Wędrówka przez Morze Czerwone

10/04/2017 § Dodaj komentarz


  Podróżować, to znaczy oddać się zdradzie

Któż z nas nie ma ochoty uciec od rutyny codzienności? Są takie chwile w życiu każdego z nas, w których chcieliśmy diametralnie wszystko zmienić. Zerwać więzy, które podtrzymujemy tylko z przyzwyczajenia lub ze strachu przed nowym i nieznanym. Nadać życiu barw, uczynić bardziej celowym. Marzymy o czymś, ale nie mamy odwagi, aby tego dokonać. Opis oraz ilustracja na okładce komiksu Wędrówka przez Morze Czerwone składają czytelnikowi propozycję podróży. Joël Alessandra zaprasza do wejścia na pokład i popłynięcia razem z Fredem na spotkanie wielkiej przygody.

Wędrówka… to opowieść o charakterze autobiograficznym. Chociaż główny bohater komiksu nosi imię Tom, to bez wątpienia możemy uznać, że jest on alter-ego autora. Opowieść zaczyna się bardzo dramatycznie: pewnego zimowego dnia, prawie dwóch latach choroby, umiera żona bohatera. „Pustka zagościła w moim życiu (…). Moja praca nauczyciela tylko pogarszała stany lękowe…” – notuje na marginesie. Z dnia na dzień czuje się gorzej, popada w apatię, wpada w pułapkę wspomnień o Annie. W końcu postanawia coś zmienić. Zamknąć rozdział poprzez przyjęcie posady nauczyciela rysunku w Dżibuti w Afryce.

Fascynacja i ekscytacja nowymi miejscem, nowymi ludźmi oraz możliwością spełnienia dawnych marzeń pomagają mu ugasić ból po stracie. Rzuca się w wir pracy, biega po mieście z aparatem fotograficznym, notatnikiem i ołówkiem: „Dzięki rysowaniu mogłem poczuć, że żyję”. Wciąż czuje się obcy, jest obserwatorem, a nie uczestnikiem. Tak trwa w pewnym zawieszeniu do czasu spotkania Freda. Panowie wyraźnie się od siebie różnią, a mimo to zawiązuje się między nimi nić przyjaźni. Fred to typek spod ciemnej gwiazdy: przewodnik, przemytnik i zbrojna eskorta w jednym. Tom pozostaje pod wpływem nowego przyjaciela i razem z nim wyrusza, aby przeżyć przygodę. Przygodę, która odmieni całkowicie jego życie.

Fabuła prowadzona jest w formie diariusza, w którym autor zamieszcza zdjęcia, koślawe szkice, wkleja bilety, notuje rozmowy, przepisuje cytaty z aktualnych lektur. Głównie z awanturniczo-przygodowych powieści Henry’ego de Monfreid, ale wspomina się także o Josephie Conradzie czy Josephie Kesselu. W tym aspekcie recenzowana pozycja jest fascynującym dziennikiem, świadectwem przemiany jaka zachodzi w bohaterze dzięki nowemu przyjacielowi i przeżytej przygodzie.

Wizualnie album przypomina trochę prace Cyrila Pedrosy i Manuele’a Fiora. Rozedrgana kreska, nieprecyzyjne przedstawienie. Rysownik używa ołówka i cienkopisu aby naszkicować kontury, które potem wypełnia akwarelami. Nałożone kolory są spłowiałe od słońca, przeważają różne odcienie brązu, dużo beżu i ochry. W pierwszej połowie albumu trochę szwankuje wizualne prowadzenie narracji, za dużo jest zdjęć i wstawek ze szkicownika, które nijak się mają do fabuły. Jednak od momentu pojawienia się Freda opowieść nabiera rumieńców. Tak na marginesie, bohater ten (wizualnie i pod względem zachowania) przypomina mi postać Rasputina, który występuje serii Corto Maltese Hugo Pratta.

Wędrówka przez Morze Czerwone to ciekawy przykład połączenia reportażu i pamiętnika z podróży w zborną opowieść o charakterze przygodowo-awanturniczym. Komiks przywodzi na myśl Dziennik podróżny Craiga Thompsona (klik! klik!). Jednak jeśli porównamy obie pozycje, to produkcja amerykańskiego autora wypada blado i powierzchownie. Alessandra nie boi się wejść między tubylców, żyć ich życiem oraz pokazać swoje uczucia.

Joël Alessandra (sc. & rys.), „Wędrówka przez Morze Czerwone”, tłum. Paweł Biskuski, Scream Comics, Łódź 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 3+]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Krew tchórzy #2: Rzeźnik

25/01/2017 § Dodaj komentarz


 Rzeźnik i przedstawiciele Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej

krew-tchorzyRzeźnik to drugi album serii Krew tchórzy, w którym do końca zrealizowany zostaje wątek fabularny dotyczący śledztwa rozpoczętego w 1663 roku przez majora Arthura J. Joyce’a Byrona Pike’a. Koronny śledczy stara się rozwiązać zagadkę poćwiartowanych zwłok kilku mężczyzn odnalezionych u brzegu rzeki Ouse. Akcja komiksu, tak samo jak w uprzedniej odsłonie, rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych i geograficznych. Dochodzenie Arthura Pike’a jest ściśle powiązane z wydarzeniami, które rozegrały się dwadzieścia lat wcześniej na Jawie.

W Batawii pierwsze skrzypce grał James Eddington, kapitan Pierwszego Regimentu Królewskich Kirasjerów, który miał za zadanie wyjaśnić okoliczności śmierci sir Francisa. Idzi mu jak po grudzie. Zresztą koronnemu śledczemu w Anglii także niespecjalnie się wiedzie, właściwie udało mu się ustalić tożsamość zamordowanych mężczyzn, ale nic z tego dalej nie wynika. I w jednym, i w drugim wątku  sang-lache-2-01dwuznaczną rolę odgrywają wysoko postawieni przedstawiciele Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC), którym niespecjalnie zależy na schwytaniu sprawców i wyjaśnieniu motywu morderstw.

Wyraźnie wzrasta dynamika obu prowadzonych śledztw. Co prawda scenarzysta wciąż myli tropy, pozwala swym bohaterom szukać na oślep i błądzić niczym dzieci we mgle. Jednak z biegiem akcji czytelnik zaczyna rozumieć, że oba wątki są ze sobą przewrotnie i ściśle powiązane. Zresztą, kto by się spodziewał, że pod płaszczykiem uprzejmości i profesjonalizmu major Pike skrywa drugą, bardzo przerażającą, twarz. Nie będę zdradzał zamysłu Jeana-Yvesa Delitte’a, ponieważ warto samemu zmierzyć się z fabułą. Zapewniam, że całość jest nieźle obmyślona.

Pod względem graficznym Rzeźnik nie odbiega od Zemsty Jamy. Nadal duże wrażenie robi szczegółowość i dokładność świata przedstawionego. Zwracają uwagę spektakularne dwuplanszowe rozkładówki, na których podziwiać możemy zimowy krajobraz angielskich siedemnastowiecznych przedmieść lub spieczone słońcem okolice portu w Batawii. Należy docenić także sam układ karów na planszy, który miejscami bywa delittezaskakujący i nieoczywisty. Rysunek Delitte’a robi na mnie silne wrażenie, choć przeszkadza mi jedna, mała drobnostka: postaci wypowiadają się przez zamknięte usta.

Recenzując jedynkę pisałem: „Serial Krew tchórzy nie jest czystą opowieścią spod znaku płaszcza i szpady. Zawiera wyraziste elementy komiksu detektywistycznego…”. Po lekturze dwójki muszę przyznać, że komiks ma znamiona świetnego kryminału, w którym napięcie wzrasta ze strony na stronę, aż do całkowicie niespodziewanego finału. Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się takiego zakończenia. Całość opowieści zostaje wywrócona do góry nogami. Po zdobyciu całkowitej wiedzy warto dyptyk przeczytać raz jeszcze, aby dokładnie poukładać poszczególne elementy układanki i docenić kunszt scenarzysty.

Jean-Yves Delitte (sc. & rys.), „Krew tchórzy #2: Rzeźnik”, tłum. Wojciech Birek, Scream Comics, Łódź 2016.

[scenariusz: 5-, rysunki: 5+, kolory/cienie: 3+]

jean-yves-delittesklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}
gildiaRecenzja napisana dla serwisu Gildia Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Cyann. Tom 1

07/12/2016 § 1 komentarz


 Pierwsza odsłona przygód młodej Cyann

francois-bourgeonW ubiegłym roku mięliśmy okazję zapoznać się z Pasażerami wiatru – niezwykłym cyklem autorstwa Francois Bourgeona. Serial został bardzo dobrze przyjęty. Dlatego oficyna Egmont Polska postanowiła iść za ciosem i sięgnąć po sześciotomową serię science fiction, którą Bourgeon stworzył we współpracy z Claudem Lacroix. Rzecz oryginalnie ukazywała się w latach 1993-2014 nakładem kilku różnych wydawnictw znad Sekwany. Najprawdopodobniej w Polsce całość ukaże się w trzech zbiorczych tomach.

Pierwszy z nich trafił do księgarń w wakacje. Zawiera dwa albumy: ŹrÓdło i sOnda oraz Sześć pór roku na il☉. Akcja komiksu początkowo rozgrywa się na planecie Olh w nieokreślonej bliżej przyszłości. Męskich mieszkańców nęka tajemnicza i śmiertelna choroba, zwana „purpurową gorączką”. Oligarchów z kasty rządzącej obwinia się o brak skutecznego remedium. Niezadowolenie społeczeństwa rośnie z dnia na dzień. Atmosfera jest napięta, czuć zbliżające się zamieszki. Dlatego trwają rozgorączkowane poszukiwania lekarstwa. Umierający przywódca SOndy (rządzącej kasty technokratów) i ojciec tytułowej bohaterki, finansuje wyprawę kosmiczną na planetę Il☉. cyann-bourgeonWłaśnie tam mają rosnąć rośliny, z których będzie można sporządzić antidotum. Ekspedycja nie jest w smak przedstawicielom ŹrÓdła. Kapłani tej organizacji religijnej planują przejąć władzę na planecie.

Główną bohaterką opowieści jest młoda, niezależna i zarazem niedojrzała Cyann, która wyruszając w misję bierze na swoje barki wielki ciężar. Początkowo, rozkapryszona córka politycznego lidera, myśli głównie o własnych hedonistycznych potrzebach, chętnie uczestnicząc w różnej maści przyjęciach i imprezach. Jej zachowanie stawia pod dużym znakiem zapytania trafność decyzji, aby przewodziła ekspedycji. Świetnie ukazano zakulisowe knowania kapłanów, którzy na różne sposoby próbują zdyskredytować dziewczynę. Z biegiem akcji Cyann dojrzewa, libido pomalutku wygasa. Jednak zmiany w zachowaniu następują powoli i zostają wymuszone niejako przez okoliczności.

Fabuła komiksu jest rozbudowana. Pomieszczono w niej wiele wątków pobocznych. francois-bourgeon-cyannW jednym z bardziej atrakcyjnych ukazana zostaje skomplikowana relacja między główną bohaterką a Nacarą – dziewczyną pochodzącą z nizin społecznych. Scenarzyści (bo François Bourgeona wspierał Claude Lacroix) zadali sobie wiele trudu, aby zbudować precyzyjnie funkcjonujące kastowe społeczeństwo. Zresztą cała rzeczywistość przedstawiona w recenzowanej pozycji jest fachowo zaprojektowana i niezwykle spójna. Panowie obmyślili świat różny od Ziemskiego: od fauny i flory, przez stroje, sprzęty i pojazdy , do konwenansów zachowania, wypowiadania się i postępowania. To budzi podziw.

Pewne wątpliwości wzbudza pewien element warstwy graficznej. I nie mam tu na myśli karykaturalnego przedstawienia niektórych postaci czy ich ubogą mimikę. Czuję pewien niesmak, gdy patrzę na prowokacyjne pozy kobiet, które – nie wiedzieć czemu – częstokroć siadają tak, aby było im widać majtki. O zwiewnych, claude-lacroixprześwitujących strojach nie będę wspominał. Mam wrażenie, że komiks niepotrzebnie został naładowany erotyką, która ostatecznie niczemu nie służy. Nie pełni nawet roli ozdobnika.

Cyann to seria sci-fi, przywodząca na myśl komiksy ze Światów Aldebarana autorstwa Brazylijczyka Luiza Eduardo De Oliveira (pseudonim Leo). Dlatego rzecz przypadnie do gustu głównie czytelnikom lubującym się w tego typu produkcjach. Osobom, które wysoko sobie cenią historyczne propozycje Bourgeona (Pasażerów wiatru oraz Towarzyszy Zmierzchu) odradzam lekturę.

François Bourgeon & Claude Lacroix (sc.), François Bourgeon & Claude Lacroix (rys.), „Cyann. Tom 1”, tłum. Wojciech Birek, Klub Świata Komiksu – album 1006, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2016.

 [scenariusz: 3, rysunki: 4-, kolory/cienie: 3+]

le-cycle-de-cyannsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

wp.ksiazkiRecenzja napisana dla serwisu ksiazki.wpl.pl, klikać :tu: tak! :tu:

Krew tchórzy #1: Zemsta Jamy

22/06/2016 § Dodaj komentarz


Dwa śledztwa w cieniu VOC

Jean-Yves DelitteOryginalnie Krew tchórzy to trzytomowa miniseria, za którą odpowiada belgijski autor Jean-Yves Delitte. Artysta ten jest w naszym kraju prawie nieznany. Dawno, dawno temu, bo w 1990 roku, oficyna Express z Bydgoszczy opublikowała album Onna z jego rysunkami i scenariuszem Jean Luca Vernala. Zemsta Jamy to produkcja autorska Delitte’a. Sprawdźmy, czy twórca poradził sobie kompleksowo.

Akcja komiksu zaczyna się pewnego kwietniowego wieczoru na Jawie w roku 1641 roku. Sir Francis siedzi przy pulpicie i pisze list do małżonki, skarży się w nim na przedstawicieli Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej (VOC). Scena jest spokojna, niemal sielankowa, aż do czasu, gdy ciało mężczyzny przebiega śmiertelny dreszcz. Kadrowanie jest sprawne, czytelnik nie widzi, kto dokonał tej niecnej zbrodni. Nie ma żadnego pomysłu dlaczego angielski szlachcic musiał zginąć. Następuje cięcie i fabuła przeskakuje ponad 20 lat do przodu.

Jest rok 1663, Anglia, Arthur J. Joyce Byron Pike – koronny śledczy w stopniu majora krew_tchorzy– prowadzi śledztwo w sprawie zmasakrowanych zwłok odnalezionych u brzegu rzeki Ouse. Nieboszczyk jest w takim stanie, że nie można go zidentyfikować. Udaje się ustalić, że szczątki należą do co najmniej trzech osób. Z czego jedna z nich była szlachcicem. W trakcie dochodzenia, prowadzonego przez wprawnego śledczego, wychodzi na jaw, że Kompania Wschodnioindyjska chce być na bieżąco z postępami w śledztwie.

Opisana powyżej warstwa fabularna splata się ze śledztwem prowadzanym na Jawie w roku 1643, które miało ustalić kto i dlaczego zamordował sir Francisa i członków jego obozu. Szczegóły tej sprawy poznajemy poprzez dziennik niejakiego porucznika Jamesa Eddingtona. Dokument został odnaleziony przez Williama (syna Joyce’a Byrona Pike’a) na strychu u babci ze strony matki.

Ze względu na swobodnie przeplatające się ramy czasowe obu linii fabularnych lektura komiksu wymaga od czytelnika skupienia i uwagi. zemsta jamyDelitte umiejętnie snuje opowieść, stopniowo odsłaniając kolejne elementy śledztwa. Całość osnuta jest pewnego rodzaju tajemniczością, która podsycana jest przez dwuznaczną rolę przedstawicieli VOC w każdym z epizodów. Lektura całości przynosi właściwie więcej pytań niż odpowiedzi. Czy coś łączy oba morderstwa? Czy są w jakiś sposób (poza zaangażowaniem VOC) powiązane? Nie wiadomo kto zabił wtedy, nie wiadomo kto zabił teraz (i kogo). Na pochwałę zasługuje dobrze odtworzone tło historyczne wydarzeń – zarówno w Anglii (konflikt między Rojalistami, a Okrągłowymi), jak i w „nowych” koloniach.

Oprawa graficzna jest więcej niż smaczna. Rysunki są realistyczne, pełne detali. Widać, że artysta się przyłożył, bardzo rzeczowo podszedł do całości. Twórcy zależało na tym, katedra w Yorkuaby oddać klimat epoki, budynki i stroje przedstawiono drobiazgowo. Nie boi się stosować całostronicowych plansz, na których z wielkim pietyzmem przedstawia różnorakie elementy scenografii. Proszę zwrócić uwagę na rozkładówkę na stronach 30 i 31, jak skrupulatnie oddano szczegóły architektoniczne gotyckiej katedry w Yorku. Zwróciłem uwagę na rysunek postaci, nie są gładkolice, a także często mają zmierzwione i tłuste włosy – wyobrażam sobie, że w XVII wieku raczej nie za często je myto. Delitte szczególnie upodobał sobie rysowanie różnych masztowców – jest w tym równie dobry, co William Vance, a może nawet lepszy.

Serial Krew tchórzy nie jest czystą opowieścią spod znaku płaszcza i szpady. Zawiera wyraziste elementy komiksu detektywistycznego oraz marynistycznego. To należy zapisać autorowi na plus. Atutem jest także realistyczna warstwa graficzna i szczegółowość przedstawienia, choć należy pokreślić, że Delitte nie upiększa swoich bohaterów. Bardzo jestem ciekaw, jak zakończy się ta historia. Mam nadzieję, że kolejny album Scream rychło opublikuje.

Jean-Yves Delitte (sc. & rys.), „Krew tchórzy #1: Zemsta Jamy”, tłum. Wojciech Birek, Scream Comics, Łódź 2015.

[scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 3+]

Jean-Yves Delittesklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

gildiaRecenzja napisana dla komiks.gildia.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu::

Fins de siècle: Falangi Czarnego Porządku. Polowanie

25/04/2016 § Dodaj komentarz


Sięgając po kanon

fins-siecleAlbum Fins de siècle to jedynie po części premierowa pozycja w naszym kraju. Wydana przez Egmont, w ramach serii „Kanon Komiksu”, pozycja składa się z komiksów zatytułowanych: Falangi Czarnego Porządku oraz Polowanie. Warto podkreślić, że zostały one rozdzielone kilkustronicowym wywiadem z Enkim Bilalem i Pierre’em Christinem – autorami obu pozycji. Oba albumy znane są w Polsce od kilku lat. Pierwotnie ukazały się oddzielnie; pierwszy w 2002 roku, a drugi rok później. Teraz mamy okazję obcować ze zbiorczym wydaniem, każdy z nich zawiera zupełnie odrębną historię i właściwie nic, poza tym samym zestawem autorskim, ich ze sobą nie łączy. „Właściwie nic” – chociaż należy podkreślić, że obie opowieści należą do gatunku political fiction.

Falangi Czarnego Porządku to przygnębiająca historia, w której pierwsze skrzypce grają weterani – obu stron – hiszpańskiej wojny domowej. Wszystko zaczyna się w małym miasteczku Nieves w Aragonii. falangiczarnegoporzadkuZ początkiem stycznia niewielka faszystowska bojówka dokonuje eksterminacji mieszkańców, wyrzynając wszystkich w pień, a samo miasteczko zostaje spalone do gołej ziemi. Wiadomość ta dociera do przebywającego w Londynie Jeffersona Pritcharda, aktualnie dziennikarza „The Daily Telegraph”, który czterdzieści lat temu był członkiem Brygad Międzynarodowych i walczył w Hiszpanii z siłami generała Franco. Pritchard mobilizuje dawnych towarzyszy broni, którzy żyją w rozproszeniu w całej Europie. Czternastoosobowy oddział spotyka się ponownie. Nie są już młodzi, odważni, silni, jednak chcą – przed śmiercią – przypomnieć sobie o dawnych ideałach, za które kiedyś oddaliby życie. Tak rozpoczyna się nieprawdopodobna krucjata stetryczałych starców, która wiedzie m.in. przez Hiszpanię, Włochy, Niemcy, a swój krwawy finał będzie miała we Francji.

szturmFalangi… to komiks, w którym wiele się dzieje, akcja przenosi się z miejsca na miejsce. Są pościgi, strzelaniny, zasadzki i rozmowy przy ognisku. Czytelnik ma okazję przeczytać wiele interesujących, rozrachunkowych rozmów. Miejscami scenariusz jest jednostronny, bo to przedstawiciele komunistycznych Brygad przedstawieni są jako wojownicy Dobra, walczący w słusznej sprawie.

Za przeciwwagę możemy uznać drugi album Fins de siècle, który jest symboliczną opowieścią o schyłkowym okresie Związku Radzieckiego. W przeciwieństwie do Falang…, Enki Bilalw których akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku miesięcy i wielu krajach, w Polowaniu wszystkie wydarzenia rozgrywają się podczas tytułowego polowania. Miejscem akcji jest pewien pensjonat w Bieszczadach, do którego zjechali się dygnitarze z Bloku Wschodniego. Samo polowanie jest jedynie pretekstem, chociaż panowie faktycznie chodzą po lasach i strzelają do zwierzyny. Głównym celem spotkania jest polityczne zabójstwo, które ma na celu ustalenie nowego układu sił w krajach komunistycznej Europy. Akcja przerywana jest licznymi reminiscencjami z życia bohaterów, a sama opowieść posiada wiele symbolicznych i metaforycznych odwołań.

Siłą obu komiksów jest warstwa graficzna oraz zarys postaci stworzonych przez Christina. Scenarzysta zadbał o to, aby wszyscy bohaterzy mieli okazję się rozwinąć, pokazać swój charakter i wnieść coś do opowiadanych historii. Natomiast Bilal jest już klasykiem europejskiego komiksu. Osobiście nie przepadam za jego autorskimi projektami, jednakże w recenzowanym albumie musiał odrysować świat scenarzysty, a nie swój co moim zdaniem działa na korzyść. Rysunek jest realistyczny i precyzyjny (co szczególnie uwidacznia się w Falangach….). W Polowaniu bohaterów narysowano z mniejszą dbałością i nadano im bardziej pomnikowe pozy.

fins-de-siecleFins de siècle jest albumem, który czyta się powoli i w skupieniu, należy dołożyć starań (szczególnie podczas lektury pierwszego komiksu), aby nie zgubić głównego wątku w gąszczu dygresji i dykteryjek. Temat również jest wymagający. To książka dla wszystkich tych, którzy w komiksach szukają czegoś więcej niż rozrywkowych historii z udziałem bohaterskich „trykotów”. Jak wspomniałem w pierwszy akapicie, Egmont wydał go w ramach serii „Kanon Komiksu” i faktycznie zasłużenie znajduje się w tej linii wydawniczej.

Pierre Christin (sc.), Enki Bilal (rys.), „Fins de siècle: Falangi Czarnego Porządku. Polowanie”, tłum. Marek Puszczewicz & Bartek Chaciński, Klub Świata Komiksu – album 744, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2014.

[scenariusz: 5, rysunki: 4+, kolory/cienie: 4]bial

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

 

Polina

13/04/2015 § Dodaj komentarz


Droga ku własnej tożsamości

vivesPolina to pierwszy autorski komiks Bastiena Vivèsa jaki ukazał się w Polsce. Urodzony w 1984 roku francuski rysownik jest artystą płodnym, na swoim koncie ma pokaźną kolekcję albumów komiksowych. Wcześniej w naszym kraju ukazała się jedna przygodowo-historyczna seria, składająca się z trzech tomów – Za Imperium. Jednak najbardziej znany jest z albumów: Smak chloru (Le Goût du chlore) z 2009 roku oraz właśnie Poliny z 2011.

Tytułowa bohaterka kocha tańczyć. Całe swoje życie podporządkowuje pragnieniu, aby zostać wielką tancerką. „Taniec to sztuka. Nie da się go nauczyć. Trzeba mieć go we krwi” –mówi, w jednej z początkowych scen, wykładowca szkoły baletowej do swoich uczennic. Wśród nich jest dziesięcioletnia Polina. Następne słowa, jakie podają z ust nauczyciela tańca brzmią: „Ale poza tym trzeba pracować. Będziecie pracować (…), będziecie musiały się solidnie przyłożyć. Ale jeśli będziecie mnie słuchać i umiejętnie pracować, może w przyszłości staniecie się wielkimi tancerkami”.

Opowieść rozpoczyna się, gdy dziewczynka ma sześć lat. W dniu, kiedy matka przywozi ją na przesłuchanie do renomowanej szkoły baletowej, w której wykłada bezwzględny profesor Bożyński. polina 2Ostatecznie zostaje przyjęta. Czytelnik towarzyszy bohaterce przez kolejnych niemalże dwadzieścia lat, które wypełnione są ciężką praca i wyrzeczeniami. Dogłębnie poznajemy emocjonalną relację mistrz-uczeń. Mimo że nauczyciel jest despotycznym potworem, bohaterka nie ustaje i wciąż ćwiczy. Dla Bożyńskiego nie istnieje życie prywatne, wymówki, czas wolny, liczy się tylko taniec, w którym albo jesteś perfekcjonistą, albo jesteś nikim. Młoda dziewczyna poddaje się treningowi, ale także stara się zrozumieć, czego on od niej wymaga i co chciałby jej przekazać. Towarzyszymy jej w codziennych, rutynowych ćwiczeniach, wstawaniu o świcie i nocnych próbach. Mamy wgląd osobisty rozwój dziewczyny i całą edukację. Wszystko, aby zrealizować dziecięce marzenie, odnaleźć swoją życiową ścieżkę.

Punktem przełomowym jest wspólny wraz z chłopakiem i przyjaciółmi, wakacyjny wyjazd na festiwal taneczny, który skutkuje porzuceniem dotychczasowego rozwoju i wstąpieniem w szeregi zespołu Michaiła Laptara. polinaOd tego momentu mamy wrażenie, że Polina ewidentnie dorasta, zaczyna podejmować samodzielne decyzje. Przypadkowe spotkania z różnymi ludźmi, rozmowy z nimi wywierają znaczący wpływ, wywracając jej dotychczasowy świat do góry nogami. Zaczyna rozumieć, czym dla niej jest taniec, czego chce od życia i jak to może osiągnąć. Wiele lat zajmuje jej zrozumienie słów swego mistrza: „Ludzie nie powinni widzieć niczego poza emocjami, które musisz przekazać. (…) Jeśli nie pokażesz im wdzięku i lekkości, zobaczą tylko wysiłek i trud”. Druga cześć albumu w mniejszym stopniu ma charakter retrospektywny, czytelnik ma wrażenie, że wydarzenia dzieją się na bieżąco, że współuczestniczy w radościach i dramatach bohaterki.

Wojciech Ligęza interpretując wiesze Szymborskiej i Herberta poświęcone znamienitej tancerce, Isadorze Duncan, pisze: „Magia tańca stwarza iluzję bezcielesności, czystego ruchu, zwycięstwa nad prawami grawitacji en passant. Z tymi idealnymi wyobrażeniami kłócą się konkrety – ciężkie, cielesne. Ramiona, kolano, stopa, palce wydane zostają na żer bezwzględnego oka”. Tych kilka zdań przypomniało mi się, gdy myślałem o warstwie graficznej omawianego dzieła.

Przypuszczam, że ruch ciała to specjalność Vivèsa. Artysta przekazuje gibkie i giętkie ruchy swoich postaci nadzwyczaj naturalnie, polina 4często jego ilustracje mają charakter szybkiego i nieprecyzyjnego szkicu, który pojawia się bez wysiłku. Styl jest bardziej ekspresjonistyczny niż realistyczny, co pozwala czytelnikowi skupić się na intencji, nie gubiąc się w szczegółach tła lub postaci. Wyraźnie czuć emocje, które przekładają się znaczące gesty: wzruszenie ramion, rozrzucenie rąk, nerwowe przekładanie palcami, splecione wokół ciała ręce, znaczące pochylenie głowy czy nerwowo zaplecione dłonie na pasku torby. To pozycja bardziej do oglądania niż czytania. Nie, to niezbyt trafne i precyzyjne zdanie. Chcę powiedzieć, że czyta się ilustracje – z nich wywodząc większą wiedzę o emocjach i uczuciach bohaterów niż z narracji literackiej.

Polina jest piękną opowieścią o stawaniu się primabaleriną, prawdziwą Tancerką, polina_papierosktórej świadomość własnego ciała i osobistej drogi życiowej wykuwa się w cierpieniu, walce, akceptacji, buncie i, ostatecznie, zrozumieniu. Francuski artysta opowiada swoją historię z wielką umiejętnością i wyczuciem. Na płaszczyźnie uniwersalnej koleje losów bohaterki utwierdzają nas w przekonaniu, że determinacja i przypadek w równym stopniu kształtują nasze życie. Książka wciągająca i zarazem piękna.

Bastien Vivès (scenariusz & rysunki), „Polina”, tłum. Wojciech Birek, Timof Comics, Warszawa 2015.

[scenariusz: 5-, rysunki: 6+, kolory/cienie: 5+]
[przed premierą albumu przygotowałem krótką rekomendację, z którą można zapoznać się tu: klik! klik!] [recenzje poszczególnych tomów serialu Za Imperium można przeczytać tu: klik! klik!]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

zwykle życie Powyższy tekst, w skróconej wersji, ukazał się w magazynie „Zwykłe życie”, aby go przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu::

Indiańskie lato

13/02/2015 § 2 komentarze


Erotyczny komiks w kanonie

indianskie latoW ubiegłym roku Egmont postanowił uruchomić cykl, składającą się 12 kanonicznych komiksów, które każdy szanujący się czytelnik znać powinien. „Kanon Komiksu” nie posiada jednolitej szaty graficznej, a przynależność można rozpoznać poprzez logotyp umieszczony na IV stronie okładki. W lwiej większości (z jednym wyjątkiem) są to wznowienia wcześniej wydanych albumów. Założenie cyklu miało charakter stricte marketingowy, jak mówił w wywiadzie z Łukaszem Chmielewskim Tomasz Kołodziejczak (redaktor prowadzący) projekt skierowany jest „do osób dotąd komiksem mało zainteresowanych i nie znających się na nim”. I w kontekście tej wypowiedzi warto zastanowić się nad wspólnym dziełem dwóch wielkich artystów europejskiego komiksu: Hugo Pratta (scenariusz) i Milo Manary (rysunki).

Indiańskie lato w warstwie fabularnej ma sporo wspólnego z powieścią Szkarłatna litera Nathaniela Hawthorne’a. Akcja obu książek dzieje się mniej więcej w tym samym czasie i miejscu: XVII wiek, Nowa Anglia, bohaterami są z jednej strony angielscy osadnicy (purytanie), a z drugiej rdzenni mieszkańcy – Indianie. W obu tekstach kultury mamy okazję zapoznać się z relacjami łączącymi wspomniane powyżej grupy, ale także podejrzeć życie codzienne purytańskiej społeczności w Salem i forcie New Canaan.

prattDla Pratta punktem wyjścia są dramatyczne wydarzenia pewnego letniego dnia, rozgrywające się na plaży: dwaj Indianie z plemienia wodza Squanda rzucają się na samotnie spacerującą dziewczynę, dochodzi do gwałtu, świadkiem wydarzenia jest Abner Lewis, który niewiele się zastanawiając, sięga po muszkiet i zabija oprawców. Epizod przedstawiony w prologu doprowadza do zerwania sojuszu, dochodzi do krwawych starć między mieszkańcami fortu a Indianami. Pratt poprzez rodzinę Lewisów wprowadza czytelnika do zdegenerowanej i niemoralnej społeczności New Canaan, ukazując mu podwójną moralność i hipokryzję mieszkańców (polecam zwrócić szczególną uwagę na demonicznego pastora Blacka). Z planszy na planszę konflikt narasta, zatacza coraz szersze kręgi. Scenarzysta niespiesznie, wręcz leniwie, stopniuje napięcie, aż do punktu przesilenia, gdy nagle przedstawione wydarzenia przyspieszają, akcja zacieśnia się niczym oblężenie indiańskich wojowników wokół fortu – jest w tej konstrukcji wielka sprawność.

scenyMilo Manara znany jest ze swego upodobania: nie może się powstrzymać przed rysowaniem nagich kobiet, scen seksu i masturbacji. I, przyznam szczerze, fakt, że Indiańskie lato zostało napisane dla tego artysty jest największym problemem albumu. Scenarzysta wprowadza do narracji sceny, które pozwalają Manarze narysować kolejne „momenty”. Oczywiście nie można odmówić, że całość prezentuje się ładnie, jednakże dla samej akcji są one zbędne, a z bohaterów robią perwersyjnych dewiantów.

Autor Dwóch podróży z Fellinim posługuje się czystą kreską, każda nakreślona linia jest celowa, obraz nie zostaje zaciemniony poprzez „ciężkie” nałożenie tuszu. Włoski rysownik używa szerokiego kadru, „kamera” sunie leniwie, okazując sceny w rozległej perspektywie. Panele są duże i większość z nich jest naprawdę ładna. Mistrzowski jest prolog, który rozgrywa się na plaży, a wydarzenia opowiedziano bez użycia słów – szkoda, że gdzieś z biegiem akcji, wytracona zostaje energia początkowych scen. manaraAlbum pierwotnie ukazał się we Włoszech ponad 30 lat temu. Ta informacja ma niejakie znaczenie, gdy patrzymy na subtelnie nałożone kolory.

Indiańskie lato, ze względu na mnogość scen erotycznych i miejscami pornograficznych, jest albumem dla dorosłego czytelnika. Umieszczenie go w cyklu „Kanon Komiksu” jest sygnałem dla „osób (…) komiksem mało zainteresowanych”, że medium graficzne może także snuć opowieści á la Pięćdziesiąt twarzy Greya. Osobiście byłbym za tym, aby miast omawianego albumu wydawca zaprezentował autorski komiks Hugo Pratta, choćby jakąś przygodę Corto Maltese.

Hugo Pratt (scen.), Milo Manara (rys.), „Indiańskie lato”, tłum. Maria Mosiewicz, Klub Świata Komiksu – album 459, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., wyd. II, Warszawa 2014.

[scenariusz: 4-, rysunki: 5, kolory/cienie: 5+]

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Mistrzowie Komiksu   atak indian Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Casterman at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: