All-Star Batman #1: Mój największy wróg

07/06/2018 § Dodaj komentarz


Batman i Two-Face na wycieczce

Dla The New 52 Scott Snyder napisał sporą ilość fabuł z udziałem Batmana, które w większości wypadków zostały dobrze przyjęte przez czytelników. Pewnie dlatego włodarze DC Comisc w ramach Odrodzenia dali pisarzowi wolną rękę w prowadzeniu cyklu All-Star Batman. Jego run liczy sobie czternaście zeszytów, które tworzą trzy zbiorcze tomy. Pierwszy, o podtytule Mój największy wróg, jest dostępny w Polsce.

Punktem wyjścia opowieści jest następująca sytuacja: Batman wyjeżdża z Gotham i zabiera ze sobą przyjaciela z dzieciństwa – Harveya Denta, który właśnie teraz jest Two-Face. Wycieczka nie ma charakteru krajoznawczego. Punktem docelowym jest ośrodek dla trudnej młodzieży, gdzie podobno Dent ukrył szczepionkę na swoją chorobę. Panowie mają do przebycia tylko 800 km, ale nie będzie im łatwo. W ślad za nimi rusza cała ekipa płatnych morderców, szubrawców i kryminalistów. Do polowania przyłączają się również zwykli ludzie, których motywuje wysoka nagroda za głowę Batmana. Dotrą na czas do celu? Zginą? Szczepionka okaże się skutecznym lekiem na rozdwojoną osobowość Denta?

Czytając komiks, nie można z pewnością narzekać na nudę czy ślamazarne tempo akcji. Sporo się dzieje, są brutalne sceny walki, dużo krwi i agresji. Jest w końcu Batman, który prze do przodu niczym czołg, nie zważając na kolejne połamane kości i krwawiące rany. Dwie sprawy się Snyderowi udały: ukazać Mrocznego Rycerza upartego jak osioł i naiwnego jak baranek prowadzony na rzeź. Scenarzyście, oczywiście, zależy na dołożeniu swojej cegiełki do ponadczasowej mitologii Mrocznego Rycerze. Dlatego za pomocą licznych retrospekcji ukazuje dawną, młodzieńczą relację jaka łączyła Harveya i Bruce’a.

Większość plansz w tomie wyszła spod ręki Johna Romity Juniora, który od niedawna współpracuje z DC Comics. To doświadczony i obsypany nagrodami branżowymi rysownik. Dlatego powinniśmy się spodziewać produkcji co najmniej dobrych. Jednak ilustracje sprawiają wrażenie wykonanych niestarannie i w pośpiechu. Co jeszcze szczególnie widoczne w wypadku twarzy występujących postaci oraz redukcji drugiego planu. Stosunkowo dobrze ukazane zostały dynamiczne sceny walki. Mimo wszystko – całość rozczarowuje.

Pierwsza odsłona serii All-Star Batman pozostawia czytelnika z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony dowiadujemy się czegoś nowego o przeszłości Batmana i Two-Face. Z drugiej irytuje absurdalność i miałkie uzasadnienie „wycieczki” obu panów. Mimo wszystko jestem ciekaw, jak Snyder wykorzysta pozyskany materiał.

Scott Snyder (sc.), John Romita Jr. & Declan Shalvey (rys.), „All-Star Batman #1: Mój największy wróg”, przeł. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1225, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 3, rysunki: 3-, kolory/cienie: 4]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Batman #1: Jestem Gotham

21/11/2017 § Dodaj komentarz


 Brat i siostra bronią Gotham City

DC Odrodzenie, w przeciwieństwie do The New 52, nie ma burzyć całego continuum i stawiać uniwersum superbohaterów na głowie. DC Rebirth (klik! klik!) nie odrzuca, a kontynuuje wątki fabularne z ostatnich lat. Gdyż celem „wielkiego” wydarzenia miało być podniesienie jakości, poprzez swoisty powrót do przeszłości, do minionych wartości i opowieści. Zmiany niby kosmetyczne. I tu nasuwa się pytanie: Czy nowa odsłona przygód Batmana niesie ze sobą powiew świeżości?

Podtytuł pierwszego albumu – Jestem Gotham – sugeruje, że Mroczny Rycerz ma jakieś problemy z zapanowaniem nad własnym ego, które może urosło do niewyobrażalnych rozmiarów. Gdyż nastąpiła pełna identyfikacja Batmana z tkanką miasta, które ślubował chronić. Czy faktycznie opowieść tego dotyczy? Od razu zdradzę: nie! Zupełnie nie, to strzał kulą w płot. To autorska zmyłka, na którą osobiście dałem się nabrać.

Fabuła dotyczy czegoś zupełnie innego. Pewnej nocy nad Gotham dochodzi do awarii samolotu, Batman – wiadomo – rusza z odsieczą i jest gotów zginąć, aby tylko uratować wszystkich ludzi, którzy są wewnątrz. Przez chwilę wydaje się, że faktycznie coś strasznego się musi wydarzyć, że nie ma szans, aby Mściciel wyszedł z katastrofy bez szwanku. I wtedy na scenę wkracza para zupełnie nowych bohaterów: Gotham i Gotham Girl. Brat i siostra, którzy posiadają cały zestaw supermocy, m.in. potrafią latać. Herosi bardziej przypominają Supermana i Wonder Woman niż Batmana i Batgirl. Może w końcu nadszedł czas, aby Batman odwiesił pelerynę na wieszak?

Pomysł scenarzysty, Toma Kinga, sprowadza się do tego, aby do miasta wprowadzić herosów z prawdziwego zdarzenia, bo obdarzonych niezwykłymi mocami, którzy teoretycznie mogą zastąpić naszego ukochanego Gacka. Blady strach powinien paść na czytelników… Niestety nie pada, bo fabularnie całość nie jest ani ciekawa, ani udana, ani przełomowa. W wypadku „jedynki” powrót do przeszłości się nie udał. Miło być novum, a wyszła miałka pulpa. Poza tym nie podoba mi się, że w opowieść na siłę wepchnięto nawiązania do The New 52, tylko po to, aby przekazać czytelnikowi jasny komunikat: „Nie czytałeś? Oj, to źle! Wiele straciłeś. Ale nie przejmuj się, nie wszystko stracone. Leć do księgarni i nadrób zaległości”. Nie należy dać się nabrać na te sprzedażowe zabiegi. Można sobie darować lekturę.

Wizualnie jest średnio. Większość rysunków wykonał David Finch, dlatego Batman wygląda jak osiłek, który przedawkował sterydy. Do tego monumentalne pozy i peleryny bohaterów łopoczące na wietrze. Nie kupuję tego. In plus prezentuje się jedynie postać Alfreda, który nie jest nadopiekuńczym lokajem, a sarkastycznym i ironicznym kolesiem. Tytułem podsumowania: Jeśli ktoś nie jest psychofanem postaci stworzonej przez Boba Kane’a i Billa Fingera, to lekturę Jestem Gotham może sobie darować.

Scott Snyder & Tom King (sc.), David Finch & Danny Miki & Sandra Hope & Scott Hanna & inni (rys.), „Batman #1: Jestem Gotham”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1190, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 2, rysunki: 3, kolory/cienie: 4-]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman #10: Epilog

20/09/2017 § Dodaj komentarz


 Koniec nowego Batmana

Zdawało się, że w kwestii Batmana z Nowego DC Comics (czy jak kto woli The New 52) wszystko zostało już powiedziane. Poprzedni tom (klik! klik!) zakończył historię z nowym, potężnym wrogiem – panem Bloomem, rozwiązał też wątek z Gordonem w roli nowego obrońcy Gotham i zakończył się powrotem jedynego słusznego Człowieka Nietoperza. A jednak Scott Snyder i James Tynion IV (z drobną pomocą Raya Fawkesa) nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Teraz nadszedł czas na epilog całej opowieści, która zaczęła się w imponujący sposób Trybunałem sów (klik! klik!). A zatem poznajcie ostatnie historie z „nowym” Batmanem.

Tym razem czytelnicy nie dostają jednak jednej konkretnej opowieści, a cztery krótkie fabuły stanowiące pożegnanie z serią pisaną przez Snydera. W pierwszych dwóch cofamy się czasie, najpierw o pięć lat, potem jedynie na kilka chwil przed aktualnymi wydarzeniami. W pierwszej historii Batman włamuje się do siedziby Lexa Luthora by zdobyć związek Cauldera. W drugiej Bruce Wayne, wciąż cierpiąc na amnezję, powraca do odzyskanej posiadłości, która do niedawna służyła za zakład psychiatryczny. Jak się jednak okazuje, Clayface, Riddler i Mr. Freeze zdołali uciec i chcą zemścić się na Wayne’ie, który teraz jest zupełnie bezbronny.

W kolejnej opowieści, dziejącej się już po wydarzeniach poprzedniego tomu, w Gotham dochodzi do tajemniczej awarii prądu. Batman musi wkroczyć do akcji, bowiem cele z przestępcami zostały otwarte, a także wyjaśnić co właściwie się dzieje. Album kończy natomiast historia, w której przestępca zwany Crypsis włamuje się do banku, w którym nie trzymają oszczędności żadni bogaci ludzie, by okraść pewną skrytkę. Batman wkracza do akcji, przypominając sobie różne momenty ze swojego życia, które przemieniły go w obrońcę Gotham.

Trybunał sów. Mr. Freeze. Riddler. Clayface. Bane. Pingwin. Killer Crock. Poison Ivy. Strach na wróble. W ostatnim tomie swoich przygód Batman spotyka wielu swoich wrogów, ale autorom nie zależy na przedstawianiu kolejnych starć, a zagłębieniu się w postać obrońcy Gotham, jego przeszłość, przyszłość (wątek klonów powraca, chociaż nie wnosi właściwie nic do finału poprzedniego tomu) oraz znaczenia dla miasta. Jednak w odróżnieniu od kończących przygody z Nowego DC Comics, Superman: Ostatnie dni Supermana (klik! klik!) czy Liga Sprawiedliwości: Wojna Darkseida (klik! klik!), Batman: Epilog to opowieść, którą właściwie można pominąć, bo nie jest konieczna. Wszystkie wątki zostały już zakończone, teraz autorzy jedynie składają hołd postaci tak, aby seria zamknęła się na 52 zeszytach, jak na New 52 przystało (to jednak nie jedyne odniesienia do tej liczby w niniejszym albumie). Jednakże ci, którzy dobrze bawili się czytając całą serię Batman, dobrze będą bawić się i teraz. Szczególnie w przypadku trzeciej z opowieści – Gotham, klimatycznej i bardzo sentymentalnej.

Szata graficzna albumu jest tradycyjnie przyjemna. Najlepiej wypada wprawdzie wspomniane Gotham Grega Capullo, ale prostsze i bardziej brudne ilustracje innych artystów też mają swój urok. Znakomicie prezentują się też alternatywne okładki, a w szczególności ta stworzona przez Johna Romitę Jr.

Jeśli jesteście zatem miłośnikami Batmana i dobrze bawiliście się przy jego serii z Nowego DC Comics, będziecie zadowoleni. A zapowiedziane już nowości z tym bohaterem spod szyldu Odrodzenie prezentują się ciekawie. Na fanów obrońcy Gotham czeka więc dużo dobrej zabawy, a to w końcu dopiero początek nowego, intrygującego rozdziału. Zanim ten jednak rozpocznie się na dobre, mamy niniejsze krótkie opowiastki. Taki deser po konkretnej uczcie, jaką była seria.

Scott Snyder & James Tynion IV & Ray Fawkes (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Roge Antonio & inni (rys.), „Batman #10: Epilog”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1169, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Batman #9: Bloom

10/07/2017 § Dodaj komentarz


  Mroczny Rycerz powraca?

W rzeczywistości „kolorowych zeszytów” nic nigdy nie ginie bezpowrotnie, to prawda znana czytelnikom od dawna. Czy zatem Batman, a właściwie Bruce Wayne, mógł porzucić swoją rolę obrońcy Gotham na dobre, nawet jeśli stracił pamięć i wydaje się nie być sobą? Nadszedł czas, aby się o tym przekonać, otwieramy tom dziewiąty Batmana.

Pan Bloom, nowy przeciwnik Zamaskowanego Krzyżowca, wdziera się do Powers Building i zaczyna odruchowo zabijać ludzi. Gordon staje z nim do walki, ale choć sytuacja wydaje się obracać na korzyść nowego Człowieka Nietoperza, wróg ostatecznie ucieka. Kiedy więc udaje się go namierzyć, nikt nie jest pewien czy rzeczywiście trafili na jego trop, czy też może łotr przygotował na nich zasadzkę. Były komisarz decyduje się samotnie stawić czoła zagrożeniu, nawet za cenę własnego życia.

Tymczasem Bruce Wayne wiedzie spokojny żywot u boku ukochanej kobiety, którą prosi o rękę. Mimo że w jej przeszłości nie brak mrocznych kart, chce spędzić z nią życie. Wciąż jednak ma problemy z pamięcią, chociaż odzywa się w nim jakiś dawny zew. Spotkanie z Duke’iem, który na własną rękę podjął się odkrycia prawdziwej tożsamości Blooma, staje się impulsem do przypomnienia sobie dawnej roli obrońcy Gotham. Tylko czy to wystarczy, by dawny Batman powrócił? Czy jego powrót jest konieczny, aby w mieście ponownie zapanował pokój?

Scott Snyder i Greg Capullo zaczynając nową serię Batmana w ramach The New 52 (czy jak chce tego polskie nazewnictwo, Nowego DC Comics) stworzyli dzieło, które z miejsca stało się hitem, ale i pozycją niemalże kultową. Trybunał sów, jakim zaczęli swój run, powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych opowieści o Batmanie, a pozostałe zeszyty ich autorstwa także trzymają poziom. Nie inaczej jest też w przypadku Blooma, przedostatniego tomu serii, w którym znalazł się także jubileuszowy, bo pięćdziesiąty zeszyt. Z tej okazji twórcy nie tylko domykają wiele wątków, ale przygotowali dla czytelników porcję zaskoczeń. Co więcej omawiana odsłona, pod względem scenariusza, jest lepsza od „ósemki”, a pędząca na złamanie karku akcja nie pozwala na chwilę nudy. Chociaż na spokojniejsze momenty także znalazło się miejsce.

Właściwie ten komiks jest jak gra, w którą rżną funkcjonariusze gothamskiej policji, przypomina pokera, z tym, że gra się w nią szybko, bez zastanowienia, a na stole czeka zakryta karta mogąca odmienić losy całej zabawy. Na tej zasadzie Snyder i James Tynion IV zbudowali całą fabułę, starając się dostarczyć czytelnikom jak najwięcej dobrej zabawy. Skutecznie zresztą. Całość na dodatek podlali charakterystycznymi dla Batmana z New 52 elementami, takimi jak legendy miejskie i grzebanie w historii Gotham. Co tylko wyszło opowieści na dobre.

Pod względem graficznym Capullo jak zwykle nie zawodzi. Jego znakomita, szczegółowa i mroczna kreska świetnie współgra ze scenariuszem, podobnie zresztą jak kolor. Pozostali artyści też wypadają przyjemnie dla oka, choć nie tak dobrze jak on. Całość została uzupełniona o bogatą (liczącą blisko 40 stron) galerię okładek alternatywnych do 50 zeszytu przedstawiających walkę Batmana z Supermanem. Lista artystów odpowiedzialnych za owe okładki robi spore wrażenie, że wspomnę tylko o Timie Sale’u, Alexie Rossie, Jimie Lee, Paulu Pope’ie czy Gabrielu Dell’Otto.

W skrócie, miłośnicy Batmana będą bardzo zadowoleni. Dostaną bowiem dokładnie to, czego oczekiwali. Osobiście Blooma polecam i czekam na finałowy tom serii.

 Scott Snyder & James Tynion IV (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Yanick Paquette (rys.), „Batman #9: Bloom”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1145, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Batman #4: Rok zerowy – Tajemnicze Miasto

05/12/2014 § Dodaj komentarz


Daleko padło jabłko od jabłoni

batmanCzwarty tom nowych, pisanych przez Scotta Snydera, przygód Batmana przynosi nam opowieść o początkach postaci obchodzącej w bieżącym roku 75 lat istnienia. Album Rok zerowy – Tajemnicze miasto jest w założeniu historią o tym jak doszło do przemiany młodego Bruce’a Wayne’a w Mrocznego Rycerza. Omawiana część to dopiero połowa historii – dalszą poznamy po lekturze Mrocznego miasta, znajdującego się w zapowiedziach Egmontu.

Całość zaczyna się od powrotu panicza Wayne’a do Gotham City po siedmiu latach nieobecności. Przez tych kilka lat nie dawał żadnego znaku życia, dlatego wszyscy (łącznie z Alfredem) byli przekonani, że nie żyje. W to co robił i gdzie bywał w tym czasie, mamy wgląd w trzech krótkich epizodach umieszczonych na końcu albumu. Imperium Wayne’ów prowadził w zastępstwie Philip Kane, który chciałby zejść ze sceny i oddać ster firmy młodemu włodarzowi. Tym bardziej, że nad wujem Bruce’a gromadzą się czarne chmury: wplątał się w szemrane interesy, dał się podejść przestępcom – oddał im palec, a oni wzięli całą rękę. Do tego wątpliwą renomą cieszy się jego biznesowy doradca – Edward Nygma.

Początkowo obecność w mieście spadkobiercy fortuny Wayne’ów utrzymywana jest w tajemnicy. batman rokOn sam nie chce się wychylać. Daleko mu do playboya, przypomina raczej rekruta Marines: krótko ostrzyżone włosy, boki całkiem wygolone, umięśniony tors, ściągnięte brwi, zaciśnięte usta. Nie przyjechał przejmować firmy. Ma misję, osobistą krucjatę – chce oczyścić miasto z przestępców.

Jego pierwszym przeciwnikiem jest Red Hood i jego gang, którego członkowie rekrutowani są ze zwykłych, szeregowych obywateli Gotham. Każdy może być potencjalnym wrogiem, wszyscy są zastraszeni i wykonują polecenia Red Hooda – nawet policjanci. W chwili, w której zakładają maskę (czerwoną kominiarkę) poddają się pod władzę bosa. To jeden ze słabszych elementów scenariusza – Hood musiałby mieć niezłą kartotekę brudów na każdego obywatela, a to wydaje się mało prawdopodobne.bat-motocykl

Wayne prowadzi ryzykowne śledztwo, chcąc odkryć prawdziwą tożsamość szefa oraz przejrzeć jego plan, aby móc w odpowiednim momencie zainterweniować. Początkowo prowadzone jest ono nieudolnie i na wielu jego etapach kończy się ślepymi zaułkami. Wart podkreślenia jest fakt, że w pierwszych starciach nie występuje jeszcze Batman, a młodzieniec, który dostaje niezły łomot i pewnie (gdyby nie dawne, frontowe zdolności Alfreda) skończyłby martwy.

Oprawa graficzna nie powala. Żadnych zaskoczeń. Jest bardzo poprawnie, dokładnie i realistycznie. Może właśnie zbyt realistycznie przedstawiono bohaterów i scenerię wydarzeń. Plansze budowane są z kadrów nakładających i zachodzących na siebie. Linia spadu górnego i dolnego jest przekraczana, kadry wyskakują ponad lub opadają pod nią. Dodatkowo panele w planszy często rozmieszczono nieregularnie, mimo tego ma się wrażenie, że asymetria, nieprecyzyjność jest wystudiowanym zabiegiem. Brakuje lekkości, liczy się efekt – zaskoczyć czytelnika.batman atak

„Narodziny” Batmana zafundowane przez Snydera, to twórcza wariacja na motywach komiksu Rok pierwszy, napisanego w 1987 roku przez Franka Millera, który należy do klasycznych (kanonicznych) opowieści o Zamaskowanym Krzyżowcu. Podczas lektury recenzowanego tomu nie mogłem pozbyć się silnego odczucia, że już kiedyś to czytałem. Snyder nie przeszczepia pomysłów Millera w skali jeden do jednego, ale główne elementy konstrukcyjne pozostają bez zmian. Chociaż w autorskim szkicu, zamieszczonym na końcu książki, buńczucznie deklaruje: „Chcę, by ta historia była zaprzeczeniem Roku pierwszego, opowieści kameralnej, ponurej, odważnej, realistycznej i mrocznej (…). Nasza opowieść jest olbrzymią, gigantyczną, wstrząsającą miastem w posadach przygodą pełną akcji i elementów science fiction!”. Według mnie scenarzyście nie udało się zrealizować zapowiedzi. Rok zerowy – Tajemnicze miasto to najsłabsza produkcja w New 52 w linii Batmana.

Scott Snyder & James Tynion IV (scen.), Greg Capullo & Danny Miki & Rafael Albuquerque (rys.), „Batman #4: Rok zerowy – Tajemnicze Miasto”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 829, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2014.

[scenariusz: 2+, rysunki: 3, kolory/cienie: 4]

zero Year

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Danny Miki at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: