Uniwersum DC: Odrodzenie

14/11/2017 § Dodaj komentarz


Katalog wydawniczy z fabułą

Nim jeszcze rzeczony komiks trafił w moje ręce, myślałem, że napisanie recenzji będzie karkołomnym przedsięwzięciem. Ciężko wgryźć się w temat nie wspominając nic o fabule. W przypadku Uniwersum DC: Odrodzenie tym trudniej, gdyż kluczowa dla niej jest postać narratora. Jak się jednak okazało, opis na okładce od razu ujawnia, że historia rozgrywa się wokół Wally’ego Westa. Zaspoilerowanie tego przez wydawcę znacznie ułatwia moje zadanie.

Przejdźmy do ustalania podstawowego faktu. Mimo że będę używał określenia „komiks”, to tak naprawdę rzeczony tytuł jest nim tylko z pozoru. W rzeczywistości jest to fabularyzowany katalog wydawniczy, który jest punktem wyjścia do całej inicjatywy Odrodzenia. Ale jest również „listem miłosnym” Geoffa Johnsa do DCU i zadośćuczynieniem dla starych fanów. Niezaprzeczalnie, to pozycja przeznaczona zwłaszcza dla nich, używająca potęgi nostalgii równie sprawnie jak Flash Mocy Prędkości.

Niepisaną tradycją jest istotna rola Szkarłatnego Sprintera w wielkich wydarzeniach w uniwersum. Nie inaczej jest tym razem, z wyjątkiem, że postawiono nie na Barry’ego Allena, a Wally’ego Westa. Johns nie mógł wybrać lepiej. Nie tylko ma on kilkuletnie doświadczenie w pisaniu przygód Westa, ale jest to jeden z ulubieńców czytelników, którzy przez cały czas trwania New 52 (Nowego DC Comics) domagali się jego powrotu. Ruch poczyniony ze strony wydawnictwa kilka lat temu, polegający na wprowadzeniu postaci, która dzieliła z ulubieńcem fanów jedynie imię, był jak cios w policzek. Uniwersum DC: Odrodzenie miało za zadanie odkupić winy The New 52 i przywrócić elementy, których brakowało w uniwersum przez ostatnich sześć lat. Wally jako symbol „starych, dobrych czasów” i najlepszy legacy hero, zwiastuje powrót dziedzictwa, nadziei, przyjaźni, optymizmu i miłości. Tytuły trzech z czterech rozdziałów oddają kluczowe elementy, które mają przyświecać Odrodzeniu.

Wally przez dwie dekady zasłużenie pełnił rolę Flasha i w świadomości czytelników z dłuższym stażem to on jest tym właściwym, a nie mdły i bezosobowy Barry. Pomimo antypatii wobec Allena, jego wspólna scena z Wallym podczas pierwszej lektury oryginalnego zeszytu w maju 2016, zaszkliła mi oczy i to mimo ówczesnych 29 lat na karku. Wątpię, aby nowi czytelnicy podzielali to emocjonalne podejście. Świeżych czytelników zachęcą pierwsze numery nowych serii, ale wydawnictwo chciało trafić do tych starych.

Nikt inny nie nadawał się do tej misji lepiej niż Johns. Scenarzysta uwielbia ten świat i zaludniające go postacie. Już pierwsze kadry wywołają uśmiech na twarzach fanów. Słowa, które padają tam z ust Wally’ego, pochodzą bezpośrednio od Johnsa i wyrażają uczucia reszty wielbicieli DCU. Mówią, że nie można wrócić do domu, ale lektura tego katalogu sprawiła, że poczułem się jakbym wrócił, a od progu przywitał mnie jeden ze starych kumpli. Nim go zobaczyłem, nie pamiętałem, że aż tak za nim tęskniłem

Kwartet artystów, którzy zilustrowali scenariusz to Gary Frank, Ethan van Sciver, Ivan Reis i Phil Jimenez. Każdy z nich współpracował już z Johsnem, a ich prace stoją na najwyższym poziomie. Trudno wskazać najlepszego, choć peleryna Batmana w wykonaniu van Scivera zawsze wygląda fenomenalnie – niczym autentyczne skrzydło nietoperza. Za to Jimenez odpowiada za emocjonalną sekwencję pomiędzy dwoma pokoleniami Flashów.

Omawiany album skutecznie zachęcająca do zakupu reklamowanych produktów. To szybka wycieczka po odradzającym się uniwersum z fajnym przewodnikiem. Lektura pozostawia odbiorcę z mnóstwem pytań i ani jedną odpowiedzią… Jeśli dopiero zaczynacie swą przygodę z tym światem, możecie czuć się skołowani. Miejcie na uwadze, że bez znajomości tego albumu w przyszłości możecie mieć problemy ze śledzeniem większej intrygi stojącej za nowymi seriami.

Geoff Johns (sc.), Ethan Van Sciver & Ivan Reis & Gary Frank & Joe Prado & Matt Santorelli & inni (rys.), „Uniwersum DC: Odrodzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1179, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Damian Maksymowicz]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Flash #4: Cofnać czas

08/08/2017 § Dodaj komentarz


 Flash versus Reverse Flash

Życie osobiste Barry’ego Allena wkracza na nowe, lepsze tory. Zostaje przywrócony do pracy w policji Central City, co prawda nie na stanowisko technika laboratoryjnego, a na archiwisty. Dodatkowo we właściwym kierunku rozwija się związek z Patty Spivot: para decydują się zamieszkać razem. Na organizowanym wspólnie przyjęciu dla rodziców dziewczyny, z okazji ich 30. rocznicy ślubu, Barry będzie miał okazję pierwszy raz spotkać przyszłych teściów. Wydarzenia związane z inwazją goryli króla Grodda odchodzą w niepamięć, a grupa Łotrów się nie wychyla. Niestety, idylla trwa jedynie kilka chwil.

Dokładnie do czasu, gdy ktoś zaczyna mordować znajomych Allena, którzy dotknięci zostali Mocą Prędkości. Analizując zapis z kamer mężczyzna odkrywa, że zabójcą jest ktoś, kto posługuje się odwróconym znakiem Błyskawicy. Pierwsze podejrzenie pada na Kid Flasha, który należy do grupy Teen Titans. Podczas bezpośredniej konfrontacji okazuje się, że nastolatek jest niewinny, gdyż czerpie swoją moc z zupełnie innego miejsca i czasu. Flash zdaje sobie sprawę, że musi się spieszyć, gdyż zginęły już trzy, blisko z nim związane osoby. Kim jest antagonista Flasha? Dlaczego morduje osoby dotknięte Mocą Prędkości? Czy Szkarłatny Sprinter znajdzie przestępcę, nim coś złego spotka również Iris West? I dlaczego nie warto posługiwać się Mocą do podróży w czasie? Odpowiedzi na te, ale i na kilka innych pytań, poznajemy podczas lektury.

Historia związana z Odwróconym Flashem zajmuje większą część omawianego tomu. Druga fabuła rozgrywa się w Gotham City podczas tzw. Roku Zerowego. Allen, świeżo upieczony funkcjonariusz, przyjechał wspomóc policję z GCPD w czasie, gdy miasto pogrążone było w całkowitej ciemności, z powodu braku elektryczności. Dodatkowo swoje żniwo zbierał nowy, śmiercionośny narkotyk – Ikar. Przy okazji to właśnie w Gotham bohater pierwszy raz spotyka Iris West; dzięki tej retrospekcji czytelnik lepiej rozumie dlaczego czują do siebie miętę. Podoba mi się zestawienie idealistycznych poglądów przyszłego superbohatera z mrokiem i „prawem ulicy” miasta Batmana.

Niezmiennie zachwyca oprawa graficzna serii i „czwórka” nie jest pod tym względem wyjątkiem. Wciąż jestem pod silnym wrażeniem pomysłowości z jaką rysownik konstruuje plansze, dynamiką scen akcji, wszelkimi wizualnymi elementami i efektami specjalnymi, które oddają prędkość z jaką porusza się Flash. Na ironię zakrawa fakt, że najsłabiej prezentują się statyczne sceny i klasyczne kadrowanie.

Album Cofnąć czas może się podobać, gdyż główna historia jest spójna i bardziej przemyślana w porównaniu z „dwójką” czy „trójką”. Jednym ze słabych elementów jest motywacja antagonisty oraz finalna rozgrywka, która ma właściwie charakter „deus ex machina”. Przyznam szczerze: jestem trochę zmęczony serią i cieszę się, że album Lekcje historii, który ukazał się w czerwcu, stanowi ostatnią odsłonę przed Odrodzeniem (tj. DC Rebirth).

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Scott Hepburn & Chris Sprouse & Karl Story & Keith Champagne (rys.), „Flash #4: Cofnać czas”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1114, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Flash #3: Inwazja goryli

03/08/2017 § Dodaj komentarz


 Z nieba spadały zastępy goryli

Na bliźniacze miasta Central City i Keystone City, w których działa Szkarłatny Sprinter, spada wielka i groźna bomba. „Bomba” w sensie metaforycznym, bo chodzi o spadające z nieba zastępy inteligentnych goryli pod wodzą króla Grodda. Władca umyślił sobie, że tylko on jest godzien posiadać energię płynącą z Mocy Prędkości. Dlatego przypuścił atak, aby czym prędzej ją przejąć.

Album Inwazja goryli stanowi bezpośrednią kontynuację poprzedniej odsłony cyklu. Jak może pamiętamy, w Rebelii Łotrów protagonista najpierw ucieka z miasta goryli, a potem musi stanąć do walki z „upgrejdowanymi” Łotrami. Oba wątki zaprezentowane były osobno, co sprawiało wrażenie chaosu, a cały tom był po prostu niespójny. Na szczęście po lekturze trójki okazuje się, że ze strony scenarzystów był to celowy zabieg, gdyż oto następuje konsolidacja. Superbohater, aby odeprzeć atak armii goryli, sprzymierza się z Łotrami, z którymi jeszcze kilka chwil wcześniej toczył walkę.

Zjednoczenie jest celowe, nie ma mowy o przyjaźni, raczej o zawieszeniu broni w calu wypełnienia wspólnej misji. Wypracowanie wspólnego frontu przeciwko gorylom przebiega nadzwyczaj gładko i bezboleśnie, co odbiera zdarzeniu znamiona autentyczności. Zwyczajnie, wierzyć się nie chce w taki obrót spraw, ale w końcu przebywamy w rzeczywistości fikcyjnej… Małpy wyglądają na armię, którą ciężko będzie pokonać: silną i inteligentną. Wydawać by się mogło, że koalicja z Central City jest z góry skazana na porażkę. I przez moment czytelnik wierzy, że Flash faktycznie podda się Groddowi i odda mu Moc Prędkości.

Potem niestety następują wydarzenia, których: a) nie w pełni rozumiem, bo mają miejsce wewnątrz Mocy, b) zaprzeczają inteligencji Grodda.

Fabuła nagle się całkowicie rozpada i traci na atrakcyjności. Ostateczna konfrontacja tymczasowej, miejskiej unii z gorylami wypada blado, bez polotu i energii. Jakby scenarzyści mruczeli pod nosem: „Szybciej, szybciej. Kończmy już. Przecież i tak wszyscy wiedzą, kto wygra”. Widać pośpiech oraz brak jakiegokolwiek pomysłu na zakończenie. Najeźdźcy, pozbawieni przywódcy się mityngują i rezygnują z podboju – dziwne, wręcz bardzo dziwne. Choć oczywiście całość zgodna z konwencją superhero.

Warstwa fabularna komiksu nie dorasta do pięt warstwie graficznej. Pisząc o jedynce (klik! klik!), zwracałem uwagę na artystyczne zacięcie Francisa Manapula: „Miejscami komiks bardziej przypomina produkcję niezależną niż produkt mainstreamow”. Co prawda przy omawianym tomie pracowało kilku rysowników, ale główna część wyszła spod ołówka Manapula. Artysta nadal zaskakuje budowaniem złożonych i zwielokrotnionych planów, przenikających i nakładających się na siebie paneli o różnorodnych kształtach, które fenomenalnie układają się w plansze. Widać w komiksie prawdziwą maestrię konstrukcji kadrów i całych złożonych sekwencji. Szkoda, że genialny układ stron nie jest widoczny podczas zwykłego kartkowania, dopiero w dodatkach możemy zobaczyć cały zestaw rozłożony na podłodze. Robi ogromne wrażenie!

Fabularnie Inwazja goryli wypada równie słabo, co wcześniejsza odsłona. Sam król Grodd, który z założenia powinien być znaczącym antagonistą dla Szkarłatnego Sprintera, ukazany został bez polotu i jednostronnie, jakby nie starczało mu inteligencji. Na pocieszenie dostajemy zestaw żywych i dynamicznych plansz przygotowanych przez Manapula.

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Marcus To & Ryan Winn & Maricio Takara (rys.), „Flash #3: Inwazja goryli”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1052, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 3, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Flash #2: Rebelia łotrów

30/01/2017 § Dodaj komentarz


 Pięć kroków do tyłu

flash2rebeliaW recenzji z pierwszego tomu serii Flash pisałem (klik! klik!), że warto zapoznać się z nowym początkiem superbohatera jaki zafundowali mu Brian Buccellato i Francis Manapul. W mojej ocenie album Cała naprzód to dobra rozrywka i niezła uczta dla oka, zachwycałem się warstwą graficzną (kolorami, niestandardowym kadrowaniem oraz dynamiką rysunków). Dziś sięgam po dwójkę, która nosi tytuł Rebelia łotrów, aby sprawdzić, czy autorzy wywiązali się z pokładanych w nich nadzieji.

Tytułem krótkiego wprowadzenia i przypomnienia: jedynka kończyła się zgrabnym cliffhangerem – bohater trafił do Miasta Goryli, gdzie był świadkiem przejęcia władzy przez Grodda, który podczas krwawego starcia pożarł mózg własnego ojca. Szkoda, że scenarzyści serii szybko przenoszą Flasha z powrotem do Central City i dość enigmatycznie wyjaśniają mesjanistyczną rolę, jaką protagoniście przypisuje starszyzna inteligentnych goryli.

W swoim mieście Barry Allen musi zmierzyć się z tytułowymi Łotrami. Grupa złoczyńców składa się z rogues-revolutionsiedmiu członków, z którymi przestrzeni ostatnich pięciu lat Najszybszy Człowiek Świata starł się kilka razy. Władca Luster, Lotna, Pied Piper, Kapitan Chłód, Weather Wizard, Heatwave i Trickster połączyli swoje siły, zdolności i zaawansowaną technologię, aby porządnie dokopać obrońcy Central City. W tym aspekcie akcja komiksu przedstawia się, niestety, niezwykle standardowo. Czytelnik dostaje do ręki klasyczne superbohaterskie mordobicie, które fabularnie niczym specjalnym nie różni się od wielu podobnych pozycji.

Dodatkowo galeria występujących postaci jest mało przekonująca i atrakcyjna. Co prawda autorzy podjęli próbę psychologicznego pogłębienia złoczyńców, ale zwalanie wszystkiego na patologiczne relacje rodzinne niewiele wnosi i jest, delikatnie mówiąc, płytkie. Z całej siódemki Łotrów w pamięci zostaje jedynie zjawiskowa Lotna – co w dużym stopniu jest zasługą ilustracji, a nie fabuły czy kreacji postaci.

Niewielką pociechą jest, wciąż stojąca na wysokim poziomie, oprawa graficzna. W produkcji flashtomu uczestniczyło aż siedmiu rysowników. Na szczęście większość plansz została wykonana przez Manapula. Lekka kreska połączona z dynamicznymi liniami ruchu nadal sprawdza się wyśmienicie. Ciekaw jestem, jak artysta poradziłby sobie z innymi historiami. Dobrze się składa, bo już za kilkanaście dni swoją premierę w Polsce będzie miał album Batman. Detective Comics: Ikar. We wspomnianym albumie Manapul odpowiada za rysunki.

Zestawiając pierwszy tom serii z omawianym możemy czuć się głęboko rozczarowani. Fabuła albumu Cała naprzód kontestowała klasyczne superhero. Rebelia łotrów to zwrot o 180 stopni, ewidentny krok wstecz. Zdaję sobie sprawę, że wielbiciele klasycznych opowieści superbohaterskich będą zadowoleni takim obrotem sprawy. Osobiście jednak boję się sięgać po trzeci tom…

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul & Marcus To & Ray McCarthy (rys.), „Flash #2: Rebelia łotrów”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 1009, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 2+, rysunki: 4+, kolory/cienie: 5]

grodd-flash

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Flash #1: Cała naprzód

08/09/2016 § Dodaj komentarz


Nazywam się Barry Allen i jestem najszybszym człowiekiem świata

flashWidać wyraźnie, że włodarze DC Comics pokładają we Flashu niemałe nadzieje. Nie dość, że nowa rzeczywistość, uniwersum zwane The New 52, zaistniało w wyniku jego działań (co zostało przedstawione w komiksie Flashpoint. Punkt krytyczny – klik! klik!), to jeszcze superbohater dostał serial telewizyjny (trzeci sezon startuje w październiku) oraz własną pełnometrażową produkcję kinową (w planach na 2018 rok). Indywidualna seria komiksowa wystartowała zaraz po restarcie DCU już w pięć lat temu. Egmont dopiero w tym roku postanowił przybliżyć losy Flasha w Polsce. Pierwszy tom, zatytułowany Cała naprzód i zawierający zeszyty od 1 do 8, ukazał się w kwietniu, a drugi – Rebelia Łotrów – edytor wydał w połowie sierpnia.

Fabuła recenzowanej pozycji jest, delikatnie mówiąc, pokręcona. Najbardziej znacząca (objętościowo) jest historia o klonach Manuela Lago, flash-tom-1niegdyś pracującego dla CIA jako „jednoosobowa armia”. To zupełnie nowa postać w DC Comics, przedstawiana jako przyjaciel Barry’ego Allena z czasów studiów na uniwersytecie. Panowie musieli być ze sobą mocno związani, skoro Barry był na pogrzebie ojca Manuela, którego przedwczesna śmierć zapoczątkowała kaskadę wydarzeń. Ich finał możemy poznawać na kartach komiksu. Klony tworzą gang czy też, jeśli spojrzeć na sprawę pod innym kontem, jedno ciało zwane Mob Rule. Przywódcą (lub głową – w zależności od perspektywy) jest wzmiankowany Manuel. W historii tej chodzi o ustalenie, dlaczego klony umierają oraz o powstrzymanie tego procesu.

Drugim znaczącym wątkiem jest kolejne starcie Flasha z odwiecznym wrogiem, czyli Captainem Coldem, którego zawziętość zadziwia nawet protagonistę. Gdzieś w tle rozwija się także romantyczna relacja Barry’ego z Patty Spivot. Jednakże najważniejsze w całej opowieści jest stopniowe odkrywanie przez „najszybszego człowieka na Ziemi” prawdziwej natury, ograniczeń i możliwości drzemiącej w nim Mocy Prędkości.

Cała naprzód to nie jest typowy „origin” superbohatera, gdyż nie dostajemy rzetelnego początku postaci. Podczas lektury możemy dowiedzieć się, że nieśmiały technik kryminalny jest Flashem już od pięciu lat, że francis-manapulaktywnie działa w Central City, że walczył już z Captainem Coldem i zwyciężył, że jest znany i rozpoznawalny, bo piszą o nim w gazetach. To całkiem miłe, że autorzy postawili na inteligencję czytelnika, który samodzielnie musi odnaleźć rozsiane na przestrzeni całej fabuły drobne fakty i następnie poskładać do kupy skąd, dlaczego i jak to się stało, że Barry Allen stał się Szkarłatnym Sprinterem. Scenarzyści, Brian Buccellato i Francis Manapul, położyli duży nacisk na psychologiczną wiarygodność postaci. Zadziwia, że w okresie, w którym dochodzi do swoistej brutalizacji postaw i zachować wielu znanych superbohaterów, nowy Flash jawi się jako ktoś na wskroś dobry, aby nie powiedzieć naiwny.

Opowieść sama w sobie jest dość interesująca, ale mnie intryguje przede wszystkim oprawa graficzna albumu, za którą odpowiada współscenarzysta – Manapul. Rzecz odbiega brian-buccellatodość wyraźnie od wielu pozycji jakimi jesteśmy raczeni w ramach Nowego DC Comics. Artysta postawił na pełen realizm w przedstawieniu postaci i świata, całość narysowana jest delikatną kreską, która miejscami przypomina rysunek zwykłymi ołówkowymi kredkami. Rysownik nie unika złożonych i zwielokrotnionych planów, eksperymentów z perspektywą, dynamicznych linii ruchu, awangardowego kadrowania oraz zabaw z ułożeniem kadrów na planszy w skomplikowane wzory. Miejscami komiks bardziej przypomina produkcję niezależną niż produkt mainstreamowy. Do tego całość mieni się pięknymi pastelowymi kolorami nałożonymi przez Buccelleto i Iana Herringa. Jestem pod silnym wrażeniem, uważam, że pod względem wizualnym komiks wypada atrakcyjnie.

Flash jest jedną z najistotniejszych postaci w świecie DC Comics. Widać, że rola bohatera rośnie. Dlatego warto zapoznać się z nowym początkiem jaki zafundowali mu Buccellato i Manapul. Cała naprzód to dobra rozrywka, a dla oka niezła uczta.

Francis Manapul & Brian Buccellato (sc.), Francis Manapul (rys.), „Flash #1: Cała naprzód”, tłum. Tomasz Kłoszewski, Klub Świata Komiksu – album 968, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

francis-manapul-flashsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!} gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Flashpoint. Punkt krytyczny

17/08/2016 § 1 komentarz


 W końcu się doczekaliśmy!

FlashpointStosunkowo długo musieliśmy czekać, ale w końcu i Polsce dostępny jest komiks Flashpoint. Punkt krytyczny. Rzecz jest o tyle ważna, że po jej publikacji uniwersum DC nie było już takie samo. O dziwo, szumne zapowiedzi włodarzy wydawnictwa zostały zrealizowane. Album, w którym główną rolę gra najszybszy człowiek na Ziemi – Barry Allen, dał początek nowej rzeczywistości, która za oceanem zwana jest New 52, a u nas jako Nowe DC Comics.

Pewnego pięknego dnia Flash budzi się w świecie, którego zupełnie nie rozumie i nie rozpoznaje. To nie jest znana mu rzeczywistość. Nie jest to także rzeczywistość, którą mogliby rozpoznać czytelnicy i wierni fani DC. Bohater pozbawiony został swoich nadludzkich mocy. Co prawda dalej pracuje na posterunku, ale jego matka żyje, a Iris West nie jest jego żoną. Zresztą zmiany nie dotyczą tylko samej postaci. Wszystko wokół zostało przebudowane. Atlantydzi pod dowództwem Aquamana toczą krwawą wojnę z Wonder Woman i jej Amazonkami. Flashpoint Andy KubertSkala konfliktu ma charakter globalny – może sprowadzić zagładę na całą Ziemię. Królowa Amazonek zaanektowała Wielką Brytanię na Nową Themyscirę (pozostała część Europy zniknęła pod wodą). Na domiar złego nie istnieje Liga Sprawiedliwości. Captain Cold jest ulubieńcem ludzkości. Batman nie jest detektywem, a zabójcą, co prawda nadal nosi nazwisko Wayne, ale na imię wcale nie jest mu Bruce. A Superman? Hm… podobno rząd gdzieś ukrywa jakiegoś kosmitę z Kryptona.

Jednak Barry Allen pamięta, że kiedyś świat wyglądał inaczej, a ten, w którym się aktualnie znajduje, jest fałszywy. Protagonista próbuje dojść do tego, dlaczego tak jest i kto stoi za uszkodzeniem rzeczywistości. W swoim continuum z prośbą o pomoc w rozwikłaniu zagadki zwróciłby się do Batmana. I teraz nie postępuję inaczej. Jednak Batman to nie jest ten sam Zamaskowany Krzyżowiec, którego znamy i którego zna Flash. Scenarzysta, Geoff Johns, zasługuje na pochwałę za kreację tej postaci w swojej historii. Ostatecznie Gacek zgadza się na współpracę z Barrym; dla czytelnika sporym zaskoczeniem będzie motywacja podjęcia się przez niego zadania.Andy Kubert W komiksie spotykamy jeszcze m. in. Cyborga, wypadającego dość blado i Element Woman, która jest nadzwyczaj irytująca. Za to podobała mi się grupa dzieciaków, posiadająca moc S.H.A.Z.A.M.

Za rysunki odpowiada Andy Kubert, który realistycznie przedstawia twarze bohaterów, pamiętając o mimice i odzwierciedleniu stanów emocjonalnych. Trochę gorzej wychodzą mu inne części ciała, szczególnie nogi. Miejscami widać, że Kubert (syn) ma problemy z użyciem dobrych skrótów perspektywicznych w rysunkach anatomicznych. Mało efektownie wypadają całostronicowe splashe i rozkładówki z udziałem wielu postaci. Mam wrażenie, że panuje na nich niejaki chaos, jakby artysta nie umiał się zdecydować, jak postawiać postaci. Nie odpowiada mi paleta barw zastosowana przez Alexa Sinclaira – jest za ciemno, nawet sceny dziejące się w dzień mają narzucony „sztuczny”, nienaturalny mrok.

Album wydany został przez Egmont w ramach DC Deluxe, dlatego nie dziwi powiększony format, twarda płócienna oprawa, tłoczenie tytułu oraz kredowa obwoluta. Dodatków zamieszczonych na końcu książki jest tym razem dość mało. Jest posłowie Kamila Śmiałkowskiego, Flashpoint Kuberttrochę alternatywnych okładek, kilka szkiców koncepcyjnych Kuberta, z których najbardziej podobają mi się te przedstawiające Supermana, Batmana i Wonder Woman.

Flashpoint wypada oryginalnie i, o dziwo, logicznie. Dla wszystkich czytelników Nowego DC Comics jest to lektura obowiązkowa. Tym bardziej, że wydarzenie jest dobrze zaprojektowane, a sama lektura stanowi miłą rozrywką, pełną niespodzianek oraz zaskakujących wariacji na temat znanych supebohaterów.

Geoff Johns (sc.), Andy Kubert (rys.), „Flashpoint. Punkt krytyczny”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 991, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

 [scenariusz: 4+, rysunki: 3+, kolory/cienie: 3-] 

FlashPoint_Logosklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Flash at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: