Punisher Max. Tom 3

11/01/2018 § Dodaj komentarz


 Punisher: seks i przemoc

Pierwszy komiks z Punisherem przeczytałem, kiedy miałem osiem czy dziewięć lat. Nie pamiętam o czym był, ale jedna rzecz została mi w pamięci na zawsze: scena, w której Frank Castle walczył z rekinem. Dlatego też niniejszy tom obudził we mnie sentymentalne uczucia – tu także Mściciel znajduje się w podobnej sytuacji. Trzecia część cyklu Punihser Max pisanego przez Ennisa, to kawał rewelacyjnego komiksu. Pełnego seksu, przemocy, okrucieństwa i brudu, ale też i emocji oraz akcji. Całość podana wprawdzie w wulgarny, ale znakomity sposób.

Co tym razem czeka na Franka? W trakcie rutynowego polowania na przestępców, Mściciel staje się świadkiem walki pewnej kobiety z napastnikami. Oczywiście wkracza do akcji, ratuje, wykańcza wrogów i jednocześnie angażuje się w sprawę, z jaką nie miał zbyt wiele do czynienia w swojej karierze. Punisher słynnie w końcu z walki z mafią, handlarzami narkotyków etc., teraz przyjdzie mu jednak stawić czoła handlarzom ludzi pochodzącym ze Wschodniej Europy, którzy do łatwych przeciwników nie należą. Weterani czystek etnicznych, gotowi są na prawdziwą wojnę byle pilnować swoich interesów, a na dodatek nie istnieje chyba zbrodnia, której by się nie dopuścili. Jakby tego było mało, w sprawę angażuje się także policja…

W Barakudzie, czyli w drugiej opowieści, Frank zajmuje się tropieniem handlarzy narkotyków. Media i policja interesują się nim bardziej, niż dotychczas. Wszystko to sprawia, że nasz mściciel trafia do Miami, gdzie przyjdzie mu rozliczyć się z pewną korporacją i stawić czoła Barakudzie, kolejnemu choremu szaleńcowi, z jakim zetknął go los.

Martwe dzieci, zmuszone do prostytucji kobiety, rozczłonkowane ciała, płonący żywcem ludzie, ofiary pożerane przez rekiny… Garth Ennis, twórca Kaznodziei (klik! klik!), nie zwalnia tempa, a pisane przez niego opowieści cały czas utrzymują wysoki poziom. Całość jest brutalna, przepełniona chorą przemocą i ostrym seksem, ale jednocześnie wciąga, emocjonuje i potrafi zachwycić. Zresztą drastyczność także należy do zalet cyklu – ekstremalne wrażenia mają w końcu swoją wartość. Ennis często przekracza wprawdzie granice absurdu, ale robi to z takim wdziękiem, że możemy przymknąć na to oko.

Znakomicie wypadają też szata graficzna i wydanie. Pierwsza, choć za poszczególne historie odpowiadają różni artyści, zawsze jest brudna, krwawa, mroczna i mocno skupiona na makabrycznych detalach. I zawsze jest też udana, bo rysownicy wybrani do przeniesienia na papier wizji Ennisa są znakomici w swoim fachu. Co się zaś tyczy wydania, mamy tu papier kredowy, twardą oprawę, bardzo dobrą jakość całości i całkiem sporą galerię szkiców.

Jeśli szukacie mocnego komiksowego dreszczowca dla dorosłych, to Punisher Max będzie strzałem w dziesiątkę. Nie jest to oczywiście seria dla wszystkich, ale miłośnicy brutalnych sensacji w stylu filmów Tarantino czy Rodrigueza będą zachwyceni. Tytuł wart polecenia, jak rzadko który od Marvela.

Garth Ennis (sc.), Leandro Fernández & Goran Parlov (rys.), „Punisher Max. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1258, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Punisher Max. Tom 2

05/12/2017 § Dodaj komentarz


  Zimna wojna Punishera

Punisher Max Gartha Ennisa (scenarzysty takich serii, jak: Kaznodzieja, Hellblazer czy Chłopaki) to zdecydowanie jeden z najlepszych tytułów, jakie ma do zaoferowania seria Marvel Classic. Mroczna, brutalna, zniesmaczająca, ale poruszająca, intrygująca i dojrzała. Oferuje ekstremalną rozrywkę w stylu filmów Quentina Tarantino, podaną w znakomitym stylu. Pierwszy tom wysoko postawił poprzeczkę (klik! klik!), drugi na szczęście trzyma poziom, oferując nawet jeszcze więcej brudu i akcji niż dotychczas.

Nikt tak „dobrze” jak Punisher nie radzi sobie z przestępcami. Wiedzą o tym wszyscy, którzy zaliczają się do półświatka, wiedzą też władze i stróże prawa, dlaczego więc rząd miałby pozostać na to ślepy? Całkiem niedawno temu nasz bohater dostał propozycję działania dla rządu właśnie – odmówił (i to w typowy dla siebie sposób), teraz jednak na prośbę Nicka Fury’ego podejmuje się zadania, któremu chyba nikt inny by nie podołał.

Otóż istnieje niezwykle morderczy wirus nazywany Barbarossa, jednak przepadły wszelkie jego próbki poza jedną znajdującą się w ciele małej dziewczynki. Tę złapali Rosjanie i chcą wyizolować wirus, ale bez posiadanych przez Amerykan informacji nie są w stanie tego zrobić. Jakby tego było mało, dziecko dostało antidotum i wirus przepadnie w ciągu 48 godzin, dlatego Punisher ma niewiele czasu by uratować małą i jednocześnie nie dać się złapać rosyjskim oddziałom. Kiedy wraz z partnerem zostaje uwięziony w nuklearnej bazie, zaczyna się rzeź, która może wywołać trzecią wojnę światową i zrównać z ziemia całą Rosję, dlatego też amerykańscy wojskowi dają zielone światło bestialskiej operacji mającej na celu odsunięcie od siebie wszelkich podejrzeń.

W drugiej opowieści gangster Nicky Cavella, szaleniec, jakich nie spotyka się co dzień, wpada na pomysł zniszczenia Punishera. Na dobry początek odkopuje i bezcześci zwłoki rodziny mściciela, co nagrywa i podsyła wszystkim stacjom telewizyjnym. Zaraz po tym rozpoczyna kolejne działania, które pogrążają Nowy Jork w brutalnym chaosie, a to zaledwie wstęp…

W bieżącej odsłonie Ennis, o wiele mocniej niż poprzednio, sięga po uwielbiane przez siebie tematy. Wprawdzie kwestie religijne nie są tu prawie wcale poruszane, ale mamy dużo seksu, przemocy, wojennych klimatów i bestialstwa wszelkiej maści. Od kazirodztwa i kanibalizmu, przez więzienną rzeczywistość i bezlitosną politykę ukazującą wojskowych jako gorszych od terrorystów, na wnikaniu w gangsterskie realia i mordowaniu członków rodziny skończywszy, Ennis z typowym dla siebie uwielbianiem zanurza się w brudzie, czerpiąc wręcz chorą satysfakcję z wrażenia, jakie wywołuje efekt finalny. Ale nie jest to tylko i wyłącznie epatowanie kontrowersjami dla samych kontrowersji, wiąże się z tym bowiem całkiem sporo głębi, która zmusza do refleksji.

Oczywiście autor nie zapomina o solidnej dawce akcji. Zaczyna się szpiegowsko-wojenną historią, w stylu Johna Rambo, gdzie Punisher masakruje rosyjskie oddziały strzelając do żołnierzy z działka przeciwlotniczego. Potem mamy typowe dla serii gangsterskie klimaty, gdzie brutalność przekracza granice dobrego smaku. A wszystko to podane w realistyczny, poważny, dojrzały i wulgarny sposób, bez mieszania do wydarzeń jakichkolwiek marvelowskich herosów (Fury się nie liczy, jako że przede wszystkim jest agentem i nie posiada żadnych mocy). Do tego mamy też znakomitą szatę graficzną – choć przyznam szczerze, że drugą z zawartych tu opowieści chciałbym zobaczyć w wykonaniu Johna Romity Jr., który udowodnił Kick Assem jak doskonale czuje podobne klimaty (i ze zmienionym kolorem, choć ten też jest całkiem niezły) – i świetne wydanie.

Nic tylko polecać lekturę. To w końcu, jak już wspominałem, jedna z najlepszych opowieści Marvela wydawanych na naszym rynku i warto ją poznać, choć zdaję sobie sprawę, że nagromadzenie brutalności nie każdemu się spodoba.

Garth Ennis (sc.), Doug Braithwaite & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 2”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1172, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Punisher Max. Tom 1

16/05/2017 § 2 Komentarze


Punisher na maxa

Kiedy w roku 2000 Garth Ennis, świeżo po skończeniu pracy nad swoim opus magnum Kaznodzieją, przejął pisanie przygód marvelowskiego mściciela, Punisher nie miał się najlepiej. Zabity, a następnie wskrzeszony w miniserii Purgatory stał się „niebiańskim” agentem pracującym zarówno dla aniołów, jak i demonów. To się nie mogło udać, dlatego Ennis z miejsca odrzucił kontynuowanie fabuły i skupił się na walce Franka Castle’a z gangsterami i bandytami. Dwunastoczęściowy run, zatytułowany Witaj w domu, Frank okazał się strzałem w dziesiątkę, a irlandzki scenarzysta dostał możliwość napisania nie tylko kilku oneshotów i miniserii, ale też całego cyklu, a potem i kolejnego, już w ramach linii Max przeznaczonej dla dorosłych czytelników. I to właśnie te ostatnie przygody, krwawe, brutalne i wulgarne, trafiły niedawno do rąk polskich czytelników. I chociaż przemoc osiąga w pierwszym tomie serii absurdalne rozmiary, mimo wszystko jest to rewelacyjny komiks, który czyta się jednym tchem.

Historia w nim opowiedziana jest w zasadzie prosta. Punisher morduje kolejnych gangsterów – bossów, pomniejszych żołnierzy czy nawet „emerytowanych” już członków mafijnych rodzin – i to masowo. Chce ich zabijać tak długo, aż przestaną pojawiać się kolejni na ich miejsce. Osaczeni przestępcy chcą się pozbyć wroga za wszelką cenę, ale nie tylko oni polują na Mściciela. Pewna tajemnicza grupa nie tylko jest w stanie go wyśledzić, ale także ma po swojej stronie Micro, dawnego współpracownika Franka. Czy tym razem przeciwnicy zdołają powstrzymać samozwańczego egzekutora?

W pierwszej miniserii o Punisherze (Circle of Blood) twórcy postawili istotne pytanie: Ile przemocy i zabijania znieść może jeden człowiek? Ennis kontynuując tradycję zastanawia się czy istnieje sposób, aby Frank Castle przestał być Mścicielem. Oczywiście robi to w charakterystycznym dla siebie stylu, psychologii postaci szukając wśród przerysowanej brutalności, hektolitrach krwi i czarnym humorze. Punisher, niby Rambo w czwartej odsłonie swoich przygód, chwyta za karabin maszynowy i rozpoczyna spektakularną rzeź. Ale nie jest to masakra dla masakry, chociaż Ennis lubuje się w okrucieństwie. Autor po raz kolejny pokazuje więc zagubionego człowieka, który nie potrafi przestać mordować. Śmierć rodziny z rąk gangsterów to jedynie pretekst, by móc strzelać do kolejnych ludzi pod płaszczykiem walki z bezprawiem. Czy w takiej sytuacji istnieje jeszcze jakaś granica? I gdzie są resztki człowieczeństwa Punishera? Odpowiedzi, jak zawsze u tego scenarzysty, są mroczne i niepokojące.

I w takim tonie utrzymane zostały również ilustracje – przynajmniej w pierwszych sześciu z zebranych tu zeszytów. Kreska jest brudna, kadry ciemne, a Lewis LaRosa nie unika pokazywania wprost ran i okaleczeń. Prościej wyglądają kolejne części w wykonaniu Leandro Fernándeza, ale i one mają swój klimat i urok, a przede wszystkim pasują do pisanego przez Ennisa scenariusza.

Wprawdzie mogłoby się wydawać, że Punisher Max nie ma do zaoferowania nic ponad mocną rozrywkę, jednak to tylko pozory. Z tym z komiksem jest tak jak z filmami Tarantino, wystarczy spojrzeć poprzez tryskającą krew, a okazuje się, że naprawdę kryje się tam coś więcej. Ennis po raz kolejny nie zawiódł, a recenzowany tytuł jest jedną z najlepszych opowieści wydanych przez Egmont w ramach klasyki Marvela. Warto sięgnąć, szczególnie że nadaje się dobrze również dla nowych odbiorców. Warto też czekać na kolejne tomy, tym bardziej że Egmont od czerwca zaczyna wznawiać Kaznodzieję, co gwarantuje, iż Ennis nieprędko zniknie z księgarskich półek.

Garth Ennis (sc.), Lewis LaRosa & Leandro Fernández (rys.), „Punisher Max. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1115, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Frank Castle at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: