Batman #9: Bloom

10/07/2017 § Dodaj komentarz


  Mroczny Rycerz powraca?

W rzeczywistości „kolorowych zeszytów” nic nigdy nie ginie bezpowrotnie, to prawda znana czytelnikom od dawna. Czy zatem Batman, a właściwie Bruce Wayne, mógł porzucić swoją rolę obrońcy Gotham na dobre, nawet jeśli stracił pamięć i wydaje się nie być sobą? Nadszedł czas, aby się o tym przekonać, otwieramy tom dziewiąty Batmana.

Pan Bloom, nowy przeciwnik Zamaskowanego Krzyżowca, wdziera się do Powers Building i zaczyna odruchowo zabijać ludzi. Gordon staje z nim do walki, ale choć sytuacja wydaje się obracać na korzyść nowego Człowieka Nietoperza, wróg ostatecznie ucieka. Kiedy więc udaje się go namierzyć, nikt nie jest pewien czy rzeczywiście trafili na jego trop, czy też może łotr przygotował na nich zasadzkę. Były komisarz decyduje się samotnie stawić czoła zagrożeniu, nawet za cenę własnego życia.

Tymczasem Bruce Wayne wiedzie spokojny żywot u boku ukochanej kobiety, którą prosi o rękę. Mimo że w jej przeszłości nie brak mrocznych kart, chce spędzić z nią życie. Wciąż jednak ma problemy z pamięcią, chociaż odzywa się w nim jakiś dawny zew. Spotkanie z Duke’iem, który na własną rękę podjął się odkrycia prawdziwej tożsamości Blooma, staje się impulsem do przypomnienia sobie dawnej roli obrońcy Gotham. Tylko czy to wystarczy, by dawny Batman powrócił? Czy jego powrót jest konieczny, aby w mieście ponownie zapanował pokój?

Scott Snyder i Greg Capullo zaczynając nową serię Batmana w ramach The New 52 (czy jak chce tego polskie nazewnictwo, Nowego DC Comics) stworzyli dzieło, które z miejsca stało się hitem, ale i pozycją niemalże kultową. Trybunał sów, jakim zaczęli swój run, powszechnie uznawany jest za jedną z najlepszych opowieści o Batmanie, a pozostałe zeszyty ich autorstwa także trzymają poziom. Nie inaczej jest też w przypadku Blooma, przedostatniego tomu serii, w którym znalazł się także jubileuszowy, bo pięćdziesiąty zeszyt. Z tej okazji twórcy nie tylko domykają wiele wątków, ale przygotowali dla czytelników porcję zaskoczeń. Co więcej omawiana odsłona, pod względem scenariusza, jest lepsza od „ósemki”, a pędząca na złamanie karku akcja nie pozwala na chwilę nudy. Chociaż na spokojniejsze momenty także znalazło się miejsce.

Właściwie ten komiks jest jak gra, w którą rżną funkcjonariusze gothamskiej policji, przypomina pokera, z tym, że gra się w nią szybko, bez zastanowienia, a na stole czeka zakryta karta mogąca odmienić losy całej zabawy. Na tej zasadzie Snyder i James Tynion IV zbudowali całą fabułę, starając się dostarczyć czytelnikom jak najwięcej dobrej zabawy. Skutecznie zresztą. Całość na dodatek podlali charakterystycznymi dla Batmana z New 52 elementami, takimi jak legendy miejskie i grzebanie w historii Gotham. Co tylko wyszło opowieści na dobre.

Pod względem graficznym Capullo jak zwykle nie zawodzi. Jego znakomita, szczegółowa i mroczna kreska świetnie współgra ze scenariuszem, podobnie zresztą jak kolor. Pozostali artyści też wypadają przyjemnie dla oka, choć nie tak dobrze jak on. Całość została uzupełniona o bogatą (liczącą blisko 40 stron) galerię okładek alternatywnych do 50 zeszytu przedstawiających walkę Batmana z Supermanem. Lista artystów odpowiedzialnych za owe okładki robi spore wrażenie, że wspomnę tylko o Timie Sale’u, Alexie Rossie, Jimie Lee, Paulu Pope’ie czy Gabrielu Dell’Otto.

W skrócie, miłośnicy Batmana będą bardzo zadowoleni. Dostaną bowiem dokładnie to, czego oczekiwali. Osobiście Blooma polecam i czekam na finałowy tom serii.

 Scott Snyder & James Tynion IV (sc.), Greg Capullo & Danny Miki & Yanick Paquette (rys.), „Batman #9: Bloom”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1145, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

 [autor: Michał Lipka]

 {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Batman #8: Waga superciężka

15/06/2017 § 2 komentarze


Batman bez Batmana

W roku 2011 wydawnictwo DC Comics postanowiło po raz kolejny w swojej liczącej wówczas 77 lat historii przeczyścić nieco uniwersum i odświeżyć tytuły, czego wynikiem było zrestartowanie najważniejszych serii. Wydarzenie przeszło do historii edytora pod szyldem The New 52. Sześć lat temu rozpoczął się nowy etap w życiu Batmana, a teraz nadszedł czas na kolejną zmianę. Zmianę wizerunku, ale także i osoby noszącej kostium Człowieka Nietoperza.

Batman zaginął w ostatniej walce z Jokerem i całe Gotham przekonane jest o jego śmierci (patrz album: Ostateczna rozgrywka). Mieszkańcy nie zamierzają jednak siedzieć z założonymi rękami. Miasto nie może istnieć bez swojego symbolu i największego obrońcy, dlatego Powers International zaczyna przygotowania do przedstawienia światu nowego Mrocznego Rycerza. Chociaż kandydatów jest wielu, na dodatek silniejszych, szybszych czy bardziej wytrwałych, nowym Batmanem zostaje nie kto inny tylko komisarz Jim Gordon. To on, w technologicznie zaawansowanej zbroi, zaczyna patrolować ulice Gotham City. Jego celem jest nie tylko zastąpienie Bruce’a Wayne’a, ale także pokazania jakie możliwości niesie ze sobą fakt, że Człowiek Nietoperz zamiast działać na granicy prawa, współpracuje ściśle z funkcjonariuszami w ramach jego przepisów.

Czy to może się sprawdzić? Czy człowiek o wiele mniej przygotowany do swojej misji niż jego poprzednik poradzi sobie zarówno ze starymi, jak i nowymi wrogami? Kiedy w Gotham pojawia się potężny przeciwnik Gordona czeka prawdziwy test w roli Batmana…

Batman bez Batmana – tak w skrócie można podsumować najnowszy, ósmy tom serii o Zamaskowanym Krzyżowcu. Bruce Wayne porzucił swoją rolę, zniknął, jego miejsce zajmuje długoletni przyjaciel. Zmieniają się też metody, ale jedno pozostaje takie samo: dobra zabawa. Kto polubił komiksy pisane przez Scotta Snydera, ten na pewno się nie zawiedzie, chociaż Waga superciężka nie jest aż tak udana, jak Trybunał sów. To po prostu bardzo dobra opowieść rozrywkowa, łącząca w sobie przygodę, grozę, miejskie legendy (trudno w nowym przeciwniku nie dopatrzyć się postaci Slender Mana) i całkiem sporą porcję mangowych klimatów (zbroja Gordona á la mecha). Nie zabrakło też porcji brutalności i krwawych scen, a całość wypełniona została po brzegi konkretną, efektowną akcją. Album możemy uznać za otwarcie nowego rozdziału w Batmanie, moim zdaniem całkiem niezłe. Dodatkowo rzecz sprawdza się jako samodzielna opowieść, od której można zacząć swoją przygodę z obrońcą Gotham.

Graficznie jest znakomicie. Rysunki Grega Capullo (niezapomniane prace dla Spawna!) są realistyczne, czyste, czasem lekko „mangujące”, ale w przypadku tej opowieści stanowi to duży plus. Poszczególne plansze bywają zarówno proste i dynamiczne, jak i złożone oraz pełne detali. Całość robi bardzo pozytywne wrażenie. Nieźle wypada też interludium w wykonaniu Jocka (do którego scenariusz wraz ze Snyderem napisał znakomity Brian Azzarello), choć jest prostsze i o wiele bardziej brudne, a zarazem klasyczne.

Jeśli chodzi o The New 52 (czy też Nowe DC Comics, bo takiej nazwy używa Egmont Polska) serie o Batmanie zdecydowanie należą do najciekawszych jego reprezentantów. Przy okazji to także jedne z najlepszych nowości od tego wydawnictwa dostępne na naszym rynku i warto jest przyjrzeć się im bliżej. Szczególnie, że ich lektura nie wymaga dobrej znajomości historii cyklu, co pozwala cieszyć się nią nie tylko stałym i starym fanom.

Scott Snyder & Brian Azzarello (sc.), Greg Capullo & Jock {właśc. Mark Simpson} (rys.), „Batman #8: Waga superciężka”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 1101, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[autor: Michał Lipka]

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Wieczni Batman i Robin. Tom 1

14/06/2017 § Dodaj komentarz


 Czterech Robinów i Matka

Cykl Wieczny Batman sprzedał się na tyle dobrze, że włodarze DC Comics postanowili iść za ciosem i zlecili Jamesowi Tynionowi IV i Scottowi Snyderowi obmyślenie kolejnej fabuły. Na szczęście seria Wieczni Batman i Robin nie jest kontynuacją, dlatego rzecz można czytać bez znajomości pierwszej pozycji. Warto jednak wiedzieć, że Bruce Wayne nie jest już Batmanem, a rolę Zamaskowanego Krzyżowca aktualnie gra Jim Gordon, który biega po ulicach Gotham w Bat-zbroi.

Głównymi aktorami są członkowie Bat-rodziny: Dick Grayson (ex-Nightwing, a aktualnie szpieg organizacji Spyral o kryptonimie Agent-37, Jason Todd (Red Hood), Tim Drake (Red Robin) i Harper Row (Bluebird). Dzielna czwórka nie odwiesiła peleryn na wieszak, nie złożyła broni, a kontynuuje misję byłego mentora: broni i walczy. Właściwa fabuła rozpoczyna się w chwili pojawienia się w Gotham tajemniczego zabójcy o pseudonimie Orphan, który okazuje się być „prawą ręką” niejakiej Matki. Z biegiem akcji dowiadujemy się, że przestępcza działalność Matki sprowadza się do sprzedawania „zaprogramowanych” ludzi zgodnie z potrzebami i zachciankami zamawiających. Bogacze zamawiają idealne żony. Wszystko wskazuje na to, że kilka lat temu Batman skorzystał z usług handlarki i poprosił o zupełnie nowego pomocnika.

Czy faktycznie takie zdarzenie miało miejsce? Jeśli tak, to który z Robinów jest tym podstawionym? Śledzimy poczynania bohaterów, którzy próbują odkryć prawdę o byłych wydarzeniach. Muszą działać zespołowo i czuwać nad sobą, bo Orphan na nich poluje. Scenarzystom, którzy pracowali po czujnym okiem Tyniona i Snydera, udało się ukazać różnorodne charaktery Cudownych Chłopców, to chyba najciekawszy aspekt całego cyklu. Finalnie przecież zagadka zostanie rozwiązana i zapomniana, a zostaną postaci i to, co się o nich dowiedzieliśmy. Z całej czwórki najsłabiej wypada Dick Grayson, który zbyt mocno wciela się w rolę szpiega i trochę przypomina Jamesa Bonda. W komiksie pojawia się milcząca Cassandra Cain, która tym samym zalicza udany debiut w The New 52.

W produkcji uczestniczyło kilkunastu rysowników, którzy rysowali pod nadzorem Tony’ego S. Daniela. Dlatego pod względem wizualnym całość prezentuje się spójnie: realistyczne przedstawienie postaci, ciała o rozbudowanej muskulaturze, dynamiczne kadrowanie i filmowe ujęcia. Żadnych fajerwerków, ale miło się ogląda.

Pierwsza połowa bieżącego tomu trzyma w napięciu, gdyż fabuła rozwija się dynamicznie i w zaskakującym kierunku. Linearność narracji jest co jakiś czas zaburzana retrospekcjami. Dobrze wypadają wtrącenia z przeszłości Batmana, które nie są ani nachalne, ani przestrzelone, a pełnią utylitarną funkcję – podsycają w czytelniku wątpliwości związane z ewentualną współpracą Nietoperza z Matką. W drugiej połowie napięcie siada, komiks zaczyna przypominać typowe superhero: mordobicie wszystkich ze wszystkimi. Niewiele wnosi pojawienie się Bane’a czy Azraela.

Cykl Wieczni Batman i Robin raczej nie będzie znaczącym dla Bat-mitologii dziełem. Lektura „jedynki” jest interesująco zbudowanym, rozrywkowym czytadłem. Całość jest na tyle ciekawa, że chętnie sięgnę po „dwójkę”.

Scott Snyder & James Tynion IV & Tim Seeley & Steve Orlando & inni (sc.), Tony S. Daniel & Goran Sudžuka & Geraldo Borges & Javier Pina inni (rys.), „Wieczni Batman i Robin. Tom 1”, tłum. Marek Starosta, Klub Świata Komiksu – album 1113, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2017.

[scenariusz: 4, rysunki: 4, kolory/cienie: 4] 

{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Batman Mroczny Rycerz #2: Spirala przemocy

12/07/2016 § Dodaj komentarz


 Strach na Wróble kontra Batman

BatmanMR2Tomasz Kołodziejczak, pełniący funkcję redaktora prowadzącego Klubu Świata Komiksu w wydawnictwie Egmont Polska, wielokrotnie w wywiadach podkreślał, że w naszym kraju najlepiej sprzedają się komiksy z udziałem Batmana. Nic więc dziwnego, że polska odnoga duńskiej oficyny postawiła w głównej mierze na albumy z Gackiem. Nie tylko w ramach ekskluzywnej linii DC Deluxe, ale także w cyklu Nowe DC Comics (czyli przedruków z The New 52). Dotychczas uruchomione zostały cztery oryginale serie, w których obrońca Gotham gra pierwsze skrzypce: Batman: Mroczny Rycerz, Batman: Detective Comics, Batman oraz Wieczny Batman.

W ramach pierwszej wydano w naszym kraju dopiero trzy tomy. Premierowy, Nocna trwoga, napisany przez spółkę Paul Jenkins i David Finch, raził konstrukcyjnym chaosem i niczym specjalnym nie zachwycał. David FinchPewnie dlatego włodarze amerykańskiego giganta zdecydowali, po 10. zeszycie, powierzyć pisanie serii komuś innemu – padło na Gregga Hurwitza. W Spirali przemocy głównym antagonistą Mrocznego Rycerza jest doktor Jonathan Crane, czyli Stracha na Wróble, który poświęca czas i środki na doskonalenie swojej toksyny, wywołującej paniczne napady strachu. Do eksperymentów używa dzieci, które porywa z ulic i placów zabaw Gotham, przez jakiś czas je przetrzymuje, a gdy nie są mu potrzebne, to pozwala im odejść. Odnajdują się skrzywione, przestraszone, zamknięte w sobie i całkowicie wyprane z emocji. Batman i komisarz Gordon zrobią wszystko, aby oszczędzić złych doświadczeń kolejnej młodej osobie, dlatego ruszają śladem Crane’a.

Zawiązanie i zakończenie akcji, a także sposób prowadzania śledztwa nie odbiega od schematów The Dark Knightwypracowanych przez dziesięciolecia w opowieściach o najsłynniejszym detektywie w pelerynie. Jednak Hurwitz dokłada swoją małą, a zarazem ciekawą, cegiełkę do nowej mitologii. Udało mu się pogłębić psychologiczny obraz bohaterów, nie tylko dwóch głównych antagonistów, ale ze swoimi demonami (strachu) muszą się także zmierzyć: aktualna partnerka Bruce’a Wayne’a (pianistka pochodząca z Ukrainy) czy grający młodocianego twardziela Damian Wayne, któremu niby wszystko zwisa, ale nagle zaczyna się martwić o ojca.

Zaimponowała mi próba ujęcia młodego Jonathana i panicza Bruce’a w kontekście tego samego doświadczenia – strachu zaznanego w dzieciństwie, który determinował zarówno podejmowane działania, jaki i odpowiedzi na pytania: Kim chcesz być, jak dorośniesz? Co na to powiedziałby twój ojciec?

Za oprawę graficzną odpowiada David Finch, który jest artystą dość znanym i cenionym. Niestety, nie potrafię znieść jego obrazu Batmana-mięśniaka. Finch lubi pokazywać swoich bohaterów w efekciarskich, ale i kuriozalnych pozach, Gregg Hurwitzw których łamane są prawa perspektywy, a wierność anatomiczna nie gra dużej roli. Na pierwszy rzut oka plansze wyglądają dobrze, ale jest to głównie zasługa osób, które nakładały tusz i kolory, odpowiednio: Richarda Frienda i Sonii Oback. To oni stoją za mrocznym i przerażającym klimatem tej opowieści.

Album Spirala przemocy jest zdecydowanie lepszym komiksem od poprzednika. Zmiana scenarzysty wyszła serii na dobre. Pomysł Hurwitza jest całkiem niezły, autor postawił na mroczną opowieść z pogranicza psychologicznego dreszczowca i horroru. Oczywiście mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby tylko pisarz zdecydował się odejść od utartych schematów prowadzenia akcji.

Gregg Hurwitz (sc.), David Finch & Mico Suayan & Juan José Ryp & RichardFriend (rys.), „Batman Mroczny Rycerz #2: Spirala przemocy”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 881, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.

[scenariusz: 3+, rysunki: 3, kolory/cienie: 4] 

Finch batman

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Batman #4: Rok zerowy – Tajemnicze Miasto

05/12/2014 § Dodaj komentarz


Daleko padło jabłko od jabłoni

batmanCzwarty tom nowych, pisanych przez Scotta Snydera, przygód Batmana przynosi nam opowieść o początkach postaci obchodzącej w bieżącym roku 75 lat istnienia. Album Rok zerowy – Tajemnicze miasto jest w założeniu historią o tym jak doszło do przemiany młodego Bruce’a Wayne’a w Mrocznego Rycerza. Omawiana część to dopiero połowa historii – dalszą poznamy po lekturze Mrocznego miasta, znajdującego się w zapowiedziach Egmontu.

Całość zaczyna się od powrotu panicza Wayne’a do Gotham City po siedmiu latach nieobecności. Przez tych kilka lat nie dawał żadnego znaku życia, dlatego wszyscy (łącznie z Alfredem) byli przekonani, że nie żyje. W to co robił i gdzie bywał w tym czasie, mamy wgląd w trzech krótkich epizodach umieszczonych na końcu albumu. Imperium Wayne’ów prowadził w zastępstwie Philip Kane, który chciałby zejść ze sceny i oddać ster firmy młodemu włodarzowi. Tym bardziej, że nad wujem Bruce’a gromadzą się czarne chmury: wplątał się w szemrane interesy, dał się podejść przestępcom – oddał im palec, a oni wzięli całą rękę. Do tego wątpliwą renomą cieszy się jego biznesowy doradca – Edward Nygma.

Początkowo obecność w mieście spadkobiercy fortuny Wayne’ów utrzymywana jest w tajemnicy. batman rokOn sam nie chce się wychylać. Daleko mu do playboya, przypomina raczej rekruta Marines: krótko ostrzyżone włosy, boki całkiem wygolone, umięśniony tors, ściągnięte brwi, zaciśnięte usta. Nie przyjechał przejmować firmy. Ma misję, osobistą krucjatę – chce oczyścić miasto z przestępców.

Jego pierwszym przeciwnikiem jest Red Hood i jego gang, którego członkowie rekrutowani są ze zwykłych, szeregowych obywateli Gotham. Każdy może być potencjalnym wrogiem, wszyscy są zastraszeni i wykonują polecenia Red Hooda – nawet policjanci. W chwili, w której zakładają maskę (czerwoną kominiarkę) poddają się pod władzę bosa. To jeden ze słabszych elementów scenariusza – Hood musiałby mieć niezłą kartotekę brudów na każdego obywatela, a to wydaje się mało prawdopodobne.bat-motocykl

Wayne prowadzi ryzykowne śledztwo, chcąc odkryć prawdziwą tożsamość szefa oraz przejrzeć jego plan, aby móc w odpowiednim momencie zainterweniować. Początkowo prowadzone jest ono nieudolnie i na wielu jego etapach kończy się ślepymi zaułkami. Wart podkreślenia jest fakt, że w pierwszych starciach nie występuje jeszcze Batman, a młodzieniec, który dostaje niezły łomot i pewnie (gdyby nie dawne, frontowe zdolności Alfreda) skończyłby martwy.

Oprawa graficzna nie powala. Żadnych zaskoczeń. Jest bardzo poprawnie, dokładnie i realistycznie. Może właśnie zbyt realistycznie przedstawiono bohaterów i scenerię wydarzeń. Plansze budowane są z kadrów nakładających i zachodzących na siebie. Linia spadu górnego i dolnego jest przekraczana, kadry wyskakują ponad lub opadają pod nią. Dodatkowo panele w planszy często rozmieszczono nieregularnie, mimo tego ma się wrażenie, że asymetria, nieprecyzyjność jest wystudiowanym zabiegiem. Brakuje lekkości, liczy się efekt – zaskoczyć czytelnika.batman atak

„Narodziny” Batmana zafundowane przez Snydera, to twórcza wariacja na motywach komiksu Rok pierwszy, napisanego w 1987 roku przez Franka Millera, który należy do klasycznych (kanonicznych) opowieści o Zamaskowanym Krzyżowcu. Podczas lektury recenzowanego tomu nie mogłem pozbyć się silnego odczucia, że już kiedyś to czytałem. Snyder nie przeszczepia pomysłów Millera w skali jeden do jednego, ale główne elementy konstrukcyjne pozostają bez zmian. Chociaż w autorskim szkicu, zamieszczonym na końcu książki, buńczucznie deklaruje: „Chcę, by ta historia była zaprzeczeniem Roku pierwszego, opowieści kameralnej, ponurej, odważnej, realistycznej i mrocznej (…). Nasza opowieść jest olbrzymią, gigantyczną, wstrząsającą miastem w posadach przygodą pełną akcji i elementów science fiction!”. Według mnie scenarzyście nie udało się zrealizować zapowiedzi. Rok zerowy – Tajemnicze miasto to najsłabsza produkcja w New 52 w linii Batmana.

Scott Snyder & James Tynion IV (scen.), Greg Capullo & Danny Miki & Rafael Albuquerque (rys.), „Batman #4: Rok zerowy – Tajemnicze Miasto”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Klub Świata Komiksu – album 829, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2014.

[scenariusz: 2+, rysunki: 3, kolory/cienie: 4]

zero Year

sklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Batman. Mroczne zwycięstwo

02/12/2014 § Dodaj komentarz


400 stron mrocznego kryminału

batman mroczne zwyciestwoW zeszłym roku w Polsce ukazał się album Batman. Długie Halloween (recenzję czytaj tu: klik! klik!) wyprodukowany przez Jepha Loeba (scenariusz) i Tima Sale’a (rysunki). Komiks ten należy do wąskiej grupy najlepszych opowieści o Batmanie. Został entuzjastycznie przyjęty przez rodzimych krytyków i czytelników. Dlatego nie dziwi, że oficyna Mucha Comics poszła za ciosem i niedawno wydała sequel – Batman. Mroczne zwycięstwo – który został przygotowany przez ten sam twórczy duet. A właściwie tercet, ponieważ Gregory Wrighta, który nakładał kolory, należy także uznać za „ojca” sukcesu.

Omawiana książka nie jest, na szczęście, tylko „odcinaniem kuponów” od popularności jaką cieszyło się Długie Halloween. Twórcy rozwijają osobowość Mrocznego Rycerza oraz rozbudowują emocjonalną siatkę wzajemnych relacji bohaterów, a rozwiązania graficzne Tima Sale’a ocierają się o mistrzostwo.

Główna linia fabularna jest wariacją tej znanej z Długiego…: batmanznów ktoś w Gotham City popełnia seryjne zbrodnie, które przypominają morderstwa Hollyday’a. Wówczas pierwszą ofiarę zamordowano w Halloween, a kolejne morderstwa miały miejsce w Święto Dziękczynienia, na Boże Narodzenie, w Sylwestra, na Walentynki i Prima Aprilis. Wtedy ginęli przedstawiciele rodzin mafijnych Mrocznego Miasta, a tym razem ktoś uparł się, aby w każde kolejne święto – począwszy także od Halloween – zabijać policjantów. Giną w określony sposób, dlatego seryjnemu mordercy nadane zostaje przezwisko Hangman-Wisielec. Dodatkowo przy każdym trupie znajduje się kartka z dziecięcą grą w powieszonego.

Mroczne zwycięstwo jest czasowo bezpośrednią kontynuacją poprzedniego albumu. Batman jest początkującym detektywem. Jim Gordon, niedawno mianowany na komisarza, początkowo podejrzewa, że morderstwa stanowią element kolejnych mafijnych porachunków. Intryga się zagęszcza, gdy ktoś uwalnia pensjonariuszy Azyl Arkham. Dodatkowo zostają skradzione akta byłego prokuratora Harvey’a Denta, a nowa pani prokurator – Janice Porter – konfliktuje się z Gordonem. Komisarz miota się niczym mucha w pajęczej sieci próbując odgadnąć kto stoi za egzekucjami jego podopiecznych. W tle Batman toczy swoje śledztwo. Zrazu dość nieudolnie, ale z biegiem akcji coraz sprawniej łączy fakty. Czytelnik długo nie domyśla się, kto stoi za tymi bestialskimi czynami. Historia jest wciągająca od pierwszego do ostatniego rozdziału, a finał i odpowiedź na dwa kluczowe pytanie („Kto zabija? I dlaczego?”) jest zaskakująca.

Recenzowany komiks to rasowy czarny kryminał. selinaIntryga jest przemyślnie zbudowana, scenarzysta zadbał o logikę wydarzeń. Bohaterzy są ludźmi z krwi i kości, a nie marionetkowymi „trykociarzami”. Główne postacie aż kipią od emocji, ich wzajemne relacje są wyraziste: polecam zwrócić uwagę na wzajemną fascynację (przyciąganie i odpychanie) Catwoman i Batmana, a potem zestawić ze sobą tych bohaterów, ale już bez masek – Selina Kyle vs Bruce Wayne lub na rodzącą się więź miedzy Batmanem, a młodym Dickiem Graysonem, późniejszym Robinem.

Dodatkowo opowiadanie zawiera klasyczne elementy noir. Ponure miasto. Deszcz, mgłę i mrok. Akcja dzieje się w klaustrofobicznych przestrzeniach ograniczonych ciemnymi zaułkami. Występuje mało towarzyski i gburowaty detektyw (w tej roli sam Batman). Piękna, długonoga blondynka, która miesza szyki (w tej roli pani Porter). Sieć wskazówek i tropów rozsiana po całej książce, które dopiero podczas ostatniego spojrzenia (z góry, po przeczytaniu całości) idealnie do siebie pasują.

Po słynnej kinowej trylogii Christophera Nolana pisanie o ludzkim wymiarze i osobowości Batmana, szubienicao walce sam przeciw wszystkim, wątpliwym wymiarze etycznym tej walki wydaje się trochę nie na czasie. Nie należy jednak zapominać, że to właśnie z komiksów Loeba i Sale’a scenarzyści zaczerpnęli wiele wątków, dzięki którym Mroczny Rycerz stał się bardziej współczesny i ludzki. We wstępie do książki David S. Goyer napisał: „Warto zauważyć, że Bruce Wayne pojawia się w tej historii jedynie marginalnie. A to dlatego, że jego człowieczeństwo powoli obumiera. Kiedy Harvey Dent się załamuje, pociąga Bruce’a za sobą. Takie podejście do tematu rozwinąłem później wraz z Chrisem Nolanem w filmach o Batmanie”.

Należy podkreślić, że Mroczne zwycięstwo nie byłoby takim świetnym albumem, gdyby nie oprawa graficzna Tima Sale’a. Wyśmienicie wczuł się w klimat tej opowieści. Nieustanny mrok, wyraziste cienie, zdecydowane kontrastów – jeśli scenariusz tego wymaga, to rysownik z długiego planu wyłuskuje jakiś szczegół, który ma znaczenie dla dalszego przebiegu akcji. Postacie wtapiają się w otoczenie, ponieważ umieszczone zostały na ciemnym tle. W niewielkim stopniu się wyodrębniają, co w chwili ataku lub nagłego ruchu zaskakuje czytelnika, a dodatkowo podkreśla atmosferę grozy. Kadrowanie jest dynamiczne, ujęcia się przeplatają: raz patrzymy z góry, raz z dołu. Batman, gdy patrzymy na niego z żabiej perspektywy jawi się nam, niczym zwalista skała.cmentarz

Album liczy sobie niespełna 400 stron, a za sprawą kryminalnej intrygi oraz zagadki, która musi zostać rozwikłana, czyta się go jednym tchem. A potem jeszcze raz ogląda się wciągające plansze, aby podziwiać kunszt Sale i Wrighta. Mroczne… jest pozycją obowiązkową dla wszystkich, którym wydaje się, że komiksy o superbohaterach to tylko miałka rozrywka.

Jeph Loeb (scen.), Tim Sale (rys.), „Batman. Mroczne zwycięstwo”, tłum. Tomasz Sidorkiewicz, Mucha Comics, Warszawa 2014.

[tekst: 5+, rysunki: 6, kolory/cienie: 6]

batman i robin

sklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

 Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Where Am I?

You are currently browsing entries tagged with Batman recenzja at Kopiec Kreta.

%d blogerów lubi to: