Śmiercionośni

10/07/2016 § 2 komentarze

Jeśli lubicie Thomasa Otta…

ŚmiercionośniOstatnio z niepokojem obserwuję u siebie coraz większy rygor w ocenie kolejnych komiksowych tytułów. Rrzadziej zdarza mi się uznać coś za choćby zadowalające, z coraz to większą skrupulatnością wytykam różnorakie błędy. W końcu, sam siebie zaczynam postrzegać jako malkontenta i zastanawiać, czy aby przesadna liczba pochłanianych lektur nie pozbawia mnie zwykłej przyjemności czytania, która jest wszakże istotą lektury.

Wyczekuję, aż w końcu zdarza się coś, co chwyci za serce. Wywoła eksplozję zachwytu, da przyzwolenie na luksus aprobaty, wywoła szczery uśmiech niczym nieskrępowanej radości, stanowić będzie ucztę dla oka i pożywkę dla mózgu, który analizując każdy kolejny aspekt sapnie z zadowoleniem i zapewni o braku zastrzeżeń.

Takim małym, wielkim dziełem okazał się być wydany przed niemal dziesięcioma laty komiks Łukasza Ryłko – Śmiercionośni. To zbiór z pozoru prostych, krótkich opowiadań, Łukasz Ryłkoktóre splatają się ze sobą niczym włókna konopnego sznura. Dopiero, gdy spojrzeć na nie z dystansu, widać idealnie spasowaną całość o niezwykle zwartej strukturze.

Rysunki nie tylko stoją na bardzo wysokim poziomie, lecz także znakomicie i z pełną swobodą opowiadają historię; są lekkie, momentami zabawne i zawsze doskonale odpowiadają treści. Wzorem największych francuskich mistrzów wydają się niedbałe tam, gdzie dbałość nie jest wskazana i wyraziste, gdy zachodzi taka potrzeba.

Nie sposób opisać tego dzieła pomijając Thomasa Otta, mistrza gatunku. W mojej opinii Śmiercionośni są tak samo dobrzy, Ryłkoa może nawet lepsi, niż znane mi dzieła Thomasa. Podobny, nieco upiorny i fantasmagoryczny wydźwięk historii idzie w parze z doskonale zaprojektowaną wizją dążącą do satysfakcjonującej pointy. U Łukasza funkcjonuje jednak dodatkowy „cukierek” pod postacią wspomnianego, wielowymiarowego splotu zdarzeń. Celowo pomijam konkrety, by nie psuć przyjemności z samodzielnego zapoznawania się z tym zabiegiem podczas lektury. Może rysunki nie są tak gęste i charakterystyczne, jak u Otta, ale poziom historii estetyczne niuanse pozostawia w tyle.

Szybki research wskazuje, że Łukasz nie wydał poza tym chyba żadnego, autonomicznego komiksu. Tomik ten można dostać za dwadzieścia złotych. Tym bardziej warto wspominać tą wyjątkową i być może nieco zapomnianą perełkę.

Jeśli lubicie Thomasa Otta, jeśli lubicie nieme komiksy, jeśli lubicie czarno-białe komiksy, jeśli lubicie dobre komiksy… cholera, jeśli w ogóle lubicie komiksy – sprawdźcie to!

Łukasz Ryłko (sc. & rys.), „Śmiercionośni”, Kultura Gniewu, Warszawa 2007.

[autor: Józek Śliwiński]

naglowek-smiercionosnisklep{komiks można kupić tu: klik! klik!}

Zapisz

Zapisz

Advertisements

Tagged: , , , , , , , , ,

§ 2 Responses to Śmiercionośni

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Śmiercionośni at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: