Daredevil: Nieustraszony. Tom 3

30/05/2018 § Dodaj komentarz


Najlepszy komiks Bendisa

Trzeci tom serii Daredevil: Nieustraszony to godne i trafne zamknięcie cyklu pisanego przez Briana Michaela Bendisa. Kropka. I na tym mógłbym poprzestać, ale chcę się jednak podzielić kilkoma refleksjami: co mi gra w tym tomie i w całym ‘runie’.

Bendis postawił na szorstki realizm, który potęgują zwykle i ‘brudne’ rysunki Alexa Maleeva, rozterki oraz osobiste dramaty. Tu nie chodzi o cykliczne naparzanki i powrót do status quo od nowego zeszytu. To budowana stopniowo saga powolnego opadania maski ukrywającej personalia Daredevila oraz pogrążania się Matta Murdocka w lekkim obłędzie, który podsycany jest agresją. Bendis robi to sprawnie, w odpowiednim rytmie, ze świetnie napisanymi dialogami, kapitalnymi zabawami narracją oraz komiksową formą. Pisarz czuje medium jak mało kto i – niestety – jak mało gdzie w późniejszych rzeczach.

Dla przykładu trzeci tomik otwiera historia zemsty, która dojrzewała przez dekady. Fabuła ciągnie się w trzech równoległych planach czasowych, aby pokazać kolejne etapy życia gangstera, przedstawić jak jego biografia przenikała się z działaniami Daredevila. W tym wszystkim zakorzeniono jeszcze początek drogi Kingpina ku późniejszej potędze. Dodatkowo każda z tych historii – by je odróżnić – wygląda zupełnie inaczej i brane też są tu pod uwagę komiksowe epoki, które trwały w trakcie opisywanych zdarzeń.

Fabuła Dekalogu trąca nieco Kieślowskim, nieco bardziej nawiązaniami do Franka Millera, a najbardziej do drugiego tomu Odmieńca, do którego napisałem scenariusz, a który nigdy nie powstał. Spotkały się tam w jednym miejscu różne postaci, każda miała do sprzedania historię o tytułowym bohaterze. Każda widziała go w inny sposób, przedstawiała inny jego aspekt, a jednocześnie każda nowelka miała być inaczej rysowana. I tu jest w zasadzie ta sama konstrukcja, łącznie z finałową konfrontacją, a Bendis zwyczajnie zajumał mój nieopublikowany scenariusz. Tylko oczywiście zrobił to lepiej…

Ostatni rozdział sagi Bendisa to pokerowa zagrywka Kingpina, niemal wszystkie kobiety życia Matta na raz w jednym miejscu, dramatyzm, FBI, S.H.I.E.L.D., kulminacja i konkretne zakończenie, które daje Brubakerowi (czyli kolejnemu scenarzyście cyklu) solidny punkt wyjścia. Jako bonus alternatywna historia z Karen Page, parę crossoverów i wyimki ze scenariusza.

Tak jak napisałem przed chwilą – bieżący tom, czyli pożegnanie Bendisa, jest tym czym miał być – kulminacją. Scenarzysta jechał konkretnie, bez rozmieniania się na drobne, utrzymał poziom, przywrócił Daredevilowi blask oraz zapisał się w historii komiksu. To klasyk, który się nie zestarzeje, a po który sięgać mogą i fani trykotów, i ci, co za ‘kalesoniarzami’ nie przepadają. Dobra saga, mieszająca dramat, akcję, spektakularność. Perła w swoim gatunku. Bierzcie i czytajcie z niego wszyscy, ciąg dalszy od Brubakera już za chwilę.

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Lark & Bill Sienkiewicz (rys.), „Daredevil: Nieustraszony. Tom 3”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1307, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate

19/05/2018 § Dodaj komentarz


Przygoda w świecie Ultimate

Bendis należy do grupy autorów, którzy po 2000 roku zrewolucjonizowali komiksy Marvela. Pisana przez niego seria Ultimate Spider-Man stała się największym sukcesem linii wydawniczej, była m.in. podstawą dla pierwszych kinowych filmów z Pajęczakiem i po dziś dzień obecna jest na rynku. Jakby tego było mało, scenarzysta należał do ekipy, która przygotowała event Avengers kontra X-Men, kończący pewną epokę wydawnictwa i zapoczątkowujący linię Marvel Now! W ramach której Bendis przejął pisanie przygód X-Menów. W bieżącym tomie autor łączy ich przygody z przygodami bohaterów rzeczywistości Ultimate, tworząc jedną z najlepszych historii All-New X-Men (klik! klik!).

X-Meni niemal od zawsze traktowali czas i przestrzeń, jako własny plac zabaw. Co jest przyczyną wielu kłopotów: wśród ich członków pojawili się mutanci pochodzący z najróżniejszych linii czasowych, a nawet światów. Teraz kolejny raz wpadają w tarapaty z tego powodu, kiedy młoda Jean Grey i jej towarzysze trafiają do uniwersum Ultimate, gdzie będą musieli zmierzyć się z nowymi zagrożeniami i spotkają Ultimate Spider-Mana – Milesa Moralesa. Problemów jest kilka: 1) skoro nie potrafią wrócić do własnych czasów, to czy będą w stanie wrócić do swojej rzeczywistości? 2) czy ich obecność tu nie zachwieje równowagą światów, jak to już nieraz bywało?

Śmiało można powiedzieć, że Bendis czuje się w tej opowieści, jak ryba w wodzie. Oczywiście każdy z tomów All-New X-Men był znakomity, nawet te bardziej przestojowe czytało się świetnie, jednak w tym konkretnym, chyba najbardziej od samego początku cyklu. Czuć, że scenarzysta robi to, co chce. Zupełnie jakbym czytał komiks jednego fana opowieści obrazkowych stworzony dla innych, takich samych osób. Rzeczywiście może tak właśnie jest: taki zawód wybiera się przecież przede wszystkim z pasji.

To znakomite komiksy, świetnie napisane, oferujące konkretną akcję, porcję niewymuszonego humoru i całkiem solidną dawkę epickich scen. Po czymś takim apetyt na przerwanego u nas przed laty Ultimate Spider-Mana tylko narasta, szczególnie, że przygody Pajączka są o niebo lepsze, ale spokojnie, w maju Egmont wyda pierwszy zbiorczy tom tej serii, jest więc na co czekać.

Wracając do albumu Przygody w świcie Ultimate to jest to znakomity komiks rozrywkowy, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Czyta się go szybko i przyjemnie, ogląda doskonale, bo szata graficzna jest udana i miła dla oka. Całość pozostawia po sobie bardzo pozytywne wrażenie i uczucie niedosytu, co tylko należy zaliczyć in plus dla serii. Dobrze, że jednocześnie na rynku ukazują się kolejne tomy siostrzanego cyklu Uncanny X-Men, także pisanego przez Bendisa i nierozerwalnie spleciono z All-New…. Ze swej strony niezmiennie polecam gorąco, bo naprawdę warto.

Brian Michael Bendis (sc.), Mahmud Asrar (rys.), „All-New X-Men #6: Przygoda w świecie Ultimate”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1304, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2018.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil. Nieustraszony. Tom 2

04/01/2018 § Dodaj komentarz


 Matt Murdock przyciśnięty do ściany

Tak, to jest równie dobre jak pierwszy tom. Trzeba. O pierwszym tomie pisałem na stronie. Chwaliłem (klik! klik!). Oto dobrze znany Daredevil. W cywilu ślepy prawnik, który nocą walczy z przestępcami na ulicach, a za dnia walczy o poszanowanie prawa na sali sądowej. Tak to u niego działało przez minione dekady. Tylko że status quo zostało naruszone – ktoś podał opinii publicznej osobiste personalia śmiałka w czerwieni. Zaczyna się okres narastającego chaosu.

Tom drugi to kontynuacja i rozwinięcie tego motywu. W pewnym momencie bohater przestaje próbować kontrolować chaos, czy też z nim walczyć, a zamiast tego poddaje mu się i pozwala poprowadzić, stając się jedną z niszczących sił. Daredevil ma nadzieje, że uda mu się jednocześnie niszczyć i tworzyć, ale to wcale nie jest takie proste.

„Dwójka” to kolejna cegła napakowana po brzegi świetnym operowaniem możliwościami medium, jaki jest komiks. Kreując przygody herosa Bendis był u szczytu swoich możliwości, napisał świetne, żywe dialogi, pulsujące i napakowane emocjami i wiarygodnością (tu propsy dla ‘Szpaka’, tłumacza, który tego nie pogrąża). Równie dobrze operował kadrowaniem, upływem czasu w kadrach i poza nimi, które równie dobrze ze scenariusza na papier przelewał w swój brudny i pełen zadziorów sposób Maleev. Po prostu świetna robota, górny poziom, do którego mainstream zwykle nie sięga. Praktycznie powała.

Po bieżący tom warto jednak sięgnąć nie tylko dlatego, że jest napisany i narysowany równie dobrze, co pierwszy. To nie więcej tego samego dobra. To jest coraz więcej dobra. Matt Murdock zawsze był postacią borderline’ową, zawieszoną między swoimi dwoma obliczami, z których każde jest drugą stroną tej samej monety. Bendis przyciska go tu do ściany, zmusza do poddania się jednemu z jego wizerunków bądź zlania ich w jedność. W końcu prowadzi do jednej z najmocniejszych i najważniejszych konfrontacji w świecie Marvela, która tu faktycznie przynajmniej na jakiś czas ma swoje poważne konsekwencje.

Czytajcie Daredevila, bo czyta się go jednym tchem, to serial, gdzie trudno poprzestać na jednym zeszycie/odcinku, od razu się sięga po kolejny. Telewizyjne serie Netflixa nie potrafią tak trzymać tempa i napięcia, a ten komiks i owszem. Gdybym miał coś polecić komiksowemu ignorantowi, co dotąd tylko kino i seriale, to właśnie byłby to ten tytuł.

Czytajcie Daredevila, bo to jedna z najlepszych minionego roku!

Brian Michael Bendis (sc.), Alex Maleev & Michael Golden & Greg Horn & P. Craig Russell & Jae Lee & David Finch & inni (rys.), „Daredevil. Nieustraszony. Tom 2”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1257, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Przemysław Pawełek]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Daredevil. Nieustraszony. Tom 1

01/01/2018 § Dodaj komentarz


  Człowiek, który nie zna strachu

Warto było czekać na ten komiks! Kiedy w roku 1998 zrestartowano serię Daredevil, przenosząc tytuł pod szyld Marvel Knights, który dawał autorom większą swobodę i szansę snucia opowieści przeznaczonych dla starszego i bardziej ambitnego czytelnika. Wtedy właśnie Daredevil z miejsca zdobył dużą popularność i uznanie. Zaczęło się do znakomitego Diabła stróża Kevina Smitha. Potem kilka zeszytów przygotował David Mack, a wreszcie do ekipy dołączył Brian Michael Bendis, który wkrótce na dobre przejął pisanie scenariuszy do przygód niewidomego herosa. To właśnie on sprawił, że komiksy o Dardevilu zagościły na szczycie, gdyż napisał opowieści, jakich czytelnicy nie mieli okazji czytać od czasów, kiedy serię prowadził reformator, a zarazem legenda komiksu, Frank Miller.

Daredevil i Kingpin. Daredevil i Spider-Man. Daredevil i kobiety. Matt Murdock był dzieckiem, kiedy w wypadku stracił wzrok. Wydarzenie to wyostrzało jednak pozostałe jego zmysły, pozwalając mu zastąpić nimi oczy, a kolejne tragedie wskazały chłopcy ścieżkę, jaką miał podążać: walkę ze zbrodnią. Matt ostatecznie został prawnikiem, jednak jednocześnie wiódł drugi, nocny żywot, jako zamaskowany mściciel zwalczający przestępczość. Teraz jego największy wróg, szef przestępczego świata Kingpin, staje przed sądem. Proces stulecia, jak wszyscy o nim mówią, ma relacjonować Ben Urich, dziennikarz znający prawdziwą tożsamość herosa. Wpada jednak na inną sprawę, którą chciałby się zająć. Zaginął bowiem drobny przestępca Żabiskoczek. Policja nie chce się tym zająć, a jedynymi osobami, które martwią się o zaginionego są jego żona i syn. Co ciekawe, chłopiec widział coś, co wprawiło go w stan katatonii. Coś ściśle zawiązanego z Daredevilem. Co? Tego Ben chce się dowiedzieć, ale nikt, włącznie z jego szefem, nie jest zainteresowany drobnym złodziejaszkiem.

Co tu dużo mówić, ten Daredevil jest rewelacyjny! Wiedziałem, że będzie to dobry komiks, Bendis zwykle nie zawodzi, ale nie sądziłem, że aż tak. Nawet kiedy zobaczyłem jak wiele opowieści z tego tomu znajduje się na marveloswkiej liście 50 najlepszych komiksów ze Śmiałkiem. A jednak to co znajdziecie w tym tomie po prostu zachwyca. Czym? Bendis, niczym przed laty Frank Miller, oferuje nam mroczne i dojrzałe spojrzenie na bohatera, jednocześnie wrzucając go w wir wydarzeń, które wywracają całe jego życie do góry nogami. Daredevil z każdym kolejnym zeszytem jest coraz bardziej doświadczany przez scenarzystę. Łamany, sponiewierany, niszczony… Czy się pozbiera? Seria dopiero się rozkręca, więc na odpowiedzi będziemy musieli zaczekać, ale warto będzie poznać na to, co pisarz trzyma w zanadrzu dla Murdocka.

Oczywiście nie samą fabułą żyje komiks. Na szczęście szata graficzna Daredevila jest równie znakomita, co treść. Zaczyna się od czteroczęściowej opowieści narysowanej przez Davida Macka, która wygląda jak połączenie prac Bila Sienkiewicza z onirycznymi ilustracjami Dave’a McKeana. Ręcznie malowane, jakby wyrwane ze snu tła, kolory kładzione często na ołówkowy szkic, łączą się tu z grafikami najczęściej hiperrealistycznymi, ale też i prostymi, niemalże cartoonowymi. Te pierwsze zresztą oparte są na zdjęciach, taka jest w końcu technika Macka, który do tego łączy swoje rysunki z kolażem najróżniejszych wycinków i wzorów. Znajdziecie tu nawet Petera Parkera o wyglądzie… Leonarda DiCaprio. Do tego artysta serwuje nam też prace utrzymane w stylistyce Joego Quesady, a to on przecież ilustrował wspomnianego już Diabła stróża. Większość albumu – z pomocą Gutierreza – narysował jednak operujący brudną, chropowatą i mroczną kreską Alex Maleeve, całość natomiast wieńczy zeszyt w wykonaniu Terry’ego i Rachel Dodsonów.

„Jedynka” to opasłe tomiszcze (blisko 500 stron i w twardej oprawie), które uzupełnione zostało o niemalże czterdzieści stron dodatków, wśród których znajdziecie kompletny scenariusz do otwierającego album zeszytu, solidną porcję szkiców, posłowie, trochę komentarzy Bendisa, etc. Chciałoby się więcej takich nowości. Lubicie Daredevila? Ten album to dla Was absolutne musisz-to-mieć. Cenicie dobre superhero? Też będziecie zadowoleni, bo Nieustraszony to jeden z najlepszych komiksów, jakie ma do zaoferowania cykl Marvel Classic. Lubicie opowieści o charakterze obyczajowym? Sięgnijcie, bo Matt Murdock to człowiek z problemami.

Brian Michael Bendis (sc.), David Mack & Alex Maleev & Manuel Gutierrez & Terry Dodson & Rachel Dodson (rys.), „Daredevil. Nieustraszony. Tom 1”, tłum. Marceli Szpak {pseud.}, Klub Świata Komiksu – album 1217, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Uncanny X-Men #4: Kontra S.H.I.E.L.D.

13/12/2017 § Dodaj komentarz


X-Men kontra S.H.I.E.L.D.

Kiedy zacząłem czytać All-New X-Men i seria przypadała mi do gustu, nie sądziłem, że sięgnę po drugi tytuł z mutantami – Uncanny X-Men. Nie chciałem angażować się w zbyt wiele opowieści, wystarczyło mi to, co miałem, skoro było dobre, ale ostatecznie sięgnąłem także i po analogiczny cykl. Skoro pisał go ten sam scenarzysta, znakomity Brian Michael Bendis, czy mogłem postąpić inaczej? I dobrze, że tak się stało, bo oba tytuły szybko zaczęły przenikać się wzajemnie, a teraz już na całego kontynuują swoje wątki. Jednocześnie bieżący tom łączy się wydarzeniem zwanym Grzech pierworodny (klik! klik!), wywołując kolejną rewolucję w hermetycznym świecie gatunku obdarzonego niezwykłymi mocami.

Dyrektor S.H.I.E.L.D., Maria Hill, zjawia się w Atlancie w domu Hijacka. Chociaż doskonale wie, że aktualne wydarzenia są wynikiem manipulacji Scotta. Zamierza poznać lokalizację kryjówki X-Men. Tymczasem Scott wykrywa Cerebro trop nowego, niezwykle potężnego mutanta. Wraz ze swoimi ludźmi i uczniami wyrusza na miejsce, ale niestety nic nie idzie tak, jak to sobie zaplanował. U celu znów czekają na nich sentinele, a jakby tego było mało, tym razem potrafią blokować ich moce. Mutanci cudem uchodzą z życiem, ale kropla przelewa czarę goryczy. Cyclops decyduje się raz na zawsze załatwić sprawę. Jeśli za atakami stoi S.H.I.E.L.D., zacznie z nimi wojnę – tak samo, jeśli okaże się, że choć wiedzą o całej sprawie, nic nie robią. Jak sytuacja wpłynie na X-Menów? Kto i dlaczego wysyła sentinele? I czy fakt, że Mystique wcieliła się w Dazzler i zajęła jej miejsce może cokolwiek zmienić?

Tymczasem dochodzi do wydarzeń znanych jako Grzech Pierworodny. Gdy za sprawą oka Watchera wychodzą na jaw długo skrywane sekrety, odnaleziony zostaje testament Charlesa Xaviera, a to co w sobie zawiera może wywrócić życie X-Men o sto osiemdziesiąt stopni. Czym to wszystko się skończy?

Bendis trzyma formę. Scenarzysta obu serii o mutantach wydawanych w ramach Marvel Now!, swoją opowieść zaczął w znakomity sposób i nawet kiedy akcja niektórych tomów zwalniała, całościowo nie zawodził. Tak samo jest w tym przypadku. W Uncanny X-Men kontra S.H.I.E.L.D. ciągle coś się dzieje, ale ważniejsze jest to, że scenarzysta rozwija najistotniejsze wątki, robiąc to w znakomitym stylu, i dodając przy okazji nowe. Czy odpowiada na pytania, które od początku serii stawiał? Przekonajcie się sami. Warto, jak zawsze zresztą.

Niezawodna fabuła Bendisa zyskała też znakomitą szatę graficzną. Najbardziej cieszy fakt, że pięć z siedmiu zebranych tu zeszytów zilustrował Chris Bachalo. Uwielbiam prostotę jego cartoonowego stylu. Gdzie klarowność i lekkość połączona została z ciekawym przestawieniem tła, które jakże często zdobią przerobione komputerowo zdjęcia. Kris Anka, który przejmuje rolę rysownika na dwa numery także nie zawodzi, choć przy Bachalo wypada blado… Operuje bowiem kreską czystą, nieskomplikowaną, ale też i bez większego charakteru. Ot dobra rzemieślnicza robota, kolokwialnie mówiąc. Do tego dochodzą też prace innych artystów, którzy przygotowali okładki alternatywne i przyjemny dla oka kolor.

Połączcie to wszystko razem, a otrzymacie komiks, które powinien znaleźć się na półce miłośników X-Men. Nie sam w sobie, ale razem z pozostałymi częściami serii. Wszystkie bowiem układają się w jedną, znakomitą opowieść, którą czyta się po prostu z wypiekami na twarzy, a perspektywy na przyszłość (Przygoda w świecie Ultimate oraz Mutant Omega) malują się nad wyraz intrygująco.

Brian Michael Bendis (sc.), Chris Bachalo & Kris Anka (rys.), „Uncanny X-Men #4: Kontra S.H.I.E.L.D.”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1218, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

[komiks można kupić tu: klik! klik!}

All-New X-Men #5: Jeden z głowy

16/10/2017 § Dodaj komentarz


  Przeszłość, która powraca

Kiedy Bendis rozpoczynał pisanie serii All-New X-Men pierwsze co zrobił, to przeniósł dawnych członków X-Men do teraźniejszości. Krótko potem, w wielkim crossoverze Bitwa Atomu (klik! klik!), łączącym w sobie wszystkie serie o mutantach, do tego grona dołączyli także X-Meni z przyszłości. Teraz całe grono powraca w kolejnej udanej opowieści, która w znakomitym stylu kontynuuje wcześniejsze tomy.

Hanka dręczą wyrzuty sumienia po tym, jak namieszał w liniach czasowych. Nie wie jak naprawić szkody, które to spowodowało, nie ma pojęcia w jaki sposób odwrócić obecną sytuację i co przyniesie przyszłość. Tajemnicza postać, która go odwiedza (Watcher Uatu), uświadamia mu, że konsekwencje jego działań są poważniejsze niż sądził, ukazując mu różne wersje dalszych losów mutantów.

Tymczasem Jean i Scott usiłują zrozumieć zawiłości tego, co się dzieje i znaczenie nowych mocy dziewczyny. Jednocześnie X-23 decyduje się opuścić drużynę, ale zostaje zaatakowana przez tajemniczego przeciwnika. Gdy X-Meni dowiadują się o tym, nie mają pojęcia w jakiej sytuacji właśnie się znaleźli, ale jedno jest pewne – Bractwo Złych Mutantów z przyszłości powróciło i nie zamierza działać po cichu…

Serię All-New X-Men polubiłem z wielu powodów. Dobry scenariusz, ciekawy pomysł, znakomite wykonanie pod względem graficznym. Do tego dochodziła też niebagatelna rzecz – Bendis, ceniony i uwielbiany scenarzysta, odświeżył ich przygody i uczynił atrakcyjnymi dla nowych odbiorców. Po latach plątania fabuł, dodawania najróżniejszych wątków, ich alternatywnych wersji i zabaw z czasem, przestrzenią, taki zabieg był potrzebny. A co ważniejsze, okazał się udany. Pomysł z przeniesieniem młodych X-Menów do naszych czasów, gdzie muszą odkryć wszystkie zawiłości, chwycił także w oderwaniu od powyższego i jest konsekwentnie rozwijany. Czy trzyma poziom? Tak! I to właśnie jest kolejny powód, dla którego warto zapoznać się z całym cyklem.

W najnowszym, piątym już tomie (choć właściwie należałoby rzec, że siódmym – Bitwa Atomu oraz Proces Jean Grey, choć były crossoverami, stanowiły przede wszystkim część tej opowieści, a do tego całość łączy się jeszcze z drugą X-serią Bendisa: Uncanny X-Men), akcja nie zwalnia tempa, rozwija wcześniejsze wątki i wypada naprawdę dobrze. Jak zwykle dzieje się dużo, scenarzysta bawi się motywami znanymi z klasycznych zeszytów, oddaje im hołd i przepisuje na swój własny sposób. Poza tym znów bawi się czasem i różnymi wersjami przyszłości, a na dodatek z okazji 25 zeszytu serii, który otwiera ten tom, znów znalazł okazję do świętowania i złożenia hołdu – tym razem w postaci ilustracji wykonanych przez najróżniejszych twórców, od Davida Macka, po J.G. Jonesa.

Większość albumu narysował jednak znakomity Stuart Immonen (z pomocą Davida Marqueza i Sary Pichelli). Rysunki są więc znakomite, odpowiednio mroczne (autor rewelacyjnie operuje światłem i cieniem), dynamiczne, jest w nich coś cartoonowego, ale są też realistyczne i miejsca wpadają w oko. Ogląda się to świetnie, świetnie też czyta, więc jeśli należycie do miłośników X-Men, albo macie ochotę na dobry komiks superbohaterski, zainteresujcie się koniecznie tą serią.

Brian Michael Bendis (sc.), Stuart Immonen & Wade von Grawbadger & inni (rys.), „All-New X-Men #5: Jeden z głowy”, przeł. Kamil Śmiałkowski, Klub Świata Komiksu – album 1199, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

  {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Jessica Jones: Alias. Tom 3

04/10/2017 § Dodaj komentarz


 Supehero bez „super”, ale z „hero”

Jessica Jones chciałaby w końcu zapomnieć o czasie, gdy była pełnoetatową superbohaterką i oficjalną członkinią, jako Jewel, Avengersów. Niestety przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć i w najmniej oczekiwanych momentach wyłazi z ciemnej szafy. W trzecim tomie cyklu przybiera postać nastoletniej Spider-Woman, którą pani detektyw przyłapała pewnego wieczoru w swoim domu. Dziewczynie udało się uciec, ale Jessice w rękach pozostała maska bohaterki, a w pamięci słowa: „Nie jesteś Jessicą. Okłamali mnie… Gnojki!”.

Panna Jones lubi mieć wrażenie, że panuje nad swoim życiem i nie lubi niewyjaśnionych sytuacji. Dlatego podąża śladem włamywaczki. Szybko odkrywa, że nastolatka nazywa się Mattie Franklin i jest adoptowaną córką J. Jonaha Jamesona. Tak, tego potentata prasowego, który wydaje „Daily Bugle” i w całej rozciągłości nienawidzi Spider-Mana. Na ironię zakrawa fakt, że jego protegowana ma podobne supermoce, co niecierpiany Pajęczak. Wbrew pozorom Jameson przejmuje się losem dziewczyny i jest żywo poruszony jej zaginięciem. Do takiego stopnia jest zaślepiony troską i żalem, że oskarża detektyw o porwanie i próbę wyłudzenia okupu.

Nikt szefowej agencji detektywistycznej Alias Investigations nie zleca odnalezienia nastolatki, a mimo to poświęca czas i środki, aby ustalić jej aktualne miejsce pobytu. Scenarzysta prowadzi czytelnika przez mroczne zaułki Nowego Jorku, wprowadza do cieszących się złą renomom klubów i barów. Historia pomieszczona w bieżącym tomie może nie jest tak spektakularna i oryginalna, jak uprzednie, ale ma w sobie duży potencjał społeczny. Bendis, pod płaszczykiem opowieści z udziałem młodocianych supehero, pokazuje uzależnionych od narkotyków młodych ludzi, którzy porzucili rodziny i ostatecznie „pogubili się w życiu”. Cały epizod za Spider-Woman, która została usidlona przez „kochającego” starszego mężczyznę, ma wyraźnie feministyczny charakter.

Pisząc u dwóch poprzednich tomach chwaliłem graficzne fajerwerki Michaela Gaydosa. W omawianej odsłonie styl ilustratora trochę się zmienia. Rysownik dostosował swoje prace do kameralnej opowieści. Wyraźnie mniej jest zabaw z kadrowaniem i budową planszy, jakby artyście (i redaktorom Marvela) zależało na tym, aby czytelnik się nie rozpraszał, aby skupił całą swoją uwagę się na fabule. Oczywiście, to nadal jest Gaydos jakiego znamy „jedynki” i „dwójki”, czyli silna i rozchwiana kreska konturu, dużo tuszu, operowanie światłocieniem przy przedstawianiu mimiki, zbliżania na twarze i fragmentaryczność prezentowania postaci.

Bendis napisał świetne, żywe i prawdziwe dialogi, które chce się czytać, bo są wielce prawdopodobne. Fabularnie rzecz jest spójna i konsekwentnie poprowadzona, a wymiarze społecznym – mroczna i przejmująca. Jessica Jones: Alias silnie kojarzy mi się z poczynaniami Alana Moore’a, który również robił komiksy supehero bez „super”, ale z „hero” (choćby Top 10klik! klik!). Wielka szkoda, że to już przedostatnia propozycja cyklu. Jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji się zapoznać, to bardzo polecam.

 Brian Michael Bendis (sc.), Michael Gaydos (rys.), „Jessica Jones: Alias. Tom 3”, tłum. Marek Starosta, Mucha Comics, Warszawa 2017.

[scenariusz: 5, rysunki: 5-, kolory/cienie: 4+]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Brian Michael Bendis at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: