Druuna #0: Anima

18/07/2016 § Dodaj komentarz

Pierwsze spotkanie z legendarną Druuną

Druuna animaWłoscy artyści komiksowi i ich albumy nie są w naszym kraju szeroko reprezentowani. Wyjątkiem jest może Milo Manara czy Guido Crepax. Ostatnimi czasy, za sprawą Bum Projekt, powróciła seria Dylan Dog autorstwa Tiziano Sclaviego. Jak widać mamy w tej materii sporo do nadrobienia, nie tylko względem nowości, ale i klasyki. Wygląda na to, że za klasykę zabrała się łódzka oficyna Kurc, bo jak możemy przeczytać na stronie edytora: „Interesuje nas komiks środka w szeroko pojmowanej formule. Najkrócej: ambitne komiksy fantastyczne, przygodowe i inne z ostatnich 30 lat. Oczywiście komiksowy mainstream, ale również z wycieczkami na pobocza”. Choć album Druuna: Anima jest właściwie „świeżynką”, bo włoska premiera miała miejsce z początkiem bieżącego roku, to jednak rzecz odwołuje się do klasycznej już serii Paolo Eleuteri Serpieriego.

Urodzony w 1944 roku artysta jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych włoskich twórców, który sławę zawdzięcza głównie ośmiotomowej serii Druuna. Pierwsza odsłona zatytułowana jest Morbus Gravis i Paolo Eleuteri Serpieriukazała się w 1985 roku. Przygoda Serpieriego z regularną produkcją serialu zakończyła się w 2003 roku. Omawiana publikacja taktowana jest przez twórcę jako album zerowy serii, używając terminologii filmowej mamy do czynienia z prequelem. Właśnie Animą wydawnictwo Kurc rozpoczyna regularne przybliżenie legendarnej sagi polskim fanom opowieści obrazkowych. Druuna opowiada o przygodach tytułowej czarnowłosej piękności w postapokaliptycznej przyszłości; fabuła to konglomerat elementów rodem z pulpowego horroru i wyuzdanej erotyki. Należy podkreślić, że nie jest komiks pornograficzny, jak to ma czasem miejsce w wypadku produkcji Manary.

Wróćmy jednak do omawianego albumu. Rzecz rozpoczyna się o poranku w namiocie przypominającym trochę mongolską jurtę. Ze snu budzi się tytułowa bohaterka – Anima, która lekko się przyodziewa i wychodzi na zewnątrz, aby przywołać dziwne latające stworzenie, które unosi ją do wodospadu. W strugach wody mamy okazję podziwiać bohaterkę w całej okazałości, nie tylko my, bo scenie kąpieli przygląda się także wielki wąż, który nagle atakuje kobietę. Udaje jej się ujść z życiem dzięki pomocy mężczyzny, który nie pozostaje obojętny na jej wdzięki. Następuje zbliżenie, ale… Znów wpada w tarapaty, znów musi uciekać, znów wabi… I tak mniej więcej przedstawia się cała fabuła. W komiksie nie pada ani jedno słowo.

Scenariusz ewidentnie ma charakter pretekstowy i symboliczny.Paolo Serpieri Zresztą nie o fabułę czy narrację literacką w produkcji Serpieriego chodzi. Album stanowi swoiste, wysoce autoironiczne pożegnanie z bohaterką, która przez wiele lat była obsesją włoskiego twórcy. Powołując się na Carla Junga wychodzi, że rysownik poświęcił cały artbook kobiecemu aspektowi swojej męskiej psychiki: w formie żartu (a może zupełnie poważnie?) wprowadza do komiksu samego siebie i swoje dzieła. Nie dość na tym, finalnie Anima okazuje się być także „duszą”/„obrazem” Druuny.

Przygody biegającej nago (lub prawie nago) kobiety są dla artysty pretekstem do zaprezentowania swych artystycznych zdolności i możliwości. Każdy kadr to małe dzieło sztuki. Rysownik używa techniki „tysiąca cieniutkich kresek”, z których buduje bardzo szczegółowe obrazy. Z jednej strony mamy dziwaczną faunę i florę. A z drugiej niezwykle wiernie przedstawione, ze wszystkim szczegółami anatomicznymi, ludzkie i zwierzęce ciała. Do tego przytłumiona, „brudna” kolorystyka z dużą ilością odcieni, całość mieni się barami.Druuna Nie będę pisał na temat kadrowania i budowy planszy, odsyłam do posłowia Wojciecha Birka zamieszczonego w tomie, w którym ten naukowiec i tłumacz bardzo trafnie charakteryzuje styl Serpieriego.

Edytorsko i redaktorsko album prezentuje się wręcz fenomenalnie: duży format, kredowy papier, obwoluta, wklejka z rysunkiem, twarda okładka, oprawiona w czarny imitująca płótno materiał, na wierzchu której znajdujemy złote tłoczenie, wspomniane powyżej posłowie Birka oraz garść szkiców Serpieriego, a do tego estetyczne fonty, całość z rozmysłem zaplanowana i ustawiona. Nawet jeśli nie zdecydujecie się kupować całej serii, album warto posiadać, choćby tylko po to, aby obcować z pięknymi rysunkami w pięknie przygotowanej książce.

Paolo Eleuteri Serpieri (sc. & rys.), „Druuna #0: Anima”, Wydawnictwo Kurc, Łódź 2016.

[scenariusz: 4, rysunki: 6-, kolory/cienie: 6]

Paolo Serpierisklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla ksiazki.wp.pl, aby ją przeczytać, wystarczy kliknąć ::tu:: wp.ksiazki

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Druuna #0: Anima at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: