pseud.} (rys.), „Konungowie #1: Najazdy”, przeł. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 880, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.

 [scenariusz: 2, rysunki: 2-, kolory/cienie: 3+]

Konungowiesklep {komiks można kupić tu: klik! klik!aleja komiksu

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Bouncer: Do piekła i z powrotem

12/12/2015 § Dodaj komentarz


Piekło jest w nas?

bouncerW 2007 roku wydawnictwo Egmont opublikowało zbiorcze wydanie serii Bouncer, które zawierało albumy od 1 do 5. W kolejnych latach, mimo tego że na frankofońskim rynku ukazały się 4 kolejne pozycje, polscy czytelnicy nie mieli okazji zapoznać się z przygodami jednorękiego wykidajły. Dopiero w listopadzie tego roku Taurus Media, na fali czytelniczego zainteresowania komiksowymi westernami, zdecydowało się opublikować kolejny zbiorczy tom, który nosi tytuł Do piekła i z powrotem. Wewnątrz pomieszczono dwa ostatnie tomy serii – 8 i 9 – które stanowią narracyjną całość.

Akcja omawianego serialu, której autorami są legendarny chilijski scenarzysta Alejandro Jodorowsky oraz francuski rysownik François Boucq, rozgrywa się w bliżej nieokreślonym czasie w położonym gdzieś pograniczu amerykańsko-meksykańskim Dzikiego Zachodu miasteczku Barro-City. Tytułowy bohater zatrudniony jest w saloonie Joba jako wykidajło. I chociaż posiada tylko jedną, lewą rękę jest sprawnym rewolwerowcem.

Całość rozpoczyna się w ośnieżonych górach. Widzimy opatulonego w ponczo jeźdźca, bouncer-3który ucieka przed watahą wilków. Początkowo nie wiemy, jak bohater się tu znalazł i w jaką kabałę się wplątał. Początkowe sceny mają charakter retrospekcji. Protagonista zdaje relację z wydarzeń, które doprowadziły go na białe, górskie pustkowie. Kolejne treści wyjaśniające przedstawiane są czytelnikowi powoli a systematycznie, niczym karty wykładane na stół podczas pokerowej rozgrywki. Początkowo wieczór Bouncera zapowiadał się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Siedział i grał w karty, szczęście mu sprzyjało, stos dolarów rósł systematycznie, gdy nagle do szulerni wpada Blabbermouth, przynosząc grobowe wieści z saloonu, gdzie doszło do awantury, w której ucierpiał pracodawca bohatera i jego kobieta – Indianka, Sakayaweya spodziewająca się dziecka.

bouncer 9

Szybko wychodzi na jaw, kto jest sprawcą zdarzenia. Niejaki Pretty John, syn dyrektora więzienia Deep End, który wespół z trzema oprychami próbuje umknąć przed sprawiedliwością, chroniąc się w przybytku zarządzanym przez ojca. Bouncer bierze na siebie odpowiedzialność doprowadzenia sprawcy zbrodni przed sąd. W gruncie rzeczy dopiero w tym miejscu rozpoczyna się właściwa opowieść. Pchany przez rządzę zemsty i niepomny na dobre rady jednoręki rewolwerowiec podąża za pięknym Johnem prosto w paszczę Diabła.

Czy tytułowe piekło, to realne miejsce? Więzienie Deep End? A może nieprzyjazna pustynia, Jodorowskyktóra je otacza? A może Jodorowsky powtarza za Sartrem, że „piekło to inni”? Z pozoru prosta fabuła, niby żywcem przeszczepiona ze spaghetti westernów, daje różne możliwości interpretacji. Podczas lektury czytelnik miast skupiać się na meandrach akcji, zaczyna zwracać uwagę na psychologię postaci. Interesujący jest nie tylko główny bohater czy jego antagonista, ale także matka Pretty Johna, Indianie Czarny Sokół i Goyathly oraz grupa przerażających Skullsów.

Lektura recenzowanej pozycji jest więcej niż satysfakcjonująca, ponieważ atrakcyjna fabuła współgra z intrygującą oprawą graficzną francuskiego rysownika. Album „Do piekła i z powrotem” nie wymaga znajomości wcześniejszych rzeczy. Nie jest to rzecz miła ani przyjemna, ale może tym bardziej wciągająca. Pewnie nie tylko ja chciałbym, aby Taurus Media (albo jakiś inny wydawca) opublikował wszystkie wcześniejsze albumy serii. Jestem przekonany, że wiele osób chciałby poznać wcześniejsze przygody jednorękiego wykidajły.

Alexandro Jodorowsky (scen.), François Boucq (rys.), „Bouncer: Do piekła i z powrotem”, tłum. Jakub Syty, Wydawnictwo Taurus Media, Piaseczno 2015.

[scenariusz: 5-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

niedzwiedzsklepkomiks można kupić tu: klik! klik!Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Glénat at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: