Konungowie #1: Najazdy

17/05/2016 § Dodaj komentarz

 Wikingowie nie zawsze receptą na sukces

Konungar1Wydawać by się mogło, że pomieszczenie w jednej opowieści dzielnych Wikingów, śmiertelnie niebezpiecznych Centaurów, podstępnych Celtów, bratobójczych walk o władzę, opiekę asgardzkich bogów, pradawnej magii, która ożywia krwiożerczych Berserków, to przepis na wciągającą i dynamiczną historię, która musi okazać się murowanym sukcesem. Jednakże pierwszy album serialu Konungowie rozczarowuje na całej linii.

Album zaczyna się od najazdu wielgaśnych Centaurów na królestwo Alstavik. W tym samym czasie celtycki lud Mog Ruith napada na ziemie Rildriga, chcą przejąć szlaki handlowe. Nordyckie królestwo jest podzielone z jednej strony na zwolenników panującego Konunga, a z drugiej na sprzyjających jego bratu. Obaj walczą o sukcesję od śmierci ojca. Trwająca od dekady bratobójcza wojna zdestabilizowała państwo. Istnieje obawa, że nadchodzące zagrożenia z zewnątrz doprowadzą do jego upadku. Sytuację próbuje ratować księżniczka Elfi, która życzy sobie pokoju między braćmi.

Scenarzystą komiksu jest Sylvain Runberg. Autor znany w naszym kraju, 09-Konungowie1za sprawą całkiem oryginalnej serii science fiction Orbital, która wydawana była przez oficynę Taurus Media. Belgijski pisarz średniego pokolenia (ur. w 1971 roku) tym razem próbował złapać za dużo srok za ogon. Nie można powiedzieć, że narracja jest źle poprowadzona. Akcja dzieje się na dwóch, sprawnie przeplatających się, płaszczyznach czasowych. Wydarzenia wynikają z siebie, ale jest ich zbyt wiele, panuje chaos informacyjny. Brakuje dynamiki i emocji, poczucia realnego zagrożenia. Czytelnik nie uświadczy żadnego dramatycznego suspensu czy zwrotu akcji.

Za warstwę graficzną odpowiada chiński rysownik posługujący się pseudonimem Juzhen. Plansze skomponowane zostały klasycznie, w stylu dobrze znanym z komiksów frankofońskich, co trochę dziwi. KonungowieArtysta ma wyraźne problemy z nadaniem dynamiki swoim postaciom. Nawet sceny walki są monumentalne i statyczne, jakby antagoniści byli figurkami, które dopiero pozują do storyboardu. Z mimiką też nie jest najlepiej, podczas większość ujęć i najazdów twarze pozbawione są jakichkolwiek zmarszczek czy bruzd, zieje z nich pustka, nic nie wyrażają. Album zaludniony jest w 99,99 % przez mężczyzn, którzy wyglądają jak biblijne olbrzymy (nefilim). Natomiast przedstawienie księżniczki Elfi ma w sobie coś mangowego: świecące, półotwarte usta, wielkie oczy, obfity biust i wąską talię. Rysownik ma niejakie problemy ze skrótami anatomicznymi, które próbuje ukryć w mroku i cieniu, bo Juzhen także odpowiada za kolory w albumie.

Konungowie to trylogia, której pierwszy tom wypada bardzo blado. W niewielkim stopniu zainteresuje fanów fantasy i miłośników nordyckiej mitologii. Rzecz dla wytrwałych i do jednorazowej lektury.

Sylvain Runberg (sc.), Juzhen {pseud.} (rys.), „Konungowie #1: Najazdy”, przeł. Jakub Syty, Klub Świata Komiksu – album 880, Wydawnictwo Egmont Polska Sp. z o.o., Warszawa 2015.

 [scenariusz: 2, rysunki: 2-, kolory/cienie: 3+]

Konungowiesklep {komiks można kupić tu: klik! klik!aleja komiksu

Recenzja napisana dla serwisu Aleja Komiksu, klikać :tu: tak! :tu:

Reklamy

Tagged: , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

What’s this?

You are currently reading Konungowie #1: Najazdy at Kopiec Kreta.

meta

%d blogerów lubi to: