Velvet #1: U kresu

13/07/2016 § Dodaj komentarz

 Najnowsza produkcja Brubakera to taka lepsza XIII

Velvet comicsOstatnimi czasy oficyna Mucha Comics nieźle sobie poczyna. Wprowadza na krajowy rynek mainstreamowe komiksy, które za oceanem mają status pozycji kultowych, ważnych i ambitnych. Dodatkowo wyraźnie widać, że redakcja stara się być na bieżąco, a nie tylko sięgać po sprawdzone superhero. To dzięki Musze mamy możliwość kupienia w Polsce takich pozycji, jak: Saga, Chew, Fatale czy Bękarty z Południa. Niedawno do tego atrakcyjnego koszyka dorzucona została kolejna intrygująca pozycja – Velvet.

Serial ten ukazuje się w Image Comics od października 2013 roku; ma status „ongoing”, czyli wciąż jest w produkcji, do tej pory ukazało się 14 zeszytów, kolejny zapowiadany jest na lipiec. Za scenariusz odpowiada Ed Brubaker, a za rysunki Steve Epting. Pierwszego z panów nie trzeba jakoś specjalnie przedstawiać, wystarczy wspomnieć, że Fatale czy Gotham Central wyszły spod jego pióra. Natomiast rysownik nie jest w naszym kraju specjalnie znany, choć ma na swoim koncie koprodukcję z Brubakerem przy Zimowym Żołnierzu, która ukazała się w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Tyle tytułem wstępu, teraz zobaczymy, co ma do zaoferowania ich najnowsza wspólna produkcja.

Główną bohaterką jest niejaka Velvet Templeton, która pracuje jako sekretarka w tajnej agencji szpiegowskiej. ARC-7 jest głęboko utajoną instytucją, że o jej istnieniu wie bardzo niewielu. Velvet EptingAkcja rozpoczyna się w 1973 roku w Paryżu, gdzie zostaje zdekonspirowany i zamordowany Jefferson Keller (pseudonim X-14), jeden z najlepszych agentów firmy. Wydarzenie stawia na nogi całą centralę agencji w Londynie. Rozpoczyna się gorączkowe śledztwo, w którym próbuje się ustalić, kto zabił Kellera i dlaczego? Wszystkie raporty przechodzą przez biurko pani Templeton, której fotograficzna pamięć przypomina, że w codziennym sprawozdaniu agenta jest jednodniowa luka. Zaczyna kopać, aby ustalić prawdę, co uruchamia lawinę zdarzeń, których nawet ona nie jest w stanie kontrolować.

Jak to bywa w tego typu szpiegowskich historiach, rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem. Ktoś wyraźnie nie życzy sobie, aby Velvet rozkminiła, kto jest odpowiedzialny za wydarzenia, które miały miejsce w Paryżu. Przy okazji okazuje się, że protagonistka wcale nie jest takim zwykłym biurowym pracownikiem ARC-7, jakby się mogło wydawać, że w przeszłości całkiem nieźle radziła sobie w walce wręcz i z bronią.

Brubaker ma na swoim koncie wiele atrakcyjnych narracji. Jeśli chodzi o omawianą pozycję, to właściwie akcji nie można nic zarzucić. Ed BrubakerKonstrukcja fabuły jest poprawna, a miejscami nawet więcej niż poprawna. Intryga sprawia wrażenie zmyślnej i przemyślanej, na koniec albumu czytelnik zostaje z większą ilością pytań niż odpowiedzi, co dobrze wróży kolejnym tomom. Narracja prowadzona jest głównie przez główną bohaterkę. Na uwagę (i uznanie) zasługuje prolog, w którym warstwa literacka nie oddaje tego, co widzimy w kadrach; dostajemy w nim (niejako w bonusie) kilka dodatkowych szczegółów z feralnego paryskiego wieczoru. Docenić należy także fakt, że pierwsze skrzypce w tej historii przyznano kobiecie, silnej, samodzielnej, lojalnej i inteligentnej. Co prawda ujęcie Templeton nie odbiega od klasycznego przedstawiania kobiet w komiksie (i w literaturze): główną siłą jest jej seksapil.

Równie dobrze ze swojego zadania wywiązał się rysownik, który świetnie bawi się wizualnymi kliszami: Brubakerrzecz dzieje się w mrocznych i wąskich zaułkach, wieczorami i często pada. Rysunek jest realistyczny, postaci przedstawiono z dbałością o wszelkie szczegóły anatomiczne. Nie powiem, ubawiło mnie, że Steve Epting nadał Velvet Templeton rysy twarzy Susan Sontag (z tym słynnym siwym kosmykiem). Klasyczne kadrowanie, bez większych eksperymentów. Całościowe podejście do warstwy graficznej (przedstawienie postaci, szczegółowe odwzorowanie miejsc i przedmiotów z lat minionych, klasyczne kadrowanie, staranna kreska oraz kolory) przywodzi mi na myśl europejskie produkcje z oficyny Dargaud czy Glénat.

Patrzę na album z perspektywy zakończonej lektury i myślę sobie, że jest to komiks bardziej europejski niż amerykański, śmiało mógłby pierwotnie ukazać się w którymś z wydawnictw wymienionych powyżej. Zresztą nie jest to tylko moja opinia, naczelny Alei, Łukasz Chmielewski w rozmowie przyznał, że „produkcja Brubakera to taka lepsza XIII”. Zgadzam się, chociaż dla mnie to taki amerykański miks XIII i Lady S. Tymczasem Velvet jawi się jako dość klasyczna opowieść szpiegowska w klimacie noir. Rzecz dobra, warta lektury, choć bez szaleństw.

Ed Brubaker (sc.), Steve Epting (rys.), „Velvet #1: U kresu”, tłum. Jacek Drewnowski, Mucha Comics, Warszawa 2016.

 [scenariusz: 4+, rysunki: 5, kolory/cienie: 5]

Steve Epting Velvetsklep {komiks można kupić tu: klik! klik!}

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Velvet #1: U kresu at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: