Uniwersum DC: Odrodzenie

14/11/2017 § Dodaj komentarz


Katalog wydawniczy z fabułą

Nim jeszcze rzeczony komiks trafił w moje ręce, myślałem, że napisanie recenzji będzie karkołomnym przedsięwzięciem. Ciężko wgryźć się w temat nie wspominając nic o fabule. W przypadku Uniwersum DC: Odrodzenie tym trudniej, gdyż kluczowa dla niej jest postać narratora. Jak się jednak okazało, opis na okładce od razu ujawnia, że historia rozgrywa się wokół Wally’ego Westa. Zaspoilerowanie tego przez wydawcę znacznie ułatwia moje zadanie.

Przejdźmy do ustalania podstawowego faktu. Mimo że będę używał określenia „komiks”, to tak naprawdę rzeczony tytuł jest nim tylko z pozoru. W rzeczywistości jest to fabularyzowany katalog wydawniczy, który jest punktem wyjścia do całej inicjatywy Odrodzenia. Ale jest również „listem miłosnym” Geoffa Johnsa do DCU i zadośćuczynieniem dla starych fanów. Niezaprzeczalnie, to pozycja przeznaczona zwłaszcza dla nich, używająca potęgi nostalgii równie sprawnie jak Flash Mocy Prędkości.

Niepisaną tradycją jest istotna rola Szkarłatnego Sprintera w wielkich wydarzeniach w uniwersum. Nie inaczej jest tym razem, z wyjątkiem, że postawiono nie na Barry’ego Allena, a Wally’ego Westa. Johns nie mógł wybrać lepiej. Nie tylko ma on kilkuletnie doświadczenie w pisaniu przygód Westa, ale jest to jeden z ulubieńców czytelników, którzy przez cały czas trwania New 52 (Nowego DC Comics) domagali się jego powrotu. Ruch poczyniony ze strony wydawnictwa kilka lat temu, polegający na wprowadzeniu postaci, która dzieliła z ulubieńcem fanów jedynie imię, był jak cios w policzek. Uniwersum DC: Odrodzenie miało za zadanie odkupić winy The New 52 i przywrócić elementy, których brakowało w uniwersum przez ostatnich sześć lat. Wally jako symbol „starych, dobrych czasów” i najlepszy legacy hero, zwiastuje powrót dziedzictwa, nadziei, przyjaźni, optymizmu i miłości. Tytuły trzech z czterech rozdziałów oddają kluczowe elementy, które mają przyświecać Odrodzeniu.

Wally przez dwie dekady zasłużenie pełnił rolę Flasha i w świadomości czytelników z dłuższym stażem to on jest tym właściwym, a nie mdły i bezosobowy Barry. Pomimo antypatii wobec Allena, jego wspólna scena z Wallym podczas pierwszej lektury oryginalnego zeszytu w maju 2016, zaszkliła mi oczy i to mimo ówczesnych 29 lat na karku. Wątpię, aby nowi czytelnicy podzielali to emocjonalne podejście. Świeżych czytelników zachęcą pierwsze numery nowych serii, ale wydawnictwo chciało trafić do tych starych.

Nikt inny nie nadawał się do tej misji lepiej niż Johns. Scenarzysta uwielbia ten świat i zaludniające go postacie. Już pierwsze kadry wywołają uśmiech na twarzach fanów. Słowa, które padają tam z ust Wally’ego, pochodzą bezpośrednio od Johnsa i wyrażają uczucia reszty wielbicieli DCU. Mówią, że nie można wrócić do domu, ale lektura tego katalogu sprawiła, że poczułem się jakbym wrócił, a od progu przywitał mnie jeden ze starych kumpli. Nim go zobaczyłem, nie pamiętałem, że aż tak za nim tęskniłem

Kwartet artystów, którzy zilustrowali scenariusz to Gary Frank, Ethan van Sciver, Ivan Reis i Phil Jimenez. Każdy z nich współpracował już z Johsnem, a ich prace stoją na najwyższym poziomie. Trudno wskazać najlepszego, choć peleryna Batmana w wykonaniu van Scivera zawsze wygląda fenomenalnie – niczym autentyczne skrzydło nietoperza. Za to Jimenez odpowiada za emocjonalną sekwencję pomiędzy dwoma pokoleniami Flashów.

Omawiany album skutecznie zachęcająca do zakupu reklamowanych produktów. To szybka wycieczka po odradzającym się uniwersum z fajnym przewodnikiem. Lektura pozostawia odbiorcę z mnóstwem pytań i ani jedną odpowiedzią… Jeśli dopiero zaczynacie swą przygodę z tym światem, możecie czuć się skołowani. Miejcie na uwadze, że bez znajomości tego albumu w przyszłości możecie mieć problemy ze śledzeniem większej intrygi stojącej za nowymi seriami.

Geoff Johns (sc.), Ethan Van Sciver & Ivan Reis & Gary Frank & Joe Prado & Matt Santorelli & inni (rys.), „Uniwersum DC: Odrodzenie”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1179, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Damian Maksymowicz]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Reklamy

Grzech Pierworodny

13/10/2017 § Dodaj komentarz


 Kto i dlaczego zabił Watchera?

Mam nieodparte wrażenie, że uniwersum Marvela crossoverami oraz eventami stoi. I wszystkie są znaczące i przełomowe. Po każdym świat superbohaterów ewoluuje. Założenie Domu Pomysłów jest jasne: chodzi o rewolucję, postawienie rzeczywistości na głowie. Wszystko dlatego, że liczy się dynamika zmiany i sprzedaży… Anihilacja, Bitwa Atomu, Ród M, Tajna Inwazja, Tajna Wojna, Avengers kontra X-Men, Wojna Domowa, Nieskończoność, a teraz do zestawu dochodzi jeszcze Grzech Pierworodny.

Fabuła omawianego komiksu, za którą odpowiedzialni są Jason Aaron, Ed Brubaker i Mark Waid, skupia się wokół śmierci Watchera Uatu. Watcher to istota mieszkająca na Księżycu, która od dawien dawna obserwuje (podgląda) Ziemię i jej mieszkańców. Zasadniczo jest bezstronny, nie ocenia i bezpośrednio się nie angażuje. Tylko patrzy. Widzi wszystko i wszystkich. Tak więc zna każdą, nawet najbardziej skrywaną, tajemnicę. Nie zaspojleruję, gdy napiszę, że bohater zostaje zamordowany, a także bestialsko okaleczony. Komu zależało na tym, aby pozbawić go życia? Czy zginął, gdyż zobaczył coś czego nie powinien? A może motywem była chęć przejęcia wiedzy i technologii? W końcu – informacja to władza.

Niczym w najlepszym kryminale na plan pierwszy wysuwają się pytania: Kto zabił i dlaczego? Śledztwo prowadzone jest kilkutorowo: oficjalnie i nie. Główne Kapitan Ameryka zleca Nickowi Fury’emu, pozostałe prowadzone są przez oryginalne zespoły herosów. Dla przykładu jedna z grup składa się z Zimowego Żołnierza, Moon Knigta i Gamory. Długo nie wiadomo, kto wysłał w teren małe grupy. Scenarzyści wprowadzają do fabuły mniej znanych łotrów i to w moim mniemaniu należy zaliczyć na plus. Równie wartościowym elementem fabuły zdaje się twist związany z postacią Fury’ego. Osobiście wątek związany z byłym liderem S.H.I.E.L.D. uważam za najbardziej atrakcyjny.

Większość materiału została narysowana przez Mike’a Deodato. Ilustracje pochodzącego z Brazylii artysty są bogate w szczegóły, a przedstawienie postaci jest realistyczne. Zwraca uwagę dynamika scen walki, dobre wykorzystanie linii ruchu oraz światłocienia. Układ kadrów na planszy częstokroć odbiega od klasycznego sposobu kadrowania i układu paneli. Całość wykonano rzetelnie i na dobrym poziomie (tj. bez anatomicznych kiksów czy potworków). Oprawa graficzna jest spójna, a także współgra z warstwą narracyjną.

Jak (i czy) śmierć Watchera wpłynie na uniwersum? Czy po Grzechu Pierworodnym świat superbohaterów Marvela faktycznie nie będzie już taki sam? O tym przekonamy się w późniejszym terminie. Tymczasem nie pozostaje mi nic innego, jak tylko namówić was do przeczytania „kolejnej przełomowej historii”. Cierpieć nie będziecie, bo akcja wciąga – tom czyta się za jednym podejściem.

Jason Aaron & Ed Brubaker & Mark Waid (sc.), Mike Deodato & Jim Cheung & Javier Pulido & Paco Medina (rys.), „Grzech Pierworodny”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz & Piotr Cholewa, Klub Świata Komiksu – album 1182, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wojna Robinów

17/07/2017 § Dodaj komentarz


 Banda Robinów kontra Sowy

Okładka tomu Wojna Robinów wyraźnie sugeruje, że Trybunał Sów powraca do gry. Na ilustracji widzimy charakterystyczna maskę, którą noszą przedstawiciele tego quasimasońskiego stowarzyszenia. Jest ona pęknięta i zakrwawiona… Dlatego, nim przystąpimy do lektury, możemy domniemywać, że doszło do jakiegoś starcia Robinów z Sowami. Zanim przejdę do bardziej szczegółowego omówienia, wspomnę o informacji ważnej dla potencjalnych czytelników. Przed sięgnięciem po tom należy mieć za sobą lekturę następujących komiksów: Batman #7: Ostateczna rozgrywka, Batman #8: Waga superciężka (klik! klik!) oraz koniecznie Wieczni Batman i Robin. Tom 1 (klik! klik!).

Z ostatniej z wymienionych pozycji wiemy, że aktualnie w Gotham miana „Robin” używa, obok Dicka Graysona, Jasona Todda, Tima Drake’a oraz Damiana Wayne’a, cała zgraja młodych osób, które podczas nieobecności Batmana chcą walczyć z przestępczością, czynić dobro i demaskować złoczyńców. Samozwańczy obrońcy miasta wzrastają w siłę i liczebność. To nie jest w smak radnej Noctua, która po pewnym incydencie w nocnym sklepie, gdzie (z powodu braku doświadczenia „Robina”) giną i policjant, i rabuś, doprowadza do przegłosowania ustawy zwanej „Prawem Robina”. Mówiąc wprost – delegalizuje działalność młodzików.

Co w konsekwencji prowadzi do legalnego (tj. pod auspicjami policji) polowania na każdego, kto nosi symbole mogące się z nim kojarzyć (wszywkę z literą „R”, czerwone buty, pelerynę czy maskę). Z drugiej strony oryginalna czwórka Robinów jednoczy siły, aby lepiej poznać i wspomóc (tj. wyszkolić) naśladowców, a przy okazji dotrzeć do sedna, czyli do spiskowców pociągających za sznurki.

Z biegiem akcji okazuje się, że postępowanie radnej jest w pełni zdominowane i kontrolowane przez Trybunał Sów, który chciałby odzyskać utraconą pozycję (patrz: pierwsze tomy serii Batman wg Scotta Snydera). Klika manipuluje wszystkimi dookoła, gdyż ma w planach wprowadzić na scenę nowego czempiona Szarego Syna. Napisałem „nowego”, a właściwie chodzi o dorosłego Dicka Graysona, który od wczesnego dzieciństwa był szykowany do zostania Szarym Synem, ale – jak pamiętamy – wtrącił się Batman i zgarnął im młodzika sprzed nosa.

Czy Trybunałowi uda się skaptować Graysona? A może Szarym Synem mógłby zostać ktoś inny? Co się stanie z samozwańczymi „Robinami”? Kto poprowadzi ich do walki? Czy jest między nimi jakiś lider? Czy przymierze między oryginalnymi Robinami okaże się trwałe? Czy Trybunał ma do dyspozycji jakiegoś morderczego Szpona? Czy wyjdą na jaw machinacje i przekręty radnej? Czy Mechabatman wtrąci swoje trzy grosze? Czy tajne stowarzyszanie znów polegnie? Fabuła dostarcza całkiem ciekawych odpowiedzi na powyższy zestaw pytań.

Omawiany tom jest antologią, która powstała dzięki pracy ośmiu scenarzystów oraz dwudziestu (sic!) rysowników. Na czwartej stronie podano nazwiska wszystkich (lub prawie wszystkich) osób, które uczestniczyły w przygotowaniu projektu. Dlatego pod względem graficznym jest bardzo różnorodnie i oryginalnie. Choć można zauważyć, że większość artystów stawia na realistyczne przedstawienie postaci i przedmiotów. Wyjątkiem jest rozdział zatytułowany Robini kontra Zombi, który pierwotnie ukazał się jako trzynasty zeszyt serii Gotham Academy, gdzie rysownik – Adam Archer – odchodzi od naturalistycznego przedstawienia rzeczywistości na rzecz cartoonowej stylistyki.

Wojna Robinów to sporej objętości crossover, który przetoczył się przez kilka okołobatmanowych serii (m.in. Detective Comics, Grayson, Teen Titans czy Robin: Son of Batman). Całość ma stricte rozrywkowy i przygodowy charakter. Pozycja jest o tyle ciekawa, że rozwija mitologię Gotham, upomina się o pamięć osłabionego Trybunał Sów i rozbudowuje pewne wątki wspomnianych w pierwszym akapicie albumów. Z tych powodów można sięgnąć po recenzowany komiks.

Lee Bermejo & Ray Fawkes & Tom King & Tim Seeley & inni (sc.), Adam Archer & Ian Churchill & Jorge Corona & Sandra Hope & Walden Wong & inni (rys.), „Wojna Robinów”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1127, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4-, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie

25/02/2017 § Dodaj komentarz


Koniec szkoły

wolverine-x-menNajwiększy komiksowy crossover jaki w ubiegłym roku mieliśmy okazję przeczytać, przynajmniej jeśli chodzi o rozmach, to zdecydowanie Nieskończoność (klik! klik!). Mniejszym, acz jednym z najlepszych była Bitwa Atomu (klik! klik!). Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ ostatni tom serii Wolverine i X-Men odwołuje się do obu tych eventów. Pokazując zarówno losy Kid Gladiatora w trakcie walk z Budowniczymi, jak i dalszy ciąg wątków zawiązanych z problemami podróży w czasie przez X-Menów.

Kid Gladiator powraca do Shi’ar, ale tęskni za Ziemią i szkołą im. Jean Grey. Tak się jednak składa, że rozpoczynają się wydarzenia Nieskończoności, a co za tym idzie całe imperium staje do walki z najeźdźcą. Kid wbrew zakazowi ojca włącza się do wojny…Jakiś czas potem nad szkołę mutantów nadlatują siły S.H.I.E.L.D. Wolverine spotyka się z dowodzącą nimi agentką Hill, żeby wyjaśnić zarówno obecną sytuację, jak i wydarzenia do jakich doszło w trakcie Bitwy Atomu. xmenObie strony mają swoje racje i nie zmierzają odpuścić, na szczęście udaje się im uniknąć otwartego konfliktu, chociaż zimny pokój, jaki między nimi panuje ochładza się jeszcze bardziej.

To jednak dopiero początek. Podczas gdy dwójka nowych uczniów w towarzystwie Broo poznaje sekrety szkoły imienia Jean Grey, Wolverine wyrusza zająć się tajnymi bazami S.H.I.E.L.D., nieświadomy że taki sam cel objął Cyclops. Tymczasem w szkole zaczyna się źle dziać, a zbliżający się koniec roku szkolnego może oznaczać koniec o wiele bardziej definitywny, niż ktokolwiek mógłby podejrzewać…

Wprawdzie najciekawszymi seriami o X-Menach na polskim rynku wciąż pozostają All-New X-Men (klik! klik!) oraz Uncanny X-Men (klik! klik!), losy Wolverine’a, jako dyrektora szkoły także nie zawodzą. Jason Aaron (scenarzysta takich tytułów, jak Bękarty z południa czy Skalp) mocno splótł swoją opowieść ze wspomnianymi powyżej tytułami, kontynuując najciekawsze wątki wspólne dla wszystkich trzech serii. Pojedynek Logana z Cyclopsem to dobry epilog dla pewnego etapu rozłamu miedzy mutantami, a finałowy zeszyt, który przenosi nas nieco w czasie, już samą okładką odwołując się do jednej z najlepszych x-menowych fabuł, czyli Days of Future Past, stanowi udane i sentymentalne pożegnanie.

Co jeszcze podoba mi się w scenariuszu Aarona, który dał się poznać przede wszystkim jako autor poważnych, krwawych i brutalnych opowieści,wolverine to humor. Pasuje do wizji, jaką prezentuje w dwóch pozostałych tytułach Brian Michael Bendis, a przeplatany z szybką akcją i scenami pojedynków oferuje chwile oddechu.

Znakomicie z fabułą współgra strona graficzna omawianego albumu. Wprawdzie prolog stylistycznie różni się od reszty, ale już główna akcja rysowana przez Pepe Larraza przypomina bardzo to, co Stuart Immonen pokazał w All-New X-Men. Jest nowocześnie, lekko mangowo, ale z realizmem i dynamiką. Do tego w samym finale dochodzą gościnne występy innych rysowników, choćby znanego z Uncanny X-Men Chrisa Bachalo, co stanowi bardzo przyjemny akcent.

Aż szkoda, że to już ostatni tom serii, ale z drugiej strony przygody mutantów nie znikają z księgarskich półek. Czwórka w dobrym stylu kończy linię Wolverine i X-Men, bo oferuje konkretną i ciekawą fabułę. Warto sięgnąć, szczególnie, że jest znacznie poszerzony, przy niezmienionej cenie.

Jason Aaron (sc.), Nick Bradshaw & Pepe Larras & Ramón Pérez, Chris Bachalo & inni (rys.), „Wolverine i X-men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie”, przeł. Bartosz Czartoryski, Klub Świata Komiksu – album 1079, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

wolverine-and-the-x-mensklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

X-Men: Bitwa Atomu

07/02/2017 § 1 komentarz


Bitwa dzieci atomu

battle-of-the-atomJaki jest modelowy fan komiksu (przynajmniej na Zachodzie)? Taki, który regularnie kupuje swoje ulubione serie, bez wahania nabywa wszystkie eventy & crossovery, inwestuje pieniądze w pierwsze albumy nowych tytułów. W minionym już roku 2016 Egmont postarał się, aby nie zabrakło nam okazji do pokazania jakimi jesteśmy fanami. Stałe serie były kontynuowane, nowych także nie zabrakło, a na dodatek nakładem wydawnictwa pojawiły się trzy nowe eventy (plus wznowienie starego). Teraz nadszedł czas na ostatni z nich, może najmniej rozbudowany, ale za to jeden z lepszych. Opowieść o tym, jak starzy X-Men, przeniesieni do teraźniejszości, muszą ramię w ramię z obecnymi mutantami stawić czoła z zagrożeniu, które na siebie sprowadzili.

Po śmierci Charlesa Xaviera mutanci podzielili się na dwie frakcje. Jedna pod wodzą Wolverine’a i Kitty Pride, kontynuując tradycję szkoły dla młodych ludzi z mocami, stara się pokojowo współżyć z ludźmi, druga, której przewodzi Scott Summers (w towarzystwie Magneto) ma status grupy terrorystycznej, która przeciwstawia się hegemonii Homo Sapiens. Chcąc przekonać Scotta do zmiany zdania pierwsza grupa sprowadza z przeszłości X-Menów, by sam młody Scott przypomniał swojemu starszemu wcieleniu x-menwłasne ideały. Sytuacja jednak wymyka się spod kontroli, młodzi mutanci zostają w nowych dla siebie czasach i w tym momencie zaczyna się Bitwa Atomu.

Illyana Rasputin zagląda za kurtynę przyszłości, by przekonać się do czego doprowadzi obecna sytuacja, jednak to, co tam widzi, nie nastraja jej optymistycznie. Tymczasem młodzi X-Men pod wodzą Kitty Pride natrafiają na nowego mutanta. Spotkanie z nim zostaje przerwane przez atak Sentineli. W trakcie walki Scott z przeszłości… umiera. Zanim udaje się przywrócić go do życia, coś się zmienia – Scott z teraźniejszości na chwilę znika. Czyżby doszło do katastrofalnego rozgałęzienia czasoprzestrzeni? Wniosek jest jeden: trzeba odesłać młodych mutantów z powrotem. Wtedy jednak przez kostkę czasu przybywa kolejna grupa, tym razem jest to wnuk Charlesa Xaviera wraz X-Menami z przyszłości, którzy przynoszą ostrzeżenie – jeśli młodzi nie wrócą do swoich czasów, dojdzie do niewyobrażalnej katastrofy. Główni zainteresowani chcą jednak za wszelką cenę sami decydować o swoim losie…

Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie All New X–Men przyświecał mu jeden cel: stworzyć historię, która nie odcinając się od brzemienia blisko pięćdziesięciu lat wydawania serii, pozostaje opowieścią przeznaczoną także dla nieobeznanych z tematem. Chcąc pogodzić ze sobą te dwie kwestie przeniósł X-Menów z przeszłości w czasy obecne. Tak samo zagubieni wśród wydarzeń, jak nowi czytelnicy, młodzi mutanci starali się odkryć zawiłości fabularne. Chwyt prosty, bitwa-atomuale skuteczny. I dobrze rozwijany w dalszych tomach. Teraz jednak nadszedł czas by zabawić się nim na całego i wrzucić do tego worka jeszcze grupę z przyszłości. Co z tego wynika?

Bitwa Atomu to znakomita zabawa dla fanów serii stworzona z okazji 50-lecia istnienia, która podsumowuje pewien etap – przynajmniej ten w życiu przeniesionego w czasie pierwszego składu drużyny. Wciąż nadaje się dla czytelników niezbyt znających temat (czyli dla polskich także, bo choć komiksy o mutantach ukazywały się u nas dość długi czas nadal znamy ich losy jedynie wyrywkowo), jednak prawdziwi miłośnicy będą się bawić najlepiej; to w końcu na nich czeka tutaj wiele smaczków, podkręcających zabawę. Bendis wraz z Jasonem Aaronem i Brianem Woodem (znakomitymi scenarzystami, dzięki którym album nie traci spójności) do maksimum wykorzystuje schemat znany z X-Men: Days of Future Past, powielając go, odwracając i bawić się nim na wszelkie możliwe sposoby. Sama fabuła także jest udana, ale o jej prawdziwej sile decydują drobiazgi – i konkretna, podlana dużą ilością humoru akcja.

Graficznie całość prezentuje się bardzo dobrze. Najlepiej wypada Immonen, ale cała reszta (Cho, López, Bachalo, Camuncoli i Ribic) nie zawodzą. Rysunki są różnorodne, ale na swój sposób spójne. A przede wszystkim pasują do całości. Do tego dochodzi tradycyjnie świetne wydanie, wolverineuzupełnione o galerię (a w niej jedna z alternatywnych okładek w wykonaniu Milo Manary) i konkretna liczba stron (240) . Świetna komiksowa zabawa, rozrywkowa, to prawda, ale w dobrym tego słowa znaczeniu

Na koniec warto wspomnieć jeszcze, że Bitwa Atomu, oprócz faktu celebrowania 50-lecia X-Men, ukazała się równo 20 lat po TM-Semicowym„X-Men: Pieśń Egzekutora, pierwszym pełnym crossoverze wydanym w Polsce (choć wcześniej mieliśmy okazję poznać „Fantastic Four: The Infinity War). Przy okazji album mieści w sobie nie tylko kontynuacje serii wydawanych na naszym rynku w ramach Marvel Now!: All New X-Men, Uncanny X-Men oraz Wolverine i X-Men), ale także i nieznaną w nas wcześniej wcześniej X-Men. Dla fanów mutantów absolutne must read.

Brian Michael Bendis & Jason Aaron & Brian Wood (sc.), Frank Cho & Esad Ribić & Chris Bachalo & Stuart Immonen (rys.), „X-Men: Bitwa Atomu”, tłum. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1065, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[autor: Michał Lipka]

x-men-battle-of-the-atomsklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Rekomendacje: Nieskończoność

11/01/2017 § Dodaj komentarz


Czytać czy nie czytać?

Razem z Michałem Lipką uznaliśmy, że nie ma większego sensu przygotowywaćnieskonczonosc recenzji z marvelowskiego wydarzenia Nieskończoność poprzez omawianie tomu po tomie. Oficyna Egmont Polska przygotowała edycję zbiorczą sześciu zeszytów głównej miniserii oraz cztery kolejne tie-iny. Większość z tego w rzeczywistości stanowi jedną wielką opowieść. A gdy dodamy do całości jeszcze dwa tomy wprowadzenia, to otrzymamy solidnych rozmiarów fabułę o wyczerpującej walce Avengersów z zagrożeniem niszczącym całe światy. Ale po kolei.

Zacznijmy komiksu Thanos powstaje, to historia, która przybliża nam postać Thanosa. Z niej dowiadujemy się, jak to się stało, że dobre dziecko z utopijnej planety, która nie znała zła, zostało największym masowym mordercą w dziejach wszechświata. Ale to jedynie wstęp, przystawka, o której więcej można przeczytać tu: klik! klik! W siódmym zeszycie serii New Avengers (w Polsce otwierającym drugi zbiorczy tom) ważą się losy wojny pomiędzy Wakandą a Atlantydą. Doom stara się dowiedzieć od Iluminatów szczegółów dotyczących inkursji światów, która mogła doprowadzić do wielkiej tragedii. Udało się jej zapobiec, ale wielkim kosztem, z którym nie potrafi się pogodzić Mister Fantastic. avengers3_preludiumJednakże kolejne niebezpieczeństwo już czai się na horyzoncie. Kiedy miejsca upadku bomb genezy zaczynają wykazywać aktywność (album Avengers: Preludium Nieskończoności – klik! klik!), w kosmos zostaje wysłany sygnał, że Ziemia to punkt pęknięcia multiwersum, którego nie da się naprawić. Jednocześnie na całej planecie zaczynają dziać się dziwne rzeczy: uszkadzający systemy impuls nieznanego pochodzenia prowadzi do globalnych problemów. Reaguje na niego kokon z wyspy Aim, a uwolniona istota staje do walki z Avengers.

Wkrótce dzieje się jeszcze gorzej. Oto przedwieczna i być może nieśmiertelna rasa budowniczych, którzy zapoczątkowali życie na wielu planetach, zaczyna owo życie niszczyć (w albumie Nieskończoność). Kolejne światy upadają i albo ich mieszkańcy poddają się najeźdźcom, albo giną. Armada statków Budowniczych zbliża się powoli do Ziemi, ale na swojej drodze wciąż ma wiele planet. Ich mieszkańcy zbierają się, by podjąć konkretne działania. W kosmos wyruszaj Avngers z zamiarem uprzedzenia ataku, a ich nieobecność na Niebieskiej Planecie postanawia wykorzystać Thanos, który zażądał od ziemian złożenia swoistej daniny…

Od tego momentu opowieść toczy się dwutorowo. Avengers (w serii Avengers, zeszyty 18-23) avengersnieskonczonoscwalczą w kosmosie na wielu frontach z armią wrogów. Misterne plany powstrzymania fali zniszczenia pełzną jednak na niczym, a coraz gorsza sytuacja na polu walki podkopuje morale. Tymczasem na Ziemi (w serii New Avengers, zeszyty 8-12, tak, tak, osiem – choć lista podana na końcu tomu informuje, że event Nieskończoność toczy się od zeszytu 9; 8 chronologicznie dzieje się po Avengers 18 i zawiera kilka znaczących scen) Tony Stark, który pozostał, aby przygotować defensywę na wypadek przedarcia się budowniczych, musi wraz z innymi Iluminatami stawić czoła hordom Thanosa. Sytuacja jest coraz gorsza, a zmagający się z własnymi problemami Inhumans zmuszeni zostają podjąć decyzje, które odmienią ich (i niektórych mieszkańców Ziemii) raz na zawsze.

Wydarzenie Nieskończoność przygotowywane było już od dłuższego czasu. Preludium… opublikowane zostało w kwietniu 2016 roku, a szukając głębiej, warto zauważyć zarówno Erę Ultrona (klik! klik!), gdzie zaczęło się pęknięcie multiwersum (styczeń 2016), jak i serie Avengers i New Avengers stanowiące jedną wielką opowieść, której echa rozbrzmiewają głośno w niniejszej fabule. Sięgać dalej nie ma większego sensu, ewentualne niejasności wyjaśniono w polskich komiksach w formie wprowadzeń, które streszczają inne istotne wątki.

Wracając jednak do samej historii, album Nieskończoność zacząłem czytać od Preludium… i Thanosa. Nie byłem zachwycony. Pierwsze okazało się niezłe, choć przeładowane patosem i naciąganymi wątkami, drugie było, co tu dużo mówić, thantosplagiatem Lobo osadzonym w scenerii Star Wars. Ani nie bawiło, ani nie ciekawiło, ani tym bardziej niczym nie zaskakiwało. Przeczytałem, w obu przypadkach bez bólu, znajdując kilka niezłych scen i również zaledwie kilka udanych grafik i zaraz potem prawie zapomniałem. Kiedy ukazał się core, nauczony doświadczeniem, że Jonathan Hickman to żaden wielki twórca, a jedynie niezły wyrobnik, który miewa dobre momenty, ale przede wszystkim ma dużo pomysłów wołających o pomstę do nieba, sięgnąłem tylko po niego. I znów dostałem patos, patos, patos i odrobinę niezłych sekwencji. Wszystko to podane zbyt szybko, zbyt miałko i zbyt „starwarsowo”. Zupełnie jakby w gwiezdonowojenną sagę wrzucić Avengers i dodać więcej ciężkawej powagi i przesadnie wielkich słów.

Ale skoro już tyle przeczytałem, dlaczego nie sięgnąć by po resztę? Szczególnie, że New Avengers: Nieskończoność zawiera dodatkowy epilog całości, a wraz z Avnegers: Nieskończoność rozbudowywało kilka niezłych wątków. Kupiłem (w końcu cena dobra, a tomy na dodatek znacznie pogrubione) i nie żałuję. Jako całość, pomimo swoich minusów, to naprawdę dobra historia wojenna dziejąca się w kosmosie. Czuć to jednak dopiero, kiedy zasiądzie się do kompleksowej lektury. Poszczególne części są raczej przeciętne scenariuszowo. Kiedy zanurzyć się w fabułę zeszyt po zeszycie, według kolejności zdarzeń (jak to w Marvelu bywa chronologia wydań nieco się z tym nie zgadza) opowieść staje się lepsza. Ciekawsza. Udana. Nie wielka, wspomnianej już Erze Ultrona nie dorasta do pięt, niemniej warta przeczytania. Szczególnie, że finał bezpośrednio wprowadza w to, co już wkrótce będzie działo się na polskim rynku – Avengers: Times Runs Out, które prowadzi bezpośrednio do Secret Wars. Wspomniany event wprowadzi do świata Marvela kilka trwałych zmian, ale to dopiero za jakiś czas.

Bez wątpienia Nieskończoność to największy event komiksowy na polskim rynku. Nie tylko ze względu na rozmiar opowieści, ale także i ilość tie-inów. newavengersnieskonczonoscW chwili obecnej ukazały się dwa z nich: Strażnicy galaktyki oraz Thunderbolts, a wkrótce dołączy do nich album Wolverine i X-Men: Starzy kumple, nowi wrogowie. I chociaż całe wydarzenie ma swoje minusy, to kiedy czytać całość (bez zagłębiania się w dodatki, jak choćby wspomniany powyżej tom Thanos powstaje), oferuje konkretną zabawę w klimacie Gwiezdnych Wojen, ale poważniejszą i stanowiącą integralną część o wiele większego, niż starwarsowe uniwersum. Trudno więc poprzestać w czytaniu tylko na głównej opowieści, ale co mogą nam zaoferować poboczne tytuły? Na początek przyjrzyjmy się trzeciej odsłonie serii Thunderbolts.

Tytułowa grupa to oddział stanowiący przeciwieństwo Avengers i chociaż obecnie działa po stronie dobra, wykorzystuje do tego metody dalekie od akceptowalnych. W skład drużyny wchodzą Czerwony Hulk, mordujący przestępców Punisher, dawny wróg Spdier-Mana a obecnie agent rządowy Venom, były złoczyńca & geniusz Czerwony Leader, psychopatyczny & nieśmiertelny mutant Deadpool, zabójczyni ninja Elektra oraz Mercy – enigmatyczna istota o mocach zdolnych uśmiercić każdego, kto tylko zechce śmierci.

Tym razem na czele drużyny staje Punisher, który chce ostatecznie rozliczyć się z pewną rodziną mafijną z Nowego Jorku. Nie każdemu podobają się jego metody, niemniej drużyna rusza do akcji. Deadpool chce wykorzystać okazję i zjeść nowojorską pizzę. Niestety na miejscu okazuje się, że grupie przyjdzie zmierzyć się z czymś jeszcze – Ziemię atakują siły Thanosa. Wykorzystując fakt, iż Avenegrs walczą w kosmosie z inwazją Budowniczych i ktoś musi stawić im opór…

W tym albumie zasadniczym problemem są rysunki – kanciaste, uproszczone, thunderbolts3nieskonoscniemal cartoonowe – pasują do klimatu opowieści, ale nie każdemu przypadną do gustu. Podobnie zresztą, jak i nastrój komiksu. Thunderbolts to nie tylko swoiści antyavengersi, ale także ich parodia, ale podana na poważnie. Trafiają się żarty, których główne źródło stanowi oczywiście Deadpool. Jest też brutalnie, ale przede wszystkim króluje szybka akcja. Czy coś wnosi do Nieskończoności? Praktycznie nie. W głównej fabule Thunderbolts znaleźli się tylko na jednej stronie. A w omawianej pozycji wyjaśnione zostaje, jaki był ich udział w walkach. Nic nie stracicie jeśli pominiecie ten album. Szczególnie, że Punisher skupia się głównie na wykańczaniu gangsterów, nie bardzo przejmując się inwazją z kosmosu.

A czy trójkę Thunderbolts można czytać w oderwaniu od Nieskończoności? Jeśli jesteście miłośnikami tej serii, to owszem. Jeśli nie znaliście poprzednich tomów, a chcielibyście zacząć od tego, też nie poczujecie się szczególnie zagubieni – praktycznie wszystko wyjaśnia się w treści. Owszem, znajomość eventu daje pewne zaczepienie i dopowiada wiele, ale nie jest absolutnie konieczna, by dobrze się bawić.

Natomiast trzeci tom serii Strażnicy Galaktyki nie kontynuuje wątków podjętych w poprzednich dwóch odsłonach. Główna fabuła, pomieszczona w omawianej produkcji, nawiązuje do wielkiego wydarzenia Infinity. I opisuje udział Strażników w walce z Thanosem, która sprowadza się do akcji odbicia Abigail Brand – dyrektorki SWORD – oraz dowodzonej prze nią stacji Szczyt z rąk żołnierzy Szalonego Tytana. Scenarzysta Strażników, Brian Michael Bendis, dokłada zupełnie nie znaczący klocek do globalnej opowieści wyprowadzonej na łamach Avengeres przez Jonathana Hickmana.

Całość zaczyna się tak: gdzieś w dalekich odmętach kosmosu Peter Quill dowiaduje się, że Ziemia została zaatakowana. Star Lord postanawia ruszyć na ratunek straznicy3nieskonczonosAbigail Brand, która poprosiła ich o pomoc, bo żadna inna ekipa superbohaterów nie odpowiedziała na wezwanie. Członkowie ekipy Strażników ruszają za liderem. No, nie wszyscy. Początkowo Gamora staje okoniem. Zielona wojowniczka nie potrafi wybaczyć Peterowi, że nie zabił jej „ojca” w sytuacji, gdy miał ku temu okazję. Kłótnia między wspomnianymi bohaterami to właściwie jedyna emocjonująca scena w tym tie-in Nieskończoności. A! Znaczący udział w walce będzie miała także Angela. Drugi epizod opowieści rozgrywa się planecie Moord, gdzie Gamora i Angela poszukają Thanosa. Podczas przesłuchiwania jednego z żołnierzy pojawia się wątek związany z zaginionym ludem drugiej z bohaterek.

Omawiany tom jest bardzo zróżnicowany pod względem graficznym. Właściwie nic interesującego. No, poza jednym wyjątkiem. Chodzi o początkowy epizod, który jest dziełem Francesco Francavilli. Włoski rysownik posługuje się dość uproszczoną kreską, która kojarzy mi się z pracami Darwyna Cooke’a. Kolorystycznie rzecz wypada równie intrygująco, artysta postawił głównie na mocno nasycone barwy, głównie błękit (aż do filetu) i czerwień.

Nie wszystkie serie związane fabularnie z Nieskończonością wydano w naszym kraju. Sam główny event warto przeczytać wespół z: Thanos powstaje, Avengers #3: Preludium Nieskończoności, Avengers #4: Nieskończoność oraz New Avengers #2: Nieskończoność. Oczywiście można sobie podarować sięganie po: Thunderbolts #3: Nieskończoność, Strażnicy Galaktyki #3: Nieskończoność czy Wolverine i X-Men #4: Starzy kumple, nowi wrogowie, bo stanowią one jedynie wątpliwej jakości dodatki, które są bez znaczenia dla całego eventu. Polecamy czytać tylko, jeśli jest się miłośnikiem komiksów Marvela. Ewentualnie lubi niezobowiązujące i lekkie historie w stylu Star Wars. Scenariusz Hickmana jest niezły, choć nie powala na kolana. Strona graficzna w wykonaniu różnych artystów, którzy na szczęście zostali dobrani tak, by całość wyglądała w miarę spójnie, stanowi kawał dobrej, realistycznej roboty. Więcej tu efekciarstwa, niż efektowności, ale nie oszukujmy się, to dominuje w głównym nurcie superhero i powinniśmy być już przyzwyczajeni. Nieskończoność to taki komiksowy blockbuster. Szczerze mówiąc, to określenie najlepiej podsumowuje całość.

Brian Michael Bendis (sc.), Bryan Hitch & Alex Maleev & inni (rys.), „Era Ultrona”, tłum. Marek Starosta, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [nakład wyczerpany]
Jason Aaron (sc.), Simone Bianchi (rys.), „Thanos powstaje”, tłum. Piotr Krasnowolski, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Jonathan Hickman & Nick Spencer (sc.), Mike Deodato & Stefano Caselli (rys.), „Avengers #3: Preludium Nieskończoności”, tłum. Jakub Syty, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Jonathan Hickman (sc.), Dustin Weaver & Jim Cheung & Jerome Opeña, „Nieskończoność”, tłum. Marek Starosta, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Jonathan Hickman (sc.), Leinil Francis Yu (rys.), „Avengers #4: Nieskończoność”, tłum. Marek Starosta, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Jonathan Hickman (sc.), Mike Deodato (rys.), „New Avengers #2: Nieskończoność”, tłum. Marek Starosta, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Charles Soule (sc.), Phil Noto & Jefte Palo (rys.), „Thunderbolts #3: Nieskończoność”, tłum. Paulina Braiter, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]
Brian Michael Bendis & inni (sc.), Kevin Maguire & Francesco Francavilla & inni (rys.), „Strażnicy Galaktyki #3: Nieskończoność”, tłum. Paulina Braiter, Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016. [kup: klik! klik!]

[Michał Lipka & Maciej Gierszewski]

infinity-thanos
Kolejność czytania poszczególnych zeszytów i albumów:
„Thanos powstaje”
„New Avengers” #7 (choć to nie część „Nieskończoności”, wprowadza do wątku z zeszytu 8, który stanowi element „Preludium…” – zeszyt znalazł się także w zbiorczym amerykańskim wydaniu „Infinity”)
„Avengers” #14-17
„Nieskończoność” #1
„Avengers” #18
„New Avengers” #8-9 (8 to część „Preludium…”, ale chronologicznie dziejąca się w tym właśnie miejscu)
„Nieskończoność” #2
„Avengers” #19
„New Avengers” #10
„Nieskończoność” #3
„Avengers” #20
„Nieskończoność” #4
„Avengers” #21
„New Avengers” #11
„Nieskończoność” #5
„Avengers” #22-23
„Nieskończoność” #6
„New Avengers” #12

Star Wars Komiks. Darth Vader: Osaczony Vader

12/10/2016 § Dodaj komentarz


 Vader na wojennej ścieżce

darth-vaderOd kiedy oficyna Marvel przejęła od Dark Horse publikowanie komiksów z gwiezdnowojennego uniwersum, historie nie tylko zyskały większą niż uprzednio spójność, ale przede wszystkim jakość. Najlepiej ze wszystkich serii wypada cykl główny Star Wars, ale szybko mu dorównał Darth Vader, który stał się drugim sztandarowym tytułem. Teraz nadszedł czas na pierwszy w historii crossover obu serii. Już na wstępie napiszę, że otrzymaliśmy dynamiczną, interesującą i udaną opowieść o wojnie.

Vader wreszcie dowiedział się, gdzie przebywa Luke. Dlatego rusza na Vrogas Vas. Kiedy natyka się na rebelianckie statki, zaczyna podejrzewać swoją pomocnicę, dr Aphra, o zdradę. Wieść, że lord Sithów zjawił się na planecie, szybko się roznosi. Leia, w zemście za zniszczenie jej rodzimego świata, zamierza go zabić. Z kolei Han Solo gotów jest kolejny ratować przyjaciół pomimo większych zdarzeń rozgrywających się wokoło. Na Vrogas Vas zjawiają się kolejne osoby, które mieszają szyki pozostałym, każda z nich ma własny cel. Robi się niebezpiecznie, knowania mogą doprowadzić do wielkiej walki, której finał dla każdej ze stron może być tragiczny.

Co prawda od samego początku wiadomo, że tak się nie stanie. Znamy filmową fabułę, vader-lukewięc wiemy, że nic złego nie może spotkać najważniejszych postaci. Choć nie przeszkodziło to twórcom opowiedzieć naprawdę świetnej, dynamicznej historii, która ciekawi i intryguje. Czym najbardziej skoro znamy los bohaterów? Wiemy, że nie zginą, ale nie wiemy jednego – jak wybrną z kolejnych piętrzących się przeciwności losu, z kolejnych patowych sytuacji, które zrzucają im na głowy scenarzyści. I to zostaje wykorzystane do maksimum, a co więcej w naprawdę znakomity sposób.

Do tego dochodzą nowe, fascynujące postaci, które, choć stanowią lustrzane odbicia naszych herosów przepuszczone przez filtr zła, naprawdę ciekawią i nie pozostawiają nas obojętnymi wobec ich losu. Triple Zero, czyli psychopatyczna wersja C3PO. BeeTee, czyli uzbrojony, morderczy odpowiednik R2D2. Zabójczy Wookie oraz wreszcie Doktor Aphra, która jest takim imperialnym Hanem Solo. Walki między nimi stanowią najlepsze momenty albumu, a możliwość porównywania podobieństw i różnic dostarcza wiele przyjemności.

Świetna jest też grafika. Z jednej strony mamy nowe nazwisko wśród starwarsowej ekipy, vader-downczyli Mike’a Deodato (znanego m.in. z: Original Sin, kilku zeszytów Amazing Spider-Mana z runu pisanego przez Straczynskiego), z drugiej Salvadora Larrocę ( Iron Man: Pięć koszmarów. ). Obaj panowie pokazują wielki kunszt swego warsztatu: realistyczny rysunek i dynamiczne sceny. Do tego doskonała kolorystyka, która znakomicie pasuje do ilustracji. Efekt? Wszystko w komiksie świetnie się układa, wszystko się zgadza, a całość zachęca do sięgnięcia po kolejne zeszyty.

Dobrze, że Egmont regularnie wydaje po polsku Star Wars. Publikacje są tanie, dobre edytorsko i dostępne w każdym punkcie z prasą. Polecam, bo warto! Czekam na grudzień, kiedy pojawi się kontynuacja losów postaci znanych z bieżącej odsłony.

Jason Aaron & Kieron Gillen (sc.), Salvador Larroca & Mike Deodato (rys.) „Star Wars Komiks 5/2016. Darth Vader: Osaczony Vader”, tłum. Jacek Drewnowski, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

[autor: Michał Lipka]

osaczony-vadersklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with crossover at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: